Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 października 2014

FotoMix #20 [05.09 - 01.10]

Jak ten czas szybko leci! Wrzesień minął mi w okamgnieniu pod znakiem powrotu do nauki i znajomych oraz powolnego przyzwyczajania się do coraz zimniejszych poranków. Nie narzekam jednak - każdy dzień cieszy mnie tak samo mocno, jeśli nie bardziej. Jestem naprawdę szczęśliwa i tego będę się trzymać. Tymczasem zapraszam do obejrzenia kilku ujęć z września :)


1. Nie raz i nie dwa pisałam już, że uwielbiam obserwować wszelkie kolory, jakie pojawiają się na niebie. Szczególnie urokliwe są wszelkie odcienie różu, przynajmniej dla mnie :)
2. Brzoskwiniowy szał, czyli cała skrzynka przepysznych owoców przywiezionych od znajomych. Bardzo lubię, szczególnie gdy są, twarde i słodkie.
3. Essie znów na paznokciach. Do mojej kolekcji nareszcie dołączył idealny półtransparentny nudziak - Vanity Fairest. Kolejna pozycja z mojej jesiennej wishlisty zdobyta!
4. Kolejny Essiak, tym razem Bahama Mama. Genialny na jesień, polecam!
5. Od zawsze kocham motyw renifera na wszystkim. W second handzie upolowałam t-shirt z nadrukiem widocznym pośrodku kolażu. Bardzo, ale to bardzo mi się podoba!
6. Moje włosy w słońcu wyglądają właśnie tak, jak na zdjęciu - kolor jest całkiem ładny ;) Oczywiście w stu procentach naturalny.
7. Jeśli nie różowe, to pomarańczowo - czerwono - błękitne. Zachody słońca są niesamowite.
8. Selfie, bo od czasu do czasu trzeba pokazać twarz :D
9. Suszone jabłka to jedna z lepszych zdrowych przekąsek na długie wieczory. Szerze polecam!

A Wam jak minął wrzesień? Przyzwyczajcie się do pogody?  

czwartek, 4 września 2014

FotoMix #19 [05.08 - 04.09]

Czas na kolejne podsumowanie w zdjęciach! Długo zbierałam się do napisania tego posta, więc nie będę przedłużać, zapraszam do oglądania i czytania :)


1. Uwielbiam nektarynki o ile są dojrzałe i twarde. Mogłabym je jeść na okrągło!
2. Uważam Enej za jeden z najlepszych polskich zespołów. Nawet nie wyobrażacie sobie mojej radości, gdy mogłam posłuchać ich i popatrzeć na żywo!
3. Wakacje u dziadków mają wiele plusów, np. piekarnię kilkadziesiąt metrów od mieszkania. To świetne uczucie gdy można kupić świeże, pachnące pieczywo nawet o 22 :) A do tego aromat rozchodzi się po całym osiedlu.
4. Powoli zaczynam być dumna ze swoich włosów. Wyglądają coraz lepiej i nareszcie mają przyzwoitą długość!
5. Powiało jesienią. Bardzo lubię tę porę roku z wielu powodów i nie mam zamiaru narzekać o ile nie będzie ciągle padał deszcz. Póki co ciągle świeci słońce :)
6. Ulubiony ostatnio t-shirt. Kocham psy i koty, więc jest idealny. Do nabycia w Croppie.
7. Wszystkie moje bransoletki z koralików. Jeszcze niedawno nie miałam ani jednej, a teraz nie mogę się bez nich obejść. 
8. Jeśli codziennie będę widzieć promienie słońca wpadające przez okno to mogę nawet wcześnie wstawać a później czekać na zachody!
9. Jak mówiłam, tak zrobiłam, zamówiłam i mam :) Bardzo mi się podobają, na żywo są jaśniejsze. 

Przy okazji chcę Was zachęcić Was do pomocy bezdomnym kotom. Wystarczy umieścić baner na blogu - są różne wzory i wielkości, a znajdziecie je tutaj - KLIK. To taki mały gest a może wiele zdziałać. Ja już mam w kolumnie po prawej stronie, a Wy? :)

 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

FotoMix #18 [08.07 - 04.08]

Lipiec minął mi bardzo szybko. Wyjechałam z domu, odpoczęłam, wróciłam i bardzo mnie to cieszy. W końcu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Kupiłam wiele rzeczy, głównie ubrań i wzbogaciłam swoją lakierową kolekcję. W dzisiejszym poście kilka ujęć z minionego miesiąca.


1. Clematis zakwitł w tym roku wyjątkowo obficie. Jest tak fotogeniczny, że aż żal byłoby nie uwiecznić go na zdjęciu.
2. Podczas biedronkowej promocji skusiłam się na suchy szampon Batiste i po trzykrotnym użyciu nadal nie czuję się uwiedziona.
3. Jestem uzależniona od borówek amerykańskich! Mogłabym jeść na okrągło przez cały rok. 
4. O tym, że kocham Rzeszów pisałam już nie raz. Uwielbiam to miasto w każdym calu!
5. A w Galerii Rzeszów wiszą takie parasolki. Naprawdę świetnie to wygląda!
6. Jedyne krótkie spodenki, w których dobrze się czuję. Wyjątkowo wygodne, niezbyt płytkie i nie za krótkie. Do kompletu idealna koszulka w kraby ♥  
7. Pokaz fontanny multimedialnej w Rzeszowie. Naprawdę niezwykły i zachwycający! Nie da się wyrazić tego słowami, to trzeba po prostu zobaczyć.
8. Działking u znajomych. Na zdjęciu między innymi kawałek nowych, idealnych spodni.
9. Przepiękny lakier, koło którego dość długo się kręciłam. Niedługo zaprezentuję go na blogu. Ale może wcześniej ktoś zgadnie, jaki to kolor i firma?

