Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka ochronna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka ochronna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 maja 2013

Ustowe niby rozdanie, czyli oddawajka :) ZAMKNIĘTE/ZAKOŃCZONE

Mam sporo kosmetyków do ust, których nie używam. Maźnęłam się nimi kilka razy i poszły w odstawkę. Zebrało mi się aż jedenaście takich produktów! Jeśli któraś z Was jest chętna, oddam je za darmo.


Verona, Olive Lip Balm - pozostało ok. 50%
Catrice, Ultimate Colour, 150 Lovely Lilac -pozostało ok. 60%
 Essence, Crystalliced, Lipgloss, 02 Diamond Dust -  pozostało 70% 
 Essence, Stay Matt Lip Cream, Velvet Rose - pozostało ok. 90%
Wibo, Rose Limited Edtion, Pomadka do ust 02 - pozostało ok. 70%
 Nivea, Pearly Shine, Perłowa pomadka ochronna - pozostało ok. 95%
 Essence, On Top Lipgloss, Dramatize - pozostało ok. 80%
 Bell, Classic, 144 - pozostało 75%
Himalaya Herbals, Nourishing Lip Balm - pozostało ok. 95%
Lovely, Liquid Lip Balm, z mentolem i aloesem - pozostało ok. 30%
Lovely, Liquid Lip Balm, z kamforą i aloesem, pozostało ok. 50% 

 Możecie zgłosić się po jedną rzecz lub po kilka, a nawet po 11 sztuk :)
Za kosmetyki nie będziecie musiały płacić, za przesyłkę też nie, chyba że znajdę u Was coś na wymianę.
Wszystkie mazidła mają nieprzekroczony czas przydatności do zużycia.  
 Piszcie w komentarzu, co Was interesuje.

sobota, 17 listopada 2012

Czyżby perełka? Nivea Pearly Shine Perłowa pomadka ochronna

Mazidła do ust kocham miłością bezgraniczną, wypróbowuję więc coraz to nowsze (przynajmniej dla mnie) wynalazki. Używałam już wielu, z czego dużo okazało się bublami, niektóre były bardzo dobre. Pomadkom Nivea byłam wierna przez dłuższy czas, jednak nie są wystarczające dla moich ust. Perłową wersję, zwaną Pearly Shine, kupiłam z sympatii do firmy i zwyczajnego chciejstwa. Co wynikło z tego wyboru? Dokładniejszy opis oraz ocenę znajdziecie poniżej.


Pomadka posiada tradycyjne opakowanie wykonane z dość porządnego plastiku, który nie pęka mimo noszenia w torbie czy upadków na podłogę. Nakrętka jest zdejmowana, ale nie spada samoistnie, a wręcz przeciwnie - bardzo dobrze trzyma się całości. Wykręcany sztyft działa idealnie, nie zacina się, a ponadto sam z siebie nie wysuwa zbyt dużej ilości produktu. Całość wygląda całkiem nieźle, adekwatnie do działania, co bardzo mnie cieszy.

Produkt nie został oklejony nalepkami, z czego jestem bardzo zadowolona. Wszelkie informacje są nadrukowane, ale nie ścierają się i nie powodują nieestetycznego wyglądu. Szata graficzna w porządku, nieprzesadna, nietandetna. Nakrętka jest perłowa, podobnie jak sztyft znajdujący się pod nią i nie wygląda to źle.


Sztyft jest dość twardy, ale mięknie po wpływem ciepła skóry. Rozprowadza się idealnie, równomiernie i precyzyjnie. Nie pozostawia tłustego filmu, ale zdecydowanie czuć warstewkę ochronną po nałożeniu. Znika ona po niespecjalnie długim czasie, co wcale a wcale mi nie przeszkadza. Produkt nie spływa, ale gdy rozmawiam lub jem zbiera się przy wewnętrznej części warg, w miejscu, w którym wargi się tykają. Tworzą się wtedy białe grudki, które wyglądają bardzo nieestetycznie.

