Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babylove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babylove. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 stycznia 2013

Styczniowe zużycia

Jak ten czas szybko leci! Znów mamy koniec miesiąca i czas na kolejną porcję zużyć. Jest ich więcej niż w grudniu i w pełnym stopniu zadowala mnie ta ilość. Wspomagał mnie głównie Projekt Denko umieszczony w blogowych zakładkach, ale nie tylko, gdyż "wyszło"  też kilka rzeczy, które nie były zamieszczone na wymienionej stronie. Ogółem zdenkowanych produktów jest sporo, w tym całkiem niemała liczba odkryć, do których zamierzam powrócić w najbliższym czasie.


Dabur, Vatika, Coconut Enriched Hair Oil - mój pierwszy olej, który nakładałam na długość włosów. Czasami lądował także na skalpie. Jego działanie było całkiem przyjemne, gdyż lekko nabłyszczał i trochę nawilżał. Na pewno też odżywiał, chociaż na efekty trzeba było poczekać kilka - kilkanaście użyć. Polubiłam go za niezły zapach, który utrzymywał się przez kilka godzin po umyciu. Jego konsystencja była bardzo płynna, ale dobrze się rozprowadzał i łatwo zmywał, ale raczej nie kupię go ponownie.

BabyLove, Mildes Shampoo - odpowiednik BabyDream'u prosto z niemieckiej DM. Był całkiem przyjemny, dobrze zmywał oleje, nie wysuszał, nieco plątał, tworzył sporą ilość piany. Naprawdę dobry produkt, jednak nie różni się niczym od Rossmannowskiego BD. Nie widzę powodu, dla którego miałabym go zamawiać i nie kupię ponownie.

Balea, Feuchtigkeits Spulung, Mango + Aloe Vera - wielkie, zaskakujące odkrycie! Póki co najlepsza i najtańsza odżywka jaką kiedykolwiek miałam. Była bardzo lekka, śliska, rzadka, bez silikonów. Działanie jak marzenie! Naprawdę dobrze nawilżała, odżywiała i nabłyszczała włosy, wygładzała i zmiękczała. Ponadto miała cudowny, naturalny zapach! Z pewnością kupię ponownie i to nie raz! 


Ziaja, Tintin, Tonik antybakteryjny - podchodziłam do niego jak pies do jeża, ale ostatecznie nawet polubiłam. Przyjemnie oczyszczał i odświeżał cerę, lekko nawilżał. Nie powodował namiernego przetłuszczania ani ataku wyprysków. Miał ładny, ziołowy zapach, który szybko ulatniał się ze skóry. Nie zachwycił mnie jednak niczym szczególnym, więc nie kupię ponownie.

Sun Ozon, Mleczko do opalania SPF30 - długo się z nim męczyłam stosując w roli balsamu po kąpieli. Lekko nawilżał i wygładzał, ale pozostawiał tępo - tłusty film, którego wręcz nie mogłam znieść. W lecie sprawdzał się nieźle, dostatecznie chronił przed słońcem. Spodobał  mi się jego zapach panthenolu. Nie kupię ponownie, gdyż już sama myśl o ponownym używaniu napawa mnie odrazą.

Dairy Fun, Milky Powder, Pineapple - ciekawy jako urozmaicenie kąpieli, jednak na dłuższą metę nudny. jego zapach był sztuczny i duszący, kompletnie nie związany z ananasem. Coś tam zajeżdżało cytrusami :D Sprawiał, że woda była "śliska", z minimalną ilością rzadkiej, znikającej w mgnieniu oka pianą i lekko zażółcona. Niestety nie widzę zbyt wielu pozytywów, chociaż w recenzji oceniłam go 8/10. Nie kupię ponownie, nie spodobał mi się zbytnio, a pisząc recenzję byłam dopiero w połowie opakowania.


Zmywacz do paznokci z olejkiem z wiesiołka - zwykły, przeciętny myjak. Lakiery zmywał przeciętnie, te z brokatem musiałam usuwać przy pomocy folii aluminiowej. Śmierdział jak większość zmywaczy, mocno, ale do zniesienia. Nie wysuszył paznokci, nie spowodował żadnych szkód. Raczej nie kupię ponownie, chyba że będę w wielkiej potrzebie.

Zmywacz do paznokci z witaminą F, glicerynowo - natłuszczający - przypadek identyczny jak powyżej. Niewydajny, śmierdzący, niewysuszający. Ogółem w razie potrzeby ujdzie, ale wolę różową Isanę. Nie kupię ponownie, chyba że nie trafię na nic innego w razie silnej potrzeby.