I to byłoby na tyle :) Więcej oczywiście na moim Instagramowym profilu. A Wam jak minął lipiec?

poniedziałek, 7 lipca 2014

FotoMix #17 [03.06 - 07.07]

Wakacje niedawno się rozpoczęły, więc odpoczywam na maksa. Zwyczajnie robię to, na co mam ochotę i nie muszę się martwić tym, że koniecznie trzeba się czegoś nauczyć na jutro. Taki odpoczynek był mi bardzo potrzebny, ale uważam, że gdyby trwał więcej niż dwa miesiące, byłoby niefajnie, przynajmniej dla mnie. W każdym razie zebrałam się i dziś zaprezentuję Wam kilka ujęć z czerwca i początku lipca :)


1. Uwielbiam smoothie, szczególnie z truskawek, mięty i bazylii, bez dodatku mleka czy jogurtu. Schłodzone smakuje lepiej niż jakikolwiek inny napój.
2. Sznurki z Oysho, kupione przez Różową Szpilkę :) Lekkie, dziewczęce, pasujące do wielu stylizacji.
3. Ostatnimi czasy w Zamościu jest coraz więcej koncertów, co oczywiście bardzo mnie cieszy :) Tu akurat występ Ryszarda Rynkowskiego.
4. Rosyjskie kosmetyki chodziły za mną i chodziły, aż w końcu uległam i zrobiłam zakupy (bioarp.pl). Póki co nie jestem w stanie się wypowiedzieć na ich temat, nie wszystkich zaczęłam używać, a po jednokrotnym teście również niewiele mogę powiedzieć.
5. Ta sukienka jest idealna! Pokazywałam ją już w tamtym roku i od tamtej pory często ją noszę. Uwielbiam taki krój sukienek, jeśli nie identyczny, to podobny, w innych nie czuję się dobrze.
6. Od kilku miesięcy intensywnie odczuwałam potrzebę posiadania zegarka, najlepiej męskiego i koniecznie dużego na bransolecie. Moje marzenie się spełniło, jestem bardzo zadowolona :) Nie miałam konkretnego modelu na myśli, ale po przymierzeniu uznałam, że ten ma w sobie to "coś".
7. To, że kocham książki, wiadomo nie od dziś. Także na wakacjach nie wyobrażam sobie dnia czy dwóch bez przeczytania choćby kilku stron.
8. Moi znajomi mają tendencję do znajdywania ciekawych roślin. Tutaj smocza lilia, która wygląda jak wygląda (czyli dziwnie :D) i podobno wieczorami śmierdzi zepsutym mięsem.
9. W końcu kupiłam większą torebkę. Pasuje absolutnie do wszystkiego i co najważniejsze, mieszczą się w niej wszelkie moje pierdoły ;)

   A jak Wam minął czerwiec i początek wakacji? :)

wtorek, 1 lipca 2014

Kulturowe podsumowanie czerwca

Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się stało, że nie napisałam kulturowego podsumowania maja. Zorientowałam się jakoś dwa tygodnie temu i uznałam, że nie ma sensu o tym pisać praktycznie dwa tygodnie po czasie. W czerwcu nie obejrzałam ani jednego filmu, co w ostatnich miesiącach często mi się zdarzało - zobaczyć jeden, dwa albo wcale. Trudno, nie mam zamiaru się tym przejmować. Nie będę przedłużać, zapraszam na czerwcowe podsumowanie :)


Spowiedniczka Terry'ego Goodkinda jest jedenastym tomem cyklu Miecz Prawdy. Przyznaję, całą serię bardzo polubiłam, inaczej nie dotarłabym do tej części. Książkę czytało się bardzo przyjemnie jak wszystkie wcześniejsze - wciągająca fabuła, barwni bohaterowie, próby przezwyciężenia zła i własnych słabości. Wszystko to złożyło się na porywającą powieść, od której trudno się oderwać. Kłaniam się w pas autorowi, że potrafił stworzyć tak mądrą, piękną serię, która mimo ilości tomów nie stała się ani trochę nudna!

Kiedy wzięłam tę książkę do ręki, nawet przez myśli mi nie przeszło, że okaże się tak piękna i wzruszająca. Od pierwszego wejrzenia Nicholasa Sparksa to jedna z tych powieści, przy których człowiek płacze, chociaż wcale nie chce. Opowieść o dwojgu ludzi, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, zamieszkali ze sobą, kupili dom i planowali cudowne życie, które przerwało pewne wydarzenie. Nie będę zdradzać o co dokładnie chodziło, lepiej przekonać się samemu. Podsumowując, bardzo polecam.

Weiser Dawidek Pawła Huelle to pozycja niezwykła. Naprawdę inna od przeczytanych przeze mnie wcześniej pozycji. Zawiła, skomplikowana, pozostawiająca wiele pytań bez odpowiedzi. Moim zdaniem jest po prostu dziwna, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Opowieść o przyjaciołach, dzieciach, które... no właśnie, co? Przeżywały dzieciństwo odkrywając dorosłość, wiele nie rozumiejąc, wysnuwając własne wnioski. Ze swojej strony polecam, warto przeczytać i przekonać się, na czym polega niezwykłość tej książki.



Cały czerwiec w głośnikach i słuchawkach brzmiały powyższe utwory. Polecam wszystkie, należą do tych raczej znanych, więc pewnie już nie raz je słyszeliście :)

Co ciekawego przeczytałyście lub obejrzałyście w lipcu? Znacie którąś z wymienionych przeze mnie pozycji?

poniedziałek, 2 czerwca 2014

FotoMix #16 [05.05 - 02.06]

Pada. Od kilku dni mokro, zimno, nieprzyjemnie. Aż chciałoby się zanucić Ciągle pada Czerwonych Gitar. Trudno, z deszczem czy bez, trzeba żyć. Maj minął mi szybko i przyjemnie, choć nie obfitował w zdjęcia. Niemniej jednak chętnie pokażę Wam kilka ujęć i mam nadzieję, że będą choć trochę interesujące :)


1. Kolejne Goti do kolekcji. Tym razem skusiłam się na kamień księżycowy i miętowy matowy jadeit, które niezwykle dobrze się ze sobą komponują.
2. Nadarzyła się okazja, aby zakręcić włosy, więc zrobiłam to i muszę przyznać, że z naturalnie wyglądającymi falami i lokami czułam się świetnie!
3. Mogłoby poprzestać na zwykłym deszczu, ale po co, skoro można uraczyć świat gradem.
4. Cukierkowy róż idealny na niepogodę. Tak słodki, że aż mdli, ale od czasu do czasu warto :D
5. Tutaj akurat pojedyncza, ale w moim ogródku rośnie ich tyle, że wyglądają jak kwiecisty dywan.
6. Widok tej drogi, pól, lasów i prześwitujące przez liście słońce =
7. Kolejny dowód na to, że pada, leje i Bóg wie co jeszcze.
8. Cisza przed burzą, wersja różowo - fioletowa. Jest moc!
9. Wczorajszy koncert Rafała Brzozowskiego w Szczebrzeszynie - było naprawdę świetnie! 

Jak Wam minął maj? U Was też ciągle pada? :) 

środa, 7 maja 2014

Kulturowe podsumowanie kwietnia

Kwiecień pożegnaliśmy już kilka dni temu, czas więc na kulturowe podsumowanie. Muszę przyznać, że przyłożyłam się do czytania i dzięki temu poznałam kilka naprawdę ciekawych pozycji. Po raz kolejny oglądanie filmów leży i kwiczy, jednak zawsze lepszy jeden niż wcale. Dobra, przestaję gadać i przechodzę do właściwej części posta :)


Zamek z piasku, który runął Stiega Larssona to trzecia i ostatnia część serii Millennium. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest gorsza od dwóch wcześniejszych tomów. Podobnie zaskakująca, trzymająca w napięciu opowieść o próbie udowodnienia swojej niewinności przez osobę, której służby bezpieczeństwa z reguły nie wierzą. Niezwykle wciągająca, zagmatwana opowieść, pełna zagadek wydających się niemożliwymi do rozwiązania. Szczerze polecam przeczytać całą trylogię, jest warta każdej spędzonej nad nią minuty.

