Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dabur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dabur. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2013

Kokos po raz drugi. Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez olejowania. Widziałam poprawę już po pierwszym użyciu, więc poszłam dalej. Moim pierwszym olejem był łopianowy z papryką Green Pharmacy, później kokosowa Vatika na parafinie i parę innych. Dziś jednak mam dla Was recenzję najpopularniejszego kokoska w blogosferze :)

 Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil 

miszcz painta atakuje przekreślonym znakiem równości
Miałam oba oleje przedstawione na obrazku oleje, dzisiaj opiszę ten z lewej strony. Muszę przyznać, że to on przypadł mi do gustu bardziej niż ten w przezroczystej butli. A dlaczego? Zaraz się dowiecie ;) 

Olej mieści się w opakowaniu o pojemności 150ml. Jest ono nieprzezroczyste, nie można zobaczyć więc poziomu zużycia. Jest za to poręczne, o wygodnym kształcie nakrętki. Odkręca się ona łatwo, na szczęście niesamoistnie. Otwór wylotowy jest średniej wielkości, olej po rozpuszczeniu wydobywa się łatwo, gdyż staje się całkiem płynny i wylewa się jak każdy inny. Butelka ma ładną szatę graficzną, wykonaną na niezdzierającej się, foliowej etykiecie. Zdjęcie kokosa i dodatków jest bardzo adekwatne do tego, co znajdziemy w środku. Zawiera wszystkie potrzebne informacje w języku angielskim, czyli uniwersalnym. Na plus kolor opakowania, bardzo ładna zieleń ;)


W temperaturze pokojowej olej ma formę zbitą i zwartą, stałą. Już po lekkim rozgrzaniu zaczyna się rozpuszczać, po chwili jest całkiem płynny i łatwo nakłada się na włosy. Rozprowadza się naprawdę dobrze, nie spływa, nic nie kapie np. na czoło czy szyję. Trochę się wchłania, oczywiście w niewielkim stopniu, ale to i tak dla mnie spory plus. Zmywa się szybko i łatwo, ja zazwyczaj używałam szamponu bez SLS i myłam włosy raz, a nie dwa, bo już po jednokrotnym myciu czupryna była oczyszczona.

Zapach oleju wielu osobom się nie podoba, jednak ja nie zauważyłam nic takiego. Uważam go za ładny, faktycznie kokosowy, ale z dodatkami. Nie czuję "spoconego" smrodku, naprawdę :) Raczej nie chodzi tu o przyzwyczajenie, od początku go lubiłam.
Skład bardzo mi się podoba, olej kokosowy na pierwszym miejscu, dużo cennych dodatków np. amla, brahmi, miodla.
Produkt dobrze wpłynął na moje włosy. Po każdym użyciu czułam wygładzenie i nawilżenie. Nie było wprawdzie mocne, ale zauważalne. Kudełki łatwo się rozczesywały, układanie nie stanowiło problemu. Dodatkowo wyraźnie błyszczały, były miękkie i sprężyste. Biorąc pod uwagę opakowanie, zapach i działanie z radością wystawię mu ocenę 8/10 :)

Znacie ten olej? A może używałyście innych mazideł z serii Vatika?

piątek, 5 kwietnia 2013

Marcowe zużycia

Czas na trzecią z pięciu notek podsumowujących marzec. Na dzisiaj przygotowałam zużycia, ponieważ puste opakowania nie mieściły się już w przeznaczonej na nie szufladzie a potrzebne mi było miejsce na kwietniowe. Tym razem jestem bardziej zadowolona niż poprzednio, gdyż zdenkowałam więcej produktów, ale raczej takich, które były w użyciu na co dzień. Najbardziej dziwi mnie ilość pustych pudełek po kosmetykach do włosów - tyle chyba jeszcze nigdy mi nie "wyszło"!


Joanna Argan Oil Odżywka do włosów z olejkiem arganowym
Jeszcze do niedawna byłam przeciwniczką silikonów w odżywkach, jednak jako że kobieta zmienną jest to składniki określane tym mianem znalazły się na mych włosach za pomocą tej odżywki właśnie. W życiu bym nie przypuszczała, że mogę się tak bardzo polubić z tego typu kosmetykiem. A jednak się udało i co ważne - bardzo mnie to cieszy. Odżywka Joanny okazała się być naprawdę dobra. Spodobał mi się to, jak włosy wyglądały po jej użyciu. Były miękkie, gładkie, łatwe do rozczesania i ułożenia, zero szorstkości ani matu, tylko ładny, zdrowy połysk. Ponadto gęsta konsystencja, wygodne opakowanie i niezwykle niska, śmieszna cena (około 5-6 złotych). Myślę, że jeszcze się spotkamy.

Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów olejek eteryczny z lawendy i róża z regionu Grasse
Lubię zapach lawendy, jednak w większości kosmetyków mogę co najwyżej wyczuć kulki na mole. Aby uniknąć rozczarowania dyskretnie niuchnęłam odżywkę w sklepie i jak widać przygarnęłam :] Woń jest dość intensywna, naturalna, zero chemii. Utrzymuje się na włosach do zmycia, później już krótko, ale nie jest źle. Jeśli zaś o działania chodzi, to jestem jak najbardziej zadowolona. Czupryna wyszła z tych zabiegów miękka, błyszcząca, lekka, nawilżona i bardzo przyjemna w dotyku. Konsystencja dość rzadka, ale w porządku się aplikowała. Podejrzewam powrót, ale najpierw przetestuję dwie kolejne z tej serii.