Zapach pomadki przypadł mi do gustu, gdyż jest naprawdę przyjemny. Kojarzy mi się z dużą ilością owoców w połączeniu z lekkimi, kwiatowymi nutami. Utrzymuje się na ustach przez krótki czas, ale nie uważam tego za mankament. Zdaję sobie sprawę z faktu, że nie jest zbyt naturalny, ale mimo to bardzo go polubiłam.


Pomadka przede wszystkim nadaje ustom subtelnego blasku, o ile nie przesadzimy z ilością - wystarczy jedna warstwa. Świetnie spisuje się jako baza pod błyszczyk lub na wklepaną w wargi barwiącą pomadkę. Nawilża bardzo delikatnie, a już na pewno nie wysusza. Nagminnie używana potrafi uzależnić cienką skórę ust i spowodować nieprzyjemne niespodzianki, jednak maźnięta od czasu do czasu szkód nie wyrządzi.

Opakowanie - 9 - tradycyjne, dość ładne, porządne, wytrzymałe. Konsystencja - 9 - dobrze się rozprowadza, jest twardy, mięknie jednak pod wpływem ciepła skóry. Zapach - 9 - owocowy, przyjemny, bardzo mi się podoba. Działanie - 5 - ładnie nabłyszcza, nie wysusza, minimalnie nawilża. Ocena ogólna - 6/10. Całkiem niezły produkt do używania raz na jakiś czas :)

niedziela, 4 listopada 2012

Koko, koko, całkiem spoko :D Yves Rocher Noix De Coco Coconut Scented Lip Balm

Moje uwielbienie dla mazideł do ust można podpiąć już pod sporą pasję, która wciąż nieprzerwanie się rozwija. Szukałam więc dobrych sztyftów i natrafiłam na ofertę Yves Rocher, którego w mojej okolicy uświadczyć się nie da. Z pomocą przyszła mi Monika vel Aaliyah, która poświeciła trochę czasu na zakup Noix De Coco Coconut Scented Lip Balm,  którego używałam intensywnie i wczoraj zobaczyłam dno :-) Niniejszym ogłaszam, że czas na recenzję!


Balsam zapakowany jest w opakowanie typowe dla pomadek ochronnych, mianowicie sztyft. Jest dość estetyczny, gdyż nakładana niewielka nakrętka świetnie trzyma się dłuższej części. Nie ma siły, aby samoistnie spadła w torebce czy kieszeni. Wykręca się nieźle, jednak od czasu do czasu potrafi się porządnie zaciąć, ale można temu zaradzić. Produkt "siedzi" w plastikowej końcówce, która pod koniec niesowicie drze po wargach i pozostałości trzeba wybierać palcami.

Opakowanie zostało oklejone dwoma naklejkami, które przykrywają niemal całą jego powierzchnię. Naklepka z aplikacją po dłuższym użytkowaniu odrobinę się zadziera, ale nie przerywa. Brązowa folia okrywająca nakrętkę po pewnym czasie zaczyna spadać. Szata graficzna w porządku, wakacyjna, bez zbędnych informacji, nieprzesadzona.


Produkt nie jest bardzo twardy, ale jak na sztyft - idealny. Nie rozpływa się, ale też nie rani ust z powodu kamienistej konsystencji, której rzecz jasna nie posiada. Bardzo dobrze rozprowadza się na wargach, pozostawiając lekki film, niezaliczający się ani pod tłusty, ani lepki. Utrzymuje się całkiem długo, bo około godziny, może nawet więcej.

Zapach nie jest powalający, ale całkiem przyjemny. Liczyłam co prawda na intensywny aromat kokosa, a otrzymałam słodkawą, typowo pomadkową woń z niewielką nutą wyżej wymienionego owocu. Nie przeszkadza mi on, gdyż praktycznie się nie liczy. Utrzymuje się na wargach do czasu zniknięcia z nich balsamu, ale w tym czasie słabnie, co wcale a wcale nie jest dla mnie minusem.