Podczas czytania wszystkich trzech części Igrzysk Śmierci Suzanne Collins człowiek przenosi się do innego wymiaru. Tak samo było w przypadku Kosogłosa, ostatniego już tomu. Walka toczona przez Katniss nie dotyczy tylko jej, ale również całego świata, w którym żyje, jej bliskich i wszystkiego, co ją otacza. Emocjonująca, wciągająca opowieść, po przeczytaniu której ogarnął mnie nieopisany, niespodziewany smutek. To jedna z tych książek, które zawierają w sobie życiowy przekaz, a przy tym nie należą do nudnych i płaskich.

Człowiek, który wkradł się do Auschwitz to prawdziwa historia życia Denisa Avey'a. Opowiada on o swoich przeżyciach, zwycięstwach w bitwach, późniejszym dostaniu się do niewoli i przebywaniu w obozie koncentracyjnym. Nie wystarczało mu, że wiedział o szczególnym okrucieństwie wobec Żydów. Chciał przekonać się, jak jest naprawdę i udało mu się. Naprawdę nie da się opisać męki ludzi, których traktuje się gorzej od śmieci. Najlepiej wziąć tę książkę do ręki i przeczytać tę historię, ponieważ jest tego warta.

Nadal staram się przyswajać wiedzę na temat fotografowania różnych obiektów, technik, trików i innych spraw z tym związanych. Bardzo pomagają mi w tym poradniki Scotta Kelby'ego. Ostatnio zapoznałam się z treścią Sekretów mistrza fotografii cyfrowej. Nowe ujęcia Scotta Kelby'ego i choć nie doznałam olśnienia, to jestem już jeden mały kroczek bliżej opanowania chociażby ułamka mistrzostwa autora książek. Napisane są w przystępny sposób, aż chce się czytać. Porady są fachowe, ale brzmią po przyjacielsku, nie jak sztywny wykład.

Ostatnią pozycją przeczytaną przeze mnie w kwietniu jest Norwegian Wood Haruki Murakami. Szczerze mówiąc, trudno mi jednoznacznie określić, jak bardzo mi się podobała. To jedna z tych książek, które uważam za dobre, a jednocześnie tyłka mi nie urwały. Moje pierwsze odczucie po przeczytaniu i zamknięciu powieści to mieszanka satysfakcji i zdziwienia. Dziwna historia młodego chłopaka, który moim zdaniem, jeszcze nie odnalazł tego, co dla niego w życiu najważniejsze. Pełno tam ciekawych, dziwnych osób, wydarzeń. Mimo wszystko spodobało mi się to pogmatwanie z poplątaniem i polecam, warto po nią sięgnąć :)

  
Czasami nachodzi mnie ochota na pełnometrażowy film animowany. Rzadko zdarza się, żeby któryś mnie w pełni zadowolił, ale zaniechać prób poszukiwania takowego nie zamierzam. Merida Waleczna ósmym cudem świata nie jest, ale tragedii również nie ma. Zderzenie temperamentu rudowłosej dziewczynki i zachowania jej matki oznacza tylko jedno - kłopoty. Rozwiązywanie ich proste nie jest, wydawałoby się nawet, że niemożliwe, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Ogółem film całkiem w porządku, miło się oglądało.

Na koniec dwie piosenki mojego ulubionego happysadu, których mogłabym słuchać na okrągło. :)
 
    
A Wy co ciekawego obejrzałyście/przeczytałyście w kwietniu?

niedziela, 4 maja 2014

FotoMix #15 [04.04 - 04.05]

Minął kolejny miesiąc, więc czas na zdjęciowe podsumowanie - już po raz piętnasty! Wiosna w pełni, coraz piękniej i cieplej (no cóż, dzień dzisiejszy jest tego zaprzeczeniem...), aż nie można usiedzieć w domu! Kwiecień był właśnie takim miesiącem, pełnym radości, wyjść i dobrego humoru, którego nic nie było mi w stanie zepsuć. Obfitował w wiele pokonanych kilometrów, śmiechu i chwil spędzonych ze świetnymi ludźmi. Dziękuję wszystkim na raz i każdemu z osobna za to, co choć praktycznie nic nie znaczy, jest siłą napędową do pokonywania własnych słabości! :)  


1. Jedna z setek stokrotek, które postanowiły wyrosnąć w całym moim ogrodzie. Efekt jest niesamowity, szczególnie gdy ktoś widzi taką ilość po raz pierwszy w jednym miejscu :)
2. Najwygodniejszy możliwy outfit, najprostszy w obsłudze lakier (Colour Alike, Ja pierniczę) i kilkukilometrowy spacer to jedna z wielu banalnych, ale sprawdzonych dróg do szczęścia.
3. Nowa, idealna sukienka (New Yorker). Niedługo postaram się pokazać ją w całej okazałości na Instagramie, gdzie serdecznie zapraszam.
4. Zamość od nieco innej strony. Ktoś kojarzy to miejsce? :)
5. Im dłuższe paznokcie, tym bardziej lubię ten lakier - jest idealny!
6. Uwielbiam podróżować. Zawsze, wszędzie i o każdej porze dnia i nocy.
7. Kiedyś nie pomyślałabym nawet, że stylowe dodatki do domu i artykuły papiernicze będę kupować w Biedronce, ale teraz bardzo mi to pasuje :)
8. A nie mówiłam - w nocy też zdarza mi się podróżować.
9. Koteł, który niestety przestanie pojawiać się w podsumowaniach, ponieważ zginął pod kołami samochodu [*].

A Wam jak minął kwiecień i długi weekend?   

niedziela, 6 kwietnia 2014

Kulturowe podsumowanie marca

Uwielbiam podsumowania. Mogę zebrać w jedno wszelkie widziane miejsca, te mniej i bardziej zachwycające, chwile, myśli. To naprawdę świetne uczucie, gdy ma się pewność, że nie straciło się nic, a jedynie wiele zyskało. W dzisiejszym poście napiszę co nieco o książkach, filmach i piosenkach, które poznałam lub towarzyszyły mi w marcu. Muszę przyznać, że ominęło mnie spotkanie z nieciekawymi pozycjami i bardzo się z tego cieszę. Słowem wstępu byłoby na tyle, zapraszam na właściwą część postu :)


Druga część Igrzysk Śmierci Suzanne Collins, W pierścieniu ognia, porwała mnie tak samo jak pierwsza. Wcale nie dziwi mnie fakt, że ta trylogia ma tyle fanów. Kolejne wydarzenia w życiu Katniss i Peety mogłyby załamać niejedną osobę, jednak nie ich. Nawet udział w kolejnych Igrzyskach, choć połączony ze strachem, niepewnością, lękiem, udawaniem nie daje rady ich zgładzić. Piękna historia, w której zachowanie ludzi mogłoby przełożyć się na czasy obecne.