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo go lubię, zużyłam kolejne opakowanie. Nakładam zarówno punktowo, jak i na całą twarz i spisuje się równie dobrze. Wysusza wypryski, likwiduje podrażnienia i jest przy tym bardzo łagodny. Kupię ponownie, a nawet zaopatruję się w niego regularnie.

Palmolive, Naturals, Mydło toaletowe, Mięta i eukaliptus - nie lubię mydeł Palmolive, dla mnie wszystkie mają niemal identyczne, mdłe zapachy. W tym przypadku nie było lepiej. Działanie tradycyjne, myło bez fajerwerków. Niewielka piana, skóra tępa, ale dobrze oczyszczona. Nie kupię ponownie, miałam kilka wersji i za każdym razem klapa.


Essence, 24h Hand Protection Balm, Winter Edition, Caramel Hot Chocolate  - działanie miał świetne, dobrze nawilżał, odżywiał i regenerował dłonie. Szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej warstwy i ładnie wygładzał. Zapach był jednak niezbyt przyjemny, nieco chemiczny, kremowo - kosmetyczny. Kupiłabym ponownie, ale w innej wersji zapachowej.

Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - działanie całkiem w porządku, niezłe odżywienie i nawilżenie. Zapach nie najgorszy, żurawinowo - miodowy, ale dla mnie trochę męczący. Wolałam wersję imbirową, do której wrócę, ale tej nie kupię ponownie.

Oriflame, Christmas Suprises, Spiced Oranges, Scented Hand Cream - rzadki krem o brzoskwiniowym kolorze i nijakim zapachu. Czuć było kosmetyczną woń, która przy pomarańczach nawet nie leżała. Działanie niezłe na co dzień, dobrze wygładzał i lekko nawilżał. Nie kupię ponownie, wolę gęstsze i lepiej pachnące mazidła.

   
W7, Sliders Lip Balm, Saucy Strawberry - przeciętny balsam w cudnym, retro opakowaniu z wysuwanym pojemniczkiem. Lekko nawilżał, nadawał ładnego koloru, jednak nie traktowałam go jak odżywczego mazidła, którym i tak nie był. Nie kupię ponownie, choć kuszą mnie pozostałe wersje.

Avene, Łagodne mleczko do demakijażu -  najlepszy zmywacz do makijażu jaki kiedykolwiek miałam! Szybko i łagodnie czyści z zabrudzeń, cieni i innych kosmetyków kolorowych.  Nie podrażnia. Nie kupię ponownie, gdyż wolę przezroczyste płyny, z którymi nie trzeba się paprać jak z mleczkami :)

Tisane, Balsam do ust x2 - bardzo gu lubię, dobrze odżywia i nawilża usta. Ma przyjemną konsystencję i miodowy zapach. Łatwo się rozprowadza i nie zbiera w załamaniach. Z pewnością kupię ponownie.

SVR, Lysalpha, Gel Moussant Purifiant - spora, 15ml próbka sprawiła, że chętnie zaopatrzyłabym się w pełnowymiarową wersję. Jest rzadki, ale dobrze się rozprowadza i spłukuje. Dobrze oczyszcza skórę, nie zapycha. Jedynie zapach ma podobny do płynu do mycia naczyń, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Chętnie  kupiłabym pełną wersję.

Avene, Cold Cream, Krem do cery bardzo suchej - ze względu na parafinę stosowałam go w roli kremu do rąk. Zauważyłam jednak nie tyle odżywienie, co natłuszczenie. Wchłaniał się powoli, nie podrażnił. Nie kupiłabym pełnowymiarowej wersji, gdyż nie spodobał mi się.


AA, Prestige Body Fit, Nawilżający balsam do ciała anti-ageing - miał świetną konsystencję, szybko się wchłonął, natychmiastowo wygładził i nie podrażnił. Nie wiem, jak działa na dłuższą metę, ale nie kupiłabym ponownie.

Bella, Cotton, Płatki higieniczne - zwyczajne, szybko się rozrywały, przeciekały i rozwarstwiały. Raczej nie kupię ponownie, poszukam lepszych.

Rebi-Dental, Herbal, Pasta do zębów - całkiem niezła, choć z początku było mi trudno się do niej przyzwyczaić. Jest zupełnie nieszkodliwa, ładnie myje i nie podrażnia. Jedynym mankamentem jest fakt, że prawie w ogóle nie wybiela przy dłuższym stosowaniu. Nie kupię ponownie.