Balsam nawilża i natłuszcza usta, jednak niezbyt mocno. Jego działanie jest w sam raz na dzień. Nie wywołuje podrażnień, krostek ani stanów zapalnych, co niezmiernie mnie cieszy. Zauważalnie chroni przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Wargi są miękkie, gładkie i ładne. Nie odnotowałam żadnych negatywnych skutków. 

Opakowanie - 8 - całkiem w porządku, jedyne co mnie denerwuje to spadająca folia z nakrętki. Konsystencja - 9 - bardzo przyjemna, czuć, ze ma się produkt na ustach. Zapach - 5 - średni, słodkawy, nie przeszkadza mi.  Działanie - 8 - chroni, lekko nawilża i wygładza wargi. Ocena ogólna - 7/10. Niezły produkt nawet dla dość wymagających ust :)

czwartek, 17 maja 2012

Malinowa pielęgnacja, czyli Sensique Perfect Lip Care Sweet Raspberry

Pomadka ochronna, którą przedstawię Wam dzisiaj, została zużyta już dawno temu, mianowicie w grudniu. Mimo upływu czasu jej działanie pamiętam bardzo dobrze i chętnie przystąpię do recenzji. oto przed Wami stoi Sensique Perfect Lip Care Sweet Raspberry.


Pomadka zamknięta jest w typowe dla takich produktów opakowanie - proste, lekko kiczowate, wykonane dość niedbale. Już po kilka dniach używania różowa nakrętka spadała samoistnie z białego trzonu z mazidłem, pękając po bokach nawet przy niezbyt mocnym przyciśnięciu. Wysuwała się dobrze, nic się nie zacinało.

Szata graficzna produktu jest niezwykle prosta, lecz nieco kiczowata. Cztery białe napisy w kolorze białym, które z czasem się ścierają, a do tego różowa nakrętka oraz tani plastik. Kartonik, w który zapakowana jest pomadka przed otwarciem jest uroczy, dziecięcy, wręcz infantylny.


Pomadka jest twarda i nietłusta, zwłaszcza na początku. Z czasem nieco mięknie, ale nie ma co oczekiwać konsystencji smalcu lub margaryny. Rozprowadza się dość dobrze, pozostawiając delikatny, bezbarwny błysk, który bardzo szybko znika z ust, a wraz z nim działanie.

Zapach produktu jest oczywisty - malinowy, z nutą typowej pomadki ochronnej. Jest o tyle niedrażniący i niechemiczny, że da się z nim wytrzymać bez konieczności zatykania nosa spinaczem :D Niemniej jednak nie czuję się uwiedziona jego wonią na tyle, abym mogła powiedzieć, że jest cudownie naturalny i rzeczywisty.


Pomadka nawilża bardzo słabo i krótko, dosłownie kilka-kilkanaście minut. Efekt natłuszczenia i regeneracji jest złudny i chwilowy. Ochrona przed mrozem, liszajami, zajadami minimalna, niemalże zerowa. Odczułam lekkie zmiękczenie warg, ale nie usunięcie szorstkości.

Opakowanie oceniam na 5 - niesolidne, łatwo je zniszczyć, nieco kiczowate. Konsystencja 6 - twarda, nietłusta, nie pozostawia na ustach ochronno-tłustej warstwy, co u mnie jest wielkim minusem. Zapach 4 - pomadkowo-malinowy, jakby dziecinny, średnio naturalny. Działanie - 2. Zero nawilżenia, natłuszczenia, regeneracji. Ocena ogólna 3,5/10. Kompletnie się nie sprawdziła, stosowanie jest bezsensowne, ewentualnie można wrzucić ją do torebki na wszelki wypadek.