Napisana po mistrzowsku przez Stiega Larssona pierwsza część Millennium skłoniła mnie do sięgnięcia po kolejny tom. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest gorsza, bo nie jest to prawdą. Dziewczyna, która igrała z ogniem jest pełna zagadek do rozwiązania, niebezpieczeństw, nienawiści pomiędzy różnymi osobami. Niezwykle emocjonująca, wyrazista, wciągająca, trzymająca w napięciu. Bardzo, bardzo polecam!

Rzadko czytam poradniki, ale czuję, że czas zacząć. Chcę robić lepsze zdjęcia, a wiadomo, że praktyka czyni mistrza. Scott Kelby w Sekretach mistrza fotografii cyfrowej. 195 ujęć Scotta Kelby'ego mówi do czytelnika tak, jakby stał obok i przyjacielskim tonem zachęcał do testowania jego rozwiązań. Zawiera wiele porad i wskazówek, czasem prostych, niemal oczywistych, ale również takich, o których w życiu bym nie pomyślała. Dowiedziałam się co nieco, wiedzę przyswoiłam i mam nadzieję, że pomoże mi ona w dążeniu do celu. 


Jakoś nie przypominam sobie, żebym w dzieciństwie oglądała tę bajkę, jednak nadrobiłam to nowszą wersją. Podróże Guliwera to przyjemna propozycja na leniwy wieczór, kiedy nie chce się o niczym myśleć. Pokazuje, że czasami jeden mały, wydawałoby się nic nieznaczący czyn może zaważyć na naszej przyszłości. Odbudowanie tego, co miało się kiedyś, nie jest łatwe, ale może wyjść na dobre.

Kamienie na szaniec to jeden z tych filmów, podczas których siedzi się nieruchomo w fotelu i uważnie ogląda, a czasami odwraca oczy od okrucieństwa. Pokazuje przeszłość w jej najgorszym wydaniu, odwagę, męstwo, chęć życia i bycia wolnym. Bardzo żywy, wiele uświadamiający, wzruszający. Wiele drastycznych scen, ukazujących prawdziwe znęcanie się nad ludźmi. Film nie ma identycznej treści jak książka, ale warto obejrzeć.

  
Znacie którąś zaprezentowaną przeze mnie pozycję? Jaką ciekawą książkę lub film poznałyście w marcu?

czwartek, 3 kwietnia 2014

FotoMix #14 [02.03 - 03.04]

Minął kolejny miesiąc, czas na podsumowanie w zdjęciach. W sumie w moim życiu nie wydarzyło się nic wielkiego, a jednak czuję przypływ pozytywnej energii. Jestem szczęśliwa i mam zamiar utrzymać ten stan, a dziś zapraszam na prezentację :)


1. Nie wyobrażam sobie życia bez Rzeszowa. Po prostu kocham to miasto i najchętniej zamieszkałabym tam na stałe. Musi mi jednak wystarczyć odwiedzanie go raz, dwa razy w miesiącu.
2. Wschody i zachody słońca mogłabym oglądać bez końca, zwłaszcza w podróży.
3. Pierwszy raz od dwóch lat poszłam do kina i nie żałuję. Kamienie na szaniec to naprawdę dobra propozycja, choć zgodność z książką raczej średnia.
4. W wolnych chwilach poświęcam się głównie czytaniu i poznawaniu tajników fotografii. Czasem powstają przy tym bardzo amatorskie twory na kartkach, zupełnie nieplanowane, ale mimo wszystko sprawiające wiele radości.
5. Zrobiło się na tyle ciepło, że kupiłam lekkie buty i kurtkę i zaczęłam wychodzić w dobrym towarzystwie z domu. Nic tak nie dodaje chęci życia jak bliskie osoby, naprawdę.
6. Wiosna obfituje w dużo okazji do fotografowania, co mam zamiar wykorzystać. Tu zdjęcie z zeszłego roku :)
7. Kotałek, Futrzak, Turek (nie pytajcie, dlaczego...). Jak zwał, tak zwał, jest cudowny!
8. Od czasu do czasu trzeba pstryknąć sobie selfie.
9. Moja Essiakowa rodzinka powoli się rozrasta. Wyczuwam nowe uzależnienie. To się leczy? :D

A Wam jak minął marzec?

wtorek, 4 marca 2014

Kulturowe podsumowanie lutego




Diabeł ubiera się u Prady autorstwa Lauren Weisberger jest dobrą propozycją, jeśli macie ochotę na lekką, przyjemną, niewymagającą zbytnio myślenia lekturę. Perypetie Andrei i jej toksycznej szefowej w połączeniu z wiecznym zmęczeniem, załatwianiem przedziwnych spraw tworzą ciekawą, dość śmieszną (w pozytywnym sensie oczywiście) całość. Książka napisana jest bardzo przystępnie, czyta się bezproblemowo, autorka oszczędziła nam ciągłych powtórzeń i typowo nastoletnich zwrotów. Powieść ogółem bardzo pozytywna w odbiorze, miło się czytało.

Druga i ostatnia przeczytana przeze mnie w lutym książka - Służące Kathryn Stockett to zupełnie inna opowieść niż "Diabeł...". Dużo bardziej złożona, zastanawiająca, dużo uświadamiająca. Historia Murzynek, których jedynym i koniecznym życiowym zajęciem jest sprzątanie, gotowanie i opieka nad dziećmi białych kobiet. Praca, gdzie codziennością są wyzwiska, bark empatii dla pomocy domowych, a także życie rodzinne z przemocą w tle. Dochodzi do tego także przemożna chęć opowiedzenia o swym losie, strach przed ujawnieniem oraz poznawanie siebie nawzajem. Piękna, pouczająca opowieść, którą szczerze polecam.


W lutym obejrzałam tylko jeden film, który mimo treści w nim zawartych zupełnie mi się nie spodobał. Wszystko będzie dobrze to opowieść o chłopcu z biednej wsi i rodziny, bez ojca, z chorą na raka matką. Mimo jego starań, biegu na pielgrzymkę, wielkiej wytrwałości, efekt jest znikomy. Film był tak nudny, że musiałam uważać, aby nie zasnąć. Niespecjalnie lubię polskie filmy, wyjątkiem są te stare, takie jak Sami swoi. 

