Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bingospa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bingospa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2013

Listopadowe zużycia

Listopadowe zużycia powinnam zamieścić na blogu już kilka dni temu, jednak brak dobrego światła całkowicie mi to uniemożliwił. Dziś, kiedy już uczepiłam się w miarę normalnego światła, zdjęcia wyszły niebiesko-szare, a w dodatku prześwietlone. Trudno, mam nadzieję, że macie oczy odporne na tej jakości obrazki. Co do samych zużyć - trochę pustych opakowań poszło do kosza, zaczynam się odgruzowywać z zapasów! 

Alverde Pflege-dusche Minze Bergamotte
Nieczęsto trafiam na żel pod prysznic, których chciałabym używać jak najczęściej. Miętowo - bergamotkowe myjadło należy do właśnie takich. Nie był specjalnie gęsty, nieźle się pienił, dobrze oczyszczał skórę. Z wydajnością średnio, wystarczył mi na dwa, może niecałe trzy tygodnie. Póki co nie brzmi to zbyt rewelacyjnie, prawda? Przejdę jednak do tego, co mnie całkowicie zauroczyło. Zapach żelu był niesamowity - trochę słodki, ale bardzo świeży, z nutą mięty. Zero typowej ulepkowatości, uczucia niedomycia. Kupiłabym ponownie, gdyby nie fakt, że produkt dostępny jest tylko w DM'ach, a może nawet był, gdyż wydaje mi się, że to edycja limitowana. 

Balea Seidenglanz Spulung Feige + Perle
Jedna z odżywek, która nie zrobiła mi źle, ale cudów też nie zdziałała, więc ponownie się już nie spotkamy. Nie należała do grupy mocnych nawilżaczy, była lekka i takie efekty dawała. Włosy po użyciu jej były błyszczące, miękkie i bardzo lekkie, co mi nie odpowiada - moja czupryna zdecydowanie potrzebuje dociążenia. Zapach typowo kosmetyczny, znośny, ale do pięknych perfum mu daleko ;) Ogółem odżywka w porządku, raczej dla osób oczekujących lekkości i połysku niż mocnego odżywienia.

 Nivea Pure Effect Clean Deeper Żel - peeling do codziennego mycia twarzy
Kupiłam i przepadłam. Zdecydowanie mogę zaliczyć go do ulubieńców roku. Jeszcze nigdy, przenigdy nie miałam aż tak dobrego żelu. Niezwykle podoba mi się wygląd skóry zarówno po regularnym, jak i okazjonalnym stosowaniu. Cera jest jasna, wygładzona, miękka, oczyszczona i bardzo świeża. Dobrze myje i wygładza skórę, mimo iż drobinki są maleńkie i okrągłe. Dodatkowo ma świetny, orzeźwiający zapach. Z pewnością kupię go ponownie.


Asa Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Nie mam pojęcia, ile już opakowań zużyłam. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Moja skóra z żadnym kremem nie wygląda tak dobrze i nie zachowuje się tak grzecznie, jeśli mogę tak powiedzieć. Zmniejsza częstotliwość powstawania wyprysków, plamek, zaskórników. Absolutnie nie zapycha, sprawia, że skóa jest gładka i miękka. Kolejną tubkę mam już w użyciu i jestem pewna, że to nie ostatnia.

Tisane Balsam do ust
Kilkanaście opakowań zużytych, co chyba samo w sobie świadczy o moim uwielbieniu dla niego. Nawilża, odżywia, chroni. Nie podrażnia moich ust jak większość balsamów. Czego chcieć więcej? 

Poezja Zmywacz do paznokci
Cudów nie ma, ale kupuję często i gęsto, bo najtańszy i zmywa nie najgorzej. Minimalnie wysusza, ale dobra odżywka i krem do rąk dają radę. 

BingoSpa Waniliowe extra masło do ciała  
Nienawidzę ciężkich maseł do ciała. Na szczęście to było zupełnie inne, o konsystencji lekkiego, puszystego kremu. Wchłaniało się szybko, nie kleiło, nie pozostawiało tępego filmu na skórze. Nawilżało bardzo dobrze, wygładzało i nie powodowało podrażnień. Zapach lekki i przyjemny, waniliowy, ale z dodatkiem białych landrynek (pamiętacie je? zawsze była tylko jedna w opakowaniu). Bardzo porządny produkt, trochę nietypowa forma jak na masło, ale oczywiście w pozytywną stronę.


A jak Wam poszło zużywanie w listopadzie? 

środa, 9 października 2013

BingoSpa Waniliowe extra masło do ciała + podsumowanie akcji maseczkowej

Bardzo lubię się balsamować. Nie jestem typem człowieka, który z lenistwa nie posmaruje się jakimś nawilżaczem, nie nałoży maseczki czy oleju, zapomni o kremowaniu rąk. Nie, ja mam zupełnie odwrotnie. Zawsze, ale to zawsze muszę użyć odpowiedniego kosmetyku. Niestety, nie lubię używać maseł do ciała. Balsamy uwielbiam, ale masła czy inne smarowidła pozostawiające lepką czy tępą warstwę na skórze są dla mnie nie do przejścia. Jakiś czas temu dostałam waniliowe extra masło do ciała BingoSpa. Mimo uprzedzeń postanowiłam przetestować i jestem bardzo mile zaskoczona. Produkt zapakowano do plastikowego, przezroczystego słoiczka. Nakrętkę łatwo odkręcić, jednak nie ma możliwości, aby stało się to samoistnie. Średnica opakowania jest na tyle duża, że bez problemu można włożyć rękę i nabrać odpowiednią dla siebie ilość. Naklejka jest nietrwała, zadziera się przy brzegach, ale nie odkleja. Samo masło ma lekką konsystencję, przypominającą lekki puch, zupełnie niepodobną do tradycyjnego, gęstego i twardego masła. Świetnie się rozprowadza, szybko wchłania i co najważniejsze - nie pozostawia tłustej ani tępej warstwy. Nawilżenie jest jednak dość mocno zauważalne, czuć je nawet po południu następnego dnia, jeśli nałożę je wieczorem. Produkt ładnie pachnie, z lekka zalatuję wanilią, nie jest to natomiast aromat waniliowego olejku do pieczenia. Jest słodki, ale nieduszący, niemdlący.   


