Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 kwietnia 2014

Coraz bliżej ideału | Johnson's Body Care 24 Hour Moisture Hand Cream

Poszukiwania idealnego kremu do rąk bywają nużące. A to nie wygładza, a to słabo nawilża, klei się, pozostawia nieprzyjemny film, podrażnia. Ma niewielką pojemność, szybko się zużywa, jest trudno dostępny. To tylko kilka z wielu wad, których można uświadczyć. Tym razem jest jednak inaczej i czuję, że powoli zbliżam się do długo poszukiwanego, kremowego ideału. Mowa o Johnson's Body Care 24 Hour Moisture Hand Cream, po którym, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się zbyt wiele. Okazało się jednak inaczej i bardzo się z tego cieszę. Ale może zacznę od początku. Krem mieści się w średnio miękkiej tubie po pojemności 100ml. Całkiem nieźle się z niej wyciska. Umieszczono na niej nadrukowany skład i krótką informację, nie ma zbędnych ozdobników. Pod światło można zobaczyć poziom zużycia. Kosmetyk jest dość gęsty, ale nie maślany. Jest śliski, bezproblemowo się rozprowadza i szybko wchłania. Nie pozostawia tłustego ani klejącego filmu. Czuć jedynie delikatną, satynową warstwę, która znika po kilku minutach. Krem porządnie wygładza i nawilża skórę, nie wywołuje podrażnień, pomaga pozbyć się suchości. Dobrze wpływa na skórki przy paznokciach, zmiękcza je i sprawia, że nie odstają. Efekt utrzymuje się przez jakiś czas, aplikację trzeba ponowić po umyciu rąk, ale wcześniej nie ma potrzeby. Jest dość wydajny, na jedno użycie potrzeba naprawdę niewielkiej ilości. Dodatkowo ma bardzo ładny, delikatny, nienachalny, kwiatowo - kosmetyczny zapach. 


Krem sprawdza się bardzo dobrze i z przyjemnością zużyję go do końca. Myślę, że kupię go ponownie i to całkiem niedługo. Póki co to jeden z lepszych kremów do rąk, których używałam. Nie kosztuje wiele, około 8 - 9 zł. 


Używałyście tego kremu? Jakich macie ulubieńców? Może uda się Wam naprowadzić mnie na dobry trop i trafię na jeszcze lepszy krem, więc chętnie poczytam :)

czwartek, 27 marca 2014

Lirene Krem dla zniszczonych dłoni Ratunek 10% Shea Butter

Krem do rąk to kosmetyk absolutnie podstawowy i obowiązkowy, szczególnie w przypadku moich skłonnych do wysychania. Przetestowałam już wiele, lepsze, gorsze, niektóre beznadziejne, inne bardzo dobre. Nie trafiłam jednak jak do tej pory na ideał, ale poszukiwania trwają ciągle i nieprzerwanie. Moim najnowszym nabytkiem jest krem dla zniszczonych dłoni z 10% Shea Butter zwany Ratunkiem od Lirene. Kosmetyk ma małą pojemność, zaledwie 50ml, tubka zatem nie należy do dużych. Jest wykonana ze średnio miękkiego plastiku, wyciska się nie najgorzej, chociaż pod koniec pojawia się problem i trzeba rozciąć tubę, co też uczyniłam, aby dobrać się do resztek. Nakrętka tradycyjnie z klapką domykającą się z charakterystycznym kliknięciem. Krem jest gęsty, ale niemaślany, nieco śliski, łatwo się rozprowadza. Z wchłanianiem nie ma problemu, w przeciągu pięciu minut od aplikacji można wracać do pracy. Nie pozostawia tłustego filmu, nie klei się, ale czuć, że jakiś kosmetyk został zaaplikowany. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co chodzi :) Jeśli zaś o działanie chodzi, jest całkiem nieźle, można nawet powiedzieć, że dość dobrze. Po pierwsze, odżywia skórki przy paznokciach, nie są zeschnięte na wiór. Po drugie, wygładza i zmiękcza, a także odżywia skórę na całych dłoniach. Efekt utrzymuje się, niestety, do kolejnego mycia rąk. Później dłonie stają się prawie takie same, jak przed smarowaniem, ale odrobinę mniej wysuszone. Jeśli miałabym oceniać go w dziesięciostopniowej skali ocen, bez wahania dałabym mu szóstkę. To kosmetyk powyżej przeciętnej, całkiem niezły, ale będę polować dalej. 


Jakie kremy do rąk polecacie? Znacie ten lub inne od Lirene?

wtorek, 14 stycznia 2014

Z mocznikiem przez zimę! / Balea Urea Handcreme

Całkiem niedawno pisałam o kremie do rąk marki Balea w wersji z olejkiem arganowym, dziś natomiast zaserwuję post o kolejnym, tyle że z mocznikiem. Podobnie jak na tamtym, na tym się nie zawiodłam, sprawdził się nawet lepiej i wydaje mi się bardziej odpowiedni na zimowe miesiące. Opakowanie jest typowe, jak na załączonym poniżej obrazku. Dosyć miękka, łatwa w obsłudze tuba o pojemności 100ml. Wizualnie również w porządku, całkiem ładna i bez naklejek. Nakrętka z klapką, która samoistnie otworzyć się nie powinna. Zapach kremu jest przyjemny, kremowy, nienachalny. Na skórze nie utrzymuje się zbyt długo, jest lekki i nie drażni nosa. Jeśli zaś o konsystencję chodzi, średnio gęsty, nie wodnisty, ale też nie maślany. Dobrze się rozprowadza i w ciągu pięciu minut wchłania, pozostawiając delikatny satynowy film, który wyczuwalny jest tylko przez kilkanaście minut. Nie należy do tłustych, nie klei się. Działa bardzo dobrze, zmiękcza i wygładza skórę, odżywia i nawilża. Efet utrzymuje się długo i nie ma potrzeby smarowania się nim co pół godziny. Balea Urea Handcreme to świetny kosmetyk na każdą porę roku, a zwłaszcza na zimę. Likwiduje uczucie ściągnięcia i wysuszenia, dając długofalowe nawilżenie.


Bardzo polubiłam ten produkt. To pierwszy od dawna krem do rąk, którego używam z wielką przyjemnością i jestem pewna, że efekty będą pozytywne.