     Kallos Serical Crema Al Latte
Sławna odżywka była moim ulubieńcem i nadal nią zostanie, kiedy się odkuję po niemieckim zamówieniu. Ogromne, litrowe opakowanie dostarczało mi rozkoszy przez cztery miesiące, a więc bardzo długo! Moje włosowe zapasy kończą się bardzo szybko, więc dwa miesiące 'usług" to już sukces. Co mogę powiedzieć o tym kolosie? Przede wszystkim - zapach! Budyń waniliowy w najlepszym wydaniu, mniam! Utrzymywał się na włosach całkiem długo, dając przy tym prawdziwą przyjemność zmysłom. Działanie równie wspaniałe, jeszcze nigdy nie czułam takiego wygładzenia. Do tego dochodzi jeszcze ograniczenie puszenia, lekkie nawilżenie, miękkość, połysk... Zdecydowanie najlepiej zainwestowane 20 złotych w historii.


Nivea Lip Butter Raspberry Rose
Jestem ustomaniaczką, a masełka goszczą u mnie od stycznia. Malinowe kupiłam w lutym i niedawno wykończyłam. Uwielbiam tę aksamitną konsystencję, dzięki której nie dość, że dobrze się aplikuje to jeszcze jest wydajne. Działanie ma dobre, nawilża, odżywia i chroni przed mrozem, ale mimo to stosowałam je na zmianę z Tisane. Czemu? Moim zdaniem ust nie uzależnia, ale nie daje sobie rady stosowane na okrągło. Dwa, trzy razy dziennie to maksimum. Co do zapachu - śliczny, niczym malinowa Mamba. Miałam kiedyś wersję karmelową i jakoś bardziej lubiłam, nie wiem, od czego to zależy.
  
 Avon Podwójny cień w kremie + eyeliner Sailor
Wprawdzie nie zużyłam go w całości, ale chętnie się go pozbyłam. Nawet dla osoby bardzo początkującej ten kosmetyk nie jest dobry. Eyeliner ma zupełnie nieprecyzyjny pędzelek, a sam produkt maże się, nakłada nierówno, powstają prześwity, a nałożenie dwóch jest niemal niemożliwe. Kolor całkiem w porządku, ciemny przykurzony granat. Cień natomiast posiada błyszczykową gąbeczkę, rozprowadza się nierówno, robi plamy. Nie nadaje się do rozświetlania kącika ani jako baza. Z chęcią wyrzuciłam go do kosza.

Essence Lash & Brow Gel Mascara
Używałam do utrwalania brwi, z czym żel radził sobie dobrze, nie nadawał sztucznej sztywności. Jako odżywki do rzęs nie stosowałam, ale po pewnym czasie dolałam oleju rycynowego i taką mieszanką pokrywałam rzęsy. Efekt był lepszy niż po samym olejku, ale niewiele. Szczoteczka ładnie rozczesywała, więc wymyłam ją i zostawiłam, przyda się.  

Tisane Balsam do ust
To kolejne opakowanie z rzędu, nowe oczywiście już zakupione i w użyciu. Naprawdę dobrze odżywia i nawilża, wszystkie obietnice producenta są spełnione. Wargi są miękkie, suchych skórek brak. Stanowi dobrą bazę pod szminki i błyszczyki. Małe opakowanie jest mniej wygodne niż w puszeczkach Nivea, ale mogło być gorzej.

  
Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream
Muszę przyznać, że nie kupiłabym go z własnej woli, ale skoro był w komplecie z żelem do mycia twarzy, to bez wahania wzięłam. Nawilżał nawet nieźle, trochę odżywiał, nie podrażniał, zmiękczał i wygładzał skórę. Zimą oczekuję od kremu czegoś mocniejszego, ale ten sprawdzał się dobrze. Konsystencja średnio gęsta, śliska i przyjemna, szybko się wchłaniała. Jedynym mankamentem była zbyt miękka tuba.

Isana Winter Seife Kaminzauber
Od mydła do rąk oczekuję oczyszczenia i braku wysuszenia. Nie lubię rzadkich, mocno lejących oraz zbyt galaretowatych. Najlepiej byłoby, gdyby przyjemnie pachniało, dobrze się pieniło, było tanie i wydajne. Akurat to spełniało wszystkie moje wymagania. Jego konsystencja była w sam raz, a ono samo nie wysuszyło mnie na wiór, jednak mimo to zawsze po użyciu nakładałam krem. Ponadto miało piękną, ciepłą, korzenną woń, która krótko utrzymywała się na dłoniach. Niestety to edycja limitowana, może za rok wróci :]

Anida Krem do rąk Glicerynowo-aloesowy
Nie lubię tego kremu ani jego cytrynowego brata, ale w zapasach posiadam na wszelki wypadek, gdy wszystko inne się skończy. Rzadka i śliska konsystencja, początkowo tępe uczucie, bardzo słabe nawilżenie i niezbyt wygodna tuba to przepis na katastrofę. Nie lubiłam go używać i mam nadzieję, że już nie będę musiała robić tego ponownie.

    
Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil
Osławiony już olej sprawdził się także u mnie. To mój drugi olej tej firmy i drugi kokosowy, ale ten uważam za lepszy. Przede wszystkim na plus oceniam fakt, że nie zawierał parafiny, a dużą ilość pozytywnie działających składników - olej kokosowy na pierwszym miejscu, miodlę indyjską, brahmi, amlę oraz wiele innych. Dodatkowo nie musiałam obawiać się o rozlanie, gdyż miał stałą konsystencję i wymagał rozgrzania. Nawilżał, lekko odżywiał i nabłyszczał włosy, ale nie wiem, jak działa na dłuższą metę, bo miałam tylko ok. 1/3 opakowania.

