Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfecta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfecta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 kwietnia 2014

Lutowo - marcowe zużycia

Nadszedł czas na podsumowanie zużyć z dwóch ostatnich miesięcy. Trochę się tego nazbierało, więc nie będę gadać o bzdurach, tylko od razu przejdę do rzeczy :)


Balea Feuchtigkeits Spülung Mango + Aloe Vera - dobra odżywka, zużyłam drugie opakowanie. Nie działa szczególnie mocno, lekko nawilża i wygładza, nadaje blasku. Nie obciąża, włosy po jej użyciu są bardzo lekkie. Powiedziałabym nawet, że aż zbyt lekkie. Moim kosmykom zdecydowanie potrzeba dociążenia, ale ten produkt tego nie daje. Przepięknie pachnie, idealnie odwzorowana woń świeżego, soczystego mango. Niestety, nie utrzymuje się po spłukaniu. Ogółem odżywka działa pozytywnie, jest świetna na co dzień. Możliwe, że jeszcze kiedyś się na nią skuszę.

Ziaja Masło Kakaowe Szampon wygładzający - to moje drugie zużyte opakowanie. Póki co najlepszy jaki miałam do mocniejszego oczyszczenia (zawiera SLS). Bardzo dobrze oczyszcza, zmywa kurz, oleje, serum silikonowe, wszelkie zanieczyszczenia. Nie przesusza włosów ani skóry głowy. Po myciu konieczne jest zastosowanie odżywki, zresztą jak po każdym innym szamponie. Pięknie pachnie, słodko, ale nie jest to jeszcze mdlący, klejący, ulepkowaty aromat. Szampon jest średnio gęsty, dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Nie zawiera silikonów, a to dla mnie priorytet, jeśli o szampony chodzi. 

Ziaja Maska Intensywne Wygładzanie - chyba najlepsza maska, jaką kiedykolwiek miałam. Przebiła nawet mojego ulubionego Kallosa Latte, a to niezły wyczyn. Faktycznie wygładza i to całkiem porządnie, włosy mniej się puszą, są miękkie i bardzo błyszczące. Dodatkowo nawilża i trochę ujarzmia, łatwiej ułożyć je w jakąś sensowną fryzurę. Konsystencja bardzo gęsta, bogata, rozprowadzała się bezproblemowo i tak samo spłukiwała. Zapach nie należał do najpiękniejszych, był typowo kosmetyczny, ale znośny. Z pewnością spotkamy się ponownie.

Ziaja Maska Intensywny Kolor - włosów nigdy nie farbowałam i póki co nie zamierzam. Maski używała też moja mama, która farbuje się regularnie, ale większą część opakowania zużyłam ja. Produkt trochę nawilża włosy i nadaje im blasku, ale w moim przypadku na tym kończy się jej działanie. Zapach jest podobny jak w wersji wygładzającej, konsystencja również. Ogółem maska krzywdy mi nie zrobiła, ale więcej się nie skuszę, żeby używać.


Gracja Krem do rąk Odżywczy Oliwkowy - kupując go myślałam, że będzie beznadziejny, okazał się jednak nie najgorszy. Był dość gęsty, jednak łatwo się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Nie pozostawiał tłustego filmu, było jednak czuć, że jakiś produkt został zaaplikowany. Pachniał delikatnie, kosmetycznie, po wchłonięciu stawał się niewyczuwalny. W kwestii odżywiania i nawilżania sprawdzał się całkiem nieźle. Pomagał zniwelować suchość, zmiękczał skórę i nadawał jej gładkości. Nie przesuszał ani nie podrażniał, co niektórym kremom się zdarza.

Lirene Witaminowy krem do rąk Odżywienie - przeciętny, cudów nie zrobił, ale tragedii też nie było. Konsystencja średnio gęsta, dobrze się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Nie pozostawiał tłustego filmu. Lekko nawilżał skórę, w szczególnie mocno przesuszonych miejscach nie podrażniał, delikatnie odżywiał. Zapach lekki, nienachalny, zupełnie mi nie przeszkadzał. Jak już mówiłam, krem należy do przeciętnych, ale z pozytywnym działaniem.

Lirene Krem dla zniszczonych dłoni Ratunek 10% Shea Butter - zdecydowanie najlepszy z prezentowanej dziś trójki. Dobrze nawilżał i odżywiał skórę, niwelował uczucie suchości. Nadawał miękkości i gładkości. Bardzo dobrze działał na skórki przy paznokciach. Był gęsty, ale szybko się wchłaniał. Jedynym minusem jaki zaobserwowałam jest fakt, że produkt nie należy do wydajnych, co zapewne leży po stronie pojemności - tylko 50ml.


Ziaja Ziajka Żel do mycia ciała i włosów dla dzieci hypoalergiczny - kupiłam jako zastępstwo dla rossmannowskiego BabyDream'u (BabyDream'a?). Używałam zarówno do mycia włosów, jak i do ciała. Kilkakrotnie zdarzyło mi się zastosować go jako żelu do twarzy. W każdej roli sprawdzał się bardzo dobrze. Oczyszczał bez zarzutu, delikatnie, ale dokładnie. Nie podrażniał, nie wysuszał, nie spowodował ataku żadnych niespodzianek na skórze. Pienił się przyzwoicie, nie jak płyn do kąpieli, znośnie. Pachniał bardzo delikatnie, niedrażniąco. Nie zawierał SLS/SLES. Ogółem produkt bardzo przypadł mi do gustu, jednak wolę BabyDream. Nie mam ku temu szczególnych powodów, wydajność jest porównywalna, zwyczajnie wolę BD.

Balea Urea Bodylotion - naprawdę dobry, choć nieidealny. Wyraźnie nawilżał i odżywiał skórę, był idealny na zimę. Nie był ani zbyt lekki, ani zbyt ciężki. Nakładał się bezproblemowo, wchłaniał kilka minut, pozostawiając na skórze znośny film. Nie kleił się, nie był tłusty, ale wyczuwalny. Na szczęście balsamuję się tylko wieczorem, także nie miałam z tym zbytniego problemu. Zapach prawie niewyczuwalny, co dla mnie jest dużym plusem. Ponadto był wydajny, wystarczył mi na kilka miesięcy.

Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch - żelowy ideał, zużyłam już drugie opakowanie i mam ochotę na więcej. Przepiękny, świeży, energetyzujący zapach świeżego rabarbaru połączonego z delikatną, mleczną nutą. Niezwykły, mocno wyczuwalny podczas mycia, po zmyciu na skórze już nie. Żel ma średnio gęstą konsystencję, bardzo dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Świetnie oczyszcza skórę, nie wysusza, pozostawia ją miękką i gładką. Polecam wszystkim, a sama z pewnością kupię jeszcze raz, i kolejny, i następny.

  
Perfecta Oczyszczanie Peeling drobnoziarnisty - ulubiony, zdecydowanie najlepszy z dotychczas przetestowanych. Bardzo dobrze wygładza i oczyszcza skórę. Pomaga się pozbyć suchych skórek, niestety nie wszystkich, ale przy regularnym stosowaniu efekt staje się bardziej widoczny. Ma małe, ale ostre drobinki, które naprawdę działają. Nie podrażnia skóry, nie zapycha. Z pewnością kupię kolejne opakowanie.

BeBeauty Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu - kiedyś używałam jako toniku, później zaprzestałam i moja skóra jest mi za to wdzięczna. Chociaż nie powiem, bardzo przyjemnie oczyszcza. Jeśli zaś o demakijaż chodzi, zmywa wszystko i robi to bardzo dokładnie. Niestety, gdy dostanie się do oka, piecze niemiłosiernie. Możliwe, że kupię ponownie, chociaż nie jestem tego pewna.

BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy - ulubiony. Mogą się przy nim schować droższe, trudniej dostępne żele. Nie zawiera drobinek, mimo to bardzo dobrze oczyszcza, zmiękcza i lekko wygładza skórę. Zauważalnie łagodzi podrażnienia, nie jest sprawcą kolejnych. Bardzo przyjemnie pachnie. To moje drugie zużyte opakowanie i z pewnością zaopatrzę się w kolejne. 


Keo Karpin Hair Oil - butelka po Amli, gdyby komuś była ta informacja potrzebna. Co do oleju - całkiem przyjemny w działaniu, nadawał włosom blasku i miękkości. Nie wysuszał skalpu, ogółem nie spowodował żadnych nieprzyjemnych efektów. Pachniał ziołowo, dość intensywnie, ale znośnie, zapach nie był tak mocny jak w przypadku np. Amli od Dabur. Sprawdzał się całkiem nieźle, chociaż nie przewiduję ponownego spotkania.

Garnier Mineral Intensive 72H Maximum Protection Anti-perspirant - zupełnie się nie sprawdził. Liczyłam na porządną, a właściwie jakąkolwiek ochronę, a takowej nie otrzymałam. Tak, dobrze czytacie, na mnie ten produkt wcale nie działał. Ani nie zmniejszył ilości wydzielania potu, ani nie zniwelował przykrego zapachu. Sam w sobie pachniał połączeniem tanich, bazarkowych perfum z mydłem. Nie polecam, będę szukać czegoś lepszego.

Dove Intensiv Reparatur 1 Minute Kur - Spulung - muszę przyznać, że podchodziłam do niej jak pies do jeża. Okazało się jednak, że zupełnie niepotrzebnie. Kuracja miała gęstą, bogatą konsystencję, dość przyjemnie się nakładała. Zapach w sumie nie najgorszy, typowo kosmetyczny. Co do działania - zmiękczała, nabłyszczała i wygładzała włosy w całkiem przyzwoitym stopniu. Raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.



Isana Nagellack Entferner Mandelduft - najlepszy! Miałam od niego długą przerwę, szukałam czegoś jeszcze lepszego, ale nie ma sobie równych. Zmywa wszystko - kremy, brokaty, piaski (oczywiście z pomocą folii aluminiowej). Lakiery bardzo szybko schodzą z paznokci, nie trzeba się męczyć. Może trochę wysuszać skórki, ale od nawilżania mam krem. Z pewnością kupię kolejną butelkę.

Zmywacz do paznokci z witaminą F - przeciętny, nie tak dobry jak migdałek od Isany. Zmywał lakiery, chociaż przy niektórych trzeba było się sporo napracować. Trochę wysusza, jest niewydajny, ale w razie braku innego jest lepszy niż nic.

Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - absolutnie miłość od pierwszego użycia. A właściwie od pierwszej tubki, bo ta jest już -nastą z kolei. Dla mojej cery nie ma lepszego kremu niż ten. Idealnie matuje, wygładza, pomaga zwalczać wypryski i zapobiega powstawaniu nowych. Kolejne opakowanie już w użyciu.




Tisane Balsam do ust - cztery sztuki zużyte, czyste szaleństwo :) Chyba nie muszę pisać, że uwielbiam? Nie ma nic lepszego - idealnie nawilża, odżywia, chroni. Nie potrzebuję niczego więcej. Kolejne opakowanie już otwarte.



Perfecta Peeling enzymatyczny - świetny, o ile używa się go raz na tydzień, dwa. W moim przypadku przy częstszym stosowaniu zapychał. Ale trzeba przyznać, że wygładza genialnie. Wszystkie nierówności i suche skórki znikają. Polecam, o ile nie macie problemu z zapychaniem.

Barwa Siarkowa Moc Specjalistyczny szampon przeciwłojotokowy antybakteryjny - umyć umył, ale bez szału. Rzadki, pienił się jak na lekarstwo. Łojotoku nie mam (dzięki Bogu!), więc się nie skuszę.

