Błyszczyki - moja miłość. Wielka i nieograniczona, bardzo uzależniająca, wymagająca ciągłego uzupełniania niepełnego zbioru. Fiolety, róże, beże - kocham wszystkie. Szczególnym uwielbieniem darzę te z edycji limitowanych, między innymi Wibo Rose Limited Edition Sparkling Rose Kiss Lip Gloss 02, który jest bohaterem dzisiejszej notatki. Efekt, zapach, kolor i opakowanie sprawiają, że sięgam po niego często i chętnie, zwłaszcza że złapałam go na wyprzedaży.
Błyszczyk zapakowano w smukłe opakowanie o pojemności 9,5ml. Jego kształt jest ergonomiczny, co zdecydowanie ułatwia użytkowanie. Nakrętka spełnia swoją funkcję, nie zasysa się ani nie odkręca samoistnie. Funkcję aplikatora pełni lekko ścięta gąbeczka umieszczona na długim, plastikowym kijku. Nabiera on odpowiednią ilość produktu do pomalowania jednej wargi. Ponadto opakowanie jest przezroczyste i łatwo kontrolować poziom zużycia.
Na buteleczce widnieje jedna naklejka, która jest niemal niewidoczna. Nie zadziera się ani nie pęcherzykuje, nie pozostawia też brudnego kleju. Szata graficzna nie najgorsza, chociaż może minimalnie zalatuje tandetą. Złota powłoka nakrętki jeszcze nie odpadła, ale napisy zaczynają się powoli ścierać. Całość okolona jest różami - widać je nie tylko na buteleczce, ale i na szczycie jej górnej części. Mimo iż nie zauważyłam w niej arcydzieła, spodobała mi się.
Produkt jest dość gęsty, ale z łatwością rozprowadza się po wargach. Nie spływa ani nie rozlewa się poza kontur ust. Nie klei się, chyba że nałożymy o wiele za dużą ilość. Zjada się powoli i równomiernie, nie pozostawia obwódki wokół ust. Nie zbija się w grudki i nie smuży. Przez swą konsystencję jest wydajny, gdyż na pomalowanie wystarcza zanurzenie aplikatora dwa razy, co daje bardzo dobry wynik.
Zapach błyszczyka bardzo mi się podoba, gdyż ogółem lubię woń róż. Produkt pachnie kwiaciarnią i marmoladą. Jest naturalny, ale nie czuć w nim zwiędłych nut. Utrzymuje się na ustach do momentu całkowite zniknięcia, co mi nie przeszkadza.
Kolor również przypadł mi do gustu, podobnie jak zapach i konsystencja. Jest to intensywny, landrynkowy, nietandetny róż. Nadaje ustom pełności i kuszącego wyglądu. Zawiera delikatny, złoty pyłek, na ustach niemal niewidoczny. Nie migruje po całej twarzy i nie jest wyczuwalny. Daje efekt subtelnego rozświetlenia. Na zdjęciu poniżej wyszedł neonowo, ale w rzeczywistości jest taki, jak w buteleczce (fot. 2.).
Błyszczyk nadaje ustom przepięknego koloru i blasku, który optycznie rozświetla twarz. Nie wysusza, nie podkreśla suchych skórek. Mam wręcz wrażenie, że pomaga utrzymać wypielęgnowane usta w dobrej kondycji. Sprawia, że wargi wyglądają na pełniejsze, mimo zbędnego dla mnie efektu mrowienia. Ponadto ma niezwykle miły zapach, który czuć pod nosem przez cały czas.
Opakowanie - 9 - poręczne, wygodne, z całkiem przyjemną szatą graficzną i tylko jedną naklejką. Konsystencja - 9 - gęsta, dobrze się rozprowadza i nie klei warg, nie spływa. Zapach - 9 - naturalny, różany, idealny wręcz. Kolor - 9 - ponętny, landrynkowy róż z mikroskopijnym, złotym pyłkiem. Działanie - 9 - rozpromienia całą twarz, ożywia look. Nie wysusza, nie podkreśla suchości. Ocena ogólna - 9/10. Świetny błyszczyk o wspaniałym zapachu i przyjemnym kolorze :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 16 grudnia 2012
środa, 31 października 2012
Październikowe zużycia
Przyszedł czas na comiesięczny post denkowy. Mimo iż nie jestem zbyt dumna z ilości zużytych kosmetyków, postanowiłam nie narzekać, gdyż po raz pierwszy udało mi się powstrzymać manię kupowania. W mijającym dzisiejszej nocy miesiącu "wyszło" kilka produktów z mało różnorodnych kategorii, ale myślę, że w następnym będzie ich więcej. Niniejszym zapraszam na tradycyjną notatkę z pustymi opakowaniami :-)
- BabyDream, Szampon dla dzieci - moje włosy bezapelacyjnie go uwielbiają. Naprawdę dobrze oczyszcza, nie wysusza kosmyków ani skóry głowy. Bardzo porządnie zmywa oleje do ostatniej kropli, pozostawia je lekkie, miękkie i przyjemne w dotyku. Nie obciąża, ale trochę plącze kłaki. Ze względu na rzadką konsystencję jest niezbyt wydajny, ale przy tak niskiej cenie można pozwolić sobie na jego częstszy zakup.