BabyDream Shampoo 
Nie znam blogerki, której nazwa tego produktu chociaż nie obiłaby się o uszy. Większość na pewno przetestowała. W moim przypadku jest to już któreś opakowanie z kolei. Bardzo dobrze oczyszcza włosy bez wysuszania. Jest bardzo łagodny dla skóry głowy. Po umyciu czupryna jest nieco splątana, ale wystarczy nałożyć odżywkę, aby pozbyć się problemu.

   
 Asa Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Bardzo go lubię, to już kolejne zużyte opakowanie. Nakładam go dwa razy dziennie na całą twarzy cieniutką warstwą. Nie dość, że nie wysusza, to pomaga pozbyć się wyprysków i zapobiega powstawaniu nowych. Ponadto daje bardzo ładny efekt czystej, rozjaśnionej, zdrowo wyglądającej skóry. Mimo, że nałożony w zbyt dużej ilości bieli to roztarty i wklepany daje świeży efekt bez kiczowatej maski. 

Zmywacz do paznokci z odżywką
Ot, zwykły, przeciętny zmywacz. Zmywa wszystkie lakiery, jedne szybciej, drugie wolniej. Nie wysusza. Nie przywiązuję większej wagi do tego typu produktów także nie wrócę do niego.


Allerco Balsam do ciała
Zawierał aluminium. Nawilżył szybko, ale tylko na chwilę. Tak samo było z wygładzeniem. 
  


Jestem zadowolona z ilości zużyć. A jak u Was?

wtorek, 5 lutego 2013

Włosowe aktualizacje - po 3. miesiącu

Cza na włosową aktualizację :) Brak czasu i niezbyt dobre oświetlenie nie pozwoliły mi na zrobienie zdjęcia kłaków, które oddałoby ich kolor, jednak dzisiejsze pokazuje lekkie, zupełnie naturalne fale. Przynajmniej tyle korzyści udało mi się wyciągnąć :D A jak z kondycją włosów? Coraz lepiej, chociaż zima trochę daje się im we znaki. Niemniej jednak z chęcią pokażę Wam wsyztko, co robiłam dla nich przez calutki styczeń.

 06.01.13                                  05.02.13


Długość z tyłu - najdłuższe 41/42cm, najkrótsze - 36/37, zebrane razem - 39/40cm

Włosy rosną, niezbyt spektakularnie, ale to i tak zawsze coś :) Myślę, że wydłużyły się o centymetr albo półtora, ale nie więcej. Stały się miększe i gładsze, ale gdy przez trzy dni nie użyję oleju, to bardzo się puszą i są szorstkie. Trochę lepiej się układają, nie wypadają nadmiernie, przy czesaniu dwa razy dziennie wylatuje mi ok. 40-60 kłaków.

Do pielęgnacji używałam głównie dwóch nowych olei, trzech odżywek, sprayu, wcierki i serum na końcówki. Nie wprowadzałam wielu zmian, wykończyłam olej i zamieniłam na inne. Zaczęłam tez używać szamponów ze SLS, ale nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Użyłam też maski z silikonami, bardzo dobrej zresztą.


Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil to mój drugi olej firmy Dabur, tym razem bez parafiny. Jest niezły, ale z opinią poczekam aż do wykończenia opakowania. Dużo częściej używam jednak  BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl, lekkiego i przyjemnego tłuścioszka. Od czasu do czasu myję głowę mocno oczyszczającym szamponem borowinowym i 7 ziół Bingo Spa, ale zazwyczaj sięgam po łagodny, świetny BabyDream. Aktualnie zużywam czwarte opakowanie.


 Odżywka Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner nie była intensywnie eksploatowana, ale bardzo ją lubię do ujarzmiania niesfornej czupryny.  Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus to produkt ciekawy, lekki i cudownie pachnący. Kallos Serical Crema Al Latte uwielbiam, ale używam zbyt często. Końcówki zabezpieczam olejkiem silikonowym Balea Professional Oil Repair Haaröl.


Tę buteleczkę wcierki Jantar Farmona już kończę, ale kupię jeszcze jedną i dam mu kolejną szansę. Powód? Akcja "Mania Wcierania" organizowana przez Anwen. Wciąż można się zgłaszać, więc zapraszam. Im nas więcej, tym lepiej!

Oczywiście nadal używam Tangle Teezera - szczotki idealnej, gumek bez łączek i nie szarpię kłaków. Staram się, jak mogę, aby im pomóc.

A jak Wy dbacie o swoje włosy? Miałyście któryś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków?  

niedziela, 3 lutego 2013

Styczniowe zakupy

Pamiętacie podsumowanie moich grudniowych zakupów? Były ogromne! W porównaniu do nich styczniowe są maleńkie. W ostatnim miesiącu 2012 roku zrobiłam spore zapasy. Kupiłam wtedy szampony, odżywki, kremy do rąk i  żele pod prysznic, więc nie powtarzałam tego w minionym miesiącu. Mimo niewielkiej ilości zakupionych produktów jestem z nich bardzo zadowolona, nie ma bubli i zdecydowałam się na kilka lakierów, bo tego typu kosmetyków nie przygarniałam od dwóch miesięcy :)


Łupy jak widać naprawdę niewielkie i to tylko z trzech kategorii: włosy, paznokcie i usta. Podzieliłam je na cztery zdjęcia, na których widać wszystko dokładniej.


