Właściwie to nie wilka, a lisa i inne zwierzaki. A co to ma wspólnego ze sferą urodową? Coś musi mieć i w dzisiejszym poście na pewno się o tym przekonacie ;) Niedawno pokazywałam na blogu oraz Instagramie zakupy poczynione przez pewną dobrą duszę w DM'ie. Szczególnie zainteresowałyście się szminką i oto jest - Alverde Waldgezwitscher LE Lippenstifte 10 Erdhügel. Nie będę ukrywać, że zauroczyło mnie opakowanie i w stanie zachwytu nad nim trwam od zobaczenia zapowiedzi w internecie aż do teraz i wiem, że uwielbienie dla niego mi nie minie. Lisy, wiewiórki, ptaki, drzewa i grzyby plus ciemnozielone tło wyglądają niesamowicie. Trudno się nie zakochać w takim cudeńku! Zresztą zobaczycie na poniższych zdjęciach w pełnej krasie. Opakowanie jest wytrzymałe, mimo że tekturowe, nie plami się i nie zagina.
Kolor, który posiadam to 10 Erdhügel, bardzo ładny, ciepły brąz. Wklepany w wargi lekko je przyciemnia i staje się uniwersalnym, dość ciemnym nude. Zarówno roztarty, jak i nałożony po prostu poprzez przejechanie sztyftem po ustach prezentuje się przepięknie. Niestety, pomadka podkreśla wszelkie suche skórki, co widać na zdjęciu. Naprawdę trzeba mieć do niej idealnie miękkie, gładkie i nawilżone usta. Mam nadzieję, że uda mi się je doprowadzić do takiego stanu, aby móc bezproblemowo nosić ten kolor na ustach.
Podoba się Wam? Mi bardzo! Myślę, że delikatny peeling ust plus balsam do ust pozwolą mi wreszcie na nakładanie tego koloru :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 lutego 2014
piątek, 22 listopada 2013
Pomarańczka x2 / Essence
Ostatnimi czasy nie szaleję za limitowanymi edycjami Essence tak bardzo jak kiedyś. Owszem, zdarza mi się kupić jeden, dwa produkty, ale takie wydarzenie nie ma miejsca za często. Łatwo mnie jednak skusić na wszelakie kolorowe mazidła do ust, a że nie miałam wcześniej żadnej pomarańczki, to nie zastanawiałam się długo. Essence Vintage Discrit Duo Lipstick & Gloss 01 Vintage Peach gości w mych szeregach od lipca, więc zdążyłam go już przetestować. Opakowanie ma formę walca o długości przeciętnego błyszczyka. Zbudowane jest z plastikowej części z błyszczolem i metalowej ze szminką, którą skrywa plastikowa nasadka. Całość prezentuje się całkiem ładnie, napisy się nie ścierają, więc jest estetycznie. Odkręca się łatwo, jednak na szczęście nic nie przecieka. Przejdę więc może do części związanej z moimi odczuciami na temat konsystencji i kolorów.
Błyszczyk ma lekką, śliską, średnio gęstą konsystencję. Nie należy do klejuchów - nie ma mowy o zlepieniu warg. Nie wchodzi w załamania, jednak nałożony w zbyt duże ilości może wypływać poza kontur ust. Co do koloru - to ciepły pomarańcz z delikatnym złotym pyłkiem. Nie jest to brokat, jedynie pyłek, który ładnie odbija światło i nie wygląda tandetnie. Błyszczyk nałożony w niewielkiej ilości nadaje ustom połysku, lekko pomarańczowego odcienia i wygładza je. Kolor na pewno nie jest brzoskwiniowy, jak wskazuje nazwa produktu.
Szminka również ma przyjemną konsystencję, ale nie przypadła mi do gustu. Na ustach staje się sucha, posiada też większe drobinki, które migrują po twarzy. Podkreśla wszytskie suche skórki i zdarza się, że wchodzi w załamania. Tutaj kolor również jest pomarańczowy, ale to zupełnie inny odcień, moim zdaniem z lekką nutą różu.