Ziaja, Med, Kuracja przeciwświądowa, Szampon łagodzący x2 - przyjemny szampony z zawartością SLS. Bardzo dobrez oczyszcza, nie podrażnia i o dziwo nie wysusza. Włosy po użyciu są miękkie, elastyczne, nie plączą się. Planuję kupić pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Krem do cery suchej z bio-olejkami i mleczko do ciała z bio-olejkami - oba zastosowałam na ciało. Bardzo przyjemnie nawilżyły i odżywiły skórę. Myślę nad kupnem pełnej wersji mleczka, wydaje się być świetne.
Ziaja, Maska Intensywne Wygładzanie, Do włosów niesfornych x2 - maska z silikonami, dobrze działające na me kłaki. Nieźle je dyscyplinuje i wygładza, nie wysusza, jednak nie kupię ponownie.


Ziaja, Ziajka, Żel do mycia ciała i włosów - przyjemny żel, działa jak szampon BabyDream. Dobrze i dokładnie myje, zmywa oleje. Kupię pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - miałam pełnowymiarową wersję. Dla mnie to zupełnie przeciętny, poprawny żel, którego nie kupię ponownie.

Perfecta, Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty - hit! Świetnie wygładza, nie zapycha i nie podrażnia. Saszetka wystarcza na trzy użycia, ale planuję kupić wersję w tubie.

Oxedermil, Krem na pękające pięty - tłusty, mocno nawilżający, z dużą zawartością mocznika. Nie kupię ponownie.

Jadwiga, Polski naturalny peeling - cudo! Świetnie wygładził, zmiękczył i rozjaśnił cerę. Z chęcią kupiłabym pełnowymiarową wersję.


Cieszę się z ilości użytych w styczniu kosmetyków i mam nadzieję, że Wam też dobrze poszło :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Włosowe aktualizacje - po 2. miesiącu

Dzisiaj przybywam do Was z minimalnie spóźnioną aktualizacją włosową. Dokładnie trzy dni temu minęły dwa miesiące od rozpoczęcia pokazywania moich włosów w comiesięcznych odstępach. Przyznaję, że bardzo mi one pomagają, podobnie jak dziennik, który również możecie oglądać. Moje kłaki wyglądają coraz lepiej również dzięki Waszym zdjęciom i poradom. Bardzo dziękuję za wszystko, jesteście wielkie! A tymczasem zapraszam na kosmykowy post.   

03.12.12                                               06.01.13

 
  
    Długość z tyłu - najkrótsze 37cm, najdłuższe 40cm, zebrane razem - 38/39cm 

06.01.13


Przepraszam za kolor moich włosów na dzisiejszym zdjęciu. Nie farbowałam ich nigdy, to, co tu widać jest efektem złego oświetlenia.
Choć nie widać tego na zdjęciu, kłaki urosły około jednego centymetra. Nie jest to dużo, ale przynajmniej wiem, że nie stoją w miejscu. Zdecydowanie poprawiła się ich kondycja - są dużo bardziej gładkie, miękkie i sprężyste (patrz na powyższe zdjęcie). Nie straszą już przerażającą suchością i masą uszkodzeń. Nie stało się to jednak samo z siebie - pomaga mi w tym spora armia kosmetyków, które zaraz przedstawię.

Pielęgnacja opierała się głównie na oleju, łagodnym szamponie, odżywkach i sprayach. Dołączyły też przydatne akcesoria oraz serum na końcówki. W przeciwieństwie do listopada grudzień obfitował w wiele nowości i rozrost włosowej kolekcji. Poniżej mała prezentacja.

 
Widać tu mój ulubiony, kończący się już olej Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil, który znalazł się już na liście produktów do wykończenia. Dalej mamy zdenkowany BabyLove Mildes Shampoo, odpowiednik BabyDream'u (BabyDream'a?). Jego działanie jest identyczne jak BD! Następnie znajdziemy odżywkę w ogromnym opakowaniu - Kallos Serical Crema Al Latte. Używam jej namiętnie i kocham bezgranicznie. Kolejnym produktem jest opisywana wczoraj Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera, skomplementowana i pochwalona.


Używałam też serum na końcówki, które opisywałam kilka dni temu. Balea Professional Oil Repair Haaröl, które sprawdza się naprawdę świetnie. Dalej mamy używany bardzo rzadko spray Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, nadający wspaniałej miękkości oraz pięknie pachnący, ułatwiający rozczesywanie Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus. Jest też odżywka do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, czyli popularna wcierka. Niestety nie widzę po niej efektów.