Bardzo, bardzo polubiłam to masło. Konsystencja praktycznie niemasłowa, ale sprawdza się świetnie! Niemniej jednak raczej do niego nie wrócę, bo jak wiadomo jest dużo innych kosmetyków do kupienia.
..............

Produkt został mi do recenzji dzięki uprzejmości firmy BingoSpa, jednak nie wpływa to w żaden sposób na moją opinię.

Udało mi się w końcu zebrać kilka maseczkowych postów opublikowanych pod szyldem "Szukamy maseczki idealnej". U mnie najlepiej sprawdziła się truskawkowa od Rival de Loop, chociaż równie dobra była gruszkowa Perfecta.

Spis wszystkich postów w akcji:

sobota, 28 września 2013

Szampon z olejem? Czemu nie! BingoSpa Szampon bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli

Jakiś czas temu przestałam używac łagodnych szamponów i wróciłam do SLESowych. I chociaż dobrze oczyszczają włosy, to czuję, że to był błąd. Moim kłakom wystarczy użycie mocniejszego myjadła raz w tygodniu, a nie trzy. Koniecznie muszę wrócić do delikatesów w kategorii mycia, a pomaga (właściwie pomagał, bo już się skończył) BingoSpa Szampon bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli. Zacznę od tego, że strasznie zdziwił mnie rozmiar opakowania - mieści ono zaledwie 100ml i wystarczyło na około pięć - sześć użyć. Buteleczka mała, wygodna, wykonana z ciemnego tworzywa i oklejona papierową naklejką. Na zdjęciu widać, że się odkleja pod wpływem wody i dotykania. Sam szampon jest rzadki i przez wielki otwór wylotowy wypływa go zdecydowanie za dużo. Produkt pieni się zadziwiająco mocno jak na szampon bez SLS/SLES. Włosy myje świetnie, zmywa kurz, serum silikonowe i piankę. Nie zmywałam nim tylko oleju, wolałam nie marnować szamponu. Po umyciu zawsze nakładam odżywkę lub maskę, ale zauważyłam, że czupryna jest bardziej gładka niż po SLESowym myjadle. Co ważne - na pewno nie zauważyłam nawilżenia włosów, od tego mam oleje i odżywki, więc akurat tę sprawę całkowicie pominęłam podczas testowania. Nie wysusza, nie podrażnia skóry głowy. Pachnie przyjemnie, nie jest to powalający pięknem aromat, ale nie odrzuca.

  
Szampon jest ciekawym produktem, jednak o wiele bardziej lubię BabyDream, który swoją drogą muszę kupić. Ten ma małą pojemność i okropnej jakości naklejkę. Więcej się nie spotkamy.

 
Produkt otrzymałam w ramach testów od firmy BingoSpa, jednak nie wpływa to w żaden sposób na moją opinię.

Znacie kosmetyki BingoSpa? Lubicie? 

środa, 5 czerwca 2013

Majowe zużycia

Zużycia tym razem naprawdę małe, co nie napawa mnie dumą, ale te kilka pustych opakowań to zawsze lepiej niż nic. Nie udało mi się zdenkować zalegających kosmetyków, do kosza poszły pudełka po ciągle używanych. W śród nich znajdują dwa czy trzy produkty naprawdę świetne, reszta jest w porządku ale nie kupiłabym ponownie. Więcej w dalszej części notatki :)

 
Facelle Intim Waschlotion Senstive
Zachwalany przez wiele blogerek do higieny intymnej i mycia włosów sprawdzał się także i u mnie. Napisałam "sprawdzał", ponieważ odkryłam, że spowodował wypadanie włosów. Każdego dnia na szczotce jest więcej włosów niż przed zaczęciem używania płynu. Zarówno włosy, jak i ciało oczyszczał dobrze i dokładnie, nie wywołał podrażnień ani nie wysuszył. Zapach miał lekki i przyjemny, niedrażniący. Produkt był całkiem wydajny, wystarczył na około dwa miesiące codziennego używania, z tym że do umycia włosów potrzebowałam większej ilości. Nie wiem, czy kupię ponownie, jeśli już, to na pewno nie do mycia czupryny.

Timotei With Jericho Rose Moc i blask Odżywka do włosów
Do produktów Timotei mam ogólny, niczym niepotwierdzony uraz. Jakoś nie kupuję ich kosmetyków i nie ciągnie mnie do tego. Tę odżywkę kupiłam raczej z przymusu niż z czystej chęci. Działanie całkiem w porządku, ale szczerze mówiąc tyłka mi nie urwała. Zauważyłam wygładzenie i lekkie odżywienie. Produkt nie przyspiesza przetłuszczania, nie wywołuje łupieżu, nie wysusza włosów i nie podrażnia skóry głowy. Pachnie całkiem ładnie, kwiatowo i kosmetycznie, niedrażniąco.