Mamy tu cztery lakiery do paznokci, które uważam za świetne, a że każdy pochodzi z jakiejś serii, to mam zamiar dokupić kolejne. Golden Rose Jolly Jewels 110 (12,9zł), Sensique French Manicure 135 (3,99zł), Miss Sporty Metal Flip 040 Fiery Blaze (8,49zł) już pokazywałam. Sensique Fantasy Glitter Disco Lights (3,99zł) wypróbowałam, ale poczekam z premierą na blogu.


Wszystkie oleje kupiłam u Kizi Mizi do nakładania na włosy. BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl (4zł) i Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil (4zł) już przetestowałam i dobrze mi służą. natomiast olej sezamowy zimnotłoczony e-naturalne.pl (5zł) czeka na swoją premierę. Póki co często otwieram go i wącham, gdyż cudnie pachnie sezamem!


Tym razem kupiłam tylko jeden balsam do ust Tisane (8,5zł), który bardzo lubię i zaopatruję się w niego regularnie. Udało mi się upolować upragnione Nivea Lip Butter Caramel Cream (9,99zł) i czuję, że będę musiała złapać kolejne wersje. W koszyczkach wyprzedażowych w Naturze natknęłam się na wiele ciekawych rzeczy, po które muszę wrócić. Jedyne, co wzięłam to Essence On Top Lipgloss 01 Dramatize (5,99zł) w kolorze czarnym, zmieniającym się na ustach w brązowy fiolet.

  
Isana Winter Seife Kaminzauber (4,99zł), to mydełko, które zna już cała blogosfera :) Mnie udało się go upolować dopiero w tym roku, ale dobrze się stało - jest świetne!

Za wszystko zapłaciłam 73,24zł (był jeszcze zmywacz za 1,40zł, ale już zużyłam). Sumka niewielka, zakupione ciekawe kosmetyki i radość z nich mimo małej ilości jest, tak więc nie pozostaje nic innego jak się cieszyć.    

środa, 30 stycznia 2013

Styczniowe zużycia

Jak ten czas szybko leci! Znów mamy koniec miesiąca i czas na kolejną porcję zużyć. Jest ich więcej niż w grudniu i w pełnym stopniu zadowala mnie ta ilość. Wspomagał mnie głównie Projekt Denko umieszczony w blogowych zakładkach, ale nie tylko, gdyż "wyszło"  też kilka rzeczy, które nie były zamieszczone na wymienionej stronie. Ogółem zdenkowanych produktów jest sporo, w tym całkiem niemała liczba odkryć, do których zamierzam powrócić w najbliższym czasie.


Dabur, Vatika, Coconut Enriched Hair Oil - mój pierwszy olej, który nakładałam na długość włosów. Czasami lądował także na skalpie. Jego działanie było całkiem przyjemne, gdyż lekko nabłyszczał i trochę nawilżał. Na pewno też odżywiał, chociaż na efekty trzeba było poczekać kilka - kilkanaście użyć. Polubiłam go za niezły zapach, który utrzymywał się przez kilka godzin po umyciu. Jego konsystencja była bardzo płynna, ale dobrze się rozprowadzał i łatwo zmywał, ale raczej nie kupię go ponownie.

BabyLove, Mildes Shampoo - odpowiednik BabyDream'u prosto z niemieckiej DM. Był całkiem przyjemny, dobrze zmywał oleje, nie wysuszał, nieco plątał, tworzył sporą ilość piany. Naprawdę dobry produkt, jednak nie różni się niczym od Rossmannowskiego BD. Nie widzę powodu, dla którego miałabym go zamawiać i nie kupię ponownie.

Balea, Feuchtigkeits Spulung, Mango + Aloe Vera - wielkie, zaskakujące odkrycie! Póki co najlepsza i najtańsza odżywka jaką kiedykolwiek miałam. Była bardzo lekka, śliska, rzadka, bez silikonów. Działanie jak marzenie! Naprawdę dobrze nawilżała, odżywiała i nabłyszczała włosy, wygładzała i zmiękczała. Ponadto miała cudowny, naturalny zapach! Z pewnością kupię ponownie i to nie raz! 


Ziaja, Tintin, Tonik antybakteryjny - podchodziłam do niego jak pies do jeża, ale ostatecznie nawet polubiłam. Przyjemnie oczyszczał i odświeżał cerę, lekko nawilżał. Nie powodował namiernego przetłuszczania ani ataku wyprysków. Miał ładny, ziołowy zapach, który szybko ulatniał się ze skóry. Nie zachwycił mnie jednak niczym szczególnym, więc nie kupię ponownie.

Sun Ozon, Mleczko do opalania SPF30 - długo się z nim męczyłam stosując w roli balsamu po kąpieli. Lekko nawilżał i wygładzał, ale pozostawiał tępo - tłusty film, którego wręcz nie mogłam znieść. W lecie sprawdzał się nieźle, dostatecznie chronił przed słońcem. Spodobał  mi się jego zapach panthenolu. Nie kupię ponownie, gdyż już sama myśl o ponownym używaniu napawa mnie odrazą.

Dairy Fun, Milky Powder, Pineapple - ciekawy jako urozmaicenie kąpieli, jednak na dłuższą metę nudny. jego zapach był sztuczny i duszący, kompletnie nie związany z ananasem. Coś tam zajeżdżało cytrusami :D Sprawiał, że woda była "śliska", z minimalną ilością rzadkiej, znikającej w mgnieniu oka pianą i lekko zażółcona. Niestety nie widzę zbyt wielu pozytywów, chociaż w recenzji oceniłam go 8/10. Nie kupię ponownie, nie spodobał mi się zbytnio, a pisząc recenzję byłam dopiero w połowie opakowania.