- Isana, Hair, Odżywka do włosów "Połysk koloru" - używałam jej do pierwszego O w OMO, mimo że nie farbuję włosów i muszę przyznać, że była niczego sobie. Rzeczywiście przydawała blasku, lekko wygładzała i nie powodowała puszenia. Nie zauważyłam wysuszenia ani podrażnienia skóry głowy. Ogólnie rzecz biorąc nie była zła, do tej metody mycia w sam raz.
- Goldwell, Dual Senses, Rich Repair Conditioner - próbka - użyłam jej tylko na końce, ponieważ moje włosy niekoniecznie lubią silikony na całości. Muszę przyznać, że dość dobrze zabezpiecza, w pewnym stopniu zmniejsza szorstkość i zapobiega puszeniu, ale nie jest to oznaka regeneracji. Mam jeszcze kilka takich probek, więc myślę, że pozwoli mi to na ocenienie produktu w pełni.
- Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - zużyłam już kolejne opakowanie, świadczy to więc go prawdziwym uwielbieniu. Bardzo dobrze oczyszcza, łagodzi podrażnienia, likwiduje uczucie ściągnięcia. Ponadto lekko nawilża skórę, przywraca odpowiednie pH i przygotowuje na przyjęcie kremu. Myślę, że znalazłam to, czego chciałam i to w całkiem znośnej cenie.
- Lirene, Oczyszczające mleczko do demakijażu - dość porządny produkt, który niestety nie zagości u mnie ponownie. Zmywał nieźle, nie podrażniał, jednak lekko zapychał i nie domywał w pełni. Miał przyjemny zapach i konsystencję, jednak nie pokochałam go na tyle, aby kupić raz jeszcze.
- Eveline, Pure Control S.O.S, Antybakteryjny krem nawilżający - początkowo był całkiem dobry, później spowodował atak wyprysków. Niemniej jednak dobrze nawilżał i lekko wygładzał skórę. Jego zapach należał do przyjemnych, niedrażniących. Ostatecznie zużyłam go do stóp, gdzie na pewno nie zaszkodził.
- Original Source, Seasonal Edition Shower Gel, British Strawberry - zupełnie przeciętny, nie spodobał mi się. Butelka nie miała niekapka jak w tradycyjnych opakowaniach i rzadką, mocno lejącą konsystencję. Ponadto zapach zalatywał dość intensywnie sztucznością. Pienił się dość dobrze, jednak nie była to wielka piana. Niemniej jednak nie można odmówić mu ładnej szaty graficznej.
- Bentley Organic, Calming Body Lotion, Lawenda i rumianek - naprawdę porządny produkt. Dobrze nawilżał, lekko wygładzał, nie pozostawiał tłustego filmu. Mimo rzadkości rozprowadzał się idealnie, szybko wchłaniał. Zapach miał całkiem ładny, specyficzny, kwaskowato-kwiatowo-ziołowy.
- Dairy Fun, Jogurtowy balsam do ciała o zapachu kokosa - średni kosmetyk o mało ciekawym działaniu. Mimo przyjemnej konsystencji i szybkiego wchłaniania nie przypadł mi do gustu całkowicie. Nawilżał i wygładzał dość lekko, a jego zapach na skórze oscylował pomiędzy zepsutą zieloną herbatą a dymem papierosowym. Jak łatwo sie domyślić, nie pokochałam go.
- Rival de Loop, Krem nawilżający z efektem matującym - uwielbiam! Świetnie matuje, dobrze nawilża, pomaga zagoić się i przeciwdziałać wypryskom. Jest wydajny, ma ładny zapach i dobrą wydajność. Zdecydowanie nie wyobrażam sobie bez niego życia!
- Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo lubię za działanie. Rozjaśnia cerę, pomaga zapobiegać wypryskom oraz goić się tym, które już powstały. Ponadto bardzo dobrze matuje i idealnie wtapia się w skórę, wiec można używać go także na dzień.
- Alterra, Nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem - świetne! Idealnie zmywały, nie podrażniały, mam nawet wrażenie, że nawilżały. Substancje w nich zawarte nie spowodowały zapychania. Nadawały się też do odświeżania skóry w ciągu dnia.
- Caterine, Płatki kosmetyczne - zwyczajne, dość nieciekawe. Lubiły się rozwarstwiać, ale nie zostawiały włókien na twarzy ani na paznokciach. Były też mało chłonne, gdyż nawet niewielka ilość toniku przeciekała. W związku z tym wydajnością nie grzeszyły.
- Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips x2 - moj ulubiony balsam do ust. Nawilża, natłuszcza, odświeża i odżywia wargi. Pozostawia warstewkę ochronną ze wzgledu na parafinę, która w mazidłach do ust mi nie przeszkadza.
- Isana, Zmywacz do paznokci bez acetonu - przyjemny, póki co ulubiony. Świetnie zmywa, nie wysusza, jest dość wydajny. Ponadto niezbyt śmierdzący i łatwo dostępny. Bardzo go polubiłam :-)
- Wibo, Crocodile Skin, 4 - wprawdzie nie zużyłam go, ale dołączyłam do denka jako wyrzutka. Dawał piękny efekt skóry krokodyla, a i kolor miał świetny - burgund. Niestety porobiły się w nim grudki, a to znak, ze czas się rozstać.
- Bell, Sun Bronzer - używałam na ramiona i dekolt. Był całkiem przyjemny, jednak nieco za ciemny. Nie robił plam, dobrze się rozprowadzał. Zawierał masę rozświetlających drobinek, a to lubię. Wydajnością nie grzeszył, toteż szybko się zużył.
Nie zużyłam wpradzie masy kosmetyków, ale nie narzekam. Lepsze to, niż nic, chociaż trzy produkty zużyte były trochę na siłę :)
Etykiety:
alterra,
asa,
babydream,
bell,
bentley organic,
dairy fun,
eva natura,
eveline,
goldwell,
isana,
lirene,
lovely,
original source,
rival de loop,
wibo,
zużycia
wtorek, 11 września 2012
Aktualna kolekcja lakierów do paznokci
Jeszcze niedawno, bodajże w listopadzie, moja lakierowa kolekcja wynosiła dokładnie trzy sztuki. Teraz, kiedy minęło dziesięć miesięcy zbiór emalii nieco się rozrósł i myślę, że wypadałoby pokazać skromną zawartość tekturowego pudełka po butach. Zdaję sobie też sprawę z tego, że w porównaniu do niektórych z Was moja kolekcja to pikuś. Niemniej jednak zapraszam do obejrzenia.
♥ = ulubiony
♥ = ulubiony
Po rozpracowaniu powyższe kupki na czynniki pierwsze wcale nie ma tego tak dużo, jak się wydaje. Ot, takie złudzenie :)
Mariza Care&Control 44
Lm Super&Ultra Brilliant Nail Polish 110
Miss Sporty 385 ♥
Eveline Scarlett 569
Avon Nailwear Pro Pink Radiance
Miss Sporty 390 ♥
Sensique Fantasy Glitter Pink Frosting
Catrice Ultimate Raspberry Fields Forever
My Secret Nail Polish Mint
Catrice Out Of Space Beam Me Scotty! ♥
Essence A New League Tommy's Favorite Green ♥
Essence I Love Berlin I'm Berliner
Joko Find Your Color Coriander Green ♥
Essence Fruity One Kiwi a Day ♥
China Glaze Metro Trendsetter ♥
Essence Vampire's Love Into the Dark ♥
Colour Alike Denim Niebieski Ptak
Essence Colour&Go Blue Addicted
Miyo Mini Drops Provocation ♥
Ruby Rose 66
Essence Vampire's Love The Dawn is Broken ♥
Bell Air Flow Lotus Effect - brak numeru
Colour Alike Trele Morele
China Glaze Anchors Away Life Preserver ♥
Mollon Matt Beauty - brak numeru
Essence Nateventurista Mother Earth Is Watching You
Eveline Holografic Shine 407 ♥
Sensique Oriental Dream Indian Rose
Catrice Out Of Space My Milkyway! ♥
Lovely Odżywka intensywnie regenerująca
Essence Black And White White Hype
Verona Beauty Nail Club Odżywka wygładzająco - wybielająca
Wibo Crocodile Skin 4
Avon Nailwear Pro Luxe Lavender ♥
Sensique Fantasy Glitter Fireworks ♥
Delia Las Vegas 500 ♥
Basic Nagellack Nailpolish 281
Miss Sporty Clubbing Colours Bubble Gum 453
Jak widać naprawdę nie ma tego dużo - zaledwie 38 sztuk, w tym odżywki i topy. Niemniej jednak jestem zadowolona ze swojego małego zbioru i niezwykle rada, że się ciągle powiększa.
czwartek, 6 września 2012
Sierpniowe zakupy
Sierpień nie był mocno zakupowym miesiącem - zaopatrzyłam się głównie w kosmetyki najbardziej potrzebne i oczekujące na wypróbowanie, a resztę otrzymałam w ramach wymianek. Skorzystałam też z kilku promocji i wyprzedaży i takim miłym akcentem zakończyłam wakacje :-) Myślę, że jesteście ciekawe moich łupów i zapraszam na prezentację.
