Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 sierpnia 2014

Zużycia czerwcowo - lipcowo - sierpniowe

Najwyższy czas opublikować wpis zużyciowy, tym razem z trzech miesięcy. Nie ma tego nie wiadomo jak dużo, ale pokazuję, bo nie mieszczą mi się u kartonie na puste opakowania. Koniec gadania, pora na prezentację!


Original Source Lemon & Tea Tree Shower - nie od dziś wiadomo, że żele OS są moimi ulubionymi (oczywiście zaraz po rabarbarowym Kamill). Wersja cytrynowo - herbaciana idealnie sprawdzała się szczególnie w upały. Zapach był bardzo świeży, nie przypominał woni płynu do mycia naczyń. Konsystencja żelowo - galaretkowa, świetnie się pieniąca. Wydajność przeciętna, jednak dzięki silikonowemu ogranicznikowi w nakrętce nie wylewało się za dużo produktu. Robił to, co do niego należało - oczyszczał i odświeżał ciało bez wysuszania. Ogółem żel przypadł mi do gustu podobnie jak i inne tej firmy.

Le Petit Marseillais Kwiat pomarańczy Kremowy żel pod prysznic - po zużyciu tego produktu stwierdzam, że żele LPM mogłyby na stałe zagościć na mojej łazienkowej półce. Bardzo podoba mi się design opakowań. Jeśli o sam żel chodzi, sprawdził się się bardzo dobrze. Skóra po użyciu była dobrze oczyszczona, miękka, nie zauważyłam wysuszenia skóry. Zapach średnio mi się spodobał, nie mam pojęcia, czy kwiat pomarańczy pachnie właśnie tak. Ogółem był to całkiem przyjemny aromat, nieduszący, ale nie należał do najpiękniejszych. Żel dobrze się pienił, wydajność całkiem w porządku. Myślę, że kiedyś skuszę się na inne wersje zapachowe.


Nivea Odżywka odbudowująca Long repair - moim zdaniem jedna z lepszych typowo drogeryjnych odżywek. Naprawdę dobrze wygładza i odżywia włosy. Nieważnie, z jakim szamponem jej użyłam, czupryna była miękka, błyszcząca, mniej spuszona. Produkt miał gęstą, bogatą konsystencję, niewielka ilość wystarczyła do pokrycia całości. Zapach przyjemny, jak dla mnie kosmetyczno - fryzjerski. Podejrzewam, że kiedyś skuszę się na kolejne opakowanie.

BabyDream Shampoo - zużyłam już tyle opakowań, że mówi to samo za siebie. Moje włosy uwielbiają ten szampon! Jest bardzo delikatny, nie wysusza ich ani skóry głowy, zmywa kurz, pot, wszelkie zabrudzenie, a także oleje. Włosy po jego użyciu są miękkie i splątane, czemu zaradzi każda odżywka. Przyjemnie pachnie. Niestety jest niewydajny, rzadki, ale jestem w staniu mu to wybaczyć. Obecnie nie mam go na półce, ale wkrótce to nadrobię, lubię go mieć, bo zawsze się przydaje :)

  
Garnier Intensywna pielęgnacja suchej skóry Ochronny krem do rąk - używałam go mniej więcej dwa miesiące temu i szczerze mówiąc, średnio pamiętam jego działanie. Z pewnością nie zaszkodził skórze, wręcz przeciwnie. Nawilżał i odżywiał ją, jednak nie było to nic zachwycającego ani mocnego. Wchłaniał się dosyć szybko, był całkiem wydajny, miał przyjemny zapach. Nie kupię go ponownie, będę szukać czegoś lepszego.

Green Pharmacy Krem do rąk - aloes / jaskółcze ziele - przyznaję, kupiłam je tylko dlatego, że były tanie, około czterech złotych za tubkę o pojemności 100ml i nie liczyłam, że zdziałają cuda, co oczywiście nie nastąpiło. Miały podobne działanie - lekko nawilżały i zmiękczały skórę, jednak nie na długo. Wchłaniały się dość szybko, nie pozostawiając klejącego filmu. Z pewnością nie kupię żadnego z nich ponownie, chociaż krzywdy mi nie zrobiły.
.

Lady Speed Stick pH Active Fresh Spray - lubię antyperspiranty w sprayu, bo nie muszę czekać, aż produkt wchłonie się w skórę, ale z tym niestety się nie polubiliśmy. Ochrona jest tak lekka, że praktycznie niewyczuwalna. Pot wydziela się tak samo, jak gdybym nie użyła niczego. Nieprzyjemny zapach jest nieco zniwelowany. Woń kosmetyku jest kwiatowa, bardzo intensywna, dusząca podczas aplikacji. Na skórze staje się nieco lżejsza. Ogółem mówiąc produkt w ogóle się u mnie nie sprawdził. 

BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący - to już kolejne zużyte opakowanie. To chyba najłagodniejszy produkt do mycia twarzy, jakiego używałam. Oczyszcza dokładnie, ale bardzo delikatnie. Praktycznie się nie pieni, łatwo się rozprowadza i równie bezproblemowo spłukuje. Zauważalnie łagodzi podrażnienia, nie szczypie i nie piecze. Jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie i jest bardzo tani, kosztuje około pięciu złotych. Z pewnością zaopatrzę się w kolejne opakowanie.


Avon Planet Spa Mediterranean Olive Oil With Orange Flower Soothing Eye Treatment - bardzo go polubiłam, nawet uznałam go za jeden z lepszych, które zdążyłam już przetestować. Nawilżał i wygładzał skórę, ani razu mnie nie podrażnił. Sprawiał, że była sprężysta i miękka, nigdy przesuszona. Szczególnie spodobała mi się konsystencja - żelowo - kremowa, szybko się wchłaniała i nie pozostawiała połysku pod oczami. Produkt był bardzo wydajny Nie kupię go ponownie, w sklepach jest wiele innych do przetestowania :D

Marion Nature Therapy 60 - sekundowa maseczka do włosów Ocet z malin & Koktajl owocowy - szczerze mówiąc, nie zauważyłam żadnego działania. Saszetka wystarczyła mi na jedną aplikację przy włosach sięgających do zapięcia od stanika. Efekt był przeciętny, włosy dosyć gładkie, ale to zasługa szamponu. Zapach maseczki kwaskowy, koło malin raczej to nawet nie leżało ;) Nie kupię ponownie, dobrze, że to była tylko mała saszetka, więc nie wydałam dużo.


