Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bi-es. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bi-es. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 października 2012

Ogórek, ogórek, ogórek! Zielony ma garniturek! Bi-es Love Forever Green EDP

Uwielbiam perfumy, wody toaletowe, perfumowane, mgiełki zapachowe i inne pachnące cuda. Szczególnie mocno wabią mnie pozycje z wyższej półki, ale z powodu niezbyt grubego portfela skusiłam się na kilkadziesiąt razy tańszy dupe jabłuszka Donny Karan, którego niestety nie dane było mi powąchać. Jest nim Bi-es Love Forever Green EDP, który zostanie bohaterem dzisiejszego posta :-)


Wodę zapakowano w szklany flakonik przypominający kształtem spłaszczoną kulę, a właściwie jabłko. Nie ma zbyt potężnych rozmiarów, nie mieści się jednak całkowicie w dłoni. Nie jest też specjalnie zmyślne, nie razi w oczy przesadnością. Zwieńczone aplikatorem z nakładaną, plastikową, spadającą przy byle okazji nakrętką. Atomizer nie zacina się, dozuje odpowiednią ilość produktu.

Produkt został uraczony małą, okrągłą nakleją na spodzie opakowania, która nie odkleja się ani nie pęcherzykuje. Szata graficzna jest dość brzydka, ale nie zwracam na nią uwagi. Mimo marnej jakości nie ścierają się. Uszkodzeniom ulega jednak "złotko przy nakrętce, odpadające niewielkimi płatkami co kilka użyć, co muszę przyznać, wygląda nieciekawie i nieestetycznie. Całość wygląda średnio, niezbyt pięknie. 


Woda ma konsystencję wody, która po rozpyleniu zamienia się w delikatną mgiełkę z minimalnym deszczykiem. Promień zasięgu atomizera nie jest zbyt wielki, można bezproblemowo trafić w wybrane miejsce na skórze. Wchłania się dość szybko, ale przez kilka minut jest odrobinę lepki. 

Według producenta zapach jest połączeniem amerykańskiego jabłka, ogórka, magnolii, grejpfruta, tuberozy, drzewa sandałowego i ambry. Mój nos wyczuwa tutaj głównie dwie pozycje wymienione na samym początku. Jest lekki, świeży, kobiecy, dość charakterystyczny. Nie otumania, nie powoduje bólu głowy, może jednak troszkę przytłaczać. 


Produkt orzeźwia i odświeża bez uczucia nadmiernej przesady. Nie zalatuje środkami do czyszczenia toalet ani specyfikami tego typu. Utrzymuje się na skórze przez kilka godzin, więc jak na wodę tego pokroju jest naprawdę dobrze. Sprawia, że czuję się kobieco, trochę przyciężkawo :D

Opakowanie - 6 - zgrabny flakonik z nieciekawej jakości powleczeniem szyjki. Konsystencja - 8 - szybko się wchłania, dobrze rozpyla, ale nieco lepi i daje tępy efekt. Zapach - 8 - całkiem przyjemny, ogórkowo-jabłkowy, minimalnie przyciężkawy. Działania - 7 - odświeża i daje uczucie niezbyt lekkiej kobiecości :-) Ocena ogólna - 6/10. Przeciętny produkt, który zniechęcił mnie do tak tanich pachnideł!

piątek, 31 sierpnia 2012

Sierpniowe zużycia

To już ostatnie tchnienie sierpnia i jestem pewna, że nie dam rady już niczego więcej zużyć. A jest tego trochę i tym razem postanowiłam dodać notatkę w nieco innym rozmieszczeniu, głównie dlatego, żeby się Wam lepiej czytało. Tak więc bez zbędnych przedłużeń zapraszam do dość długiego posta :)