Używałyście tej lub innej wersji kremów Balea? A może polecacie jeszcze inne? Chętnie poczytam o Waszych typach :)

czwartek, 26 grudnia 2013

Balea Handlotion Sheabutter Arganol

Czy upalne lato, czy mroźna zima, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez kremu do rąk. Moje dłonie mają skłonność do wysuszania i nawet jeden dzień bez posmarowania ich czymś odżywczym sprawia, że są nieprzyjemne w dotyku. Ostatnio w utrzymywaniu dobrego stanu skóry wspomaga mnie Balea Handlotion Sheabutter Arganol. Krem umieszczono w mieszczącym 300ml opakowaniu z pompką, która ani razu mi się nie zacięła. Dodatkowo można ją zablokować i bezpiecznie przewozić w torbie podróżnej. Na butelce zamieszczono jedną dużą naklejkę wykonaną ze sztywnej folii. Nie odkleja się ani nie sprawia żadnych problemów. Krem jest bardzo rzadki, można by rzec, że lekko wodnisty, dzięki czemu nie trzeba nakładać go zbyt dużo. Wchłania się dość szybko i nie pozostawia tłustego filmu. Jeśli zaś o działanie chodzi, sprawdza się dobrze. Nawilża skórę, a stosowany regularnie odżywia, zmiękcza oraz wygładza. Nie lubię tłuściochów, więc ten jest dla mnie w sam raz, chociaż uważam, że na srogą zimę byłby za lekki, więc planuję powrót do mojego imbirowego ulubieńca [klik], gdy opróżnię dzisiejszego bohatera postu :] Pachnie kosmetycznie, tak typowo, takim tanim kremem :D


Jak już pisałam, nie lubię tłustych kremów, ale ten jest trochę za lekki. Niemniej jednak przyjemnie się go używa i chętnie zużyję go do końca. Nie podrażnił mojej dość wrażliwej skóry, a to duży plus.

Jakie kremy do rąk polecacie? A może znacie ten?

sobota, 22 czerwca 2013

Krem, który nie wie, jak to jest mieszkać w drogerii. Ecolab Silonda Lipid Emulsja o działaniu pielęgnującym i regenerującym skórę

Kremowanie dłoni to niezwykle ważna sprawa nawet przy takim upale jak dzisiaj. Szczerze mówiąc, nawet nie wyobrażam sobie jak tragicznie wyglądałyby moje ręce, gdybym nie raczyła ich porcją jakiegoś mazidła. Mają tendencję do szybkiego wysuszania i ściągnięcia skóry, dlatego krem jest podstawą. Tego kremu zaczęłam używać mniej więcej półtora miesiąca temu i chociaż może nie jest idealny, to używam, bo nawet sporo pomaga i zużyję bez męki :) Od razu zaznaczę, że emulsja nie jest dostępna w drogeriach, a jedynie w aptekach. 

 Ecolab Silonda Lipid Emulsja o działaniu pielęgnującym i regenerującym skórę

Krem, czy też emulsję, zapakowano do prostokątnego opakowania ze średnio miękkiego plastiku mieszczącego aż pięćset mililitrów produktu. Jest białe, ale trochę prześwituje, poziom zużycia widać średnio, gdyż krem oblepia ścianki. Posiada nakrętkę z klapką, pod którą znajduje się niezbyt duży, ale wystarczający otwór. Z przodu i z tyłu zamieszczono naklejki, które na razie trzymają się dobrze. Szata graficzna może piękna nie jest, ale nie przeszkadza mi ten fakt. Opakowanie uznaję za niewygodne i nieporęczne. Jest duże, kanciaste, a kiedy krem się kończy wydobycie go to męczarnia.   


Krem jest gęsty, ale nie zbity czy twardy jak masło. Rozprowadza się bardzo dobrze, nie ślizga i nie spływa. Pozostawia lekki film, jednak nie jest on tłusty, tępy ani przeszkadzający. Znika po kilku minutach, także zupełnie nie uważam tego efektu za mankament. Wchłania się dość szybko, już minutę po nałożeniu nie będziemy zostawiać na przedmiotach tłustych odcisków palców. Ze względu na dużą pojemność, gęstość oraz to, że do nasmarowania obu dłoni potrzeba ilości wielkości ziarnka grochu sprawia, że emulsja jest bardzo wydajna.

Zapach emulsji nie jest zbyt piękny. Nie pachnie wprawdzie aptecznie, ale na pewno nie kwiatowo ani słodko. Nie jest też nieprzyjemny, raczej lekki i neutralny, ale do piękności brakuje mu bardzo dużo. Znika kilka minut po wchłonięciu kremu w skórę.

Produkt przede wszystkim nie szkodzi. Lekko nawilża i natłuszcza, pomaga pozbyć się suchych placków i zapobiega nadmiernemu wyparowywaniu wody. Nie tłuści skóry, ale jakoś dziwnie się czuję z nim na dłoniach. Mam wrażenie takich "papierowych" rąk, jakby suchych, chociaż takie nie są. Sam krem jest nie najgorszy, zużyję go, ale później pożegnamy się raz na zawsze.

  
Z kremem całkiem się polubiliśmy, ale jest coś, co mi w nim nie odpowiada. W sumie nawet nie wiem co, ale czuję to za każdym razem.

Używałyście kiedykolwiek kosmetyków Ecolab?  

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Oliwa sprawiedliwa. Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci

Krem do rąk to podstawa, tak samo jak balsa do ust czy krem do twarzy. Nie wyobrażam sobie życia bez nakładania tego kosmetyku, gdyż często ratuje moje dłonie. Ciągle kupuję, używam i zużywam. Na dzisiaj przygotowałam recenzję produktu firmy Ziaja, który sprawdził się... No właśnie - jak? O tym przeczytacie poniżej :)

Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci

W oliwkowej serii Ziaja znajdziemy wiele produktów, m.in.: kremy do twarzy, maść, krem i maskę do rąk i paznokci, oliwkę do masażu, mleczko do ciała, krem pod oczy, balsam do ciała, szampon, odżywkę, maskę do włosów, balsam do ust, płyn micelarny, mleczko do demakijażu, płyn do higieny intymnej oraz mydło. Bardzo dużo, prawda? Z całej tej serii wypróbowałam lekki i cięższy krem do twarzy oraz balsam do ust, które kompletnie się nie sprawdziły oraz krem do rąk, który dzisiaj szczegółowo opiszę.

Krem zapakowano w tubę, ale nie taką tradycyjną z prostą górną krawędzią i szpiczastymi rogami, tylko zaokrągloną. Początkowo jest całkiem wygodna i krem wydobywa się z łatwością, ale po pewnym czasie, kiedy produktu jest już mniej niż połowa zaczyna być to wręcz niemożliwe. Tuba jest dość twarda, krem osadza się na ściankach i po rozcięciu zostaje go jeszcze na tydzień używania. Myślę, że Ziaja powinna pomyśleć nad zmianą opakowań na bardziej praktyczne. Naklejki są dwie o niemal niewidocznych krawędziach, nie wyglądają na brzydkie, ale zupełnie neutralne. Napisy się nie ścierają, namalowana oliwka nawet mi się podoba :) 


Krem ma odpowiednią konsystencję. Nie jest za rzadki, nie spływa z dłoni i nie pozostawia wodnistej czy śliskiej powłoczki. Nie jest też maślany, nie zostawia tłustego filmu, szybko się wchłania i naprawdę dobrze rozprowadza.  Nie ślizga się, nie jest tępy podczas nakładania ani później, nie roluje się.