Essence Lipstick 52 In The Nude - bardzo cieszę się, że w końcu ją zużyłam. Nie przypadła mi do gustu na tyle, aby kupić ją ponownie ani inną z tej serii. Nie pokrywała ust kolorem równomiernie, trochę się mazała, pozostawiała smugi. Kolor również nie był idealnym nudziakiem. Dodam jeszcze, że trochę wysuszała usta i po pomalowaniu widać było wszelkie odstające skórki. Nie polubiłyśmy się zbytnio i po dwóch i pół roku od zakupu bez żalu pozbyłam się resztki, która pozostała w opakowaniu.

p2 Keratin Repair Coat - nie udało mi się zużyć całości, w buteleczce pozostało około 1/3 początkowej ilości. Odżywka nie dawała jakichś spektakularnych efektów, ale paznokcie były nieco mocniejsze. Dobrze sprawdzała się w roli bazy pod kolorowe lakiery. Nosiłam ją także solo i bardzo podobał mi się efekt zdrowych paznokci. Nie spotkamy się ponownie, cudów nie było.


Ziaja Intensywne wygładzanie Maska do włosów niesfornych - uwielbiam uczucie miękkich, łatwiejszych do ułożenia, błyszczących włosów, jakiego doświadczam po każdorazowym użyciu tej maski. Wyraźnie je wygładza i nawilża. Ma gęstą, bogatą konsystencję. Jest średnio wydajna, ale za taką cenę jestem jej to w stanie wybaczyć. Z pewnością w przyszłości skuszę się na kolejne opakowanie.

Sun Ozon Apresspray Aloe Vera - staram się nie opalać, ale wiadomo, że gdyby przebywa się na słońcu, to pojawi się choć lekka opalenizna. Spryskiwałam tym sprayem ręce, nogi i dekolt. Jedynymi efektami było chwilowe ochłodzenie i delikatne nawilżenie. Niestety, kosmetyk jednak mocno się kleił na skórze i bardzo mi się to nie podobało. Próbowałam używać go na włosy, bo wysoko w składzie ma aloes, ale kosmyki były sztywne i klejące. Nie kupię ponownie.


Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam! Zużyłam już tyle tubek, że trudno policzyć. Jeszcze żaden krem do twarzy nie dał takiego efektu. Idealny zdrowy mat utrzymujący się przez cały dzień, delikatne rozjaśnienie cery i fakt, że przyspiesza gojenie wyprysków sprawiły, że kupuję nowe opakowanie, gdy tylko jedno się skończy. Kocham!

Tisane Balsam do ust - kocham, co zresztą widać. Nic tak dobrze nie nawilża, chroni i odżywia ust jak Tisane! Regeneruje każde przesuszenie, zmiękcza i wygładza. Ilość opakowań mówi o tym samo przez się :D

Uff, i to byłoby na tyle. A jak Wam poszło zużywanie?

wtorek, 18 lutego 2014

Avon Planet Spa Mediterranean Olive Oil With Orange Flower Soothing Eye Treatment

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji cery bez kremu pod oczy. Niedawno pisałam, że to jeden z bardziej podstawowych kosmetyków. Dzisiejszego bohatera umieściłam nawet w ulubieńcach roku 2013. Mowa o Avon Planet Spa Mediterranean Olive Oil With Orange Flower Soothing Eye Treatment (zdecydowanie zbyt długa nazwa!), czyli kojącym serum pod oczy. Produkt dostajemy zapakowany w kartonik z nadrukowanym składem, którego brak na tubie. Opakowanie właściwe to miękka, jasnozielona tubka o pojemności 15ml. Napisy, mimo że nadrukowane, nie ścierają się, za co oczywiście duży plus. Aplikator jest ścięty, podobnie jak w błyszczykach w tubkach. Sam produkt jest półprzezroczysty, śliski i bardzo gęsty, ale lekki. Bardzo łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawia filmu ani połysku. Działanie serum nie jest zbyt mocne, ale wystarczające. Porządnie nawilża i koi skórę, lekko ją wygładzając. Nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień. Zapach produktu jest niezwykle delikatny, wyczuwalny tylko po przytknięciu nosa do aplikatora. Dla mnie to duży plus - nie lubię mocno perfumowanych kosmetyków do pielęgnacji cery.

  
Jakich kremów pod oczy używacie? Jakie polecacie, a jakich nie?

niedziela, 9 lutego 2014

Zużycia grudniowo - styczniowe


The Body Shop Banana Conditioner / Shampoo - Postanowiłam opisać te dwa produkty w jednym podpunkcie, gdyż należą do tej samej serii i najlepiej działają stosowane w duecie. Zarówno szampon, jak i odżywkę zapakowano do najmniej wygodnych opakowań, jakie kiedykolwiek miałam w dłoniach. Naprawdę nie wiem, kto wymyślił takie butelki dla kosmetyków do włosów. Plastik, z których zostały wykonane jest bardzo twardy, ciężko go nacisnąć, aby wydobyć w szczególności odżywkę, zwłaszcza, gdy było jej mniej niż połowę. Oba produkty były koloru bananowego i dokładnie tym owocem pachniały. W zapachu na próżno szukać sztuczności, cud, miód i orzeszki. Co do szamponu - mył bez zarzutu, włosy po jego użyciu były oczyszczone i nieprzesuszone. Odżywka widocznie nawilżała czuprynę i nadawała jej blasku. Duet sprawdził się naprawdę dobrze na moich włosach, przydając miękkości i lekko wygładzając. Możliwe, że kiedyś się jeszcze spotkamy.

DeBa Volume Shampoo - Ani mnie nie zraził, ani nie zachwycił. Był zupełnie zwyczajny, spełniał podstawowe funkcje. Zmywał oleje, kurz, sebum i inne zanieczyszczenia. Niestety niewydajny, mimo pojemności 400ml. Pienił się nie najgorzej i ładnie pachniał. Faktycznie przydawał objętości, tzn. w moim przypadku trochę puszył, ale taki efekt mam po większości szamponów.


Soraya Nawilżanie & Dotlenianie Nawilżający żel oczyszczający - Zupełnie zwyczajny. Nie zachwycił mnie, przeciętniak. Pienił się lekko, oczyszczał skórę z zanieczyszczeń, nie podrażniał. Nie nawilżył cery, trochę wysuszał i często atakowały mnie suche skórki. Konsystencja żelowa, średnio gęsta, dobrze się rozprowadzał i bezproblemowo spłukiwał. Miał delikatny, przyjemny zapach. Cena niewygórowana, około dwunastu złotych za tubę, ale znam kilka żeli w podobnej cenie lub nawet tańszych, ale zdecydowanie lepszych.

Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - Ideał, kolejna zużyta tubka poszła do kosza. Faktycznie zmniejsza ilość powstających niespodzianek, fantastycznie matuje i wygładza skórę. Może wysuszać i podkreśla każdą wysuszoną okolicę, a już szczególnie odstające skórki. Najlepiej działa, jeśli co dwa - trzy dni zrobię peeling, a jego nałożę później.

Sylveco Lekki krem nagietkowy - Wielkie rozczarowanie, któremu poświęciłam osobny post. Nawilżał dobrze, jednak stosowany codziennie, a nawet jednokrotne użycie powodowało atak bolesnych wyprysków. Ostatecznie zużyłam smarując nim powieki i szyję, gdzie nie powodował żadnych niespodzianek. Sprawił jednak, że nie sięgnę już po żaden krem do twarzy tej firmy.

The Face Shop Blackhead EX Nose Clay Mask - Użyłam jej zaledwie raz i wyrzuciłam do kosza. Zupełnie się nie sprawdziła. Bardzo ciężko było ją wycisnąć, rozprowadzić, potwornie się kleiła i mazała. W ogóle nie chciała zaschnąć, więc próbowałam ją zmyć, co zajęło mi kilkanaście minut. Nic nie wyciągnęła, a bardzo na to liczyłam.    

Panthenol Winter Cream - Świetny kosmetyk, umieściłam go w ulubieńcach '13. Idealny na zimę - chronił skórę przed mrozem i wiatrem, lekko natłuszczając skórę. Nie świecił się zbytnio, nie kleił i szybko wchłaniał. Myślę, że jeszcze kiedyś go kupię.


Balea Urea Handcreme - Jeden z lepszych kremów, jakich używałam. Bardzo dobry na każdą porę roku, szybko się wchłaniał, nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy. Nawilżał i odżywiał już od pierwszej aplikacji, a co najlepsze - niwelował swędzenie na szczególnie przesuszonych obszarach. Nawilżenie, odżywienie i wygładzenie to coś, czego moje dłonie potrzebują przez okrągły rok, a zwłaszcza w zimie i ten krem spełnił wszystkie moje wymagania. Efekt był długofalowy, nie znikał po kilkudziesięciu minutach. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to konsystencja, dla mnie odrobinkę zbyt rzadka.

Sanoflore, Gelée de Douche Apaisante - Zdecydowanie najdroższy kosmetyk tego typu w mojej łazience. Kupiłam go (i Tangle Teezer) dzięki kuponowi rabatowemu (klik). W życiu nie kupiłabym żelu za 40zł, a że miałam go praktycznie za darmo, wypróbowałam. Kosmetyk okazał się być jednym z lepszych produktów myjących, jednak nie na tyle, bym skusiła się na niego ponownie. Świetnie oczyszcza skórę bez wysuszania i podrażniania. Pieni się raczej lekko i łatwo spłukuje. Pachnie naturalnie, ciekawie, bardzo trudno określić ten zapach, w każdym razie podobał mi się. Niestety, żel był koszmarnie niewydajny, zużyłam go w ekspresowym tempie, a nie wylewałam na siebie pół butelki na raz. Jak widać, nawet za taką cenę nie można oczekiwać cudów :)

Balea Handlotion Sheabutter Arganol - Dobry, zużyłam z przyjemnością, choć na zimę był za lekki. Nieźle nawilżał dłonie, nieco odżywiał i wygładzał, niwelował suchość, ale nie w takim stopniu jak wersja Urea. Był bardzo rzadki, lekko wodnisty, dość dobrze się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Do gustu przypadło mi opakowanie - stabilna, mieszcząca 300ml butla z pompką, która działała bez zarzutu aż do ostatniej kropli. Ogółem mówiąc polubiliśmy się, choć lepiej byłoby stosować go latem.

Avon Płyn do kąpieli Choinka - Nie będę słodzić, jego jedyny plus to urocze opakowanie w kształcie choinki. Ładnie wyglądało na łazienkowej półce, mimo iż było kompletnie niefunkcjonalne. Otwór, czy "nóżka" choinki jest ogromny i płyn wylewał się w zbyt dużej ilości. Produkt pachniał zielonym jabłuszkiem, a nie choinką, na co miałam wielką nadzieję. Pienił się słabo, więc zużyłam go jako żel pod prysznic, bo nie było sensu siedzenia w minimalnej ilości szybko znikającej piany. Szkoda, że się nie sprawdził, z wyglądu zapowiadał się na ciekawy produkt.  



Empik Owl Lipgloss Coconut - Skusiło mnie opakowanie, które oczywiście zachowam dla ozdoby :) Zawartość przeuroczej sówki to gęsty, lepki błyszczyk, przezroczysty o srebrnej poświacie. Na ustach nie wyglądał za pięknie, czytaj: bazar atakuje! Poza tym wywołał podrażnienie i atak krostek, dlatego opróżniłam opakowanie z tego lepiku i pozbyłam się bez żalu. Sówkę zostawiłam, ładna jest, żałowałabym, wyrzucając ją do kosza.

Essence Crystalliced Liquid Eyeshadow 03 Ice Crystals On My Window - Gdy użyłam go po raz pierwszy, wydawał się być cudem. Niestety nie był, dlatego po dwóch latach leżenia w szafce trafił do kosza. Konsystencję miał przyjemną, dobrze się rozprowadzał. Odcień, który wybrałam był rozświetlającym, chłodnym beżem z delikatnym pyłkiem, który migrował po twarzy. Efekt - jak się pewnie domyślacie - do ładnych nie należał. Wyrzuciłam bez żalu.

Zmywacz do paznokci - Kupuję w razie potrzeby, gdy nie mam nic innego pod ręką. Ogółem lubię i używam zielonej Isany, ale "z braku laku to i kit dobry". Śmierdzi, ale zmywa całkiem w porządku. Wysusza paznokcie i skórki. Raczej się już nie spotkamy. 

Basic Nailpolish 281 - Czerwień o wykończeniu żelkowo - kremowym. Bardzo elegancka i seksowna. Łatwa aplikacja i w miarę szybkie schnięcie nie sprawiły, że używałam go za często. Nie lubię nosić czerwieni na paznokciach zbyt często, więc po zużyciu połowy lakier zasechł. Również pozbywam się go bez żalu.

Tisane Balsam do ust - Ideał, co zresztą widać po trzech zużytych opakowaniach. Świetnie nawilża i odżywia, wygładza oraz chroni. Zużyłam już kilkanaście opakowań i temu jedynemu balsamowi do ust jestem wierna :)




Garść próbek. Wszystkie były w porządku, nie spodobał mi się jednak zapach cynamonowego masła, zachwyciło mnie natomiast to o zapachu liczi. Z pewnością nabędę drogą kupna w najbliżsyzm czasie pełnowymiarowe opakowanie.


