Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo zafascynowana każdą możliwą formą zdobienia paznokci. Wielu z nich jeszcze nie znam, ale mam nadzieję, że poznam :) Dzisiaj naszło mnie na water marble, czyli marmurowe paznokcie robione przy pomocy wody. Od razu zaznaczam, że w pełni robiłam to pierwszy raz i nie wyszło idealnie. Wprawdzie kiedyś próbowałam na dwóch paznokciach, ale nic nie wyszło i dopiero dzisiaj dojrzałam do ponowienia próby. Chyba nie jest najgorzej, mnie się podoba :)
Do wykonania zdobienia użyłam lakierów tego samego producenta, czyli Pierre Rene, które tworzy także My Secret. Celowo wzięłam emalie ze shimmerem - My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow + Pierre Rene Carnival 01 + My Secret Nail Polish 114 (tylko środkowy paznokieć u lewej ręki). Całość prezentuje się bardzo przyjemnie, ten beż i czerwień ubóstwiam! Myślę, że fajnie prezentowałyby się na Boże Narodzenie, tylko z dodatkiem złota i zieleni :)
Udało mi się tylko dzięki postowi Kleopatre - KLIK. Robiłam tak, jak pisało i efekty są, więc nie będę opisywać. Dodam tylko, że nie nakładałam lakieru bazowego. Zapomniałam także o smarowaniu olejkiem i w rezultacie musiałam zużyć mnóstwo patyczków higienicznych, aby doczyścić skórki :D Myślałam, że porobią się pęcherze, woda dostanie się pod lakier i będzie się mazać, ale nic takiego nie wystąpiło. Całość wyschła w ciągu dziesięciu minut, jest dobrze utwardzona. Podczas wysychania wzorki nie rozpłynęły się.
Podoba Wam się moje water marble? Co sądzicie o takiej metodzie zdobienia? A może same takie nosicie?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierre renè. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierre renè. Pokaż wszystkie posty
piątek, 22 marca 2013
środa, 6 marca 2013
Lutowe zakupy
Nareszcie udało mi się obfocić lutowe zakupy, żałuję, że tak późno, ale dobrze zrobiłam. Przez ostatnie dni doskwierał mi brak czasu, a ja bardzo tego nie lubię. Co do zakupów - nie są jakieś bardzo wielkie, przypuszczam, że w kwietniu będą ogromne i zagraniczne ♥. Tym razem postawiłam raczej na włosy, dostałam paczkę ze współpracy, kilka rzeczy kupiłam na blogach i ogólnie jestem bardzo zadowolona. W sumie luty nie obfitował w buble, właściwie to nie było ich wcale. Kosmetyków, które mają szanse zostać moimi ulubieńcami jest za to sporo i chętnie je wszystkie Wam przedstawię :)
Jak widać nie ma tego tak dużo, a poza tym wszystko jest zróżnicowane - jest grupa do włosów, do twarzy, do paznokci, a więc bez przesady w którąś stronę. Poniżej dokładniejsza prezentacja.
Zacznijmy od lewej. Mamy tu dwie rewelacyjne odżywki, które szczerze polecam: Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda i róża (6,49zł) i Joanna Argan Oil (5,8zł). Dalej znajduje się kolejna, o której jeszcze nie wyrobiłam sobie zdania - Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner (7,5zł). Na koniec mamy tu dwa szampony - kolagenowe serum do mycia włosów BingoSpa ze współpracy i Babydream Shampoo (3,87zł). Oba są moim zdaniem świetne i polecam wypróbować!