Zapach typowy dla tej serii od Ziai. Kremowo-kosmetyczny z przyjemnym, niedrażniącym aromatem, może nie oliwkowym, ale w miarę ładnym. Woń jest lekka, niedusząca i utrzymuje się na skórze tylko przez kilka minut. Kojarzy mi się dość miło, ponieważ w dzieciństwie używałam kremu do twarzy z tej serii :)

Kilka minut po nałożeniu czuć wygładzenie i zmiękczenie skóry. Przy stosowaniu kilka razy dziennie faktycznie nie pozwala dłoniom "zasuszyć się", ale też nie nawilża mocno. Oceniłabym ten aspekt jako bardzo przeciętny. Co do odżywiania - minimalne. Gładkość utrzymuje się raczej krótko. Nie podrażnia i nie wywołuje nowych problemów skórnych. Nie wysuszył mnie jak wiele recenzentek na KWC. W sumie sama nie wiem, co o nim myśleć. Wprawdzie nie zaszkodził moim dłoniom i paznokciom, ale właściwie to nie zrobił nic wielkiego. Znam wiele innych kremów w podobnej cenie - około 6 złotych - które działają dużo lepiej.  


A co w składzie? Niestety średnio. Izoparafina, silikony, olej/oliwa z oliwek w środku pierwszej części składu. W sumie nie jest tragicznie, ale nie obraziłabym się, gdyby był krótszy i bardziej naturalny.

Najbardziej uwiera mnie opakowanie. Źle się z niego wyciska, trzeba rozcinać i po prostu się paprać. Dlatego też biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy tego kremu stawiam mu ocenę 4/10. Przyznaję, że produkt mnie nie zachwycił, ale nie zaszkodził i nie planuję powrotu do niego - za dużo innych pokus i na pewno lepszych w działaniu :)

Lubicie oliwkową serię Ziai? Może używałyście tego kremu? Macie, znacie, lubicie, nienawidzicie?

środa, 27 lutego 2013

Hindusi wiedzą co dobre. Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream

Kilka notatek temu pokazywałam Wam moje łupy z podkarpackiej części Polski. Był tam zestaw dotychczas nieprzetestowanej, acz chwalonej przez innych marki, która zwie się Himalaya Herbals. Interesował mnie żel, ale skoro przykleili do niego krem do rąk to postanowiłam wypróbować. U mnie te produkty zużywają się bardzo szybko, gdyż są bardzo intensywnie konsumowane przez moją skórę. Od takiego kremu nie oczekuję wiele - ma nawilżać na tyle dobrze, żeby nie trzeba było nakładać go co pięć minut. O tym, czy indyjskie mazidło sprawdziło się u mnie dowiecie się w dalszej części posta.


Krem ma tradycyjne opakowanie w formie tuby. Pojemność jest niewielka, bo tylko 50ml, ale ma to też woje plusy. Ze względu na niewielki format  z łatwością zmieści się nawet w niewielkiej torebce czy kosmetyczce. Tuba jest miękka, mimo to jednak bez problemu wydobywa się z niej krem. Całe szczęście, że produkt nie wypływa przez brzegi i łączenia. Plastik nie męka w żadnym miejscu i nie daje możliwości dostania się do środka powietrza. Nakrętka na "klik" sprawdza się dobrze, otwiera się lekko, ale nie samoistnie. Otwór wylotowy jest mały, ale dozuje odpowiednią ilość kremu.

Na opakowaniu jest jedna naklejka, która zajmuje niemal całą jego powierzchnię. Jej krawędzie są niemal niewidoczne, a ona sama nie zadziera się i nie odkleja. Napisy są nadrukowane, ale nie ścierają się ani odrobinę. Szata graficzna jest całkiem w porządku, informacje w języku angielskim, litery pisane różną czcionką i kolorami, ale nic się ze sobą nie gryzie. Ogółem produkt wygląda OK, może nie powala, ale nie jest źle.


Krem nie jest bardzo gęsty, ale w żadnym wypadku nie spływa z rąk.  Nie jest też bardzo ciężki, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając  delikatną, aksamitną, nieśliską i nietępą powłoczkę, która znika po kilku minutach od aplikacji. Nie jest to długotrwały, lepki film, który przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, więc myślę, że nikogo by do siebie nie zraził konsystencją.

Produkt posiada zapach, delikatny i bardzo lekki, ale trudny do określenia. Nie jest to woń owocowa czy trawiasta, może nieco kwiatowa, roślinna. Nie jest mocny, duszący, znika po kilku chwilach ze skóry. Mnie nie przeszkadza, podoba mi się, ale nie wącham go z uwielbieniem, po prostu jest i nie zwracam na niego uwagi.

Skład: Aqua, Stearic Acid, Glycerin, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Mineral Oil, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Prunus Armeniaca (Apircot) Kernel Oil, Phenoxyethanol, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Methylparaben, Sodium Hydroxide, Fragrance, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Propylparaben, Tocopheryl Acetate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Disodium EDTA.


Krem sprawdził się na moich dłoniach, ale na KWC opinie ma bardzo przeciętne. Ja odczuwam średnie nawilżenie, niewielkie odżywienie i spore wygładzenie. Nie odnotowałam podrażnień, ataku krostek mimo oleju mineralnego. Parabeny nie robią mi krzywdy, ogółem produkt nie spowodował żadnych negatywnych skutków. Nawet go polubiłam, może skuszę się na kolejne opakowanie, gdy będzie w promocji z jakimś ciekawym żelem do mycia twarzy.

Opakowanie - 8 - miękkie, niewielkie, w sam raz do torebki, nie otwiera się samoistnie. Konsystencja - 9 - lekka, aksamitna, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu. Zapach - 8 - przyjemny, niedrażniący, utrzymuje się raczej krótko. Skład - 6 - kilka olejków, parabeny, olej mineralny i parę niepotrzebnych dodatków, ale nie jest źle. Działanie - 7 - nawilża i odżywia, niezbyt mocno, ale zauważalnie. Ocena ogólna - 7,5/10. Całkiem niezły produkt, można wypróbować :) 

wtorek, 22 stycznia 2013

A miało być tak pięknie... Oriflame Christmas Suprises Spiced Oranges Scented Hand Cream

Krem do rąk to dla mnie kosmetyk podstawowy tak jak balsam do ust. Nie wyobrażam sobie normalnego funkcjonowania bez tego produktu, więc w każdym miesiącu zużywam co najmniej jedną tubkę. Akurat tak się składa, że w styczniu wydenkowałam już dwa, a trzeci - bohater dzisiejszego posta, czyli Oriflame Christmas Suprises Spiced Oranges Scented Hand Cream - jest na wykończeniu i właśnie dlatego recenzja na jego temat pojawia się teraz, 22 stycznia.


