Pokazywanie postów oznaczonych etykietą l'oreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą l'oreal. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 listopada 2013

Październikowe zużycia

Miniony miesiąc nie obfitował w ogromne zużycia, mimo wszystko jestem dosyć zadowolona z tego, co wyrzuciłam. Nie odkopałam się jeszcze spod sterty żeli pod prysznic, ale nawet jeden mniej przybliża mnie do celu, którym jest posiadanie maksymalnie dwóch myjadeł. Nie można mieć w końcu wszystkiego na raz :) Post będzie więc denkowy, mocno Baleowy i mam nadzieję, że pozytywny. OK, pogadałam sobie, teraz czas na właściwą część postu.


Balea Young Dusche Huttenzauber
Tyłka nie urwał, bo to w sumie tylko żel pod prysznic, chociaż nie przeczę, że był bardzo przyjemnym kosmetykiem. Opakowanie z przeuroczą naklejką zdecydowanie zachęcało do używania. Do kompletu ładny, owocowy, ale niezbyt słodki zapach, brak wysuszania i porządne oczyszczenie. Przypadł mi do gustu, aczkolwiek nie wrócę do niego, ani chęci nie mam, ani możliwości, ponieważ chyba już zniknął z półek. Więcej o nim w TYM poście. 

  Balea Young Soft & Care Mildes Waschgel
Podobnie jak specyfik do ciała ten do twarzy także mnie nie zachwycił. Nie umiem określić go inaczej niż zwyczajny, poprawny kosmetyk. Zmywał kurz, pot, korektor i inne tego typu zanieczyszczenia. Nie oczyścił porów, ale też ich nie zapchał, nie spowodował podrażnień. Nie zaszkodził, ale też nie pomógł zbytnio, zużyłam raczej bez entuzjazmu i na pewno do niego nie wrócę. 
 .......................
 Balea Jeden Tag Shampoo Himbeere
Kolejny bardzo przyjemny, poprawny kosmetyk nie wywołujący ogromnych zachwytów. Dobrze oczyszczający, SLSowy szampon o zapachu malinowej mamby to najlepsza i najkrótsza definicja. Bardzo dobrze się pienił, szybko i za pierwszym razem zmywał silikony i oleje. Ani nie przyspieszał, ani nie spowalniał przetłuszczania. Nie przesuszał włosów, w kwestiach technicznych - lekko je spuszał jak większość szamponów, minimalnie plątał, ale te wszystkie efekty niwelowała każda odżywka. Ogólnie mogę polecić, o ile ktoś nie oczekuje cudów na kiju.


Alverde Feuchtigkeits 2-Phasen Spruhkur Aloe Vera Hibiskus
Produkt, który również nie był cudem, chociaż zdziałał wiele dobrego dla mojej czupryny. W dniach, kiedy nie miałam czasu na olejowanie, ta dwufazówka dzielnie zastępowała mi go. Konsystencja w sam raz, dość lekka, jednak po zaaplikowaniu zbyt dużej ilości minimalnie obciążała włosy. Z racji na zawartość oleju produkt trochę otłuszczał, więc stosowałam go wtedy, kiedy wiedziałam, że nie będę musiała już wychodzić z domu. Co do działania - nawilża i odżywia włosy, ułatwia rozczesywanie. Mimo zawartości alkoholu nie wysusza. Ponadto cudownie pachnie! Póki co rozstajemy się, ale gdyby pojawiła się jakaś ciekawa oferta, na pewno bym kupiła kolejną buteleczką.

      Ecolab Silonda Lipid Emulsja o działaniu pielęgnującym i regenerującym skórę
Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo cieszy mnie fakt, że mogłam się go nareszcie pozbyć. Nie żeby był zły czy negatywnie wpływał na moją skórę, ale miał pewne wady. Używałam go jako kremu do rąk, całkiem nieźle je nawilżał i wygładzał. Niestety, jego gęsta konsystencja, mimo iż w miarę szybko się wchłaniał, to pozostawiał dziwny film. Nie był on ani tłusty, ani lepki, miałam jednak wrażenie skrzypiącej suchości między palcami. Jak już pisałam, krem był nie najgorszy, ale ten mankament sprawiał, że jego używanie było dla mnie katorgą. Do tego był okropnie wydajny, miałam go od maja.