 

Znacie którąś pozycję? Co ciekawego obejrzałyście lub przeczytałyście? Chętnie poczytam :)

sobota, 1 marca 2014

FotoMix #13 [06.02 - 01.03]

Znów nadszedł czas na podsumowania, więc zacznę od lubianego przez was (przeze mnie oczywiście też) FotoMix'u. Luty upłynął mi pod znakiem świetnych zakupów, pięknego nieba i wyczekiwania na przesyłki, a także czytania dobrych książek. Jeśli jesteście ciekawi szczegółów, zapraszam na dalszą część posta :)


1. Kotałek, znany Wam już z poprzednich podsumowań. Cóż mogę poradzić na to, że tak bardzo go lubię? Podejrzewam, że najlepiej nie przestawać :)
2. Ogromną zaletą ciągłych wizyt u dziadków (oprócz przebywania z nimi, co najważniejsze), są przepiękne popołudniowe widoki ^^ Zazwyczaj niewyobrażalnie urodziwe, aż trudno nie zrobić zdjęcia.
3. Jeden z nowych lakierowych nabytków, zupełnie wyjątkowy. Przyleciał do mnie od Zu (dziękuuuję) <3
4. Sprawiłam sobie bransoletką idealną dla kociary, w niezwykłym, optymistycznym kolorze. Powstała ze współpracy Oleśki z Goti i na pewno nie jest moim ostatnim dodatkiem tej firmy.
5. Nie mogłam nie skusić się na naklejki z kociakami, po prostu nie mogłam!
6. Zeszyt z Biedronki mam i ja, chociaż z dostaniem jakiegokolwiek wzoru było ciężko, wszędzie wykupione.
7. Druga buteleczka Essie w mojej kolekcji - tym razem Bahama Mama.
8. Kolejne łupy do czytania - biblioteka i Rossmann zawsze mają coś ciekawego.
9. Wszyscy mieli pączki, ja natomiast równie dobre oponki. Pączek oczywiście też zaliczony, święto to święto :D

Znacie któryś z przedstawionych przeze mnie element? Znacie bransoletki Goti? 

piątek, 14 lutego 2014

Kulturowe podsumowanie stycznia

Kulturowe podsumowania goszczą na moim blogu od ponad roku. Staram się, aby pojawiały się regularnie, ale nie zawsze dzieje się tak, jakbym chciała. Wolę napisać post podsumowujący nawet z dwutygodniowym poślizgiem niż wcale, dlatego dziś zebrałam się w sobie i serwuję Wam moją porcję kultury. Za wiele pozycji nie poznałam, ale nie czuję się z tym źle, gdyż połowa to naprawdę świetne historie. Dobra, dosyć gadaniny, czas przejść do właściwej części posta! 


O Igrzyskach Śmierci Suzanne Collins nasłuchałam się już tyle, że w końcu sięgnęłam po tę pozycję i jestem zachwycona. Przeczytałam wiele dobrych  książek z fantastyki, ale dawno byłam tak pozytywnie zdumiona. Igrzyska to naprawdę świetna historia, jestem pewna, że przeczytam kolejne części. Niezwykła, emocjonująca, mocno różniąca się od innych, przygodowo - fantastycznych powieści. O czym? O niezwykłej walce, chęci przetrwania, odwadze, poznawaniu świata. Naprawdę genialna powieść, bardzo zachęcam do przeczytania!  

Utworów zespołu Queen mogłabym słuchać na okrągło, dlatego postanowiłam przeczytać biografię. Queen. Nieznana historia mocno różni się od typowych opisów całego życia. Jej autorem jest Peter Hince, osoba z obsługi technicznej zespołu, który jako jeden z nielicznych miał zaszczyt być blisko grupy przez kilka lat. Barwna, ciekawa, bardzo wciągająca opowieść. Szczerze polecam nie tylko fanom zespołu, ale także osobom, które chciałyby poczytać o trudach życia artystów i ich przyjaciół, rodzin, pomocników.

Tak, tak, dobrze widzicie, również ja sięgnęłam po Pięćdziesiąt twarzy Greya E.L. James, jednak uczyniłam to ze zwyczajnej ciekawości. Chciałam się przekonać, czym niektórzy się zachwycają, co krytykują. Powiem od razu - powieść mnie nie zachwyciła, ale nie męczyłam się czytając. Nie podobał mi się fakt, że na niemal każdej stronie Anastasia przygryzała wargę, przewracała oczami i myślała o swojej wewnętrznej bogini. Sceny intymne tak często, że aż za często. Powieść jednak bardzo lekka, szybko się czyta i dość przyjemnie, taki babski odmóżdżacz. Może kiedyś sięgnę po kolejne części, aby zaspokoić ciekawość.


W grudniu obejrzałam tylko jeden film, mianowicie Kevina samego w domu. Podejrzewam, że każda z Was oglądała przynajmniej raz w życiu. Osobiście obejrzałam po raz pierwszy i zdecydowanie dołączyłam do fanek :)



Styczeń zdecydowanie należał do Eda Sheerana i piosenki I see fire. Na Hobbicie nie byłam z powodów osobistych, choć bardzo chciałam. Piosenka jest niesamowita i słucham na okrągło!

I to byłoby na tyle! Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale. Znacie którąś z przedstawionych przeze mnie w tym poście pozycję?

środa, 5 lutego 2014

FotoMix #12 [01.01 - 05.02]

Jak ten czas szybko leci! Dopiero świętowałam Nowy Rok, a już minęło kilka dni lutego. Z drugiej strony jednak dobrze, że nie da się spowolnić jego upływu - mam szansę zrobić wszystko szybciej i efektywniej. Dziś, jak co miesiąc zaczynam podsumowania od FotoMixu (to już 12!) i serdecznie zapraszam do oglądania zdjęć oraz czytania opisów (:


1. Długo szukałam idealnego komina, który ogrzałby moją szyję i po owinięciu wokół niej dwa razy nie wyglądał jak przyciasna obroża. Na czaszkowy ideał trafiłam w H&M i stwierdzam, że jeszcze nigdy nie kupiłam (przynajmniej dla mnie) tak drogiego szalika - kosztował około 60zł. Sporo, ale nie żałuję ani złotówki. Zakupy okazały się szczególnie owocne, gdyż w Biedronce trafiłam na ciepłe skarpety i pyszny sok, a w bibliotece wypożyczyłam trzy pozycje, na których mi zależało.
2. Mamy z mamą pewną tradycję - na ferie zawsze jedziemy pociągiem, przynajmniej w jedną stronę. Lubię ten środek transportu, zwłaszcza że było ciepło i nie trafili nam się w przedziale natrętni towarzysze.
3. Mam wolne - są nowe zdjęcia na bloga! Jak widać, aparat już do mnie wrócił, a efekty focenia widzicie w recenzjach.
4. Kupiłam też świeczkę o zapachu wanilii z Air Wick. Urzekły mnie czarne motywy i fakt, że przejścia kolorów są widoczne, ale ni rażą jak żarówka.
5. Jest też powód do dumy! Otóż jak widać na zdjęciu udało mi się zapuścić włosy na tyle, że są w miarę wyrównane, pozostała mi jedynie odrastajaca grzywka do brody, którą tak czy siak podpinam. Niedługo zrobię aktualizację i zobaczycie lepiej efekty :)
6. A tego pana już znacie :) Kochane futro!
7. Oszalałam na punkcie tej piosenki. Nawet pisząc tego posta jej słucham, wcale mi się nie nudzi. Warto posłuchać, a nuż któraś z Was dołączy do wielbicielek.
8. Najpiękniej błyszcząca bombka, jaką ostatnio widziałam! Choinka już dawno rozebrana, ozdoby schowane, ale zdjęcie pozostało.
9. Ostatnio niemal wszystkie wieczory poświęcam czytaniu i są tego efekty - w styczniu przeczytałam pięć pozycji.

 Jak minął Wam pierwszy miesiąc 2014? Zadowolone czy nie bardzo? :)

piątek, 3 stycznia 2014

Kulturowe podsumowanie grudnia

Zarówno grudzień, jak i cały 2013 rok przeleciał mi dość szybko. Wczoraj pisałam, że udało mi się zrealizować książkowy plan przeczytania 52 książek. Ostatnie trzy z nich przeczytałam w grudniu, zakańczając tym samym jedną z zaczętych serii. Filmowo dość słabo, ogółem obejrzałam tylko 39 w całym minionym roku. Będę musiała nad tą kwestią popracować i choć czasem wybrać się do kina, bo w 2013 nie byłam ani razu. Ogółem z pozycji poznanych w grudniu byłam dość zadowolona i chętnie je Wam przedstawię.  


Więzień Nieba jest ostatnią częścią Cmentarza Zapomnianych Książek, a także ostatnią książką Zafóna, jaką przeczytałam, bo udało mi się poznać wszystkie. Niemal cała powieść jest historią przyjaciela Davida, Fermina Romero de Torresa. Sprawia ona, że większość spraw staje się jasna, a niektóre komplikują się jeszcze bardziej. Książka pełna zagadek, ciekawa, ale nic nie pobije pierwszej części, czyli Cienia Wiatru.         

Sięgając po Przyrzeczonych autorstwa Beth Fantaskey byłam sceptycznie nastawiona. Powieść okazała się być całkiem niezłą lekturą. Motyw dość ciekawy, bo ogłoszenie przeciętnej nastolatce, że jest wampirzą księżniczką to spory szok. Jessica pomimo początkowych oporów po pewnym czasie zaczyna wierzyć w prawdziwość swojego zaręczonego z nią po urodzeniu wampira Lucjusza. Powieść lekka i przyjemna, czyta się szybko i nie wymaga myslenia nad konkretnymi sprawami.

Zbłąkany Anioł. Krwawe Walentynki Melissy De La Cruz to kolejne dwa tomy serii Błękitnokrwiści połączone w jedno. Całość jest niezła, chociaż zaczęła mnie już nudzić. Kolejne losy Schyuler, jej chłopaka, przeróżne pradawne wcielenia, wampiry i spiski tworzą dość ciekawą całość, dającą się łatwo, szybko i z przyjemnością przeczytać, chociaż powieść tyłka mi nie urwała.                


Dawno żaden film nie zachwycił mnie tak mocno jak Colombiana. Uwielbiam Zoe Saldanę bez względu na to, w jakim gatunku gra. Cataleya, główna bohaterka filmu od dzieciństwa przechodziła przez rzeczy, które mogą wykończyć zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Po śmierci rodziców wykonuje wszystkie instrukcje zmarłego ojca, dzięki którym przeżywa. Gdy dorasta, pracuje jak zabójczyni. Niezwykle piękna, bezlitosna, niewidzialna i skuteczna. Film warty obejrzenia nie tylko ze względu na fabułę, ale i na tę przepiękną kobietę, jaką jest Zoe. 

Nasza klasa to film, który naprawdę warto obejrzeć. Choć nie spodobał mi się zbytnio, to i tak uważam go za godną poznania pozycję. Ukazuje ona niewiarygodną przemoc psychiczną i fizyczną wobec słabszych uczniów, może nie tak wysportowanych, cichszych. Pokazuje też zemstę, która nigdy nie powinna się zdarzyć. Ani przemoc, ani zemsta, a już na pewno nie tak dramatyczna. Co jeszcze można zobaczyć w tym filmie? Bezradność, brak zrozumienia, chęć zaimponowania innym, fałszywość i wiele innych.



Od kilku miesięcy na okrągło słucham happysad. Dosłownie i w przenośni. Uwielbiam niemal każdą ich piosenkę, w grudniu najbardziej spodobały mi się dwie powyższe.

Przypominam, że rozdanie trwa do 6 stycznia, czyli jeszcze trzy dni. Nie zgłosiło się zbyt dużo osób, więc każdy ma szanse wygrać :)



 KLIK!, aby przejść do posta z rozdaniem

Co ciekawego przeczytałyście lub obejrzałyście w grudniu? :)

środa, 1 stycznia 2014

Czego oczekuję od siebie w 2014 roku? + podsumowanie 2013

Postanowiłam w tym roku, że nie będę składała przyrzeczeń. Tak po prostu. Przecież nie wiem, co się wydarzy, a są rzeczy, na które nie mam wpływu. W dzisiejszym poście chciałabym podsumowań miniony rok i napisać co nieco o planach (nie postanowieniach!) na rozpoczęty dziś nowy rok. Nie wiem, jak długi będzie ten post, więc lepiej się przygotujcie, bo potrafię czasami spisać prawdziwy tasiemiec :)

  W 2013 roku postanowiłam, że schudnę do wymarzonej wagi. Czy mi się udało? Raczej średnio. Raz chudłam, raz tyłam, ale ogólnie rzecz biorąc było lepiej niż lata temu. W końcu wzięłam się za regularne ćwiczenia, znalazłam ulubieńców w tej dziedzinie i lepiej się czuję psychicznie oraz fizycznie. Oczywiście cudów nie dokonałam, co to, to nie. Nie pocieszam się myślą, że mogło być gorzej. Mogło, ale nie było. Jak było? Nie najgorzej. Wiem, że dałabym radę zrobić więcej, ale 2013 rok już za mną, nie czas na rozpamiętywanie. Wiem, co było nie tak, co sprawiło, że wymarzonych efektów nie było. I wiem, że rozpoczęty rok będzie w tej kwestii dużo, dużo lepszy i bardziej owocny.