Tu z koeli mamy dwa tanie, małe zmywacze - z odżywką (1,4zł) i z wiatminami (1,29zł). Zmywają średnio, nie szkodzą paznokciom, a zużyć muszę. Następnie widzimy mojego nowego ulubieńca - Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Daily Face Wash All Skin Types (13,25zł). jest świetny, recenzja wkrótce. Kupiłam go w komplecie z kremem do rąk, ale już mi się zużył. Widzicie te dwa płaskie pudełeczka? To kosmetyki od BingoSpa - peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi, który jest rewelacyjny i krem pielęgnacyjny z Zea Mays dla Was! Niedługo rozdanie ;D
A tutaj mamy już lekko kolorówkowy dział :) Essence A New League Multi Colour Bronzing Powder - 01 Go Classy, Go Retro był moim marzeniem i dostałam go w ramach wymianki - dziękuję! Malinowe masełko do ust Nivea (9,99zł) kupiłam po zużyciu karmelowego i jest równie dobre. Balsam do ust Tisane muszę zawsze mieć na półce, tym razem kupiłam tylko jedno opakowanie za 8,35zł. Pędzelek do korektora E.l.f (5zł) bardzo mi się przyda, gdy dostanę niemiecką paczkę.
To już ostatnia grupa :) Mamy tu mój upragniony lakier Essence Crystalliced Iced Eyes Baby (3zł) w cudnym, błękitnym kolorze. Dalej stoi czerwień Pierre Rene Carnival 01 (7,99zł), zachwycająca Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline (9,99zł) i biedronkowy, beznumerkowy Virtual Fashion Mania (3,99zł). Dalej mamy wodę toaletową o cudnym zapachu jeżyn Yves Rocher Plaisirs Nature Mure Sauvage Blackberry (10zł).
I to tyle! W lutym nie nakupowałam wiele, ale jestem bardzo zadowolona. Wydałam 103 złote i 91 groszy, więc nie tak dużo. Miałyście może styczność z którymś z produktów?
Jak widać nie ma tego tak dużo, a poza tym wszystko jest zróżnicowane - jest grupa do włosów, do twarzy, do paznokci, a więc bez przesady w którąś stronę. Poniżej dokładniejsza prezentacja.
Zacznijmy od lewej. Mamy tu dwie rewelacyjne odżywki, które szczerze polecam: Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda i róża (6,49zł) i Joanna Argan Oil (5,8zł). Dalej znajduje się kolejna, o której jeszcze nie wyrobiłam sobie zdania - Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner (7,5zł). Na koniec mamy tu dwa szampony - kolagenowe serum do mycia włosów BingoSpa ze współpracy i Babydream Shampoo (3,87zł). Oba są moim zdaniem świetne i polecam wypróbować!
Tu z koeli mamy dwa tanie, małe zmywacze - z odżywką (1,4zł) i z wiatminami (1,29zł). Zmywają średnio, nie szkodzą paznokciom, a zużyć muszę. Następnie widzimy mojego nowego ulubieńca - Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Daily Face Wash All Skin Types (13,25zł). jest świetny, recenzja wkrótce. Kupiłam go w komplecie z kremem do rąk, ale już mi się zużył. Widzicie te dwa płaskie pudełeczka? To kosmetyki od BingoSpa - peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi, który jest rewelacyjny i krem pielęgnacyjny z Zea Mays dla Was! Niedługo rozdanie ;D
A tutaj mamy już lekko kolorówkowy dział :) Essence A New League Multi Colour Bronzing Powder - 01 Go Classy, Go Retro był moim marzeniem i dostałam go w ramach wymianki - dziękuję! Malinowe masełko do ust Nivea (9,99zł) kupiłam po zużyciu karmelowego i jest równie dobre. Balsam do ust Tisane muszę zawsze mieć na półce, tym razem kupiłam tylko jedno opakowanie za 8,35zł. Pędzelek do korektora E.l.f (5zł) bardzo mi się przyda, gdy dostanę niemiecką paczkę.
I to tyle! W lutym nie nakupowałam wiele, ale jestem bardzo zadowolona. Wydałam 103 złote i 91 groszy, więc nie tak dużo. Miałyście może styczność z którymś z produktów?