Uff, wreszcie dobrnęłam do końca! A Wam jak poszło zużywanie?

poniedziałek, 3 lutego 2014

Słów kilka o peelingu / Perfecta Oczyszczanie Peeling drobnoziarnisty

Moja skóra zdecydowanie potrzebuje dobrego peelingu mechanicznego przynajmniej dwa razy w tygodniu. Niekoniecznie bardzo mocnego, ale takiego, który pozbawi cerę chociaż połowy suchych, odstających skórek. Nie testowałam zbyt wiele, miałam błotny z BingoSpa, różowy Synergen (uwielbiałam, niestety został wycofany), morelowy Beauty Formulas oraz produkt, który sprawdził się najlepiej spośród testowanych i nie raczej nie będę szukać lepszego. Mowa o peelingu drobnoziarnistym Perfecty. Niewielka, 50ml tuba z nieprzezroczystego plastiku zawiera naprawdę świetny produkt. Opakowanie jest poręczne, niewielkie, z nakrętką z klapką. Nie otwiera się przypadkowo, trzyma dobrze, ale nie trzeba łamać sobie paznokci aby dobrać się do produktu. Peeling nie jest ani zbyt rzadki, ani zbyt gęsty. Nie spływa z dłoni, łatwo się rozprowadza i spłukuje. Zawiera mnóstwo maleńkich, ale dosyć ostrych drobinek, które skutecznie wygładzają skórę. Zapach kosmetyku jest świeży, według mnie morski, na szczęście nie ma nut zapachowych, jakie można wyczuć w środkach do czyszczenia toalety. Jak już wspominałam, radzi sobie bardzo dobrze. Świetnie wygładza skórę, usuwa większość suchych skórek, odświeża koloryt. Nie powoduje podrażnień. Nie zawiera trójglicerydów ani parafiny, czyli składników, które u mnie powodują zapychanie i atak wyprysków. Używam go dwa, trzy razy w tygodniu i naprawdę widzę efekt. Stosuję zamiennie z peelingiem enzymatycznym tej samej firmy i to jest moje ulubiony duet oczyszczająco - wygładzający, a w przypadku tego drugiego produktu także nawilżający. O enzymatycznym napiszę wkrótce osobny post.


Moja skóra pokochała ten peeling. Póki co nie ma dla niej lepszego peelingu mechanicznego. Oprócz świetnego działania posiada również niewygórowaną cenę - 12/14zł oraz bardzo dobrą wydajność. Nie mam się do czego przyczepić.


 Znacie ten peeling lub inne tej firmy? Polecacie? A może lubicie inne? :)

niedziela, 1 września 2013

Sierpniowe zużycia

Dawno nie byłam tak bardzo niezadowolona ze zdjęć na bloga. Za oknem coraz częściej szarówa, ciemno i brzydko, więc i jakość obrazów gorsza. Mam w planie zakupić namiot bezcieniowy, ale dopiero za miesiąc czy dwa, a więc póki co z robieniem zdjęć muszę się spieszyć, aby zdążyć przed zachodem słońca. Mam nadzieję, że nie będziecie zwracać dzisiaj uwagi na kolory, tylko na denko, bo w sierpniu udało mi się zużyć całkiem satysfakcjonującą ilość. Nareszcie zaczęłam wypływać spod sterty żeli pod prysznic, powoli ale sukcesywnie. Cieszy mnie każda kolejna torba pustych opakowań, każda butelka i słoiczek. Mam nadzieję, że przebrniecie do końca posta mimo nie najlepszej jakości zdjęć :)



Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch 
Wiecie, jakie to uczucie, gdy otwierając butelkę żelu pod prysznic stać się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi? Ja doznawałam tego podczas każdego użycia tego żelu. Dla mnie to kosmetyk idealny! Genialny, owocowy, mocno orzeźwiający zapach, rabarbarowo-mleczno-owocowy, kwaśnawy, mniam! Aż chciałoby się wypić, szkoda, że niezdatny do spożycia. Żel jest gęsty i kremowy, świetnie się pieni i oczyszcza skórę nie wysuszając jej. Dodatkowo butelka w mocnym, pozytywnym kolorze i wygodny kształt. Cena aż śmieszna, ja kupiłam za niecałe trzy złote. Z pewnością do niego wrócę, o ile zużyję spory zapas żeli.

 Luksja Caramel Waffle Bath Foam
Tę ogromną, litrową butlę zużyłam z ogromną przyjemnością. Zawartość pachniała dokładnie jak karmelowe wafle, pycha! Bardzo słodki, zniewalająco ciepły aromat. Aż ślinka ciekła. Płyn miał piękny, przepraszam za powtórzenie, karmelowy kolor. Gęsty, mocno pieniący się, kremowy. Używałam go zarówno jako żelu pod prysznic, jaki i do kąpieli. Nie wysuszył ani nie podrażnił skóry, oczywiście nie nawilżył jej, ale to nie należy do niego. Ponadto cena niewysoka, około dziewięciu złotych za litr, to naprawdę tanio! Należy dodać jeszcze, że jest bardzo wydajny, gdyż używałam go trzy - cztery razy w tygodniu przez pół roku. Zdecydowanie dobrze zainwestowanie pieniądze. Rozkosz dla nosa!
    
Original Source Seasonal Edition Plum & Maple Syrup Shower
Uwielbiam żele OS, póki co wypróbowałam pięć wariantów zapachowych i ten przypadł mi do gustu najbardziej. Bardzo żałuję, iż jest to edycja limitowana, bo kupowałabym go regularnie. Aromat jest zniewalający, ciepły, w sam raz na zimę, ale nie lepiąco słodki. Podczas mycia czuć było go dość mocno, po spłukaniu wodą na skórze nie pozostawał nawet jego cień. Nie przeszkadza mi to, nie muszę pachnieć żelem. Produkt był gęsty, ale miał lekko galaretkową, przyjemną konsystencję. Przy pomocy gąbki świetnie się pienił, dobrze oczyszczał skórę nie wysuszając jej. Cena również dość przystępna, dziesięć złotych bez promocji to niedużo, a warto wydać te pieniądze, aby cieszyć się tak dobrym produktem.

   
Oriflame HairX Leave - in Conditioner
Od zawsze lubiłam odżywki w sprayu, nawet jeśli nie do odżywiania, to ułatwiające rozczesywanie. Tej używałam właśnie w tym celu i naprawdę dobrze się sprawdzała. Zaaplikowana w niewielkiej ilości nie przetłuszczała włosów, za to nadawała im miękkości, zmniejszała puszenie i plątanie. W zimie lekko spryskiwałam nią czuprynę przed nałożeniem czapki i po zdjęciu jej nie elektryzowały się. Nie odżywiała włosów, przynajmniej ja tego nie zauważyłam, ale nie wysuszała. To porządny produkt, ale nie kupię go ponownie - za dużo innych czeka w sklepach na wypróbowanie.