Krem ma miękkie, mocno uginające się opakowanie o pojemności 75ml. Jest półprzezroczyste, w lekko mlecznym odcieniu, ale po światło można zobaczyć poziom zużycia. Mimo sporej giętkości boki nie pękają. Nakrętka jest niestety odkręcana a nie na "klik", dlatego używam tego produktu tylko w domu. Aplikator jest wysunięty i za każdym razem wypływa przez niego zbyt duża ilość kremu. Całość jest dość porządna, nic się nie rozlatuje, a aplikator nie pluje.

Na tubie mamy dwie naklejki z niemal niezauważalnymi granicami. Nie odklejają się, nie zadzierają. Szata graficzna jest prześliczna jak we wszystkich limitowanych mazidłach od Oriflame. Przedstawia ona pomarańcze z powbijanymi w nie goździkami, aż wyobrażam sobie ich zapach, który w tym przypadku pozostawia wiele do życzenia. Informacje na temat mazidła są i to w sporej ilości w różnych językach, skład i inne mniej lub bardziej przydatne napisy.


Krem ma przyjemną, nietłustą, śliską i średnio gęstą konsystencję. Świetnie się rozprowadza i niezwykle szybko wchłania. Nie pozostawia na skórze żadnego filmu, ani tępego, ani oleistego. O lepkości nie ma mowy. Po nałożeniu nie ma potrzeby ponownego nakładania po pięciu minutach, a więc nie jest źle.

Zapach, czyli główny szkopuł tego produktu. Miałam nadzieję na cudowny, zniewalający aromat pomarańczy i goździków, a tymczasem otrzymałam tak zwany "bezpłciowy". Nie śmierdzi, ale i pachnie niezbyt intensywnie. Czuć chemiczno-kremową woń, lekką i niedrażniącą. W sumie nie jest zły, ale o owocach i korzennym zapachu możemy pomarzyć. 


Działanie kremu jest całkiem w porządku, dość lekkie ale wystarczające. Produkt ten faktycznie trochę nawilża dłonie, ale przede wszystkim świetnie wygładza. W żadnym wypadku nie podrażnia, nie powoduje ataku suchych placków czy krostek. Ponadto przyjemnie zmiękcza skórę. Efekt można zaobserwować po kilku dniach intensywnego używania. Jak dla mnie bardzo fajny kremik do stosowania na co dzień.

Opakowanie - 7 - miękkie, półprzezroczyste, z odkręcaną nakrętką i świetną szatą graficzną. Konsystencja - 8 - lekka, śliska, dobrze się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. Zapach - 1 - zupełnie niezwiązany z pomarańczami, nieco chemiczny. Działanie - 7 - wygładza, nawilża dość lekko. Ocena ogólna- 6,5/10. Dobry produkt do codziennego stosowania! :)

środa, 26 grudnia 2012

Kto ukradł zapach? Przyznać się! Essence 24h Hand Protection Balm Winter Edition Caramel Hot Chocolate

Firmę Essence znam już od ponad roku i darzę wielkim uwielbieniem, jednak do tej pory nie miałam żadnego pielęgnacyjnego produktu od nich. Zmieniło się to po zrobieniu zakupów w DM'ie przez Agnieszkę. O jakim kosmetyku mowa? O Essence 24h Hand Protection Balm Winter Edition Caramel Hot Chocolate, który stosuję już dwa tygodnie. Daje mi to możliwość ocenienia kremu w pełni, gdyż moja opinia z pewnością już się nie zmieni. 


Krem ma tradycyjne opakowanie w formie tuby stojącej na głowie, która daje możliwość wykorzystania produktu do końca. Wykonana ze średnio miękkiego plastiku pozwala na wygodne użytkowanie. Brzegi opakowania nie popękały, co zdarzało mi się przy innych mazidłach np. z Anidy. Zakończona nakrętką na "klik", swoją drogą stabilną, otwiera się bezproblemowo. Otwór, przez który wydobywa się krem jest niewielki, ale spełnia swą rolę znakomicie. Jedynym minusem jest fakt, że resztki produktu osadzają się wokół niego.

Na tubie nie znajdziemy żadnych, nawet najmniejszych naklejek. Wszelkie informacje zostały nadrukowane i tworzą przejrzystą całość. Działanie oraz zapach opisano w trzech językach, zamieszczona także skład. Można się dowiedzieć, że krem został wyprodukowany w Polsce. Szata graficzna bardzo przyjemna, z kuszącym motywem gorącej czekolady z karmelem. Opakowanie utrzymano w odcieniach brązu i pomarańczu, co bardzo przypadło mi do gustu.


Krem jest bardzo gęsty, jednak rozprowadza się znakomicie. Nie wypływa z opakowanie samoistnie, a po naciśnięciu dostajemy niewielką porcję. Szybko się wchłania, od razu można wrócić do obowiązków. Nie pozostawia na dłoniach żadnego wyczuwalnego filmu. Z racji swojej konsystencji jest bardzo wydajny.

Niestety zapach to strzał w stopę. Oczekiwałam woni karmelu lub gorącego mleka skondensowanego, tak dobrze wyczuwalnego przed Świętami w połączeniu z kubkiem czekolady. Szkoda, że były to tylko moje wyobrażenia. W rzeczywistości produkt pachnie lekko i nie tym, co zasugerował producent.  Czuć kwaskowatą woń z połączeniu z bardzo niewyraźnymi, nikłymi przebłyskami czekolady. Nie utrzymuje się na skórze. Żałuję, że nie jest to mój wymarzony zapach, ale właściwości mi to wynagradzają.

 
Działanie kremu mogę określić jako naprawdę dobre. Przyjemnie odżywia wysuszoną skórę dłoni i pomaga się jej zregenerować. Daje też zauważalny efekt wygładzenia. Po użyciu ręce są miękkie. Przy regularnym stosowaniu nawilżenie i inne wymienione efekty utrzymują się bardzo długo. Ponadto nie odnotowałam podrażnień, świądu ani pieczenia w miejscach, gdzie skóra została skaleczona podczas świątecznych porządków.

Opakowanie - 9 - tradycyjne, średnio miękkie, nieprzezroczyste, z niewielkim otworem wylotowym, o ładnej szacie graficznej. Konsystencja - 10 - bardzo gęsta, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawia filmu. Zapach - 2 - lekki, niekojarzący się ze słodyczami, kwaskowaty. Działanie - 9 - nawilża, odżywia, regeneruje wysuszoną skórę. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo porządny krem w sam raz na zimę!

wtorek, 27 listopada 2012

Jesienne umilacze: Kremowanie żurawiną, czyli Cztery Pory Roku Zimowy krem do rąk - regenerujący

Późną jesienią i zimą moje dłonie potrzebują mocniejszej regeneracji niż w cieplejszych miesiącach. Preferuję wtedy gęstsze i o wiele bardziej pachnące mazidła, które uprzyjemniają konieczną czynność. Jednym z nich jest mój obecny nawilżacz, czyli zimowy regenerujący krem do rąk od Czterech Pór Roku, brat opisywanej w marcu wersji z imbirem. Muszę przyznać, że stosuję go również dla przyjemności, o czym świadczyć będzie dalsza część notatki.