Jak już wspomniałam, nie nakupiłam dużo, a zapłaciłam 135,37 i przyznaję, że jestem z siebie dumna, Nie popełniłam wielkich błędów zabierając ze sobą kosmetyki, które mi nie podpasowały. Większość dobrze mi służy i mam nadzieję, że będzie tak aż do dna.
- Eveline, Pure Control SOS, Antybakteryjny krem nawilżający - 10,99
- Lirene, Mleczko oczyszczające do demakijażu twarzy i oczu - wymiana z anitk4
- Eveline, Pure Control SOS, Antybakteryjny tonik głęboko oczyszczający - 10,80
- Biały Jeleń, Fresh&Young, Unisex, Hipoalergiczna pianka do mycia twarzy - 6,99
- Asa, Acnefan, krem do pielęgnacji cery trądzikowej - 2x 9,90
- Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - 6,49
- Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z efektem peelingującym - 8,49
Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream - wymiana
- Dabur, Vatika, Olej kokosowy - wymiana
- Isana, Odżywka wygładzająca do włosów - 5,99
- Farmona, Jantar, Odżywka do włosów (wcierka) - 8,75
- Sensique, Fantasy Glitter, Pink Frosting - 5,49
- Eveline, Holografic Shine, 407 - 2,99
- Bell, Air Flow Lotus Effect, szary - 5,99
- Miss Sporty, Lasting Colours, 385 - wymiana
- Miss Sporty, Lasting Colours, 390 - wymiana
- Essence, Colour&Go, Blue addicted - 3,99
- Avon, Podwójny cień w kremie + eyeliner, Sailor - prezent od Greatdee
- Joko, Mineral Powder, J06 - 12,00
- Wibo, Rose Limited Edition, Pomadka, 02 - 1,29
- Bell, Sun Bronzer Shimmering Powder, 03 - 11,99
- Isana, Hand Creme, Kamille - 2,79
- Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - 1,99
- Marba, Musująca kula do kąpieli z imbirem - 3,99
- Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - 3x 4,49
- Essence, Lash & Brow Gel Mascara - wymiana
- Playboy, V.I.P, Mgiełka do ciała dla kobiet - 12,79
Jak już wspomniałam, nie nakupiłam dużo, a zapłaciłam 135,37 i przyznaję, że jestem z siebie dumna, Nie popełniłam wielkich błędów zabierając ze sobą kosmetyki, które mi nie podpasowały. Większość dobrze mi służy i mam nadzieję, że będzie tak aż do dna.
poniedziałek, 5 marca 2012
Lutowe zakupy
W lutych przybyło mi nieco kosmetyków - zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorowych. Mimo, że nie jestem ze wszystkich zadowolona, opiszę je w telegraficznym skrócie.
Bardzo polubiłam ten limitowany peeling Duschpeeling White Chocolate & Vanilla. Zawiera delikatne, ale skuteczne drobinki. Pięknie pachnie, waniliowo :)
Wiązałam z żelem Original Source Mango&Macadamia i nie zawiodłam się. Świeży, delikatny zapach, zupełnie niechemiczny. Nie wysusza skóry, ale też nie nawilża. Dobrze myje.

Pękacz o krokodylim wzorze Wibo już pokazywałam, bardzo mi się spodobał :) Kupiłam też dwa lakiery Sensique - jeden z Oriental Dream, drugi z Fantasy Glitter. Jeden kosztował mnie 3,49, a krokodyl około pięciu złotych.
Biały i tealowy lakier Out Of Space Catrice kupiłam u Krzykli, beżowy frost Nateventurista dostałam od niej gratis :)
Eyeliner Catrice Out Of Space kupiony u Krzykli, róż i cień Essence Ballerina Backstage - gratis :)
Błyszczyk Essence Marble Mania w odcieniu Coral Whirl. Ma świetną konsystencję, nie klei się i daje naprawdę ładny, różowy efekt :)
Jedyna rzecz, którą kupiłam z Circus Circus. Nic mnie specjalnie nie zainteresowało, a ten lakier wzięłam bardziej dla przyzwoitości niż z pragnienia posiadania. Jego odcień to My Sparkling Acrobat.
Dziwnie pachnące mydełko z Nivei, kokosowo-chemiczne. Nie uczula, robi co trzeba.
Zmywacz Sensique wzięłam przy lakierowych zakupach w Naturze, jeszcze nieużywany. Wcale nie czuć w nim kiwi, śmierdzi okropnie!
Be Beauty - bardzo średni peeling, konsystencja zbyt rzadka, słabo ścierające drobinki. Opisywałam go w lutym w osobnej recenzji.