Ziaja Masło kakaowe Szampon wygładzający
Pokochany od pierwszego powąchania i użycia. Cudo! Świetnie pachnie kakao, słodko, urzekająco wręcz. Do tego genialnie oczyszcza włosy. Nie zawiera silikonów, nie obciąża włosów i nie wysusza ich. Stosowałam go do częstego mycia i nie zostawiał mi siana na głowie. Wręcz przeciwnie - były lekkie i nieco wygładzone. Butelka duża, 400ml, bardzo tania - zapłaciłam około sześciu złotych i do tego wydajna. Myślę, że jeszcze się kiedyś spotkamy.
 .........
  Green Pharmacy Olejek łopianowy z czerwoną papryką
To moja druga butelka, kupiona głównie z czystej chęci przypomnienia sobie działania. Szczerze mówiąc, to nadal nie wiem, czy zadziałał. W sumie włosy urosły około dwóch centymetrów, nieco więcej niż zazwyczaj, ale to nie jest efekt wow, jakiego oczekiwałam. Nie zaszkodził im, trochę pomógł, nie wysuszył, ale nie nawilżył. Przyjemnie się go stosowało, ale nie wiem, czy kupię ponownie.


BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy
Kolejny genialny produkt w  sierpniowym denku. Żel faktycznie jest kremowy, gęsty, lekko się pieni otulając twarz delikatną warstewką. Cudnie oczyszcza twarz, zmywa wszelkie zabrudzenia oraz kosmetyki kolorowe takie jak puder. Zgodnie z zapewnieniem producenta nie wysusza skóry i nie podrażnia jej, łagodzi zaczerwienioną skórę. Jest też wydajny i łatwo dostępny, tani (cztery albo pięć złotych) i zdecydowanie wart zakupu. Z pewnością kupię ponownie.

 Playboy VIP Body Mist
W sierpniu zużyłam też mieszkającą na mojej półce mgiełkę Playboya. I chociaż nazwa firmy nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia, to produkt jest naprawdę godny uwagi. Zapach kobiecy, seksowny, bardzo przyjemny. Trwałość niezła jak na mgiełkę, bo aromat czuć przez kilka godzin. Spora pojemność, duża wydajność i całkiem przystępna cena sprawiły, że używałam go długo i z przyjemnością. Tego wariantu zapewne już więcej nie kupię, ale inne na pewno.

Tisane Balsam do ust
Ulubieniec po wsze czasy. Daje moim wargom to, czego potrzebują. Odżywia i nawilża je, wygładza i chroni. Zużyłam już wiele opakować i zdenkuję jeszcze więcej, bo nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Soraya 10 Minut na perfekcyjne oczyszczenie Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej
Zdecydowanie najgorsza maseczka jaką spotkałam na swojej drodze. Nie podejrzewałam, że jakiś kosmetyk spowoduje taki wysyp i wysuszenie. Może miało to służyć oczyszczeniu twarzy, ale przyjemne nie było ani ładnie nie wyglądało. Niedługo pojawi się dłuższa recenzja z szerszym opisem.

Dax Perfecta Beauty Mask Antybakteryjna maseczka na twarz
Bardzo, bardzo przyjemna i dobrze działająca, ładnie, acz dość nienaturalnie pachnąca. Po prostu. Więcej TU.

 Sylveco Lekki krem brzozowy - próbki
Na ten krem poluję już od kilku miesięcy. Musicie wiedzieć, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy pytając o niego w aptece w odpowiedzi dostałam dwie próbki. Kremu, oczywiście nie było, ale za dwa tygodnie ma być, więc kupię. Produkt po trzech użyciach zrobił na mnie i mojej skórze bardzo dobre wrażenie. Nawilżył i odżywił skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. Podoba mi się to i niecierpliwie czekam, aż będę mogła kupić pełnowymiarowe opakowanie.


+ dwa zmywacze, które zmywają wszystko, o ile zaopatrzymy się w folię aluminiową


A Wam jak poszło denkowanie? :)

czwartek, 29 sierpnia 2013

Szukamy maseczki idealnej #1 - Dax Perfecta Beauty Mask Antybakteryjna maseczka na twarz

Od rozpoczęcia akcji minęło dziesięć dni, a na blogu nadal cicho na temat jakiejkolwiek maseczki. Nie myślcie jednak, że nie zastosowałam chociaż jednej, o nie! Wręcz przeciwnie, wzięłam się w garść i już dwa razy zrobiłam sobie seans z maską na twarzy. Szczerze mówiąc, za drugim razem efekty były nieciekawe, ale o tym innym razem. Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję produktu dość ciekawego i zadowalającego. Dax Perfecta Beauty Mask Antybakteryjna maseczka na twarz to przyjemny kosmetyk, ale od początku. Mieści się w białej saszetce z nadrukiem o pojemności 10ml. Faktycznie jest to odrobinę za dużo jak na jedno użycie, ale za mało na dwa. Nałożyłam więc hojnie całą zawartość opakowania. Co do saszetki - szczelna, niebrzydka, zawiera wszelkie potrzebne informacje na temat maseczki. Zdaję sobie sprawę z tego, iż taka forma nie jest zbyt higieniczna, ale jako kosmetyk jednorazowy mi nie przeszkadza. Produkt jest średnio gęsty, nie spływa jednak z twarzy, nie zasycha i nie ściąga skóry. Dobrze się rozprowadza, ze zmywaniem natomiast trzeba się trochę pogimnastykować. Ma gruszkowy zapach, nie do końca naturalny i jasno zielony kolor. Po zmyciu skóra była miękka, zyskała zdrowy kolor i stała się matowa. Nie wyskoczyły mi żadne niespodzianki, a te, które już wcześniej istniały zbledły i zmniejszyły się. Podczas trzymania maski na skórze nic nie piekło i nie szczypało, a po kilku godzinach od zmycia nie pojawił się żaden nieprzyjaciel.


Maseczka jest bardzo przyjemna, naprawdę daje dobre efekty, chociaż efekty wow nie doświadczyłam.  Możliwe, że jeszcze kiedyś ją kupię, o ile uda mi się wykończyć inne zapasy. Ze swojej strony polecam osobom, które potrzebują oczyszczenia i zmatowienia skóry.


Recenzję opublikowałam przy okazji udziału w akcji Szukamy maseczki idealnej. Ideał to może i nie jest, ale produkt na piątkę!