BingoSpa Szampon borowinowy i 7 ziół
Początkowo nie mogłam się do niego przekonać, bo miałam tedy fazę na unikanie szamponów zawierających SLS i SLES. Kiedy jednak uznałam, że jeśli nałożę te składniki na włosy raz w tygodniu na minutę czy dwie to na pewno mi nie zaszkodzi. Szampon naprawdę świetnie oczyszcza, mocno się pieni i nie podrażnia skóry głowy. Idealnie zmywa olej rycynowy, i to przy jednokrotnym użyciu. Nie miałam też problemu z przesuszeniem, ponieważ zawsze nakładam odżywkę. Produkt nie zawiera silikonów, ma za to całe mnóstwo ekstraktów. Ogółem mówiąc sprawdził się u mnie i mogę go polecić. 

Zmywacz do paznokci z witaminą F bez acetonu
Nie przywiązuję się do zmywaczy. Biorę ze sklepowej półki bezacetonowy i to właściwie koniec zakupów. Ten wariant miałą już kilka razy i jest po prostu w porządku. Zmywa wszystkie lakiery, jedne szybciej, drugie wolniej, brokaty oczywiście z pomocą folii aluminiowej. Może i trochę wysusza paznokcie, ale zawsze po zmyciu emalii nakłądam odżywkę albo olejek rycynowy, więc problem ten nie daje mi się we znaki.

 BeBeauty Green Nature Wygładzające serum do rąk
Miałam kiedyś odżywczą wersję tego kremu i strasznie mnie rozczarowała. Tym razem było dużo lepiej. Serum bardzo dobrze nawilżało dłonie, nie podrażniało ich ani się nie kleiło. Wchłaniało się szybko, nie pozostawiało tłustego filmu. Moje dłonie były też dużo gładsze i miększe, delikatne i jasne. Bardzo mi się to podobało!


Tisane Balsam do ust
Pisałam to wiele razy i jeszcze powtórzę - świetny! Naprawdę dobrze nawilża i odżywia usta. Wygładza, likwiduje suche skórki, zmiękcza, nie podrażnia. Nie zbiera się w załamaniach, nie nadaje żadnego koloru. Szczerze uwielbiam!

 Oriflame Pure Nature Organic Red Apple & Oat Nourishing Lip Balm
Przez cały okresu używania byłam nim zachwycona. Używałam go na zmianę z Tisane, ponieważ nie był to mocno odżywczy kompres. Dobrze nawilżał wargi, niestety krótkotrwale. dawał niezwykle ładny efekt na ustach - czerwonawy, blady róż bez drobinek, z pięknym połyskiem, dającym efekt mokrych warg. Cudo, może kiedyś jeszcze go upoluję.
...........................................
Clinique Liquid Facial Soap Mild
Zawartość próbki wystarczyła mi na jedno użycie. Produkt bardzo dobrze umył moją cerę, nie podrażnił jej. Po zmyciu była jasna, miękka i czysta. Nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych.

L'Biotica Biovax Eliksir Wygładzająco-nawilżający
Silikonowe serum z odżywczymi składnikami sprawdziło się bardzo dobrze. Wygładziło końce i nadało im blasku.

Clinique  Claryfying Lotion 2
W saszetce znajdowała się wytrzymała chusteczka nasączona tonikiem. Produkt odświeżył cerę, przygotował ją na przyjęcie kremu i zmatowił.
AA Eco Krem antyoksydacyjny
Próbka wystarczyła mi na trzy użycia. Krem nie podrażnił skóry, za to lekko ją odżywił i nawilżył.
Cashmir Płatki kosmetyczne
Średnio je lubię, trochę się rozwarstwiają. Na szczęście nie pozostawiają włókien na twarzy ani paznokciach. Kupuję je, gdy nie mam innego wyboru.
 Tso Moriri Mydło Liść grapefruita
Wklejam zdjęcie przed zużyciem, ponieważ dostałam je beż folii, nie mam więc czego pokazać. Powiem Wam, że mydełko było naprawdę w porządku. Całkowicie różniło się od tradycyjnych mydeł np. od Palmolive. Na pewno nie było aż tak twarde. Świetnie się pieniło, nie wysuszało, nie zawierało SLS. Wydaje mi się, że nieco nawilżało. Dodatkowym plusem był wzorek liści, naprawdę ciekawy.


Nie jestem dumna z ilości zużyć, ale lepsze to, niż nic. Mam nadzieję, że w czerwcu będzie tego więcej.

A Wam jakie idzie denkowanie?

wtorek, 7 maja 2013

Włosowe aktualizacje - po 6. miesiącu

Intensywną pielęgnację włosów rozpoczęłam pół roku temu. Nie mogę uwierzyć, że te sześć miesięcy tak szybko zleciało. Chociaż na zdjęciach zmiany nie są zbytnio widoczne, to naprawdę je zauważam podczas czesania, upinania, dotykania itd. Bardzo wciągnęło mnie włosomaniactwo, dbanie i wyszukiwanie coraz to nowszych sposobów na poprawienie kondycji czupryny. Cieszę się, że zaprzestałam niszczących nawyków i prezentuję kłaki po raz kolejny :)

06.04.13                                              07.05.13                   


Długość z tyłu - 42cm

Moje włosy rosną wolno, maksymalnie centymetr miesięcznie. Niemniej jednak cieszą mnie każde dodatkowe milimetry. Wydłużanie się ich najlepiej widać podczas zaplatania w warkocz, który staje się coraz dłuższy. Wciąż uczę się, co lubią moje kosmyki i w jakiej ilości. Prowadzenie pielęgnacyjnego dziennika pomaga mi kontrolować, co i kiedy nałożyłam i w razie potrzeby zbadać, co mogło zaszkodzić lub bardzo pomóc. 