Muszę przyznać, że udało mi się dość sporo zużyć i to z różnych dziedzin. W sierpniowym denku znalazły się produkty do ciała, twarzy, włosów, a nawet paznokci i jeden produkt z kolorówki! Jestem z siebie dumna, bo zużyłam to, co zalegało i to, co było w użyciu na co dzień :)
  • Original Source, Seasonal Edition, Spearmint Shower Gel - całkiem przyjemny produkt, ale nie powalił mnie na kolana. Dobrze się pienił, nieźle oczyszczał. Niestety, był koszmarnie niewydajny ze względu na brak niekapka i rzadką konsystencję. Pachniał miętową gumą Orbit, odświeżał i jednym mankamentem jest fakt, że nie chłodził.
  • Original Source, Chocolate&Mint Shower Gel - akurat ten polubiłam bardziej niż poprzedni. Świetnie się pienił, cudownie oczyszczał, nie wysuszał skóry. Nie był zbyt wydajny, wystarczył na około dwa tygodnie. Zapach miał przepiękny, apetyczny i minimalnie chłodzący.
  • Joanna, Naturia, Odżywka do włosów suchych, zniszczonych i po ondulacji - bardzo dobry produkt. Lekko nawilżała włosy, ograniczała ich szorstkość i nadawała blasku. Ponadto jako kosmetyk bez spłukiwania nie obciążała i nie sklejała włosów. Szkoda tylko, że zawierała PEG.
  • Alterra, Nawilżająca maska do włosów 'Granat&Aloes' - cud nad cudami! Wspaniale odżywiała i zmiękczała włosy, nie obciążała i nadawała boskiej sypkości. Ślicznie pachniała owocami, ale nie pozostawiała tego aromatu na włosach.
  • Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką do włosów - bardzo przyjemny produkt, chociaż nie jestem pewna jego działania. Zdaje mi się, że rzeczywiście przyspieszał wzrost włosów. Co najważniejsze - nie wspomógł przetłuszczania.
  • Beauty Formulas, Apricot Facial Scrub - polubiłam go, chociaż mnie zapychał. Mimo to delikatnie wygładzał skórę i sprawiał, że była niezwykle promienna. Ponadto jego zapach zdobył moje serce - morelowy aromat ułatwiał użytkowanie.
  • Bi-es, Uroda, Melisa, Tonik bezalkoholowy - używałam go jako mgiełki do ciała - przelałam do butelki z atomizerem i psikałam się od czasu do czasu. Całkiem nieźle odświeżał, jednak pozostawiał lekki, acz lepki film. na twarzy było tak samo, więc mówiąc krótko - nie polecam. 
  • Rival de Loop, Pure Skin, Washgel Peeling Effekt - zużyłam już wiele opakowań i za każdym razem stwierdzam, że to mój ulubiony myjak ever. Odświeża, oczyszcza, dezynfekuje i sprawia, że skóra jest promienna i wygląda zdrowo.
  • Paloma, Hand Spa, Cukrowy peeling do rąk - bardzo przyjemny produkt. Dobrze się rozprowadzał, dość mocno ścierał, pozostawiał parafinową powłoczkę na skórze. Niestety była ona tak uciążliwa, trudna do zmycia i właśnie to dyskwalifikuje ponowny zakup.
  • Avon, Care, Shimmering Body Lotion - kolejny produkt o przyzwoitym działaniu. Lekko nawilżał i wygładzał oraz rozświetlał srebrnymi drobinkami nie tworzącymi efektu tafli. Ponadto pozostawiał tępy film na skórze. Ładnie pachniał arbuzem.
  • Kolastyna, Krem do stóp z pękającą skóra pięt - naprawdę fany kremik do codziennego użytkowania. Dobrze nawilżał , wygładzał i lekko chłodził. Doznałam efektu lekkich nóg. Szybko się wchłaniał i nie pozostawiał tłustego filmu.
  • Synergen, Soft Peeling - porządny zdzierak. Świetnie wygładzał cerę i nie zapychał jej. Była promienna i wyglądała zdrowo. Szkoda tylko, ze rozdrapywał wypryski i wolniej się goiły, wiec zużyłam i wrócę kiedy indziej.