                                                                   ***

Z racji, że zgubiłam gdzieś kabel USB, dzięki któremu mogłam przesyłam zdjęcia na bloga z telefonu, recenzje będą pojawiać się rzadziej, dopóki go nie znajdę/nie kupię nowego.

sobota, 21 kwietnia 2012

Moc wiesiołka w pomadce ochronnej Oeparol Balance

Kiedy mój ukochany balsam do ust firmy Lovely zaczyna się kończyć, a nigdzie w pobliżu nie znajduje się Rossmann, próbuję ratować usta na wszelkie sposoby. Tym razem postawiłam na rodzimy wiesiołek, a dokładniej na pomadkę ochronną Oeparol Balance z filtrami UVA/UVB SPF 20.


Produkt zapakowany jest w kartonik z rysunkiem wiesiołka - w środku znajduje się również ulotka z opisem właściwości kosmetyku. Sama pomadka ulokowana jest w zwyczajne, proste opakowanie o minimalistycznym wyglądzie. Nakrętka bardzo mocno trzyma się całości, nie spadnie podczas podróży w torebce. Niestety, zdążyła już nieco popękać. Sztyft wysuwa się bezproblemowo, nie zacina się.

Ani na opakowaniu pomadki, ani na kartoniku nie ma żadnych naklejek - wielki plus. Napisy zostały nadrukowane na walec, żółty paseczek również. Możliwe, że niedługo zaczną się ścierać, pozostawiające czarne plamki na nakrętce. Całość jest bardzo minimalistyczna i apteczna.


Pomadka jest dość twarda, zwłaszcza na samym początku, ale nie rani ust. Stosunkowo tłusta, ale nie pozostawia oleistej, lepkiej czy też nieprzyjemnej warstwy. Nadaje ustom subtelny, nienachalny, krótkotrwały blask. Sama w sobie jest żółta, ale nie nadaje żadnego koloru wargom.

Niewątpliwe atutem jest zapach - nieco specyficzny, lekki, delikatny, bardzo przyjemny. Zalatuje kwiatami i jakimś olejkiem, ale nie mogę go do końca zidentyfikować. Nie wiem, jak pachnie wiesiołek, więc nie mogę tego ocenić :-) Niemniej jednak zapach jest ładny.


Najważniejsze jest jednak to, że wiesiołek działa! Bardzo dobrze nawilża i lekko natłuszcza usta, likwiduje też początkowe objawy pojawienia się zajadów i krostek. Zniwelował też suche skórki i zaczerwienienia oraz uczucie szorstkości. Nie do końca poradził sobie z nawiedzającym mnie czasem pieczeniem. Utrzymuje się dość krótko, ale efekty są o wiele trwalsze!

Opakowanie oceniam na 8 - kartonik, ulotka, łatwe wykręcanie, brak naklejek. Tyle potrzeba mi do szczęścia w opakowaniu idealnym. Niestety - pojawiły się pęknięcia, co sprawiło, że odjęłam mu aż dwa punkty. Konsystencja - zdecydowanie 9. Mogłaby być nieco tłustsza, ale poza tym jest bardzo dobrze. Dostępność - 7, bo tylko w aptekach! Działanie oceniam na 9 - naprawdę dobrze radzi sobie z moimi problematycznymi ustami. Ocena ogólna - 8/10.

sobota, 28 stycznia 2012

Styczniowe zużycia

Mamy już prawie koniec miesiąca, więc zużycia czas przedstawić :)

Nie prowadzę "projektu denko", bo zwyczajnie nie mam czego zużywać. Jednak jak co miesiąc trochę mi ubyło, więc ze wszystkim Was zapoznam.

Malwa, luksusowy zmywacz do paznokci - zmywacz jak zmywacz. Wysusza skórki, paznokcie i skórę pod i wokół paznokcia. Nie zauważyłam żadnych efektów nawilżających ani regenerujących. Butla dosyć duża, sto mililitrów, tania (około czterech złotych). Nie polecam i nie kupię ponownie.