Wiązałam z żelem Original Source Mango&Macadamia i nie zawiodłam się. Świeży, delikatny zapach, zupełnie niechemiczny. Nie wysusza skóry, ale też nie nawilża. Dobrze myje.

Zimowy krem Cztery Pory Roku ma przepiękny, korzenny zapach, imbirowy :) Bardzo dobrze odżywia skórę dłoni, wygładza i działa jak rękawiczki. Jest naprawdę tani, bardzo go lubię i polecam!
Mój ulubiony antytrądzikowy duet pielęgnacyjno-myjący firmy Rival de Loop!Na blogu znajdują się już ich recenzje.
Efekty wymianki z *jamapi* .Nawilżająca maseczka AA, pęseta Avon Color Trend i pędzelek do cieni Avon.
Top coat Essence Night in Vegas! mi się nie spodobał, wkład do paletki Inglota Freedom System - nie mój kolor (prezent od Krzykli), więc oba poszły na wymiankę i znalazły nową właścicielkę :)
Dwa lakiery Golden Rose - With Protein i Fantastic - kolory ładne, ale jednak wystawiłam na wymianę. Obok top coat Bell i baza Celii.
Nie lubię szamponów dwa w jednym - tego (Timotei 2in1) używam jako płynu do kąpieli, bo ciekawie pachnie wanilią.
Pękacz o krokodylim wzorze Wibo już pokazywałam, bardzo mi się spodobał :) Kupiłam też dwa lakiery Sensique - jeden z Oriental Dream, drugi z Fantasy Glitter. Jeden kosztował mnie 3,49, a krokodyl około pięciu złotych.
Biały i tealowy lakier Out Of Space Catrice kupiłam u Krzykli, beżowy frost Nateventurista dostałam od niej gratis :)
Eyeliner Catrice Out Of Space kupiony u Krzykli, róż i cień Essence Ballerina Backstage - gratis :)
Błyszczyk Essence Marble Mania w odcieniu Coral Whirl. Ma świetną konsystencję, nie klei się i daje naprawdę ładny, różowy efekt :)
Jedyna rzecz, którą kupiłam z Circus Circus. Nic mnie specjalnie nie zainteresowało, a ten lakier wzięłam bardziej dla przyzwoitości niż z pragnienia posiadania. Jego odcień to My Sparkling Acrobat.

Zmywacz Sensique wzięłam przy lakierowych zakupach w Naturze, jeszcze nieużywany. Wcale nie czuć w nim kiwi, śmierdzi okropnie!
Be Beauty - bardzo średni peeling, konsystencja zbyt rzadka, słabo ścierające drobinki. Opisywałam go w lutym w osobnej recenzji.
Etykiety:
aa,
avon,
bebeauty,
bell,
catrice,
celia,
cztery pory roku,
essence,
golden rose,
inglot,
isana,
nivea,
original source,
rival de loop,
sensique,
timotei,
wibo,
zakupy
sobota, 3 marca 2012
O krokodylu z Nilu, czyli Wibo Crocodile Skin 4
Szał na pękacze trwa, więc jako kosmetykoholiczka żądna nowości postanowiłam wypróbować ten o nietypowym wzorze - krokodylej skóry. Wybrałam elegancki odcień bordo.
Krokodyl nakłada się bardzo dobrze, ale jest dość rzadki, dlatego trzeba uważać, żeby nie zamalować sobie skórek. Pęknięcia pojawiają się szybko i w tym tempie wysychają.
Lakier pęka na na każdym lakierze, nie tylko na matowych So Matte! Wibo, co według mnie jest dużym plusem.
Udało mi się uzyskać efekt o jaki chodziło - idealne bordowo-złotawe paznokcie o cudownej gładkości i lekkim, ale widocznym połysku. Bardzo mi się podoba, ciągle patrzę na paznokcie i na pewno będę malować je tak jeszcze nie raz
- Celia, Baza Diamentowa
- Sensique, Oriental Dream, 262 Indian Rose
- Wibo, Crocodile Skin, 4
W celu utrwalenia manicure jako lakier nawierzchniowy nałożyłam cienką warstwę Bazy Diamentowej firmy Celia.
Krokodyl nakłada się bardzo dobrze, ale jest dość rzadki, dlatego trzeba uważać, żeby nie zamalować sobie skórek. Pęknięcia pojawiają się szybko i w tym tempie wysychają.
Lakier pęka na na każdym lakierze, nie tylko na matowych So Matte! Wibo, co według mnie jest dużym plusem.
