Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 października 2013

Kisiel? Balea Young Dusche Huttenzauber

Uwielbiam żele pod prysznic. Chociaż jest to jeden z najbardziej podstawowych kosmetyków, to naprawdę lubię ich używać, wąchać, prezentować. Ponadto jak niemal każda blogerka pragnę produktów Balea i Alverde, ponieważ w Polsce takich nie ma a bardzo ciekawią. Balea Young Dusche Huttenzauber okazał się naprawdę przyjemnym kosmetykiem, miło się go używało ale oczywiście cudów na kiju nie było. Najbardziej zauroczyło mnie opakowanie, a konkretniej jego wygląd. Uwielbiam motyw jelenia/łosia/renifera na ubraniach, dodatkach, kosmetykach i przedmiotach codziennego użytku, nic więc dziwnego, że wzorek na butelce tak bardzo mi się spodobał. Samo opakowanie jest poręczne, z wygodną nakrętką na "klik". Otwór wylotowy do dużych nie należy, ale to dobrze, bo żel nie wylewa się w zbyt dużej ilości. Kosmetyk ma przyjemną konsystencję rzadkiego kisielu i kisielowo różowy kolor. Zapach jest bardzo ładny, słodki a zarazem świeży. Nie umiem określić konkretnie owoców, jakie składają się na ten aromat, ale jakby nie było miły dla nosa. Żel porządnie myje ciało, nie wysusza zbytnio skóry ale oczywiście należy użyć balsamu czy innego odpowiadającego nam mazidła. Podsumowując, jest to naprawdę fajny produkt, cudów na kiju nie było ale jeśli macie dostęp do Balea to wypróbujcie żele, nie pożałujecie :)


Ogółem żel mi się spodobał i poleciłabym, ale chyba nie jest już dostępny w DM'ach. Jeśli zaś chodzi o Baleowe myjadła, mam jeszcze hawajski żel, który też na pewno opiszę, kiedy zużyję. Póki co będę używać nabytku z Alverde :)


Znacie Baleowe żele? :)

niedziela, 19 maja 2013

Żelowy ideał! Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch

Żel pod prysznic to najbardziej podstawowy kosmetyk, bez którego nie jestem w stanie sobie dać rady, jeśli nie mam go na łazienkowej półce. Nie lubię mydeł w kostce, gdyż w większości są bardzo twarde, nieporęczne i niezbyt ciekawie pachną. Cenię sobie żele za łatwą aplikację oraz zazwyczaj niską cenę, gdyż na te produkty nie wydaję dużo. Zwykle nie kupuję dwa razy tego samego, ale dzięki dzisiejszemu bohaterowi na pewno się to zmieni :)

 Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch

Nie mam jakichś specjalnych wymagań, jeśli o żele pod prysznic chodzi. Ważne, żeby nie wysuszał ani nie podrażniał skóry. Nie musi jej nawilżać ani odżywiać, od tego mam balsam do ciała. Zależy mi też na ładnym zapachu, nie lubię bardzo delikatnych ani mdłych. Nie kupuję też żeli drogich, wydaję na nie maksimum dziesięć złotych np. na Original Source, ale nie robię tego ciągle. Rabarbarowy Kamill kupiłam na promocji w Naturze - kosztował tylko 2.99zł! Cena niewielka, ale za taki świetny produkt byłabym skłonna zapłacić o wiele więcej!