Błyszczyk ma lekką, śliską, średnio gęstą konsystencję. Nie należy do klejuchów - nie ma mowy o zlepieniu warg. Nie wchodzi w załamania, jednak nałożony w zbyt duże ilości może wypływać poza kontur ust. Co do koloru - to ciepły pomarańcz z delikatnym złotym pyłkiem. Nie jest to brokat, jedynie pyłek, który ładnie odbija światło i nie wygląda tandetnie. Błyszczyk nałożony w niewielkiej ilości nadaje ustom połysku, lekko pomarańczowego odcienia i wygładza je. Kolor na pewno nie jest brzoskwiniowy, jak wskazuje nazwa produktu.
Szminka również ma przyjemną konsystencję, ale nie przypadła mi do gustu. Na ustach staje się sucha, posiada też większe drobinki, które migrują po twarzy. Podkreśla wszytskie suche skórki i zdarza się, że wchodzi w załamania. Tutaj kolor również jest pomarańczowy, ale to zupełnie inny odcień, moim zdaniem z lekką nutą różu.
Jeśli chodzi o błyszczyk to jestem na tak, jeśli zaś o szminkę - na nie.
Lubicie usta w odcieniach pomarańczu?
poniedziałek, 5 listopada 2012
Śliwkowe zauroczenie, czyli Essence Wild Craft Lipstick Mystic Lilac ♥
Wraz z jesienią naszła mnie ochota na mocne kolory mazideł do ust. Nic dziwnego więc, że gdy tylko zobaczyłam Essence Wild Craft Lipstick Mystic Lilac, serce zabiło mocniej :-) Na dzień dzisiejszy jest najlepszym kosmetykiem kolorowym do ust, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia i czuję, że pozostanie tak na zawsze!
Szminka zapakowana jest w bardzo ładne i estetyczne opakowanie. Wykonane z wytrzymałego, twardego plastiku w czarnym kolorze i z matowym wykończeniem wygląda bardzo porządnie. Nakrętka dobrze przylega, a przy zakładaniu rozlega się ciche "klik". Sztyft wykręca się z łatwością, nie zacina się ani nie wypada. Znajduje się on w plastikowej osłonce przy końcu produktu, który wygląda na gładki i myślę, że nie będzie ranił warg.
Opakowanie posiada dwie niewielkie naklejki - jedną z producentem, a drugą z odcieniem. Mimo że są wykonane z papieru nie zadzierają się, a druk nie zostaje na opuszkach palców. Szata graficzna jest prosta i skromna, ale ładna. Kilka srebrnych, nie ścierających się napisów nie daje wrażenia, ze mamy do czynienia z nisko półkowym produktem.
Pomadka jest dość miękka, trzeba więc nieco uważać, aby jej złamać przy przezroczystym plastiku. Z łatwością sunie po ustach, ale nie pokrywa ich w pełni. Przez swą konsystencję nie radzi sobie całkowicie z udźwignięciem tak mocnego koloru. Nie spływa z warg, ale od czasu do czasu warto skontrolować jej wygląd :)
Najważniejszy punkt programu, czyli kolor. Jest on bardzo przyjemny, idealnie śliwkowy, jesienny, adekwatny do obecnej pory roku. Intensywny, ciemny fiolet, pasujący zarówno na pochmurną, jak i na słoneczną pogodę. Przyznaję, że szalenie mi się podoba i nie mogę się na niego napatrzeć ♥.
Zapach jest lekki, neutralny, w żaden sposób nie przypomina starodawnych, babcinych mazideł. Na ustach jest niewyczuwalny, co bardzo mnie cieszy.
Szminka nadaje ustom ponętnego wyglądu, o ile potrafimy nią operować. Nie wysusza, ale też nie nawilża. Kolor utrzymuje się około dwóch godzin, zjada się równomiernie, nie pozostawiając ciemnej obwódki zwanej też wąsami. Sprawia, że wargi wyglądają na pełne, nie daje efektu zmniejszenia.
Opakowanie - 10 - proste, bardzo ładne, matowe opakowanie ze zwyczajną szatą graficzną. Konsystencja - 8 - nieco zbyt miękka, ale idealnie rozprowadza się po ustach. Kolor - 10 - intensywna, modna śliwka węgierka! Zapach - 10 - niemal niewyczuwalny, obojętny dla nosa. Działanie - 10 - nie wysusza, nadaje kształtu i ponętności. Ocena ogólna - 9/10. Kosmetyk idealny!