Pisałam też, że zadbam o włosy i paznokcie. W tej kwestii mogę być z siebie naprawdę dumna. W kwestii włosów poczyniłam duże postępy. Ani razu nie użyłam prostownicy, nawet jej nie mam i czuję się z tego powodu bardzo zadowolona. Nie kusi mnie prostowanie, kręcenie, karbowanie ani nic z tych rzeczy. Suszarki używałam tak rzadko, że chyba mogłabym policzyć wszystkie użycia na palcach obu rąk. Nie lubię jednak tego, jak wyglądają moje kosmyki po wysuszeniu, więc używam suszarki tylko w ostateczności. Przełamałam się w końcu i dwa razy podcięłam końce. Włosy dużo urosły, są zdrowsze, silniejsze, ładniejsze. Do ideału jeszcze nie doszłam, ale dam radę. Co do paznokci - regularnie używam odżywki i bazy pod lakier, spiłowuję odrost, gdy tylko się rozdwoi lub pojawi się zadarcie czy pęknięcie. Przynajmniej raz w tygodniu wcieram olejek rycynowy, co jakiś czas poleruję. W kwestii włosów i paznokci zdecydowanie na plus.

Podobnie z pielęgnacją cery. Jest dużo lepiej niż kiedyś, bo wiem, czego nie powinnam jej serwować. Kosmetyki z trójglicerydami i parafiną poszły w odstawkę, zaczęłam używać kremów z filtrem, od czasu do czasu maseczek. Trafiłam (już w 2012 roku) na dobry produkt, który pomaga mi pozbywać się wyprysków. Częściej używam peelingów, codziennie kremu pod oczy, nie zapominam o nawilżaniu. Moja skóra wygląda na tyle przyzwoicie, że nie muszę się wstydzić wyjść na ulicę.

I przedostatni punkt, czyli blogowanie. Bywało różnie, raz mniej, raz więcej postów. Ale nigdy, przenigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby bloga opuścić. Wręcz przeciwnie! Sprawia mi to jeszcze większą przyjemność niż kiedykolwiek. Piszę, bo lubię i chcę, cieszę się tym i Waszą aktywnością okazywaną przez wzrastającą ilość obserwatorów, komentarzy, lubisiów na fejsbukowym fanpejdżu. Poprawiła się też jakość zdjęć, mam nadzieję, że zauważalnie. Nowy sprzęt dodał mi pewności siebie, gdyż zdjęcia nie są już takie szare i niewyraźne. W ostatnich miesiącach było mnie tu trochę mniej, ale postaram się to poprawić, zarówno dla mojej, jak i dla Waszej przyjemności.

Ostatnie, czyli szeroko pojęta kultura. Głównie chodziło mi o przeczytanie jak największej ilości książek. Wyznaczyłam sobie 45, później dołączyłam do wyzwania (52 książki w 52 tygodnie) i udało mi się je spełnić. Nie wszystkie pozycje były dobre, niektóre denne, inne zachwycające. Mam zamiar kontynuować to wyzwanie w 2014 roku, bo bardzo mi się spodobało :) Co poza tym? Aż wstyd się przyznać, ale ani razu nie byłam w minionym roku w kinie. Raz jeden byłam w teatrze i zapewne jeszcze powtórzę taki wypad. Byłam też na trzech koncertach, gdzie nie trzeba było płacić za bilety ;) Znalazłam też wiele piosenek, które towarzyszą mi ciągle i wcale się nie nudzą. Podsumowując kwestię kultury, rok 2013 był bardzo owocnym rokiem.      

Czego oczekuję od siebie w 2014 roku? Przede wszystkim wytrwałości. Jest wiele rzeczy, które chciałabym zrobić, stworzyć, osiągnąć, do których potrzeba ogromnej wytrwałości. Śmiałości, pewności siebie i pasji oraz chęci. I może jeszcze zminimalizowania ilości niepotrzebnych pierdół, które mi przeszkadzają. To byłoby właściwie na tyle, a z rzeczy materialnych - na pewno części rzeczy z wishlisty, miętowych Air Maxów i bransoletki Pandory z jednym, kocim koralikiem :)   

I jeszcze życzenia dla Was. Życzę Wam szczęścia, zdrowia, spełnienia marzeń i aby wszystko, co sobie postanowicie spełniło się i zadowoliło Was :)

wtorek, 31 grudnia 2013

FotoMix #10 [04.12 - 31.12]

Miałam opublikować ten wpis za dwa, może trzy dni, ale uznałam, że lepiej będzie, gdy zapodam Wam fotograficzny mix jeszcze przed zakończeniem roku. Grudzień upłynął mi pod znakiem przygotowań do Świąt, tworzeniu ozdób i odbieraniu listów z prezentami ode mnie dla mnie. Ogółem jestem bardzo zadowolona z tego, w jaki sposób spożytkowałam wolny czas i z całego, mijającego już 2013 roku, ale o tym w oddzielnym poście. Póki co zapraszam na grudzień w zdjęciach.


1. Sprawiłam sobie dwie prześliczne bransoletki, które stworzyła dla mnie Sylwia. Idealnie komponują się ze sławnym ostatnio złotym piaskiem od Lovely, który skądinąd bardzo polecam.
2. Jeśli zaś chodzi o świąteczne ozdoby, to samodzielnie wykonałam taką oto choinkę. Wyszła dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam i nadal ozdabia półkę.
3. Od początku wiedziałam, że gdy tylko postawimy choinkę, na pewno kot zechce wypróbować bombki. Nie było inaczej.
4. I nasza choinka w niecałej okazałości. Wygląda nawet nieźle.
5. A w Wigilię strzeliłam sobie "selfie" w ulubionym swetrze. 
6. Jestem wielką fanką bokeh, które tworzą lampki choinkowe po włączeniu makro w aparacie. Niezwykłą frajdę sprawiło mi robienie zdjęć tego typu.
7. A niebo znów płonie *.*
8. Koteł jest bardzo zdziwiony faktem, że aparat niemal dotyka jego nosa.
9. I to ma być zima?