Kosmetyk umieszczono w plastikowej, nieprzezroczystej butelce o poręcznym kształcie. Nakrętka zamykająca się z charakterystycznym kliknięciem to moim zdaniem najlepsze możliwe rozwiązanie w opakowaniach żeli pod prysznic. Otwiera się bezproblemowo, ale nie samoistnie, nie ma obaw, że wyleje się w torbie podróżnej. Otwór wylotowy nie jest duży, ale żel wypływa bez żadnych trudności, nie leje się jednak strumieniem, nie wylewa w zbyt dużej ilości. Naklejki są trzy, nie zadzierają się, a ta, która przedstawia rabarbar jest zapowiedzią tego, co znajdziemy wewnątrz. Bardzo podoba mi się kolor butelki, mocny, intensywny, naprawdę zachęcający.
 .///
 .
Kosmetyk jest jest żelowy, ale nie galaretowaty jak większość żeli Original Source. Bardzo łatwo się aplikuje, szczególnie za pomocą gąbki. Pieni się bardzo dobrze i całkiem obficie jak na żel. Wiadomo, nie ma efektu jaki tworzy płyn do kąpieli, ale i tak jest dobrze. Nie ślizga się, bezproblemowo spłukuje. Do umycia całego ciała nie potrzeba dużo, więc wydajność także zaliczam na plus.

Zapach kosmetyku jest obłędny! Pachnie rabarbarem, świeżym, bez grama chemii. Aromat jest maksymalnie naturalny, wręcz uzależniający. Kocham rabarbar zarówno do spożycia, jak i w wersji kosmetycznej. W połączeniu z innymi właściwościami sprawił, że na pewno kupię go ponownie. Na skórze utrzymuje się kilka minut, ale nie jest to dla mnie mankamentem.

Żel świetnie myje, oczyszcza skórę z kurzu, potu i innych brudów dnia codziennego. Nie wysusza, nie podrażnia, ale jak wiadomo nie nawilża. W każdym razie skutków ubocznych brak. Pozostawia skórę miękką, czystą i gładką.

   
Żel jest naprawdę świetny. Nie skłamię, jeśli napiszę, że to najlepszy żel jakiego używałam. Bardzo polecam!

Znacie produkty Kamill? Lubicie rabarbarowe kosmetyki?

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Paczko, paczuszko, ja Ciebie dziewuszko całować chcę! Zakupy z iperfumy.pl

Jakiś czas temu napisała do mnie pani Martyna z propozycją współpracy, która miała polegać na zrecenzowaniu produktu, który dostępny jest na iperfumy.pl, ale jeszcze nieopisany na blogu. Chcę jednak zaznaczyć, że nie zostałam zmuszona do napisania pozytywnych recenzji. W zamian za  efekty mojej pracy otrzymałam kupon o wartości 110zł do wykorzystania w wyżej wymienionym sklepie. Nie mogłam nie skorzystać z okazji, toteż jak najszybciej złożyłam zamówienie i przedstawiam Wam zawartość dzisiaj odebranej paczki.


Zamówienie złożyłam 12.12.12, a następnego dnia paczka została spakowana i nadana. Jej droga z Legnicy trwała pięć dni, jeśli wliczymy 13 grudnia. Dostałam także numer przesyłki, dzięki czemu mogłam śledzić trasę, którą przebyła. Ponadto dzisiaj zostałam poinformowana drogą telefoniczną o znalezieniu się paczki w mojej miejscowości. Kurier dzwonił trzy razy, aby upewnić się o miejscu zamieszkania. Dostałam pokwitowanie, a paczka była dobrze zabezpieczona. W środku oprócz zamówionych produktów znalazł się także rachunek.

Przejdźmy jednak do meritum sprawy, czyli zawartości przesyłki. Zamówiłam polecaną przez włosomaniaczki szczotę TT w wersji kompaktowej, ekologiczny żel pod prysznic oraz próbkę kremu do twarzy.

 Tangle Teezer, Compact Styler, Shaun the Sheep - 51,65zł
Sanflore, Gelee De Douche Apaisante - 48,03zł
 Ainhoa Luxe Cellular Complex Hydro-Nutritive Cream with Caviar Extract - próbka - 0,00zł


Muszę przyznać, że nie zdecydowałabym się na zakup Tangle Teezera czy żelu Sanflore bez kuponu. Ceny wprawdzie nie są najwyższe, ale szczerze mówiąc byłoby mi szkoda wydanych groszy, gdyby produkty się nie sprawdziły. Dzięki bonowi zapłaciłam 20,58zł za przesyłkę, co daje bardzo znośną kwotę, po której straceniu nie zbiednieję ;)


Kolejny żel pod prysznic w ciągu ostatnich kilkudziesięciu dni. Obecnie mam ich aż sześć, z czego trzy w użyciu. Mimo to jestem pewna, że się nie zmarnuje, bo kosmetyki tego typu idą u mnie jak woda, a więc przyda się koło początku marca. Ponadto jest ekologiczny i w dużej, mieszczącej 400ml butelce z pompką posiadającą blokadę.