Marion, termoochronna mgiełka do włosów - świetna, lekka mgiełka. Świetnie sprawdza się zarówno w duecie z suszarką, jak i z prostownicą. Dzięki niej włosy się nie elektryzują, są w sam raz pod czapkę. Przyjemnie pachnie, nie nachalnie, delikatnie. Zapach bardzo krótko utrzymuje się na włosach, oczywiście na plus. Atutem jest także niska cena, bo około siedem złotych! Polecam i na pewno kupię ponownie.

Bambino, krem ochronny - wszystkim znany krem do stosowania od pierwszego dnia życia. U mnie sprawdza się na niewielkie przesuszenia, dłonie i powieki. Doceniam jego delikatność, dzięki której nie podrażnia i nie natłuszcza aż tak, ze leje się z nas olej. Polecam.

Classics, Charming 61 - lakierowy bubel. Miałam ochotę na cielaka i wzięłam ten. Początkowo był całkiem dobry - ładnie się rozprowadzał i wyglądał. Niestety, od listopada zdążył zglucieć. Źle się rozprowadza i słabo kryje. Wygląda plastikowo, szczerze nie polecam. Zdążyłam zużyć połowę, tj. około 3,5ml i muszę się z nim pożegnać (bez wyrzutów sumienia).

Sensique, Perfect Lip Care - najzwyklejsza pomadka do ust. Jedynym atutem jest zapach, w tym przypadku waniliowy. Dla mnie jest zbyt twarda, a do tego się łamie. Nie daje żadnego efektu. Usta są nawilżone w chwili, gdy jest na ustach. Nie polecam i nie kupię ponownie.

Oriflame, Tea Tree Corrective Stick - świetny korektor, bardzo go polubiłam. Stosowałam wprawdzie tylko zieloną stronę, beżowa była zbyt pomarańczowa. Herbaciana część sprawdza się świetnie - wysusza wyprysk i zmniejsza jego rozmiary. Nakładałam na noc, a rano budziłam się tylko z prawie niewidoczną kropeczką! Polecam i na pewno kupię ponownie.

Clobaza, krem tłusty - dobry krem tłusty, świetnie sprawdza się na większe i przesuszenia. Zostawia na skórze tłusty film, dlatego stosowałam go wyłącznie na noc. Raczej polecam, zapewne kupię ponownie.

Wibo, Lovely, Liquid Lip Balm (aloe vera/mentol) - Bardzo dobry, tani i wydajny balsam do ust.. Chłodzi, nawilża i chroni przed mrozem. Sprawdza się też na zajady. Polecam i kupię ponownie.

sobota, 31 grudnia 2011

Grudniowe zużycia

Były zakupy, teraz czas na mniej przyjemną część - zużycia! Udało mi się zużyć (prawie) wszystko, co chciałam i zrobiłam miejsce na następne owoce mojego kosmetykoholizmu.


Z tonikiem antybakteryjnym Ziaja Nuno męczyłam się dobre dwa i pół miesiąca, mimo że bardzo go lubię. Straciłam ochotę i zaufanie do niego, gdy konsultantka Oriflame poleciła mi stosować przegotowaną wodę.
Bardzo polubiłam ten tonik, zużyłam już czwarte lub piąte opakowanie. Dobrze oczyszcza i tonizuje twarz, przyjemnie pachnie, jest bardzo tani. Czy kupię ponownie? Zapewne tak, ale nie w najbliższej przyszłości.

Razem z mamą wymęczyłam piankę do włosów Proffesional Style Hair Mousse. Mnie się kompletnie nie spodobała, mama jest przeciwnego zdania.
Pianka skleja włosy w nieestetyczne strąki i kluski, usztywnia (czego nie lubię w piankach!) i lekko pachnie czymś dziwnym, nieładnym. Nie kupię ponownie.