Zużyłam też trzy saszetki peelingu drobnoziarnistego Perfecty, o którym pisałam kilka postów wstecz oraz jedną enzymatycznego, który polubiłam równie mocno.

A Wam jak poszło zużywanie?

niedziela, 6 października 2013

Wrześniowe zużycia

W przeciwieństwie do sierpniowych zużyć wrześniowych dużo nie ma. Dodatkowa zatrważająca wręcz jakość zdjęć co w połączeniu ze zdenkowanymi produktami dało bardzo mizerny efekt. Ogółem ze zużyć jestem średnio zadowolona, jednak jak co miesiąc wszystko pokażę. Przymknijcie oko na byle jakie zdjęcia, może dotrwacie do końca :>


Isana Hair Feuchtigkeits Spulung 
Zacznę od tego, że na moich włosach sprawdza się większość odżywek. Nie wszystkie oczywiście, ale zdecydowana większość działa na nie pozytywnie. Moja czupryna potrafi dosłownie pić wszelakie kuracje. Nawilżająca Isana też przypadła im do gustu. W moim przypadku zaobserwowałam zauważalne wygładzenie i lekkie nawilżenie. Włosy stawały się bardziej błyszczące i miękkie. Niestety nie podołała moim suchym końcówkom, zmiękczyła i delikatnie nawilżyła, jednak przysłowiowego cudu na kiju nie ujrzałam choć nawet na to nie liczyłam. Czupryna została nieco ujarzmiona, lepiej się układała. Zapach odżywki nie jest zbyt piękny, kojarzy mi się z salonem fryzjerskim i płynem do trwałej. Jak dla mnie to jedyny mankament tego kosmetyku, niesamowity nie jest ale spodobał mi się (produkt, nie zapach).

Balea Feuchtigkeits Haarmilch Mango + Aloe Vera  
Z tego produktu byłam bardzo zadowolona, o czym zresztą poinformowałam Was całkiem niedawno (link). Moje włosy lubią odżywki z silikonami, o ile dany kosmetyk posiada przynajmniej 70% innych składników, które silikonami nie są. Mleczko miało świetny, owocowy i bardzo naturalny zapach mango, który raczej nie utrzymuje się na włosach. Produkt wygładza i lekko nawilża, nadaje blasku, nie wysusza. Daje to całkiem niezły efekt, ale bardziej lubię tę odżywkę, ponieważ nie ma silikonów, a choć moje włosy je lubią to wolę nie przesadzać z ich ilością.

BingoSpa Szampon bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli
Wiecie, co najbardziej zdziwiło mnie w tym szamponie? Jego pojemność, bo sto mililitrów to ilość wręcz śmieszna. Właściwości miał całkiem przyjemnie, dobrze oczyszczał i nie wysuszał. Nie wiem, czy dałby radę zmyć olej, gdyż nie testowałam go pod tym względem. Zapach też miły dla nosa, niekoniecznie zachwycający, ale w porządku. Szampon ogółem niezły, choć więcej się nie spotkamy, bo pojemność jest zbyt mała a produkt bardzo niewydajny. 
 ..........

Tisane Balsam do ust
Każdy, kto uważnie czyta mojego bloga wie, że nie ma dla mnie lepszego kosmetyku do pielęgnacji ust. Piszę o nim w postach zakupowych i zużyciowych, umieściłam go w ulubieńcach roku, więc wiadomo, że go uwielbiam. Nic tak dobrze jak Tisane nie nawilża i odżywia moich ust, nadaje im miękkości i gładkości. Jak już napisałam, zużyłam wiele opakowań i nadal będę kupować :)

   Lirene Youngy 20+ Płyn micelarny z tańczącymi drobinkami z wit. E
Kupiłam go ze względu na ciekawie wyglądające drobinki i teraz już wiem, że się więcej nie spotkamy. Nie żeby płyn był zły - po prostu nie spełnia swoich funkcji nawet w 80%. Owszem, nie najgorzej oczyszcza skórę, jednak po użyciu go rano zamiast żelu choć czułam się świeżo, to nie aż tak bardzo, jak chciałam. Prawie wcale nie radzi sobie z usunięciem jakiegokolwiek cienia do powiek, demakijaż najlepiej wykonywać czymś zupełnie innym. Zużyć zużyłam, przyjemnie wyglądał i nawet nieźle pachniał, skóry nie wysuszył, jednak pożegnaliśmy się na zawsze.

 Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Podobnie jak o Tisane, pisałam o nim już wiele razy, ponieważ darzę go ogromnym uwielbieniem. To zdecydowanie najlepszy krem do twarzy, jaki kiedykolwiek używałam. Matuje cerę, lekko ją rozjaśnia, zapobiega powstawaniu wyprysków i leczy już powstałe. Niestety może nieco wysuszać, dlatego na zimę kupię jakiś nawilżacz.


Miss Bezacetonowy zmywacz do paznokci i tipsów
Wbrew zapewnieniom producenta nie nawilża i nie odżywia paznokci, zresztą zarówno ja jak i pewnie większość Was nie wierzę w takie właściwości zmywacza. Ten był całkiem w porządku, zmywał wszystko (brokaty przy pomocy folii aluminiowej). Niestety lekko wysuszał paznokcie, ale to normalne. Buteleczka o pojemności 100ml kosztowała mnie około pięciu złotych, wydaje mi się, że to za dużo, dlatego zapewne wrócę do zielonej Isany.

 Mollon Matt Beauty, Sensique Fantasy Glitter Fireworks, Delia Las Vegas 500
Nareszcie dojrzałam do tego, aby wyrzucić zaschnięte, zgęstniałe i w większości zużyte lakiery, którymi nie mogę już malować paznokci, gdyż jest ich za mało w buteleczce. Do kosza poszły trzy bardzo ładne emalie, ale pozbyłam się ich z powodu zgęstnienia (Molon), bardzo dużego zużycia połączonego z zachnięciem (Sensique i Delia). Lubiłam je, ale raczej nie będę tęsknić.

+ zwykły, wysuszający zmywacz o przeciętnych właściwościach


Luksja, Care Pro Nourish, Shower Milk (z olejkiem z dyni)
Próbka mała, nie starczyła nawet na umycie całego ciała. Żel okazał się być w porządku, niezbyt gęsty, kremowy, lekko się pienił. Zapach delikatny, przyjemny. Raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie, nie kusi mnie, a zresztą mam zapasy, które muszę zużyć.