 Zmywacz do paznokci z witaminą E
Nie lubię go zbytnio, ale to już któraś z kolei zużyta buteleczka. Najłatwiej dostępny, najtańszy i dobrze zmywa lakiery. Z lekkim wysuszeniem radzę sobie za pomocą odżywki. Nie będę pisać, że więcej nie kupię, gdyż i tak pewnie niedługo znowu znajdzie się w moim koszyku.
Tisane Balsam do ust
Opisywałam go już w zakupach i zużyciach tyle razy, że nie mogę zliczyć. Moje usta go uwielbiają! Nawilża, odżywia, wygładza wargi, zapobiega pękaniu i wysuszaniu. Mój numer jeden w pielęgnacji ust!
.
Essence Breaking Dawn Part II Lipgloss Alice Had a Vision - Again
Po raz pierwszy w życiu udało mi się zdenkować błyszczyk tylko dlatego, że tak bardzo go pokochałam. Od grudnia minionego roku byliśmy nierozłączni. Był idealny! Jego lekko fioletowy kolor w połączeniu z efektem tafli sprawiały, że nie potrzebowałam niczego więcej. Niestety, skończył się, a że była to edycja limitowana to nie spotkamy się już więcej. Będę musiała poszukać godnego zastępcy.


Rival de Loop Erdbeer & Vanille Wohlful Pflegemaske
Przyjemnie działająca saszetkowa maseczka. Lekko nawilża i wygładza skórę, zmiękcza ją i nadaje zdrowego kolorytu. Do kompletu lekki, ładny zapach plus brak podrażnień i zapychania. Ja nie potrzebuję niczego więcej.

Kenzo, Madly Kenzo! EDP
Ta maleńka próbka sprawiła, że Madly nie znajdzie się na mojej zapachowej wishliście. Aromat jest bardzo ładny, kwiatowy, ale dla mnie zbyt słodki. Lubię cukierkowe zapachy, ale ten mnie przytłoczył. Jest intensywny, ale po kilku godzinach słabnie. Nie należy do smrodków, wręcz przeciwnie, jest przyjemny, ale nie dla mnie.

L'Oreal Kod młodości Krem na noc
Kremy przeciwzmarszczkowe póki co nie są mi potrzebne; zawartość tej próbki wtarłam w szyję i pod oczy. Po jednej aplikacji, bo na tyle wystarczyła ilość kremu, odczułam spore wygładzenie. Konsystencja średnio gęsta, śliska, półprzezroczysta. Podejrzewam, że to za sprawą silikonów, chociaż nie powiem, wrażenie było przyjemne :)

 Garnier Vital Restore Krem na dzień
Zastosowałam go w identyczny sposób jak powyższy L'Oreal. Odczułam lekkie odżywienie i nawilżenie. Konsystencja gęsta, dobrze się rozprowadza. 




Znacie jakiś produkt z wymienionych przeze mnie? Lubicie? Jak Wam poszło denkowanie w październiku?

czwartek, 28 czerwca 2012

Czerwcowe zużycia

Jak co miesiąc pragnę zaprezentować moje zużycia, które swoją drogą tradycyjnie są dość potężne i z tej racji zapewne podzielę posta na dwie części lub zrobię tasiemiec-gigant. W czerwcowym denku wyszła głównie pielęgnacja włosów, ciała oraz kilka innych przydatnych produktów, a także kilka próbek. Tak więc bez zbędnych ceregieli przejdźmy do pustych opakowań :)


Najpierw przedstawię produkty do ciała i włosów, a następnie różne różności :)


  • Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft - rewelacja! Każdy inny zmywacz to przy nim bubel. Świetnie zmywa wszelkie lakiery, zarówno kremowe, drobinowe i brokatowe aż różnorakie wzory. Jedynym minusem jest średnia wydajność i dość nieciekawy zapach.
  • Intimea, Łagodzący żel do higieny intymnej - dobry produkt za śmieszne pieniądze. Całkiem nieźle myje, nie podrażnia i nie wysusza, ale nie zapobiega infekcjom. Ponadto dość ładnie pachnie i nie zawiera parabenów. Jest bardzo wydajny, wystarczył mi na jakieś trzy miesiące. 
  • Venus, Konwaliowa pianka do golenia dla pań - rzeczywiście ułatwia golenie i minimalizuje ryzyko podrażnień oraz zacięć, które bez niej zdarzały mi się przy niemal każdej depilacji. Zapach jest bardzo mocny, konwaliowy, odrobinę chemiczny i dość długo wyczuwalny na skórze. Wydajność nie najgorsza, bo ilość na jedno golenie była minimalna :)
  • Colo, Ziołowy zmywacz do paznokci z rumiankiem - bardzo przeciętny myjak. Średnio radził sobie z jakimkolwiek lakierem, a już szczególnie z dużą ilością drobinek. Mocno wysuszał płytkę oraz skórki wokół niej. Dość ładnie pachniał, rzeczywiście kwiatowo. 
  • Bambino, Krem ochronny z tlenkiem cynku - krem uniwersalny. Smarowałam nim łokcie, kolana, czasem zamiast balsamu do ciała. Nawilża dość przeciętnie, jednak lepsze to niż nic. Przynajmniej jest bezpieczny i nie podrażnia, a w czasie lat to główna zasada :)
  • Anida, Aloesowy krem do rąk z witaminami A + E - przeciętny nawilżacz. Działał bardzo lekko, regenerował minimalnie. Dość długo się wchłaniał i był przez ten czas dość lepki. Mimo wszytsko jest jednak lepszy od cytrynowej wersji.
  • Bi-es, Uroda, Melisa, Ochronna pomadka do ust - po zużyciu pierwszego opakowania czułam, że miłości z tego nie będzie, jednak po drugim zmieniłam zdanie na nieco lepsze. Całkiem przyzwoicie nawilża i regeneruje, nie roznosi krostek. Bardzo krótko utrzymuje się na ustach i ma nijaki smak/zapach.
  • Gemi, Pasta Lassari - świetny wysuszacz na wypryski. Nałożony wieczorem sprawia, że rano są o połowę mniejsze, jaśniejsze i bardziej płaskie. Ponadto pomaga świeżym ranom i bliznom szybciej znikać ze skóry. Z wydajnością jest całkiem dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że za kazdym razem biorę dużo.
  • Spirytus salicylowy - dobrze wysusza  odkaża wypryski, stosuję przed nałożeniem pasty Lassari lub Sudomaxu.
  • The House of Pets, Jack Shower Gel, Grape - wyjątkowo ładnie pachnący żel pod prysznic w formie pieska! Pienił się bardzo lekko, mył dobrze, nie uczulał. 
  • Lovely, Liquid Lip Balm - balsamowe KWC i stały bywalec denka! Świetnie nawilża, natłuszcza i regeneruje usta. Niweluje uczucie pieczenia oraz suche skórki. Nie wywołuje uczuleń, krostek ani nie podrażnia. 
  • Oriflame, Pure Skin, Hide&Treat - okropnie pomarańczowy korektor na wypryski, przez który nie dało się go nosić przy ludziach. Stosowany na noc nie dawał żadnego efektu - wyprysk był tak wielki rano jak i wieczorem. Jak dla mnie straszny bubel, choć czytałam, że inni chwalą. 

