Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babydream. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babydream. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 października 2014

Zużycia wrześniowo - październikowe

Dawno nie pisałam na blogu żadnej notatki, wena uleciała i za nic nie chciała wrócić. Dzisiaj jednak przybywam z wrześniowo - październikowymi zużyciami. Nie ma tego zbyt dużo, ale w tej gromadce jest kilka naprawdę świetnych kosmetyków, które warto poznać, więc zapraszam do czytania i oglądania :)


Nectar Of Nature, Enveloping Shower Cream With Polyfloral Honey - całkiem przyjemny kosmetyk w niskiej cenie, łatwo dostępny (Carrefour) i przyzwoicie działający. Konsystencja niezbyt gęsta, ale nie wodnista. Żel pienił się raczej słabo i nie należał do bardzo wydajnych. Zapach polnych kwiatów i miodu z nieco sztuczną, wybijającą się nutą nie był może mistrzostwem świata, w sumie był nawet przyjemny, chociaż pod koniec stał się lekko duszący. Nie podrażnił skóry, nie wywołał żadnych niepożądanych skutków. Nie był drogi, zapłaciłam za niego około pięciu złotych i myślę, że warto wypróbować, chociaż jest wiele innych, dużo lepszych kosmetyków.

Nivea, Stress Protect, Anti-perspirant w sprayu - bardzo lubię antyperspiranty w sprayu za łatwość aplikacji i to, że zaraz po można się ubrać. Akurat ten sprawdził się całkiem nieźle, chociaż do zadowalającej mnie ochrony mu daleko. Wilgoć pod pachami nie została pohamowana, jedynie trochę zmniejszona, ale brzydki zapach nie był wyczuwalny. Ogółem sprawdził się lepiej niż Lady Speed Stick, ale będę szukać dalej, aż znajdę coś naprawdę zadowalającego. 

Le Petit Marseillais, Mleczko nawilżające, Bardzo sucha skóra - nieczęsto udaje mi się trafić na kosmetyk, który nawilży skórę w zadowalającym stopniu, a jednocześnie będzie lekki i nie pozostawi na ciele nieprzyjemnego filmu. Mleczko LPM sprawdziło się naprawdę dobrze. Nawilżało całkiem nieźle, nie pozostawiało jakiegokolwiek filmu. Skóra nie była bardzo odżywiona, ale całkiem zadowalająco. Zapach produktu był przyjemny, nieduszący i po pewnym czasie znikał, co mi bardzo odpowiadało.

   
Przepisy Babci Agafii, Maska do włosów jajeczna odżywcza - byłam bardzo ciekawa tego produktu i wiązałam z nim spore nadzieje. Maska działała dobrze, jednak nie zauważyłam efektu wow. Po każdym użyciu włosy były miękkie i błyszczące, ale zbyt lekkie. Kosmetyk w ogóle nie dociążał włosów, co w moim przypadku jest konieczne. Maseczka miała rzadką, lejącą konsystencję i przyjemny, lekko ciasteczkowy zapach. Była wydajna, wystarczyła mi na trzy i pół miesiąca. Raczej nie kupię jej ponownie, ale polecam wypróbować.

Love2MIX Organic, Organiczny szampon regeneracyjny z efektem laminowania do włosów zniszczonych "Ekstrakt z mango i awokado" - chyba nigdy wcześniej żaden szampon nie zadziałał tak, jak ten. Zauważalnie wygładzał włosy i oczyszczał bez najmniejszego wysuszania. Czupryna była cudownie miękka i gładka zwłaszcza po kilku pierwszych użyciach, pod koniec butelki włosy chyba się przyzwyczaiły i nie chciały być tak gładkie jak na początku. Niemniej jednak efekt był zadowalający. Zapach produktu to sok o smaku multiwitamina, naturalny, bez grama sztuczności. Myślę, że kiedyś skuszę się na drugą butelkę.

Marion, Nature Therapy, Kąpiel odbudowująca - kupiłam głównie z ciekawości i w sumie nie liczyłam nawet, że kosmetyk da jakikolwiek efekt. Kąpiel albo nie zadziałała albo tego nie zauważyłam. Opakowanie wystarczyło mi na sześć lub siedem użyć. Włosy ani nie stały się miększe ani bardziej błyszczące. Zapach, który w założeniu miał być malinowy, koło malin nawet nie stał. Był chemiczny, kwaskowo - owocowy, nie utrzymywał się na włosach. Na pewno nie kupię ponownie.

  
Mixa, Lipidowy krem do rąk, Regeneracja - okazał się być naprawdę dobrym kosmetykiem. Nie był idealny - pozostawiał na skórze trudny do określenia film, który mi przeszkadzał, jednak dla efektu miękkiej i odżywionej skóry byłam w stanie to przecierpieć. Z nieznanego powodu łuszczyła mi się skóra na opuszkach, poza tym skóra była sucha i wyraźnie potrzebowała pomocy. Krem zauważalnie pomógł, zregenerował, odżywił i zmiękczył. Był wydajny, na jedną aplikację wystarczyła odrobina. Możliwe, że kiedyś kupię go ponownie. 

BeBeauty, Balsam do stóp i paznokci - cudów nie ma, tyłka nie urwał (może to i dobrze, w końcu to kosmetyk do stóp a nie do innych części ciała), ale działał całkiem przyzwoicie. Przy regularnym stosowaniu skóra stała się bardziej nawilżona i miększa. Krem szybko się wchłaniał, miał całkiem przyjemny zapach. Nie wiem, czy kupię go znowu, ale to możliwe, ponieważ kosztuje tylko około 3zł.  

Farmona, Sweet Secret, Kokosowy krem do rąk i paznokci - miniaturka o pojemności 30ml, idealna do torebki. Zapach naturalny, przyjemny, słodki, aromat świeżego kokosa i bananów. Jeśli chodzi o nawilżenie, było bardzo przeciętne. Nie kupię go ponownie, wolę kosmetyki, które działają bardziej zauważalnie. 


Alverde Camouflage 002 Beige - używałam go namiętnie przez ponad rok, aż w końcu niestety się skończył. Całkiem nieźle tuszował cienie pod oczami oraz krostki, przebarwienia i inne niespodzianki. Dzięki jasnemu kolorowi nie odcinał się od skóry, ładnie się z nią stapiał i utrzymywał bardzo długo. Nie ciemniał, nie wysuszał skóry ani nie powodował żadnych innych działań niepożądanych. Myślę, że kiedyś kupię drugie opakowanie.

Bell, BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer - genialny! Tak bardzo przypadł mi do gustu, że teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia! Już kupiłam i używam drugie opakowanie. Niezwykle lekki, bardzo jasny, świetnie dopasowuje się do koloru skóry. Delikatnie rozjaśnia i rozświetla, mimo że nie posiada żadnych drobinek. Świetnie sprawdza się zarówno pod oczami, jak i na do tuszowania przebarwień i krostek. Nie zakrywa ich całkowicie, ale sprawia, że są mniej widoczne. Utrzymuje się na skórze przez cały dzień. czego chcieć więcej? Absolutnie uwielbiam!
...........