Znacie tę maseczkę?

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Lipcowe zużycia

Jak to ostatnio z moimi zużyciami się dzieje, że jest ich coraz mniej, to szczerze mówiąc i pisząc pojęcia zielonego nie mam. Lipiec spędziłam poza domem wraz z niebotycznych rozmiarów torbą na kosmetyki, więc miałam się czym smarować i miziać i jakoś tego nie widać po zużyciach. Nie będę jednak narzekać, bo zdarzały się też miesiące, gdzie denkowanie szło jeszcze bardziej opornie. Wydaje mi się, że wystarczy już tej zbędnej gadaniny, zapraszam na małą prezentację.


 

BeBeauty Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu
Płyn, który podbił serca blogerek spodobał się także i mi. Pomijając jednak te wszystkie ochy i achy - kosmetyk naprawdę dobrej jakości za grosze. Oczyszcza tak jak lubię, czyli zmywa kurz, sebum, pot, kolorówkę i wszelkie inne zanieczyszczenia. Nie klei się ani nie powoduje błyszczenia w stylu psiego nosa w słońcu czy też smalcu. Faktycznie jest bardzo łagodny i nie podrażnia, a do tego lekko nawilża. Butelka także wygodna, nakrętka z przyciskiem jak najbardziej na plus. To moja druga zużyta butelka i zapewne nie ostatnia, chociaż ostatnio kupiłam inny micel i też się sprawdza, także zobaczymy, co dalej.

AA Ciało Wrażliwe Odżywczo - wygładzający balsam do ciała
Całkiem przyzwoite mazidło kupione na promocji w Biedrze za piątaka. Muszę przyznać, że obawiałam się klejenia i tym podobnych, ale obyło się tez takich ekscesów. Balsam nie był zbyt gęsty ani zbyt rzadki, łatwo się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Zapach do przeżycia, jakby to powiedzieć, lekko zwiędłe róże, szczerze mówiąc to nawet mi się podobał. Co do działania - odżywienie minimalne, wygładzenie jak po pierwszym lepszym balsamie. Moja skóra lubi się przesuszać i ten specyfik na lato jej wystarczył. Plus za sprawną pompkę, minus za bardzo małą wydajność.

    Nivea Deodorant Pure & Natural Action Jasmine Deo Spray
Nie używam dezodorantów, wolę hamujące wydzielanie potu antyperspiranty. Pech chciał, że kupując ten specyfik nie popatrzyłam i wzięłam deo. Myślałam, że będzie lepiej. Niestety, w ciągu całego życia nie miałam gorszego sprayu. Po pierwsze, nie daje żadnej, nawet minimalnej ochrony przed brzydkim zapachem. Sam ładnie nie pachnie, właściwie dusi i wywołuje kichanie. W połączeniu z potem daje odpychającą mieszankę. Nie zmniejsza wydzielania potu nawet o jeden procent. Stał u mnie na półce przez prawie rok, ostatecznie zostało jeszcze trochę, ale wyrzucam, bo nie nadaje się nawet na odświeżacz powietrza.

 
Ados Poziomkowy zmywacz do paznokci
Nie przywiązuje się do zmywaczy, zazwyczaj kupuje najtańszy, jaki znajdę w sklepie. Poziomkowy Ados to jeden z tych przypadkowych, które nie powaliły mnie na kolana. Owszem, zmywa każdy lakier, z większymi lub mniejszymi trudnościami. Brokaty i piaski oczywiście wymagają użycia folii aluminiowej. Wydziela tradycyjny smrodek zmywacza, poziomkowa, sztuczno - kibelkowy zapach pojawia się po wyschnięciu płynu na paznokciach. W mojej opinii jest neutralny.

Fuss Wohl Hirschtalg Creme
Wiecie, co zachęciło mnie do zakupy tego kremu? Jelonek, a dokładnie wytwarzany przez niego łój. Byłam bardzo ciekawa jego działania, wiec kupiłam i jak widać, zużyłam. Krem sprawdził sie bardzo dobrze. Lekko nawilżył i wygładził skórę stóp. Nie mam problemów na tym znajdującym się przy ziemi obszarem i nie oczekuje od mazidła cudów na kiju. Jak dla mnie to wynalazek pozytywnie działający i mozliwe, ze jeszcze kiedy się w niego zaopatrzę.         
 Yves Rocher Plaisirs Nature Mure Sauvage Blackberry Eau De Toilette
Odkąd ją kupiłam była moja ulubioną woda toaletową. Jak dla mnie - cud w buteleczce! Zachwycał mnie zapach, bardzo naturalny, jeżynowy, ale nie landrynkowy, raczej leśny. Produkt nie kleił się i nie podrażniał. Trwałość raczej przeciętna, ale wybaczałam mu to. Jestem pewna, że jeszcze kiedyś kupię, tyle, że większą butelkę :>

           

Essence Vampire's Love Lipstain 02 True Love
Jak dla mnie wielki, wielki hit, z którym niestety muszę się już pożegnać. Używałam go bardzo często, więc na w opakowaniu pozostało niewiele, poza tym dość dawno minął okres przydatności do zużycia. A szkoda, bo uważam, że to naprawdę świetny produkt. Po pierwsze - kolor! Intensywny róż, mocny i rzucający się w oczy, dający się stopniować. Po drugie trwałość. Wytrzymywał kilka - kilkanaście godzin w zależności od przeróżnych czynników. Nałożony na nawilżone usta wyglądał obłędnie! Chętnie poszukam  zamiennika.
........
Tisane Balsam do ust w słoiczku
Ukochany, uwielbiony ideał. Dobrze nawilża, wygładza i odżywia usta. Chroni je przed słońcem, leczy drobne ranki, krostki i tym podobne. Wydajność całkiem w porządku, biorąc pod uwagę fakt, iż smaruję się nim bardzo często. Nie mam pojęcia, ile opakowań już zużyłam i ile jeszcze kupię, bo to ogromny ratunek :)


Nivea Balsam do ciała pod prysznic - próbka
Po zużyciu tak małej próbki niewiele mogę powiedzieć. Owszem, produkt ciekawy, ale nie wiem, czy kupię pełnowymiarowe opakowanie. Wielki plus za brak efektu klejenia, lepienia i śliskości po zmyciu.
Dax Perfecta Oczyszczanie Peeling drobnoziarnisty
Mimo, iż jest to mój ulubiony peeling to nie kupuję wersji w tubce, chociaż byłoby to pewnie bardziej higieniczne i ekonomiczne. Przyzwyczaiłam się do saszetkowej formy, ot co. Pomijając formę, peeling u mnie sprawdza się znakomicie. Naprawdę dobrze wygładza, ale z bardzo dużą ilością suchych skórek sobie nie poradzi. Niemniej jednak cera wygląda na świeżą i zdrową, a to cieszy mnie najbardziej.