  • L'Oreal, Elseve, Total Repair 5, Instant Miracle - bomba silikonowa. Wprawdzie porządnie i powierzchownie regenerowała, jednak tylko dzięki szkodliwym składnikom, którymi jest napakowana. Miała ładny zapach i świetną konsystencję, a oprócz tego małą wydajność.
  • Elfa, Green Pharmacy, Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych - rumianek - kolejny produkt, którego nie polubiłam ze względu na sls/sles. Całkiem dobrze oczyszczał włosy, ale tez niestety dość mocno je wysuszał. Świetnie się pienił i miał przyjemny, ziołowy zapach.
  • Isana, Hair, Odżywka wygładzająca włosy -  porządna odżywka bez silikonów! Ogranicza elektryzowanie się i puszenie, lekko wygładza i ujarzmia. Ułatwia rozczesywanie i modelowanie. A do tego całkiem wydajna.
  •  BeBeauty Green Nature Regenerujący balsam do ciała - cudo! Świetnie nawilżał całe ciało, regenerował w przesuszonych miejscach, nie pozostawiał filmu na skórze i nie uczulał. Efekty wzmagały się z dnia na dzień, co tylko spotęgowało moje pożądanie na kolejną tubę.
  • Adidas, Floral Dream, Naturalny dezodorant w atomizerze - bardzo przyjemny zapach, kwiatowy, dobry na każdą porę roku. Świetna trwałość - od świtu do nocy. Wykończony po niemal roku codziennego używania, cudeńko!
  •  Adidas for Women Hydrating Shower Gel - Relax - Flower Bouquet Soothing - bardzo fajny żel. Piękny zapach, świetna piana, cudowny relaks. Czego chcieć więcej? Jedynie wydajność kuleje, zużyłam w dwa tygodnie.
  • Marion, Termoochronna mgiełka do włosów - leciutka mgiełka zapobiegająca elektryzowaniu się i zmiękczająca kosmyki. Nie zawiera sles, dzięki czemu nie wysusza ani nie jest szkodliwa dla kłaków. Zużyłam już trzecie lub czwarte opakowanie, uwielbiam!
  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z efektem peelingującym -  cud nad cudy! Świetnie oczyszcza cerę, nadaje jej zdrowego odcienia, wysusza wypryski i jest naprawdę wydajny. Żelowe KWC!

  • Colodent, Pasta do zębów, Eksplozja wybielania - bardzo lubię tę pastę i często kupuję. Ma formę zielonego żelka o niepiekącym w język smaku, a do tego naprawdę dobrze wybiela - niestety na krótko. Przyjemna do codziennego stosowania.
  •  Verona, Beauty Nail Club, Wybielająco-wygładzająca odżywka do paznokci - coś wspaniałego! Optycznie wybiela płytkę i nadaje jej zdrowego, lekko mlecznego odcienia. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu nikną białe plamki i przebarwienia. Świetny produkt w niskiej cenie.
  • L'biotica, Biovax, Serum wzmacniające A + E - próbka - bardzo dobrze wygładza włosy i nadaje im sypkość oraz naturalny blask. Ponadto ma tłustą formułę, którą wprost uwielbiam.
  • Ziaja, Ziajka, Krem do pielęgnacji dzieci i niemowląt - próbka - przeciętny. Mocno bieli skórę, trudno go równomiernie nałożyć, a do tego pozostawia tępy film na skórze. Nijak pachnie, nawilża minimalnie.
  • Palmolive, Naturals, Balanced&Mild, Mydło z ekstraktem z rumianku - mydło jak mydło. Zupełnie zwyczajne, przy6jemne  w użytkowaniu. Pachniało tym, czym jest, ale nie rumiankiem. Całkiem dobrze się pieniło, a zwłaszcza w duecie z peelingiem.
  •  Biotherm,  Aquasource 24h Deep Hydration, bogaty krem-balsam nawilżający - próbka - sprawdził się jako krem do rąk. Dobrze nawilżał, regenerował i niwelował uczucie suchości. Miał luksusowo-kosmetyczny zapach.
  • Cleanic, Sensitive, Płatki kosmetyczne - przyjemne. Dobrze zmywały lakiery i nie rozwarstwiały się. Niestety mało wydajne i dość drogie.
  • Farmona, Sweet Secret, Czekoladowe masło do ciała - cudowny zapach świeżego kakao i czekolady, który długo utrzymuje się na skórze. Nawilżenie przeciętne, jednak rozkosz dla nosa gwarantowana.
  • Marion, Maska rozświetlająca włosy w saszetce - kupa alkoholu. Nie zauważyłam rozświetlenia, nawilżenia ani regeneracji. Poza tym mało atrakcyjna forma aplikacji i nieciekawy zapach.
  •  Adidas, Nawilżający żel pod prysznic, Smooth - próbka - bardzo dobry produkt. Miałam już wersję pełnowymiarową innego zapachu i tak samo lubiłam. Śliczny aromat, dobre oczyszczanie, łatwa aplikacja.
  • Nuxe, Body, Balsam do ciała - nie znam dokładnej nazwy, ponieważ mnie nie zainteresował. Miał przyjemny zapach i konsystencje, nawilżenie średnie. Nic ciekawego.