 Avon Solutions A.m. & p.m. Ageless Results Day Cream SPF 15 and Night Cream
Nie polubiliśmy się zbytnio i jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam się go pozbyć. Kremy, bo pudełeczko było podzielone na dwie części, nieco nawilżały i wygładzały skórę, ale nie na tyle, ile potrzebuję. Obie wersje długo się wchłaniały i długo błyszczały, a co najgorsze - po dostaniu się do oka niemiłosiernie piekły, szczypały, a skoro to krem pod oczy, to chyba nie powinien robić takich efektów. Pożegnałam się z nim mając wielki uśmiech na twarzy, gdyż nie będę musiała się z nim męczyć.

Nivea Pure Effect Aktywna maseczka oczyszczająca
U mnie kompletnie się nie sprawdziła. Spowodowała wysyp, który, jak się na pewno domyślacie, ładnie nie wyglądał. Skóra była sucha i szorstka. Więcej się nie zobaczymy.

Rival de Loop Erdbeer & Vanille Wohlfuhl Pflegemaske
W tym przypadku chciałoby się rzec: mała rzecz, a cieszy! Truskawkowo - waniliowa maseczka bardzo przypadła mojej skórze do gustu. Nawilżyła, odżywiła, wygładziła. Cera była miękka i promienna, ukojona, suchość została zniwelowana. Obyło się bez wysypu i podrażnień. Obecnie jest to mój numer jeden!


A jak Wam poszło denkowanie we wrześniu? 

sobota, 8 czerwca 2013

Majowe zakupy

Ostatnio staram się choć trochę ograniczać kosmetyczne zakupy. Z tego powodu nie skusiłam się na nic na promocji -40% na kolorówkę i pielęgnację twarzy w Rossmannie. W maju kupiłam głównie produkty bardzo potrzebne, kilka z nich dostałam w ramach wymiany, od rodziny albo otrzymałam/kupiłam sobie w nagrodę. Poza tym odkryłam kilka hitów, o których niebawem napiszę więcej. W każdym razie cieszę się, że nie wydaję Bóg wie ile :D


W maju skupiłam się głównie na pielęgnacji, wpadło też kilka kosmetyków do paznokci i do ust. Ze wszystkich jestem całkiem zadowolona!


Kupiłam dwie butelki zachwalanego, podobno wycofywanego płynu micelarnego BeBeauty (4,99zł i 4,39zł). Żałuję, że nie zaopatrzyłam się w niego wcześniej. Dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia. Stosuję go każdego ranka zamiast żelu do mycia twarzy.


L'Biotica Biovax Intensywnie regenerująca maseczka Naturalne oleje - argan, makadamia, kokos otrzymałam za udział w konkursie "Czapki z głów" organizowany przez Biovax. Recenzję zamieszczę po zużyciu całego opakowania, ale już teraz zdradzę, że świetnie się sprawdza. Bardzo lubię odżywki bez spłukiwania Joanna Naturia, dlatego kupiłam maseczkę z lnem i rumainkiem (6,79zł). Moje włosy bardzo ją polubiły! Olejek łopianowy Green Pharmacy Stymulujący wzrost włosów (5,2zł) już kiedyś miałam, teraz chciałam przypomnieć sobie jego działanie. 


Potrzebowałam dobrego kremu do stóp, dlatego wzięłam Fuss Wohl z łojem jelenia (3,99zł). Naprawdę dobrze się sprawdza! Dalej mamy prezent do cioci-pielęgniarki - emulsję o działaniu pielęgnującym i regenerującym skórkę Silonda Lipid Ecolab. Ta wielka, 500ml butla na pewno wystarczy na długo! Pierwsza buteleczka oleju rycynowego Apteczka Babuni (2,1zł) już się skończyła, dlatego zaopatrzyłam się w drugą. Tisane Balsam do ust (9,5zł) to mój ulubieniec :)


Tutaj mamy trzy bardzo ładne lakiery do paznokci z wymiany. Po pierwsze, dwa maty z Avonu - Matte Nailwear Black As Night i Grey Cement. Naprawdę świetnie wyglądają na paznokciach! Golden Rose Paris 52 jest ciekawym odcieniem niebieskiego, niezależnie od ilości warstw ;)


Polubiłam się ze SLSowymi szamponami do używania co jakiś czas i w związku z tym kupiłam Ziaja Masło Kakaowe Szampon wygładzający (6,15zł). Jak to ładnie pachnie! W Pepco natknęłam się na błyszczyki Manhattan Colour Loop, więc wzięłam wersję Wildberry (7,99zł). Na początku czerwca wróciłam po beżowy. Tradycyjny Nivea Creme (5,99zł) miałam dawno temu, dlatego kupiłam go teraz, kiedy opakowania są takie urocze.


Ostatnie majowe zakupy to dwa lakiery Miyo - Gold Star i Lucky (2x 3,49zł). Świetne kolory i jakość w niskiej cenie. Postanowiłam wbe końcu pozbyć się przebarwień i zakupiłam Nigdy więcej przebarwień Joko (7,5zł) z serii Odżywek szybkiego reagowania. Działa!

Znacie może któryś produkt? Co kupiłyście w maju?

czwartek, 23 maja 2013

Podwójny średniaczek. Avon Solutions A.m. & p.m. Ageless Results Day Cream SPF 15 and Night Cream

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy bez używania kremu pod oczy. Jest to równie ważny element jak krem do twarzy czy antyperspirant. Nie pisałabym o tym, gdyby nie to, że czas już na recenzję obecnego smarowidła. Używam go od ponad trzech miesięcy i wyrobiłam sobie o nim zdanie, dlatego zapraszam na recenzję :)

Avon Solutions A.m. & p.m. Ageless Results Day Cream SPF 15 and Night Cream

Od kremu pod oczy oczekuję głównie nawilżenia. Moja skóra nie przesusza się w kilka godzin, ale po kilku dniach bez jakiegoś mazidła skutkują napięciem i wysuszeniem. Krem powinien też lekko wygładzać skórę, zmniejszać obrzęk i chociaż odrobinę zmniejszać cienie. Co oczywiste, nie może podrażniać ani wyrządzać żadnych szkód. Ważne jest też, aby nie był ciężki, tłusty, nie dopuszczał powietrza do skóry. Dobrze byłoby też, gdyby posiadał nawet niewielki filtr przeciwsłoneczny. Moje spostrzeżenia na temat działania i innych właściwości w dalszej części posta.

Krem zapakowano do dwukomorowego pojemniczka o łącznej pojemności 20ml. Wykonany z plastiku, okrągły słoiczek jest całkiem poręczny. Pod nakrętką znajduje się cienka nakładka, która zapobiega wylewaniu się kremu na spodnią część nakrętki i mieszaniu. Kremy oddziela granica, która nie jest równa. Komora kremu na dzień jest większa i łatwiej wydobywać z niej produkt, mazidło na noc ma mniejszą. Na opakowaniu jest tylko jedna naklejka okalająca całość. Nie zadziera się, ale brzegi troszkę się brudzą. Wygląda ładnie, estetycznie. Całość prezentuje się naprawdę nieźle.


