Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamill. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 kwietnia 2014

Lutowo - marcowe zużycia

Nadszedł czas na podsumowanie zużyć z dwóch ostatnich miesięcy. Trochę się tego nazbierało, więc nie będę gadać o bzdurach, tylko od razu przejdę do rzeczy :)


Balea Feuchtigkeits Spülung Mango + Aloe Vera - dobra odżywka, zużyłam drugie opakowanie. Nie działa szczególnie mocno, lekko nawilża i wygładza, nadaje blasku. Nie obciąża, włosy po jej użyciu są bardzo lekkie. Powiedziałabym nawet, że aż zbyt lekkie. Moim kosmykom zdecydowanie potrzeba dociążenia, ale ten produkt tego nie daje. Przepięknie pachnie, idealnie odwzorowana woń świeżego, soczystego mango. Niestety, nie utrzymuje się po spłukaniu. Ogółem odżywka działa pozytywnie, jest świetna na co dzień. Możliwe, że jeszcze kiedyś się na nią skuszę.

Ziaja Masło Kakaowe Szampon wygładzający - to moje drugie zużyte opakowanie. Póki co najlepszy jaki miałam do mocniejszego oczyszczenia (zawiera SLS). Bardzo dobrze oczyszcza, zmywa kurz, oleje, serum silikonowe, wszelkie zanieczyszczenia. Nie przesusza włosów ani skóry głowy. Po myciu konieczne jest zastosowanie odżywki, zresztą jak po każdym innym szamponie. Pięknie pachnie, słodko, ale nie jest to jeszcze mdlący, klejący, ulepkowaty aromat. Szampon jest średnio gęsty, dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Nie zawiera silikonów, a to dla mnie priorytet, jeśli o szampony chodzi. 

Ziaja Maska Intensywne Wygładzanie - chyba najlepsza maska, jaką kiedykolwiek miałam. Przebiła nawet mojego ulubionego Kallosa Latte, a to niezły wyczyn. Faktycznie wygładza i to całkiem porządnie, włosy mniej się puszą, są miękkie i bardzo błyszczące. Dodatkowo nawilża i trochę ujarzmia, łatwiej ułożyć je w jakąś sensowną fryzurę. Konsystencja bardzo gęsta, bogata, rozprowadzała się bezproblemowo i tak samo spłukiwała. Zapach nie należał do najpiękniejszych, był typowo kosmetyczny, ale znośny. Z pewnością spotkamy się ponownie.

Ziaja Maska Intensywny Kolor - włosów nigdy nie farbowałam i póki co nie zamierzam. Maski używała też moja mama, która farbuje się regularnie, ale większą część opakowania zużyłam ja. Produkt trochę nawilża włosy i nadaje im blasku, ale w moim przypadku na tym kończy się jej działanie. Zapach jest podobny jak w wersji wygładzającej, konsystencja również. Ogółem maska krzywdy mi nie zrobiła, ale więcej się nie skuszę, żeby używać.


Gracja Krem do rąk Odżywczy Oliwkowy - kupując go myślałam, że będzie beznadziejny, okazał się jednak nie najgorszy. Był dość gęsty, jednak łatwo się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Nie pozostawiał tłustego filmu, było jednak czuć, że jakiś produkt został zaaplikowany. Pachniał delikatnie, kosmetycznie, po wchłonięciu stawał się niewyczuwalny. W kwestii odżywiania i nawilżania sprawdzał się całkiem nieźle. Pomagał zniwelować suchość, zmiękczał skórę i nadawał jej gładkości. Nie przesuszał ani nie podrażniał, co niektórym kremom się zdarza.

Lirene Witaminowy krem do rąk Odżywienie - przeciętny, cudów nie zrobił, ale tragedii też nie było. Konsystencja średnio gęsta, dobrze się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Nie pozostawiał tłustego filmu. Lekko nawilżał skórę, w szczególnie mocno przesuszonych miejscach nie podrażniał, delikatnie odżywiał. Zapach lekki, nienachalny, zupełnie mi nie przeszkadzał. Jak już mówiłam, krem należy do przeciętnych, ale z pozytywnym działaniem.