Etykiety:
babydream,
bingospa,
e.l.f,
enliven,
essence,
garnier,
himalaya herbals,
joanna,
nivea,
pierre renè,
sally hansen,
tisane,
virtual,
yves rocher,
zakupy
poniedziałek, 25 lutego 2013
Klasycznie, ale z pazurem. Pierre Renè Carnival 01
Z czerwonymi lakierami jakoś mi nie po drodze, chociaż podobają mi się, nawet bardzo. W związku z tym w moich zbiorach posiadam tylko dwa egzemplarze tego kobiecego koloru. Jednym z nich jest Pierre Renè Carnival 01, który dzisiaj Wam zaprezentuję. Właściwie to dopiero teraz przekonałam się do noszenia tego koloru na paznokciach, kiedyś wydawał mi się zbyt elegancki, poważny, a nawet nudny. Całe szczęście, że na mojej drodze pojawił się ten z karnawałowej kolekcji :D
01 to piękna, intensywna czerwień, bardzo kobieca. Zawiera mnóstwo maleńkich glassflecked w kolorze różowym i odrobinę złotych. Daje cudowny, elegancki efekt, klasyczny, ale z pazurem. Ślicznie mieni się w słońcu. Jest to odcień dobry szczególnie dla tych, którym znudziła się tradycyjna czerwień, ale nie mają odwagi na nałożenie brokatowego topa. Właściwie jest dobry dla osób w każdym wieku, o ile pomalujemy nim paznokcie perfekcyjnie, bez zamalowanych skórek.
Obawiałam się, że będzie się źle rozprowadzał, ale byłam w błędzie. Lekko i bezproblemowo się nakłada, nie rozlewa i nie smuży. Jedna warstwa kryje w pełni, ale przy drugiej ukazuje się jego urok i głębia. Schnie szybko, około dziesięciu minut na warstwę. Nie jest bardzo trwały, już po jednej dobie pojawiają się minimalnie starte końcówki. Nie odbarwia paznokci, nie robi plam.
Mnie ten lakier się bardzo podoba i zdecydowanie przekonał moją osobę do czerwieni.
01 to piękna, intensywna czerwień, bardzo kobieca. Zawiera mnóstwo maleńkich glassflecked w kolorze różowym i odrobinę złotych. Daje cudowny, elegancki efekt, klasyczny, ale z pazurem. Ślicznie mieni się w słońcu. Jest to odcień dobry szczególnie dla tych, którym znudziła się tradycyjna czerwień, ale nie mają odwagi na nałożenie brokatowego topa. Właściwie jest dobry dla osób w każdym wieku, o ile pomalujemy nim paznokcie perfekcyjnie, bez zamalowanych skórek.
Obawiałam się, że będzie się źle rozprowadzał, ale byłam w błędzie. Lekko i bezproblemowo się nakłada, nie rozlewa i nie smuży. Jedna warstwa kryje w pełni, ale przy drugiej ukazuje się jego urok i głębia. Schnie szybko, około dziesięciu minut na warstwę. Nie jest bardzo trwały, już po jednej dobie pojawiają się minimalnie starte końcówki. Nie odbarwia paznokci, nie robi plam.
Mnie ten lakier się bardzo podoba i zdecydowanie przekonał moją osobę do czerwieni.