 

Playboy, Play It Pin Up, Body Mist - bardzo lubiłam i często używałam.Mgiełka miała cukierkowy, ale nieprzesadnie słodki zapach, który utrzymywał się na skórze przez kilka godzin. Nie była dusząca, nie wywoływała bólów głowy. Dodatkowo była bardzo wydajna, zużyłam z przyjemnością. 

Ziaja, Liście Manuka, Żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień/na noc - dawno nie trafiłam na tak dobrze działający żel. Świetnie oczyszczał i wygładzał skórę bez wysuszania. Nie wywołał podrażnień ani uczulenia. Działanie peelingujące było idealne na co dzień, ani za mocne, ani za lekkie. Jak dla mnie idealny kosmetyk do codziennego stosowania. Obecnie używam wersji bez peelingu i sprawdza się równie dobrze. Myślę, że do tego też kiedyś wrócę

Babydream, Sonnencreme 50+ - naprawdę dobry kosmetyk, którego używałam przez całą późną wiosnę i lato przez dwa lata z rzędu. Działanie przypadło mojej cerze do gustu, bo przez cały okres używania nie miałam żadnych podrażnień spowodowanych działaniem słońca. Nie wysuszał skóry, nawet nieco ją nawilżał, nie zapychał. Jedyne co mi się w nim nie podobał to to, że dość długo się kleił na skórze i sprawiał, że błyszczała jak posmarowana olejem. Nie udało mi się go zużyć, był piekielnie wydajny, ale przeterminował się i czas się z nim pożegnać.

Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - co tu dużo mówić, kolejne zużyte opakowań, trudno zliczyć które. Moja cera uwielbia ten krem! idealnie matuje na cały dzień, wygładza skórę i nadaje jej miękkości. Nie zapycha i nie podrażnia. Gorąco polecam!

Tak właśnie prezentują się zużycia z ostatnich dwóch miesięcy. Znacie może któryś z tych kosmetyków? :)      

 

niedziela, 31 sierpnia 2014

Zużycia czerwcowo - lipcowo - sierpniowe

Najwyższy czas opublikować wpis zużyciowy, tym razem z trzech miesięcy. Nie ma tego nie wiadomo jak dużo, ale pokazuję, bo nie mieszczą mi się u kartonie na puste opakowania. Koniec gadania, pora na prezentację!


Original Source Lemon & Tea Tree Shower - nie od dziś wiadomo, że żele OS są moimi ulubionymi (oczywiście zaraz po rabarbarowym Kamill). Wersja cytrynowo - herbaciana idealnie sprawdzała się szczególnie w upały. Zapach był bardzo świeży, nie przypominał woni płynu do mycia naczyń. Konsystencja żelowo - galaretkowa, świetnie się pieniąca. Wydajność przeciętna, jednak dzięki silikonowemu ogranicznikowi w nakrętce nie wylewało się za dużo produktu. Robił to, co do niego należało - oczyszczał i odświeżał ciało bez wysuszania. Ogółem żel przypadł mi do gustu podobnie jak i inne tej firmy.

Le Petit Marseillais Kwiat pomarańczy Kremowy żel pod prysznic - po zużyciu tego produktu stwierdzam, że żele LPM mogłyby na stałe zagościć na mojej łazienkowej półce. Bardzo podoba mi się design opakowań. Jeśli o sam żel chodzi, sprawdził się się bardzo dobrze. Skóra po użyciu była dobrze oczyszczona, miękka, nie zauważyłam wysuszenia skóry. Zapach średnio mi się spodobał, nie mam pojęcia, czy kwiat pomarańczy pachnie właśnie tak. Ogółem był to całkiem przyjemny aromat, nieduszący, ale nie należał do najpiękniejszych. Żel dobrze się pienił, wydajność całkiem w porządku. Myślę, że kiedyś skuszę się na inne wersje zapachowe.


Nivea Odżywka odbudowująca Long repair - moim zdaniem jedna z lepszych typowo drogeryjnych odżywek. Naprawdę dobrze wygładza i odżywia włosy. Nieważnie, z jakim szamponem jej użyłam, czupryna była miękka, błyszcząca, mniej spuszona. Produkt miał gęstą, bogatą konsystencję, niewielka ilość wystarczyła do pokrycia całości. Zapach przyjemny, jak dla mnie kosmetyczno - fryzjerski. Podejrzewam, że kiedyś skuszę się na kolejne opakowanie.

BabyDream Shampoo - zużyłam już tyle opakowań, że mówi to samo za siebie. Moje włosy uwielbiają ten szampon! Jest bardzo delikatny, nie wysusza ich ani skóry głowy, zmywa kurz, pot, wszelkie zabrudzenie, a także oleje. Włosy po jego użyciu są miękkie i splątane, czemu zaradzi każda odżywka. Przyjemnie pachnie. Niestety jest niewydajny, rzadki, ale jestem w staniu mu to wybaczyć. Obecnie nie mam go na półce, ale wkrótce to nadrobię, lubię go mieć, bo zawsze się przydaje :)

  
Garnier Intensywna pielęgnacja suchej skóry Ochronny krem do rąk - używałam go mniej więcej dwa miesiące temu i szczerze mówiąc, średnio pamiętam jego działanie. Z pewnością nie zaszkodził skórze, wręcz przeciwnie. Nawilżał i odżywiał ją, jednak nie było to nic zachwycającego ani mocnego. Wchłaniał się dosyć szybko, był całkiem wydajny, miał przyjemny zapach. Nie kupię go ponownie, będę szukać czegoś lepszego.

Green Pharmacy Krem do rąk - aloes / jaskółcze ziele - przyznaję, kupiłam je tylko dlatego, że były tanie, około czterech złotych za tubkę o pojemności 100ml i nie liczyłam, że zdziałają cuda, co oczywiście nie nastąpiło. Miały podobne działanie - lekko nawilżały i zmiękczały skórę, jednak nie na długo. Wchłaniały się dość szybko, nie pozostawiając klejącego filmu. Z pewnością nie kupię żadnego z nich ponownie, chociaż krzywdy mi nie zrobiły.
.

Lady Speed Stick pH Active Fresh Spray - lubię antyperspiranty w sprayu, bo nie muszę czekać, aż produkt wchłonie się w skórę, ale z tym niestety się nie polubiliśmy. Ochrona jest tak lekka, że praktycznie niewyczuwalna. Pot wydziela się tak samo, jak gdybym nie użyła niczego. Nieprzyjemny zapach jest nieco zniwelowany. Woń kosmetyku jest kwiatowa, bardzo intensywna, dusząca podczas aplikacji. Na skórze staje się nieco lżejsza. Ogółem mówiąc produkt w ogóle się u mnie nie sprawdził. 

BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący - to już kolejne zużyte opakowanie. To chyba najłagodniejszy produkt do mycia twarzy, jakiego używałam. Oczyszcza dokładnie, ale bardzo delikatnie. Praktycznie się nie pieni, łatwo się rozprowadza i równie bezproblemowo spłukuje. Zauważalnie łagodzi podrażnienia, nie szczypie i nie piecze. Jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie i jest bardzo tani, kosztuje około pięciu złotych. Z pewnością zaopatrzę się w kolejne opakowanie.