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - inaczej produkt do stosowania punktowego, ew. na całą twarz cienką warstwą. Wypróbowałam go i tak, i tak, i efekty są naprawdę niezłe. Dość mocno wysusza wypryski i lekko rozjaśnia skórę. Niespodzianka posmarowana wieczorem rano jest już o połowę mniejsza.
  • Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - jedne z lepszych nawilżanych chustek odświeżających. Świetnie oczyszczały z zanieczyszczeń, kurzu i nie podrażniały skóry. Ponadto były mokre do ostatniej sztuki.
  • Avon, Solutions, Regenerujący krem na noc - próbka -nic szczególnego. Używałam go jako specyfiku pod oczy przez dwa tygodnie i nie zauważyłam efektu "wow". Całkiem przeciętnie nawilżał skórę i nieco ją odżywiał, jednak nic poza tym. Zero wygładzenia ani tego typu efektów.
  • Yves Rocher, Hydra Vegetal, Żel-krem intensywnie nawilżający 24h - próbka - jestem niesamowicie zadowolona z zawartości, którą aplikowałam po oczy. Skóra była nawilżona, bez obrzęków, wygładzona i świeża.
  • Softella, Płatki kosmetyczne - nic ciekawego. rozwarstwiały się przy zmywaniu lakieru z paznokci i nanoszeniu toniku. Pozostawiały włókienka na skórze i trudno było je stamtąd zdjąć.
  • Ola, Płatki kosmetyczne - identyczne w działaniu jak płatki Softella. Bardzo trudno mi się z nimi pracowało, rozwarstwienia i włókienka były na porządku dziennym.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes,heals and protects your lips - w końcu zdecydowałam się na zakup tej wersji i stwierdzam, że nie żałuję ani odrobinę. Naprawdę dobrze chroni usta przed pierzchnięciem, nawilża i pomaga zaleczyć zajady i pęknięcia.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera and Mentol - tej wersji jestem wierna od ponad roku i póki co nie zamierzam się z nim rozstać. Nawilża dość dobrze, lekko chłodzi i chroni. Niestety nie pomaga goić się zajadom - rozmacza je i sprawia, że pieką.
  • Carmex, Classic, Tubka - nie wiem, co o nim myśleć. Na początku świetnie nawilżał i chronił, a efekt utrzymywał się krótko. Po tygodniu używania okropnie przesuszył, usta spierzchły, spękały, trudno było mi coś powiedzieć, bo bałam się, że pękną mi wargi. Ponadto porobiły mi się krostki i suche skórki.
  • Tisane, Balsam do ust - uratował mnie po niefortunnej przygodzie z Carmexem. Dobrze nawilża, chroni i wygładza. Nadaje otoczkę ochronną na pewien czas. Szkoda tylko, że był mało wydajny.
  • Spirytus salicylowy - przydatny produkt. Używałam go do dezynfekcji wyprysków i zasuszał je, jednak na krótko. Później wracały i tak wpadałam w błędne koło. Znalazłam jednak dla niego inne zastosowanie - przemywam nim pęsetę przed wyrywaniem niepotrzebnych włosków z brwi.
  • Pimafucort, Krem - uratował moje usta, kiedy napadły mnie dwa okropne zajady. Wysuszył je, zaleczył i nie pozostawił skóry w stanie, który przypomina Saharę. Dobrze sprawdza się też na różne inne podrażnienia.
  • Kata-roll, Sztyft do okolic nosa - miałam go bardzo długo, a to oznacza, że był naprawdę bardzo wydajny.Regenerował spieczoną katarem skórę wokół otworów w nosie. Zniwelował spierzchnięcie i uczucie suchości.
  • KillyS, Zmywacz do paznokci bez acetonu - bardzo go lubię, chociaż zwyczajnie się nie opłaca go kupować. Dobrze radzi sobie z lakierami każdego koloru. Nie wysusza płytki, nie sprzyja rozdwajaniu. Wolę tańszą Isanę.
Peeling Paloma znalazł się na tym zdjęciu przez przypadek! 