Zmywacz do paznokci z olejkiem z wiesiołka - zwykły, przeciętny myjak. Lakiery zmywał przeciętnie, te z brokatem musiałam usuwać przy pomocy folii aluminiowej. Śmierdział jak większość zmywaczy, mocno, ale do zniesienia. Nie wysuszył paznokci, nie spowodował żadnych szkód. Raczej nie kupię ponownie, chyba że będę w wielkiej potrzebie.

Zmywacz do paznokci z witaminą F, glicerynowo - natłuszczający - przypadek identyczny jak powyżej. Niewydajny, śmierdzący, niewysuszający. Ogółem w razie potrzeby ujdzie, ale wolę różową Isanę. Nie kupię ponownie, chyba że nie trafię na nic innego w razie silnej potrzeby.

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo go lubię, zużyłam kolejne opakowanie. Nakładam zarówno punktowo, jak i na całą twarz i spisuje się równie dobrze. Wysusza wypryski, likwiduje podrażnienia i jest przy tym bardzo łagodny. Kupię ponownie, a nawet zaopatruję się w niego regularnie.

Palmolive, Naturals, Mydło toaletowe, Mięta i eukaliptus - nie lubię mydeł Palmolive, dla mnie wszystkie mają niemal identyczne, mdłe zapachy. W tym przypadku nie było lepiej. Działanie tradycyjne, myło bez fajerwerków. Niewielka piana, skóra tępa, ale dobrze oczyszczona. Nie kupię ponownie, miałam kilka wersji i za każdym razem klapa.


Essence, 24h Hand Protection Balm, Winter Edition, Caramel Hot Chocolate  - działanie miał świetne, dobrze nawilżał, odżywiał i regenerował dłonie. Szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej warstwy i ładnie wygładzał. Zapach był jednak niezbyt przyjemny, nieco chemiczny, kremowo - kosmetyczny. Kupiłabym ponownie, ale w innej wersji zapachowej.

Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - działanie całkiem w porządku, niezłe odżywienie i nawilżenie. Zapach nie najgorszy, żurawinowo - miodowy, ale dla mnie trochę męczący. Wolałam wersję imbirową, do której wrócę, ale tej nie kupię ponownie.

Oriflame, Christmas Suprises, Spiced Oranges, Scented Hand Cream - rzadki krem o brzoskwiniowym kolorze i nijakim zapachu. Czuć było kosmetyczną woń, która przy pomarańczach nawet nie leżała. Działanie niezłe na co dzień, dobrze wygładzał i lekko nawilżał. Nie kupię ponownie, wolę gęstsze i lepiej pachnące mazidła.

   
W7, Sliders Lip Balm, Saucy Strawberry - przeciętny balsam w cudnym, retro opakowaniu z wysuwanym pojemniczkiem. Lekko nawilżał, nadawał ładnego koloru, jednak nie traktowałam go jak odżywczego mazidła, którym i tak nie był. Nie kupię ponownie, choć kuszą mnie pozostałe wersje.

Avene, Łagodne mleczko do demakijażu -  najlepszy zmywacz do makijażu jaki kiedykolwiek miałam! Szybko i łagodnie czyści z zabrudzeń, cieni i innych kosmetyków kolorowych.  Nie podrażnia. Nie kupię ponownie, gdyż wolę przezroczyste płyny, z którymi nie trzeba się paprać jak z mleczkami :)

Tisane, Balsam do ust x2 - bardzo gu lubię, dobrze odżywia i nawilża usta. Ma przyjemną konsystencję i miodowy zapach. Łatwo się rozprowadza i nie zbiera w załamaniach. Z pewnością kupię ponownie.

SVR, Lysalpha, Gel Moussant Purifiant - spora, 15ml próbka sprawiła, że chętnie zaopatrzyłabym się w pełnowymiarową wersję. Jest rzadki, ale dobrze się rozprowadza i spłukuje. Dobrze oczyszcza skórę, nie zapycha. Jedynie zapach ma podobny do płynu do mycia naczyń, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Chętnie  kupiłabym pełną wersję.

Avene, Cold Cream, Krem do cery bardzo suchej - ze względu na parafinę stosowałam go w roli kremu do rąk. Zauważyłam jednak nie tyle odżywienie, co natłuszczenie. Wchłaniał się powoli, nie podrażnił. Nie kupiłabym pełnowymiarowej wersji, gdyż nie spodobał mi się.


AA, Prestige Body Fit, Nawilżający balsam do ciała anti-ageing - miał świetną konsystencję, szybko się wchłonął, natychmiastowo wygładził i nie podrażnił. Nie wiem, jak działa na dłuższą metę, ale nie kupiłabym ponownie.

Bella, Cotton, Płatki higieniczne - zwyczajne, szybko się rozrywały, przeciekały i rozwarstwiały. Raczej nie kupię ponownie, poszukam lepszych.

Rebi-Dental, Herbal, Pasta do zębów - całkiem niezła, choć z początku było mi trudno się do niej przyzwyczaić. Jest zupełnie nieszkodliwa, ładnie myje i nie podrażnia. Jedynym mankamentem jest fakt, że prawie w ogóle nie wybiela przy dłuższym stosowaniu. Nie kupię ponownie.