Avon Planet Spa Mediterranean Olive Oil With Orange Flower Soothing Eye Treatment - bardzo go polubiłam, nawet uznałam go za jeden z lepszych, które zdążyłam już przetestować. Nawilżał i wygładzał skórę, ani razu mnie nie podrażnił. Sprawiał, że była sprężysta i miękka, nigdy przesuszona. Szczególnie spodobała mi się konsystencja - żelowo - kremowa, szybko się wchłaniała i nie pozostawiała połysku pod oczami. Produkt był bardzo wydajny Nie kupię go ponownie, w sklepach jest wiele innych do przetestowania :D

Marion Nature Therapy 60 - sekundowa maseczka do włosów Ocet z malin & Koktajl owocowy - szczerze mówiąc, nie zauważyłam żadnego działania. Saszetka wystarczyła mi na jedną aplikację przy włosach sięgających do zapięcia od stanika. Efekt był przeciętny, włosy dosyć gładkie, ale to zasługa szamponu. Zapach maseczki kwaskowy, koło malin raczej to nawet nie leżało ;) Nie kupię ponownie, dobrze, że to była tylko mała saszetka, więc nie wydałam dużo.


Essence Lipstick 52 In The Nude - bardzo cieszę się, że w końcu ją zużyłam. Nie przypadła mi do gustu na tyle, aby kupić ją ponownie ani inną z tej serii. Nie pokrywała ust kolorem równomiernie, trochę się mazała, pozostawiała smugi. Kolor również nie był idealnym nudziakiem. Dodam jeszcze, że trochę wysuszała usta i po pomalowaniu widać było wszelkie odstające skórki. Nie polubiłyśmy się zbytnio i po dwóch i pół roku od zakupu bez żalu pozbyłam się resztki, która pozostała w opakowaniu.

p2 Keratin Repair Coat - nie udało mi się zużyć całości, w buteleczce pozostało około 1/3 początkowej ilości. Odżywka nie dawała jakichś spektakularnych efektów, ale paznokcie były nieco mocniejsze. Dobrze sprawdzała się w roli bazy pod kolorowe lakiery. Nosiłam ją także solo i bardzo podobał mi się efekt zdrowych paznokci. Nie spotkamy się ponownie, cudów nie było.


Ziaja Intensywne wygładzanie Maska do włosów niesfornych - uwielbiam uczucie miękkich, łatwiejszych do ułożenia, błyszczących włosów, jakiego doświadczam po każdorazowym użyciu tej maski. Wyraźnie je wygładza i nawilża. Ma gęstą, bogatą konsystencję. Jest średnio wydajna, ale za taką cenę jestem jej to w stanie wybaczyć. Z pewnością w przyszłości skuszę się na kolejne opakowanie.

Sun Ozon Apresspray Aloe Vera - staram się nie opalać, ale wiadomo, że gdyby przebywa się na słońcu, to pojawi się choć lekka opalenizna. Spryskiwałam tym sprayem ręce, nogi i dekolt. Jedynymi efektami było chwilowe ochłodzenie i delikatne nawilżenie. Niestety, kosmetyk jednak mocno się kleił na skórze i bardzo mi się to nie podobało. Próbowałam używać go na włosy, bo wysoko w składzie ma aloes, ale kosmyki były sztywne i klejące. Nie kupię ponownie.


Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam! Zużyłam już tyle tubek, że trudno policzyć. Jeszcze żaden krem do twarzy nie dał takiego efektu. Idealny zdrowy mat utrzymujący się przez cały dzień, delikatne rozjaśnienie cery i fakt, że przyspiesza gojenie wyprysków sprawiły, że kupuję nowe opakowanie, gdy tylko jedno się skończy. Kocham!

Tisane Balsam do ust - kocham, co zresztą widać. Nic tak dobrze nie nawilża, chroni i odżywia ust jak Tisane! Regeneruje każde przesuszenie, zmiękcza i wygładza. Ilość opakowań mówi o tym samo przez się :D

Uff, i to byłoby na tyle. A jak Wam poszło zużywanie?

piątek, 6 czerwca 2014

Kwietniowo - majowe zużycia

Ostatnimi czasy zużywanie idzie mi dużo wolniej niż kiedyś. Wynika to z prostego faktu - mniej kupuję, nie chomikuję w szafkach tyle, abym musiała spieszyć się z denkowaniem, żeby zdążyć przed upływem daty ważności. Muszę przyznać, że jest mi z tym o wiele lepiej. Chyba wyłączyło mi się instynktowne gromadzenie, ale to bardzo, bardzo dobrze :) W dzisiejszym poście zaprezentuję efekty dwumiesięcznego zużywania, może niezbyt wielkie, ale lepsze to niż nic.


Kallos Serical Crema Al Latte - rzadko zdarza mi się kupić ponownie odżywkę czy maskę do włosów. Musi być to absolutny hit, bez którego trudno jest mi sobie poradzić. Jednym z nich jest ogromny, litrowy specyfik, zużyty w kwietniu, czyli dobrze wszystkim znany Kallos. Moje włosy naprawdę go lubią - po każdym użyciu stają się miękkie i błyszczące. Ponadto zapach kosmetyku jest niesamowity, niemal identyczny jak waniliowy budyń. Aromat ten nie ulatnia się z włosów, czupryna po wysuszeniu lekko pachnie właśnie tym produktem. Szczerze mówiąc, sama tego nie zaobserwowałam, ale kilka osób zwróciło uwagę na to, że moje włosy pachną budyniem, czyli coś musi być na rzeczy ;) Na plus także naprawdę duża wydajność. Maska sprawdza się bardzo dobrze i z pewnością niedługo kupię kolejne (już trzecie) opakowanie.

BabyDream Shampoo - podobnie jak wyżej opisany Kallos, szampon ten jest stałym mieszkańcem mojej łazienkowej półki. To jedyny produkt myjący, który kupuję regularnie. Jest bardzo delikatny zarówno dla włosów, jak i dla skóry głowy. Oczyszcza z wszelkich zanieczyszczeń, nie powoduje wzmożonego przetłuszczania ani innych mało przyjemnych niespodzianek. Jedyne co mi w nim nie odpowiada, to słaba wydajność, ale za tak niską cenę jestem w stanie mu to wybaczyć.


BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy - dla mojej cery póki co nie znalazłam lepszego żelu niż ten i nie zamierzam zbytnio szukać. To moje trzecie zużyte opakowanie i na pewno nie ostatnie. Jest naprawdę idealny - gęsty, wydajny, nie wysusza skóry, nie zapycha. Świetnie oczyszcza, zmiękcza i wygładza skórę. Dodatkowo ma naprawdę niską cenę (4-5zł), dostępny jest w każdej Biedronce. Nie dostrzegam w nim żadnych wad i polecam wszystkim, także tym, który mają problemy skórne.

Balea Creme - Ol Dusch Peeling - całkiem niezły produkt o pięknym, niezwykle naturalnym zapachu pieczonych jabłek z cynamonem. W żelowo - oleistej bazie zatopionych było mnóstwo maleńkich, średnio ostrych drobinek. Produkt lekko się pienił, nie było już potrzeby użycia żelu pod prysznic. Właściwości peelingujące całkiem niezłe, chociaż tyłka nie urywały. Skóra stawała się gładsza i miększa, ale efekt nie był długotrwały. Ogółem przyjemnie się go używało, a ze względu na to, że jest produktem limitowanym, nie skuszę się ponownie.