Lirene Krem dla zniszczonych dłoni Ratunek 10% Shea Butter - zdecydowanie najlepszy z prezentowanej dziś trójki. Dobrze nawilżał i odżywiał skórę, niwelował uczucie suchości. Nadawał miękkości i gładkości. Bardzo dobrze działał na skórki przy paznokciach. Był gęsty, ale szybko się wchłaniał. Jedynym minusem jaki zaobserwowałam jest fakt, że produkt nie należy do wydajnych, co zapewne leży po stronie pojemności - tylko 50ml.


Ziaja Ziajka Żel do mycia ciała i włosów dla dzieci hypoalergiczny - kupiłam jako zastępstwo dla rossmannowskiego BabyDream'u (BabyDream'a?). Używałam zarówno do mycia włosów, jak i do ciała. Kilkakrotnie zdarzyło mi się zastosować go jako żelu do twarzy. W każdej roli sprawdzał się bardzo dobrze. Oczyszczał bez zarzutu, delikatnie, ale dokładnie. Nie podrażniał, nie wysuszał, nie spowodował ataku żadnych niespodzianek na skórze. Pienił się przyzwoicie, nie jak płyn do kąpieli, znośnie. Pachniał bardzo delikatnie, niedrażniąco. Nie zawierał SLS/SLES. Ogółem produkt bardzo przypadł mi do gustu, jednak wolę BabyDream. Nie mam ku temu szczególnych powodów, wydajność jest porównywalna, zwyczajnie wolę BD.

Balea Urea Bodylotion - naprawdę dobry, choć nieidealny. Wyraźnie nawilżał i odżywiał skórę, był idealny na zimę. Nie był ani zbyt lekki, ani zbyt ciężki. Nakładał się bezproblemowo, wchłaniał kilka minut, pozostawiając na skórze znośny film. Nie kleił się, nie był tłusty, ale wyczuwalny. Na szczęście balsamuję się tylko wieczorem, także nie miałam z tym zbytniego problemu. Zapach prawie niewyczuwalny, co dla mnie jest dużym plusem. Ponadto był wydajny, wystarczył mi na kilka miesięcy.

Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch - żelowy ideał, zużyłam już drugie opakowanie i mam ochotę na więcej. Przepiękny, świeży, energetyzujący zapach świeżego rabarbaru połączonego z delikatną, mleczną nutą. Niezwykły, mocno wyczuwalny podczas mycia, po zmyciu na skórze już nie. Żel ma średnio gęstą konsystencję, bardzo dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Świetnie oczyszcza skórę, nie wysusza, pozostawia ją miękką i gładką. Polecam wszystkim, a sama z pewnością kupię jeszcze raz, i kolejny, i następny.

  
Perfecta Oczyszczanie Peeling drobnoziarnisty - ulubiony, zdecydowanie najlepszy z dotychczas przetestowanych. Bardzo dobrze wygładza i oczyszcza skórę. Pomaga się pozbyć suchych skórek, niestety nie wszystkich, ale przy regularnym stosowaniu efekt staje się bardziej widoczny. Ma małe, ale ostre drobinki, które naprawdę działają. Nie podrażnia skóry, nie zapycha. Z pewnością kupię kolejne opakowanie.

BeBeauty Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu - kiedyś używałam jako toniku, później zaprzestałam i moja skóra jest mi za to wdzięczna. Chociaż nie powiem, bardzo przyjemnie oczyszcza. Jeśli zaś o demakijaż chodzi, zmywa wszystko i robi to bardzo dokładnie. Niestety, gdy dostanie się do oka, piecze niemiłosiernie. Możliwe, że kupię ponownie, chociaż nie jestem tego pewna.

BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy - ulubiony. Mogą się przy nim schować droższe, trudniej dostępne żele. Nie zawiera drobinek, mimo to bardzo dobrze oczyszcza, zmiękcza i lekko wygładza skórę. Zauważalnie łagodzi podrażnienia, nie jest sprawcą kolejnych. Bardzo przyjemnie pachnie. To moje drugie zużyte opakowanie i z pewnością zaopatrzę się w kolejne. 


Keo Karpin Hair Oil - butelka po Amli, gdyby komuś była ta informacja potrzebna. Co do oleju - całkiem przyjemny w działaniu, nadawał włosom blasku i miękkości. Nie wysuszał skalpu, ogółem nie spowodował żadnych nieprzyjemnych efektów. Pachniał ziołowo, dość intensywnie, ale znośnie, zapach nie był tak mocny jak w przypadku np. Amli od Dabur. Sprawdzał się całkiem nieźle, chociaż nie przewiduję ponownego spotkania.

Garnier Mineral Intensive 72H Maximum Protection Anti-perspirant - zupełnie się nie sprawdził. Liczyłam na porządną, a właściwie jakąkolwiek ochronę, a takowej nie otrzymałam. Tak, dobrze czytacie, na mnie ten produkt wcale nie działał. Ani nie zmniejszył ilości wydzielania potu, ani nie zniwelował przykrego zapachu. Sam w sobie pachniał połączeniem tanich, bazarkowych perfum z mydłem. Nie polecam, będę szukać czegoś lepszego.

Dove Intensiv Reparatur 1 Minute Kur - Spulung - muszę przyznać, że podchodziłam do niej jak pies do jeża. Okazało się jednak, że zupełnie niepotrzebnie. Kuracja miała gęstą, bogatą konsystencję, dość przyjemnie się nakładała. Zapach w sumie nie najgorszy, typowo kosmetyczny. Co do działania - zmiękczała, nabłyszczała i wygładzała włosy w całkiem przyzwoitym stopniu. Raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.



Isana Nagellack Entferner Mandelduft - najlepszy! Miałam od niego długą przerwę, szukałam czegoś jeszcze lepszego, ale nie ma sobie równych. Zmywa wszystko - kremy, brokaty, piaski (oczywiście z pomocą folii aluminiowej). Lakiery bardzo szybko schodzą z paznokci, nie trzeba się męczyć. Może trochę wysuszać skórki, ale od nawilżania mam krem. Z pewnością kupię kolejną butelkę.

Zmywacz do paznokci z witaminą F - przeciętny, nie tak dobry jak migdałek od Isany. Zmywał lakiery, chociaż przy niektórych trzeba było się sporo napracować. Trochę wysusza, jest niewydajny, ale w razie braku innego jest lepszy niż nic.

Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - absolutnie miłość od pierwszego użycia. A właściwie od pierwszej tubki, bo ta jest już -nastą z kolei. Dla mojej cery nie ma lepszego kremu niż ten. Idealnie matuje, wygładza, pomaga zwalczać wypryski i zapobiega powstawaniu nowych. Kolejne opakowanie już w użyciu.




Tisane Balsam do ust - cztery sztuki zużyte, czyste szaleństwo :) Chyba nie muszę pisać, że uwielbiam? Nie ma nic lepszego - idealnie nawilża, odżywia, chroni. Nie potrzebuję niczego więcej. Kolejne opakowanie już otwarte.



Perfecta Peeling enzymatyczny - świetny, o ile używa się go raz na tydzień, dwa. W moim przypadku przy częstszym stosowaniu zapychał. Ale trzeba przyznać, że wygładza genialnie. Wszystkie nierówności i suche skórki znikają. Polecam, o ile nie macie problemu z zapychaniem.

Barwa Siarkowa Moc Specjalistyczny szampon przeciwłojotokowy antybakteryjny - umyć umył, ale bez szału. Rzadki, pienił się jak na lekarstwo. Łojotoku nie mam (dzięki Bogu!), więc się nie skuszę.