Zużyłam też mój ulubiony krem antybakteryjny Ziaja Tintin. Wahałam się przy kupnie ale ostatecznie kupiłam i przeżyłam miłe zaskoczenie! Krem naprawdę nieźle pomaga zwalczać wypryski, w pewnym stopniu zapobiega ich powstawaniu i działa antybakteryjnie. Zdecydowanie jest to perełka wśród niektórych bubli Ziaji. Zakupiłam sobie w grudniu już drugie opakowanie.

Kolejny krem - tym razem Ziaja HerbikaPlant z czarnym bzem zużyłam w czasie braku opisywanego już Tintina. Zużywałam go razem z mamą, sama dla siebie go nie kupiłam.
Spodobał mi się, nieźle wygładza, nieźle pachnie. Nie kupię go,bo nie jest mi potrzebny (mam mojego Tintina).

Ciągle używam i zużywam mnóstwo pomadek ochronnych i balsamów, ponieważ pękają i pierzchną mi usta. Zazwyczaj kupuję coraz to inne i w grudniu kupiłam pomadkę Sensique Sweet Raspberry. Wybór był jak zwykle spontaniczny, i jak się okazało - niezbyt dobry. Pomadka nie spełniła moich oczekiwań, ponieważ bardzo krótko się trzymała na ustach i mało co działała.

Wcześniej jednak skusiłam się na Isana Pflegebalsam Lippen Vanille&Menthol, o którym pisałam tutaj. Zaskoczył mnie bardzo swoim działaniem, bo spodziewałam się raczej tłuszczyku o zapachu wanilii. Jednak balsam jest inny - lepki, świetnie pachnie i  dobrze działa. Długo trzyma się na ustach, zdecydowany faworyt!

W sumie zużyłam sześć produktów. Mam nadzieję, że w styczniu będzie ich więcej - zarówno zużyć, jak i nowości.

czwartek, 22 grudnia 2011

Świąteczny manicure + dwa nowe produkty

Witam serdecznie!

W związku ze zbliżającymi się ogromnymi krokami Świętami na moim blogu również nie może zabraknąć odświętnego manicure'u ani relacji z małych zakupów.

Skusiłam się tylko na brokatowy lakier Essence Nail Art Special Effect! Topper 02 Circus Confetti i pomadkę ochronną do ust Sensique Lip Care Sweet Raspberry.

Lakier jest moim zdaniem pełen przepychu, kolorów, bardzo sylwestrowy i dosyć odważny, pomysłowy, zjawiskowy, świecący, migoczący - biżuteria w postaci kosmetycznej ozdoby na paznokcie.
Kosmetyk ma postać przezroczystego lakieru wymieszanego z dużą ilością ośmiokątnego konfetti w wielu kolorach.
Aplikacja jest bardzo łatwa, możemy stopniować ilość gliterów na paznokciu. Jedna warstwa na suchej już bazie schnie około minuty, na wilgotniej - półtora a druga i następna warstwa - dłużej.

Świąteczny manicure wykonałam przy pomocy dwóch lakierów Essence - wampirzego granatu ze srebrnym shimmerem 02 Into the dark oraz nowego zakupu - lakieru do zdobień artystycznych ze specjalnym efektem 02 Circus Confetti.


                                                                     Efekt końcowy :


Wybór pomadki to jak zwykle przypadek. Kupiłam z Sensique z trzech powodów - pachnie malinami, jest dziewczęco różowa i tania.
Nie trzyma się na ustach długo, nawilża średnio.Widać jednak, że jest wydajna (ma 4,9 grama) i twarda, ale dobrze się rozprowadza.



***
Mam nadzieję, że po Świętach będę mieć co recenzować :)

 Życzę Wam (i sobie)  na Święta wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczęścia, karpia bez ości i bezgranicznej miłości (do kosmetyków również). Aby Wasze (i mój) blogi były pełnie ciekawostek i tłumu obserwatorów :)

                                                  Pozdrawiam, Hikki