Dr Irena Eris Normamat Sferyczny peeling oczyszczający - liczyłam na coś lepszego, ale niestety się przeliczyłam. Peeling jest delikatny, wygładza naprawdę lekko. Nie daje sobie rady ze suchymi skórkami. Właściwie bardziej oczyszcza i odświeża niż ściera. Poza tym ma trochę klejącą konsystencję, a drobinki są małe i średnio ostre. Na plus bardzo ładny, kwiatowy zapach. Nie przewiduję ponownego spotkania ze względu na średnie działania i wysoką cenę, wrócę do swojego ulubieńca z Perfecty. 
 

Johnson's Body Care 24hour Moisture Krem do rąk - jeden z lepszych kremów, jakich używałam. Miał bardzo przyjemną konsystencję i zapach, nie pozostawiał tłustego filmu. Porządnie nawilżał i odżywiał suchą skórę, nadawał jej miękkości i gładkości. Myślę, że w przyszłości skuszę się na kolejne opakowanie.

Rexona Women Fragnance Collection Happy Antyperspirant 24h Active - liczyłam na to, że ten produkt przekona mnie do używania sprayów, jednak nic z tego nie wyszło. Jedyne co podobało mi się w tym antyperspirancie to łatwość aplikacji i fakt, że od razu można było założyć bluzkę. Co do ochrony, należała do niezwykle słabych. Nawet w dni, w które się nie przemęczałam i temperatura powietrza była niska, kosmetyk nie ograniczał wydzielania potu. Z niwelowaniem brzydkiego zapachu było odrobinę lepiej, ale niewiele. Woń antyperspirantu to jedna z tych mocnych, duszących, perfumowanych, od których człowiek dusi się, kicha i kaszle. Więcej się nie spotkamy, będę omijać szerokim łukiem.

Balea Professional Oil Repair Haarol - idealny do zabezpieczania końcówek. Miał lekką konsystencję silikonowego olejku, błyskawicznie się wchłaniał pozostawiając końce miękkie, gładkie, śliskie i błyszczące. Naprawdę pomógł mi ograniczyć ilość rozdwojonych końcówek. Dodatkowo przy zastosowaniu niewielkiej ilości do przeczesania całości uzyskiwałam efekt dobrze układających się, zdrowych włosów. Zapach olejku był całkiem przyjemny, ale trudny do określenia. Możliwe, że kiedyś skuszę się na kolejne opakowanie, póki co używam limitowanej wersji chroniącej przed słońcem tej samej firmy.


Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - uwielbiam! Ukochany krem na każdą porę roku. Idealnie matuje, wygładza, delikatnie rozjaśnia. Ponadto zmniejsza ilość powstających niespodzianek. Kolejne opakowanie już w użyciu.

Tisane Balsam do ust - niezastąpiony w każdej sytuacji, o każdej porze roku, dnia i nocy. Nawilża, odżywia, chroni. Czego chcieć więcej? Oczywiście kolejne opakowanie już intensywnie eksploatuję :)


Znacie któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Jak Wam idzie zużywanie?

poniedziałek, 16 września 2013

Dobry smalec. BabyDream Sonnencreme LSF 50+

Należę do osób, które naprawdę nie lubią się opalać. Lekko przybrązowione ciało mi nie przeszkadza, ale mojej opalonej twarzy nie zniosę. Nie tylko dlatego, ale też ze względów zdrowotnych, coby nie doznać poparzeń słonecznych zakupiłam BabyDream Sonnencreme LSF 50+. Filtra zaczęłam używać już w kwietniu, kiedy słońce zaczęło przygrzewać i przez te cztery - pięć miesięcy zdążyłam wyrobić sobie opinię o nim. Ogólnie go polubiłam, jednak ma parę wad, które bardzo mi przeszkadzają w używaniu i noszeniu na skórze. Krem zapakowano do miękkiej tuby o pojemności 75ml. Przy jego wydajności taka ilość wystarczy mi na całą wieczność! Produkt wydobywa się bardzo łatwo, wystarczy bardzo delikatnie przycisnąć i wypływa o wiele za dużo. Nakrętka z klikającą klapką jak najbardziej na plus. Konsystencja kremu jest dość gęsta, ale lejąca. Rozprowadza się dość dobrze, nie pozostawia smug, ale trochę bieli i zdarzało mi się zauważyć granicę pomiędzy nieposmarowaną skórą a fragmentem z kremem. Do nasmarowania całej twarzy potrzeba ilości wielkości ziarnka zielonego groszku, dzięki czemu jest niezwykle wydajny, o czym zresztą już pisałam. Krem jest dość ciężki i wyczuwalny na skórze, pozostawia tępy film. Do tego bardzo mocno się błyszczy i trochę klei. Co do ochrony przeciwsłonecznej - naprawdę daje radę! Używałam go zarówno w kwietniu, jak i w letnich upałach, kiedy słońce świeciło i grzało niemiłosiernie. Moja cera nie stała się kilka tonów ciemniejsza i to najbardziej mnie cieszy. 


Krem ma intensywny zapach, mocno czuć mieszankę alkoholowo - orzechową. Niestety nie jest to zapach moich marzeń, nie podoba mi się fakt, że jest wyczuwalny na skórze po nałożeniu. Cieszę się, że dzięki niemu nie opaliłam twarzy, jednak nie planuję powrotu do niego, kiedy już wykończę to opakowanie. Zostało mi go jeszcze bardzo dużo, około 3/4 tubki. Nie mam zamiaru używać go w zimie, więc pewnie zużyję do stóp albo na wiosnę. Dodam jeszcze, że nie zapchał mojej skóry, a obawiałam się tego najbardziej. Niestety podkreśla suche skórki.


Krem polubiłam za działanie, za właściwości znienawidziłam. Codzienna aplikacja to mordęga, gdyż nie mogę wytrzymać z tępą, lekko klejącą się warstwą na skórze. Postaram się go zużyć, ale łatwo nie będzie.

niedziela, 5 maja 2013

Kwietniowe zakupy

Ostatnimi czasy moje kosmetyczne zakupy nie należą do wielkich. Wydawało mi się, że w marcu przygarnęłam mało, ale kwiecień obfitował w jeszcze mniej. Nie czuję z tego powodu niedosytu i szczerze mnie to cieszy, bo chyba zaczynam opanowywać moją zakupomanię. Nie będę już przedłużać, zapraszam na małą prezentację :)


Faktycznie mało, prawda? Kupiłam osiem produktów widocznych na zdjęciu plus serum do rąk BeBeauty, które już się zużyło i zobaczycie je w denku pod koniec miesiąca.


