Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 października 2014

Zużycia wrześniowo - październikowe

Dawno nie pisałam na blogu żadnej notatki, wena uleciała i za nic nie chciała wrócić. Dzisiaj jednak przybywam z wrześniowo - październikowymi zużyciami. Nie ma tego zbyt dużo, ale w tej gromadce jest kilka naprawdę świetnych kosmetyków, które warto poznać, więc zapraszam do czytania i oglądania :)


Nectar Of Nature, Enveloping Shower Cream With Polyfloral Honey - całkiem przyjemny kosmetyk w niskiej cenie, łatwo dostępny (Carrefour) i przyzwoicie działający. Konsystencja niezbyt gęsta, ale nie wodnista. Żel pienił się raczej słabo i nie należał do bardzo wydajnych. Zapach polnych kwiatów i miodu z nieco sztuczną, wybijającą się nutą nie był może mistrzostwem świata, w sumie był nawet przyjemny, chociaż pod koniec stał się lekko duszący. Nie podrażnił skóry, nie wywołał żadnych niepożądanych skutków. Nie był drogi, zapłaciłam za niego około pięciu złotych i myślę, że warto wypróbować, chociaż jest wiele innych, dużo lepszych kosmetyków.

Nivea, Stress Protect, Anti-perspirant w sprayu - bardzo lubię antyperspiranty w sprayu za łatwość aplikacji i to, że zaraz po można się ubrać. Akurat ten sprawdził się całkiem nieźle, chociaż do zadowalającej mnie ochrony mu daleko. Wilgoć pod pachami nie została pohamowana, jedynie trochę zmniejszona, ale brzydki zapach nie był wyczuwalny. Ogółem sprawdził się lepiej niż Lady Speed Stick, ale będę szukać dalej, aż znajdę coś naprawdę zadowalającego. 

Le Petit Marseillais, Mleczko nawilżające, Bardzo sucha skóra - nieczęsto udaje mi się trafić na kosmetyk, który nawilży skórę w zadowalającym stopniu, a jednocześnie będzie lekki i nie pozostawi na ciele nieprzyjemnego filmu. Mleczko LPM sprawdziło się naprawdę dobrze. Nawilżało całkiem nieźle, nie pozostawiało jakiegokolwiek filmu. Skóra nie była bardzo odżywiona, ale całkiem zadowalająco. Zapach produktu był przyjemny, nieduszący i po pewnym czasie znikał, co mi bardzo odpowiadało.

   
Przepisy Babci Agafii, Maska do włosów jajeczna odżywcza - byłam bardzo ciekawa tego produktu i wiązałam z nim spore nadzieje. Maska działała dobrze, jednak nie zauważyłam efektu wow. Po każdym użyciu włosy były miękkie i błyszczące, ale zbyt lekkie. Kosmetyk w ogóle nie dociążał włosów, co w moim przypadku jest konieczne. Maseczka miała rzadką, lejącą konsystencję i przyjemny, lekko ciasteczkowy zapach. Była wydajna, wystarczyła mi na trzy i pół miesiąca. Raczej nie kupię jej ponownie, ale polecam wypróbować.

Love2MIX Organic, Organiczny szampon regeneracyjny z efektem laminowania do włosów zniszczonych "Ekstrakt z mango i awokado" - chyba nigdy wcześniej żaden szampon nie zadziałał tak, jak ten. Zauważalnie wygładzał włosy i oczyszczał bez najmniejszego wysuszania. Czupryna była cudownie miękka i gładka zwłaszcza po kilku pierwszych użyciach, pod koniec butelki włosy chyba się przyzwyczaiły i nie chciały być tak gładkie jak na początku. Niemniej jednak efekt był zadowalający. Zapach produktu to sok o smaku multiwitamina, naturalny, bez grama sztuczności. Myślę, że kiedyś skuszę się na drugą butelkę.

Marion, Nature Therapy, Kąpiel odbudowująca - kupiłam głównie z ciekawości i w sumie nie liczyłam nawet, że kosmetyk da jakikolwiek efekt. Kąpiel albo nie zadziałała albo tego nie zauważyłam. Opakowanie wystarczyło mi na sześć lub siedem użyć. Włosy ani nie stały się miększe ani bardziej błyszczące. Zapach, który w założeniu miał być malinowy, koło malin nawet nie stał. Był chemiczny, kwaskowo - owocowy, nie utrzymywał się na włosach. Na pewno nie kupię ponownie.

  
Mixa, Lipidowy krem do rąk, Regeneracja - okazał się być naprawdę dobrym kosmetykiem. Nie był idealny - pozostawiał na skórze trudny do określenia film, który mi przeszkadzał, jednak dla efektu miękkiej i odżywionej skóry byłam w stanie to przecierpieć. Z nieznanego powodu łuszczyła mi się skóra na opuszkach, poza tym skóra była sucha i wyraźnie potrzebowała pomocy. Krem zauważalnie pomógł, zregenerował, odżywił i zmiękczył. Był wydajny, na jedną aplikację wystarczyła odrobina. Możliwe, że kiedyś kupię go ponownie. 

BeBeauty, Balsam do stóp i paznokci - cudów nie ma, tyłka nie urwał (może to i dobrze, w końcu to kosmetyk do stóp a nie do innych części ciała), ale działał całkiem przyzwoicie. Przy regularnym stosowaniu skóra stała się bardziej nawilżona i miększa. Krem szybko się wchłaniał, miał całkiem przyjemny zapach. Nie wiem, czy kupię go znowu, ale to możliwe, ponieważ kosztuje tylko około 3zł.  

Farmona, Sweet Secret, Kokosowy krem do rąk i paznokci - miniaturka o pojemności 30ml, idealna do torebki. Zapach naturalny, przyjemny, słodki, aromat świeżego kokosa i bananów. Jeśli chodzi o nawilżenie, było bardzo przeciętne. Nie kupię go ponownie, wolę kosmetyki, które działają bardziej zauważalnie. 


Alverde Camouflage 002 Beige - używałam go namiętnie przez ponad rok, aż w końcu niestety się skończył. Całkiem nieźle tuszował cienie pod oczami oraz krostki, przebarwienia i inne niespodzianki. Dzięki jasnemu kolorowi nie odcinał się od skóry, ładnie się z nią stapiał i utrzymywał bardzo długo. Nie ciemniał, nie wysuszał skóry ani nie powodował żadnych innych działań niepożądanych. Myślę, że kiedyś kupię drugie opakowanie.