Uff, wreszcie dobrnęłam do końca! A Wam jak poszło zużywanie?

niedziela, 1 września 2013

Sierpniowe zużycia

Dawno nie byłam tak bardzo niezadowolona ze zdjęć na bloga. Za oknem coraz częściej szarówa, ciemno i brzydko, więc i jakość obrazów gorsza. Mam w planie zakupić namiot bezcieniowy, ale dopiero za miesiąc czy dwa, a więc póki co z robieniem zdjęć muszę się spieszyć, aby zdążyć przed zachodem słońca. Mam nadzieję, że nie będziecie zwracać dzisiaj uwagi na kolory, tylko na denko, bo w sierpniu udało mi się zużyć całkiem satysfakcjonującą ilość. Nareszcie zaczęłam wypływać spod sterty żeli pod prysznic, powoli ale sukcesywnie. Cieszy mnie każda kolejna torba pustych opakowań, każda butelka i słoiczek. Mam nadzieję, że przebrniecie do końca posta mimo nie najlepszej jakości zdjęć :)



Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch 
Wiecie, jakie to uczucie, gdy otwierając butelkę żelu pod prysznic stać się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi? Ja doznawałam tego podczas każdego użycia tego żelu. Dla mnie to kosmetyk idealny! Genialny, owocowy, mocno orzeźwiający zapach, rabarbarowo-mleczno-owocowy, kwaśnawy, mniam! Aż chciałoby się wypić, szkoda, że niezdatny do spożycia. Żel jest gęsty i kremowy, świetnie się pieni i oczyszcza skórę nie wysuszając jej. Dodatkowo butelka w mocnym, pozytywnym kolorze i wygodny kształt. Cena aż śmieszna, ja kupiłam za niecałe trzy złote. Z pewnością do niego wrócę, o ile zużyję spory zapas żeli.

 Luksja Caramel Waffle Bath Foam
Tę ogromną, litrową butlę zużyłam z ogromną przyjemnością. Zawartość pachniała dokładnie jak karmelowe wafle, pycha! Bardzo słodki, zniewalająco ciepły aromat. Aż ślinka ciekła. Płyn miał piękny, przepraszam za powtórzenie, karmelowy kolor. Gęsty, mocno pieniący się, kremowy. Używałam go zarówno jako żelu pod prysznic, jaki i do kąpieli. Nie wysuszył ani nie podrażnił skóry, oczywiście nie nawilżył jej, ale to nie należy do niego. Ponadto cena niewysoka, około dziewięciu złotych za litr, to naprawdę tanio! Należy dodać jeszcze, że jest bardzo wydajny, gdyż używałam go trzy - cztery razy w tygodniu przez pół roku. Zdecydowanie dobrze zainwestowanie pieniądze. Rozkosz dla nosa!
    
Original Source Seasonal Edition Plum & Maple Syrup Shower
Uwielbiam żele OS, póki co wypróbowałam pięć wariantów zapachowych i ten przypadł mi do gustu najbardziej. Bardzo żałuję, iż jest to edycja limitowana, bo kupowałabym go regularnie. Aromat jest zniewalający, ciepły, w sam raz na zimę, ale nie lepiąco słodki. Podczas mycia czuć było go dość mocno, po spłukaniu wodą na skórze nie pozostawał nawet jego cień. Nie przeszkadza mi to, nie muszę pachnieć żelem. Produkt był gęsty, ale miał lekko galaretkową, przyjemną konsystencję. Przy pomocy gąbki świetnie się pienił, dobrze oczyszczał skórę nie wysuszając jej. Cena również dość przystępna, dziesięć złotych bez promocji to niedużo, a warto wydać te pieniądze, aby cieszyć się tak dobrym produktem.