  • My Secret, Matt Eye Shadow, 506 - świetnie napigmentowany cień. Używałam go zarówno do codziennego, jak i imprezowego makijażu. Długo utrzymywał się na powiekach.
  • Sensique, Lawendowy olejek do paznokci - przyjemny, jednak nie dał żadnych efektów. Był bardzo tłusty, długo się wchłaniał. Sprawił tylko, że skórki były miększe, a lakiery szybciej wysychały.
  • Lovely, Magic Cracking Special Effect, 13 - przepiękny, przewspaniały, przecudowny! Dobrze się rozprowadzał, jednak szybko zgęstniał  i zostało odrobinę na dnie. Tworzył śliczne pęknięcia :)

  • Alverde, krem do cery bardzo wrażliwej - używałam go do rąk, ponieważ na twarzy był zbyt tłusty. Cera świeciła się na potęgę. Na dłoniach sprawdził się całkiem nieźle - nawilżył i nadał efektu "niewidzialnych rękawiczek". Bardzo długo się wchłaniał ze względu na gęstość. Ponadto miał specyficzny, całkiem przyjemny zapach. 

Co sądzicie o takiej ilości zużyć? Mało, dużo? Ile Wy zużyłyście?

czwartek, 28 czerwca 2012

Czerwcowe zużycia

Jak co miesiąc pragnę zaprezentować moje zużycia, które swoją drogą tradycyjnie są dość potężne i z tej racji zapewne podzielę posta na dwie części lub zrobię tasiemiec-gigant. W czerwcowym denku wyszła głównie pielęgnacja włosów, ciała oraz kilka innych przydatnych produktów, a także kilka próbek. Tak więc bez zbędnych ceregieli przejdźmy do pustych opakowań :)


Najpierw przedstawię produkty do ciała i włosów, a następnie różne różności :)


  • Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft - rewelacja! Każdy inny zmywacz to przy nim bubel. Świetnie zmywa wszelkie lakiery, zarówno kremowe, drobinowe i brokatowe aż różnorakie wzory. Jedynym minusem jest średnia wydajność i dość nieciekawy zapach.
  • Intimea, Łagodzący żel do higieny intymnej - dobry produkt za śmieszne pieniądze. Całkiem nieźle myje, nie podrażnia i nie wysusza, ale nie zapobiega infekcjom. Ponadto dość ładnie pachnie i nie zawiera parabenów. Jest bardzo wydajny, wystarczył mi na jakieś trzy miesiące. 
  • Venus, Konwaliowa pianka do golenia dla pań - rzeczywiście ułatwia golenie i minimalizuje ryzyko podrażnień oraz zacięć, które bez niej zdarzały mi się przy niemal każdej depilacji. Zapach jest bardzo mocny, konwaliowy, odrobinę chemiczny i dość długo wyczuwalny na skórze. Wydajność nie najgorsza, bo ilość na jedno golenie była minimalna :)
  • Colo, Ziołowy zmywacz do paznokci z rumiankiem - bardzo przeciętny myjak. Średnio radził sobie z jakimkolwiek lakierem, a już szczególnie z dużą ilością drobinek. Mocno wysuszał płytkę oraz skórki wokół niej. Dość ładnie pachniał, rzeczywiście kwiatowo. 
  • Bambino, Krem ochronny z tlenkiem cynku - krem uniwersalny. Smarowałam nim łokcie, kolana, czasem zamiast balsamu do ciała. Nawilża dość przeciętnie, jednak lepsze to niż nic. Przynajmniej jest bezpieczny i nie podrażnia, a w czasie lat to główna zasada :)
  • Anida, Aloesowy krem do rąk z witaminami A + E - przeciętny nawilżacz. Działał bardzo lekko, regenerował minimalnie. Dość długo się wchłaniał i był przez ten czas dość lepki. Mimo wszytsko jest jednak lepszy od cytrynowej wersji.
  • Bi-es, Uroda, Melisa, Ochronna pomadka do ust - po zużyciu pierwszego opakowania czułam, że miłości z tego nie będzie, jednak po drugim zmieniłam zdanie na nieco lepsze. Całkiem przyzwoicie nawilża i regeneruje, nie roznosi krostek. Bardzo krótko utrzymuje się na ustach i ma nijaki smak/zapach.
  • Gemi, Pasta Lassari - świetny wysuszacz na wypryski. Nałożony wieczorem sprawia, że rano są o połowę mniejsze, jaśniejsze i bardziej płaskie. Ponadto pomaga świeżym ranom i bliznom szybciej znikać ze skóry. Z wydajnością jest całkiem dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że za kazdym razem biorę dużo.
  • Spirytus salicylowy - dobrze wysusza  odkaża wypryski, stosuję przed nałożeniem pasty Lassari lub Sudomaxu.
  • The House of Pets, Jack Shower Gel, Grape - wyjątkowo ładnie pachnący żel pod prysznic w formie pieska! Pienił się bardzo lekko, mył dobrze, nie uczulał. 
  • Lovely, Liquid Lip Balm - balsamowe KWC i stały bywalec denka! Świetnie nawilża, natłuszcza i regeneruje usta. Niweluje uczucie pieczenia oraz suche skórki. Nie wywołuje uczuleń, krostek ani nie podrażnia. 
  • Oriflame, Pure Skin, Hide&Treat - okropnie pomarańczowy korektor na wypryski, przez który nie dało się go nosić przy ludziach. Stosowany na noc nie dawał żadnego efektu - wyprysk był tak wielki rano jak i wieczorem. Jak dla mnie straszny bubel, choć czytałam, że inni chwalą. 