Bell, BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer - genialny! Tak bardzo przypadł mi do gustu, że teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia! Już kupiłam i używam drugie opakowanie. Niezwykle lekki, bardzo jasny, świetnie dopasowuje się do koloru skóry. Delikatnie rozjaśnia i rozświetla, mimo że nie posiada żadnych drobinek. Świetnie sprawdza się zarówno pod oczami, jak i na do tuszowania przebarwień i krostek. Nie zakrywa ich całkowicie, ale sprawia, że są mniej widoczne. Utrzymuje się na skórze przez cały dzień. czego chcieć więcej? Absolutnie uwielbiam!
...........

 

Playboy, Play It Pin Up, Body Mist - bardzo lubiłam i często używałam.Mgiełka miała cukierkowy, ale nieprzesadnie słodki zapach, który utrzymywał się na skórze przez kilka godzin. Nie była dusząca, nie wywoływała bólów głowy. Dodatkowo była bardzo wydajna, zużyłam z przyjemnością. 

Ziaja, Liście Manuka, Żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień/na noc - dawno nie trafiłam na tak dobrze działający żel. Świetnie oczyszczał i wygładzał skórę bez wysuszania. Nie wywołał podrażnień ani uczulenia. Działanie peelingujące było idealne na co dzień, ani za mocne, ani za lekkie. Jak dla mnie idealny kosmetyk do codziennego stosowania. Obecnie używam wersji bez peelingu i sprawdza się równie dobrze. Myślę, że do tego też kiedyś wrócę

Babydream, Sonnencreme 50+ - naprawdę dobry kosmetyk, którego używałam przez całą późną wiosnę i lato przez dwa lata z rzędu. Działanie przypadło mojej cerze do gustu, bo przez cały okres używania nie miałam żadnych podrażnień spowodowanych działaniem słońca. Nie wysuszał skóry, nawet nieco ją nawilżał, nie zapychał. Jedyne co mi się w nim nie podobał to to, że dość długo się kleił na skórze i sprawiał, że błyszczała jak posmarowana olejem. Nie udało mi się go zużyć, był piekielnie wydajny, ale przeterminował się i czas się z nim pożegnać.

Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - co tu dużo mówić, kolejne zużyte opakowań, trudno zliczyć które. Moja cera uwielbia ten krem! idealnie matuje na cały dzień, wygładza skórę i nadaje jej miękkości. Nie zapycha i nie podrażnia. Gorąco polecam!

Tak właśnie prezentują się zużycia z ostatnich dwóch miesięcy. Znacie może któryś z tych kosmetyków? :)      

 

wtorek, 4 lutego 2014

Ciągnie wilka do lasu / Alverde Waldgezwitscher LE Lippenstifte 10 Erdhügel

Właściwie to nie wilka, a lisa i inne zwierzaki. A co to ma wspólnego ze sferą urodową? Coś musi mieć i w dzisiejszym poście na pewno się o tym przekonacie ;) Niedawno pokazywałam na blogu oraz Instagramie zakupy poczynione przez pewną dobrą duszę w DM'ie. Szczególnie zainteresowałyście się szminką i oto jest - Alverde Waldgezwitscher LE Lippenstifte 10 Erdhügel. Nie będę ukrywać, że zauroczyło mnie opakowanie i w stanie zachwytu nad nim trwam od zobaczenia zapowiedzi w internecie aż do teraz i wiem, że uwielbienie dla niego mi nie minie. Lisy, wiewiórki, ptaki, drzewa i grzyby plus ciemnozielone tło wyglądają niesamowicie. Trudno się nie zakochać w takim cudeńku! Zresztą zobaczycie na poniższych zdjęciach w pełnej krasie. Opakowanie jest wytrzymałe, mimo że tekturowe, nie plami się i nie zagina.


Kolor, który posiadam to 10 Erdhügel, bardzo ładny, ciepły brąz. Wklepany w wargi lekko je przyciemnia i staje się uniwersalnym, dość ciemnym nude. Zarówno roztarty, jak i nałożony po prostu poprzez przejechanie sztyftem po ustach prezentuje się przepięknie. Niestety, pomadka podkreśla wszelkie suche skórki, co widać na zdjęciu. Naprawdę trzeba mieć do niej idealnie miękkie, gładkie i nawilżone usta. Mam nadzieję, że uda mi się je doprowadzić do takiego stanu, aby móc bezproblemowo nosić ten kolor na ustach.


Podoba się Wam? Mi bardzo! Myślę, że delikatny peeling ust plus balsam do ust pozwolą mi wreszcie na nakładanie tego koloru :)

piątek, 10 stycznia 2014

Chwalę się, a co!

Nawet nie wiecie (a może i wiecie), jak ciężko mi, blogerce, poradzić sobie bez aparatu. Traf chciał, że zapomniałam zapakować go do torby po świętach i odzyskam dopiero po dwudziestym stycznia. Będzie trudno, ale posty postaram się dodawać. Dzisiejsze zdjęcie wykonałam za pomocą aparatu w telefonie i chyba nie ma tragedii, może coś dojrzycie. Ale nie piszę, by się pożalić, a pochwalić. Otóż dziś listonosz wręczył mi wyczekiwaną paczuszkę od E. (dziękuję!) z widoczną na poniższym zdjęciu zawartością. Niemieckie kosmetyki ciągle mnie intrygują, a te, które mam, w większości uwielbiam. Mam nadzieję, że produkty otrzymane dziś będą równie dobre.


Alverde Waldgezwitscher LE Lippenstifte 10 Erdhügel - szminka z leśnej limitowanki w brązowym kolorze. Po roztarciu i delikatnym wklepaniu staje się ciemnym nudziakiem dobrym na co dzień. Wygląda naprawdę ładnie na ustach, a do tego ma genialne opakowanie. Całkowicie zauroczyły mnie lisy, wiewiórki, ptaki i drzewa. Gdy tylko będę miała możliwość zrobienia zdjęć aparatem, to od razu pokażę Wam zwierzaki z bliska.