O słynnym TT marzyłam od dawna, a już szczególnie o tej wersji. Kompakt bardzo mi się przyda zarówno w domu, jak i w podróży. Posiada ergonomiczny kształt, nakładkę chroniącą "kolce" oraz naprawdę dobrze wyglądający, dokładny motyw Baranka Shaun'a! Mam nadzieję, że wkrótce dołączę do zachwycających się szczotą blogerek!

Próbka kremu Ainhoa na pewno się przyda do wysmarowania dekoltu i szyi. Nigdy nie słyszałam o tej marce, czas więc ją poznać. 

Współpraca ze sklepem w żaden sposób nie wpłynęła na mój stosunek do produktów, sposobu doręczania oraz kwoty, którą musiałam zapłacić.

Macie któryś z wymienionych produktów? Jaka jest Wasza opinia na jego temat?

środa, 12 grudnia 2012

Zimowa żelka, czyli Original Source Seasonal Edition Plum & Maple Syrup Shower

Jak już nie raz wspominałam jestem maniaczką edycji limitowanych, które pojawiają się u nas dość często. Moim ostatnim łupem prosto z aktualnej LE Original Source jest żel pod prysznic o zapachu śliwki węgierki i syropu klonowego. Po raz kolejny skusił mnie uroczy motyw na opakowaniu i ogromna sympatia do produktów wyżej wymienionej firmy. Jeśli ciekawią Was moje spostrzeżenia na jego temat, to zapraszam na recenzję.


Żel zapakowany jest tradycyjną dla produktów tej firmy butelkę. Wykonana z przezroczystego, porządnego, minimalnie chropowatego plastiku sprawdza się bardzo dobrze, gdyż jest nie tylko wygodna, ale również przyjemna dla oka. Nakrętka, będąca jednocześnie podstawą, ukrywa niewielki otwór bez wspaniałego niekapka. Jego brak nie sprawia mi jednak problemu, ponieważ żel nie wypływa samoistnie. Butelka zapewnia nas także o tym, iż zużyjemy produkt do ostatniej kropli.

Na opakowaniu zamieszczona dwie naklejki, które pomimo faktu, że wykonane są z papieru, nie przemakają ani nie zadzierają się. Dzięki temu możemy uniknąć brzydkich zacieków, a muszę przyznać, że jestem na to dość wrażliwa. Na szczególną uwagę zasługuje szata graficzna żelu - bardzo zimowa, nierutynowa, utrzymana w zgranej kolorystyce. Bardzo przypadł mi do gustu norweski motyw i cieszę się, że znajduję go nie tylko w szafie, ale i w łazience.


Bardzo spodobała mi się także konsystencja produktu. Jest to lekko galaretowaty żel, który świetnie rozprowadza się na skórze za pomocą myjki. Szkoda, że bez niej sprawa aplikacji nieco się komplikuje, ale mimo wszystko nie narzekam. Ponadto jest całkiem wydajny - na zdjęciu mamy stan po trzech lub czterech użyciach, a więc jak widać niewiele ubyło. Bardzo mnie to cieszy - dłużej będę mogła korzystać z jego zalet!

Głównym atutem żelu jest cudowny zapach! Doskonale czuć śliwkę węgierkę oraz syrop klonowy. W butelce czuć go mocno, podczas rozprowadzania nieco słabnie, ale wciąż działa na mój nos. Oddziałuje na zmysł węchu w niezwykle kuszący i przyjemny sposób. Po spłukaniu całkowicie znika ze skóry, ale nie przeszkadza mi to, bo nie lubię zbytnio myjadeł, które na długo pozostawiają swoją woń na skórze.