czwartek, 21 lutego 2013
Osiem dni kosmetycznych odkryć, czyli jak upolowałam ciekawe produkty
Jak już pisałam na fejsbukowym profilu, na który serdecznie zapraszam (odnośnik w pasku po prawej stronie), wróciłam z wojaży. Ferie spędziłam w miłej, rodzinnej atmosferze i ciągłej zakupowej bieganinie, w wyniku której upolowałam kilka smaczków. Zazwyczaj nie chwalę się łupami wcześniej niż pod koniec miesiąca w podsumowaniu, ale tym razem nie byłam w stanie wytrzymać, aby ich Wam nie pokazać. Myślę, że nie będziecie miały mi tego za złe :)
Zaszalałam z odżywkami do włosów - kupiłam aż trzy, mimo że nie planowałam ich zabierać ze sobą. Zestaw Himalaya Herbals wpadł mi do koszyka równie niespodziewanie. Lakiery również przyszły same wraz ze zmywaczem, więc nie czuję się winna :D Poza tym żaden z produktów nie kosztował więcej niż 14 złotówek, a za całość zapłaciłam 55 złotych i jednego grosza. Nic nie wzięłam z musu, nad każdym zakupem się zastanawiałam i nie żałuję ani odrobinę, że zabrałam te kosmetyki ze sobą.
Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner - wielka, 400ml butelka nieznanej mi firmy od razu przykuła moją uwagę, jednak wróciłam po nią dopiero po dwóch lub trzech dniach. Marka wydaje się być ciekawa, skład nie najgorszy, zapach w porządku. Jestem bardzo ciekawa działania, dziś lub jutro zaaplikuję na łepetynę i zacznę testowanie.
Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów Lawenda i róża - skusiła mnie szata graficzna, kolor opakowania i cena w promocji. Garnierowych odżywek z tej serii nie miałam nigdy, więc nie mam porównania. Skład ma w miarę przyjemny, zapach mocno lawendowy, ale nie taki, jak w kulkach na mole. Po pierwszym użyciu nie jest źle, obyło się bez obciążenia, ale na recenzję poczekacie kilka tygodni.
Joanna Argan Oil Odżywka do włosów z olejkiem arganowym - jakiś czas temu ujrzałam na blogach zapowiedzi, więc uznałam, że może warto się zapoznać z nową serią. Obecny jest olejek arganowy, mniej więcej w połowie składu. Posiada też silikony, co w odżywkach po myciu mi nie przeszkadza, a pomaga. Użyłam jej raz i efekty bardzo mi się spodobały.
Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Daily Face Wash All Skin Types - próbuję ponownie przekonać się do żeli myjących twarz i właśnie dlatego kupiłam ten. Ma przyjemny skład, bez SLS i parafiny, lekko peelingujące drobinki i ładny zapach. Użyłam go kilka razy, ale już go lubię. Ciekawe, jak będzie się sprawdzał na dłuższą metę.
Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream - był w komplecie z powyższym żelem, samego bym go nie kupiła. Póki co zużywam krem z Anidy, więc tego codziennie nie eksploatuję. Nakładam go po wyjściu na dwór lub bezpośrednio przed, efekty są niezłe. Poużywam i zobaczę, co wyniknie z tej znajomości.
Zmywacz do paznokci wzmacniający z odżywką - ja tam w jego odżywcze właściwości nie wierzę, ważne żeby zmywał lakiery i nie wysuszał. Ten spełnia moje wymogi, usuwa emalie i nie zostawia wyschniętej na wiór płytki.
Pierre Rene Carnival 01 - kolekcja Carnival bardzo mi się spodobała, jest trochę podobna do Hot Colors od My Secret. Celowo wzięłam czerwień, bo ma cudnie mini glassflecked w kolorze różowym. Nie używałam jeszcze, ale chyba będzie wyglądać bosko :D
Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline - bardzo, ale to bardzo go pokochałam :D Jest podobny do Crinoline, który także chcę upolować. Mleczny beż, idealny wręcz. Konsysyencja, czas wysychania mnie uwiodły, więc to nie ostatni lakier SH w mojej kolekcji.
Virtual, Fashion Mania, Royal Blue - kupiłam w Biedronce, a tam nie było oznaczeń kolorów, więc tylko przypuszczam, że to ten. Uwielbiam takie chabrowe odcienie, szczególnie kremowe, a ten jest dokładnie taki :)
Macie któryś kosmetyk z wyżej wymienionych? Na którego recenzję będziecie czekać?