Essence Oktoberfest Eyeshadow & Lipgloss Set. 01 I Mog Di! - znów bardzo ładne, kartonowe opakowanie w kratkę z wizerunkiem pierniczka i reniferami w środku i z tyłu. W środku dwa dość dobrze napigmentowane cienie - opalizujący na różowo fiolet oraz łososiowy, oba błyszczące, powinny ładnie razem wyglądać. Do kompletu mini błyszczyk w cukierkowym, pastelowym odcieniu różu. Po wykończeniu Max Factorowego Gloss Cube'a długo szukałam takiego różu i teraz mam, więc póki co jak najbardziej na plus.

Balea Gute Laune Maske / Feuchtigkeits Maske - kiedyś miałam jedną maseczkę tej firmy i chciałam wypróbować kolejne. Tę nawilżającą zapewne komuś oddam, gdyż ma trójglicerydy, ale pierwszą zużyję z chęcią, jestem jej bardzo ciekawa.

Dove Intensiv Reparatur 1 Minute Kur - Spulung - nigdy nie miałam żadnych kosmetyków do włosów z Dove, więc chętnie wypróbuję. Kto wie, może będzie hit? :)

Beta - Skin Natural Active Cream - dwie próbki kremu kompletnie nieznanej mi firmy. Podobno to jakaś innowacyjna formuła i ma zdziałać wiele, więc posmaruję nim łydki, może faktycznie będzie dobry.

p2 Sand Style Polish 090 Opulent - uwielbiam piaskowe lakiery, mam trzy sztuki i wciąż mi mało. W tym kolorze zakochałam się od pierwszych swatchów w sieci i nie mogę się doczekać, kiedy pomaluję nim paznokcie.

p2 Volume Gloss Business Woman - brakowało mi takiego przykurzonego, kakaowego odcienia z nutą fioletu i szarości. Podejrzewam, że dobrze prezentowałby się na nieco dłuższej długości paznokci niż moja (znów obcięłam na zero).

p2 Lost In Glitter Polish Be Divine! - przepiękny, różowo - fioletowy brokat różnej wielkości. Będzie genialnie wyglądał na długich paznokciach na czarnej bazie.

I to byłoby na tyle :) Z moich zakupów jestem bardzo zadowolona, dobrej duszy dziękuję po raz kolejny i mam nadzieję, że kosmetyki się sprawdzą. Znacie któryś z nich?   

czwartek, 19 grudnia 2013

Alverde Camouflage 002 Beige

Należę do grona osób, które są w stanie wyjść z domu bez grama makijażu na twarzy i nie czują się z tego powodu źle. Zdarza się jednak, że sytuacja [czytaj: ogromny wulkan czy też cienie pod oczami jak po bitwie] wymaga zamaskowania tego czy owego. Sięgam wtedy po mój jedyny i najlepszy korektor, a właściwie kamuflaź Alverde w odcieniu 002 Beige. Opakowanie ma małe, okrągłe i poręczne, zmieści się do każdej kosmetyczki. Łatwo się odkręca, ale nie ma opcji, żeby samoistnie się otworzyło. Jest płaskie i wytrzymałe, niejednokrotnie spadło mi na podłogę i nie odniosło żadnego uszczerbku.


Kamuflaż ma nietłustą konsystencję, łatwo się rozprowadza, nie smuży i nie maże się. Dobrze wtapia się skórę, nie waży i po przypudrowaniu trzyma się cały dzień bez żadnego uszczerbku. 
Kolor 002 Beige, który posiadam to bardzo jasny beż, który świetnie sprawdza się u mnie do maskowania, a właściwie rozjaśniania cieni pod oczami. Używam go też na wypryski oraz zaczerwienienia i kolor skóry zmienia się na normalniejszy. 


Produkt sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Nie tylko w zadowalającym stopniu kryje, to jeszcze nie zapycha. Dla mojej skłonnej do tego skóry ten kamuflaż jest wybawieniem, gdyż mogę zakryć to i owo bez obaw, że zaatakuje mnie armia nieprzyjaciół. Podkreśla nieco suche skórki, ale dobry peeling użyty wieczorem załatwia sprawę.


Bardzo polubiliśmy się z tym kamuflażem, nic więc dziwnego, że znalazł się w ulubieńcach roku.

Znacie ten produkt?

niedziela, 8 grudnia 2013

Listopadowe zużycia

Listopadowe zużycia powinnam zamieścić na blogu już kilka dni temu, jednak brak dobrego światła całkowicie mi to uniemożliwił. Dziś, kiedy już uczepiłam się w miarę normalnego światła, zdjęcia wyszły niebiesko-szare, a w dodatku prześwietlone. Trudno, mam nadzieję, że macie oczy odporne na tej jakości obrazki. Co do samych zużyć - trochę pustych opakowań poszło do kosza, zaczynam się odgruzowywać z zapasów! 

Alverde Pflege-dusche Minze Bergamotte
Nieczęsto trafiam na żel pod prysznic, których chciałabym używać jak najczęściej. Miętowo - bergamotkowe myjadło należy do właśnie takich. Nie był specjalnie gęsty, nieźle się pienił, dobrze oczyszczał skórę. Z wydajnością średnio, wystarczył mi na dwa, może niecałe trzy tygodnie. Póki co nie brzmi to zbyt rewelacyjnie, prawda? Przejdę jednak do tego, co mnie całkowicie zauroczyło. Zapach żelu był niesamowity - trochę słodki, ale bardzo świeży, z nutą mięty. Zero typowej ulepkowatości, uczucia niedomycia. Kupiłabym ponownie, gdyby nie fakt, że produkt dostępny jest tylko w DM'ach, a może nawet był, gdyż wydaje mi się, że to edycja limitowana. 

Balea Seidenglanz Spulung Feige + Perle
Jedna z odżywek, która nie zrobiła mi źle, ale cudów też nie zdziałała, więc ponownie się już nie spotkamy. Nie należała do grupy mocnych nawilżaczy, była lekka i takie efekty dawała. Włosy po użyciu jej były błyszczące, miękkie i bardzo lekkie, co mi nie odpowiada - moja czupryna zdecydowanie potrzebuje dociążenia. Zapach typowo kosmetyczny, znośny, ale do pięknych perfum mu daleko ;) Ogółem odżywka w porządku, raczej dla osób oczekujących lekkości i połysku niż mocnego odżywienia.