Żel świetnie radzi sobie z zadaniem, jakim jest zwyczajne mycie. Zmywa pot, kurz, pozostałości kosmetyków. Po prysznicu z jego udziałem jestem odprężona i zrelaksowana, ale nie otumaniona. Nie zauważyłam wysuszenia ani nawilżenia. Tego drugiego nawet nie oczekiwałam, gdyż ta funkcja nie należy do zadań myjaka. Podstawowe sprawy załatwia szybko i przyjemnie, co oczywiście bardzo mnie cieszy.

Opakowanie - 9 - bardzo ładne, nowoczesne, wygodne, z ciekawą szatą graficzną. Niestety producent nie uraczył go niekapkiem. Konsystencja - 9 - galaretowaty żel, który całkiem przyzwoicie się pieni. Zapach - 10 - cudowny, ciepły, zimowy, średnio intensywny. Działanie - 10 - myje i nie wysusza, nie nawilża. Podstawowe funkcje spełnia idealnie. Ocena ogólna - 9,5/10.  Naprawdę świetny produkt, zdecydowanie godny uwagi!

wtorek, 4 grudnia 2012

Jesienne umilacze: Wiórki się sypią tfu! leją. Ziaja Kokosowa terapia skóry i zmysłów Mleczko pod prysznic

Uwielbiam pachnące żele pod prysznic, które umilają czynność konieczną jaką jest mycie. Szczególnym uczuciem darzę produkty Original Source, ale o jednym z nich będzie innym razem. Dzisiaj natomiast przybywam do Was z recenzją produktu Ziai - Kokosowa terapia skóry i zmysłów Mleczko pod prysznic, który działa z lekka relaksująco, a ponadto zalicza się do akcji Jesienne umilacze.


Mleczko zamknięto w wielkiej, mieszczącej aż pół litra produktu butelce. Wykonana z dość miękkiego, niezłej jakości plastiku o białej, nieprzezroczystej barwie sprawuje się dobrze, mimo braku widoczności poziomu zużycia. Dzięki nakrętce na "klik" z ukrytym pod nią wypustem bardzo dobrze radzi sobie z dozowaniem odpowiedniej ilości produktu. Nie wylewa się ani zbyt dużo, ani zbyt mało, gdyż otwór wylotowy jest niewielki, ale wystarczający.

Produkt posiada jedną, dopasowaną do swoich gabarytów naklejkę, zajmującą ok. 3/4 powierzchni butli. Jest na tyle wytrzymała i dobrze przyklejona, że nie pęcherzykuje i nie zadziera się. Niestety przy jej brzegach zbiera się brud i kurz, co wygląda dość nieestetycznie. Szata graficzna bardzo w porządku, delikatna, bez zbędnych informacji. Bardzo podoba mi się styl, w jakim jest wykonana.


Myjadło ma konsystencję bardzo podobną do mleczka do demakijażu, ale dużo bardziej żelową. Świetnie i bezproblemowo rozprowadza się na skórze, a dzięki gąbce operacja ta przebiega wyjątkowo sprawnie. Świetnie się pieni i to w sporej ilości, ale nie jest to bardzo zwarta piana. Ponadto szybko się zmywa, nie oklejając ciała tłustym filmem, którego szczerze nienawidzę zarówno  w żelach, jak i smarowidłach.

Zapach jest jak najbardziej przyjemny, jednak nie przypomina świeżego kokosa. Pachnie raczej wiórkami uzyskiwanymi z tego owocu. Woń ta jest niezbyt mocna, ale świetnie wyczuwalna podczas mycia. Po spłukaniu utrzymuje się na skórze bardzo krótko, co dla mnie jest wielkim plusem. Wprawdzie nie jest to zapach w pełni naturalny, ale przyjemny dla nosa i niedrażniący.