Ziaja, Med, Kuracja przeciwświądowa, Szampon łagodzący x2 - przyjemny szampony z zawartością SLS. Bardzo dobrez oczyszcza, nie podrażnia i o dziwo nie wysusza. Włosy po użyciu są miękkie, elastyczne, nie plączą się. Planuję kupić pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Krem do cery suchej z bio-olejkami i mleczko do ciała z bio-olejkami - oba zastosowałam na ciało. Bardzo przyjemnie nawilżyły i odżywiły skórę. Myślę nad kupnem pełnej wersji mleczka, wydaje się być świetne.
Ziaja, Maska Intensywne Wygładzanie, Do włosów niesfornych x2 - maska z silikonami, dobrze działające na me kłaki. Nieźle je dyscyplinuje i wygładza, nie wysusza, jednak nie kupię ponownie.


Ziaja, Ziajka, Żel do mycia ciała i włosów - przyjemny żel, działa jak szampon BabyDream. Dobrze i dokładnie myje, zmywa oleje. Kupię pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - miałam pełnowymiarową wersję. Dla mnie to zupełnie przeciętny, poprawny żel, którego nie kupię ponownie.

Perfecta, Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty - hit! Świetnie wygładza, nie zapycha i nie podrażnia. Saszetka wystarcza na trzy użycia, ale planuję kupić wersję w tubie.

Oxedermil, Krem na pękające pięty - tłusty, mocno nawilżający, z dużą zawartością mocznika. Nie kupię ponownie.

Jadwiga, Polski naturalny peeling - cudo! Świetnie wygładził, zmiękczył i rozjaśnił cerę. Z chęcią kupiłabym pełnowymiarową wersję.


Cieszę się z ilości użytych w styczniu kosmetyków i mam nadzieję, że Wam też dobrze poszło :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Włosowe aktualizacje - po 2. miesiącu

Dzisiaj przybywam do Was z minimalnie spóźnioną aktualizacją włosową. Dokładnie trzy dni temu minęły dwa miesiące od rozpoczęcia pokazywania moich włosów w comiesięcznych odstępach. Przyznaję, że bardzo mi one pomagają, podobnie jak dziennik, który również możecie oglądać. Moje kłaki wyglądają coraz lepiej również dzięki Waszym zdjęciom i poradom. Bardzo dziękuję za wszystko, jesteście wielkie! A tymczasem zapraszam na kosmykowy post.   

03.12.12                                               06.01.13

 
  
    Długość z tyłu - najkrótsze 37cm, najdłuższe 40cm, zebrane razem - 38/39cm 

06.01.13


Przepraszam za kolor moich włosów na dzisiejszym zdjęciu. Nie farbowałam ich nigdy, to, co tu widać jest efektem złego oświetlenia.
Choć nie widać tego na zdjęciu, kłaki urosły około jednego centymetra. Nie jest to dużo, ale przynajmniej wiem, że nie stoją w miejscu. Zdecydowanie poprawiła się ich kondycja - są dużo bardziej gładkie, miękkie i sprężyste (patrz na powyższe zdjęcie). Nie straszą już przerażającą suchością i masą uszkodzeń. Nie stało się to jednak samo z siebie - pomaga mi w tym spora armia kosmetyków, które zaraz przedstawię.

Pielęgnacja opierała się głównie na oleju, łagodnym szamponie, odżywkach i sprayach. Dołączyły też przydatne akcesoria oraz serum na końcówki. W przeciwieństwie do listopada grudzień obfitował w wiele nowości i rozrost włosowej kolekcji. Poniżej mała prezentacja.

 
Widać tu mój ulubiony, kończący się już olej Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil, który znalazł się już na liście produktów do wykończenia. Dalej mamy zdenkowany BabyLove Mildes Shampoo, odpowiednik BabyDream'u (BabyDream'a?). Jego działanie jest identyczne jak BD! Następnie znajdziemy odżywkę w ogromnym opakowaniu - Kallos Serical Crema Al Latte. Używam jej namiętnie i kocham bezgranicznie. Kolejnym produktem jest opisywana wczoraj Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera, skomplementowana i pochwalona.


Używałam też serum na końcówki, które opisywałam kilka dni temu. Balea Professional Oil Repair Haaröl, które sprawdza się naprawdę świetnie. Dalej mamy używany bardzo rzadko spray Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, nadający wspaniałej miękkości oraz pięknie pachnący, ułatwiający rozczesywanie Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus. Jest też odżywka do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, czyli popularna wcierka. Niestety nie widzę po niej efektów.


Wdrożyłam też odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny, której działania nie jestem w stanie opisać - zbyt krótko jej używam. Szampon BabyDream uwielbiam i nie zamierzam się rozstawać. Olej rycynowy Apteczka Babuni gościł na mych kłakach dopiero raz, więc recenzją będzie dopiero za jakiś czas. 


Od mniej więcej trzech tygodni towarzyszy mi Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep, czyli naprawdę dobra szczota. Rozczesuje bez wyrywania, nie ciągnie i jest idealnie wyprofilowana. Kudłate, miękkie gumki bez łączeń to wytwory Nanu - rossmannowskiej firmy biżuteryjnej. Nie niszczą włosów, a trzymają świetnie.    