W celu odświeżenia mojej miniaturowej zapachowej kolekcji zakupiłam kolejną mgiełkę Playboya - tym razem w wariancie Play It Pin Up (17,90zł). Pachnie ślicznie, słodko, w sam raz na wiosnę i lato. Zaopatrzyłam się też w zachwalany płyn do higieny intymnej Facelle Intim Waschlotion Sensitive (4,99zł), którego używam zarówno do mycia włosów, jak i do mycia miejsc, do których jest przeznaczony. Odżywka do włosów Timotei With Jericho Rose Moc i blask (6,49zł) kupiłam tylko dlatego, że skończyły mi się wszystkie inne. Muszę przyznać, że sprawuje się dobrze, chociaż nie odżywia zbyt mocno. Natłuszczający zmywacz do paznokci (1,6zł) to czysty przypadek, bo nie przywiązuje się do żadnego konkretnego.


Z racji coraz cieplejszych dni zakupiłam krem z filtrem - BabyDream Sonnen-creme 50+ (13,99zł). Jedynym minusem jest fakt, że twarz strasznie się po nim błyszczy. Żele do mycia twarzy BeBeauty zmieniły szatę graficzną, więc przygarnęłam normalizujący żel-peeling oczyszczający (4,99zł). Ostatnio polubiłam nudziaki, Lovely Nude Nail Polish 01 (5,99zł) powiększył moją małą kolekcję. Otstanim kwietniowym zakupem był balsam do ust Tisane (9,02zł), mój ulubiony i niezastąpiony.

A Wy co kupiłyście w kwietniu?

wtorek, 30 kwietnia 2013

Kwietniowe zużycia

Kwiecień jeszcze się nie skończył w przeciwieństwie do kilkunastu kosmetyków, których opakowania zagracały mi szufladę. Odkąd zaczęłam prowadzić Projekt Denko w blogowej zakładce mam jeszcze większą kontrolę nad tym, co mi zalega i wymaga szybkiego zużycia. Wytypowałam dziesięć produktów, a w koszu wylądowało aż trzynaście plus kilka próbek. Comiesięczne denkowanie pomaga mi pozbyć się zapasów, szkoda tylko, że z żelami pod prysznic idzie mi cienko :> Koniec narzekania, zapraszam na prezentację.




Enliven Natural Fruit Extracts Kiwi & Fig Conditioner
Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tą marką, więc ta odżywka była dla mnie całkowitą nowością. Nie spodziewałam się spektakularnych efektów i takich nie otrzymałam, więc obyło się bez rozczarowań. Nie liczyłam na mocne odżywienie czy nawilżenie, ale miałam nadzieję, że będzie lepiej. Tymczasem produkt lekko wygładzał i zmiękczał włosy, wydobywał ich blask. Nawilżenia nie odnotowałam, całkowitego zlikwidowania szorstkości też nie. Najgorsza  jednak była butelka - wysoka, twarda, odżywka nie chciała wypływać, do tego nie była zbyt wydajna. Na plus, że łatwo się spłukiwała i nie podrażniała skóry głowy.

BingoSpa Kolagenowe serum do mycia włosów
Nigdy nie przypuszczałam, że polubię szampon do włosów zawierający SLS, a jednak tak się stało. Serum świetnie oczyszczało, cudnie się pieniło, nawet mała ilość dawała naprawdę dużą pianę. Mimo niewielkiej pojemności (tylko 150ml) wystarczyło na około 12 użyć. Produkt nie wysuszał nawet wtedy, gdy używałam go przy każdym myciu. Nie przypuszczałam, że po umyciu włosy będą elastyczne, gładkie i miękkie, a jednak tak było. Bardzo dobrze zmywał oleje, zarówno kokosowy, jak i rycynowy. Moim zdaniem to naprawdę świetny produkt, warto wypróbować.


Fitomed Olej z avocado
Raczej bez większych zachwytów. Olejowałam nim włosy, trochę nawilżał i wygładzał. Oczywiście po zmyciu trzeba było nakładać odżywkę. Wchłaniał się w kosmyki, wprawdzie nie całkowicie, a tylko odrobinę, ale to i tak zawsze coś. O wiele lepiej sprawdził się do zmywania cieni z powiek. Nalewałam kroplę na wacik, przykładałam do skóry i po chwili przecierałam. Makijaż znikał w mgnieniu oka! Nie odnotowałam wysuszenia ani podrażnień, ale ogółem nie ma się nad czym rozwodzić.
///
      
BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl   
Nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez olejowania, dlatego ten produkt wykorzystałam właśnie w tym celu. Moja czupryna polubiła mieszankę zawartą w składzie. Odnotowałam wzrost nawilżenia włosów, mocniejszy blask i znaczne wygładzenie. Przeznaczeniem olejku jest smarowanie ciała i wypróbowałam go też na tej płaszczyźnie. Niestety poniósł sromotną klęskę. Nie lubię tłustego filmu na skórze, ale może mogłabym to przeboleć, gdyby nie fakt, że produkt mnie podrażnił. Ciało swędziało, porobiły się suche, szorstkie placki. Podsumowując - zapewne się jeszcze spotkamy, ale na skórę - nigdy.

AA Ciało wrażliwe Nawilżający żel do mycia ciała Głębia oceanu
Zauważyłyście, że na blogu nie pojawiła się jego recenzja? Nie było jej i nie będzie, gdyż kosmetyk okazał się być zupełnie neutralny. Miał żelową konsystencję, jak na żel przystało, nie był za rzadki, ale też nie trzeba było go wytrząsać z opakowania. Dobrze oczyszczał skórę, nie miałam wrażenia niedomycia. Nie nawilżał, w końcu nie należy do zadań myjadła, ale też nie wysuszał. Zapach świeży, lekko męski, unisex, że tak powiem. Na plus wydajność i nakrętka z klapką.

     Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Face Wash All Skin Types
Bardzo, bardzo go lubiłam, chociaż nie skłamię, jeśli powiem, że obecnie używam lepszego, ale o tym na razie ciii ^^ Tuba 150ml była wygodna i wydajna, wystarczyła na ponad miesiąc codziennego używania. Żel świetnie oczyszczał skórę, usuwał zanieczyszczenia, a jednocześnie nie wysuszał. Nie spowodował wysypu wyprysków ani ataku suchych skórek. Na plus bardzo dobry skład bez SLS (tu mamy łagodniejszy sulfat), gliceryna w drugiej połowie. Zmywał się nawet nieźle, chociaż odrobinę się ślizgał, ale ostatecznie nauczyłam się sobie z tym radzić. Ogółem bardzo polecam :)
 ............

   BingoSpa Peeling błotny do twarzy Kwasy owocowe
Moja cera uwielbia peelingowanie, dlatego używam ich często. Zależało mi na łagodnym zdzieraku, który można stosować codziennie bez obaw o podrażnienia. Ten od BingoSpa spodobał mi się, ale nie tyle, żebym zaopatrzyła się w niego po raz drugi. Drobinek jest sporo, nie są jednak zbyt ostre, nie radzą sobie z usuwaniem suchych skórek. Po użyciu skóra jest jasna, miękka, promienna i dobrze oczyszczona, wygładzona. Suche skóry najczęściej atakują mój nos, po zmyciu peelingu było ich odrobinę mniej, ale niewiele. Produkt nie spowodował zaczerwienień ani zapychania. Do codziennego stosowania jest w porządku, polecam.