Mleczko spełnia swoją rolę znakomicie - myje i oczyszcza, a to w tego typu produktach jest najważniejsze. Bardzo cieszy mnie również fakt, że w żadnym stopniu nie wysusza skóry. Oczywiście nie nawilża, więc po umyciu konieczne jest zastosowanie balsamu czy masła. Ponadto nie podrażnia i nie wywołuje ataku czerwonych krostek, dzięki czemu stwierdzam - nie zapycha!

Opakowanie - 9 - bardzo duże, porządnie wykonane, nieprzezroczyste, z ładną szatą graficzną i tylko jedną naklejką. Konsystencja - 9 - gęsta, żelowo - mleczkowa, przyjemna, łatwo się rozprowadza i nieźle pieni. Zapach - 8 - wyczuwalna jest woń wiórek kokosowych, lekka i dość delikatna. Działanie - 10 - świetnie myje i oczyszcza, nie wysusza, nie nawilża, nie podrażnia i nie zapycha. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo dobry żel pod prysznic o niezłym zapachu i pozytywnym działaniu :-)

piątek, 21 września 2012

Truskawki we wrześniu? Niemożliwe! Original Source Seasonal Edition British Strawberry

Jak wiele osób bardzo często ulegam manii kupowania limitowanych produktów, szczególnie jeśli posiadają ciekawe opakowanie, kolor lub zapach. Tak też było i tym razem - wystawione na kilka tygodni sezonowe żele pod prysznic Original Source skusiły mnie i w rezultacie zakupiłam dwa - Spearmint, który pojawił się w poprzednich zużyciach oraz bohater dzisiejszego posta, mianowicie British Strawberry. Czy zdobył on moje serce? O tym przekonacie się w dalszych wersach posta :-)


Żel zamknięto w typowym dla firmy, przyciągającym uwagę opakowaniem. Stojąca na głowie zwężana butelka z lekko oszronionym tyłem jest stabilna i praktyczna, gdyż produkt spływa do końca i nie marnuje się. Jedynym mankamentem jest ukryty pod niesamoistnie otwierającą się nakrętką na "klik" aplikator. Część ta jest niewyposażona w tradycyjny niekapek. Zastąpiono go krateczką, która wcale nie pomaga zatrzymać wyciekającego produktu.

Naklejki są bardzo typowe - papierowe i idealnie przyklejone. Szata graficzna niesamowicie przykuwa wzrok, gdyż umieszczono na niej niezwykle modną ostatnio flagę Wielkiej Brytanii. Ponadto zabawna formułka na tylnej części opakowania zdecydowanie zachęca do zakupu. Całość wygląda bardzo trendowo i ciekawie.



Konsystencja produktu jest całkiem przyzwoita, jednak mnie nie zachwyca. Rzadsza i nie glutkowata nie podbiła mego serca. Muszę przyznać, że lubię odrywające się kawałki żeli OS, a tego tu nie ma. Mimo to bardzo dobrze się pieni ale tylko w połączeniu z myjką. Duet składający się z rąk i produktu niewiele da, mikołajowej brody z powstałej masy zrobić się nie da, a przy pomocy gąbki - owszem.

Zapach, podobnie jak konsystencja nie dostanie ode mnie najwyższej noty. Pachnie owocami z dodatkiem słodkości plus plastikiem. Te ostatnie nie są bardzo wyczuwalne, głównie wybijają się tu zaprawione chemikaliami truskawki. Jest przyjemny, ale do wspaniałości mu daleko. Nie podbił mojego serca, a właśnie na to liczyłam.


Limitowany żel OS nie ma nadzwyczajnych właściwości. Myje ciało z nękających brudów typu kurz i tym podobne. Nie nawilża, ale też nie wysusza. Niestety nie orzeźwia zbytnio, pozostawia jedynie uczucie lekkiej świeżości. Innego działania nie zauważyłam. Produkt robi co trzeba i na tym kończy się jego rola. 

Opakowanie - 6- ładne, ale niepraktyczne. Konsystencja - 4 - dobrze się pieni, ale jest zbyt rzadka. Zapach - 4 - przyjemny, ale nie zniewalający. Działanie - 5 - myje i lekko odświeża. Ocena ogólna - 6/10. Żel bez specjalnych właściwości, zwykły myjak.