 Nivea Pure Effect Clean Deeper Żel - peeling do codziennego mycia twarzy
Kupiłam i przepadłam. Zdecydowanie mogę zaliczyć go do ulubieńców roku. Jeszcze nigdy, przenigdy nie miałam aż tak dobrego żelu. Niezwykle podoba mi się wygląd skóry zarówno po regularnym, jak i okazjonalnym stosowaniu. Cera jest jasna, wygładzona, miękka, oczyszczona i bardzo świeża. Dobrze myje i wygładza skórę, mimo iż drobinki są maleńkie i okrągłe. Dodatkowo ma świetny, orzeźwiający zapach. Z pewnością kupię go ponownie.


Asa Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Nie mam pojęcia, ile już opakowań zużyłam. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Moja skóra z żadnym kremem nie wygląda tak dobrze i nie zachowuje się tak grzecznie, jeśli mogę tak powiedzieć. Zmniejsza częstotliwość powstawania wyprysków, plamek, zaskórników. Absolutnie nie zapycha, sprawia, że skóa jest gładka i miękka. Kolejną tubkę mam już w użyciu i jestem pewna, że to nie ostatnia.

Tisane Balsam do ust
Kilkanaście opakowań zużytych, co chyba samo w sobie świadczy o moim uwielbieniu dla niego. Nawilża, odżywia, chroni. Nie podrażnia moich ust jak większość balsamów. Czego chcieć więcej? 

Poezja Zmywacz do paznokci
Cudów nie ma, ale kupuję często i gęsto, bo najtańszy i zmywa nie najgorzej. Minimalnie wysusza, ale dobra odżywka i krem do rąk dają radę. 

BingoSpa Waniliowe extra masło do ciała  
Nienawidzę ciężkich maseł do ciała. Na szczęście to było zupełnie inne, o konsystencji lekkiego, puszystego kremu. Wchłaniało się szybko, nie kleiło, nie pozostawiało tępego filmu na skórze. Nawilżało bardzo dobrze, wygładzało i nie powodowało podrażnień. Zapach lekki i przyjemny, waniliowy, ale z dodatkiem białych landrynek (pamiętacie je? zawsze była tylko jedna w opakowaniu). Bardzo porządny produkt, trochę nietypowa forma jak na masło, ale oczywiście w pozytywną stronę.


A jak Wam poszło zużywanie w listopadzie? 

sobota, 2 listopada 2013

Październikowe zużycia

Miniony miesiąc nie obfitował w ogromne zużycia, mimo wszystko jestem dosyć zadowolona z tego, co wyrzuciłam. Nie odkopałam się jeszcze spod sterty żeli pod prysznic, ale nawet jeden mniej przybliża mnie do celu, którym jest posiadanie maksymalnie dwóch myjadeł. Nie można mieć w końcu wszystkiego na raz :) Post będzie więc denkowy, mocno Baleowy i mam nadzieję, że pozytywny. OK, pogadałam sobie, teraz czas na właściwą część postu.


Balea Young Dusche Huttenzauber
Tyłka nie urwał, bo to w sumie tylko żel pod prysznic, chociaż nie przeczę, że był bardzo przyjemnym kosmetykiem. Opakowanie z przeuroczą naklejką zdecydowanie zachęcało do używania. Do kompletu ładny, owocowy, ale niezbyt słodki zapach, brak wysuszania i porządne oczyszczenie. Przypadł mi do gustu, aczkolwiek nie wrócę do niego, ani chęci nie mam, ani możliwości, ponieważ chyba już zniknął z półek. Więcej o nim w TYM poście. 

  Balea Young Soft & Care Mildes Waschgel
Podobnie jak specyfik do ciała ten do twarzy także mnie nie zachwycił. Nie umiem określić go inaczej niż zwyczajny, poprawny kosmetyk. Zmywał kurz, pot, korektor i inne tego typu zanieczyszczenia. Nie oczyścił porów, ale też ich nie zapchał, nie spowodował podrażnień. Nie zaszkodził, ale też nie pomógł zbytnio, zużyłam raczej bez entuzjazmu i na pewno do niego nie wrócę. 
 .......................
 Balea Jeden Tag Shampoo Himbeere
Kolejny bardzo przyjemny, poprawny kosmetyk nie wywołujący ogromnych zachwytów. Dobrze oczyszczający, SLSowy szampon o zapachu malinowej mamby to najlepsza i najkrótsza definicja. Bardzo dobrze się pienił, szybko i za pierwszym razem zmywał silikony i oleje. Ani nie przyspieszał, ani nie spowalniał przetłuszczania. Nie przesuszał włosów, w kwestiach technicznych - lekko je spuszał jak większość szamponów, minimalnie plątał, ale te wszystkie efekty niwelowała każda odżywka. Ogólnie mogę polecić, o ile ktoś nie oczekuje cudów na kiju.


Alverde Feuchtigkeits 2-Phasen Spruhkur Aloe Vera Hibiskus
Produkt, który również nie był cudem, chociaż zdziałał wiele dobrego dla mojej czupryny. W dniach, kiedy nie miałam czasu na olejowanie, ta dwufazówka dzielnie zastępowała mi go. Konsystencja w sam raz, dość lekka, jednak po zaaplikowaniu zbyt dużej ilości minimalnie obciążała włosy. Z racji na zawartość oleju produkt trochę otłuszczał, więc stosowałam go wtedy, kiedy wiedziałam, że nie będę musiała już wychodzić z domu. Co do działania - nawilża i odżywia włosy, ułatwia rozczesywanie. Mimo zawartości alkoholu nie wysusza. Ponadto cudownie pachnie! Póki co rozstajemy się, ale gdyby pojawiła się jakaś ciekawa oferta, na pewno bym kupiła kolejną buteleczką.

      Ecolab Silonda Lipid Emulsja o działaniu pielęgnującym i regenerującym skórę
Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo cieszy mnie fakt, że mogłam się go nareszcie pozbyć. Nie żeby był zły czy negatywnie wpływał na moją skórę, ale miał pewne wady. Używałam go jako kremu do rąk, całkiem nieźle je nawilżał i wygładzał. Niestety, jego gęsta konsystencja, mimo iż w miarę szybko się wchłaniał, to pozostawiał dziwny film. Nie był on ani tłusty, ani lepki, miałam jednak wrażenie skrzypiącej suchości między palcami. Jak już pisałam, krem był nie najgorszy, ale ten mankament sprawiał, że jego używanie było dla mnie katorgą. Do tego był okropnie wydajny, miałam go od maja.