Balea Wohlfuhl Maske  
Nawet nie będę pisać, jakim odpornym na maseczkowanie osobnikiem byłam przed użyciem tej. I nie, Balea nie stworzyła cudu na kiju, ale ten produkt spodobał mi się. Po prostu nie miałam ochoty na nakładanie tego typu kosmetyków. Kiedy jednak się przemogłam, przepadłam! Maseczka jest bardzo kremowa, lekko różowa i delikatnie pachnie. Nie wywołuje pieczenia ani podrażnień. Po zmyciu skóra jest miękka i nawilżona, zdrowo wygląda. Szczerze mówiąc, mam ochotę na więcej masek Balea!

Dax Perfecta Maseczka bankietowa na twarz i pod oczy
Nie do końca rozumiem działanie tego kosmetyku. Ma to - to nawilżać, wygładzać, ułatwić rozprowadzanie makijażu, czyli coś jak baza. Nie podobał mi się efekt wyczuwalnej pod palcami warstwy, której nie umiem wytłumaczyć. Tam, gdzie występują wypryski pojawiło się pieczenie. Użyłam raz lub dwa, resztę wsmarowałam w nogi.


Balea 3-Klingen Einweg Rasierer
W największym skrócie mówiąc, maszynki jak maszynki. Przy tym dużo lepsze niż Lady z Biedronki, z dłuższą rączką i trzema ostrzami. Jedna wytrzymywała całkiem długo, nie tępiły się po jednym użyciu. Ponadto miały ładny, pozytywny design, a foliowe opakowanie jeszcze lepszy. Nie urzekły mnie jakoś specjalnie, zupełnie normalne akcesoria.

 Tso Moriri Mydło kibica
Mydła Tso Moriri całkowicie zdobyły moje serce. Piszę mydła, bo w niedawno zużyłam inną wersję. Produkt ten zupełnie różnił się od tradycyjnych mydeł np. Palmolive. Po pierwsze, miał świetny design. Co jak co, ale półprzezroczyste mydło z serduszkami wyglądało cudownie. Do tego dużo miększe, lepiej się pieniące i delikatnie, naturalnie pachnące. Szkoda tylko, że było bardzo niewydajne.
Dax Perfecta Oczyszczanie Peeling enzymatyczny
Ciekawy kosmetyk kupiony przypadkiem. Jak przystało na peeling enzymatyczny, nie miał drobinek. Ponadto nakładało się go na całą noc. Byłam nieco sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, ale rano zmieniłam zdanie. Peeling w kremie wygładził i nawilżył skórę bez tarcia i podrażnień. Jak dla mnie bomba :)
A Wam jak poszło zużywanie?

środa, 30 stycznia 2013

Styczniowe zużycia

Jak ten czas szybko leci! Znów mamy koniec miesiąca i czas na kolejną porcję zużyć. Jest ich więcej niż w grudniu i w pełnym stopniu zadowala mnie ta ilość. Wspomagał mnie głównie Projekt Denko umieszczony w blogowych zakładkach, ale nie tylko, gdyż "wyszło"  też kilka rzeczy, które nie były zamieszczone na wymienionej stronie. Ogółem zdenkowanych produktów jest sporo, w tym całkiem niemała liczba odkryć, do których zamierzam powrócić w najbliższym czasie.


Dabur, Vatika, Coconut Enriched Hair Oil - mój pierwszy olej, który nakładałam na długość włosów. Czasami lądował także na skalpie. Jego działanie było całkiem przyjemne, gdyż lekko nabłyszczał i trochę nawilżał. Na pewno też odżywiał, chociaż na efekty trzeba było poczekać kilka - kilkanaście użyć. Polubiłam go za niezły zapach, który utrzymywał się przez kilka godzin po umyciu. Jego konsystencja była bardzo płynna, ale dobrze się rozprowadzał i łatwo zmywał, ale raczej nie kupię go ponownie.

BabyLove, Mildes Shampoo - odpowiednik BabyDream'u prosto z niemieckiej DM. Był całkiem przyjemny, dobrze zmywał oleje, nie wysuszał, nieco plątał, tworzył sporą ilość piany. Naprawdę dobry produkt, jednak nie różni się niczym od Rossmannowskiego BD. Nie widzę powodu, dla którego miałabym go zamawiać i nie kupię ponownie.

Balea, Feuchtigkeits Spulung, Mango + Aloe Vera - wielkie, zaskakujące odkrycie! Póki co najlepsza i najtańsza odżywka jaką kiedykolwiek miałam. Była bardzo lekka, śliska, rzadka, bez silikonów. Działanie jak marzenie! Naprawdę dobrze nawilżała, odżywiała i nabłyszczała włosy, wygładzała i zmiękczała. Ponadto miała cudowny, naturalny zapach! Z pewnością kupię ponownie i to nie raz! 


Ziaja, Tintin, Tonik antybakteryjny - podchodziłam do niego jak pies do jeża, ale ostatecznie nawet polubiłam. Przyjemnie oczyszczał i odświeżał cerę, lekko nawilżał. Nie powodował namiernego przetłuszczania ani ataku wyprysków. Miał ładny, ziołowy zapach, który szybko ulatniał się ze skóry. Nie zachwycił mnie jednak niczym szczególnym, więc nie kupię ponownie.

Sun Ozon, Mleczko do opalania SPF30 - długo się z nim męczyłam stosując w roli balsamu po kąpieli. Lekko nawilżał i wygładzał, ale pozostawiał tępo - tłusty film, którego wręcz nie mogłam znieść. W lecie sprawdzał się nieźle, dostatecznie chronił przed słońcem. Spodobał  mi się jego zapach panthenolu. Nie kupię ponownie, gdyż już sama myśl o ponownym używaniu napawa mnie odrazą.