I to byłoby na tyle grudniowej pielęgnacji. Mysle, ze styczniowa będzie podobna, chociaż lecą do mnie trzy nowe oleje. Planuję też zakupić płyn Facelle i glicerynę, także spodziewajcie się wszystkiego.    

niedziela, 2 grudnia 2012

Włosowe aktualizacje - po 1. miesiącu

Jutro minie miesiąc od mojej pierwszej włosowej aktualizacji, więc myślę, że czas na podsumowanie miesiąca. Muszę przyznać, że rozpoczęcie  cyklu tych postów oraz dziennika pielęgnacyjnego niesamowicie mobilizuje do dalszego działania, dzięki czemu włosy na mej głowie wyglądają coraz lepiej. Zapraszam więc do dalszej części posta z głębszą analizą.

 03.11.12                               02.12.12


 Długość z tyłu - 40cm - 3cm = 37cm

Włosy wydają się dłuższe, ale w rzeczywistości zostały podcięte o 3cm, co sprawiło, że ich końce wyglądają dużo lepiej. Przede wszystkim powoli dochodzę do wyrównania kłaków na całej długości, aby w spokoju kontrolować ich pomiary. 

Moja listopadowa pielęgnacja opierała się głównie na oleju, szamponie i odżywkach, głównie ze względu na chęć wykończenia zapasów. Dążyłam do zminimalizowania ilości produktów nakładanych na włosy, aby stwierdzić, co im służy, a co nie. Obecnie amia pielęgnacyjna przedstawia się tak:


Przed każdym myciem staram się nakładać olej na co najmniej dwie godziny, czasem na trzy i pół. Obecnie stosuję kokosowy Dabur Vatika Enriched Hair Oil, który naprawdę dobrze mi służy. Zmywam go delikatnym, ale bardzo dobrze działającym szamponem BabyDream, który nie dość, że zmywa i to porządnie, to jeszcze nie wysusza. Ostatnią czynnością jest nałożenie lnianej odżywki Farmona Herbal Care, całkowitego novum w mojej pielęgnacji. Póki co służy mi bardzo dobrze. Dzień po umyciu spryskuję kłaki sprayem Oriflame Volume Boost Leave - In Conditioner z lekkimi silikonami, które świetnie chronią przed uszkodzeniami. 

Kilka razy w miesiącu użyłam także silikonowej odżywki, aby sprawdzić jej działanie. Przyznaję, że o wiele lepiej służą mi naturalne produkty, więc ostatnią próbkę zużyję na końcówki. Ponadto kilka dni temu zalaminowałam włosy żelatyną i cieszę się z efektów. Wprawdzie nie wyszło z tego nic spektakularnego, ale widać wygładzenie i bardzo dużą miękkość oraz ograniczenie przetłuszczania. 


Moje poczynania możecie śledzić we włosowym dzienniku, w którym zapisuję wszystko, co czynię z kłakami. Daje mi on motywację i mogę przeglądać go do woli, aby zorientować się w tym, co mi służy, a co nie.

A jak Wasza pielęgnacja? Co sądzicie o mojej? Co polecacie dla włosów zniszczonych? Jakie znacie porządne kosmetyki bez SLS/SLeS i silikonów?

czwartek, 15 listopada 2012

Ole, ole, ole(j)! Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil

Moda na olejowanie włosów dopadła również mnie i muszę przyznać, że jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Nie udałoby mi się, gdybym nie zdobyła upragnionego  Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil, którzy naprawdę dobrze mi służy i zdecydowanie powinna ukazać się jego recencja! Niniejszym zapraszam na dość pochwalną notatkę :)


Olej zapakowany jest w plastikową butelkę o dość wygodnym kształcie. Wykonana ze średniej grubości plastiku sprawdza się bardzo dobrze i w razie upadku i nie grozi rozbiciem. Zakończona plastikową, łatwo zakręcającą się nakrętką, która samoistnie nie spadnie, kryje również otwór wylotowy. Nie należy od do małych i niestety powoduje wylewanie się zbyt dużej ilości produktu. Nie posiada żadnego ograniczenia ani aplikatora, co nie przypadło mi do gustu.

Opakowanie uraczono trzema naklejkami, wprawdzie papierowymi, ale wzmocnionymi od spodu. Nie zadzierają się, nie tworzą się na nich zacieki czy rozmoczenia. Jedynie trzecia jest bez utrwalenia i ulega uszkodzeniom Szata graficzna całkiem ładna, z zachęcającym motywem kokosa oraz sporą ilością informacji. Całość wygląda dość dobrze i rzeczywiście taka jest.


Olej ma typową dla produktów tego typu konsystencję. Jest dość rzadki, ale znacznie gęstszy od wody. Przez cały czas posiada ciekłą konsystencję, nie trzeba rozgrzewać go na kaloryferze czy w dłoniach. Jest też bardzo tłusty, jednak mimo to z łatwością rozprowadza się na włosach i skórze głowy. Nie wchłania się w pełni, nałożony na kosmyki nawet w małej ilości mocno otłuszcza, więc nie ma możliwości, aby go nie spłukać.

Zapach oleju bardzo mi się spodobał, gdyż jest mocno indyjski i dobrze wyczuwalny po nałożeniu. Kojarzy mi się z kadzidełkami, ale czuć też nieznaczny powiew kokosa. Po spłukaniu pozostawia po sobie bardzo lekko wyczuwalną nutę wyżej wymienionej woni. Całość tworzy naprawdę przyjazny zapach, który zupełnie mi nie przeszkadza.


Produkt dobrze wpływa na moje kudełki. Całkiem nieźle nawilża i wygładza włosy, a ponadto nadaje im sporego blasku. Nie powoduje szybszego przetłuszczania się ani przesuszania włosów. Nie zauważyłam też matowienia ani napuszenia. Nie radzi sobie jednak ze zmniejszeniem wielkiej objętości, ale nie przeszkadza mi to.