Krem zapakowany jest w miękkie, tradycyjne opakowanie o pojemności 75ml. Jest ono dość wygodne, ale tylko do momentu, w którym produkty będzie mniej niż połowa. Wtedy tuba staje się zbyt miękka i trudno się z niej wyciska, ale w sumie można się przemęczyć. Nakrętka na "klik" znacznie ułatwia użytkowane, gdyż otwiera się i zamyka bezproblemowo. Całość wykonana jest porządnie, nie rozkleja się przy zgrzewie mimo intensywnego eksploatowania. 

Na opakowaniu produktu nie znajdziemy naklejek, gdyż wszystkie potrzebne informacje zostały nadrukowane. Mimo częstego dotykania nie ścierają się i nie pozostawiają nieestetycznych zadrapań. Szata graficzna jest całkiem niebrzydka. Wspaniale wpasowuje się w świąteczny klimat i umilaczową akcję, co uważam za wielki plus! Nie ma żadnych błędów w druku, fałszywych informacji itd.


Krem jest bardzo gęsty, ale łatwo wydobywa się z tuby. Konsystencja jest gładka, nieśliska. Rozsmarowuje się szybko, nie pozostawia tłustego czy tępego filmu. Wchłania się szybko, około dwóch minut, co niezmiernie mnie cieszy - od razu można wracać do pracy bez obaw o oleiste plamy i możliwość wyśliźnięcia się czegoś z dłoni.

Zapach kremu jest bardzo przyjemny, idealny na obecną porę roku. Doskonale wyczuwalna jest żurawina z przebłyskami miodu, ale nie jest to woń ciężka czy dusząca. Owszem, przy mocnym i długim przytykaniu nosa może nas odurzyć, ale raczej pozytywnie. Kojarzy mi się z różnorodnymi ciastami, świętami, rodzinną atmosferą.


Krem bardzo dobrze nawilża i natłuszcza dłonie. Nadaje im niesamowitej miękkości, gładkości i efektu satyny. Jego działanie jest długofalowe, nie znika po wchłonięciu się produktu w skórę. Nie powoduje podrażnień, wysuszania ani ataku krostek. Myślę, że będzie bardzo dobry na zimę, ale w lecie by się nie sprawdził ze względu na zapach i konsystencję.

Opakowanie - 7 - wygodne, ale nieco zbyt miękkie, ale porządne, nie rozkleja się. Konsystencja - 9 - gęsta, nie spływa, łatwo się wsmarowuje i wchłania, nie klei się. Zapach - 8 - zimowy, owocowy, naturalny, bardzo ładny, dość intensywny. Działanie - 8 - nieźle nawilża, natłuszcza, lekko regeneruje, nie podrażnia. Ocena ogólna - 7/10. Przyjemny kremik do codziennego stosowania, zwłaszcza na noc.

sobota, 10 listopada 2012

Smarujemy, smarujemy, którym palcem Cię dotkniemy? Bingo Spa Palmowy balsam do dłoni z zieloną herbatą

Jakiś czas temu dostałam od firmy BingoSpa trzy produkty do przetestowania, w tym palmowy balsam do dłoni z zieloną herbatą. Traf chciał, że akurat nie miałam kremu do rąk, więc natychmiast rozpoczęłam testowanie. Obecnie mija około dwudziestu dni, odkąd zaczęłam wcierać go w części ciała, do których jest przeznaczony i mogę mu wystawić pełną recenzję, co też uczynię w dalszej części posta.


Krem zamknięty jest w  dość płaski słoiczek wykonany z cienkiego, uginającego się plastiku. Nie jest to zbyt wygodne rozwiązanie, nadaje się więc tylko do używania w domu. Jest przezroczysty, więc zarówno z zewnątrz, jak i po otwarciu widać poziom zużycia. Nakrętka odkręca się całkiem nieźle, otwieranie nie sprawia problemów, a na samoistne spadnięcie nie ma szans. Plusem jest fakt, że z łatwością można zużyć produkt do końca bez marnowania ani jednej kropli.

Specyfik posiada jedną naklejkę wykonana z lichego papieru, który szybko się niszczy - zadziera, zdrapuje, powstają na niej tłuste plamy. Szata graficzna jest nieszczególna, a dokładniej mówiąc - zwyczajnie brzydka. Przedstawia palmowy liść oraz napisy, co daje nieodrażający, ale nieciekawy efekt. W połączeniu z opakowaniem wygląda licho i tandetnie, co oczywiście mi się nie podoba. 


Krem ma bardzo przyjemną konsystencję zbliżoną do musu. Jest niezwykle lekki, nie ma mowy o tłustym czy lepkim filmie. Świetnie rozprowadza się po dłoniach i szybko wchłania. Nałożony w zbyt dużej ilości pozostawia aksamitną warstwę, jednak nie potrzeba połowy opakowania na nasmarowanie rąk. Łyżeczka balsamu jest w zupełności zaspokajająca, ale mimo to wydajnością nie grzeszy. 

Zapach jest naprawdę prześliczny! Bardzo kojarzy mi się z dzieciństwem i owocowymi cukierkami. Nie utrzymuje się na skórze długo, co kompletnie mi to nie przeszkadza. Niemniej jednak woń bardzo mi się podoba, ale nie tyle, bym musiała otwierać słoiczek tyko po to, aby powąchać :) Nie jest też duszący ani przesadnie słodki.


Krem nawilża skórę dłoni bardzo delikatnie i niestety jest to działanie krótkofalowe. Minimalnie wygładza i nadaje efektu satyny. Sam w sobie nie podrażnia, ale nałożony na zaczerwienione dłonie zaczyna dość mocno piec i szczypać. Wydaje mi się też, że odkąd go używam pojawiły mi się na rękach niewielkie krostki, co jest brzydkie i nieprzyjemne.

Opakowanie - 6 - nieciekawe, brzydkie, nieporęczne, liche i tandetne. Konsystencja - 9 - wspaniała, aksamitna, szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiego filmu. Zapach - 8 - lekki, słodkawy, bardzo przyjemny, kojarzący się z dzieciństwem.  Działanie - 3 - nawilża bardzo słabo, nie podrażnia, ale wzmaga zaczerwienienie. Ocena ogólna - 3/10. Bardzo przeciętny produkt, który nie spodobał mi się zbytnio.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Miłości z tego nie będzie. Isana Hand Creme Kamille

Jakiś czas temu na pewnym blogu spotkałam się z bardzo pozytywną recenzją rumiankowego kremu do rąk marki Isana i oczywiście poczułam się w obowiązku przygarnięcia słoiczka owego cuda. Jednak już po kilku użyciach wiedziałam, że miłości z tego nie będzie. Mimo to uparcie testowałam ów krem z nadzieją, że może po dłuższym stosowaniu wzmocni swoje działanie. Niestety, nic z tego nie wyszło, ale recenzja przybywa do Was w  trybie niemal natychmiastowym!