niedziela, 3 czerwca 2012

Majowe zakupy

Jak co miesiąc miałam nadzieję na zrobienie zakupów równoważących ilość zużyć, a tu jak zwykle klapa. Mimo wielu wymian wydałam ponad sto złotych, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że czas zabrać się za oszczędzanie. Tak więc oglądajcie majowe łupy, bo czerwcowe będą o wiele mniejsze :)


Jak zwykle zacznę od łupów lakierowych, po czym przejdę do pielęgnacji oraz próbek.

- Sensique, Aromatyczny olejek do paznokci i skórek
- Ruby Rose, 66
- Essence, Vampire's Love, The dawn is broken
- Barbra, Q by Colour Alike, Trele Morele

Wszystkie lakiery zdążyłam już zrecenzować i polubić, a olejku używam niestrudzenie co drugi dzień - efektów póki co nie widać, skórki są suche jak były, ale nie zrażam się i próbuję :)




- Basic, Nagellack Nailpolish, 281
- Avon, Nailwear Pro, Luxe Lavender
- Ados, Rosa, 103
- Mollon, Matt Beauty (brak numerka)

Dwa pierwsze lakiery dostałam w ramach wymian i wpadłam po uszy! Mają dobre krycie i szybko schną, a kolory uwielbiam.
Dwa kolejne jednak nie spotkały się z moją aprobatą - Ados daje znielubiony błysk, a w dodatku jest transparentny. Mollon schnie długo i słabo kryje.


- Alverde, Krem do cery bardzo wrażliwej z jojobą
- Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym

Krem Alverde pochodzi z wymiany i jest to moje pierwsze spotkanie z tą marką. Póki co jeszcze nieużywany.
Produkt RdL to mój ulubieniec - dobrze nawilża, świetnie matuje, pomaga zwalczać wypryski.




- Elfa, Green Pharmacy, Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych z rumiankiem
- Marion, Termoochronna mgiełka do włosów

Szampon skusił mnie butelką i niby ziołowym składem. Niestety, zawiera sles/sls i to już na drugim miejscu. Mam wrażenie, że lekko podsusza moje i tak zniszczone włosy.
Mgiełkę Marion uwielbiam! Jest to moje trzecie opakowanie i na pewno nie ostatnie. Zapobiega elektryzowaniu się włosów i wyraźnie je zmiękcza, a dodam, że nie używam suszarki ani prostownicy.




- Isana, Glattungs Spulung, Odżywka wygładzająca
- L'Oreal Elseve Repair 5 Instant Miracle Kuracja regenerująca


Osławiona odżywka Isany sprawdziła się również u mnie - włosy mniej się puszą, łatwiej je ułożyć i wydają się być nieco gładsze,
Kuracja L'oreal sprawdza się bardzo dobrze, niestety dzięki zawartości silikonów. Wygładza, zmiękcza, nieco ogranicza szorstkość.




- Mazidła, Kwas hialuronowy 1% wielkocząsteczkowy 
- Adidas for Women, Hydrating Shower Gel - Relax
- Isana, Nagellack Entrefner Madelduft

1/3 opakowania kwasu kupiłam u One_LoVe. Używam go na noc pod oczy - tylko tam nie wywołuje pryszczy, a nieźle nawilża.
Adidasowy żel polubiłam, zrecenzowałam i  na pewno zobaczycie go w denkowym poście.
Zmywacz - mój ideał. Zmywa każdy lakier.

 - Essence, Marble Mania, Blush, 01 Swirlpool
- SVR, Lysalpha, próbki kremów i żelu
- próbki Ava, Jadwiga i Nuxe

Całość widoczną na załączonym zdjęciu dostałam od Oli (belleoleum) w ramach podziękowania.
Róż nie przeżył podróży, ale ani trochę mi to nie przeszkadza. Daje piękny efekt.
Próbki produktów antytrądzikowych czekają w kolejce, a pozostałe szykują się do wylądowania na mojej twarzy/ciele. 
Dziękuję!


