Pokazywanie postów oznaczonych etykietą p2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą p2. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 września 2014

Nail Polish Confidential TAG

Ten tag pojawił się na blogach już bardzo dawno i szczerze mówiąc, całkowicie o nim zapomniałam. Zobaczyłam go jednak na blogu Tosiakowo i postanowiłam zrobić go u siebie. Trochę trudno było mi wybrać lakiery do tego tagu, ale w końcu się udało i oto jest, Nail Polish Confidential TAG! Może wśród moich okazów znajdziecie taki, który posiadacie, więc zapraszam :)


Zdecydowanie najstarszy w mojej kolekcji - Essence Vampire's Love Into The Dark :) Kupiłam go 1 grudnia 2011 roku. Oczywiście nie jest to mój pierwszy lakier, jaki kiedykolwiek kupiłam, po prostu ten w mojej kolekcji jest najstarszy. Kiedyś go uwielbiałam, teraz już nawet nie używam, pożyczam znajomym. Ogółem lakier sprawuje się dobrze i daje bardzo ładny efekt, jednak przestał mi się podobać na moich paznokciach. 

  
Mój najnowszy lakier, czyli Essie Mint Candy Apple kupiłam jeszcze w lipcu, a przez cały sierpień nie popełniłam żadnego zakupu. To mięta idealna, do tego ma świetną konsystencję i po prostu go uwielbiam! 



Najdroższy? Oczywiście Essie Fiji! Powinien stanąć w tym miejscu wraz z Demure Vix tej samej marki, ale zapomniałam zrobić mu zdjęcie. Zapłaciłam za niego dokładnie tyle, ile te lakiery kosztują w Hebe bez promocji. Nie żałuję jednak ani jednej wydanej na niego złotówki, bo to jeden z moich ulubionych lakierów. Uwielbiam w nim wszystko - kolor, konsystencję, trwałość. Polecam!



Moim najtańszym lakierem jest Miyo Provocation. Kupiłam go za około 3.5zł i mimo tak niskiej ceny jest naprawdę świetny. Kolor jest bardzo intensywny, kryje po dwóch warstwach, dość szybko schnie. Oprócz tego miałam kilka innych równie tanich i dobrych Miyo, ale oddałam, bo mi się znudziły :)


Na powyższym zdjęciu widzicie moje tanie perełki :) Pierwszy z nich to p2 Volume Gloss w odcieniu Business Woman, który w przeliczeniu na złotówki kosztuje około 13zł. Może i nie jest to najniższa cena, ale każda z nas zna dużo droższe. Drugi to złoty piasek Lovely Snow Dust Nr 1, za który zapłaciłam około 6 - 7zł. Trzeci i ostatni to mój ukochany żuczek - Miss Sporty Metal Flip Fiery Blaze zakupiony za około 8zł. 


Najgorszym lakierowym zakupem był Essence Black And White White Hype. Na blogach efekt bardzo mi się podobał, półmatowa biel przypadła mi do gustu. Niestety, strasznie smuży, maże się, nie schnie i nierównomiernie kryje, dlatego nawet go nie używam. Spróbowałam dwa razy i nie mam zamiaru robić tego więcej.


Jeśli miałabym wybrać trzy ulubione lakiery, to byłyby te pokazane na powyższym zdjęciu plus Essie Fiji jako czwarty. Tart Deco to idealny pomarańcz, zarazem nieco pastelowy i neonowy. Stylenomics jest moim pierwszym lakierem tej firmy i ulubionym z całej lakierowej kolekcji. Trzeci to Colour Alike Ja pierniczę!, genialny brąz z masą holograficznych drobinek. Uwielbiam wszystkie trzy i bardzo polecam!

Znacie któryś z tych lakierów? Zrobicie/zrobiłyście u siebie ten tag? Jeśli nie to zapraszam!

niedziela, 31 sierpnia 2014

Zużycia czerwcowo - lipcowo - sierpniowe

Najwyższy czas opublikować wpis zużyciowy, tym razem z trzech miesięcy. Nie ma tego nie wiadomo jak dużo, ale pokazuję, bo nie mieszczą mi się u kartonie na puste opakowania. Koniec gadania, pora na prezentację!