Wdrożyłam też odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny, której działania nie jestem w stanie opisać - zbyt krótko jej używam. Szampon BabyDream uwielbiam i nie zamierzam się rozstawać. Olej rycynowy Apteczka Babuni gościł na mych kłakach dopiero raz, więc recenzją będzie dopiero za jakiś czas. 


Od mniej więcej trzech tygodni towarzyszy mi Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep, czyli naprawdę dobra szczota. Rozczesuje bez wyrywania, nie ciągnie i jest idealnie wyprofilowana. Kudłate, miękkie gumki bez łączeń to wytwory Nanu - rossmannowskiej firmy biżuteryjnej. Nie niszczą włosów, a trzymają świetnie.    

I to byłoby na tyle grudniowej pielęgnacji. Mysle, ze styczniowa będzie podobna, chociaż lecą do mnie trzy nowe oleje. Planuję też zakupić płyn Facelle i glicerynę, także spodziewajcie się wszystkiego.    

niedziela, 30 grudnia 2012

Grudniowe zakupy

Nie tylko koniec roku przynosi chęć podsumowań. Nasuwają je na myśl także ostatnie dni miesiąca, więc tradycyjnie już czas na prezentację zakupów poczynionych w ostatnim miesiącu 2012. Przyznaję, że zaszalałam i to dość mocno - zrobiłam spore zakupy w DM'ie za pośrednictwem Agnieszki, zaopatrzyłam się w wiele włosowych wspomagaczy oraz bardzo małą ilość kosmetyków potrzebnych, bez których nie da się obejść. Przy okazji zmian blogowych wprowadziłam także inne, pielęgnacyjne oraz życiowe. Myślę jednak, że powiem Wam o nich innym razem. Nie przedłużam więc i serdecznie zapraszam do oglądania!



Większość powyższej grupy stanowią łupy świadczące o rozwijaniu się mojego włosomaniactwa. Mamy tu także kilka kosmetyków do ciała, twarzy, paznokci oraz makijażowych. Podzieliłam je więc na mniejsze skupiska, ale po kolei. Zacznijmy od mazideł do pielęgnacji kłaków.



Mamy tu odżywkę Balea Mango & Aloe Vera (0,65€) o pięknym, niezwykle naturalnym zapachu, dwa szampony dla dzieci - BabyLove (1,35€) i BabyDream (3,09zł) o identycznych właściwościach oraz odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny (6,85zł) o niezwykle ziemistej woni. Następnie kultową odżywkę (wcierkę) do włosów i skóry głowy Jantar Farmona (8,95zł), której działanie nie sposób zidentyfikować, masko-odżywkę Kallos Serical Crema Al Latte (20,6zł), wspaniałą następczynię Isany z olejkiem Babassu oraz legendarną szczotkę Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep (0zł, wykorzystany kupon iperfumy.pl), z którą próbuję się zaprzyjaźnić. Dalej znajduje się silikonowy olejek na końcówki Balea Professional Oil Repair Haaröl (2,95€) i odżywkę z atomizerem Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus (2,45€). Wszystkie mam w użyciu i nie robią mi krzywdy, co bardzo mnie cieszy.



Tutaj z kolei znajdziemy dwa kremy do rąk - Essence 24h Hand Protection Balm Winter Edition Caramel Hot Chocolate (0,95€) oraz Oriflame Christmas Suprises Spiced Oranges Scented Hand Cream z wymiany. Niestety oba pod względem zapachu to niewypały. Dalej znajdziemy żele pod prysznic - Sanflore Gelee De Douche Apaisante (0zł, wykorzystany kupon iperfumy.pl) i Balea Young Huttenzauber Dusche (0,85€). Póki co jeszcze nietestowane. Ostatnim produktem w grupie "cielesnej" są Balea 3-Klingen Einwegrasier (1,95€), czyli odkłaczacze w ładnym opakowaniu.


Tutaj mamy różne różności :D Otrzymałam dwie bezpłatne próbki - jedną kremu Ainhoa, drugą z Perfecty. Kupiłam też zachwalany peeling drobnoziarnisty (2zł) wymienionej przed chwilą firmy. Zostało go jeszcze na dwa użycia, ale nie zdradzę opinii. Potrzebny był mi też zmywacz do paznokci (1,69zł), więc capnęłam najtańszy. Przygarnęłam też trzy opakowania balsamu do ust Tisane (8,2zł + 8,5zł + 9,5zł). W tej samej aptece zaopatrzyłam się w olejek rycynowy Apteczka Babuni (1,9zł). Zakupiłam także dwa błyszczyki - Essence Breaking Dawn Part II Lipgloss Alice Had a Vision - Again (1,95€) i Vipera Sweet & Wet 7 (9,5zł). Ostatnim produktem, a właściwie przyrządem jest 4-stopniowa polerka do paznokci Sincler (3,45zł). Miałam ją już kiedyś, ale się wysłużyła i teraz mam nową, gdyż bardzo dobrze mi służy.