   
Oriflame HairX Leave - in Conditioner
Od zawsze lubiłam odżywki w sprayu, nawet jeśli nie do odżywiania, to ułatwiające rozczesywanie. Tej używałam właśnie w tym celu i naprawdę dobrze się sprawdzała. Zaaplikowana w niewielkiej ilości nie przetłuszczała włosów, za to nadawała im miękkości, zmniejszała puszenie i plątanie. W zimie lekko spryskiwałam nią czuprynę przed nałożeniem czapki i po zdjęciu jej nie elektryzowały się. Nie odżywiała włosów, przynajmniej ja tego nie zauważyłam, ale nie wysuszała. To porządny produkt, ale nie kupię go ponownie - za dużo innych czeka w sklepach na wypróbowanie.

Ziaja Masło kakaowe Szampon wygładzający
Pokochany od pierwszego powąchania i użycia. Cudo! Świetnie pachnie kakao, słodko, urzekająco wręcz. Do tego genialnie oczyszcza włosy. Nie zawiera silikonów, nie obciąża włosów i nie wysusza ich. Stosowałam go do częstego mycia i nie zostawiał mi siana na głowie. Wręcz przeciwnie - były lekkie i nieco wygładzone. Butelka duża, 400ml, bardzo tania - zapłaciłam około sześciu złotych i do tego wydajna. Myślę, że jeszcze się kiedyś spotkamy.
 .........
  Green Pharmacy Olejek łopianowy z czerwoną papryką
To moja druga butelka, kupiona głównie z czystej chęci przypomnienia sobie działania. Szczerze mówiąc, to nadal nie wiem, czy zadziałał. W sumie włosy urosły około dwóch centymetrów, nieco więcej niż zazwyczaj, ale to nie jest efekt wow, jakiego oczekiwałam. Nie zaszkodził im, trochę pomógł, nie wysuszył, ale nie nawilżył. Przyjemnie się go stosowało, ale nie wiem, czy kupię ponownie.


BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy
Kolejny genialny produkt w  sierpniowym denku. Żel faktycznie jest kremowy, gęsty, lekko się pieni otulając twarz delikatną warstewką. Cudnie oczyszcza twarz, zmywa wszelkie zabrudzenia oraz kosmetyki kolorowe takie jak puder. Zgodnie z zapewnieniem producenta nie wysusza skóry i nie podrażnia jej, łagodzi zaczerwienioną skórę. Jest też wydajny i łatwo dostępny, tani (cztery albo pięć złotych) i zdecydowanie wart zakupu. Z pewnością kupię ponownie.

 Playboy VIP Body Mist
W sierpniu zużyłam też mieszkającą na mojej półce mgiełkę Playboya. I chociaż nazwa firmy nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia, to produkt jest naprawdę godny uwagi. Zapach kobiecy, seksowny, bardzo przyjemny. Trwałość niezła jak na mgiełkę, bo aromat czuć przez kilka godzin. Spora pojemność, duża wydajność i całkiem przystępna cena sprawiły, że używałam go długo i z przyjemnością. Tego wariantu zapewne już więcej nie kupię, ale inne na pewno.

Tisane Balsam do ust
Ulubieniec po wsze czasy. Daje moim wargom to, czego potrzebują. Odżywia i nawilża je, wygładza i chroni. Zużyłam już wiele opakować i zdenkuję jeszcze więcej, bo nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Soraya 10 Minut na perfekcyjne oczyszczenie Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej
Zdecydowanie najgorsza maseczka jaką spotkałam na swojej drodze. Nie podejrzewałam, że jakiś kosmetyk spowoduje taki wysyp i wysuszenie. Może miało to służyć oczyszczeniu twarzy, ale przyjemne nie było ani ładnie nie wyglądało. Niedługo pojawi się dłuższa recenzja z szerszym opisem.

Dax Perfecta Beauty Mask Antybakteryjna maseczka na twarz
Bardzo, bardzo przyjemna i dobrze działająca, ładnie, acz dość nienaturalnie pachnąca. Po prostu. Więcej TU.