Original Source Lemon & Tea Tree Shower - nie od dziś wiadomo, że żele OS są moimi ulubionymi (oczywiście zaraz po rabarbarowym Kamill). Wersja cytrynowo - herbaciana idealnie sprawdzała się szczególnie w upały. Zapach był bardzo świeży, nie przypominał woni płynu do mycia naczyń. Konsystencja żelowo - galaretkowa, świetnie się pieniąca. Wydajność przeciętna, jednak dzięki silikonowemu ogranicznikowi w nakrętce nie wylewało się za dużo produktu. Robił to, co do niego należało - oczyszczał i odświeżał ciało bez wysuszania. Ogółem żel przypadł mi do gustu podobnie jak i inne tej firmy.

Le Petit Marseillais Kwiat pomarańczy Kremowy żel pod prysznic - po zużyciu tego produktu stwierdzam, że żele LPM mogłyby na stałe zagościć na mojej łazienkowej półce. Bardzo podoba mi się design opakowań. Jeśli o sam żel chodzi, sprawdził się się bardzo dobrze. Skóra po użyciu była dobrze oczyszczona, miękka, nie zauważyłam wysuszenia skóry. Zapach średnio mi się spodobał, nie mam pojęcia, czy kwiat pomarańczy pachnie właśnie tak. Ogółem był to całkiem przyjemny aromat, nieduszący, ale nie należał do najpiękniejszych. Żel dobrze się pienił, wydajność całkiem w porządku. Myślę, że kiedyś skuszę się na inne wersje zapachowe.


Nivea Odżywka odbudowująca Long repair - moim zdaniem jedna z lepszych typowo drogeryjnych odżywek. Naprawdę dobrze wygładza i odżywia włosy. Nieważnie, z jakim szamponem jej użyłam, czupryna była miękka, błyszcząca, mniej spuszona. Produkt miał gęstą, bogatą konsystencję, niewielka ilość wystarczyła do pokrycia całości. Zapach przyjemny, jak dla mnie kosmetyczno - fryzjerski. Podejrzewam, że kiedyś skuszę się na kolejne opakowanie.

BabyDream Shampoo - zużyłam już tyle opakowań, że mówi to samo za siebie. Moje włosy uwielbiają ten szampon! Jest bardzo delikatny, nie wysusza ich ani skóry głowy, zmywa kurz, pot, wszelkie zabrudzenie, a także oleje. Włosy po jego użyciu są miękkie i splątane, czemu zaradzi każda odżywka. Przyjemnie pachnie. Niestety jest niewydajny, rzadki, ale jestem w staniu mu to wybaczyć. Obecnie nie mam go na półce, ale wkrótce to nadrobię, lubię go mieć, bo zawsze się przydaje :)

  
Garnier Intensywna pielęgnacja suchej skóry Ochronny krem do rąk - używałam go mniej więcej dwa miesiące temu i szczerze mówiąc, średnio pamiętam jego działanie. Z pewnością nie zaszkodził skórze, wręcz przeciwnie. Nawilżał i odżywiał ją, jednak nie było to nic zachwycającego ani mocnego. Wchłaniał się dosyć szybko, był całkiem wydajny, miał przyjemny zapach. Nie kupię go ponownie, będę szukać czegoś lepszego.

Green Pharmacy Krem do rąk - aloes / jaskółcze ziele - przyznaję, kupiłam je tylko dlatego, że były tanie, około czterech złotych za tubkę o pojemności 100ml i nie liczyłam, że zdziałają cuda, co oczywiście nie nastąpiło. Miały podobne działanie - lekko nawilżały i zmiękczały skórę, jednak nie na długo. Wchłaniały się dość szybko, nie pozostawiając klejącego filmu. Z pewnością nie kupię żadnego z nich ponownie, chociaż krzywdy mi nie zrobiły.
.

Lady Speed Stick pH Active Fresh Spray - lubię antyperspiranty w sprayu, bo nie muszę czekać, aż produkt wchłonie się w skórę, ale z tym niestety się nie polubiliśmy. Ochrona jest tak lekka, że praktycznie niewyczuwalna. Pot wydziela się tak samo, jak gdybym nie użyła niczego. Nieprzyjemny zapach jest nieco zniwelowany. Woń kosmetyku jest kwiatowa, bardzo intensywna, dusząca podczas aplikacji. Na skórze staje się nieco lżejsza. Ogółem mówiąc produkt w ogóle się u mnie nie sprawdził. 

BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący - to już kolejne zużyte opakowanie. To chyba najłagodniejszy produkt do mycia twarzy, jakiego używałam. Oczyszcza dokładnie, ale bardzo delikatnie. Praktycznie się nie pieni, łatwo się rozprowadza i równie bezproblemowo spłukuje. Zauważalnie łagodzi podrażnienia, nie szczypie i nie piecze. Jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie i jest bardzo tani, kosztuje około pięciu złotych. Z pewnością zaopatrzę się w kolejne opakowanie.


Avon Planet Spa Mediterranean Olive Oil With Orange Flower Soothing Eye Treatment - bardzo go polubiłam, nawet uznałam go za jeden z lepszych, które zdążyłam już przetestować. Nawilżał i wygładzał skórę, ani razu mnie nie podrażnił. Sprawiał, że była sprężysta i miękka, nigdy przesuszona. Szczególnie spodobała mi się konsystencja - żelowo - kremowa, szybko się wchłaniała i nie pozostawiała połysku pod oczami. Produkt był bardzo wydajny Nie kupię go ponownie, w sklepach jest wiele innych do przetestowania :D

Marion Nature Therapy 60 - sekundowa maseczka do włosów Ocet z malin & Koktajl owocowy - szczerze mówiąc, nie zauważyłam żadnego działania. Saszetka wystarczyła mi na jedną aplikację przy włosach sięgających do zapięcia od stanika. Efekt był przeciętny, włosy dosyć gładkie, ale to zasługa szamponu. Zapach maseczki kwaskowy, koło malin raczej to nawet nie leżało ;) Nie kupię ponownie, dobrze, że to była tylko mała saszetka, więc nie wydałam dużo.


Essence Lipstick 52 In The Nude - bardzo cieszę się, że w końcu ją zużyłam. Nie przypadła mi do gustu na tyle, aby kupić ją ponownie ani inną z tej serii. Nie pokrywała ust kolorem równomiernie, trochę się mazała, pozostawiała smugi. Kolor również nie był idealnym nudziakiem. Dodam jeszcze, że trochę wysuszała usta i po pomalowaniu widać było wszelkie odstające skórki. Nie polubiłyśmy się zbytnio i po dwóch i pół roku od zakupu bez żalu pozbyłam się resztki, która pozostała w opakowaniu.

p2 Keratin Repair Coat - nie udało mi się zużyć całości, w buteleczce pozostało około 1/3 początkowej ilości. Odżywka nie dawała jakichś spektakularnych efektów, ale paznokcie były nieco mocniejsze. Dobrze sprawdzała się w roli bazy pod kolorowe lakiery. Nosiłam ją także solo i bardzo podobał mi się efekt zdrowych paznokci. Nie spotkamy się ponownie, cudów nie było.


Ziaja Intensywne wygładzanie Maska do włosów niesfornych - uwielbiam uczucie miękkich, łatwiejszych do ułożenia, błyszczących włosów, jakiego doświadczam po każdorazowym użyciu tej maski. Wyraźnie je wygładza i nawilża. Ma gęstą, bogatą konsystencję. Jest średnio wydajna, ale za taką cenę jestem jej to w stanie wybaczyć. Z pewnością w przyszłości skuszę się na kolejne opakowanie.

Sun Ozon Apresspray Aloe Vera - staram się nie opalać, ale wiadomo, że gdyby przebywa się na słońcu, to pojawi się choć lekka opalenizna. Spryskiwałam tym sprayem ręce, nogi i dekolt. Jedynymi efektami było chwilowe ochłodzenie i delikatne nawilżenie. Niestety, kosmetyk jednak mocno się kleił na skórze i bardzo mi się to nie podobało. Próbowałam używać go na włosy, bo wysoko w składzie ma aloes, ale kosmyki były sztywne i klejące. Nie kupię ponownie.


Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam! Zużyłam już tyle tubek, że trudno policzyć. Jeszcze żaden krem do twarzy nie dał takiego efektu. Idealny zdrowy mat utrzymujący się przez cały dzień, delikatne rozjaśnienie cery i fakt, że przyspiesza gojenie wyprysków sprawiły, że kupuję nowe opakowanie, gdy tylko jedno się skończy. Kocham!