La Roche - Posay Effaclar Duo
Początki były trudne, ale w końcu bardzo się polubiliśmy. Nakładałam na pojedyncze wypryski lub gdy czułam, że pod skórą czai się nowy nieprzyjaciel. Znikały bardzo szybko, na drugi dzień nie było po nich śladu lub mocno się zmniejszały. Nałożony w zbyt dużej ilości powodował pieczenie i zaczerwienienie, ale wybaczam mu to, bo działał znakomicie. Nie zapchał mojej cery. Zapewne spotkamy się ponownie :)  

Asa Acnefan Krem do pielęgnacji do cery trądzikowej
Absolutny weteran comiesięcznych zużyć! Jeśli ktoś kazał mi wybrać trzy kosmetyki do twarzy, to na pewno wzięłabym Acnefan, Tisane w słoiczku i Effaclar Duo. Wspominałam o nim na blogu już wiele razy i za każdym chwalę. Nie dość, że zapobiega powstawaniu wyprysków, to jeszcze nie wysusza, rozjaśnia i sprawia, że skóra jest miękka, gładka i ma równy koloryt. Uwielbiam! 


Apteczka Babuni Olej rycynowy 
Powszechnie znany i lubiany olejek sprawdził się także i u mnie. Stosowałam go głównie na rzęsy - stały się czarniejsze, bardziej elastyczne, gęstsze i dłuższe. Nakładałam też na paznokcie, wyglądały na zdrowsze, skórki były nawilżone i miękkie. Wypróbowałam również na włosy, olejek nadał im niesamowitego blasku i gładkości! Bardzo go polubiłam, niedługo zaopatrzę się w kolejne opakowanie.

Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci  
Nie wyobrażam sobie życia bez kremu do rąk.  Nie musi być cudem, ważne, żeby nie przesuszał, tylko nawilżał. Oliwkowy spełnił to wymaganie, chociaż faktycznie do najlepszych nie należy. Nie podrażnia, wygładza, zmiękcza. Najgorsza jest jednak tuba, którą trzeba rozciąć, podczas gdy pozostało w niej jeszcze pięćdziesiąt procent zawartości. Ogółem w  porządku, ale bez zachwytów.

Zmywacz do paznokci
Najtańszy, zwyczajny, przypadkowo. Zmywał w porządku, ale koszmarnie śmierdział - coś pomiędzy zwykłym zmywaczem a olejkiem arakowym, fuj. Już więcej się nie skuszę.


Tisane Balsam do ust
Kolejny blogowy weteran ^^ Co tu dużo gadać, po prostu go uwielbiam! Świetnie odżywia, nawilża usta, wygładza i regeneruje. Do tego ma przyjemną konsystencję i ładny, miodowy zapach. Kolejny słoiczek już w użyciu.
Vichy Liftactiv Serum 10
Znalazłam tę próbkę w Vichy-boxie do odbioru w aptekach. Na pewno już się skończyły, ale idea bardzo mi się spodobała. Liftactiv Serum 10 to naprawdę godny uwagi produkt! Konsystencja rzadka, cudnie się rozprowadza, szybko wchłania. Błyskawicznie pojawia się uczucie wygładzenia i napięcia skóry (w pozytywnym znaczeniu). Serum wystarczyło mi na kilka użyć, skóra cały czas była bardzo miękka, gładka, że tak brzydko powiem - niesflaczała. Nie ma mowy o wysuszeniu ani zapychaniu.

Vichy Neovadiol Gf
Kolejna próbka z boxa. Tutaj konsystencja śliska, ale kremowa, równie łatwe rozprowadzanie i szybkie wchłanianie. Naprawdę nieźle nawilżał, ilość suchych skórek trochę się zmniejszyła. Ogółem w porządku, jednak Liftactiv Serum 10 spodobało mi się bardziej.   


AA Eco Matujący krem do twarzy
Mała próbeczka, tak jak pozostałe wystarczyła mi na jedno użycie. Krem faktycznie matował, ale nie był to płaski mat, tylko taki naturalny. Utrzymywał się niecałą godzinę, a więc krótko. Nawet nałożony grubą warstwą szybko się wchłaniał. Nie nawilżył jakoś spektakularnie, ale nie wysuszył.

Nivea Odżywcze mleczko do ciała
Zawartość saszetki wystarczyła mi na nasmarowanie jednej nogi. Moim zdaniem próbki balsamów powinny mieć minimum pięć mililitrów. Nie zauważyłam odżywienia, nawilżenie średnie, noga na pewno była też gładsza niż inne części ciała. Może skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie, bo strasznie mnie kusi ta nowa butelka w kształcie tej na mleko.

Avon Solutions Ageless Results
Nie chciałam ładować tego na twarz, moja szyja jednak się nie zbuntowała. Krem miał średnio gęstą konsystencję, dobrze się rozsmarowywał, wchłonął szybko. Pozostawił jednak tępo-lepki film, fuj. Nie zwróciłam uwagi na nawilżanie, film strasznie mnie irytował. Ogółem nic ciekawego, nie spodobał mi się.

AA Prestige PRO-DNA Multiodbudowa DNA Krem na noc
Nie zrobił mi krzywdy, trochę nawilżył, szybko się wchłonął i to byłoby na tyle. 
 
Jadwiga Naturalny peeling z woskiem jojoba
Świetny, mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie. Cudnie rozjaśnia i wygładza, nawilża i odżywia skórę, a jednocześnie oczyszcza. Nie zapycha, nie podrażnia. 


Jestem zadowolona z ilości kwietniowych zużyć. Zdenkowałam zalegające na półkach iw  szafkach produkty, w maju będę to kontynuować. 

sobota, 6 kwietnia 2013

Włosowe aktualizacje - po 5. miesiącu

Zacznę od tego, że choć wiem, jak głupio to brzmi - uwielbiam pielęgnować swoje włosy. Kocham dostarczać im potrzebnych składników, masek, odżywek, różnych innych kosmetyków. Dodam jeszcze, że są mi wdzięczne, gdyż coraz lepiej wyglądają i daje mi to wielką motywację do dalszych działań. 3 kwietnia minęło pięć miesięcy, od kiedy naprawdę mocno zaczęłam przykładać się do pielęgnacji czupryny. Sama się dziwię, że to już tak długo. Zapraszam na aktualizację :)

 05.03.13                                                             06.04.13                    


 Długość z tyłu - 41,5cm, najkrótsze - ok. 40, zebrane razem - ok. 41cm

Moje włosy rosną, chociaż akurat w porównaniu tych dwóch zdjęć nie bardzo to widać. Ich średni miesięczny przyrost to około jednego centymetra, a więc niewiele. Przyzwyczaiłam się do tego i szybko zauważam , że są dłuższe, choćby podczas czesania lub po związaniu w kucyk. Jak można ujrzeć na zdjęciu, ich końcówki nie są rzadkie, a tak samo gęste jak reszta włosów. Całość staje się coraz bardziej miękka, gładka, błyszcząca, aż mam ochotę ciągle je głaskać i mruczeć z zadowolenia ^^.