  • L'Oreal, Elseve, Total Repair 5, Instant Miracle - bomba silikonowa. Wprawdzie porządnie i powierzchownie regenerowała, jednak tylko dzięki szkodliwym składnikom, którymi jest napakowana. Miała ładny zapach i świetną konsystencję, a oprócz tego małą wydajność.
  • Elfa, Green Pharmacy, Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych - rumianek - kolejny produkt, którego nie polubiłam ze względu na sls/sles. Całkiem dobrze oczyszczał włosy, ale tez niestety dość mocno je wysuszał. Świetnie się pienił i miał przyjemny, ziołowy zapach.
  • Isana, Hair, Odżywka wygładzająca włosy -  porządna odżywka bez silikonów! Ogranicza elektryzowanie się i puszenie, lekko wygładza i ujarzmia. Ułatwia rozczesywanie i modelowanie. A do tego całkiem wydajna.
  •  BeBeauty Green Nature Regenerujący balsam do ciała - cudo! Świetnie nawilżał całe ciało, regenerował w przesuszonych miejscach, nie pozostawiał filmu na skórze i nie uczulał. Efekty wzmagały się z dnia na dzień, co tylko spotęgowało moje pożądanie na kolejną tubę.
  • Adidas, Floral Dream, Naturalny dezodorant w atomizerze - bardzo przyjemny zapach, kwiatowy, dobry na każdą porę roku. Świetna trwałość - od świtu do nocy. Wykończony po niemal roku codziennego używania, cudeńko!
  •  Adidas for Women Hydrating Shower Gel - Relax - Flower Bouquet Soothing - bardzo fajny żel. Piękny zapach, świetna piana, cudowny relaks. Czego chcieć więcej? Jedynie wydajność kuleje, zużyłam w dwa tygodnie.
  • Marion, Termoochronna mgiełka do włosów - leciutka mgiełka zapobiegająca elektryzowaniu się i zmiękczająca kosmyki. Nie zawiera sles, dzięki czemu nie wysusza ani nie jest szkodliwa dla kłaków. Zużyłam już trzecie lub czwarte opakowanie, uwielbiam!
  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z efektem peelingującym -  cud nad cudy! Świetnie oczyszcza cerę, nadaje jej zdrowego odcienia, wysusza wypryski i jest naprawdę wydajny. Żelowe KWC!

  • Colodent, Pasta do zębów, Eksplozja wybielania - bardzo lubię tę pastę i często kupuję. Ma formę zielonego żelka o niepiekącym w język smaku, a do tego naprawdę dobrze wybiela - niestety na krótko. Przyjemna do codziennego stosowania.
  •  Verona, Beauty Nail Club, Wybielająco-wygładzająca odżywka do paznokci - coś wspaniałego! Optycznie wybiela płytkę i nadaje jej zdrowego, lekko mlecznego odcienia. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu nikną białe plamki i przebarwienia. Świetny produkt w niskiej cenie.
  • L'biotica, Biovax, Serum wzmacniające A + E - próbka - bardzo dobrze wygładza włosy i nadaje im sypkość oraz naturalny blask. Ponadto ma tłustą formułę, którą wprost uwielbiam.
  • Ziaja, Ziajka, Krem do pielęgnacji dzieci i niemowląt - próbka - przeciętny. Mocno bieli skórę, trudno go równomiernie nałożyć, a do tego pozostawia tępy film na skórze. Nijak pachnie, nawilża minimalnie.
  • Palmolive, Naturals, Balanced&Mild, Mydło z ekstraktem z rumianku - mydło jak mydło. Zupełnie zwyczajne, przy6jemne  w użytkowaniu. Pachniało tym, czym jest, ale nie rumiankiem. Całkiem dobrze się pieniło, a zwłaszcza w duecie z peelingiem.
  •  Biotherm,  Aquasource 24h Deep Hydration, bogaty krem-balsam nawilżający - próbka - sprawdził się jako krem do rąk. Dobrze nawilżał, regenerował i niwelował uczucie suchości. Miał luksusowo-kosmetyczny zapach.
  • Cleanic, Sensitive, Płatki kosmetyczne - przyjemne. Dobrze zmywały lakiery i nie rozwarstwiały się. Niestety mało wydajne i dość drogie.
  • Farmona, Sweet Secret, Czekoladowe masło do ciała - cudowny zapach świeżego kakao i czekolady, który długo utrzymuje się na skórze. Nawilżenie przeciętne, jednak rozkosz dla nosa gwarantowana.
  • Marion, Maska rozświetlająca włosy w saszetce - kupa alkoholu. Nie zauważyłam rozświetlenia, nawilżenia ani regeneracji. Poza tym mało atrakcyjna forma aplikacji i nieciekawy zapach.
  •  Adidas, Nawilżający żel pod prysznic, Smooth - próbka - bardzo dobry produkt. Miałam już wersję pełnowymiarową innego zapachu i tak samo lubiłam. Śliczny aromat, dobre oczyszczanie, łatwa aplikacja.
  • Nuxe, Body, Balsam do ciała - nie znam dokładnej nazwy, ponieważ mnie nie zainteresował. Miał przyjemny zapach i konsystencje, nawilżenie średnie. Nic ciekawego.