Krem zamknięto w bardzo niewygodnym opakowaniu, mianowicie płaskim słoiczku wykonanym z plastiku. Niestety nie należy on do najtwardszych - ugina się przy każdym naciśnięciu, zwłaszcza po zdjęciu nakrętki. I właśnie ona jest tu głównym problemem - śliska, dobrze przylegająca do dolnej połowy łatwo wypada z dłoni, powodując tym samym przelewanie się produktu na wewnętrzną część wieczka. Jest w tym też sporo mojej winy, gdyż odkleiłam folię zabezpieczającą.

Opakowanie uraczono dwoma dużymi naklejkami w kształcie koła. Rozmieszczono je na nakrętce i dolnej ściance pudełka. Przyklejone są całkiem nieźle, nie odklejają się. Mam jednak zastrzeżenia, gdyż pojawiło się już kilka dużych pęcherzyków, których nie da się usunąć bez nacięcia etykiety. Szata graficzna znośna, niedrażniąca oka, niegrzesząca urodą.


Krem ma konsystencje średniej gęstości śliskiego balsamu do ciała. Mimo to naprawdę dobrze się rozsmarowuje bez efektu ślimaczego śluzu na dłoniach. Jednak wbrew zapewnieniom producenta pozostawia delikatny film na skórze. Nie jest on klejący ani uciążliwy - daje raczej uczucie delikatnej warstewki ochronnej, która nie uprzykrza życia. Daje efekt "niewidzialnych rękawiczek".

Zapach wcale nie kojarzy mi się z rumiankiem. Szkoda, bo uwielbiam jego aromat zarówno w kosmetykach jak i do wypicia i głównie na to czekałam. Ten  tutaj zalatuje bardziej melonem, co nie znaczy, ze mi się nie podoba :) Pachnie ładnie, świeżo i nie przytłaczająco, nie dusi i nie powoduje bólu głowy. Nie jest też bardzo intensywny - po prostu wyczuwalny i przyjemny.


Produkt nawilża dłonie bardzo delikatnie i widocznie jedynie przy dłuższym używaniu. Bardziej da się wyczuć efekt warstewki ochronnej, tzn. "niewidzialnych rękawiczek". Oprócz tego otula dłonie i sprawia, że są bardzo gładkie i jedwabiste. Minimalnie ogranicza swędzenie, a właściwie bierze się to z faktu, że nie podrażnia mojej delikatnej i skłonnej do atopii skóry.

Opakowanie oceniam na 2 - kompletnie nieporęczne, ślizga się i wypada. Konsystencja dostanie 8 - bardzo przyjemna, otula dłonie minimalnym filmem ochronnym. Zapach - 6 - przyjemny, jednak niestety nie rumiankowy. Działanie - 6 - lekko nawilża i wygładza, nie podrażnia. Ocena ogólna - 5/10. Niezbyt szczególny krem dla niewymagających :)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Syntetyczny owoc w kremie do rąk Oriflame Strawberry&Cream Scented Hand Cream

Uwielbiam owocowe zapachy kosmetyków - melon, kokos, cytryna - kocham wszystkie. I właśnie z tego powodu w mojej głowie rozległy się fajerwerki na temat truskawkowego kremu do rąk, który ochoczo przetestowałam i zużyłam. Doznania zapachowe spowodowane Oriflame Strawberry&Cream Scented Hand Cream spektakularne nie są, jednak działanie warto opisać!


Opakowaniem jest tutaj bardzo miękka tuba, która sprawia, że kremu nabiera się nieco więcej, niż by się chciało. Mimo częstego wyciskania boki nie zagięły się aż tak, żeby były pęknięcia. Minusem jest jednak odkręcany korek, który trzeba zdejmował i nakładać i tak w kółko. Aplikator ukryty pod nakrętką jest wystający - tradycyjny dla odkręcanych tub.

Wielki plus dla producenta za kompletny brak naklejek. Wszelakie informacje nadrukowane są bezpośrednio na tubę - skład, nazwa w wielu językach, kraj produkcji i inne. Szata graficzna jest wg mnie naprawdę urocza ^^ Ciasteczkowe serduszko okala mnóstwo truskawek, a wszystko to w różowym kolorze :)


Konsystencja kremu jest w sam raz - śliska, niezbyt gęsta, nierozsmarowana lubi spływać z wnętrza dłoni. Aplikuje się bezproblemowo i nie zostawia na skórze tłustego ani tępego filmu. Wchłania się całkiem przyzwoicie, około trzech minut.

Zapach nie jest powalający i raczej mało truskawkowy. Czuć mnóstwo chemii, syntetyczny przebłysk truskawek i mleka. Ogólnie rzecz biorąc jest dość nieprzyjemny, duszący i tak intensywny, że utrudnia ujrzenie działania. Jedynym jego plusem jest niewielka kwaśność, bo akurat to lubię. Utrzymuje się na skórze przez pewien czas nieco słabnąc.


Działanie kremu jest o wiele lepsze niż jego zapach, ponieważ całkiem nieźle nawilża skórę dłoni. Zauważalnie zmiękcza ją i mocno wygładza, dając niemal efekt satynowego dotyku. Sprawia, że wyglądają młodziej i ładniej. W niewielkim stopniu zwalcza suche place w okolicy palców. Jedynym mankamentem jest fakt, że piecze i szczypie podrażnione miejsca.

Opakowanie oceniam na 9 - miękkie, ładne, wygodne w użytkowaniu. Konsystencja - 8 - nieco zbyt śliska, lecz dobrze się wchłania. Zapach - 2,5 - syntetyczny, duszący, chemiczny, nieprzyjemny. Działanie - 6,5 - całkiem porządne nawilżenie i wygładzenie skóry dłoni. Ocena ogólna - 6/10. Lekki krem na lato o nieciekawej woni :)

wtorek, 12 czerwca 2012

Hikki dostała BlogBoxa!

Z przyjemnością oznajmiam, że dzisiaj w godzinach przedpołudniowych otrzymałam paczkę zwaną BlogBox! Jestem zdziwiona, że tak szybko dotarła, ale też niezmiernie szczęśliwa, bo produkty, które wiwi89 z bloga To, co kobiety lubią najbardziej umieściła w pudełku są w pełni dostosowane do moich potrzeb! Tak więc dziękuję Ci bardzo i zapraszam Was do oglądania.