Postanowiłam na stałe wprowadzić do pielęgnacji odżywki z silikonami na zmianę z wolnymi od nich. Chronią przed uszkodzeniami i wyraźnie wygładzają. Zdecydowałam się także na oczyszczanie szamponem z SLS/SLES co mniej więcej dziesięć dni. Zakupiłam również olejek, który ma pobudzić cebulki do rośnięcia. Już kiedyś go używałam i trochę pomógł, więc mam nadzieję, że będzie tak i tym razem.


Silikonowa odżywka, o której wspomniałam to Timotei With Jericho Rose Moc i Blask. Jej działanie przypadło mi do gustu, szerzej opiszę je w recenzji. Skusiłam się też na zachwalany płyn Facelle Intim Waschlotion Sensitive do stosowania w roli szamponu. Sprawdza się wyśmienicie, zupełnie jak dziecięcy szampon BabyDream. Do mocniejszego oczyszczania borowinowy i 7 ziół BingoSpa, który ostatnio bardzo polubiłam. Nauczyłam się z nim nie przesadzać i mnie zadowala.


Moje TOP3 do zadań specjalnych! Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus, czyli dwufazowa odżywka bez spłukiwania idealnie nawilża i zmiękcza włosy. Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner używam zawsze, gdy moje włosy są szorstkie i nie układają się. idealnym zabezpieczaczem do końcówek jest Balea Professional Oil Repair Haaröl.


Olejek łopianowy z czerwoną papryką Green Pharmacy mam już drugi raz, pierwszą butelkę zużyłam na wakacjach. Z obecnej wykonałam póki co trzy aplikacje. Dawno nie używałam żadnych masek do włosów, więc skusiłam się na Joanna Naturia Maseczka regenerująca Z lnem i rumiankiem. Lubię odżywki z tej serii, więc mam nadzieję, że maska okaże się równie dobra. 

A jak u Was z pielęgnacją włosów? Używałyście któregoś z używanego przeze mnie produktu? 

wtorek, 30 kwietnia 2013

Kwietniowe zużycia

Kwiecień jeszcze się nie skończył w przeciwieństwie do kilkunastu kosmetyków, których opakowania zagracały mi szufladę. Odkąd zaczęłam prowadzić Projekt Denko w blogowej zakładce mam jeszcze większą kontrolę nad tym, co mi zalega i wymaga szybkiego zużycia. Wytypowałam dziesięć produktów, a w koszu wylądowało aż trzynaście plus kilka próbek. Comiesięczne denkowanie pomaga mi pozbyć się zapasów, szkoda tylko, że z żelami pod prysznic idzie mi cienko :> Koniec narzekania, zapraszam na prezentację.




Enliven Natural Fruit Extracts Kiwi & Fig Conditioner
Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tą marką, więc ta odżywka była dla mnie całkowitą nowością. Nie spodziewałam się spektakularnych efektów i takich nie otrzymałam, więc obyło się bez rozczarowań. Nie liczyłam na mocne odżywienie czy nawilżenie, ale miałam nadzieję, że będzie lepiej. Tymczasem produkt lekko wygładzał i zmiękczał włosy, wydobywał ich blask. Nawilżenia nie odnotowałam, całkowitego zlikwidowania szorstkości też nie. Najgorsza  jednak była butelka - wysoka, twarda, odżywka nie chciała wypływać, do tego nie była zbyt wydajna. Na plus, że łatwo się spłukiwała i nie podrażniała skóry głowy.

BingoSpa Kolagenowe serum do mycia włosów
Nigdy nie przypuszczałam, że polubię szampon do włosów zawierający SLS, a jednak tak się stało. Serum świetnie oczyszczało, cudnie się pieniło, nawet mała ilość dawała naprawdę dużą pianę. Mimo niewielkiej pojemności (tylko 150ml) wystarczyło na około 12 użyć. Produkt nie wysuszał nawet wtedy, gdy używałam go przy każdym myciu. Nie przypuszczałam, że po umyciu włosy będą elastyczne, gładkie i miękkie, a jednak tak było. Bardzo dobrze zmywał oleje, zarówno kokosowy, jak i rycynowy. Moim zdaniem to naprawdę świetny produkt, warto wypróbować.


Fitomed Olej z avocado
Raczej bez większych zachwytów. Olejowałam nim włosy, trochę nawilżał i wygładzał. Oczywiście po zmyciu trzeba było nakładać odżywkę. Wchłaniał się w kosmyki, wprawdzie nie całkowicie, a tylko odrobinę, ale to i tak zawsze coś. O wiele lepiej sprawdził się do zmywania cieni z powiek. Nalewałam kroplę na wacik, przykładałam do skóry i po chwili przecierałam. Makijaż znikał w mgnieniu oka! Nie odnotowałam wysuszenia ani podrażnień, ale ogółem nie ma się nad czym rozwodzić.
///
      
BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl   
Nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez olejowania, dlatego ten produkt wykorzystałam właśnie w tym celu. Moja czupryna polubiła mieszankę zawartą w składzie. Odnotowałam wzrost nawilżenia włosów, mocniejszy blask i znaczne wygładzenie. Przeznaczeniem olejku jest smarowanie ciała i wypróbowałam go też na tej płaszczyźnie. Niestety poniósł sromotną klęskę. Nie lubię tłustego filmu na skórze, ale może mogłabym to przeboleć, gdyby nie fakt, że produkt mnie podrażnił. Ciało swędziało, porobiły się suche, szorstkie placki. Podsumowując - zapewne się jeszcze spotkamy, ale na skórę - nigdy.