Dairy Fun, Milky Powder, Pineapple - ciekawy jako urozmaicenie kąpieli, jednak na dłuższą metę nudny. jego zapach był sztuczny i duszący, kompletnie nie związany z ananasem. Coś tam zajeżdżało cytrusami :D Sprawiał, że woda była "śliska", z minimalną ilością rzadkiej, znikającej w mgnieniu oka pianą i lekko zażółcona. Niestety nie widzę zbyt wielu pozytywów, chociaż w recenzji oceniłam go 8/10. Nie kupię ponownie, nie spodobał mi się zbytnio, a pisząc recenzję byłam dopiero w połowie opakowania.


Zmywacz do paznokci z olejkiem z wiesiołka - zwykły, przeciętny myjak. Lakiery zmywał przeciętnie, te z brokatem musiałam usuwać przy pomocy folii aluminiowej. Śmierdział jak większość zmywaczy, mocno, ale do zniesienia. Nie wysuszył paznokci, nie spowodował żadnych szkód. Raczej nie kupię ponownie, chyba że będę w wielkiej potrzebie.

Zmywacz do paznokci z witaminą F, glicerynowo - natłuszczający - przypadek identyczny jak powyżej. Niewydajny, śmierdzący, niewysuszający. Ogółem w razie potrzeby ujdzie, ale wolę różową Isanę. Nie kupię ponownie, chyba że nie trafię na nic innego w razie silnej potrzeby.

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo go lubię, zużyłam kolejne opakowanie. Nakładam zarówno punktowo, jak i na całą twarz i spisuje się równie dobrze. Wysusza wypryski, likwiduje podrażnienia i jest przy tym bardzo łagodny. Kupię ponownie, a nawet zaopatruję się w niego regularnie.

Palmolive, Naturals, Mydło toaletowe, Mięta i eukaliptus - nie lubię mydeł Palmolive, dla mnie wszystkie mają niemal identyczne, mdłe zapachy. W tym przypadku nie było lepiej. Działanie tradycyjne, myło bez fajerwerków. Niewielka piana, skóra tępa, ale dobrze oczyszczona. Nie kupię ponownie, miałam kilka wersji i za każdym razem klapa.


Essence, 24h Hand Protection Balm, Winter Edition, Caramel Hot Chocolate  - działanie miał świetne, dobrze nawilżał, odżywiał i regenerował dłonie. Szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej warstwy i ładnie wygładzał. Zapach był jednak niezbyt przyjemny, nieco chemiczny, kremowo - kosmetyczny. Kupiłabym ponownie, ale w innej wersji zapachowej.

Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - działanie całkiem w porządku, niezłe odżywienie i nawilżenie. Zapach nie najgorszy, żurawinowo - miodowy, ale dla mnie trochę męczący. Wolałam wersję imbirową, do której wrócę, ale tej nie kupię ponownie.

Oriflame, Christmas Suprises, Spiced Oranges, Scented Hand Cream - rzadki krem o brzoskwiniowym kolorze i nijakim zapachu. Czuć było kosmetyczną woń, która przy pomarańczach nawet nie leżała. Działanie niezłe na co dzień, dobrze wygładzał i lekko nawilżał. Nie kupię ponownie, wolę gęstsze i lepiej pachnące mazidła.

   
W7, Sliders Lip Balm, Saucy Strawberry - przeciętny balsam w cudnym, retro opakowaniu z wysuwanym pojemniczkiem. Lekko nawilżał, nadawał ładnego koloru, jednak nie traktowałam go jak odżywczego mazidła, którym i tak nie był. Nie kupię ponownie, choć kuszą mnie pozostałe wersje.

Avene, Łagodne mleczko do demakijażu -  najlepszy zmywacz do makijażu jaki kiedykolwiek miałam! Szybko i łagodnie czyści z zabrudzeń, cieni i innych kosmetyków kolorowych.  Nie podrażnia. Nie kupię ponownie, gdyż wolę przezroczyste płyny, z którymi nie trzeba się paprać jak z mleczkami :)

Tisane, Balsam do ust x2 - bardzo gu lubię, dobrze odżywia i nawilża usta. Ma przyjemną konsystencję i miodowy zapach. Łatwo się rozprowadza i nie zbiera w załamaniach. Z pewnością kupię ponownie.

SVR, Lysalpha, Gel Moussant Purifiant - spora, 15ml próbka sprawiła, że chętnie zaopatrzyłabym się w pełnowymiarową wersję. Jest rzadki, ale dobrze się rozprowadza i spłukuje. Dobrze oczyszcza skórę, nie zapycha. Jedynie zapach ma podobny do płynu do mycia naczyń, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Chętnie  kupiłabym pełną wersję.

Avene, Cold Cream, Krem do cery bardzo suchej - ze względu na parafinę stosowałam go w roli kremu do rąk. Zauważyłam jednak nie tyle odżywienie, co natłuszczenie. Wchłaniał się powoli, nie podrażnił. Nie kupiłabym pełnowymiarowej wersji, gdyż nie spodobał mi się.


AA, Prestige Body Fit, Nawilżający balsam do ciała anti-ageing - miał świetną konsystencję, szybko się wchłonął, natychmiastowo wygładził i nie podrażnił. Nie wiem, jak działa na dłuższą metę, ale nie kupiłabym ponownie.

Bella, Cotton, Płatki higieniczne - zwyczajne, szybko się rozrywały, przeciekały i rozwarstwiały. Raczej nie kupię ponownie, poszukam lepszych.

Rebi-Dental, Herbal, Pasta do zębów - całkiem niezła, choć z początku było mi trudno się do niej przyzwyczaić. Jest zupełnie nieszkodliwa, ładnie myje i nie podrażnia. Jedynym mankamentem jest fakt, że prawie w ogóle nie wybiela przy dłuższym stosowaniu. Nie kupię ponownie.