 Zmywacz do paznokci z witaminą E
Nie lubię go zbytnio, ale to już któraś z kolei zużyta buteleczka. Najłatwiej dostępny, najtańszy i dobrze zmywa lakiery. Z lekkim wysuszeniem radzę sobie za pomocą odżywki. Nie będę pisać, że więcej nie kupię, gdyż i tak pewnie niedługo znowu znajdzie się w moim koszyku.
Tisane Balsam do ust
Opisywałam go już w zakupach i zużyciach tyle razy, że nie mogę zliczyć. Moje usta go uwielbiają! Nawilża, odżywia, wygładza wargi, zapobiega pękaniu i wysuszaniu. Mój numer jeden w pielęgnacji ust!
.
Essence Breaking Dawn Part II Lipgloss Alice Had a Vision - Again
Po raz pierwszy w życiu udało mi się zdenkować błyszczyk tylko dlatego, że tak bardzo go pokochałam. Od grudnia minionego roku byliśmy nierozłączni. Był idealny! Jego lekko fioletowy kolor w połączeniu z efektem tafli sprawiały, że nie potrzebowałam niczego więcej. Niestety, skończył się, a że była to edycja limitowana to nie spotkamy się już więcej. Będę musiała poszukać godnego zastępcy.


Rival de Loop Erdbeer & Vanille Wohlful Pflegemaske
Przyjemnie działająca saszetkowa maseczka. Lekko nawilża i wygładza skórę, zmiękcza ją i nadaje zdrowego kolorytu. Do kompletu lekki, ładny zapach plus brak podrażnień i zapychania. Ja nie potrzebuję niczego więcej.

Kenzo, Madly Kenzo! EDP
Ta maleńka próbka sprawiła, że Madly nie znajdzie się na mojej zapachowej wishliście. Aromat jest bardzo ładny, kwiatowy, ale dla mnie zbyt słodki. Lubię cukierkowe zapachy, ale ten mnie przytłoczył. Jest intensywny, ale po kilku godzinach słabnie. Nie należy do smrodków, wręcz przeciwnie, jest przyjemny, ale nie dla mnie.

L'Oreal Kod młodości Krem na noc
Kremy przeciwzmarszczkowe póki co nie są mi potrzebne; zawartość tej próbki wtarłam w szyję i pod oczy. Po jednej aplikacji, bo na tyle wystarczyła ilość kremu, odczułam spore wygładzenie. Konsystencja średnio gęsta, śliska, półprzezroczysta. Podejrzewam, że to za sprawą silikonów, chociaż nie powiem, wrażenie było przyjemne :)

 Garnier Vital Restore Krem na dzień
Zastosowałam go w identyczny sposób jak powyższy L'Oreal. Odczułam lekkie odżywienie i nawilżenie. Konsystencja gęsta, dobrze się rozprowadza. 




Znacie jakiś produkt z wymienionych przeze mnie? Lubicie? Jak Wam poszło denkowanie w październiku?

niedziela, 26 maja 2013

Cóż za blask strzelił tam z warg! Alverde Alm Beauty Lipgloss Stadl Funkeln

Nie od dziś wiecie, że kocham błyszczyki. Ponadto uwielbiam edycje limitowane. Dodatkowo jestem łasa na kosmetyki niedostępne w Polsce, a na przykład w Niemczech, dokładniej w DM'ie. Długo polowałam na mazidło ze złotym połyskiem, a dzięki wymianie z Luną Edith  udało mi się je zdobyć. Wprawdzie w użyciu jest rzadko, ale bardzo się cieszę, że mam taki produkt, w końcu czasami się przydaje :)

Alverde Alm Beauty Lipgloss Stadl Funkeln

Błyszczyk ma tradycyjne opakowanie, czyli cienki walec wykonany z przezroczystego plastiku. Aplikator to gąbeczka z wcięciem po jednej stronie, dzięki któremu nabieramy więcej produktu. Nakrętka odkręca się łatwo, lecz nie samoistnie, jest szczelna. Nic się nie wylewa, błyszczyk nie oblepia całego plastikowego kijka, na którym umieszczona jest gąbeczka. Na opakowaniu mamy srebrne nadrukowane napisy. Nie ścierają się, wyglądają całkiem ładnie. Całość prezentuje się dobrze, nietandetnie.


Błyszczyk nie jest bardzo gęsty, ale też nie za rzadki. Świetnie się rozprowadza, do pokrycia całych ust wystarcza naprawdę odrobina produktu. Nie skleja warg, utrzymuje się około godziny. Drobinki pozostają po starciu błyszczyka i zdarza się im migrować wokół ust.

W opakowaniu błyszczyk wygląda na złoty, jednak w rzeczywistości jest przezroczysty z masą złotych, holograficznych drobinek. Nie są one wyczuwalne na ustach, ale bardzo widoczne w słońcu. Mienią się na czerwono i różowo, czasem na pomarańczowo. Moim zdaniem wygląda to nie najgorzej, chociaż ja osobiście wolę, gdy drobinek jest mniej.

Błyszczyk albo nie pachnie, albo ja nie czuję zapachu. Uważam to za zaletę, chociaż zapachowe mazidła do ust mi nie przeszkadzają.


Błyszczyk nie wyrządza moim wargom żadnych szkód. Nie nawilża ich, nie wysusza, ale nie podrażnia. Wygląda średnio, czasem go kocham, czasem nienawidzę. Trudna miłość :D 

Lubicie drobinkowe błyszczyki? Znacie te z Alverde?

wtorek, 7 maja 2013

Włosowe aktualizacje - po 6. miesiącu

Intensywną pielęgnację włosów rozpoczęłam pół roku temu. Nie mogę uwierzyć, że te sześć miesięcy tak szybko zleciało. Chociaż na zdjęciach zmiany nie są zbytnio widoczne, to naprawdę je zauważam podczas czesania, upinania, dotykania itd. Bardzo wciągnęło mnie włosomaniactwo, dbanie i wyszukiwanie coraz to nowszych sposobów na poprawienie kondycji czupryny. Cieszę się, że zaprzestałam niszczących nawyków i prezentuję kłaki po raz kolejny :)

06.04.13                                              07.05.13                   


Długość z tyłu - 42cm

Moje włosy rosną wolno, maksymalnie centymetr miesięcznie. Niemniej jednak cieszą mnie każde dodatkowe milimetry. Wydłużanie się ich najlepiej widać podczas zaplatania w warkocz, który staje się coraz dłuższy. Wciąż uczę się, co lubią moje kosmyki i w jakiej ilości. Prowadzenie pielęgnacyjnego dziennika pomaga mi kontrolować, co i kiedy nałożyłam i w razie potrzeby zbadać, co mogło zaszkodzić lub bardzo pomóc. 