AA Ciało wrażliwe Nawilżający żel do mycia ciała Głębia oceanu
Zauważyłyście, że na blogu nie pojawiła się jego recenzja? Nie było jej i nie będzie, gdyż kosmetyk okazał się być zupełnie neutralny. Miał żelową konsystencję, jak na żel przystało, nie był za rzadki, ale też nie trzeba było go wytrząsać z opakowania. Dobrze oczyszczał skórę, nie miałam wrażenia niedomycia. Nie nawilżał, w końcu nie należy do zadań myjadła, ale też nie wysuszał. Zapach świeży, lekko męski, unisex, że tak powiem. Na plus wydajność i nakrętka z klapką.

     Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Face Wash All Skin Types
Bardzo, bardzo go lubiłam, chociaż nie skłamię, jeśli powiem, że obecnie używam lepszego, ale o tym na razie ciii ^^ Tuba 150ml była wygodna i wydajna, wystarczyła na ponad miesiąc codziennego używania. Żel świetnie oczyszczał skórę, usuwał zanieczyszczenia, a jednocześnie nie wysuszał. Nie spowodował wysypu wyprysków ani ataku suchych skórek. Na plus bardzo dobry skład bez SLS (tu mamy łagodniejszy sulfat), gliceryna w drugiej połowie. Zmywał się nawet nieźle, chociaż odrobinę się ślizgał, ale ostatecznie nauczyłam się sobie z tym radzić. Ogółem bardzo polecam :)
 ............

   BingoSpa Peeling błotny do twarzy Kwasy owocowe
Moja cera uwielbia peelingowanie, dlatego używam ich często. Zależało mi na łagodnym zdzieraku, który można stosować codziennie bez obaw o podrażnienia. Ten od BingoSpa spodobał mi się, ale nie tyle, żebym zaopatrzyła się w niego po raz drugi. Drobinek jest sporo, nie są jednak zbyt ostre, nie radzą sobie z usuwaniem suchych skórek. Po użyciu skóra jest jasna, miękka, promienna i dobrze oczyszczona, wygładzona. Suche skóry najczęściej atakują mój nos, po zmyciu peelingu było ich odrobinę mniej, ale niewiele. Produkt nie spowodował zaczerwienień ani zapychania. Do codziennego stosowania jest w porządku, polecam.


La Roche - Posay Effaclar Duo
Początki były trudne, ale w końcu bardzo się polubiliśmy. Nakładałam na pojedyncze wypryski lub gdy czułam, że pod skórą czai się nowy nieprzyjaciel. Znikały bardzo szybko, na drugi dzień nie było po nich śladu lub mocno się zmniejszały. Nałożony w zbyt dużej ilości powodował pieczenie i zaczerwienienie, ale wybaczam mu to, bo działał znakomicie. Nie zapchał mojej cery. Zapewne spotkamy się ponownie :)  

Asa Acnefan Krem do pielęgnacji do cery trądzikowej
Absolutny weteran comiesięcznych zużyć! Jeśli ktoś kazał mi wybrać trzy kosmetyki do twarzy, to na pewno wzięłabym Acnefan, Tisane w słoiczku i Effaclar Duo. Wspominałam o nim na blogu już wiele razy i za każdym chwalę. Nie dość, że zapobiega powstawaniu wyprysków, to jeszcze nie wysusza, rozjaśnia i sprawia, że skóra jest miękka, gładka i ma równy koloryt. Uwielbiam! 


Apteczka Babuni Olej rycynowy 
Powszechnie znany i lubiany olejek sprawdził się także i u mnie. Stosowałam go głównie na rzęsy - stały się czarniejsze, bardziej elastyczne, gęstsze i dłuższe. Nakładałam też na paznokcie, wyglądały na zdrowsze, skórki były nawilżone i miękkie. Wypróbowałam również na włosy, olejek nadał im niesamowitego blasku i gładkości! Bardzo go polubiłam, niedługo zaopatrzę się w kolejne opakowanie.

Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci  
Nie wyobrażam sobie życia bez kremu do rąk.  Nie musi być cudem, ważne, żeby nie przesuszał, tylko nawilżał. Oliwkowy spełnił to wymaganie, chociaż faktycznie do najlepszych nie należy. Nie podrażnia, wygładza, zmiękcza. Najgorsza jest jednak tuba, którą trzeba rozciąć, podczas gdy pozostało w niej jeszcze pięćdziesiąt procent zawartości. Ogółem w  porządku, ale bez zachwytów.

Zmywacz do paznokci
Najtańszy, zwyczajny, przypadkowo. Zmywał w porządku, ale koszmarnie śmierdział - coś pomiędzy zwykłym zmywaczem a olejkiem arakowym, fuj. Już więcej się nie skuszę.