A Wam jak minął grudzień? Odżyłyście już po Świętach?

sobota, 7 grudnia 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca listopada

Ostatnio nie mam aż tak dużo czasu na czytanie książek. Nie mogę się zebrać też do pisania postów na bloga, zawsze znajdzie się coś ważniejszego do zrobienia niż opublikowanie kolejnej notatki. Poza tym, co pewnie same zaobserwowałyście, trudno jest upolować dobre światło do zdjęć, a już szczególnie, gdy wraca się do domu po południu. Dziś jednak nie o tym, a o kulturze, a dokładniej - czas na comiesięczne podsumowanie. Znalazłam kilka muzycznych hitów, przeczytałam trzy książki, obejrzałam trzy filmy i przeczuwam, że w grudniu będzie tego więcej.


Jakiś czas temu sięgnęłam po powieść Virgini Cleo Andrews - "Kwiaty na poddaszu", później przeczytałam "Płatki na wietrze", aż w końcu zdecydowałam się na trzecią część zatytułowaną "A jeśli ciernie". Przyznaję, że najbardziej podobała mi się pierwsza część, druga była w porządku, trzecia zaś bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Opowiada o dalszych losach rodzeństwa Dollangangerów, Cathy i Chrisa, kochających się i żyjących miłością małżeńską. Wychowują dwóch synów Cathy - Jory'ego i Barta. Dzieciaki żyją w błogiej nieświadomości, a młodszy Bart czuje się niedoceniany. Wszystko zmienia się, gdy do domu obok wprowadza się starsza dama. Co wydarzyło się dalej już Wam nie zdradzę, moim zdaniem warto przeczytać całość :)

Sięgając po "Spadkobierców"













wtorek, 3 grudnia 2013

FotoMix #9 [04.11 - 03.12]

Listopad minął mi niesamowicie szybko, dosłownie w mgnieniu oka. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek trzydzieści dni zleciało aż tak błyskawicznie. Udało mi się spełnić kilka drobnych marzeń, naładować się pozytywną energią i nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi myślami. Staram się być szczęśliwa i wydaje mi się, że idzie mi nawet nie najgorzej. Tymczasem zapraszam na comiesięczne zdjęciowe podsumowanie.


1. Już wczoraj otrzymałam pierwszy (mam nadzieję, że nie ostatni) prezent mikołajkowy. Zapach jest niesamowity, pokochałam od pierwszego niuchnięcia!
2. Wreszcie mamy w Zamościu piękną choinkę bez kolorowych bombek.
3. Obudowa z ebaya dotarła, czas zacząć lans jednorożcem :D 
4. Życie bez takich widoków to nie życie.
5. Znalazłam lakier idealny, zarówno w kolorze, jak i w formule. Essie Stylenomics <3
6. Czas wziąć się za zaczęte serie, bo w końcu się pogubię.
7. Szał zakupów w moim wydaniu.
8. Autumn, i love you!
9. Mówiłam już, że lubię różowe niebo? Nie? W takim razie powiem: lubię różowe niebo!

 A Wam jak minął listopad? 

środa, 6 listopada 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca października

Dawno nie publikowałam kulturowego podsumowania, ponieważ nie było o czym opowiadać. Z tego, co pamiętam, we wrześniu przeczytałam tylko jedną książkę, która nie była zbyt zachwycająca. Październik był bardziej owocny pod tym względem, więc zebrałam się w sobie, pokonałam rosnącego lenia i przybywam z podsumowaniem. Mam nadzieję, że nie zaśniecie w połowie posta i znajdziecie dla siebie coś ciekawego :)


Millennium Stiega Larssona wisiało na mojej wirtualnej liście książek do przeczytania już od bardzo dawna, jednak dopiero miesiąc temu udało mi się upolować pierwszą część, czyli Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet w mojej ulubionej bibliotece. Czytające zamościanki, pędźcie na Kamienną! Wracając do tematu, kryminał napisany jest po mistrzowsku. Wciągnął mnie od pierwszego rozdziału, nie pozwalając zapomnieć o nieprzeczytanych jeszcze stronach. Opowieść o Mikaelu Blomkviście i jego zmaganiach z przeszłością osoby, o której przed zaproszeniem nie słyszał ani słowa jest niezwykła, dramatyczna walka o życie i odkrywanie spraw, które wydawały się niemożliwe do wyciągnięcia na światło dzienne. Każde zdanie idealnie pasuje do reszty, jest spójne z kolejnym, nie ma niepotrzebnego plątania, choć sama historia opisana w książce jest bardzo zagmatwana. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić. Osobiście na pewno przeczytam kolejne części, o ile wreszcie dotrą do biblioteki.

Klasyka kryminału, najpopularniejsza powieść Agaty Christie - takie stwierdzenia przeczytałam na okładce. Mimo to po książkę sięgnęłam ze sporym sceptycyzmem i niestety nie pomyliłam się, chociaż wolałabym, żeby było inaczej. W moim mniemaniu powieść jest "płaska jak deska od żelazka". Powinnam podziękować mojej koleżance, K., za ten cytat, bo w tym momencie pasuje jak ulał. Naprawdę nie rozumiem, czym się tu zachwycać. Wydarzenia na wyspie może i są ciekawe, ale nie widzę w nich głębi. W sumie pomysł na książkę jest bardzo dobry, ale tekst mi się nie spodobał. Powieść I nie było już nikogo po prostu nie przypadła mi do gustu.

Na pewno zauważyłyście, że jakiś czas temu, jeszcze przed założeniem bloga zaczęłam czytać kilka serii różnych powieści i do tej pory większości nie skończyła, głównie ze względu na brak kolejnych tomów w bibliotekach. Jedną z nich jest Akademia Wampirów Richelle Mead, której czwartą część, Przysięgę krwi  przeczytałam właśnie w październiku. W poprzednim tomie Rose była świadkiem zamienienia w strzygę jej ukochanego, Dymitra. Teraz postanowiła odszukać go i zabić, bo on będąc żywym właśnie tego by chciał. Jej rozterki, wybory pomiędzy mniejszym złem bardzo wciągają, nieważne od której części zaczniemy, ale najlepiej byłoby od pierwszej. Można więc wywnioskować, że polecam :)

Ostatnia piosenka autorstwa Nicholasa Sparksa również przypadła mi do gustu. Nie będę ukrywać, że mnie nie wzruszyła, bo wzruszyła. Historia zbuntowanej nastolatki z wielkiego miasta przyjeżdżającej na wakacje do ojca, z którym od kilku lat nie miała kontaktu wydaje się być zupełnie prostym tematem. A nie jest, bo Ronnie sprzeciwia się każdemu słowu swojego płodziciela (jest takie słowo? :D), mimo woli zakochuje się i dopiero później odkrywa chorobę, którą ojciec zakrywał przed dziećmi. Powieść zdecydowanie warta poświęcania na nią odrobiny czasu, bo czyta się lekko i szybko :)


Nie znalazłam nigdzie teledysku, ale moim październikowym hitem muzycznym jest zdecydowanie happysad - Długa droga w dół.

Znacie którąś pozycję?