Tisane Balsam do ust - kocham, co zresztą widać. Nic tak dobrze nie nawilża, chroni i odżywia ust jak Tisane! Regeneruje każde przesuszenie, zmiękcza i wygładza. Ilość opakowań mówi o tym samo przez się :D

Uff, i to byłoby na tyle. A jak Wam poszło zużywanie?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

p2 Keratin Repair Coat

Odżywka do paznokci to w moim przypadku jeden z najbardziej podstawowych kosmetyków pielęgnacyjnych. Przetestowałam ich już kilka, ale póki co nie trafiłam na taką, która naprawdę by mnie zachwyciła. p2 Keratin Repair Coat używam z przerwami od niemal roku i wypadałoby co nieco o niej napisać. Od razu zaznaczam, że nie stosowałam jej zbyt regularnie i podejrzewam, że gdybym nakładała ją jako bazę przed każdym malowaniem, efekty byłyby bardziej widoczne.


Odżywka wygląda zupełnie zwyczajnie. Walcowata buteleczka mieści 10ml kosmetyku. Nakrętka jest wygodna, pędzelek równy, płaski, nie wystają z niego zdeformowane włoski. Odżywka ma konsystencję gęstego lakieru, który może odrobinę smużyć, co po wyschnięciu nie jest ani trochę widoczne. Schnie około pięciu minut do pełnej twardości. Efekt na paznokciach jest tak subtelny, że niemal niezauważalny. W rzeczywistości płytka ma lekko mleczny, jaśniejszy niż naturalny odcień, co bardzo mi się podoba. Paznokcie wyglądają na zdrowe i zadbane. 


Co do działania, tak naprawdę trudno mi je ocenić. Paznokcie po jej użyciu wyglądają naprawdę dobrze. Są nieco bardziej odporne na uszkodzenia, trochę twardsze. Odżywka nie powstrzymała u mnie rozdwajania się paznokci, odrobinę je zminimalizowała. Jak widać nie są długie, ale przynajmniej zdrowe.

Odżywka nie zawiera formaldehydu, co bardzo mnie cieszy, gdyż wolę nie używać kosmetyków z tym składnikiem. Wprawdzie widocznych szkód diamentowa odżywka Eveline mi nie zrobiła, ale ból paznokci nią spowodowany skutecznie odstraszył mnie od tego składniku.

Podsumowując, cudów nie ma, ale to przyjemny kosmetyk i z pewnością zużyję go do końca. Bardzo podoba mi się wygląd paznokci po użyciu tej odżywki, a że krzywdy nie robi, to nie widzę żadnych przeszkód do stosowania.

Znacie może ten produkt? :)

niedziela, 23 marca 2014

Wiosenny nudziak | p2 Volume Gloss Gel Look Nail Polish 020 Business Woman

Po zmyciu zielono - grafitowego piasku p2 naszło mnie na jego zupełne przeciwieństwo - jasny, elegancki, uniwersalny odcień. Nie chciałam jednak cielistego, półtransparentnego beżu. Skusiłam się więc na zakupiony już jakiś czas temu kolejny lakier firmy p2, mianowicie 020 Business Woman z serii Volume Gloss Gel Look Polish. To przepiękne połączenie nude i mauve, przykurzonego beżu i fioletu. Daje bardzo elegancki, delikatny ale zauważalny efekt. Ponadto ładnie współgra ze skórą, nie wychodzi efekt - że się tak wyrażę - zimnego trupa. Rozprowadza się bajecznie, nie smuży, nie bąbelkuje, nie zalewa skórek. Równomiernie pokrywa płytkę paznokcia. Dobrze kryje, potrzeba standardowych dwóch warstw. Schnie dość szybko, nie rozlewa się. Biorąc pod uwagę zarówno kolor, jak i właściwości, stał się jednym z moich ulubionych lakierów i w najbliższym czasie będzie często gościł na mych paznokciach.    
.................  