środa, 23 maja 2012

Codzienny relaks! Adidas for Women Hydrating Shower Gel Relax

W którymś poście wspominałam, że myjadła do ciała w formie żelu zużywają się u mnie w trybie natychmiastowym, ponieważ jak powszechnie wiadomo, codzienne mycie wymaga odpowiedniej ilości produktu nie tylko do czynności oczywistych, ale też dla podkreślenia walorów zapachowych. A że wieczorem lubię relaks na szybko, nabyłam drogą kupna nowość od firmy Coty, mianowicie Adidas for Women Hydrating Shower Gel w wariancie zapachowym Relax (Flower Bouquet Soothing).


Butelka ma ciekawy, kobiecy kształt, dobrze dopasowuje się do dłoni. Wykonana z dość twardego plastiku ani nie utrudnia, ani nie ułatwia użytkowania. Niemniej jednak nie musimy się gimnastykować, ponieważ przez odpowiedniej wielkości wylot żel niestety wypływa po przechyleniu samoistnie. Nakrętka na "klik" pod prysznicem sprawdza się nieźle - otwiera się średnio opornie, wydając zarówno przy otwieraniu, jak i przy zamykaniu dźwięk.

Żel posiada tylko dwie naklejki bez zbędnych czy też rozśmieszających informacji. Przyklejone idealnie - póki co przeżyły bez uszczerbku intensywnie przepłukiwaniu wodą, trzymanie w mokrych dłoniach i podróż samochodem w temperaturze co najmniej trzydzieści stopni na plusie. Szata graficzna w porządku - cień kobiety podczas medytacji.


Konsystencja żelu jest jak najbardziej odpowiednia. W żadnym wypadku nie przypomina wody ani galaretki. Raczej jest to niezbyt gęsty kisiel z pęcherzykami powietrza w środku. Mimo wszystko lubi spływać z dłoni, więc trzeba spieniać go na ciele tuż po wydobyciu z opakowania. Piana o której wspomniałam wyżej rzeczywiście powstaje! Przyjemnie otula ciało piankową kołderką!

Zapach produktu oceniam na bardzo przyjemny, kwiatowy, lekki, delikatny i nienachalny, dość mocno relaksujący. Rzeczywiście pomaga się uspokoić, nie daje nam energetycznego kopa, ale też nie usypia, nie powoduje znużenia i zasypiania na stojąco :)


Żel przede wszystkim bardzo dobrze myje ciało. Nie podrażnia, nie wzmaga atopowego zapalenia skóry w łokciach i niekiedy na udach. Nie zauważyłam efektu nawilżenia - spowodowane jest to faktem, że po każdym prysznicu wsmarowuję w ciało odpowiednią ilość balsamu/masła. Nie przesuszył mojej skłonnej do tego skóry, mimo że zawiera SLS lub SLES i to na drugim miejscu w składzie. Swoją drogą - kto wkłada ten składnik do nawilżających produktów?

Opakowanie oceniam na 9 - wygodne, przyjemne w użytkowaniu. Szkoda tylko, że nakrętka nie ma blokady w postaci silikonowego niekapka. Konsystencja dostanie 8 - w sam raz, chociaż trochę spływa. zapach - 9. Ładny, kwiatowy, relaksujący, na wieczór ok. Działanie - 9,5 - dobre mycie, zero wysuszania. Ocena ogólna - 8,5/10.

wtorek, 8 maja 2012

Orientalny pieprzyk, czyli Wellness&Beauty Duschgel Magie des Orient

Żele pod prysznic są kosmetykami, które uwielbiam i (z)używam nałogowo, a że nie lubię przepłacać, muszą mieć również niską cenę i oryginalny zapach. W tym celu zaopatrzyłam się w orientalnie pachnący Wellness&Beauty Duschgel Magie des Orient sygnowany logiem firmy Rossmann!


