Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sally hansen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sally hansen. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 czerwca 2014

Uniwersalnie

Czasami nachodzi mnie na małe eksperymenty w kwestii paznokci. Ostatnio postanowiłam sprawdzić, jak bym się czuła z bardzo jasnym, ale nie białym lakierem. W tym celu wyjęłam z pudła dawno nieużywaną Mousseline, pomalowałam i... przepadłam! Nie od razu wprawdzie, bo aplikacja nie należała do najprzyjemniejszych. Efekt jednak tak bardzo przypadł mi do gustu, że wybaczyłam lakierowi wszelkie niedogodności podczas nakładania. Sally Hansen Complete Salon Manicure w wyżej wymienionym odcieniu to porcelanowy beż, dość ciepły, a przynajmniej tak mi się wydaje. Efekt jest bardzo elegancki, nienachalny, niby nie rzuca się w oczy, ale jednak jest zauważalny. Pięknie wygląda zarówno na długich paznokciach, jak i na krótszych, takich jak moje. Lakier ma ogromną pojemność, ponad 14ml, lekko zaokrąglony pędzelek i wygodną nakrętkę. Ma odpowiednią konsystencję, nie jest ani za rzadki, ani za gęsty. Aplikuje się znośnie, chociaż trochę smuży, zwłaszcza przy pierwszej warstwie. Na lewej ręce mam dwie warstwy, na prawej trzy. W niektórych miejscach widoczne są lekkie prześwity, ale nie rzucają się w oczy. Schnie raczej długo, dlatego niektóre (nie wszystkie) paznokcie potraktowałam warstwą Seche Vite. Na serdecznym paznokci dodatek w formie suwaka (naklejka wodna).      

+ końcówki są nieco starte, lakier mam na paznokciach trzeci dzień, ale nie zmywam, gdyż chcę się przekonać, ile wytrzyma z topem, a ile bez :)


Lubicie takie odcienie? Ja bardzo! Jakie lakiery w tej kategorii są Waszymi ulubieńcami?

czwartek, 31 października 2013

Bloody nails

Jakiś czas temu Antiii zorganizowała Halloweenowy Konkurs Paznokciowy, w którym ochoczo wzięłam udział. Wygrać nie wygrałam, ten zaszczyt przypadł przezdolnej hatsu-hinoiri (gratulacje! :*), ale świetnie się bawiłam tworząc manicure. Po odrzuceniu wszelkich budynków, ludzików i innych stworzeń, których nie umiem namalować postawiłam na prosty, ale dość efektowny moim zdaniem wzorek. Krwiste plamy chodziły mi po głowie od dość dawna, niestety moja wizja była nieco inna niż ostateczny wygląd paznokci, jednak nie powiem, byłam całkiem zadowolona. Do wykonania mani użyłam trzech warstw Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline, który sam w sobie jest moim wielkim hitem. Klasyczna czerwień to Basic Nagellack 281. Wykonanie całości było dziecinnie proste, jednak moje plamy krwi nie wyszły zbyt dobrze. Nałożyłam zbyt dużo lakieru, co niestety było widać. Ponadto czerwone smugi powinny być dłuższe i bez kropkowego kształtu. Cóż, moim zdaniem i tak jak na pierwszą próbę jest nie najgorzej. Zresztą, oceńcie same :)   


Co sądzicie o halloweenowych paznokciach? Podoba się Wam moja propozycja?

wtorek, 23 kwietnia 2013

Skittlesy w wersji paznokciowej? Czemu nie!

Znowu naszło mnie na kropki. Uwielbiam ozdabiać nimi niemal każdy kremowy lakier. Biorąc pod uwagę dzisiejszą słoneczną pogodę, złapałam kilka kolorowych emalii i zaczęłam malować! W sumie nawet nie wiedziałam, co chcę stworzyć, ale ostateczny efekt bardzo mi się spodobał. To chyba najweselszy manicure odkąd pamiętam!