Lubicie lakiery p2? Znacie tę serię? Podobają się Wam tego typu kolory?

sobota, 22 marca 2014

p2 Sand Style Polish 090 Opulent

Uwielbiam piaskowe lakiery do paznokci. Do tej pory na blogu zaprezentowałam dwa - róż p2złotko Lovely. Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w kolejny, przepiękny w buteleczce p2 w odcieniu 090 Opulent. To przepiękna, głęboka zieleń z mnóstwem szmaragdowych drobinek. Niestety, na paznokciach staje się grafitową bazą z błyszczącymi na zielono dodatkami. Wciąż jest bardzo ładny, zwłaszcza w słońcu, gdyż całkiem mocno się mieni. Mimo to niespecjalnie dobrze czułam się mając go na paznokciach. Zwyczajnie nie odnajdywałam się z takim odcieniem, gdyby baza była całkiem czarna, to podejrzewam, że podobałby mi się bardziej. Jeśli zaś chodzi o aplikację, sprawdza się znakomicie. Rozprowadza się równomiernie, do pełnego pokrycia potrzeba dwóch warstw. Schnie bardzo szybko, około pięciu minut na warstwę. 
Nie czułam się z nim jednak dobrze i nie będę już więcej używać, chętnie oddam lub wymienię.


Lubicie piaskowe lakiery? Podoba Wam się ten?

wtorek, 29 października 2013

Jedno małe "ale" w sprawie p2 I Feel Pretty Perfectly Happy Correction Powder

Nie należę do osób, które nie wyjdą z domu bez pomalowanych oczu czy przypudrowanego nosa. Oczywiście nie uważam tego za złe, to kwestia wyboru i dobrego samopoczucia. Przyznaję, że zdarza mi się użyć tego czy owego, ale zachowuję umiar. W związku z tym moje doświadczenia z pudrami wszelkiej maści są raczej znikome. Podczas wakacji dotarła do mnie wielka paka z zagranicznymi łupami od A. (dziękuję! :*), zawierająca między innymi p2 I Feel Pretty Perfectly Happy Correction Powder, a więc puder korygujący. Biorąc pod uwagę fakt, że zarówno opakowanie jak i sama zawartość prezentuje się wręcz przeuroczo, nie mogłam nie rozpocząć testów.


Opakowanie kosmetyku wykonane jest z mocnej tektury. Wygląda prześlicznie, uroczo i nietuzinkowo, ale w starciu z wodą czy ewentualnym tłuszczem zapewne by poległo. Póki co nie zagięło się ani nie zabrudziło w żadnym miejscu, nie wycierają się krawędzie, mimo że zabieram je ze sobą w przeróżne podróże. Otwiera się łatwo, nie ma jednak szans, by górna część samoistnie spadła. Opakowanie samo w sobie jest niewielkie, średnica wynosi mniej więcej sześć centymetrów. Na spodzie mamy srebrną naklejkę z długawym opisem po niemiecku i angielsku, brakuje natomiast składu. Bardzo mnie to ubodło, gdyż biorąc pod uwagę działaniu produktu na moją skórę byłby niezwykle przydatny.


Konsystencja pudru jest w sam raz. Łatwo nabiera się na pędzel, na szczęście nie w nadmiarze. Nie osypuje się podczas nakładania, nie osadza na włoskach, jest całkowicie niewidoczny. Dodatkowo nie warzy się, nie roluje, nie ciemnieje (oczywiście jeżeli puder może płatać takie figle, osobiście nie znam się na tym). Kolor okazał się być dla mnie idealny, a właściwie odrobinę jaśniejszy od mojej cery. Kosmetyk tworzą kolorowe plamy - zielone, różowe, żółte, jasno i ciemno beżowe. Barwy świetnie łączą się ze sobą, na twarzy nie ma odróżniających się odcieni. Puder delikatnie rozjaśnia moją cerę, nie ma efektu maski, koloryt jest wyrównany.   


Puder lekko koryguje niedoskonałości skóry, nadaje jej niesamowitej gładkości. Efekt matu utrzymuje się kilka godzin, po upłynięciu tego czasu cera nie świeci się jak wysmarowana smalcem. Przypudrowuję nim też korektor nakładany pod oczy, przedłuża jego trwałość. Wszystko cud i miód i orzeszki, gdyby nie fakt, że pod koniec dnia wyczuwam i zauważam kilka małych krostek. Nie powstawały żadne gule, jednie ropne, malutkie wypryski. Staram się aplikować go na całą twarz jedynie na ważniejsze okazje, na co dzień używam tylko w celu utrwalenia i zmatowienia korektora pod oczami.