czwartek, 31 maja 2012

Majowe zużycia

Uwielbiam doprowadzać kosmetyki do denka! Sprawia mi to niebywałą przyjemność, jednak nie zużywam ich na siłę. W związku z powyższym dno zobaczyły tylko te produkty, które ciągle były w użyciu. Wynik otrzymałam dość zadowalający - w końcu kilkanaście pustych opakowań to jest coś!


Zaczniemy od produktów o dość dużej pojemności, po czym przejdziemy do mniejszych!

  • Isana, Dusch Peeling, White Chocolate&Vanilla - najlepszy peeling do ciała jaki kiedykolwiek miałam! Ścierał bardzo dobrze, lecz delikatnie - dla mnie w sam raz. Ponadto niebywale pięknie pachniał - słodki aromat białej czekolady i wanilii to jest to! Żałuję, że nie kupiłam kilku opakowań na zapas.
  •  Garnier, Fructis, Nutri-Odbudowa, Odżywka wzmacniająca - całkiem niezła. Przyjemnie pachniała, lekko cytrusowo z kosmetyczną nutą. Włosy łatwiej się rozczesywały, były minimalnie mniej szorstkie przy końcówkach. Dodatkowo lekko lśniły i były lekkie, jednak ostatecznie zachwytów brak.
  • Garnier, Ultra Doux, Szampon odbudowujący - bardzo przyjemny w użytkowaniu. Delikatnie odżywiał kosmyki, ułatwiał układanie i rozczesywanie nie plącząc ich. Nadawał lekkiego blasku, jednak trochę napuszał, co w moim przypadku daje okropny efekt. Może jeszcze do niego wrócę.
  • Hegron, Creme Spoeling, Odżywka do włosów do spłukiwania - coś wspaniałego! Cudownie zmiękczała włosy, nadając im blask i nie pozbawiając kształtu. Widocznie wygładzała i nieco zmniejszyła szorstkość.Jestem pewna, że kupię następne opakowanie.
  • Isana, Nagellack Entferner, Madelduft - w maju zużyłam aż dwie butelki, co mówi samo za siebie. Jest niezawodny! Zmywacz usuwa lakier szybko i bezproblemowo, włącznie z brokatami i dość opornymi drobinkowcami.  Jest średnio wydajny i pachnie niezbyt przyjemnie, lecz ciągle go kupuję.
  •  Wellness&Beauty, Duschgel, Magie des Orient - porządny żel pod prysznic w niskiej cenie. Dobrze oczyszczał skórę i nie wysuszał jej. Pienił się całkiem dobrze, lecz dla mnie jest to niekonieczne. Ponadto pachniał dość orientalnie, słodkawo z wyczuwalną nutą pieprzu.
  • Fa, Nutri Skin, Deo Protection, Natural Fresh - bardzo wydajny antyperspirant, kupiony w sierpniu poprzedniego roku i używany codziennie. Chronił średnio, bo już po godzinie-dwóch czułam dyskomfort spowodowany mokrymi pachami i ubraniami. Pachniał całkiem przyjemnie.
  • Rival de Loop, Pure Skin, Mattierende Feuchtigkeitspflege - mój faworyt! Cudowny krem do twarzy o świetnym działaniu. Wspaniale matuje, nie zapycha porów, nie roznosi pryszczy. Nie wysusza ani nie przetłuszcza cery. Zużyłam już kilka opakowań i ciągle wracam. 