 Sylveco Lekki krem brzozowy - próbki
Na ten krem poluję już od kilku miesięcy. Musicie wiedzieć, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy pytając o niego w aptece w odpowiedzi dostałam dwie próbki. Kremu, oczywiście nie było, ale za dwa tygodnie ma być, więc kupię. Produkt po trzech użyciach zrobił na mnie i mojej skórze bardzo dobre wrażenie. Nawilżył i odżywił skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. Podoba mi się to i niecierpliwie czekam, aż będę mogła kupić pełnowymiarowe opakowanie.


+ dwa zmywacze, które zmywają wszystko, o ile zaopatrzymy się w folię aluminiową


A Wam jak poszło denkowanie? :)

niedziela, 19 maja 2013

Żelowy ideał! Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch

Żel pod prysznic to najbardziej podstawowy kosmetyk, bez którego nie jestem w stanie sobie dać rady, jeśli nie mam go na łazienkowej półce. Nie lubię mydeł w kostce, gdyż w większości są bardzo twarde, nieporęczne i niezbyt ciekawie pachną. Cenię sobie żele za łatwą aplikację oraz zazwyczaj niską cenę, gdyż na te produkty nie wydaję dużo. Zwykle nie kupuję dwa razy tego samego, ale dzięki dzisiejszemu bohaterowi na pewno się to zmieni :)

 Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch

Nie mam jakichś specjalnych wymagań, jeśli o żele pod prysznic chodzi. Ważne, żeby nie wysuszał ani nie podrażniał skóry. Nie musi jej nawilżać ani odżywiać, od tego mam balsam do ciała. Zależy mi też na ładnym zapachu, nie lubię bardzo delikatnych ani mdłych. Nie kupuję też żeli drogich, wydaję na nie maksimum dziesięć złotych np. na Original Source, ale nie robię tego ciągle. Rabarbarowy Kamill kupiłam na promocji w Naturze - kosztował tylko 2.99zł! Cena niewielka, ale za taki świetny produkt byłabym skłonna zapłacić o wiele więcej!

Kosmetyk umieszczono w plastikowej, nieprzezroczystej butelce o poręcznym kształcie. Nakrętka zamykająca się z charakterystycznym kliknięciem to moim zdaniem najlepsze możliwe rozwiązanie w opakowaniach żeli pod prysznic. Otwiera się bezproblemowo, ale nie samoistnie, nie ma obaw, że wyleje się w torbie podróżnej. Otwór wylotowy nie jest duży, ale żel wypływa bez żadnych trudności, nie leje się jednak strumieniem, nie wylewa w zbyt dużej ilości. Naklejki są trzy, nie zadzierają się, a ta, która przedstawia rabarbar jest zapowiedzią tego, co znajdziemy wewnątrz. Bardzo podoba mi się kolor butelki, mocny, intensywny, naprawdę zachęcający.
 .///
 .
Kosmetyk jest jest żelowy, ale nie galaretowaty jak większość żeli Original Source. Bardzo łatwo się aplikuje, szczególnie za pomocą gąbki. Pieni się bardzo dobrze i całkiem obficie jak na żel. Wiadomo, nie ma efektu jaki tworzy płyn do kąpieli, ale i tak jest dobrze. Nie ślizga się, bezproblemowo spłukuje. Do umycia całego ciała nie potrzeba dużo, więc wydajność także zaliczam na plus.

Zapach kosmetyku jest obłędny! Pachnie rabarbarem, świeżym, bez grama chemii. Aromat jest maksymalnie naturalny, wręcz uzależniający. Kocham rabarbar zarówno do spożycia, jak i w wersji kosmetycznej. W połączeniu z innymi właściwościami sprawił, że na pewno kupię go ponownie. Na skórze utrzymuje się kilka minut, ale nie jest to dla mnie mankamentem.