Opakowanie - 8 - porządne, całkiem ładne, przezroczyste, z ładną sztatą graficzną. Przeszkadza mi jedynie brak ograniczenia, przez co wylewa się zbyt duża ilość produktu. Konsystencja - 8 - tłusta, lejąca, gęstsza od wody, łatwo się rozprowadza. Zapach - 9 - indyjski, bardzo przyjemny, utrzymuje się na włosach przez jakiś czas. Działanie - wygładza, nawilża, nadaje blasku. Ocena ogólna - 8,5/10. Bardzo dobry produkt wspomagający pielęgnację moich włosów :)

sobota, 3 listopada 2012

Włosowe aktualizacje - początek

Już od kilku miesięcy przymierzałam się do rozpoczęcia tworzenia włosowych aktualizacji, ale nie mogłam się za to zabrać. Uważam, że nadszedł czas na wcielenie tego planu w  życie i dzisiejszy post będzie tego dowodem. Akurat teraz, kiedy idzie zima, powinnam dbać o nie bardziej, gdyż nie jest to najlepsza pora dla nich, męczenie czapką, elektryzowanie, łamanie i inne niespodzianki. Mam nadzieję, że uda mi się robić te aktualizacje co miesiąc wraz ze stanem, długością i używanymi produktami. Dzisiaj jednak zapraszam na notatkę początkową.

Aktualny wygląd włosów:

 kolor włosów jest nieco przekłamany, w rzeczywistości bardziej przypomina ten z prawego zdjęcia
włosy nigdy nie były farbowane

Długość z tyłu - 40cm

Zatrudniłam też niewielką armię w postaci różnorodnych kosmetyków, które mają wspomagać pielęgnację i dążenie do jak największego i najzdrowszego piękna włosów. Obecnie znajduje się w niej dziewięć produktów z różnych kategorii, które opisałam poniżej.

  • Oriflame, HairX, Volume Boost, Leave - In Conditioner - używam jej dość rzadko, maksymalnie kilka razy w tygodniu i tylko wtedy, gdy włosy potrzebują zmiękczenia, są bardzo suche, szorstkie i sztywne. Ułatwia rozczesywanie, nadaje lekkości, zabezpiecza ze względu na silikony i substancje nawilżające.
  • Isana, Hair, Odżywka wygładzająca - obecnie używam jej bardzo rzadko, gdyż zostala wycofana i bardzo boleję z tego powodu. Świetnie spisuje się do laminowania, a także w OMO. Nieźle wygładza i nawilża, niweluje puszenie i elektryzowanie. Nie zawiera silikonów, jest bardzo lekka i przyjemna. 
  • Alterra, Granat & Aloes, Szampon nawilżający - póki co najlepszy szampon jaki kiedykolwiek miałam. Nie zawiera SLS ani SLES, ale mimo to naprawdę dobrze oczyszcza. Jest łagodny dla moich włosów, nie wysusza ich ani skalpu. Świetnie zmywa olej i nie pozostawia na nich ani grama tłuszczu. Idealny do częstego mycia.
  • Joanna, Naturia, Odżywka bez spłukiwania z miodem i cytryną - używam jej głównie do pierwszego O w OMO, gdyż nadaje kłakom gładkości i sprawia, że nie plączą się podczas mycia. W drugim O sprawdza się całkiem nieźle, minimalnie nawilża i ogranicza szorstkość. Ponadto nie obciąża ani nie przetłuszcza.
  • Isana, Hair, Odżywka "Połysk jedwabiu" - całkiem przyjemny produkt. Dobrze sprawdza się do obu O w OMO. Lekko wygładza i w tym samym stopniu nawilża. Ogranicza puszenie i elektryzowanie, nie obciąża i nie skleja. Ponadto przepięknie pachnie różami.
  • Elfa, Green Pharmacy, Eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych i farbowanych - stosuję go na drugi dzień po umyciu jako wcierkę, ponieważ zepsuła mi się pompka. Produkt zmniejsza łamliwość włosów, szorstkość i sztywność. Nie zauważyłam szybszego przetłuszczania ani wysuszania skalpu, co bardzo mnie cieszy.
  • Alterra, Granat & Aloes, Maska nawilżająca - używam jej raz lub dwa razy w tygodniu i naprawdę widać efekty! Bardzo dobrze nawilża, sprawia, że włosy są miękkie i błyszczące, gładsze niż przed użyciem. Nie obciąża i nie skleja włosów, nie powoduje tworzenia się kołtunów ani tzn. stogu siana. 
  • Dabur, Vatika, Enriched Hair Oil - dość przyjemny olej. Nieźle nawilża, nabłyszcza i wygładza włosy. Całkiem łatwo się spłukuje, nie oblepia ani nie obciąża. Nie powoduje szybszego przetłuszczania, wysuszenia ani innych niespodzianek.
  • Bingo Spa, Szampon borowinowy i 7 ziół - używam go naprawdę bardzo rzadko, gdyż bardzo mocno oczyszcza. Wiąże się to ze sporym przesuszeniem, bo zabiera ochronne działanie olei oraz masek. Nadaje się do stosowania co kilka tygodni metodą kubeczkową.
I tak właśnie przedstawia się wygląd oraz listopadowa pielęgnacja włosów. Kolejny post o takiej tematyce pojawi się między 1 a 3 grudnia :-) 

Czego według Was brakuje w mojej pielęgnacji? Co polecacie, a co odradzacie?