  • Eucalyptus, (Empire Nature), Bath Salts - bardzo średnia sól. Długo rozpuszczała się w wodzie, nadając jej brudny, szaro-zielony odcień, nie dając żadnej przyjemności. Używałam jej też do peelingowania się i efekt niezbyt ciekawy. Ponadto była mocno barwiona na zielono.
  • Marion, Hair Therapy, Gorąca kuracja do włosów z olejkami - pełnowymiarowy produkt w saszetce. Rozgrzania nie zauważyłam, a włosy były takie jak przed użyciem, może bardziej lśniące. Śmierdziała mocno alkoholem i lekko podsuszyła moje i tak zniszczone włosy.
  • Emolium, Szampon nawilżający - próbka - dobrze umył włosy i nie splątał ich. Delikatnie nawilżył skórę głosy. Nie zawierał sls, sles oraz soli. Zachwytów brak.
  •  Vichy, Lipo-Metric, Wyszczuplający żel rzeźbiący sylwetkę - próbka - bardzo przyjemnie wygładził skórę i delikatnie, prawie niewyczuwalnie schłodził. Ponadto miał holograficzny (duochromowy?) odcień.
  • Flos-lek, Żel arnikowy pod oczy - absolutny faworyt! Rozjaśniał cienie pod oczami, lekko nawilżał skórę. Sprawdzał się też na opuchnięcia z powodu niewyspania i łez. Ponadto był bardzo wydajny, opakowanie 50ml wystarczyło siedem miesięcy. 
  • Farmona, Sweet Secret, Migdałowy krem do rak i paznokci - wspaniały, marcepanowy zapach to jest to! Utrzymywał się na dłoniach dość długo i nie podrażniał nosa. Nie spowodował też bólu głowy. Nawilżał średnio, regenerował minimalnie - dla mnie to za mało.
  • Bi-es, Uroda, Melisa, Ochronna pomadka do ust - jedna z mniej ciekawych pomadek. Nawilżała średnio, nie regenerowała prawie wcale. Opakowanie było niespecjalne i szybko popękało, a nasadka spadała samoistnie, co owocowało tym, że na sztyfcie znajdowałam paprochy.
  • Lovely, Liguid Lip Balm, With aloe vera and mentol - ukochany, uwielbiony, niezastąpiony! Wspaniale odżywia, regeneruje i wygładza usta, pomaga wyleczyć zajady i popękania. Niweluje suche skórki oraz pieczenie. Zużyłam dwa opakowania.
  • The House of Pets, Jack, Blueberry, Shower Gel - jeden z ładniejszych zapachów całej serii. Całkiem porządnie umył skórę bez wysuszania. Pienił się minimalnie, zmywał bezproblemowo. Opakowanie w kształcie pieska zachęcało do używania, a i sam żel wychodził z niego mniej opornie niż pozostałe.
  •  Bandi, Body Care, Ryżowy peeling do ciała - próbka - kolejny nieciekawy próbas. Produkt był rzadki, spływał z rąk, ścierał delikatnie i niewystarczająco. Pachniał przyjemnie, lecz nie powalająco.
  • Johnson's, Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom - próbka - nakładałam go na noc na nogi po depilacji i tam sprawdził się znakomicie. Niwelował uczucie pieczenia oraz widoczne zaczerwienienia. Był bardzo wydajny, próbka 15ml starczyła mi na około sześć użyć.
  • Softella, Płatki kosmetyczne - używałam ich do zmywania lakieru z paznokci i sprawdzały się całkiem nieźle. Czasem dochodziło do rozwarstwień, jednak były one rzadkością. Nie rwały się, nie wychodziła z nich wata. 
  • Eveline, Scarlett, 550 - biały lakier do paznokci. Nie zużyłam go wprawdzie całego, ale muszę wyrzucić. Ze względu na nieczęste używanie zrobiłam z niego frankena, po czym rozwarstwił się i długo sechł. Tworzył plastelinową warstwę na paznokciach, czego nie jestem w stanie znieść.
  •  Ziaja, Herbika Plant, Bioaktywny krem wygładzający - zużyłam go na spółkę z Mamą. Zarówno mnie, jak i Jej przypadł do gustu. Jest lekki, szybko się wchłania, lekko nawilża i co najważniejsze - wygładza. Moja twarz w miejscach po zagojonych pryszczach jest bardzo szorstka - ten krem niweluje to szpetne i nieprzyjemne uczucie!
  • Eucerin, Regenerujące mleczko do ciała 10% UREA - próbka - przypadł mi do gustu. Dobrze nawilżał skórki wokół paznokci oraz dłonie. Nie wywołał uczulenia. Wchłaniał się dość szybko, pozostawiając chwilowy film. Miał apteczny zapach, lecz do zniesienia.