- Tami, Chusteczki antybakteryjne
- Dax, Perfecta, Maseczka oczyszczająca
- Marion, Oczyszczający plaster na nos

Pierwsze opakowanie Tami kupiłam na wakacjach i bardzo polubiłam, więc drugie było tylko kwestią czasu.
Maseczka to bardzo spontaniczny zakup, jeszcze nieużywana.
Plaster już kiedyś miałam i spodobało mi się działanie, które chętnie sobie przypomnę. 



- Nivea, Antyperspirant, Dry Comfort
- Gemi, Pasta Lassari
- Lovely Liquid Lip Balm with aloe vera and mentol

Zarówno antyperspirant, pastę cynkową oraz balsam do ust już miałam i wszystko kocham, bo działają  na mnie świetnie!
Dezodorant pozostawia uczucie suchości na cały dzień, pasta wysusza wypryski a balsam chroni moje biedne usta przed suchością i pęknięciami!



- L'Biotica, Biovax, Serum A+E - próbka 
- Biotherm, Aquasource 24h Deep Hydration, bogaty krem-balsam nawilżający - próbka
- BioCosmetics, próbka maski algowej i glinki zielonej
- Avon, Infinite Moment for her, Little Black Dress - próbki

Wszystkie próbki pochodzą z wymian i są eksploatowane moimi oczami, bo do skóry się jeszcze nie dostały, ale w najbliższym czasie nastąpi to na pewno :)




Jak widać kupiłam dość dużo i tyleż wydałam, tj. ok. 108 zł. Czerwiec będzie uboższy w zakupy, podjęłam się blogowej akcji 'przeżyć za 50zł w czerwcu'.

środa, 30 maja 2012

Natychmiastowy cud! L'Oreal Paris Elseve Total Repair 5 Instant Miracle Kuracja regenerująca

Kiedy wraz z wiosną moje włosy zaczęły pokazywać swoje brzydkie oblicze, postanowiłam zaserwować im terapię w postaci odpowiednich specyfików. Efekty były dość marne, więc gdy tylko pewna blogerka wysłała mi w drodze wymiany kosmetyk o iście złożonej nazwie L'Oreal Paris Elseve Total Repair 5 Instant Miracle Kuracja regenerująca natychmiast rzuciłam się na niego i nie żałuję!


Kuracja zapakowana jest w duże, lustrzane, poręczne opakowanie w formie tuby stojącej na głowie. Wykonana jest z miękkiego materiału, prawdopodobnie plastiku, ułatwia dozowanie kosmetyku bez męczenia się. Nakrętka na ''klik" jest bardzo dobrym rozwiązaniem, otwiera i zamyka się bezproblemowo, ale nie samoistnie. Całość jest bardzo wygodna w użytkowaniu.

Tuba została opatrzona jedną naklejką, która otacza całość. Mimo wielkości porządnie trzyma się na swoim miejscu, nie wykazuje tendencji do tworzenia pęcherzyków ani odklejeń.Szata graficzna czyni produkt wizualnie profesjonalnym, a lustrzany efekt przyciąga wzrok zarówno w drogerii, jak i w łazience.


Odżywka ma wspaniałą konsystencję - jest lekka, śliska, miękka, nie ucieka z rąk, świetnie się rozprowadza. Mała ilość wystarcza na pokrycie całych włosów, nie trzeba nakładać połowy tubki na raz, ale mimo wszystko jest średnio wydajna, bo używam jej trzy razy w tygodniu na końcówki i raz na całe włosy. Ponadto ma delikatny, różowy kolor.

Zapach kuracji jest trudny do zidentyfikowania. Czuć w nim zarówno słodkawe, jak i kosmetyczne nuty. Produkt pachnie profesjonalną odżywką dobrej jakości. Niemniej jednak woń jest niezwykle przyjemna - wcale a wcale nie potrzebuję spinacza do bielizny nałożonego na nos :D Wyjątkowo stwierdzam, że naprawdę mi się podoba, chociaż cały czas zaciągać się nią nie muszę.