Udało mi się uzyskać efekt o jaki chodziło - idealne bordowo-złotawe paznokcie o cudownej gładkości i lekkim, ale widocznym połysku. Bardzo mi się podoba, ciągle patrzę na paznokcie i na pewno będę malować je tak jeszcze nie raz
- Celia, Baza Diamentowa
- Sensique, Oriental Dream, 262 Indian Rose
- Wibo, Crocodile Skin, 4
W celu utrwalenia manicure jako lakier nawierzchniowy nałożyłam cienką warstwę Bazy Diamentowej firmy Celia.
sobota, 28 stycznia 2012
Styczniowe zużycia
Mamy już prawie koniec miesiąca, więc zużycia czas przedstawić :)
Nie prowadzę "projektu denko", bo zwyczajnie nie mam czego zużywać. Jednak jak co miesiąc trochę mi ubyło, więc ze wszystkim Was zapoznam.
Malwa, luksusowy zmywacz do paznokci - zmywacz jak zmywacz. Wysusza skórki, paznokcie i skórę pod i wokół paznokcia. Nie zauważyłam żadnych efektów nawilżających ani regenerujących. Butla dosyć duża, sto mililitrów, tania (około czterech złotych). Nie polecam i nie kupię ponownie.
Marion, termoochronna mgiełka do włosów - świetna, lekka mgiełka. Świetnie sprawdza się zarówno w duecie z suszarką, jak i z prostownicą. Dzięki niej włosy się nie elektryzują, są w sam raz pod czapkę. Przyjemnie pachnie, nie nachalnie, delikatnie. Zapach bardzo krótko utrzymuje się na włosach, oczywiście na plus. Atutem jest także niska cena, bo około siedem złotych! Polecam i na pewno kupię ponownie.
Bambino, krem ochronny - wszystkim znany krem do stosowania od pierwszego dnia życia. U mnie sprawdza się na niewielkie przesuszenia, dłonie i powieki. Doceniam jego delikatność, dzięki której nie podrażnia i nie natłuszcza aż tak, ze leje się z nas olej. Polecam.
Classics, Charming 61 - lakierowy bubel. Miałam ochotę na cielaka i wzięłam ten. Początkowo był całkiem dobry - ładnie się rozprowadzał i wyglądał. Niestety, od listopada zdążył zglucieć. Źle się rozprowadza i słabo kryje. Wygląda plastikowo, szczerze nie polecam. Zdążyłam zużyć połowę, tj. około 3,5ml i muszę się z nim pożegnać (bez wyrzutów sumienia).
Sensique, Perfect Lip Care - najzwyklejsza pomadka do ust. Jedynym atutem jest zapach, w tym przypadku waniliowy. Dla mnie jest zbyt twarda, a do tego się łamie. Nie daje żadnego efektu. Usta są nawilżone w chwili, gdy jest na ustach. Nie polecam i nie kupię ponownie.
Oriflame, Tea Tree Corrective Stick - świetny korektor, bardzo go polubiłam. Stosowałam wprawdzie tylko zieloną stronę, beżowa była zbyt pomarańczowa. Herbaciana część sprawdza się świetnie - wysusza wyprysk i zmniejsza jego rozmiary. Nakładałam na noc, a rano budziłam się tylko z prawie niewidoczną kropeczką! Polecam i na pewno kupię ponownie.
Clobaza, krem tłusty - dobry krem tłusty, świetnie sprawdza się na większe i przesuszenia. Zostawia na skórze tłusty film, dlatego stosowałam go wyłącznie na noc. Raczej polecam, zapewne kupię ponownie.
Wibo, Lovely, Liquid Lip Balm (aloe vera/mentol) - Bardzo dobry, tani i wydajny balsam do ust.. Chłodzi, nawilża i chroni przed mrozem. Sprawdza się też na zajady. Polecam i kupię ponownie.
Nie prowadzę "projektu denko", bo zwyczajnie nie mam czego zużywać. Jednak jak co miesiąc trochę mi ubyło, więc ze wszystkim Was zapoznam.
Malwa, luksusowy zmywacz do paznokci - zmywacz jak zmywacz. Wysusza skórki, paznokcie i skórę pod i wokół paznokcia. Nie zauważyłam żadnych efektów nawilżających ani regenerujących. Butla dosyć duża, sto mililitrów, tania (około czterech złotych). Nie polecam i nie kupię ponownie.
Marion, termoochronna mgiełka do włosów - świetna, lekka mgiełka. Świetnie sprawdza się zarówno w duecie z suszarką, jak i z prostownicą. Dzięki niej włosy się nie elektryzują, są w sam raz pod czapkę. Przyjemnie pachnie, nie nachalnie, delikatnie. Zapach bardzo krótko utrzymuje się na włosach, oczywiście na plus. Atutem jest także niska cena, bo około siedem złotych! Polecam i na pewno kupię ponownie.
Bambino, krem ochronny - wszystkim znany krem do stosowania od pierwszego dnia życia. U mnie sprawdza się na niewielkie przesuszenia, dłonie i powieki. Doceniam jego delikatność, dzięki której nie podrażnia i nie natłuszcza aż tak, ze leje się z nas olej. Polecam.