Szminka zapakowana jest w bardzo ładne i estetyczne opakowanie. Wykonane z wytrzymałego, twardego plastiku w czarnym kolorze i z matowym wykończeniem wygląda bardzo porządnie. Nakrętka dobrze przylega, a przy zakładaniu rozlega się ciche "klik". Sztyft wykręca się z łatwością, nie zacina się ani nie wypada. Znajduje się on w plastikowej osłonce przy końcu produktu, który wygląda na gładki i myślę, że nie będzie ranił warg.
Opakowanie posiada dwie niewielkie naklejki - jedną z producentem, a drugą z odcieniem. Mimo że są wykonane z papieru nie zadzierają się, a druk nie zostaje na opuszkach palców. Szata graficzna jest prosta i skromna, ale ładna. Kilka srebrnych, nie ścierających się napisów nie daje wrażenia, ze mamy do czynienia z nisko półkowym produktem.
Pomadka jest dość miękka, trzeba więc nieco uważać, aby jej złamać przy przezroczystym plastiku. Z łatwością sunie po ustach, ale nie pokrywa ich w pełni. Przez swą konsystencję nie radzi sobie całkowicie z udźwignięciem tak mocnego koloru. Nie spływa z warg, ale od czasu do czasu warto skontrolować jej wygląd :)
Najważniejszy punkt programu, czyli kolor. Jest on bardzo przyjemny, idealnie śliwkowy, jesienny, adekwatny do obecnej pory roku. Intensywny, ciemny fiolet, pasujący zarówno na pochmurną, jak i na słoneczną pogodę. Przyznaję, że szalenie mi się podoba i nie mogę się na niego napatrzeć ♥.
Zapach jest lekki, neutralny, w żaden sposób nie przypomina starodawnych, babcinych mazideł. Na ustach jest niewyczuwalny, co bardzo mnie cieszy.
Szminka nadaje ustom ponętnego wyglądu, o ile potrafimy nią operować. Nie wysusza, ale też nie nawilża. Kolor utrzymuje się około dwóch godzin, zjada się równomiernie, nie pozostawiając ciemnej obwódki zwanej też wąsami. Sprawia, że wargi wyglądają na pełne, nie daje efektu zmniejszenia.
Opakowanie - 10 - proste, bardzo ładne, matowe opakowanie ze zwyczajną szatą graficzną. Konsystencja - 8 - nieco zbyt miękka, ale idealnie rozprowadza się po ustach. Kolor - 10 - intensywna, modna śliwka węgierka! Zapach - 10 - niemal niewyczuwalny, obojętny dla nosa. Działanie - 10 - nie wysusza, nadaje kształtu i ponętności. Ocena ogólna - 9/10. Kosmetyk idealny!
środa, 28 grudnia 2011
Grudniowe zakupy
Zacznijmy od...
Usta dostały aż cztery produkty : dwa do malowania i dwa do pielęgnacji.
Balsamik z Isany, szminkę In the nude Essence i waniliowy błyszczyk z H&M przedstawiałam tutaj.
Zawartość żółtego słoiczka już zniknęła, pomadka z Sensique Sweet Raspberry jest już na wykończeniu a Myszka Miki na spółkę z nudziakiem czasami goszczą na mych ustach :)
Dwa kremy z Ziaji - Oliwkowy oraz Tintin.
Oliwkę dostałam pod choinkę jako niezbyt trafiony prezent.
Tintin kupiłam wczoraj przy okazji końcoworocznego wypadu, ponieważ krem ten jest moim ulubionym.
Efekt małego lakierowego szaleństwa :)
Od lewej :
- Lemax 'kulka'
- Mollon Matt Beauty
- Essence Nail Art Circus Confetti
- Essence Vampire's Love 02 Into the dark
Lemax to przezroczysty, delikatny, fioletowy lakier nawierzchniowy, Mollon - kryjący, matowy brąz (brak numerka), cyrkowy Essence to bardzo brokatowy brat Lemaxu a wampirzy Essence przedstawiałam wcześniej :)
Bubel miesiąca, prosto z szesnastego katalogu Oriflame z roku 2011.
Kupiłam go do maskowania wyprysków. Kolor jest okropny, pomarańczowy, nie dopasowuje się do skóry.
Niewiele pomaga, wypróbowałam go na opryszczkę i w tej kwestii działa tak 6/10.
Postaram się dać mu jeszcze szanse w walce z trądzikiem i opryszczką
:)
Ulubiony żel do mycia twarzy Rival de loop Pure Skin Washgel Peeling-Effekt.