Zarówno krem na dzień, jak i na noc są dość gęste, dobrze się rozprowadzają, jedna aplikacja zużywa bardzo małą ilość produktu. Oba wchłaniają się dość wolno i błyszczą. O ile na noc mi to nie przeszkadza, to tłusta, świecąca okolica oka bardzo mnie irytuje. Jak już wspominałam, nie tylko błyszczy, ale przy dotykaniu czuć film. Bardzo mi się to nie podoba, może gdyby był lepszy w działaniu to bym mu wybaczyła.

Krem jest lekko perfumowany, pachnie ładnie, kosmetycznie, ale przyjemnie. Zapach ten nie drażni oczu, kompletnie mi nie przeszkadza.

Oba kremy nawilżają średnio, minimalnie odżywiają i odrobinę wygładzają skórę. Staje się miękka i przyjemna w dotyku, gładsza i jaśniejsza. Podrażnień ani uczulenia nie odnotowałam. Nie jednak takie działanie, które mogłoby mnie uwieść. Produkt mi nie szkodzi, nawet trochę pomaga, chętnie go zużyję, ale po zdenkowaniu pożegnamy się na zawsze.


Kosmetyk spodobał mi się średnio. Nie zaszkodził, trochę pomógł, ale tłustość i błysk są niewybaczalne.

Słyszałyście kiedyś o tym produkcie? Podoba się Wam idea dwóch kremów w jednym pojemniku?

piątek, 17 maja 2013

Fakt, to mat! Avon Matte Black As Night (Paznokciowy Projekt Finish - Tydzień 2)

Z reguły nie dodaję dwóch postów paznokciowych pod rząd, ale nie mogę pozwolić na dwa dni blogowej przerwy! Dodatkowo dostałam dzisiaj trzy piękne lakiery i dzisiaj zaprezentuję Wam jeden z nich. Mam nadzieję, że wybaczycie mi fakt, iż nie pojawi się teraz żadna recenzja, a dopiero jutro :)

Avon Matte Black As Night jest lakierem z serii matowej. Nigdy wcześniej nie miałam emalii o takim wykończeniu, ale trend ten podobał mi się od dawna i na pewno kiedyś skusiłabym się na egzemplarz czegoś bez połysku. Jest to też mój pierwszy czarny lakier i obawiałam się, że będzie się źle prezentował. To był błąd! Kosmetyk jest całkowicie matowy, nie ma żadnych drobinek ani satynowego/skórkowego wykończenia. Naprawdę jest czarny, to nie mocna szarość.

Lakier rozprowadzał się bardzo dobrze, nie porobiły się zacieki ani pęcherzyki. Na zdjęciach widać niewielkie smugi, ale w rzeczywistości nie są aż tak widoczne, praktycznie wcale. Szybko wysycha, po pięciu minutach jest suchy, ale warto zaczekać około piętnastu dla utwardzenia. Kryje praktycznie przy jednej warstwie, ja nałożyłam dwie dla zamaskowania ewentualnych prześwitów.

+ Sensique Fantasy Glitter Pink Frosting
 Lakier niesamowicie podoba mi się solo, a także z brokatowym topem. Mam zamiar wykorzystywać go też do wzorków i różnych zdobień.

środa, 15 maja 2013

Gąbką go!

Wiosna w pełni, dlatego mimo że uwielbiam ciemne lakiery to teraz mam raczej ochotę na wesołe, jasne lub bardzo intensywne. Jakoś nie ciągnie mnie do malunków jednokolorowych, dlatego postanowiłam na cieniowane. Metoda gąbeczkowa daje naprawdę świetny efekt i mam nadzieję, że udało mi się to uchwycić na zdjęciach :)

Jako bazę nałożyłam dwie warstwy cudnego fioletu Avon Nailwear Pro Luxe Lavender. Lakiery, które wykorzystałam do stworzenia cieniowanych przejść to Miss Sporty Clubbingo Colours Bubble Gum 453 (pastelowa żółć), Lm Super & Ultra Brilliant Nail Polish 110 (mocny, neonowy róż) oraz Virtual Fashion Mania, który nie posiada numeru, a jest to mocny granat. Jako top wystąpił bezbarwny lakier Editt.

Lawendowa baza rozprowadzała się wyśmienicie i szybko wyschła. Cieniowanie także nie było trudne, chociaż dzisiejsza gąbka rwała się i na niektórych paznokciach widać jej pozostałości. Między kolorami ułożyły się naprawdę ciekawe przejścia, które nie gryzą się ze sobą. Na palcu serdecznym specjalnie położyłam więcej granatu, lubię taki mocniejszy akcent. Cieniowanie to prosta metoda, ale bardzo efektowna :)


 Podobają się Wam cieniowane paznokcie?

wtorek, 30 kwietnia 2013

Kwietniowe zużycia

Kwiecień jeszcze się nie skończył w przeciwieństwie do kilkunastu kosmetyków, których opakowania zagracały mi szufladę. Odkąd zaczęłam prowadzić Projekt Denko w blogowej zakładce mam jeszcze większą kontrolę nad tym, co mi zalega i wymaga szybkiego zużycia. Wytypowałam dziesięć produktów, a w koszu wylądowało aż trzynaście plus kilka próbek. Comiesięczne denkowanie pomaga mi pozbyć się zapasów, szkoda tylko, że z żelami pod prysznic idzie mi cienko :> Koniec narzekania, zapraszam na prezentację.




Enliven Natural Fruit Extracts Kiwi & Fig Conditioner
Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tą marką, więc ta odżywka była dla mnie całkowitą nowością. Nie spodziewałam się spektakularnych efektów i takich nie otrzymałam, więc obyło się bez rozczarowań. Nie liczyłam na mocne odżywienie czy nawilżenie, ale miałam nadzieję, że będzie lepiej. Tymczasem produkt lekko wygładzał i zmiękczał włosy, wydobywał ich blask. Nawilżenia nie odnotowałam, całkowitego zlikwidowania szorstkości też nie. Najgorsza  jednak była butelka - wysoka, twarda, odżywka nie chciała wypływać, do tego nie była zbyt wydajna. Na plus, że łatwo się spłukiwała i nie podrażniała skóry głowy.