Classics, Charming 61 - lakierowy bubel. Miałam ochotę na cielaka i wzięłam ten. Początkowo był całkiem dobry - ładnie się rozprowadzał i wyglądał. Niestety, od listopada zdążył zglucieć. Źle się rozprowadza i słabo kryje. Wygląda plastikowo, szczerze nie polecam. Zdążyłam zużyć połowę, tj. około 3,5ml i muszę się z nim pożegnać (bez wyrzutów sumienia).
Sensique, Perfect Lip Care - najzwyklejsza pomadka do ust. Jedynym atutem jest zapach, w tym przypadku waniliowy. Dla mnie jest zbyt twarda, a do tego się łamie. Nie daje żadnego efektu. Usta są nawilżone w chwili, gdy jest na ustach. Nie polecam i nie kupię ponownie.
Oriflame, Tea Tree Corrective Stick - świetny korektor, bardzo go polubiłam. Stosowałam wprawdzie tylko zieloną stronę, beżowa była zbyt pomarańczowa. Herbaciana część sprawdza się świetnie - wysusza wyprysk i zmniejsza jego rozmiary. Nakładałam na noc, a rano budziłam się tylko z prawie niewidoczną kropeczką! Polecam i na pewno kupię ponownie.
Clobaza, krem tłusty - dobry krem tłusty, świetnie sprawdza się na większe i przesuszenia. Zostawia na skórze tłusty film, dlatego stosowałam go wyłącznie na noc. Raczej polecam, zapewne kupię ponownie.
Wibo, Lovely, Liquid Lip Balm (aloe vera/mentol) - Bardzo dobry, tani i wydajny balsam do ust.. Chłodzi, nawilża i chroni przed mrozem. Sprawdza się też na zajady. Polecam i kupię ponownie.
Etykiety:
balsam do ust,
bambino,
classics,
clobaza,
denko,
korektor,
krem do twarzy,
lakier do paznokci,
malwa,
maść,
mgiełka do włosów,
oriflame,
pomadka ochronna,
sensique,
wibo,
zmywacz,
zużycia
sobota, 14 stycznia 2012
Pierwsze zakupy w 2012 roku!
Nareszcie udało mi się wybrać na pierwsze w 2012 roku zakupy.
Wybrałam się przede wszystkim po kilka rzeczy z najnowszej w Polsce limitowanki Essence, Crystalliced, ale nie ominęłam kilku ważnych produktów.
Z Crystalliced skusiłam się na cztery rzeczy, które moim zdaniem powinnam mieć.
Wybrałam cień w płynie w odcieniu 03 ice crystals on my window, który już jest moim ulubieńcem. Nie pozostawia wyraźnego koloru, a raczej świetnie rozświetla powiekę - dla mnie to duży plus, bo dopiero zaczynam przygodę z makijażem i wyraźne kolory nie są wskazane.Od razu pochwalę go za trwałość, bo trzyma się długo i nie traci 'koloru'. Ma 4 ml i czuję, że jedne to za mało i jeśli je spotkam - to kupię jeszcze jeden w innym odcieniu.
W ramach limitkowych zakupów skusiłam się na błyszczyk w odcieniu 02 diamond dust. Jest przezroczysty, nieco lepki, drobinowy. Wygląda naturalnie, nie świeci nachalne i przesadnie. Taki codzienny, niegroźny nabłyszczacz, uniwersalny. Trwałość średnia, a smak - błyszczykowy, smaczny, niegorzki.
Z krystalicznej edycji wzięłam jeszcze dwa produkty do paznokci, a mianowicie - lakier 02 ice crystals on my window, z którego jestem niezbyt zadowolona. Nie kryje za dobrze, może przy dwóch, trzech warstwach będzie lepiej. Ma 8 ml i cenę, która jest lekkim zdzierstwem - 7,99.
Zabrałam również naklejki na paznokcie, które bardzo spodobały mi się blogu Em. W opakowaniu jest 29 naklejek w kilku rozmiarach - śnieżynki i zawijaski. Bardzo ładnie wyglądają na paznokciu, trwałość jest średnia bez top coatu. Mam nadzieję, że z topem będą bardziej trwałe.
Dowiedziałam się, że wycofują lakier do paznokci Catrice w odcieniu Iron Mermaiden. Bardzo chciałam go przetestować, no i mam. Kupiłam go złotówkę taniej, bo był na przecenie.
Sam kolor to duochrom, mieni się na różowy, zielony i metaliczny. Całkiem ciekawy, łatwo się rozprowadza, pokrywa końcówki. Potrzebne są dwie warstwy aby całkowicie pokryć paznokieć.
Czuję, że częściej będę kupować lakiery Catrice.
Kupiłam też stempelki, które póki co leżą. Nie wiem, czy źle nakładam lakier czy może niewłaściwy. Muszę kupić taki do stempelków, może pójdzie mi lepiej.