W akcji udział wzięło siedem lakierów. Bezbarwny Editt nałożyłam jako bazę, na to trzy warstwy Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline, mojego ulubionego, porcelanowego beżu. Kropki wykonałam za pomocą China Glaze Anchors Away Life Preserver, Catrice Ultimate Nail Lacquer 360 Raspberry Fields Forever, Miyo Mini Drops Provocation, Essence A New League Nail Polish Tommy's Favorite Green oraz Miss Sporty Clubbing Colours Bubble Gum 453.

Bezbarwny lakier Editt to cud, jeśli o rozprowadzanie chodzi. Jest rzadki, nakłada się cienką warstwą i migiem wysycha. Porcelanę SH lubię za pędzelek i równie szybkie schnięcie, jednak potrzebowałam aż trzech warstw do pokrycia płytki. Kropki tradycyjnie robione łepkiem od szpilki. Taki sposób zdobienia jest dziecinnie prosty, a jaki efektowny!


Podobają się Wam takie wesołe zdobienia? Co nosicie na paznokciach przy takiej pogodzie?

środa, 17 kwietnia 2013

Dots - i love it! Catrice Ultimate Colour Raspberry Fields Forever + Sally Hansen Complete Salon Manicure

Nareszcie przyszła wiosna i czas na kolorowe paznokcie! To jeden z wielu aspektów tej pory roku, który tak bardzo mnie cieszy. Po iskrzącym, białym manicurze zmalowałam kropki. Jak dla mnie to zdecydowanie najprostszy sposób na efektowny i przykuwający wzrok paznokcie. Zdecydowałam się na niego, ponieważ bardzo lubię wesołe, kolorowe mani :) Zapraszam na małą prezentację.

Catrice Ultimate Colour Raspberry Fields Forever i Sally Hansen Complete Salon Manicure to naprawdę świetny duet! Intensywny, malinowy, który wyszedł na zdjęciu jako czerwień to zdecydowanie mój ulubiony odcień tego typu. Porcelanowy beż stanowi idealny dodatek do takiego oczodajnego różu. Muszę przyznać, że efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i niesamowicie mi się podoba i zapewne jeszcze nie raz pomaluję tak paznokcie ;)

Oprócz kolorów oba lakiery świetnie się nakładają, nie rozlewają, mają dobrze przycięte pędzelki. Beż trochę smuży przy pierwszej warstwie, ale minimalnie. Ja nałożyłam trzy, także nie robiło mi to różnicy. Róż kryje idealnie przy jednej warstwie, jednak dołożyłam drugą. Kropeczki wykonane oczywiście łepkiem od szpilki, bardzo łatwo się je robiło, o dziwo wyszły normalnej wielkości i okrągłe, więc jest progres, bo moje pierwsze były jakby nieco podłużne ;)


Podoba Wam się taki sposób ozdabiania paznokci? Malujecie je tak?

środa, 6 marca 2013

Lutowe zakupy

Nareszcie udało mi się obfocić lutowe zakupy, żałuję, że tak późno, ale dobrze zrobiłam. Przez ostatnie dni doskwierał mi brak czasu, a ja bardzo tego nie lubię. Co do zakupów - nie są jakieś bardzo wielkie, przypuszczam, że w kwietniu będą ogromne i zagraniczne ♥. Tym razem postawiłam raczej na włosy, dostałam paczkę ze współpracy, kilka rzeczy kupiłam na blogach i ogólnie jestem bardzo zadowolona. W sumie luty nie obfitował w buble, właściwie to nie było ich wcale. Kosmetyków, które mają szanse zostać moimi ulubieńcami jest za to sporo i chętnie je wszystkie Wam przedstawię :)

   
Jak widać nie ma tego tak dużo, a poza tym wszystko jest zróżnicowane - jest grupa do włosów, do twarzy, do paznokci, a więc bez przesady w którąś stronę. Poniżej dokładniejsza  prezentacja.


Zacznijmy od lewej. Mamy tu dwie rewelacyjne odżywki, które szczerze polecam: Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda i róża (6,49zł) i Joanna Argan Oil (5,8zł). Dalej znajduje się kolejna, o której jeszcze nie wyrobiłam sobie zdania - Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner (7,5zł). Na koniec mamy tu dwa szampony - kolagenowe serum do mycia włosów BingoSpa ze współpracy i Babydream Shampoo (3,87zł). Oba są moim zdaniem świetne i polecam wypróbować!