Żel świetnie myje, oczyszcza skórę z kurzu, potu i innych brudów dnia codziennego. Nie wysusza, nie podrażnia, ale jak wiadomo nie nawilża. W każdym razie skutków ubocznych brak. Pozostawia skórę miękką, czystą i gładką.

   
Żel jest naprawdę świetny. Nie skłamię, jeśli napiszę, że to najlepszy żel jakiego używałam. Bardzo polecam!

Znacie produkty Kamill? Lubicie rabarbarowe kosmetyki?

niedziela, 7 kwietnia 2013

Marcowe zakupy

W marcu nie dałam się ponieść zakupowemu szałowi i nie przygarnęłam pod swoje skrzydła wiele. Faktycznie jest tego więcej niż zużyć, ale większość pochodzi z wymian, także nie będę panikować. Szczerze mówiąc, taka ilość to u mnie norma i nie widzę w tym nic złego. Z prawie wszystkich jestem bardzo zadowolona, więc chętnie przybliżę Wam każdy z nich :)

  
Jak widać, nie ma tego tak dużo. Powstrzymałam się od kupowania nowości Essence, wzięłam tylko matowy błyszczyk. Także moja włosomania i żelomania nie uzyskała wielu nowych przyjaciół.


Prawdziwą kąpiel z mnóstwem piany i innych dodatków biorę bardzo rzadko, więc płyny pojawiają się w moim domu niezbyt często. Zaskoczeniem jest dla mnie fakt, iż w marcu przygarnęłam aż dwa - Luksja Caramel Waffle (7,99zł) oraz Avon - Choinka, który dostałam w ramach wymiany. Oba pięknie pachną, póki co użyłam karmelowego razy dwa :] Dalej mamy Kamill Wellness Shower Rhabarber-Limette (2,99zł), który powiększył moje żelowe zasoby. Następnie Olej z avocado Fitomed, również z wymiany. Nakładam na włosy, ale świetnie zmywa makijaż. Ostatnim produktem w tej grupie jest Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci (5,99zł), do którego nie pałam szczególną miłością.

 
Tutaj mamy grupkę całkowicie bezpłatną :D W ramach wymiany dostałam dwa mydła Tso Moriri - Kibica i Glicerynowe Liść Grapefruita. Póki co mam do zużycia żel, ale tym drugim już raz się umyłam. Dalej znajduje się próbka mydełka firmy nieznanej. Antyperspirant Nivea Stress Protect dostałam od firmy, gdyż można było się zgłosić i jak wiele zostałam wybrana. Sprawdza się świetnie, recenzja za dwa tygodnie. O kremie na noc Niszcz Pryszcz DLA marzyłam od dawna i wreszcie mam! Będę nakładać punktowo, bo boję się wysypu.


Wreszcie mam kosmetyk wysokopółkowy :D A właściwie jego miniaturkę, mianowicie Clinique Up-Lighting Liquid Illuminator, czyli po prostu płynny roświetlacz. Skusiłam się na Essence Stay Matt Lip Cream 01 Velvet Rose (8,99), który niestety trochę mnie rozczarował. Udało mi się zdobyć upragniony Essence Marble Mania Blush Swirlpool (7zł). Już kiedyś go miałam, ale potłukł się i oddałam innej blogerce. Kupiłam też balsam do ust Tisane (9,2zł) oraz dostałam Oriflame Pure Nature Organic Red Apple & Oat Nourishing Lip Balm. Oba sprawdzają się bardzo dobrze.


Oszalałam na punkcie My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow (4,99zł), więc musiałam go przygarnąć. Avon Color Trend Ice Sheers Refreshing Pear jest dla mnie jednocześnie i ładny, i brzydki :P Editt Lakier do paznokci szybkoschnący Bezbarwny służy mi jako baza pod kolorowe emalie.
  


Dostałam też kilka różnych próbek, w tym box od Vichy :) Z wymiany mam kolejną próbkę delikatnego peelingu Jadwiga, który uwielbiam!

A jak tam Wasze łupy? Upolowałyście coś ciekawego?