Tisane Balsam do ust
Kolejny blogowy weteran ^^ Co tu dużo gadać, po prostu go uwielbiam! Świetnie odżywia, nawilża usta, wygładza i regeneruje. Do tego ma przyjemną konsystencję i ładny, miodowy zapach. Kolejny słoiczek już w użyciu.
Vichy Liftactiv Serum 10
Znalazłam tę próbkę w Vichy-boxie do odbioru w aptekach. Na pewno już się skończyły, ale idea bardzo mi się spodobała. Liftactiv Serum 10 to naprawdę godny uwagi produkt! Konsystencja rzadka, cudnie się rozprowadza, szybko wchłania. Błyskawicznie pojawia się uczucie wygładzenia i napięcia skóry (w pozytywnym znaczeniu). Serum wystarczyło mi na kilka użyć, skóra cały czas była bardzo miękka, gładka, że tak brzydko powiem - niesflaczała. Nie ma mowy o wysuszeniu ani zapychaniu.

Vichy Neovadiol Gf
Kolejna próbka z boxa. Tutaj konsystencja śliska, ale kremowa, równie łatwe rozprowadzanie i szybkie wchłanianie. Naprawdę nieźle nawilżał, ilość suchych skórek trochę się zmniejszyła. Ogółem w porządku, jednak Liftactiv Serum 10 spodobało mi się bardziej.   


AA Eco Matujący krem do twarzy
Mała próbeczka, tak jak pozostałe wystarczyła mi na jedno użycie. Krem faktycznie matował, ale nie był to płaski mat, tylko taki naturalny. Utrzymywał się niecałą godzinę, a więc krótko. Nawet nałożony grubą warstwą szybko się wchłaniał. Nie nawilżył jakoś spektakularnie, ale nie wysuszył.

Nivea Odżywcze mleczko do ciała
Zawartość saszetki wystarczyła mi na nasmarowanie jednej nogi. Moim zdaniem próbki balsamów powinny mieć minimum pięć mililitrów. Nie zauważyłam odżywienia, nawilżenie średnie, noga na pewno była też gładsza niż inne części ciała. Może skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie, bo strasznie mnie kusi ta nowa butelka w kształcie tej na mleko.

Avon Solutions Ageless Results
Nie chciałam ładować tego na twarz, moja szyja jednak się nie zbuntowała. Krem miał średnio gęstą konsystencję, dobrze się rozsmarowywał, wchłonął szybko. Pozostawił jednak tępo-lepki film, fuj. Nie zwróciłam uwagi na nawilżanie, film strasznie mnie irytował. Ogółem nic ciekawego, nie spodobał mi się.

AA Prestige PRO-DNA Multiodbudowa DNA Krem na noc
Nie zrobił mi krzywdy, trochę nawilżył, szybko się wchłonął i to byłoby na tyle. 
 
Jadwiga Naturalny peeling z woskiem jojoba
Świetny, mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie. Cudnie rozjaśnia i wygładza, nawilża i odżywia skórę, a jednocześnie oczyszcza. Nie zapycha, nie podrażnia. 


Jestem zadowolona z ilości kwietniowych zużyć. Zdenkowałam zalegające na półkach iw  szafkach produkty, w maju będę to kontynuować. 

sobota, 6 kwietnia 2013

Włosowe aktualizacje - po 5. miesiącu

Zacznę od tego, że choć wiem, jak głupio to brzmi - uwielbiam pielęgnować swoje włosy. Kocham dostarczać im potrzebnych składników, masek, odżywek, różnych innych kosmetyków. Dodam jeszcze, że są mi wdzięczne, gdyż coraz lepiej wyglądają i daje mi to wielką motywację do dalszych działań. 3 kwietnia minęło pięć miesięcy, od kiedy naprawdę mocno zaczęłam przykładać się do pielęgnacji czupryny. Sama się dziwię, że to już tak długo. Zapraszam na aktualizację :)

 05.03.13                                                             06.04.13                    


 Długość z tyłu - 41,5cm, najkrótsze - ok. 40, zebrane razem - ok. 41cm

Moje włosy rosną, chociaż akurat w porównaniu tych dwóch zdjęć nie bardzo to widać. Ich średni miesięczny przyrost to około jednego centymetra, a więc niewiele. Przyzwyczaiłam się do tego i szybko zauważam , że są dłuższe, choćby podczas czesania lub po związaniu w kucyk. Jak można ujrzeć na zdjęciu, ich końcówki nie są rzadkie, a tak samo gęste jak reszta włosów. Całość staje się coraz bardziej miękka, gładka, błyszcząca, aż mam ochotę ciągle je głaskać i mruczeć z zadowolenia ^^.

W marcu używałam głównie oleju BabyDream, szamponu tej samej marki na zmianę z serum BingoSpa. Zawsze po myciu nakładałam którąś ze zużytych już i wczoraj opisanych odżywek. Bardzo często zabezpieczałam końce serum Balea oraz spryskiwałam sprayem Alverde. Zauważyłam spore wygładzenie po olejku z avocado od Fitomed.


Mój zestaw pielęgnacyjny składa się obecnie ze sprayu Alverde i Oriflame, serum BingoSpa, odżywki Enliven, oleju BabyDream i Fitomed oraz serum na końcówki Balea. Muszę przyznać, że te siedem produktów w pełni zaspokaja potrzeby moich włosów, jedyne, czego mi brak to łagodniejszy szampon. Czuprynę poddaję myciu, olejowaniu i odżywkowaniu co drugi dzień. W pozostałych na przemian nakładam serum, dwa razy w tygodniu spray. 