Tu z koeli mamy dwa tanie, małe zmywacze - z odżywką (1,4zł) i z wiatminami (1,29zł). Zmywają średnio, nie szkodzą paznokciom, a zużyć muszę. Następnie widzimy mojego nowego ulubieńca - Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Daily Face Wash All Skin Types (13,25zł). jest świetny, recenzja wkrótce. Kupiłam go w komplecie z kremem do rąk, ale już mi się zużył. Widzicie te dwa płaskie pudełeczka? To kosmetyki od BingoSpa - peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi, który jest rewelacyjny i krem pielęgnacyjny z Zea Mays dla Was! Niedługo rozdanie ;D


A tutaj mamy już lekko kolorówkowy dział :) Essence A New League Multi Colour Bronzing Powder - 01 Go Classy, Go Retro był moim marzeniem i dostałam go w ramach wymianki - dziękuję! Malinowe masełko do ust Nivea (9,99zł) kupiłam po zużyciu karmelowego i jest równie dobre. Balsam do ust Tisane muszę zawsze mieć na półce, tym razem kupiłam tylko jedno opakowanie za 8,35zł. Pędzelek do korektora E.l.f (5zł) bardzo mi się przyda, gdy dostanę niemiecką paczkę.


To już ostatnia grupa :) Mamy tu mój upragniony lakier Essence Crystalliced Iced Eyes Baby (3zł) w cudnym, błękitnym kolorze. Dalej stoi czerwień Pierre Rene Carnival 01 (7,99zł), zachwycająca Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline (9,99zł) i biedronkowy, beznumerkowy Virtual Fashion Mania (3,99zł). Dalej mamy wodę toaletową o cudnym zapachu jeżyn Yves Rocher Plaisirs Nature Mure Sauvage Blackberry (10zł).

I to tyle! W lutym nie nakupowałam wiele, ale jestem bardzo zadowolona. Wydałam 103 złote i 91 groszy, więc nie tak dużo. Miałyście może styczność z którymś z produktów?   

piątek, 22 lutego 2013

♥♥♥ Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline

Jakiś czas temu zaczęły mi się podobać bardzo jasne lakiery do paznokci. Zgodnie z tą myślą rozpoczęłam poszukiwania i niemal od razu trafiłam na coś, co całkowicie mnie uwiodło. Jest to emalia prawie idealna w każdym stopniu - kolorze, jakości, konsystencji. Sprawiła, że mam ochotę na kolejne produkty tej firmy. O czym mowa? Poznajcie Mousseline od Sally Hansen z serii Complete Salon Manicure.

Mousseline to lakier o kolorze wręcz cudownym ♥. Jest to odcień maksymalnie rozbielonego beżu, ale nie biały. Jest jasny, bardzo "czysty", sprawia wrażenie wypielęgnowanych dłoni i paznokci. Przy okazji jest też bardzo naturalny, idealny do pracy lub szkoły, tam, gdzie nie powinno się mieć krzykliwych kolorów na pazurach. Nadaje się na każdą okazję i do dowolnego stroju, nie rzuca się w oczy.

Lakier rozprowadza się bardzo dobre. Nie rozlewa się po płytce i skórkach. Ma pędzelek lekko zaokrąglony, dzięki czemu łatwiej precyzyjnie nałożyć emalię. Przy pierwszej i drugiej warstwie minimalnie smużyć, ale ja i tak uważam za konieczne nałożenie trzeciej. Każda warstwa schnie około ośmiu - dziesięciu minut, a więc niedługo. Nawet po pięciu dniach nie ma odprysków, jedynie końcówki są odrobinę, niemal niewidocznie starte. 