Produkt zapakowany jest w żółtą, płaską butelkę o pojemności 200ml utworzonej ze średniej twardości plastiku. Całość jest lekko wygięta, co ułatwia utrzymanie jej mokrymi rękami. Zwieńczona porządną, mocno trzymającą się nakrętką na "klik" o asymetrycznym brzegu. Dzięki temu produkt zamknięty jest na tyle dobrze, że sam się nie otworzy.

Żel został opatrzony w trzy naklejki - jedną z przodu i dwie z tyłu. Przyklejone są dobrze, nie odklejają się, jednak polskie napisy umieszczone są na papierowe nalepce, która może zostać w ręce. Szata graficzna przykuwa wzrok na typowo orientalnych ''przyrządach" oraz owocach.


Konsystencja produktu jest bardzo przyjemna - typowo żelowa, śliska, gładka, bezdrobinkowa. Małą ilość łatwo rozprowadzić na większą część ciała. Pieni się dość słabo, nie nadaje się na płyn do kąpieli. Łatwo go zmyć, nie zostaje w zakamarkach naszego ciała i nie uczula oraz nie podrażnia.

Zapach żelu jest dość oryginalny, ale bardzo przyjemny. Wyraźnie czuć świeże, słodkawe owoce i czarny pieprz, nutę kardamonu oraz inne przyprawy. Woń nie jest drażniąca ani uczulająca, ewentualnie mocno uzależniająca :-)


Żel myje całkiem dobrze, usuwa zanieczyszczenia, pot, kurz i inne brudy. Nie pozostawia filmu, który przy wycieraniu mógłby się rolować. Nie wysusza i nie podrażnia, nie przyczynia się do powstawaniu wyprysków na ramionach. Lekko odświeża i pielęgnuje skórę całego ciała.

Opakowanie oceniam na 8 - wygodne, porządne, a do tego całkiem ładne. Konsystencja - 9 - przyjemna, żelowa, łatwa w użyciu. Zapach - 9. Oryginalny i kuszący, bardzo wyjątkowy. Działanie - 9. Niezłe oczyszczenie, dobre mycie. Cena - 10. W promocji niecałe cztery złote za 200ml. Ocena ogólna - 9/10. Polecam!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Zapach kulek na mole w żelu pod prysznic Oceania Anti-stres.

Jestem fanką wszelkich żeli pod prysznic, maseł, peelingów, balsamów i mleczek. Dzisiejszy skusił mnie kolorem, ceną (niecałe trzy złote w Biedronce!) i pojemnością (aż 500ml!), a także relaksującym zapachem. Niestety, zawiodłam się, ale dlaczego? Mam nadzieję, że jesteście gotowe na przygodę z zapachem kulek na mole :)


Butelka jest wykonana z cienkiego, miękkiego plastiku, który, pomimo wytłoczonych wgłębień sprawia, że przyciskamy za mocno i wylewa się niemal samoistnie. Nakrętka ''na klik" dobrze się otwiera i zamyka, niemniej jednak zbierają się pod nią resztki wcześniej wylanego żelu. Butelka jest pochylona, co wcale nie ułatwia sprawy. Opakowanie jest niestety adekwatne do jakości samego żelu.

Naklejki są tylko dwie - z przodu i z tyłu. O ile ta pierwsza jest jeszcze normalna, ze zdjęciem zachęcającej lawendy, to druga wręcz rozśmiesza informacjami na temat "oderwaniu od codziennych wydarzeń". Przyklejone są nie najgorzej, bo póki co nic się nie odkleja pod wpływem wody i pary.


Konsystencja żelu jest dość rzadka, delikatnie galaretowata. Jak już wspomniałam, szybko wylewa się z butelki i nie jest to wina tylko i wyłącznie zakrętki. Niemiłosiernie ucieka z dłoni, ale przed spienieniem na ciele też lubi sobie spłynąć wprost do wanny i nie pozostawiając po sobie śladu. Pieni się całkiem nieźle, ale nie jest to gęsta, treściwa piana. Nie sprawdza się w roli płynu do kąpieli, bo piany jest zwyczajnie zbyt mało i szybko ucieka z wanny.