I to byłby koniec aktualizacji na marzec. Następna za miesiąc :) A co Wy polecacie, co stosujecie?

sobota, 30 marca 2013

AHA, AHA - ja też musiałam się dokwasić :D BingoSpa Peeling błotny do twarzy Kwasy owocowe

O kwasach owocowych AHA słyszałam już bardzo dużo, ale nie chciałam od razu zaczynać od kremów lub serum. Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że będę mogła przetestować peeling do twarzy z 50%-owymi kwasami owocowymi. Produkt dostałam mniej więcej półtora miesiąca temu i od tego czasu używam bardzo często, więc myślę, że pora na recenzję :)

 BingoSpa Peeling błotny do twarzy Kwasy owocowe

Zacznę od tego, że trochę obawiałam się tego błotnego kosmetyku. Po pierwsze, bałam się, iż będzie zawierał parafinę i triglicerydy oraz glicerynę, ale miło się zaskoczyłam! W peelingu nie ma żadnego z tych składników, znajdziemy za to błoto z Morza Martwego już na drugim miejscu, proszek z nasion oliwy (nie wiem, jak to nazwać...), kilka ekstraktów i innych składników oraz parabeny, na szczęście na samym końcu.

Przejdźmy teraz do opakowania. Peeling zapakowanego do płaskiego plastikowego słoiczka o pojemności 100g. W sumie to nawet podoba mi się takie rozwiązanie, bo można wszystko wydłubać do końca. 
Łatwo dostać się do peelingu, otwór ma taką samą średnicę jak nakrętka i cały słoik. Jest poręczne, wytrzymałe, nakrętka dobrze się trzyma, sama nie odkręci, ale nie połamiemy na niej paznokci. Opakowanie łatwo przewieźć w torbie podróżnej, nie zajmuje wiele miejsca. Oczywiście posiada dużą, papierową naklejkę, która nie zadziera się i nie odkleja. Znajdziemy na niej same napisy, żadnych zbędnych obrazków, co według mnie prezentuje się nadzwyczaj dobrze.
         
                                                                           
Peeling jest dość gęsty, ale mniej zwarty niż peelingi z ostrymi, chemicznie wytworzonymi granulkami. Ten tutaj ma kolor szary, zawiera dużą ilość małych, średnio ostrych drobinek. Jest bardzo wydajny, gdyż do pokrycia całej twarzy potrzeba naprawdę niewielkiej ilości. Łatwo go zmyć, szarość też się zmywa, nie wchodzi w pory i nie daje efektu brudnej cery.

Peeling ma lekki, trudny do określenia, błotny, przyjemny zapach.
Działanie natomiast jest naprawdę dobre! Produkt wygładza skórę, wspomaga jej ukrwienie i przy częstym używaniu delikatnie rozjaśnia, jednak ten ostatni efekt jest minimalny. Ponadto nie zapycha, nie pojawiają się zaczerwienienia ani pryszcze, także jest świetnie. Podczas masowania nim cery można się też nieźle odprężyć, co jest dla mnie bardzo pożyteczne, bo ja nie mam czasu ani ochoty na długie moczenie się w wannie, a tu mam relaks plus działanie. Zazwyczaj nakładam peeling na twarz, masuję około minuty po czym zmywam, ale od czasu do czasu zostawiam na pięć minut, a wtedy skóry wygląda na rozjaśnioną i wypoczętą.
...............
Peeling bardzo mi się spodobał, często go używam, moja ocena to 9/10. Moim zdaniem mógłby troszeczkę mocniej ścierać, ale poza tym jest dobrze.         

niedziela, 24 marca 2013

SLSy nie takie straszne. BingoSpa Kolagenowe Serum do mycia włosów

Całkiem niedawno, bo na początku lutego dostałam kolejną paczkę od BingoSpa w ramach współpracy. Zdecydowałam się na świetny peeling, o którym będzie na dniach, krem dla Was i bohatera dzisiejszego posta, czyli szampon do włosów w formie serum. Chociaż tego nie podejrzewałam, bardzo się z nim polubiłam, został moim wielkim hitem w kategorii myjadeł ze SLS/SLES. 

BingoSpa Kolagenowe Serum do mycia włosów

Na wizażu opakowanie, a właściwie część naklejki wygląda odrobinę inaczej, ale nie robi to żadnej różnicy. Uważam, iż w rzeczywistości jest ładniejsze. Po prawej zdjęcie z wizażu.
.
A jak jest naprawdę? Serum znajduje się w twardej, przezroczystej butelce o pojemności 150ml. Miałam wrażenie, że to bardzo mało i umyję nim włosy maksymalnie trzy razy, a tu wielkie zaskoczenie! Użyłam go już ponad sześć razy i wystarczy mi jeszcze na co najmniej trzy mycia.
Wracając do opakowania - nie ugina się, więc teraz jest już nieco gorzej z wydobywaniem, ale da się przeżyć. Nakrętka jest metalowa, łatwo się zagina, odkręca bez problemu. Nie rdzewieje. Niestety jest zdejmowana, a otwieranie serum mokrymi rękami nie należy do przyjemności. Naklejka jest, jak w przypadku wszystkich testowanych przeze mnie wyrobów BingoSpa papierowa, łatwo się zadziera, brudzi, odkleja. Nie mam obsesji na punkcie nalepek, ale lubię estetykę. Szata graficzna jest nie najgorsza, nie należy do najcudowniejszych, ale nie ma przesady. Są najważniejsze informacje i właśnie to się liczy. 
  