Postanowiłam na stałe wprowadzić do pielęgnacji odżywki z silikonami na zmianę z wolnymi od nich. Chronią przed uszkodzeniami i wyraźnie wygładzają. Zdecydowałam się także na oczyszczanie szamponem z SLS/SLES co mniej więcej dziesięć dni. Zakupiłam również olejek, który ma pobudzić cebulki do rośnięcia. Już kiedyś go używałam i trochę pomógł, więc mam nadzieję, że będzie tak i tym razem.


Silikonowa odżywka, o której wspomniałam to Timotei With Jericho Rose Moc i Blask. Jej działanie przypadło mi do gustu, szerzej opiszę je w recenzji. Skusiłam się też na zachwalany płyn Facelle Intim Waschlotion Sensitive do stosowania w roli szamponu. Sprawdza się wyśmienicie, zupełnie jak dziecięcy szampon BabyDream. Do mocniejszego oczyszczania borowinowy i 7 ziół BingoSpa, który ostatnio bardzo polubiłam. Nauczyłam się z nim nie przesadzać i mnie zadowala.


Moje TOP3 do zadań specjalnych! Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus, czyli dwufazowa odżywka bez spłukiwania idealnie nawilża i zmiękcza włosy. Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner używam zawsze, gdy moje włosy są szorstkie i nie układają się. idealnym zabezpieczaczem do końcówek jest Balea Professional Oil Repair Haaröl.


Olejek łopianowy z czerwoną papryką Green Pharmacy mam już drugi raz, pierwszą butelkę zużyłam na wakacjach. Z obecnej wykonałam póki co trzy aplikacje. Dawno nie używałam żadnych masek do włosów, więc skusiłam się na Joanna Naturia Maseczka regenerująca Z lnem i rumiankiem. Lubię odżywki z tej serii, więc mam nadzieję, że maska okaże się równie dobra. 

A jak u Was z pielęgnacją włosów? Używałyście któregoś z używanego przeze mnie produktu? 

sobota, 6 kwietnia 2013

Włosowe aktualizacje - po 5. miesiącu

Zacznę od tego, że choć wiem, jak głupio to brzmi - uwielbiam pielęgnować swoje włosy. Kocham dostarczać im potrzebnych składników, masek, odżywek, różnych innych kosmetyków. Dodam jeszcze, że są mi wdzięczne, gdyż coraz lepiej wyglądają i daje mi to wielką motywację do dalszych działań. 3 kwietnia minęło pięć miesięcy, od kiedy naprawdę mocno zaczęłam przykładać się do pielęgnacji czupryny. Sama się dziwię, że to już tak długo. Zapraszam na aktualizację :)

 05.03.13                                                             06.04.13                    


 Długość z tyłu - 41,5cm, najkrótsze - ok. 40, zebrane razem - ok. 41cm

Moje włosy rosną, chociaż akurat w porównaniu tych dwóch zdjęć nie bardzo to widać. Ich średni miesięczny przyrost to około jednego centymetra, a więc niewiele. Przyzwyczaiłam się do tego i szybko zauważam , że są dłuższe, choćby podczas czesania lub po związaniu w kucyk. Jak można ujrzeć na zdjęciu, ich końcówki nie są rzadkie, a tak samo gęste jak reszta włosów. Całość staje się coraz bardziej miękka, gładka, błyszcząca, aż mam ochotę ciągle je głaskać i mruczeć z zadowolenia ^^.

W marcu używałam głównie oleju BabyDream, szamponu tej samej marki na zmianę z serum BingoSpa. Zawsze po myciu nakładałam którąś ze zużytych już i wczoraj opisanych odżywek. Bardzo często zabezpieczałam końce serum Balea oraz spryskiwałam sprayem Alverde. Zauważyłam spore wygładzenie po olejku z avocado od Fitomed.


Mój zestaw pielęgnacyjny składa się obecnie ze sprayu Alverde i Oriflame, serum BingoSpa, odżywki Enliven, oleju BabyDream i Fitomed oraz serum na końcówki Balea. Muszę przyznać, że te siedem produktów w pełni zaspokaja potrzeby moich włosów, jedyne, czego mi brak to łagodniejszy szampon. Czuprynę poddaję myciu, olejowaniu i odżywkowaniu co drugi dzień. W pozostałych na przemian nakładam serum, dwa razy w tygodniu spray. 

I to byłby koniec aktualizacji na marzec. Następna za miesiąc :) A co Wy polecacie, co stosujecie?

czwartek, 14 marca 2013

Słodki hibiskus - Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus

Kiedy za pomocą Agnieszki zrobiłam pierwsze zakupy w niemieckiej drogerii DM zaopatrzyłam się w kilka rzeczy i niebawem przyjedzie do mnie druga paczka. Wśród mojego pierwszego zamówienia był też Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus. Chyba Wam jeszcze o tym nie pisałam, ale uwielbiam kosmetyki do włosów w formie sprayu. O ile nie używam lakierów ani innych stylizatorów to lekkie odżywki w opakowaniach z atomizerem kocham. Ten z Alverde moje włosy konsumują już od czterech miesięcy i bardzo się z nim polubiły, więc zapraszam na pochwalną recenzję :)  


Odżywka mieści się w plastikowym opakowaniu o pojemności 150ml. Podoba mi się, że zwęża się ku górze i ma stabilną podstawę. Jest przezroczysta i dzięki temu idealnie widać poziom zużycia oraz obie fazy. Posiada atomizer, który jeszcze ani razu mi się nie zaciął i niech tak będzie do końca. Za każdym razem wydobywa się identyczna ilość produktu - ja do spryskania całych włosów bardzo lekko potrzebuje kilku psiknięć. Na atomizerze widać nasadkę, która dobrze się trzyma, ale łatwo zdejmuje. O dziwo, jeszcze jej nie zgubiłam.