BingoSpa Kolagenowe serum do mycia włosów
Nigdy nie przypuszczałam, że polubię szampon do włosów zawierający SLS, a jednak tak się stało. Serum świetnie oczyszczało, cudnie się pieniło, nawet mała ilość dawała naprawdę dużą pianę. Mimo niewielkiej pojemności (tylko 150ml) wystarczyło na około 12 użyć. Produkt nie wysuszał nawet wtedy, gdy używałam go przy każdym myciu. Nie przypuszczałam, że po umyciu włosy będą elastyczne, gładkie i miękkie, a jednak tak było. Bardzo dobrze zmywał oleje, zarówno kokosowy, jak i rycynowy. Moim zdaniem to naprawdę świetny produkt, warto wypróbować.


Fitomed Olej z avocado
Raczej bez większych zachwytów. Olejowałam nim włosy, trochę nawilżał i wygładzał. Oczywiście po zmyciu trzeba było nakładać odżywkę. Wchłaniał się w kosmyki, wprawdzie nie całkowicie, a tylko odrobinę, ale to i tak zawsze coś. O wiele lepiej sprawdził się do zmywania cieni z powiek. Nalewałam kroplę na wacik, przykładałam do skóry i po chwili przecierałam. Makijaż znikał w mgnieniu oka! Nie odnotowałam wysuszenia ani podrażnień, ale ogółem nie ma się nad czym rozwodzić.
///
      
BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl   
Nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez olejowania, dlatego ten produkt wykorzystałam właśnie w tym celu. Moja czupryna polubiła mieszankę zawartą w składzie. Odnotowałam wzrost nawilżenia włosów, mocniejszy blask i znaczne wygładzenie. Przeznaczeniem olejku jest smarowanie ciała i wypróbowałam go też na tej płaszczyźnie. Niestety poniósł sromotną klęskę. Nie lubię tłustego filmu na skórze, ale może mogłabym to przeboleć, gdyby nie fakt, że produkt mnie podrażnił. Ciało swędziało, porobiły się suche, szorstkie placki. Podsumowując - zapewne się jeszcze spotkamy, ale na skórę - nigdy.

AA Ciało wrażliwe Nawilżający żel do mycia ciała Głębia oceanu
Zauważyłyście, że na blogu nie pojawiła się jego recenzja? Nie było jej i nie będzie, gdyż kosmetyk okazał się być zupełnie neutralny. Miał żelową konsystencję, jak na żel przystało, nie był za rzadki, ale też nie trzeba było go wytrząsać z opakowania. Dobrze oczyszczał skórę, nie miałam wrażenia niedomycia. Nie nawilżał, w końcu nie należy do zadań myjadła, ale też nie wysuszał. Zapach świeży, lekko męski, unisex, że tak powiem. Na plus wydajność i nakrętka z klapką.

     Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Face Wash All Skin Types
Bardzo, bardzo go lubiłam, chociaż nie skłamię, jeśli powiem, że obecnie używam lepszego, ale o tym na razie ciii ^^ Tuba 150ml była wygodna i wydajna, wystarczyła na ponad miesiąc codziennego używania. Żel świetnie oczyszczał skórę, usuwał zanieczyszczenia, a jednocześnie nie wysuszał. Nie spowodował wysypu wyprysków ani ataku suchych skórek. Na plus bardzo dobry skład bez SLS (tu mamy łagodniejszy sulfat), gliceryna w drugiej połowie. Zmywał się nawet nieźle, chociaż odrobinę się ślizgał, ale ostatecznie nauczyłam się sobie z tym radzić. Ogółem bardzo polecam :)
 ............

   BingoSpa Peeling błotny do twarzy Kwasy owocowe
Moja cera uwielbia peelingowanie, dlatego używam ich często. Zależało mi na łagodnym zdzieraku, który można stosować codziennie bez obaw o podrażnienia. Ten od BingoSpa spodobał mi się, ale nie tyle, żebym zaopatrzyła się w niego po raz drugi. Drobinek jest sporo, nie są jednak zbyt ostre, nie radzą sobie z usuwaniem suchych skórek. Po użyciu skóra jest jasna, miękka, promienna i dobrze oczyszczona, wygładzona. Suche skóry najczęściej atakują mój nos, po zmyciu peelingu było ich odrobinę mniej, ale niewiele. Produkt nie spowodował zaczerwienień ani zapychania. Do codziennego stosowania jest w porządku, polecam.


La Roche - Posay Effaclar Duo
Początki były trudne, ale w końcu bardzo się polubiliśmy. Nakładałam na pojedyncze wypryski lub gdy czułam, że pod skórą czai się nowy nieprzyjaciel. Znikały bardzo szybko, na drugi dzień nie było po nich śladu lub mocno się zmniejszały. Nałożony w zbyt dużej ilości powodował pieczenie i zaczerwienienie, ale wybaczam mu to, bo działał znakomicie. Nie zapchał mojej cery. Zapewne spotkamy się ponownie :)  

Asa Acnefan Krem do pielęgnacji do cery trądzikowej
Absolutny weteran comiesięcznych zużyć! Jeśli ktoś kazał mi wybrać trzy kosmetyki do twarzy, to na pewno wzięłabym Acnefan, Tisane w słoiczku i Effaclar Duo. Wspominałam o nim na blogu już wiele razy i za każdym chwalę. Nie dość, że zapobiega powstawaniu wyprysków, to jeszcze nie wysusza, rozjaśnia i sprawia, że skóra jest miękka, gładka i ma równy koloryt. Uwielbiam! 


Apteczka Babuni Olej rycynowy 
Powszechnie znany i lubiany olejek sprawdził się także i u mnie. Stosowałam go głównie na rzęsy - stały się czarniejsze, bardziej elastyczne, gęstsze i dłuższe. Nakładałam też na paznokcie, wyglądały na zdrowsze, skórki były nawilżone i miękkie. Wypróbowałam również na włosy, olejek nadał im niesamowitego blasku i gładkości! Bardzo go polubiłam, niedługo zaopatrzę się w kolejne opakowanie.

Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci  
Nie wyobrażam sobie życia bez kremu do rąk.  Nie musi być cudem, ważne, żeby nie przesuszał, tylko nawilżał. Oliwkowy spełnił to wymaganie, chociaż faktycznie do najlepszych nie należy. Nie podrażnia, wygładza, zmiękcza. Najgorsza jest jednak tuba, którą trzeba rozciąć, podczas gdy pozostało w niej jeszcze pięćdziesiąt procent zawartości. Ogółem w  porządku, ale bez zachwytów.

Zmywacz do paznokci
Najtańszy, zwyczajny, przypadkowo. Zmywał w porządku, ale koszmarnie śmierdział - coś pomiędzy zwykłym zmywaczem a olejkiem arakowym, fuj. Już więcej się nie skuszę.