Zaszalałam z odżywkami do włosów - kupiłam aż trzy, mimo że nie planowałam ich zabierać ze sobą. Zestaw Himalaya Herbals wpadł mi do koszyka równie niespodziewanie. Lakiery również przyszły same wraz ze zmywaczem, więc nie czuję się winna :D Poza tym żaden z produktów nie kosztował więcej niż 14 złotówek, a za całość zapłaciłam 55 złotych i jednego grosza. Nic nie wzięłam z musu, nad każdym zakupem się zastanawiałam i nie żałuję ani odrobinę, że zabrałam te kosmetyki ze sobą.
Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner - wielka, 400ml butelka nieznanej mi firmy od razu przykuła moją uwagę, jednak wróciłam po nią dopiero po dwóch lub trzech dniach. Marka wydaje się być ciekawa, skład nie najgorszy, zapach w porządku. Jestem bardzo ciekawa działania, dziś lub jutro zaaplikuję na łepetynę i zacznę testowanie.
Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów Lawenda i róża - skusiła mnie szata graficzna, kolor opakowania i cena w promocji. Garnierowych odżywek z tej serii nie miałam nigdy, więc nie mam porównania. Skład ma w miarę przyjemny, zapach mocno lawendowy, ale nie taki, jak w kulkach na mole. Po pierwszym użyciu nie jest źle, obyło się bez obciążenia, ale na recenzję poczekacie kilka tygodni.
Joanna Argan Oil Odżywka do włosów z olejkiem arganowym - jakiś czas temu ujrzałam na blogach zapowiedzi, więc uznałam, że może warto się zapoznać z nową serią. Obecny jest olejek arganowy, mniej więcej w połowie składu. Posiada też silikony, co w odżywkach po myciu mi nie przeszkadza, a pomaga. Użyłam jej raz i efekty bardzo mi się spodobały.
Himalaya Herbals Gentle Exfoliating Daily Face Wash All Skin Types - próbuję ponownie przekonać się do żeli myjących twarz i właśnie dlatego kupiłam ten. Ma przyjemny skład, bez SLS i parafiny, lekko peelingujące drobinki i ładny zapach. Użyłam go kilka razy, ale już go lubię. Ciekawe, jak będzie się sprawdzał na dłuższą metę.
Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream - był w komplecie z powyższym żelem, samego bym go nie kupiła. Póki co zużywam krem z Anidy, więc tego codziennie nie eksploatuję. Nakładam go po wyjściu na dwór lub bezpośrednio przed, efekty są niezłe. Poużywam i zobaczę, co wyniknie z tej znajomości.
Zmywacz do paznokci wzmacniający z odżywką - ja tam w jego odżywcze właściwości nie wierzę, ważne żeby zmywał lakiery i nie wysuszał. Ten spełnia moje wymogi, usuwa emalie i nie zostawia wyschniętej na wiór płytki.
Pierre Rene Carnival 01 - kolekcja Carnival bardzo mi się spodobała, jest trochę podobna do Hot Colors od My Secret. Celowo wzięłam czerwień, bo ma cudnie mini glassflecked w kolorze różowym. Nie używałam jeszcze, ale chyba będzie wyglądać bosko :D
Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline - bardzo, ale to bardzo go pokochałam :D Jest podobny do Crinoline, który także chcę upolować. Mleczny beż, idealny wręcz. Konsysyencja, czas wysychania mnie uwiodły, więc to nie ostatni lakier SH w mojej kolekcji.
Virtual, Fashion Mania, Royal Blue - kupiłam w Biedronce, a tam nie było oznaczeń kolorów, więc tylko przypuszczam, że to ten. Uwielbiam takie chabrowe odcienie, szczególnie kremowe, a ten jest dokładnie taki :)
Macie któryś kosmetyk z wyżej wymienionych? Na którego recenzję będziecie czekać?
Subskrybuj:
Posty (Atom)