Delikatnie peelinguje, pomaga w walce z trądzikiem.
Aktualnie mój numer jeden pod każdym względem - ma świetne opakowanie z pompką, estetyczne naklejki i dobra zawartość :)
Zachwyt roku 2011? Zdecydowanie tak! f
Balsam do ciała z Rossmanna, Synergen Body-Lotion [...] mit Koffein.
Kupiony przy okazji pierwszych grudniowych zakupów.
Lekko pachnie, lekko nawilża.

Szampon oczyszczający artiste.
Przezroczysty, dobrze się pieni, łatwo spłukuje.
Włosy podczas wysychanie są bardzo sypkie, co mnie cieszy (szkoda, że efekt nie utrzymuje się po wyschnięciu).
Bardzo tani, niecałe pięć złotych, w promocji około trzech.

Osławiony puder rozświetlający Essence Vampire's Love Shimmer Powder 01 Lil'vampire.
Był moim pragnieniem i oczekiwaniem. Obecnie jego prestiż zmniejszył się, ale wciąż pozostaje hitem.
I to byłby już koniec moich grudniowych zakupów.
Jestem z siebie dumna, kupiłam dużo i o to mi chodziło! Mam nadzieję, że w styczniu będzie tego więcej!
Etykiety:
artiste,
balsam do ciała,
essence,
h and m,
isana,
krem do twarzy,
lakier do paznokci,
lemax,
mollon,
oriflame,
rival de loop,
rozświetlacz,
sensique,
synergen,
szampon,
szminka,
usta,
ziaja,
żel do mycia twarzy
środa, 14 grudnia 2011
Usta pragną nowości! ( Essence In the nude 52 + Isana Lippen Pflegebalsam Vanille&Mentol + H&M DVL.)
Ostatnio bardzo zaniedbuję bloga, a to dlatego, że nie mam ani czasu, ani weny, ani ochoty na dużo pisania. Dobrze jednak, że blog zobowiązuje i muszę przynajmniej czasami coś skrobnąć.
Przyznam, że nie mam co opisywać - mam wprawdzie kilkanaście kosmetyków, ale niespecjalnie nadają się one do opisywania (ani to zużycia, ani ulubieńcy, ani też nowości...).
Prawie tydzień temu byłam na zakupach i kupiłam tylko dwie rzeczy, dwa kosmetyki do ust - jeden do malowania, drugi do pielęgnacji. Skusiły mnie szminki Essence i oczywiście nabyłam jedną z nich.Wybrałam odcień In the nude (wiecznie mylę in z into), który zainteresował mnie przy przeglądaniu blogów.
Essence In the nude 52 (zdecydowanie bardziej odpowiadałoby mi słowo 'lipstick' po nazwie firmy, ale cóż mam poradzić...) to typowy odcień nude, czyli beż, który rozjaśnia usta. Wygląda ciekawie, jednak w moim przypadku rozjaśnienie warg nie jest zbyt spektakularne, bo są one naturalnie w odcieniu szminki Essence All about cupcake (podpatrzyłam go na blogu Em ). Ogółem efekt uznaję za ciekawy i czuję, że inwestycja nie pójdzie na marne (w końcu to szminka za 8.99 zł).
Drugim kupionym przeze mnie produktem był balsam do ust - tym razem trafiłam w mazidełko Isana Lippen Pflegebalsam Vanille&Mentol (od niedawna mam fazę na wanilię).
Balsam wybrałam zupełnie przypadkowo - wzięłam najtańszy, największy i w słoiczku (takie zużywają mi się wolniej).
Nie kocham specjalnie produktów Isany, ale ten balsamik przypadł mi do gustu. Całkiem wydajny, mam go już szósty dzień i jest go jeszcze połowa. Plusów ma, że ho, ho! Jest bardzo tani (4.99 za 10ml), ma bardzo poręczne, zakręcane opakowanie i cudną zawartość - żółty, a na ustach przezroczysty balsam, który pachnie wanilią i wspaniale chłodzi mentolem. Naprawdę, nie ma się czego przyczepić :)
Na pierwszych zakupach kupiłam błyszczyk H&M Disney Vanilla Lipgloss. Kupiłam go z ciekawości, miłości do opakowania oraz uwielbienia dla Hennes & Mauritz.