Na butelce znajdują się dwie naklejki w języku niemieckim z różnymi informacjami. Szata graficzna jest ładna, pasuje do faktu, iż Alverde jest marką naturalną. Aloes i hibiskus znajdujące się na naklejkach pokazują, czego możemy się spodziewać. Mamy tu zielone i różowe wstawki, które szczerze uwielbiam na opakowaniach kosmetyków ^^ Wielki plus za kolor atomizera. 


Produkt ma konsystencję cieczy, dzięki której żyjemy. Ma dwie fazy - wodną i olejową. Mieszają się łatwo, wystarczy kilka razy potrząsnąć butelką. Przy spryskiwaniu towarzyszy nam chłodny, orzeźwiający deszczyk :) Jeśli na włosach nie będzie go zbyt dużo, to wchłonie się bardzo szybko. Jest wydajny, przy stosowaniu co 3 - 5 dni w ciągu czterech miesięcy nadal zostało mi około 60%, a więc bardzo dobry wynik.

Zapach jest obłędny! Bardzo słodki, a zarazem naturalny, bez żadnych chemicznych nut. Jak dla mnie pachnie kwiatami wymieszanymi z migdałami, wspaniale! Może i czuć hibiskusa, nie takiego, jak w herbacie, tylko świeżego :) Na włosach utrzymuje się niezbyt długo, ale nie ulatnia się po pięciu minutach. Nie dusi, nie powoduje otępienia i bólu głowy. Szkoda, ze przez komputer nie można  przekazywać zapachów :(


Sprayu używam gdy czuję, że moje włosy robią się sztywne i szorstkie. Wystarczy spryskać, a stają się błyszczące, miękkie i gładkie, łatwo się rozczesują i układają. Jeśli jednak na naszej czuprynie wyląduje zbyt duża ilość produktu, to niestety musimy liczyć się z lekkim otłuszczeniem. Mała ilość - boski efekt, zbyt duża - smalec po kilku godzinach :/ Przy okazji powiem, że nieźle nawilża i mimo zawartości alkoholu nie wysusza.

Opakowanie - 10 - ładne, przezroczyste, stabilne, z dobrym atomizerem i niezłą szatą graficzną. Konsystencja - 10 - lekka, wodnista, przy pomocy atomizera zamienia się w lekką mgiełkę. Zapach - 10 - obłędny! Kwiatowo-migdałowy, mniam! Działanie - 9 - zmiękcza, wygładza, nawilża, jednak nałożony w zbyt dużej ilości przetłuszcza. Nie zawiera silikonów. Ocena ogólna - 9/10. Świetny produkt dla fanek lekkiej pielęgnacji i posiadaczek suchych włosów.

wtorek, 5 marca 2013

Włosowe aktualizacje - po 4. miesiącu

Czas na kolejną włosową aktualizację! Wczoraj minęły cztery miesiące od rozpoczęcia naprawdę intensywnej pielęgnacji połączonej z prowadzeniem dziennika. Nawet nie wyobrażałam sobie, że będzie szło mi tak dobrze. Nie chcę zapeszać, ale moje włosy czują się coraz lepiej i tak też wyglądają. Nareszcie czuję, że uda mi się pokonać efekty głupoty z września 2011, kiedy to ścięłam włosy do brody, zrobiłam grzywkę i zaczęłam prostować. Efekty i tak były nieprzyjemne, a kłaki cierpiały. No cóż, teraz przynajmniej cieszę się, że się opamiętałam :)

06.01.13                             05.03.13       
                   

Długość z tyłu - najdłuższe 42cm, najkrótsze - 40cm, zebrane razem - 41cm            

Jak już kiedyś wspominałam, moje włosy cały czas rosną, jednak ten proces jest dość powolny, ale zauważalny, nawet niekoniecznie na zdjęciach. Dzięki temu, że warstwy się wyrównują a w włosy są w lepszej kondycji łatwiej mi je rozczesywać i układać. Są coraz gładsze, bardziej błyszczące i elastyczne, wypadają normalnie, w granicach 60 dziennie.        

W lutym moje pielęgnacja opierała się głównie na oleju Babydream, który czasem zamieniałam na Vatikę (niestety już zdenkowaną). W kwestii szamponów ulubieńcem pozostał Babydream, oczywiście też zamieniany od czasu do czasu. Odżywkowo trochę się zmieniło, ale wszystko zobaczycie dokładniej patrząc na poniższe zdjęcia.


Najlepszą spotkaną dotychczas odżywką jest Kallos Serical Crema Al Latte, która daje niesamowite efekty na włosach i podczas wąchania. Niestety niedługo mi się skończy i będę musiała kupić nowe opakowanie ;) Do zabezpieczania tradycyjnie ideał, Balea Proffesional Oil Repair Haarol. Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów Lawenda i róża to ostatnio mój niekwestionowany faworyt, pięknie pachnie i świetnie działa. Dalej mamy combo od Babydream, szampon dla dzieci i olejek dla mam, czyli łagodność i bogactwo składników w jednym. Na ostatnim miejscu widzimy Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, spray silikonowy, ale bardzo lekki i dobrze ujarzmiający włosy.


Odżywka Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner po pierwszym użyciu zrobiła na mnie negatywne wrażenie, więc będę nakładać ją przed myciem. Bardzo polubiłam jednak odżywkę Joanna Argan Oil, z silikonami i olejkiem arganowym, ale właśnie czegoś takiego potrzebuję zimą. Kolagenowe serum do mycia włosów BingoSpa to moje nowe odkrycie - ma SLS ( a może SLES?), ale nie wysusza i idealnie myje. Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus  już znacie, używam wtedy, gdy nie mam czasu na olej.

Oczywiście nadal używam Tangle Teezera, gumek bez złączeń, chodzę w czapce itd. A właśnie! Zapraszam do udziału w konkursie "Czapki z głów" dla Biovaxu - INFO >>.  Moją propozycję możecie zobaczyć w kulturowym poście :)

I to tyle z włosowego podsumowania! Nie zamierzam zaprzestawać pielęgnacji, bo bardzo dobrze mi służy. A jak jest u Was? Dbacie o kłaki? Weźmiecie udział w konkursie? Czekam na odpowiedzi!    

wtorek, 5 lutego 2013

Włosowe aktualizacje - po 3. miesiącu

Cza na włosową aktualizację :) Brak czasu i niezbyt dobre oświetlenie nie pozwoliły mi na zrobienie zdjęcia kłaków, które oddałoby ich kolor, jednak dzisiejsze pokazuje lekkie, zupełnie naturalne fale. Przynajmniej tyle korzyści udało mi się wyciągnąć :D A jak z kondycją włosów? Coraz lepiej, chociaż zima trochę daje się im we znaki. Niemniej jednak z chęcią pokażę Wam wsyztko, co robiłam dla nich przez calutki styczeń.