Jak widać na powyższym zdjęciu dziewczyna spisała się na medal! Balsam do ciała akurat wczoraj mi się skończył, krem do rąk jest dogorywający, a tak pięknego koloru błyszczyka jeszcze nigdy nie miałam! Naprawdę wszystko idealnie trafia w mój gust!


Soraya, Mleczko do ciała, Sceniczne, Silnie ujędrniające, Anti-Ageing, 25+ - do osiągnięcia wieku lat dwudziestu pięciu sporo mi brakuje, jednak cellulit i niezbyt jędrna skóra dają o sobie znać. Sama prawdopodobnie nigdy bym go nie kupiła, ale wygląda bardzo obiecująco i ma dobre oceny na KWC! Ponadto opakowanie jest naprawdę duże, bo aż 400ml i mam nadzieję, że wystarczy na długo.


Lirene, Dermoprogram, Skóra sucha, Krem ochronny - daktylowy - o tych kremach słyszałam wiele dobrego i prawdopodobnie w dalekiej przyszłości kupiłabym go, lecz wiwi89 wyręczyła mnie w tym. Produkt ma ładną szatę graficzną, poręczną tubkę oraz bardzo przyjemny zapach.


Max Factor, Max Effect Gloss Cube, 01 Soft Rose - jestem bardzo zadowolona z faktu, że w moim boxie znalazł się błyszczyk w tym kolorze i tej marki. Sama zapewne nigdy nie zwróciłabym uwagi, ale i tak już go polubiłam. Ma bardzo delikatny kolor, właściwie tylko nadaje ustom lekko mleczny wygląd. Ponadto nie klei się i nie wysusza po pierwszym użyciu. Opakowanie wygląda bardzo profesjonalnie!


Eveline, Hand&Nail Therapy Professional, Profesjonalny peeling do rąk oraz profesjonalna maska-serum do rąk - kolejny produkt do rąk i do tego niezwykle interesujący głównie przez swoją formę. Ma za zadanie zapewniać dłoniom natychmiastowy ratunek i efekt niewidzialnych rękawiczek. Mam nadzieję, że dobrze się spisze.


Jak widać na powyższym zdjęciu dostałam aż sześć próbek! Znalazły się tam kremy do twarzy - Vichy Normaderm i Idealia, Garnier Vital Restore, Yves Rocher Sebo Specific Ultra Mat oraz żel pod prysznic Adidas for Woman Hydrating Shower Gel Micro Pearls Exfoliating - Smooth.

Jestem bardzo zadowolona z zawartości mojego pudełka i wszystko chętnie przetestuję!

wtorek, 5 czerwca 2012

Niby-aloes, niby-chemia. Anida, Krem do rąk z witaminą A + E Glicerynowo-Aloesowy

Uwielbiam wszelakie mazidła do ciała i rąk i nie wyobrażam sobie bez nich życia! Dzisiaj recenzja kremu, którego urywam od lat z prostej przyczyny - moi rodzice zawsze maja te kremy na podorędziu. Anida Krem do rąk z witamina A + E glicerynowo - aloesowy to jeden z moich stałych bywalców mimo niewystarczającego działania.


Oprócz działania wymagam odpowiedniego opakowania, a tego tutaj takim nazwać nie mogę! Jest wykonane niesolidnie, z miękkiego plastiku, który przy dłuższym użytkowaniu zagina się i co najważniejsze - zaczyna pękać i krem wypływa przez dziury. Ponadto jego nakrętka jest zdejmowana i niestety nie jest to najprzyjemniejsza czynność. Aplikator nie jest płaski jak w przypadku opakowań ''na klik'', a dość długi i prążkowany.

Opakowanie nie posiada naklejek - duży plus. Wszelkie informacje zostały nadrukowane na nieszczęsną tubkę. Napisy solidnie trzymają się plastiku i nie ścierają. Szata graficzna nie powala, zastosowano tylko trzy kolory - granatowy, zielony i biały, a z przodu mamy coś, co ma być aloesem, ale go nie przypomina.


Konsystencja kremu jest całkiem niezła. Łatwo wydobyć go z tuby - często można przedobrzyć z ilością. Jest miękki, nietłusty,smarowny, nieco rzadki, dobrze się rozsmarowuje. Wchłania się dość szybko,  pozostawiając chwilowy film na skórze, minimalnie lepki i lekki.

Zapach mazidła nie jest zbyt piękny i trudny do określenia. Pachnie kosmetycznie, lekko chemiczną rośliną - myślę, ze producent myślał o aloesie, ale mu to nie wyszło. Niemniej jednak można go znieść, lecz nie polecałabym jakoś specjalnie go wąchać.


Krem nie nawilża odpowiednio - jak dla mnie za słabo. Ma to miejsce tylko na powierzchni skóry, bo produkt nie odżywia grubej warstwy ciała. Regeneracyjnego działanie nie zauważyłam. Zaobserwowałam za to chwilowe zmiękczenie i wygładzenie dłoni, naprawdę krótkotrwałe. Znikome efekty nie utrzymują się.

Opakowanie - 2 - kompletna klapa. Konsystencja - 7 - rzadka, miękka, smarowna. Zapach - 3. Nic ciekawego, aczkolwiek znośny. Działanie - 3 - prawie żadne. Ocena ogólna - 3/10. Nie spodobał mi się, ale w sumie lepszy rydz, niż nic :)

niedziela, 6 maja 2012

Marcepanowe dłonie mam, komu je dam? Farmona Sweet Secret Migdałowy krem do rąk i paznokci

Dzisiaj pragnę ukazać Wam umilającą życie kwietniową gwiazdę, która swym zapachem odpędza wszystkie smutki i zmartwienia! Chcecie go poznać? Oto przedstawiam migdałowy krem do rąk i paznokci Farmona Sweet Secret "Śródziemnomorska bombonierka"!


Krem zapakowany jest w dość miękką, wygodną tubkę zakończoną czarną nakrętką na "klik", która czasem przy otwieraniu spada, ale przy mocniejszym wciśnięciu jej w tubkę trzyma się idealnie i nie sprawia problemów. Sama tuba jest poręczna, łatwo wydobyć krem z jej wnętrza i odpowiednio dozować. Dodatkowo pojemność 100ml jest idealna - odpowiednio dużo przyzwoitej mazi!

Szata graficzna jest boska - od razu na myśl przychodzi mnóstwo trufli i migdałów oraz bombonierki :) Wszelkie informacje, tak samo jak i czekoladki są nadrukowane, nie ścierają się, nie ma żadnych niepotrzebnych, nieekologicznych naklejek! Tuba opatrzona jest również znakiem króliczka, więc produkt nie jest testowany na zwierzętach oraz ekologiczny, co potwierdzają informacje na tyle opakowania.


Konsystencja jest idealna, typowo kremowa, gładka, nie za rzadka, nie za gęsta. Kosmetyk nie spływa z dłoni, wchłania się szybko i  nie pozostawia tłustego czy lepkiego filmu.