Tutaj mamy prezent od Mamy z okazji końca roku :) Nawilżający żel do mycia ciała Ciało Wrażliwe AA z pewnością się przyda, gdy tylko wykończę kilka innych. Rozświetlający błyszczyk do ust 03 Świetlisty Róż niestety nie dołączy do kolekcji mazideł - zawiera mentol, którego moje usta nie tolerują. Jego kolor jest nie najgorszy, ale też niezbyt cudowny - perłowy. Wróci więc do mej Rodzicielki, a jego fundatorki.

Za wszystkie produkty zapłaciłam 174,23zł. Zdaję sobie sprawę z faktu, że nie jest to mała sumka, a kosmetyki niekoniecznie potrzebne, jednak nie żałują ani trochę. Sprawianie sobie prezentów daje mi ogromną radość!

niedziela, 23 grudnia 2012

Dziecinnie proste oczyszczanie, czyli BabyLove Mildes Shampoo

Całkiem niedawno, bo dokładnie dziesięć dni temu dotarła do mnie paczka z niemieckimi zakupami, w której znajdował się także BabyLove Mildes Shampoo, czyli bohater dzisiejszego posta. Użycie go pięć razy zdecydowanie wystarczyło mi na wystawienie ostatecznej oceny i pełnej recenzji, na którą szczerze zapraszam.


Opakowanie zawiera 250ml szamponu. Jest nieprzezroczyste, ale pod światło da się zobaczyć poziom zużycia. Należy do wygodnych, chociaż nie ma wcięcia jak jego Rossmannowski brat BabyDream oraz jest twardsze, jednak tak samo porządne. Nakrętka na klik otwiera się łatwo, na szczęście niesamoistnie. Używanie nie grozi połamaniem paznokci. Pod klapką kryje się niewielki otwór, który dobrze radzi sobie z dozowaniem produktu.

Na butelce znajdują się dwie średniej wielkości naklejki. Wykonane z papieru i świetnie przyklejone nie odklejają się. Nie widać też pęcherzyków ani zacieków. Szata graficzna przypadła mi do gustu, choć nie należy do najpiękniejszych wytworów. Wizerunek zadowolonego dziecka zdecydowanie zachęca do użycia. Ponadto zamieszczono wszelkie potrzebne informacje, takie jak działanie, skład, datę ważności oraz przeznaczenie.


Szampon ma konsystencję podobną do BabyDream'a, ale jeszcze  rzadszą i bardziej lejącą. Przecieka przez palce, a przy zbyt mocnym naciśnięciu na opakowanie wydobywa się zbyt duża ilość produktu. Mimo tej małej wady sprawdza się bardzo dobrze. Pieni się lepiej niż wspomniany wyżej kolega, a także szybciej. Wypłukuje się bardzo łatwo, nie zostaje przy skórze.

Pachnie lekko i rumiankowo, typowo dla szamponów dziecięcych. Zapach ten jest delikatny i wyczuwalny tylko podczas mycia. Po spłukaniu całkowicie ulatnia się z włosów. Należy do przyjemnych, ale nie tych, które można wąchać godzinami i zachwycać się. Należy wspomnieć, że nie jest to woń drażniąca czy sztuczna, mimo iż zawiera substancję zapachową na ostatnim miejscu w składzie.


Szampon spełnia swoją rolę znakomicie. Doskonale oczyszcza włosy z kurzu i sebum. Dokładnie zmywa oleje - zarówno bezsilikonowe, jak i te do zabezpieczania końcówek. Nie pozostawia na nich ani grama tłuszczu. Nie wysusza kosmyków, nie podrażnia skóry głowy. Nie powoduje wypadania, nie przyspiesza przetłuszczania. Dzięki zawartości rumianku łagodzi podrażnienia. W porównaniu z BabyDream'em nie plącze kłaków.