Mnie ten lakier szalenie się podoba i mam zamiar często go eksploatować :) Podoba się Wam czy wręcz przeciwnie?

czwartek, 21 lutego 2013

Osiem dni kosmetycznych odkryć, czyli jak upolowałam ciekawe produkty

Jak już pisałam na fejsbukowym profilu, na który serdecznie zapraszam (odnośnik w pasku po prawej stronie), wróciłam z wojaży. Ferie spędziłam w miłej, rodzinnej atmosferze i ciągłej zakupowej bieganinie, w wyniku której upolowałam kilka smaczków. Zazwyczaj nie chwalę się łupami wcześniej niż pod koniec miesiąca w podsumowaniu, ale tym razem nie byłam w stanie wytrzymać, aby ich Wam nie pokazać. Myślę, że nie będziecie miały mi tego za złe :)


Zaszalałam z odżywkami do włosów - kupiłam aż trzy, mimo że nie planowałam ich zabierać ze sobą. Zestaw Himalaya Herbals wpadł mi do koszyka równie niespodziewanie. Lakiery również przyszły same wraz ze zmywaczem, więc nie czuję się winna :D Poza tym żaden z produktów nie kosztował więcej niż 14 złotówek, a za całość zapłaciłam 55 złotych i jednego grosza. Nic nie wzięłam z musu, nad każdym zakupem się zastanawiałam i nie żałuję ani odrobinę, że zabrałam te kosmetyki ze sobą.


Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner - wielka, 400ml butelka nieznanej mi firmy od razu przykuła moją uwagę, jednak wróciłam po nią dopiero po dwóch lub trzech dniach. Marka wydaje się być ciekawa, skład nie najgorszy, zapach w porządku. Jestem bardzo ciekawa działania, dziś lub jutro zaaplikuję na łepetynę i zacznę testowanie.

Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów Lawenda i róża - skusiła mnie szata graficzna, kolor opakowania i cena w promocji. Garnierowych odżywek z tej serii nie miałam nigdy, więc nie mam porównania. Skład ma w miarę przyjemny, zapach mocno lawendowy, ale nie taki, jak w kulkach na mole. Po pierwszym użyciu nie jest źle, obyło się bez obciążenia, ale na recenzję poczekacie kilka tygodni.

Joanna Argan Oil Odżywka do włosów z olejkiem arganowym - jakiś czas temu ujrzałam na blogach zapowiedzi, więc uznałam, że może warto się zapoznać z nową serią. Obecny jest olejek arganowy, mniej więcej w połowie składu. Posiada też silikony, co w odżywkach po myciu mi nie przeszkadza, a pomaga. Użyłam jej raz i efekty bardzo mi się spodobały.


Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Daily Face Wash All Skin Types - próbuję ponownie przekonać się do żeli myjących twarz i właśnie dlatego kupiłam ten. Ma przyjemny skład, bez SLS i parafiny, lekko peelingujące drobinki i ładny zapach. Użyłam go kilka razy, ale już go lubię. Ciekawe, jak będzie się sprawdzał na dłuższą metę.
 
Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream - był w komplecie z powyższym żelem, samego bym go nie kupiła. Póki co zużywam krem z Anidy, więc tego codziennie nie eksploatuję. Nakładam go po wyjściu na dwór lub bezpośrednio przed, efekty są niezłe. Poużywam i zobaczę, co wyniknie z tej znajomości.


Zmywacz do paznokci wzmacniający z odżywką - ja tam w jego odżywcze właściwości nie wierzę, ważne żeby zmywał lakiery i nie wysuszał. Ten spełnia moje wymogi, usuwa emalie i nie zostawia wyschniętej na wiór płytki.

Pierre Rene Carnival 01 - kolekcja Carnival bardzo mi się spodobała, jest trochę podobna do Hot Colors od My Secret. Celowo wzięłam czerwień, bo ma cudnie mini glassflecked w kolorze różowym. Nie używałam jeszcze, ale chyba będzie wyglądać bosko :D

Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline - bardzo, ale to bardzo go pokochałam :D Jest podobny do Crinoline, który także chcę upolować. Mleczny beż, idealny wręcz. Konsysyencja, czas wysychania mnie uwiodły, więc to nie ostatni lakier SH w mojej kolekcji.

Virtual, Fashion Mania, Royal Blue - kupiłam w Biedronce, a tam nie było oznaczeń kolorów, więc tylko przypuszczam, że to ten. Uwielbiam takie chabrowe odcienie, szczególnie kremowe, a ten jest dokładnie taki :)

Macie któryś kosmetyk z wyżej wymienionych? Na którego recenzję będziecie czekać?