Zapach kremu jest cudowny, bardzo słodki, przywodzi na myśl bombonierkę- najpierw czuć świeży marcepan, potem migdały oraz czekoladę. Istna uczta dla zmysłów, zwłaszcza że nie znika on zaraz po wchłonięciu się kremu. Ponadto nie jest mdły ani duszący, a to duży plus!


Krem nawilża dłonie całkiem nieźle, skóra nadal jest dość sucha, ale nie popękana. Działanie regeneracyjne i wygładzające jest bardzo lekkie, ale przydatne i rzeczywiście zauważalne. Szorstkie plamy są odrobinę gładsze i nie schodzą z niej suche skórki. Działanie nie jest jednak zbyt długotrwałe - trzeba smarować nim dłonie kilka razy dziennie.

Opakowanie oceniam na 8 - ładna, zgrabna tubka z piękną szatą graficzną. Za konsystencję i wchłanianie - 9. Myślę, że powinien być nieco bardziej treściwy. Zapach - 10 - dobre połączenie migdałów z marcepanem i czekoladkami. Działanie - 6,5. Byłoby lepiej, gdy mocniej nawilżał i regenerował na dłużej. Ponadto krem jest nietestowany na zwierzętach i ekologiczny, a więc za to 10 punktów. Ocena ogólna - 6/10 - całkiem dobry krem o przyzwoitym działaniu i ładnym zapachu :)

sobota, 28 kwietnia 2012

Wymiankowe love, czyli łupy z drugiej ręki!

Jestem wielką fanką wymianek kosmetycznych i właśnie takie poczyniłam ostatnimi czasy, a dokładniej w obecnym miesiącu - kwietniu. Jestem tak szczęśliwa, że nie mogę się powstrzymać przed pokazaniem moich łupów w blogosferze! Wybaczcie brzydkie zdjęcia, aparat odmówił posłuszeństwa!


Zacznijmy od najbardziej wyczekiwanej paczki, którą dostałam od przemiłej shinodki. Skusiłam się na pękający lakier Lovely Magic Cracking Special Effect 13 w przepięknym, pastelowym odcieniu fioletu, balsam do ciała z shimmerem Dove Silky Nourishmen, Body Lotion 250ml oraz nowiutką maseczkę na "czarne głowy" The Face Shop Ex Nose Clay Mask Peel-off Type. Wielkie dzięki!


Kolejna paczuszka to nie tyle wymianka, co pewna forma przeprosin za popełniony błąd. Dostałam ją od Krzykli i informuję, że przeprosiny przyjęte, nie musiałaś :) Otrzymałam błyszczyk Essence Ballerina Backstage Lipgloss 02 On Your Gracile Tiptoe w ślicznym, koralowo-pomarańczowym odcieniu i naturalny cień Nivea Pure&Natural, Colours Eye Shadow 13 Vintage Rose idealny do dziennego, romantycznego makijażu :) Dziękuję!



Kolejną mini-wymianę poczyniłam z Ev. Wybrałam produkt, który chodził za mną od dawna, ale w sklepie mnie nie zainteresował, czyli Essence Vampire's Love Lipstain 02 True Love i jestem nim zachwycona, chociaż nieco wysusza usta. Przygarnęłam też żelkowy lakier Mariza Care&Control 44 w malinowym kolorze, który obecnie próbuję okiełznać :D Ev, dziękuję, sprawiłaś mi dziką radość tym lipstainem!


Krem do rąk i paznokci Farmona Sweet Secret o zapachu migdałów i czekoladek dostałam od nowicjuszki.Pachnie cudownie marcepanem i czekoladą, a do tego nieźle nawilża. Blogerka dodała również kilka świetnych próbek - Vichy Lipo Metric Amincissant Retractant, Biotherm Aquasource Nuit (możliwe, że tę próbkę dostałam od kogoś innego) oraz Marion Hair Therapy Gorąca kuracja do włosów z olejkami. Dziękuję za odrobinę pocieszenia w obliczu tragedii, którą jest śmierć mojego psa [*].


Aaliyah obdarowała mnie maską oczyszczającą Ziaja oraz próbką masła czekoladowego Farmona Sweet Secret, które zapewne obłędnie pachnie i wkrótce się o tym przekonam, a maseczka zawsze się przyda :-) Moniko, dziękuję!


Dziękuję Wam za wszytko, jesteście wielkie i sprawiłyście mi wielką radość wymiankami! Mam nadzieję, że to, co otrzymałyście ode mnie podoba się Wam i będzie służyć!

niedziela, 11 marca 2012

Rozgrzej mnie, czyli Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - rozgrzewający

Zimowy, rozgrzewający krem do rąk firmy Cztery Pory Roku kupiłam w czasie wielkich mrozów, kiedy na termometrze było -20°C. Za recenzję wzięłam się dopiero dzisiaj, ponieważ zima wcale nie ustąpiła i krem bardzo się przydaje.

Produkt zapakowany jest w miękką, plastikową tubkę w typowo zimowych kolorach - niebieskim i białym o pojemności 75 ml. Osobiście uważam, że taka ilość jest idealna - nie za dużo, nie za mało. Plusem jest nakrętka w formie zatrzasku, który ułatwia aplikację.

Spodziewałam się naklejek z informacjami, jednak tutaj są one nadrukowane na tubkę, a nie przyklejone. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, zwłaszcza że napisy w ogóle się nie ścierają. Wszystko jest czytelne, na opakowaniu jest skład i właściwości.


Krem ma cudowną, zwartą konsystencję, dzięki czemu nie spływa. Mimo to bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze.


Niewątpliwie jest plusem jest przepiękny zapach - korzenny. Intensywnie pachnie imbirem i bawełną, naprawdę zimowo. Utrzymuje się na skórze około godziny i nie traci w tym czasie na intensywności. 


Krem bardzo dobrze odżywia dłonie, nadając im cudowną gładkość. Likwiduje uczucie szorstkości, nie podrażniając skóry. Dzięki niemu dłonie mniej marzną, a skóra nie pęka. Nie zauważyłam jednak działania rozgrzewającego, jednak nie liczyłam na to.
  
Aqua, Butyrospermum Parkii, Glycine Soja Oil, Cetearyl Alcohol, Petrolatum, Stearic Acid, Glycerin, Sesamum Indicum Seed Oil, Glyceryl Stearate, Peg- 100 Stearate, Propylene Glycol, Eriophorum Spissum Flower/ Stem Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Zingiber Officinale Root Extract, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Benzyl Alcohol, Ceteath- 20, Parfum, Carbomer, Sodium Hydroxide, Disodium Edta, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Hydrogented Palm Glyceerides Citrare, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Benzyl Salicylate, Cinnamal, Citral, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Opakowanie 8/10, zapach 10/10, konsystencja 10/10, cena 10/10, działanie 9,5/10. Ocena ogólna - 9/10.