Ziaja, Med, Kuracja przeciwświądowa, Szampon łagodzący x2 - przyjemny szampony z zawartością SLS. Bardzo dobrez oczyszcza, nie podrażnia i o dziwo nie wysusza. Włosy po użyciu są miękkie, elastyczne, nie plączą się. Planuję kupić pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Krem do cery suchej z bio-olejkami i mleczko do ciała z bio-olejkami - oba zastosowałam na ciało. Bardzo przyjemnie nawilżyły i odżywiły skórę. Myślę nad kupnem pełnej wersji mleczka, wydaje się być świetne.
Ziaja, Maska Intensywne Wygładzanie, Do włosów niesfornych x2 - maska z silikonami, dobrze działające na me kłaki. Nieźle je dyscyplinuje i wygładza, nie wysusza, jednak nie kupię ponownie.


Ziaja, Ziajka, Żel do mycia ciała i włosów - przyjemny żel, działa jak szampon BabyDream. Dobrze i dokładnie myje, zmywa oleje. Kupię pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - miałam pełnowymiarową wersję. Dla mnie to zupełnie przeciętny, poprawny żel, którego nie kupię ponownie.

Perfecta, Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty - hit! Świetnie wygładza, nie zapycha i nie podrażnia. Saszetka wystarcza na trzy użycia, ale planuję kupić wersję w tubie.

Oxedermil, Krem na pękające pięty - tłusty, mocno nawilżający, z dużą zawartością mocznika. Nie kupię ponownie.

Jadwiga, Polski naturalny peeling - cudo! Świetnie wygładził, zmiękczył i rozjaśnił cerę. Z chęcią kupiłabym pełnowymiarową wersję.


Cieszę się z ilości użytych w styczniu kosmetyków i mam nadzieję, że Wam też dobrze poszło :)

niedziela, 30 grudnia 2012

Grudniowe zakupy

Nie tylko koniec roku przynosi chęć podsumowań. Nasuwają je na myśl także ostatnie dni miesiąca, więc tradycyjnie już czas na prezentację zakupów poczynionych w ostatnim miesiącu 2012. Przyznaję, że zaszalałam i to dość mocno - zrobiłam spore zakupy w DM'ie za pośrednictwem Agnieszki, zaopatrzyłam się w wiele włosowych wspomagaczy oraz bardzo małą ilość kosmetyków potrzebnych, bez których nie da się obejść. Przy okazji zmian blogowych wprowadziłam także inne, pielęgnacyjne oraz życiowe. Myślę jednak, że powiem Wam o nich innym razem. Nie przedłużam więc i serdecznie zapraszam do oglądania!



Większość powyższej grupy stanowią łupy świadczące o rozwijaniu się mojego włosomaniactwa. Mamy tu także kilka kosmetyków do ciała, twarzy, paznokci oraz makijażowych. Podzieliłam je więc na mniejsze skupiska, ale po kolei. Zacznijmy od mazideł do pielęgnacji kłaków.



Mamy tu odżywkę Balea Mango & Aloe Vera (0,65€) o pięknym, niezwykle naturalnym zapachu, dwa szampony dla dzieci - BabyLove (1,35€) i BabyDream (3,09zł) o identycznych właściwościach oraz odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny (6,85zł) o niezwykle ziemistej woni. Następnie kultową odżywkę (wcierkę) do włosów i skóry głowy Jantar Farmona (8,95zł), której działanie nie sposób zidentyfikować, masko-odżywkę Kallos Serical Crema Al Latte (20,6zł), wspaniałą następczynię Isany z olejkiem Babassu oraz legendarną szczotkę Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep (0zł, wykorzystany kupon iperfumy.pl), z którą próbuję się zaprzyjaźnić. Dalej znajduje się silikonowy olejek na końcówki Balea Professional Oil Repair Haaröl (2,95€) i odżywkę z atomizerem Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus (2,45€). Wszystkie mam w użyciu i nie robią mi krzywdy, co bardzo mnie cieszy.



Tutaj z kolei znajdziemy dwa kremy do rąk - Essence 24h Hand Protection Balm Winter Edition Caramel Hot Chocolate (0,95€) oraz Oriflame Christmas Suprises Spiced Oranges Scented Hand Cream z wymiany. Niestety oba pod względem zapachu to niewypały. Dalej znajdziemy żele pod prysznic - Sanflore Gelee De Douche Apaisante (0zł, wykorzystany kupon iperfumy.pl) i Balea Young Huttenzauber Dusche (0,85€). Póki co jeszcze nietestowane. Ostatnim produktem w grupie "cielesnej" są Balea 3-Klingen Einwegrasier (1,95€), czyli odkłaczacze w ładnym opakowaniu.


Tutaj mamy różne różności :D Otrzymałam dwie bezpłatne próbki - jedną kremu Ainhoa, drugą z Perfecty. Kupiłam też zachwalany peeling drobnoziarnisty (2zł) wymienionej przed chwilą firmy. Zostało go jeszcze na dwa użycia, ale nie zdradzę opinii. Potrzebny był mi też zmywacz do paznokci (1,69zł), więc capnęłam najtańszy. Przygarnęłam też trzy opakowania balsamu do ust Tisane (8,2zł + 8,5zł + 9,5zł). W tej samej aptece zaopatrzyłam się w olejek rycynowy Apteczka Babuni (1,9zł). Zakupiłam także dwa błyszczyki - Essence Breaking Dawn Part II Lipgloss Alice Had a Vision - Again (1,95€) i Vipera Sweet & Wet 7 (9,5zł). Ostatnim produktem, a właściwie przyrządem jest 4-stopniowa polerka do paznokci Sincler (3,45zł). Miałam ją już kiedyś, ale się wysłużyła i teraz mam nową, gdyż bardzo dobrze mi służy.


Tutaj mamy prezent od Mamy z okazji końca roku :) Nawilżający żel do mycia ciała Ciało Wrażliwe AA z pewnością się przyda, gdy tylko wykończę kilka innych. Rozświetlający błyszczyk do ust 03 Świetlisty Róż niestety nie dołączy do kolekcji mazideł - zawiera mentol, którego moje usta nie tolerują. Jego kolor jest nie najgorszy, ale też niezbyt cudowny - perłowy. Wróci więc do mej Rodzicielki, a jego fundatorki.

Za wszystkie produkty zapłaciłam 174,23zł. Zdaję sobie sprawę z faktu, że nie jest to mała sumka, a kosmetyki niekoniecznie potrzebne, jednak nie żałują ani trochę. Sprawianie sobie prezentów daje mi ogromną radość!