W marcu używałam głównie oleju BabyDream, szamponu tej samej marki na zmianę z serum BingoSpa. Zawsze po myciu nakładałam którąś ze zużytych już i wczoraj opisanych odżywek. Bardzo często zabezpieczałam końce serum Balea oraz spryskiwałam sprayem Alverde. Zauważyłam spore wygładzenie po olejku z avocado od Fitomed.


Mój zestaw pielęgnacyjny składa się obecnie ze sprayu Alverde i Oriflame, serum BingoSpa, odżywki Enliven, oleju BabyDream i Fitomed oraz serum na końcówki Balea. Muszę przyznać, że te siedem produktów w pełni zaspokaja potrzeby moich włosów, jedyne, czego mi brak to łagodniejszy szampon. Czuprynę poddaję myciu, olejowaniu i odżywkowaniu co drugi dzień. W pozostałych na przemian nakładam serum, dwa razy w tygodniu spray. 

I to byłby koniec aktualizacji na marzec. Następna za miesiąc :) A co Wy polecacie, co stosujecie?

piątek, 5 kwietnia 2013

Marcowe zużycia

Czas na trzecią z pięciu notek podsumowujących marzec. Na dzisiaj przygotowałam zużycia, ponieważ puste opakowania nie mieściły się już w przeznaczonej na nie szufladzie a potrzebne mi było miejsce na kwietniowe. Tym razem jestem bardziej zadowolona niż poprzednio, gdyż zdenkowałam więcej produktów, ale raczej takich, które były w użyciu na co dzień. Najbardziej dziwi mnie ilość pustych pudełek po kosmetykach do włosów - tyle chyba jeszcze nigdy mi nie "wyszło"!


Joanna Argan Oil Odżywka do włosów z olejkiem arganowym
Jeszcze do niedawna byłam przeciwniczką silikonów w odżywkach, jednak jako że kobieta zmienną jest to składniki określane tym mianem znalazły się na mych włosach za pomocą tej odżywki właśnie. W życiu bym nie przypuszczała, że mogę się tak bardzo polubić z tego typu kosmetykiem. A jednak się udało i co ważne - bardzo mnie to cieszy. Odżywka Joanny okazała się być naprawdę dobra. Spodobał mi się to, jak włosy wyglądały po jej użyciu. Były miękkie, gładkie, łatwe do rozczesania i ułożenia, zero szorstkości ani matu, tylko ładny, zdrowy połysk. Ponadto gęsta konsystencja, wygodne opakowanie i niezwykle niska, śmieszna cena (około 5-6 złotych). Myślę, że jeszcze się spotkamy.

Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów olejek eteryczny z lawendy i róża z regionu Grasse
Lubię zapach lawendy, jednak w większości kosmetyków mogę co najwyżej wyczuć kulki na mole. Aby uniknąć rozczarowania dyskretnie niuchnęłam odżywkę w sklepie i jak widać przygarnęłam :] Woń jest dość intensywna, naturalna, zero chemii. Utrzymuje się na włosach do zmycia, później już krótko, ale nie jest źle. Jeśli zaś o działania chodzi, to jestem jak najbardziej zadowolona. Czupryna wyszła z tych zabiegów miękka, błyszcząca, lekka, nawilżona i bardzo przyjemna w dotyku. Konsystencja dość rzadka, ale w porządku się aplikowała. Podejrzewam powrót, ale najpierw przetestuję dwie kolejne z tej serii.

     Kallos Serical Crema Al Latte
Sławna odżywka była moim ulubieńcem i nadal nią zostanie, kiedy się odkuję po niemieckim zamówieniu. Ogromne, litrowe opakowanie dostarczało mi rozkoszy przez cztery miesiące, a więc bardzo długo! Moje włosowe zapasy kończą się bardzo szybko, więc dwa miesiące 'usług" to już sukces. Co mogę powiedzieć o tym kolosie? Przede wszystkim - zapach! Budyń waniliowy w najlepszym wydaniu, mniam! Utrzymywał się na włosach całkiem długo, dając przy tym prawdziwą przyjemność zmysłom. Działanie równie wspaniałe, jeszcze nigdy nie czułam takiego wygładzenia. Do tego dochodzi jeszcze ograniczenie puszenia, lekkie nawilżenie, miękkość, połysk... Zdecydowanie najlepiej zainwestowane 20 złotych w historii.


Nivea Lip Butter Raspberry Rose
Jestem ustomaniaczką, a masełka goszczą u mnie od stycznia. Malinowe kupiłam w lutym i niedawno wykończyłam. Uwielbiam tę aksamitną konsystencję, dzięki której nie dość, że dobrze się aplikuje to jeszcze jest wydajne. Działanie ma dobre, nawilża, odżywia i chroni przed mrozem, ale mimo to stosowałam je na zmianę z Tisane. Czemu? Moim zdaniem ust nie uzależnia, ale nie daje sobie rady stosowane na okrągło. Dwa, trzy razy dziennie to maksimum. Co do zapachu - śliczny, niczym malinowa Mamba. Miałam kiedyś wersję karmelową i jakoś bardziej lubiłam, nie wiem, od czego to zależy.
  
 Avon Podwójny cień w kremie + eyeliner Sailor
Wprawdzie nie zużyłam go w całości, ale chętnie się go pozbyłam. Nawet dla osoby bardzo początkującej ten kosmetyk nie jest dobry. Eyeliner ma zupełnie nieprecyzyjny pędzelek, a sam produkt maże się, nakłada nierówno, powstają prześwity, a nałożenie dwóch jest niemal niemożliwe. Kolor całkiem w porządku, ciemny przykurzony granat. Cień natomiast posiada błyszczykową gąbeczkę, rozprowadza się nierówno, robi plamy. Nie nadaje się do rozświetlania kącika ani jako baza. Z chęcią wyrzuciłam go do kosza.

Essence Lash & Brow Gel Mascara
Używałam do utrwalania brwi, z czym żel radził sobie dobrze, nie nadawał sztucznej sztywności. Jako odżywki do rzęs nie stosowałam, ale po pewnym czasie dolałam oleju rycynowego i taką mieszanką pokrywałam rzęsy. Efekt był lepszy niż po samym olejku, ale niewiele. Szczoteczka ładnie rozczesywała, więc wymyłam ją i zostawiłam, przyda się.  

Tisane Balsam do ust
To kolejne opakowanie z rzędu, nowe oczywiście już zakupione i w użyciu. Naprawdę dobrze odżywia i nawilża, wszystkie obietnice producenta są spełnione. Wargi są miękkie, suchych skórek brak. Stanowi dobrą bazę pod szminki i błyszczyki. Małe opakowanie jest mniej wygodne niż w puszeczkach Nivea, ale mogło być gorzej.

  
Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream
Muszę przyznać, że nie kupiłabym go z własnej woli, ale skoro był w komplecie z żelem do mycia twarzy, to bez wahania wzięłam. Nawilżał nawet nieźle, trochę odżywiał, nie podrażniał, zmiękczał i wygładzał skórę. Zimą oczekuję od kremu czegoś mocniejszego, ale ten sprawdzał się dobrze. Konsystencja średnio gęsta, śliska i przyjemna, szybko się wchłaniała. Jedynym mankamentem była zbyt miękka tuba.