Zapach ma być odstresowujący i pomóc "zapomnieć o wydarzeniach minionego dnia", czyli powinien koić zmysły i pięknie pachnieć. Ten tutaj pachnie lawendowymi kulkami na mole, niemniej jednak nie jest to zapach brzydki. W moim mniemaniu trochę zapycha, nie pomaga się uspokoić i co ważne, utrzymuje się na skórze nieco zbyt długo. Jednak od czasu do czasu lubię zanurzyć się w takim zapychaczu węchu :-)


Żel myje dość przyzwoicie - oczyszcza skórę z kurzu i codziennych zapachów. Cieszę się, że zmywa antyperspirant w sztyfcie i perfumy, ale zostawia molową woń. Nie stawia oporów przy myciu, z łatwością schodzi ze skóry. I co najważniejsze, wysusza skórę, co jest bardzo nieprzyjemne - ciało jest suche i bez balsamu się nie obejdzie! Myłam nim też dłonie po powyższym "swatchu" i do tej pory odczuwam dziwaczną suchość, niemalże skrzypiącą.

W dziesięciostopniowej skali jego opakowanie oceniam na 5 - moim zdaniem jest niekomfortowe i trochę utrudnia jego używanie. Działanie - przyzwoita 6, bo myje nie najgorzej. Efekt - 2 - za nieprzyjemne uczucie wysuszenia. Zapach przeżyję, nie jest w sumie taki zły, ale na co dzień zbytnio mnie męczy, dostaje więc 6. Dostępność oceniam na 9 - można je dostać w Biedronkach w kilku wersjach zapachowych. Ogólna, najbardziej adekwatna ocena to wg mnie 4, czyli poniżej średni, która jest piątka.
Podsumowując, żel jest słaby, aczkolwiek można się z nim przemęczyć :) Ewentualnie można myć nim gary, ale nie polecam, bo wysuszy Wam dłonie :)

sobota, 10 marca 2012

Przekonaj się sama! Original Source Shower Mango&Macadamia

Produkty Original Source znają wszyscy. Jedni je kochają, drudzy - nienawidzą. Nic dziwnego, że chciałam je wypróbować, zwłaszcza ze były w promocji. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii - zapraszam do lektury.

Opakowanie żeli jest obłędne! Prosta, przezroczysta, lekko oszroniona butelka z aplikatorem, który jest zarazem podstawką. Oryginalne napisy zarówno z przodu, jak i z tyłu buteleczki. Całe opakowanie jest niemal minimalistyczne, ale doskonale przykuwa uwagę nie tylko w sklepie, ale i w łazience.

Informacje jak zwykle na naklejkach, ale tym razem bardzo trwałych, dobrze przyklejonych - nic się nie odkleja, żadnych pęcherzyków pod spodem.


Konsystencję żelu pokochałam od pierwszego użycia - jest bardzo kremowa, ale niezbyt gęsta. Dzięki temu idealnie się rozprowadza na skórze, zarówno mokrej, jak i na suchej. Nie jest tłusty ani oleisty, więc nie pozostawia tak nielubianego przeze mnie tłustego filmu.

Mimo że jest to mój pierwszy żel OS wiem, że wszystkie zapachy są obłędne - ten również. Mango i makadamia wspaniale pachną, sprawiając, że prysznic jest przyjemnością anie rutynowym obowiązkiem.

Żel ma przede wszystkim myć - i sprawdza się znakomicie! Wspaniale oczyszcza skórę nie wysuszając jej, co jest bardzo dużym plusem.


Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, PEG/PPG-120/10 Triethylopropane Trioleate, Laureth-2, Mangifera Indica, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Lactic Acid, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Ethylhextl Methoxycinnamate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Limonene, Linalool, Buthylphenyl Methylpropional, CI 19140, CI 15985


Opakowanie 10/10, zapach 9/10, konsystencja 10/10, działanie 10/10, cena 8/10, dostępność 10/10. Ocena ogólna 9/10.