Tisane Balsam do ust
Kolejny blogowy weteran ^^ Co tu dużo gadać, po prostu go uwielbiam! Świetnie odżywia, nawilża usta, wygładza i regeneruje. Do tego ma przyjemną konsystencję i ładny, miodowy zapach. Kolejny słoiczek już w użyciu.
Vichy Liftactiv Serum 10
Znalazłam tę próbkę w Vichy-boxie do odbioru w aptekach. Na pewno już się skończyły, ale idea bardzo mi się spodobała. Liftactiv Serum 10 to naprawdę godny uwagi produkt! Konsystencja rzadka, cudnie się rozprowadza, szybko wchłania. Błyskawicznie pojawia się uczucie wygładzenia i napięcia skóry (w pozytywnym znaczeniu). Serum wystarczyło mi na kilka użyć, skóra cały czas była bardzo miękka, gładka, że tak brzydko powiem - niesflaczała. Nie ma mowy o wysuszeniu ani zapychaniu.

Vichy Neovadiol Gf
Kolejna próbka z boxa. Tutaj konsystencja śliska, ale kremowa, równie łatwe rozprowadzanie i szybkie wchłanianie. Naprawdę nieźle nawilżał, ilość suchych skórek trochę się zmniejszyła. Ogółem w porządku, jednak Liftactiv Serum 10 spodobało mi się bardziej.   


AA Eco Matujący krem do twarzy
Mała próbeczka, tak jak pozostałe wystarczyła mi na jedno użycie. Krem faktycznie matował, ale nie był to płaski mat, tylko taki naturalny. Utrzymywał się niecałą godzinę, a więc krótko. Nawet nałożony grubą warstwą szybko się wchłaniał. Nie nawilżył jakoś spektakularnie, ale nie wysuszył.

Nivea Odżywcze mleczko do ciała
Zawartość saszetki wystarczyła mi na nasmarowanie jednej nogi. Moim zdaniem próbki balsamów powinny mieć minimum pięć mililitrów. Nie zauważyłam odżywienia, nawilżenie średnie, noga na pewno była też gładsza niż inne części ciała. Może skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie, bo strasznie mnie kusi ta nowa butelka w kształcie tej na mleko.

Avon Solutions Ageless Results
Nie chciałam ładować tego na twarz, moja szyja jednak się nie zbuntowała. Krem miał średnio gęstą konsystencję, dobrze się rozsmarowywał, wchłonął szybko. Pozostawił jednak tępo-lepki film, fuj. Nie zwróciłam uwagi na nawilżanie, film strasznie mnie irytował. Ogółem nic ciekawego, nie spodobał mi się.

AA Prestige PRO-DNA Multiodbudowa DNA Krem na noc
Nie zrobił mi krzywdy, trochę nawilżył, szybko się wchłonął i to byłoby na tyle. 
 
Jadwiga Naturalny peeling z woskiem jojoba
Świetny, mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie. Cudnie rozjaśnia i wygładza, nawilża i odżywia skórę, a jednocześnie oczyszcza. Nie zapycha, nie podrażnia. 


Jestem zadowolona z ilości kwietniowych zużyć. Zdenkowałam zalegające na półkach iw  szafkach produkty, w maju będę to kontynuować. 

niedziela, 7 kwietnia 2013

Marcowe zakupy

W marcu nie dałam się ponieść zakupowemu szałowi i nie przygarnęłam pod swoje skrzydła wiele. Faktycznie jest tego więcej niż zużyć, ale większość pochodzi z wymian, także nie będę panikować. Szczerze mówiąc, taka ilość to u mnie norma i nie widzę w tym nic złego. Z prawie wszystkich jestem bardzo zadowolona, więc chętnie przybliżę Wam każdy z nich :)

  
Jak widać, nie ma tego tak dużo. Powstrzymałam się od kupowania nowości Essence, wzięłam tylko matowy błyszczyk. Także moja włosomania i żelomania nie uzyskała wielu nowych przyjaciół.


Prawdziwą kąpiel z mnóstwem piany i innych dodatków biorę bardzo rzadko, więc płyny pojawiają się w moim domu niezbyt często. Zaskoczeniem jest dla mnie fakt, iż w marcu przygarnęłam aż dwa - Luksja Caramel Waffle (7,99zł) oraz Avon - Choinka, który dostałam w ramach wymiany. Oba pięknie pachną, póki co użyłam karmelowego razy dwa :] Dalej mamy Kamill Wellness Shower Rhabarber-Limette (2,99zł), który powiększył moje żelowe zasoby. Następnie Olej z avocado Fitomed, również z wymiany. Nakładam na włosy, ale świetnie zmywa makijaż. Ostatnim produktem w tej grupie jest Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci (5,99zł), do którego nie pałam szczególną miłością.

 
Tutaj mamy grupkę całkowicie bezpłatną :D W ramach wymiany dostałam dwa mydła Tso Moriri - Kibica i Glicerynowe Liść Grapefruita. Póki co mam do zużycia żel, ale tym drugim już raz się umyłam. Dalej znajduje się próbka mydełka firmy nieznanej. Antyperspirant Nivea Stress Protect dostałam od firmy, gdyż można było się zgłosić i jak wiele zostałam wybrana. Sprawdza się świetnie, recenzja za dwa tygodnie. O kremie na noc Niszcz Pryszcz DLA marzyłam od dawna i wreszcie mam! Będę nakładać punktowo, bo boję się wysypu.


Wreszcie mam kosmetyk wysokopółkowy :D A właściwie jego miniaturkę, mianowicie Clinique Up-Lighting Liquid Illuminator, czyli po prostu płynny roświetlacz. Skusiłam się na Essence Stay Matt Lip Cream 01 Velvet Rose (8,99), który niestety trochę mnie rozczarował. Udało mi się zdobyć upragniony Essence Marble Mania Blush Swirlpool (7zł). Już kiedyś go miałam, ale potłukł się i oddałam innej blogerce. Kupiłam też balsam do ust Tisane (9,2zł) oraz dostałam Oriflame Pure Nature Organic Red Apple & Oat Nourishing Lip Balm. Oba sprawdzają się bardzo dobrze.


Oszalałam na punkcie My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow (4,99zł), więc musiałam go przygarnąć. Avon Color Trend Ice Sheers Refreshing Pear jest dla mnie jednocześnie i ładny, i brzydki :P Editt Lakier do paznokci szybkoschnący Bezbarwny służy mi jako baza pod kolorowe emalie.
  


Dostałam też kilka różnych próbek, w tym box od Vichy :) Z wymiany mam kolejną próbkę delikatnego peelingu Jadwiga, który uwielbiam!

A jak tam Wasze łupy? Upolowałyście coś ciekawego?