Opakowanie - 9 - dość ładne, poręczne, nieprzezroczyste, z łatwą w obsłudze nakrętką. Konsystencja - 6 - bardzo płynna i rzadka, lejąca, przecieka przez palce, ale tworzy dużą pianę. Zapach - 9 - lekki, dziecięcy, przyjemny, nieduszący. Działanie - 10 - porządnie oczyszcza, zmywa oleje i silikony, nie wysusza i nie podrażnia. Ocena ogólna - 9/10. Naprawdę dobry szampon o zbyt rzadkiej konsystencji oraz niedostępny w Polsce. Poza tym nie mam mu nic do zarzucenia.

czwartek, 13 grudnia 2012

Zakupy DM'ie sposobem na spełnianie marzeń

Jak już wiadomo, zawsze kusi mnie to, co jest niedostępne w naszym ojczystym kraju. Zakupy w niemieckiej drogerii DM marzyły mi się od dawna, ale nigdy nie miałam możliwości odwiedzenia jej osobiście. Z pomocą przyszła mi niezawodna blogosfera, a dokładniej mieszkająca w DE Agnieszka vel Cosmetics Freak. Po raz kolejny przekonałam się o tym, że w Internecie jest wiele uczynnych osób, które sprawią, iż spełnianie marzeń staje się łatwiejsze i dużo szybsze, a co za tym idzie - jeszcze bardziej przyjemne.


Postawiłam głównie na produkty z edycji limitowanych oraz pielęgnację włosów. Nad moim zamówieniem zapanowała Balea, która zaskarbiła sobie moją sympatię wspaniałą szatą graficzną. Poniżej dokładniejsza prezentacja całej paczki.

Alverde, 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus - 2,45 euro - nawilżający spray do włosów na bazie wody  z olejem słonecznikowym, ekstraktem z hibiskusa i aloesu. Zawiera alkohol, ale mam nadzieję, że używany co dwa - trzy dni nie będzie przesuszał mojej czupryny.

Balea, Professional, Oil Repair Haarol - 2,95 euro - olejek z zawartością silikonów, który mam zamiar stosować jako serum zabezpieczające końcówki. Ze względu na zawartość oleju arganowego powinien regenerować i nawilżać, a więc przejdzie intensywne testy.

Balea, Feuchtigkeits Spulung Mango + Aloe Vera - 0,65 euro - kolejny produkt z zawartością dobroczynnego aloesu. Posiada też panthenol oraz ekstrakt z mango. Jestem bardzo ciekawa jego działania, testy włosowe już dzisiaj.

Babylove, Mildes Shampoo - 1,35 euro - odpowiednik dostępnego w Rossmannach myjaka BabyDream. Wzięłam głównie dla porównania z BD, może okaże się lepszy od niego. Nie ma silikonów, SLS i parabenów, więc skład jak najbardziej pozytywny.


Balea, Young, Huttenzauber, Dusche - 2x 0,85 euro - wzięłam dwa opakowania skuszona szatą graficzną. Uwielbiam motyw jelenia zarówno na ubraniach, jak i na kosmetykach. Dodatkowo jego zapach jest całkiem przyjemny, kwiatowo - owocowy. Kiedy tylko zużyję trzy inne otwarte żele wypróbuję ten.

Essence, 24h Hand Protection, Caramel Hot Chocolate - 0,95 euro - skusił mnie głównie skład produktu, gdyż zawiera masło shea i olej kokosowy. Jego zapach jest średni, nieco chemiczny, ale na pewno się do niego przyzwyczaję. Póki co muszę zużyć dwa otwarte kremy.
.
Balea, 3-Klingen Einwegrasiere - 1,95 euro - odkłaczacze w niezwykle ładnym opakowaniu. Wyglądają na porządne, a przy okazji należą do tego typu produktów, które są mi nieustannie potrzebne.


Essence, Home Sweet Home, Volume & Gloss Lip Maximizer - 1,95 euro - akurat ten błyszczyk nie dostanie się na moje usta. Zamierzam dodać go do noworocznego rozdania, które nastąpi już niedługo!
Essence, Breaking Dawn Part II, Lipgloss, 01 Alice Had a Vision - Again - 1,95 euro - ze względu na moje uwielbienie do ciemnych błyszczyków i szminek dostał się w grono naustnych mazideł. Pierwsze testy jak najbardziej pozytywne, a kolor - świetny!

Jestem niesamowicie zadowolona z zakupów. Cieszę się, że będę mogła przetestować niemieckie cuda. Myślę jednak, że podziękowania i ukłony powinnam zrobić w stronę Agnieszki, a więc z całego serca
dziękuję ♥!