Isana Winter Seife Kaminzauber
Od mydła do rąk oczekuję oczyszczenia i braku wysuszenia. Nie lubię rzadkich, mocno lejących oraz zbyt galaretowatych. Najlepiej byłoby, gdyby przyjemnie pachniało, dobrze się pieniło, było tanie i wydajne. Akurat to spełniało wszystkie moje wymagania. Jego konsystencja była w sam raz, a ono samo nie wysuszyło mnie na wiór, jednak mimo to zawsze po użyciu nakładałam krem. Ponadto miało piękną, ciepłą, korzenną woń, która krótko utrzymywała się na dłoniach. Niestety to edycja limitowana, może za rok wróci :]

Anida Krem do rąk Glicerynowo-aloesowy
Nie lubię tego kremu ani jego cytrynowego brata, ale w zapasach posiadam na wszelki wypadek, gdy wszystko inne się skończy. Rzadka i śliska konsystencja, początkowo tępe uczucie, bardzo słabe nawilżenie i niezbyt wygodna tuba to przepis na katastrofę. Nie lubiłam go używać i mam nadzieję, że już nie będę musiała robić tego ponownie.

    
Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil
Osławiony już olej sprawdził się także u mnie. To mój drugi olej tej firmy i drugi kokosowy, ale ten uważam za lepszy. Przede wszystkim na plus oceniam fakt, że nie zawierał parafiny, a dużą ilość pozytywnie działających składników - olej kokosowy na pierwszym miejscu, miodlę indyjską, brahmi, amlę oraz wiele innych. Dodatkowo nie musiałam obawiać się o rozlanie, gdyż miał stałą konsystencję i wymagał rozgrzania. Nawilżał, lekko odżywiał i nabłyszczał włosy, ale nie wiem, jak działa na dłuższą metę, bo miałam tylko ok. 1/3 opakowania.

BabyDream Shampoo 
Nie znam blogerki, której nazwa tego produktu chociaż nie obiłaby się o uszy. Większość na pewno przetestowała. W moim przypadku jest to już któreś opakowanie z kolei. Bardzo dobrze oczyszcza włosy bez wysuszania. Jest bardzo łagodny dla skóry głowy. Po umyciu czupryna jest nieco splątana, ale wystarczy nałożyć odżywkę, aby pozbyć się problemu.

   
 Asa Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Bardzo go lubię, to już kolejne zużyte opakowanie. Nakładam go dwa razy dziennie na całą twarzy cieniutką warstwą. Nie dość, że nie wysusza, to pomaga pozbyć się wyprysków i zapobiega powstawaniu nowych. Ponadto daje bardzo ładny efekt czystej, rozjaśnionej, zdrowo wyglądającej skóry. Mimo, że nałożony w zbyt dużej ilości bieli to roztarty i wklepany daje świeży efekt bez kiczowatej maski. 

Zmywacz do paznokci z odżywką
Ot, zwykły, przeciętny zmywacz. Zmywa wszystkie lakiery, jedne szybciej, drugie wolniej. Nie wysusza. Nie przywiązuję większej wagi do tego typu produktów także nie wrócę do niego.


Allerco Balsam do ciała
Zawierał aluminium. Nawilżył szybko, ale tylko na chwilę. Tak samo było z wygładzeniem. 
  


Jestem zadowolona z ilości zużyć. A jak u Was?

wtorek, 12 marca 2013

Olej jednozadaniowy. BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl

Lubię kupować produkty dla dzieci i mam, bo wiem, że będą łagodne, chociaż i od tej reguły da się znaleźć odstępstwo. Jako blogerka łącząca w sobie także włosomaniaczkę, chętnie przetestowałam BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl na swych kłakach. Ze względu na bogactwo pożytecznych składników liczyłam na bardzo dobre działanie i nie zawiodłam się, ale nie będę tego roztrząsać na początku posta :D Od razu jednak powiem, że na pewnej płaszczyźnie zaszkodził mi i już nigdy go tam nie zaaplikuję.  


Opakowanie to zgrabna butelka wykonana ze średniej grubości plastiku, który prześwituje i z łatwością możemy zobaczyć poziom zużycia. Jej zwieńczeniem jest nakrętka na "klik" z płaską klapką, która bezproblemowo się otwiera, ale nie samoistnie. Posiada nieduży otwór przez który wydobywa się olejek. Nie jest ogromny, po przechyleniu wypływa z opakowania po kropelce. Po przyciśnięciu tworzy jednak strumień, który może nas zaskoczyć, tak jak niejednokrotnie mnie. Dla mojej osoby jest to spory mankament, ponieważ w ten sposób butelka się tłuści, nalepka odkleja i całość wygląda nieestetycznie, a ja bardzo tego nie lubię.

Na butelce mamy dwie naklejki  przezroczystymi krawędziak, a więc nie rzucają się w oczy, aplikacja wygląda na nadrukowaną chociaż tak nie jest. Przez to, że są foliowe odklejają się i szybko brudzą i to dla mnie jest nie do zniesienia. Nie mogę patrzeć na taką zmaltretowaną etykietę! Obrazek natomiast jest adekwatny do tego, co każe robić producent i niebrzydki. Co mi się podoba? Wytłoczone motylki w górnej części opakowania i różowy kolor butli :)


Olejek jest bardzo rzadki, lejący, cały czas w postaci płynnej, nie trzeba go roztapiać tak jak na przykład kokosową Vatikę. Przelewa się przez palce, łatwo spływa, trzeba go dobrze wmasować. Jest też tłusty, wchłania się, chociaż nie całkowicie. Łatwo się rozprowadza, ale szybko można go zmarnować, bo trudno go złapać :D Po prostu jest bardzo rzadki, średnio lekki, lejący i spływa póki nie wetrzemy.

Produkt pachnie lekko, jest to coś w rodzaju dziecięcej oliwki z delikatną, pudrową nutą, ale niemal niewyczuwalną. Nie utrzymuje się na włosach po zmyciu, a i podczas chodzenia z nasmarowaną głową nie przeszkadza ani trochę. Jest zwyczajny, nie przeszkadza mi, nawet się z nim polubiłam, a w każdym razie nie ma drażniących nut. 

     
Olejek sprawdza się u mnie tylko na włosach. Wyraźnie je nawilża, zmiękcza, wygładza i nadaje blasku. Łatwo się zmywa, nie obciąża i nie przyspiesza przetłuszczania. Raz nałożyłam go na całe ciało oprócz twarzy i efekty opłakane - skóra swędziała, była zaczerwieniona i podrażniona. Mieszany z kremem do rąk trochę tłuści, a później nadaje tępy efekt. Rozczarowana efektem na ciele postanowiłam nie nakładać go na twarz.

Opakowanie - 7 - plastikowe, w ładnym kolorze, w miarę porządne i z beznadziejnymi pod względem jakości naklejkami. Konsystencja - 7 - bardzo lejąca, rzadka, spływa z rąk, trzeba go porządnie wmasować. Zapach - 5 - taki, jak w oliwkach dla niemowląt z lekko pudrową nutą, dość ładny. Działanie - 7 - zmiękcza, nawilża i wygładza włosy, ciało podrażnia. Ocena ogólna - 7/10. Całkiem porządny olejek, ale nie polecam nakładać na ciało :)