Zestaw zawiera jedną płytkę, zbierak i stempel. Kosztowały mnie 13,99, ciekawe, czy są tego warte.
I jeszcze małe, obowiązkowe zakupy pielęgnacyjne w Rossmannie. Zakupiłam żel do mycia twarzy Rival de Loop, mój ulubiony. Dobrze oczyszcza, niedużo kosztuje.
Wzięłam też pomadkę, a właściwie balsam do ust Wibo Lovely. Tani, duży, dobrze działa.
W piątek dostałam cztery próbki kremów Mincer. Na zdjęciu widoczna jest jedna, pozostałe trzy oddałam mamie, ponieważ były przeciwzmarszczkowe.
***
W zamojskim Douglasie (Galeria Twierdza, ul Przemysłowa) dostępne jest jeszcze kilka produktów z sierpniowej edycji limitowanej Ballerina backstage Essence. Zostały jeszcze dwa róże w kremie/musie, błyszczyki, biały i fioletowy lakier do paznokci oraz sztuczne paznokcie.
Wybrałam się przede wszystkim po kilka rzeczy z najnowszej w Polsce limitowanki Essence, Crystalliced, ale nie ominęłam kilku ważnych produktów.
Z Crystalliced skusiłam się na cztery rzeczy, które moim zdaniem powinnam mieć.
Wybrałam cień w płynie w odcieniu 03 ice crystals on my window, który już jest moim ulubieńcem. Nie pozostawia wyraźnego koloru, a raczej świetnie rozświetla powiekę - dla mnie to duży plus, bo dopiero zaczynam przygodę z makijażem i wyraźne kolory nie są wskazane.Od razu pochwalę go za trwałość, bo trzyma się długo i nie traci 'koloru'. Ma 4 ml i czuję, że jedne to za mało i jeśli je spotkam - to kupię jeszcze jeden w innym odcieniu.
W ramach limitkowych zakupów skusiłam się na błyszczyk w odcieniu 02 diamond dust. Jest przezroczysty, nieco lepki, drobinowy. Wygląda naturalnie, nie świeci nachalne i przesadnie. Taki codzienny, niegroźny nabłyszczacz, uniwersalny. Trwałość średnia, a smak - błyszczykowy, smaczny, niegorzki.
Z krystalicznej edycji wzięłam jeszcze dwa produkty do paznokci, a mianowicie - lakier 02 ice crystals on my window, z którego jestem niezbyt zadowolona. Nie kryje za dobrze, może przy dwóch, trzech warstwach będzie lepiej. Ma 8 ml i cenę, która jest lekkim zdzierstwem - 7,99.
Zabrałam również naklejki na paznokcie, które bardzo spodobały mi się blogu Em. W opakowaniu jest 29 naklejek w kilku rozmiarach - śnieżynki i zawijaski. Bardzo ładnie wyglądają na paznokciu, trwałość jest średnia bez top coatu. Mam nadzieję, że z topem będą bardziej trwałe.
Dowiedziałam się, że wycofują lakier do paznokci Catrice w odcieniu Iron Mermaiden. Bardzo chciałam go przetestować, no i mam. Kupiłam go złotówkę taniej, bo był na przecenie.
Sam kolor to duochrom, mieni się na różowy, zielony i metaliczny. Całkiem ciekawy, łatwo się rozprowadza, pokrywa końcówki. Potrzebne są dwie warstwy aby całkowicie pokryć paznokieć.
Czuję, że częściej będę kupować lakiery Catrice.
Kupiłam też stempelki, które póki co leżą. Nie wiem, czy źle nakładam lakier czy może niewłaściwy. Muszę kupić taki do stempelków, może pójdzie mi lepiej.
Zestaw zawiera jedną płytkę, zbierak i stempel. Kosztowały mnie 13,99, ciekawe, czy są tego warte.
I jeszcze małe, obowiązkowe zakupy pielęgnacyjne w Rossmannie. Zakupiłam żel do mycia twarzy Rival de Loop, mój ulubiony. Dobrze oczyszcza, niedużo kosztuje.
Wzięłam też pomadkę, a właściwie balsam do ust Wibo Lovely. Tani, duży, dobrze działa.
W piątek dostałam cztery próbki kremów Mincer. Na zdjęciu widoczna jest jedna, pozostałe trzy oddałam mamie, ponieważ były przeciwzmarszczkowe.
***
W zamojskim Douglasie (Galeria Twierdza, ul Przemysłowa) dostępne jest jeszcze kilka produktów z sierpniowej edycji limitowanej Ballerina backstage Essence. Zostały jeszcze dwa róże w kremie/musie, błyszczyki, biały i fioletowy lakier do paznokci oraz sztuczne paznokcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