Błyszczyk ma postać smalcowatej mazi - w opakowaniu białej, na ustach - przezroczystej. Pachnie wanilią ("waniliowa faza"), dzięki temu wybaczam mu nawet to, że bardzo krótko utrzymuje się na skórze :) Cena jest wysoka jak na takiego cudaka, bo dziesięć złotych, ale kupię jeszcze jeden, w innym opakowaniu -.- Myszka Miki kompletnie mnie zauroczyła.
Przy okazji tych mini zakupów, dzięki którym zajrzałam do Rossmanna i Natury, wypatrzyłam sobie dużo nowości :) Między innymi bibułki matujące,nail-topper, cienie i kredki do oczu oraz konturówki do ust firmy (oczywiście!) Essence.
Na zakończenie pragnę dodać, że postaram się nie zaniedbywać bloga i Was (szkoda, że jesteście tylko dwie) i dodawać notatki w miarę regularnie oraz podreperować wcześniejsze notatki.
Przyznam, że nie mam co opisywać - mam wprawdzie kilkanaście kosmetyków, ale niespecjalnie nadają się one do opisywania (ani to zużycia, ani ulubieńcy, ani też nowości...).
Prawie tydzień temu byłam na zakupach i kupiłam tylko dwie rzeczy, dwa kosmetyki do ust - jeden do malowania, drugi do pielęgnacji. Skusiły mnie szminki Essence i oczywiście nabyłam jedną z nich.Wybrałam odcień In the nude (wiecznie mylę in z into), który zainteresował mnie przy przeglądaniu blogów.
Essence In the nude 52 (zdecydowanie bardziej odpowiadałoby mi słowo 'lipstick' po nazwie firmy, ale cóż mam poradzić...) to typowy odcień nude, czyli beż, który rozjaśnia usta. Wygląda ciekawie, jednak w moim przypadku rozjaśnienie warg nie jest zbyt spektakularne, bo są one naturalnie w odcieniu szminki Essence All about cupcake (podpatrzyłam go na blogu Em ). Ogółem efekt uznaję za ciekawy i czuję, że inwestycja nie pójdzie na marne (w końcu to szminka za 8.99 zł).
![]() |
| Tak wygląda na ustach. |
Drugim kupionym przeze mnie produktem był balsam do ust - tym razem trafiłam w mazidełko Isana Lippen Pflegebalsam Vanille&Mentol (od niedawna mam fazę na wanilię).
Balsam wybrałam zupełnie przypadkowo - wzięłam najtańszy, największy i w słoiczku (takie zużywają mi się wolniej).
Nie kocham specjalnie produktów Isany, ale ten balsamik przypadł mi do gustu. Całkiem wydajny, mam go już szósty dzień i jest go jeszcze połowa. Plusów ma, że ho, ho! Jest bardzo tani (4.99 za 10ml), ma bardzo poręczne, zakręcane opakowanie i cudną zawartość - żółty, a na ustach przezroczysty balsam, który pachnie wanilią i wspaniale chłodzi mentolem. Naprawdę, nie ma się czego przyczepić :)
Na pierwszych zakupach kupiłam błyszczyk H&M Disney Vanilla Lipgloss. Kupiłam go z ciekawości, miłości do opakowania oraz uwielbienia dla Hennes & Mauritz.
Błyszczyk ma postać smalcowatej mazi - w opakowaniu białej, na ustach - przezroczystej. Pachnie wanilią ("waniliowa faza"), dzięki temu wybaczam mu nawet to, że bardzo krótko utrzymuje się na skórze :) Cena jest wysoka jak na takiego cudaka, bo dziesięć złotych, ale kupię jeszcze jeden, w innym opakowaniu -.- Myszka Miki kompletnie mnie zauroczyła.
Przy okazji tych mini zakupów, dzięki którym zajrzałam do Rossmanna i Natury, wypatrzyłam sobie dużo nowości :) Między innymi bibułki matujące,nail-topper, cienie i kredki do oczu oraz konturówki do ust firmy (oczywiście!) Essence.
Na zakończenie pragnę dodać, że postaram się nie zaniedbywać bloga i Was (szkoda, że jesteście tylko dwie) i dodawać notatki w miarę regularnie oraz podreperować wcześniejsze notatki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