Serum jest lejące, średnio gęste, gładkie, nie zbija się w grudki. Już niewielka ilość wytwarza sporo kremowej, miękkiej piany, więc nie trzeba wylewać go dużo, aby umyć włos. Efekt taki zawdzięczamy oczywiście SLSowi, który nie robi mi krzywdy nawet przy częstszym myciu włosów właśnie tym serum. Oprócz tego zawiera kolagen i to w pierwszej części składu. Są też inne, trochę mniej przyjemne składniki, ale ogółem nie jest tragicznie.
                                                                   
Serum pachnie kosmetycznie, ale lekko i przyjemnie, adekwatnie do działania. Po pierwsze - świetnie myje, oczyszcza z kurzu, sebum, silikonów, olejów i innych tego typu substancji. Włosy po umyciu są miękkie i błyszczące oraz, co najważniejsze, niewysuszone! Jest to dla mnie ogromny plus, bo SLSowe szampony zazwyczaj robią mi z kosmyków siano już po pierwszym użyciu. Tutaj na szczęście wszystko jest w porządku, ale jak wiadomo zawsze nakładam odżywkę. Ponadto ładnie się układają, efektu snopka siana brak ;) Silikonów nie ma, ale lekko wygładza.
Na plus fakt, że nie plącze włosów i nie sprawia, że są matowe i przyklapnięte. Moje kłaki z natury mają sporą objętości i nie zauważam zmniejszenia jej po użyciu tego serum. Stosuję co drugie mycie czyli około dwa razy w tygodniu i działań niepożądanych nie odnotowałam. Biorąc pod uwagę nieszczęsną butelkę i naklejkę całość oceniam na 8/10. Włosy go polubiły, kiedyś pewnie skuszę się na następne opakowanie ale to naprawdę w dalekiej przyszłości.
                                                                  
                                                         ***                                                         
Jak już wspomniałam na facebooku, moja obecność blogowa w ciągu następnego tygodnia może być bardzo różna. Raz, że jestem chora, dwa - idzie Wielkanoc. Postaram się przygotować posty do dodawania automatycznego :)

środa, 6 marca 2013

Lutowe zakupy

Nareszcie udało mi się obfocić lutowe zakupy, żałuję, że tak późno, ale dobrze zrobiłam. Przez ostatnie dni doskwierał mi brak czasu, a ja bardzo tego nie lubię. Co do zakupów - nie są jakieś bardzo wielkie, przypuszczam, że w kwietniu będą ogromne i zagraniczne ♥. Tym razem postawiłam raczej na włosy, dostałam paczkę ze współpracy, kilka rzeczy kupiłam na blogach i ogólnie jestem bardzo zadowolona. W sumie luty nie obfitował w buble, właściwie to nie było ich wcale. Kosmetyków, które mają szanse zostać moimi ulubieńcami jest za to sporo i chętnie je wszystkie Wam przedstawię :)

   
Jak widać nie ma tego tak dużo, a poza tym wszystko jest zróżnicowane - jest grupa do włosów, do twarzy, do paznokci, a więc bez przesady w którąś stronę. Poniżej dokładniejsza  prezentacja.


Zacznijmy od lewej. Mamy tu dwie rewelacyjne odżywki, które szczerze polecam: Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda i róża (6,49zł) i Joanna Argan Oil (5,8zł). Dalej znajduje się kolejna, o której jeszcze nie wyrobiłam sobie zdania - Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner (7,5zł). Na koniec mamy tu dwa szampony - kolagenowe serum do mycia włosów BingoSpa ze współpracy i Babydream Shampoo (3,87zł). Oba są moim zdaniem świetne i polecam wypróbować!


Tu z koeli mamy dwa tanie, małe zmywacze - z odżywką (1,4zł) i z wiatminami (1,29zł). Zmywają średnio, nie szkodzą paznokciom, a zużyć muszę. Następnie widzimy mojego nowego ulubieńca - Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Daily Face Wash All Skin Types (13,25zł). jest świetny, recenzja wkrótce. Kupiłam go w komplecie z kremem do rąk, ale już mi się zużył. Widzicie te dwa płaskie pudełeczka? To kosmetyki od BingoSpa - peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi, który jest rewelacyjny i krem pielęgnacyjny z Zea Mays dla Was! Niedługo rozdanie ;D


A tutaj mamy już lekko kolorówkowy dział :) Essence A New League Multi Colour Bronzing Powder - 01 Go Classy, Go Retro był moim marzeniem i dostałam go w ramach wymianki - dziękuję! Malinowe masełko do ust Nivea (9,99zł) kupiłam po zużyciu karmelowego i jest równie dobre. Balsam do ust Tisane muszę zawsze mieć na półce, tym razem kupiłam tylko jedno opakowanie za 8,35zł. Pędzelek do korektora E.l.f (5zł) bardzo mi się przyda, gdy dostanę niemiecką paczkę.


To już ostatnia grupa :) Mamy tu mój upragniony lakier Essence Crystalliced Iced Eyes Baby (3zł) w cudnym, błękitnym kolorze. Dalej stoi czerwień Pierre Rene Carnival 01 (7,99zł), zachwycająca Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline (9,99zł) i biedronkowy, beznumerkowy Virtual Fashion Mania (3,99zł). Dalej mamy wodę toaletową o cudnym zapachu jeżyn Yves Rocher Plaisirs Nature Mure Sauvage Blackberry (10zł).

I to tyle! W lutym nie nakupowałam wiele, ale jestem bardzo zadowolona. Wydałam 103 złote i 91 groszy, więc nie tak dużo. Miałyście może styczność z którymś z produktów?