 06.01.13                                  05.02.13


Długość z tyłu - najdłuższe 41/42cm, najkrótsze - 36/37, zebrane razem - 39/40cm

Włosy rosną, niezbyt spektakularnie, ale to i tak zawsze coś :) Myślę, że wydłużyły się o centymetr albo półtora, ale nie więcej. Stały się miększe i gładsze, ale gdy przez trzy dni nie użyję oleju, to bardzo się puszą i są szorstkie. Trochę lepiej się układają, nie wypadają nadmiernie, przy czesaniu dwa razy dziennie wylatuje mi ok. 40-60 kłaków.

Do pielęgnacji używałam głównie dwóch nowych olei, trzech odżywek, sprayu, wcierki i serum na końcówki. Nie wprowadzałam wielu zmian, wykończyłam olej i zamieniłam na inne. Zaczęłam tez używać szamponów ze SLS, ale nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Użyłam też maski z silikonami, bardzo dobrej zresztą.


Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil to mój drugi olej firmy Dabur, tym razem bez parafiny. Jest niezły, ale z opinią poczekam aż do wykończenia opakowania. Dużo częściej używam jednak  BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl, lekkiego i przyjemnego tłuścioszka. Od czasu do czasu myję głowę mocno oczyszczającym szamponem borowinowym i 7 ziół Bingo Spa, ale zazwyczaj sięgam po łagodny, świetny BabyDream. Aktualnie zużywam czwarte opakowanie.


 Odżywka Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner nie była intensywnie eksploatowana, ale bardzo ją lubię do ujarzmiania niesfornej czupryny.  Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus to produkt ciekawy, lekki i cudownie pachnący. Kallos Serical Crema Al Latte uwielbiam, ale używam zbyt często. Końcówki zabezpieczam olejkiem silikonowym Balea Professional Oil Repair Haaröl.


Tę buteleczkę wcierki Jantar Farmona już kończę, ale kupię jeszcze jedną i dam mu kolejną szansę. Powód? Akcja "Mania Wcierania" organizowana przez Anwen. Wciąż można się zgłaszać, więc zapraszam. Im nas więcej, tym lepiej!

Oczywiście nadal używam Tangle Teezera - szczotki idealnej, gumek bez łączek i nie szarpię kłaków. Staram się, jak mogę, aby im pomóc.

A jak Wy dbacie o swoje włosy? Miałyście któryś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków?  

niedziela, 6 stycznia 2013

Włosowe aktualizacje - po 2. miesiącu

Dzisiaj przybywam do Was z minimalnie spóźnioną aktualizacją włosową. Dokładnie trzy dni temu minęły dwa miesiące od rozpoczęcia pokazywania moich włosów w comiesięcznych odstępach. Przyznaję, że bardzo mi one pomagają, podobnie jak dziennik, który również możecie oglądać. Moje kłaki wyglądają coraz lepiej również dzięki Waszym zdjęciom i poradom. Bardzo dziękuję za wszystko, jesteście wielkie! A tymczasem zapraszam na kosmykowy post.   

03.12.12                                               06.01.13

 
  
    Długość z tyłu - najkrótsze 37cm, najdłuższe 40cm, zebrane razem - 38/39cm 

06.01.13


Przepraszam za kolor moich włosów na dzisiejszym zdjęciu. Nie farbowałam ich nigdy, to, co tu widać jest efektem złego oświetlenia.
Choć nie widać tego na zdjęciu, kłaki urosły około jednego centymetra. Nie jest to dużo, ale przynajmniej wiem, że nie stoją w miejscu. Zdecydowanie poprawiła się ich kondycja - są dużo bardziej gładkie, miękkie i sprężyste (patrz na powyższe zdjęcie). Nie straszą już przerażającą suchością i masą uszkodzeń. Nie stało się to jednak samo z siebie - pomaga mi w tym spora armia kosmetyków, które zaraz przedstawię.

Pielęgnacja opierała się głównie na oleju, łagodnym szamponie, odżywkach i sprayach. Dołączyły też przydatne akcesoria oraz serum na końcówki. W przeciwieństwie do listopada grudzień obfitował w wiele nowości i rozrost włosowej kolekcji. Poniżej mała prezentacja.

 
Widać tu mój ulubiony, kończący się już olej Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil, który znalazł się już na liście produktów do wykończenia. Dalej mamy zdenkowany BabyLove Mildes Shampoo, odpowiednik BabyDream'u (BabyDream'a?). Jego działanie jest identyczne jak BD! Następnie znajdziemy odżywkę w ogromnym opakowaniu - Kallos Serical Crema Al Latte. Używam jej namiętnie i kocham bezgranicznie. Kolejnym produktem jest opisywana wczoraj Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera, skomplementowana i pochwalona.


Używałam też serum na końcówki, które opisywałam kilka dni temu. Balea Professional Oil Repair Haaröl, które sprawdza się naprawdę świetnie. Dalej mamy używany bardzo rzadko spray Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, nadający wspaniałej miękkości oraz pięknie pachnący, ułatwiający rozczesywanie Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus. Jest też odżywka do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, czyli popularna wcierka. Niestety nie widzę po niej efektów.


Wdrożyłam też odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny, której działania nie jestem w stanie opisać - zbyt krótko jej używam. Szampon BabyDream uwielbiam i nie zamierzam się rozstawać. Olej rycynowy Apteczka Babuni gościł na mych kłakach dopiero raz, więc recenzją będzie dopiero za jakiś czas. 


Od mniej więcej trzech tygodni towarzyszy mi Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep, czyli naprawdę dobra szczota. Rozczesuje bez wyrywania, nie ciągnie i jest idealnie wyprofilowana. Kudłate, miękkie gumki bez łączeń to wytwory Nanu - rossmannowskiej firmy biżuteryjnej. Nie niszczą włosów, a trzymają świetnie.    

I to byłoby na tyle grudniowej pielęgnacji. Mysle, ze styczniowa będzie podobna, chociaż lecą do mnie trzy nowe oleje. Planuję też zakupić płyn Facelle i glicerynę, także spodziewajcie się wszystkiego.