Muszę przyznać, że sporo się po niej spodziewałam i nie zawiodłam się! Kuracja bardzo ładnie wydobywa naturalny blask włosów, sprawia, że łatwo się rozczesują i układają. Ponadto świetnie wygładza włosy, uelastycznia je i ogranicza szorstkość o kilkanaście procent, co jest moim małym sukcesem! Ponadto nie obciąża i nie przyspiesza przetłuszczania się włosów.

Opakowanie oceniam na 8 - dość funkcjonalne, lecz wolałabym słoik. Konsystencja - 10. Śliska i dość gęsta, łatwo się rozprowadza. Zapach - 9 - naprawdę adekwatny do jakości kosmetyku, profesjonalny i słodkawy. Działanie - 9. Bardzo dobrze wygładza, włosy są łatwe w rozczesywaniu i układaniu, lśniące i miękkie. Ocena ogólna 8,5-9,0/10. Gorąco polecam Wam tę kurację!

poniedziałek, 28 maja 2012

Wymiankowe love vol. II

Dokładnie miesiąc temu, 28 kwietnia zaserwowałam Wam post wymiankowy, w którym pokazałam moje łupy. Maj również obfitował w kilkanaście zdobyczy, więc dodanie go jest niemal obowiązkiem! Zapraszam do oglądania i czytania!


Zacznę od pierwszej majowej wymiany, którą poczyniłam z autorką bloga My Vanity Bag, mianowicie z Immenseness. Magda uraczyła mnie świetną odżywką do włosów o nazwie L'Oreal Paris Elseve Total Repair 5 Instant Miracle Kuracja regenerująca, dwoma lakierami w bardzo modnych odcieniach -  Avon Nailwear Pro Luxe Lavender i Barbra Cosmetics Q by Colour Alike 101 Trele Morele, a także lawendowym olejkiem do paznokci i skórek firmy Sensique. Dostałam też próbki dwóch Avonowych zapachów - Infinite Moment For Her (edt) oraz Little Black Dress (edp). Oczywiście wszystko poszło w ruch, odżywka cudowna, lakiery  w połowie zrecenzowane, olejek w użyciu, a próbkami miziam się od czasu do czasu. Dziękuję!


Kolejną wymiankę poczyniłam z Rudą, autorką bloga Ginger Thoughts. Otrzymałam krem do cery bardzo wrażliwej Alverde, który od dawna chciałam wypróbować, mimo że jestem posiadaczką cery mieszanej, a w dodatku trądzikowej. Wybrałam sobie też pierwszy w życiu czerwoną emalię do paznokci Basic Nagellack Nailpolish 281. Ruda dorzuciła dwie próbki kosmetyków do włosów - nawilżającego szamponu Emolium oraz serum wzmacniającego A+E Biovax L'biotica. Póki co niczego jeszcze nie użyłam, jedynie maznęłam paznokcia lakierem i mogę powiedzieć jedno - świetnie kryje! Dziękuję!


Kolejną przesyłkę otrzymałam od Oli z bloga Belleoleum, jako podziękowanie za płyn micelarny i balsam do ust. Autorka rozpieściła mnie bardzo mocno marmurkowym różem Essence Marble Mania w odcieniu 01 Swirlpool, który niestety podróży nie przetrwał - połamaną połowę mogę komuś oddać, bo jest go tak dużo, ze sama nie dam rady zużyć. Mimo wszystko jest piękny. Dostałam również próbki żelu, kremu oraz filtra SVR z linii do cery trądzikowej Lysalpha, balsamu do ciała Nuxe i mleczka Eucerin, kremu do twarzy Ava Bio Rokitnik, peelingu i kremu Jadwiga. Wielkie dzięki! :)


Ostatnia przesyłka to produkty kupione u One_LoVe, autorki bloga my-love-cosmetics. Zakupiłam sól eukaliptusową Eucalyptus (Empire Nature?), 1/4 opakowania kwasu hialuronowego z Mazideł oraz próbkę bogatego kremu nawilżającego Biotherm. Jako gratis dostałam odsypkę maski algowej pod oczy oraz glinki zielonej BioCosmetics. Dziękuję!


Wszystkim jeszcze raz dziękuję, sprawiłyście mi dziką radość! Mam nadzieję, że paczki ode mnie wywołały podobne odczucia!