Ogółem puder jest naprawdę porządny, ma świetną trwałość, konsystencję, kolor oraz efekt na skórze, jednak pojawianie się krostek jest jego sporym mankamentem. Niemniej jednak po prostu lubię go używać pod oczy na korektor, tam nie robi mi kuku i jest cacy :)

Używacie pudrów matujących lub korygujących na co dzień? Jakie polecacie, a jakie odradzacie? Słyszałyście może o tym, który dziś opisałam?

sobota, 14 września 2013

Przyjemniaczek. p2 Nail Tini Mix'n Match Nail Polish 020 Flashy Swimming Pool

Szaro, brzydko, mokro, zimno i bardzo sennie mija mi dzień dzisiejszy, więc na przekór panującej na oknem pogodzie zaprezentuję Wam coś wakacyjnego. A tym czymś będzie p2 Nail Tini Mix'n Match Nail Polish 020 Flashy Swimming Pool. Te z Was, które przejrzały wyprzedaż mogą być zdziwione, ponieważ wystawiłam tam lakier o takiej samej nazwie. Już wyjaśniam! Dzisiejsza niebieskość i tamta brokatowa zieleń pochodzą z tego samego zestawu, który miał jedną nazwę. Proste, prawda? :) Przejdę jednak do konkretów. Lakier bardzo mi się podoba, niby zwyklaczek, ale z tych ładniejszych. Nie jest to pastelowy, delikatny błękit, ale też nie neon. Kremowy, intensywny niebieski, w rzeczywistości z nutką zieleni. Chociaż nie dzielę kolorów lakierów na jesienne i letnie, to ten jest raczej bardzo wesoły i wakacyjny, ale nałożony w ziemie na pewno nie zaszkodzi. Nie jest gęsty, raczej rzadszy, na szczęście nie wodnisty. Dobrze się rozprowadza, nie zalewa skórek, nie bąbluje, nie smuży. Do kompletu szybko schnie, a dwie warstwy wystarczają do całkowitego pokrycia. Bardzo przyjemnie mi się go nosiło, z pewnością będę go jeszcze używać.


Podoba się Wam?

środa, 7 sierpnia 2013

Mein Favorit. P2 Sand Style Polish Adorable + garść informacji

Dzisiejszy post zacznę od kilku spraw organizacyjnych, bo jak same na pewno zauważyłyście, nie było mnie tu dość długo. A skoro piszę, to oznacza tylko jedno - jestem, żyję i mam się dobrze :) Jest parę spraw, o których chcę Wam opowiedzieć, ale nie wiem, czy się nie zaplączę. Postaram się podzielić wszystkie informacje na punkty, aby było czytelnie.
  • Na samym początku chcę przeprosić za nieobecność i kompletny brak orientacji w sprawach blogowych. Przez ponad miesiąc nie czytałam Waszych postów i pewnie nie nadrobię wszystkiego, co musicie zrozumieć. Powód powinien być Wam znany, a jeśli nie, to mogę przypomnieć, nie ma sprawy. Wakacje poza domem i bez komputera to świetne wytłumaczenie :> Zwiedziłam trochę, wypoczęłam i zdobyłam mnóstwo inspiracji to kolejnych blogowych przedsięwzięć.
  • Nie mam pojęcia, czy pojawią się podsumowania. Narobiło się tego tak dużo, że sama nie wiem, od czego zacząć. Zaraz, zaraz, wiem! Na pierwszy ogień pójdzie adorable, czyli...
...ulubiony ostatnio lakier firmy p2. I to nie byle jaki lakier, bo o piaskowej fakturze. W sumie nie ma się czym podniecać, bo sands pojawiły się kilka miesięcy temu. Kiedy wszyscy szaleli za tym wykończeniem, ja czekałam, aż przyjdzie moje zamówienie z Niemiec. Wtedy oszalałam i ja! W sumie piasek zakupiłam tylko jeden, ale pokochałam go od pierwszego maźnięcia. Emalia o dokładnej nazwie p2 Sand Style Polish Adorable ma prześliczny kolor. Jakby nie było, różowy lubię i nie będę mówić, że nie. Ten tutaj jest jasny i połyskujący, usłany srebrnymi drobinkami. Jak przystało na piasek, do gładkich nie należy, ale do tej szorstkości da się przyzwyczaić. Lakier jest dość oryginalny jeśli o fakturę chodzi i zachwycający, jeśli przyjrzeć się z bliska. Rozprowadza się naprawdę dobrze, a obawiałam się, że będzie inaczej. Nie zalewa skórek, nie robią się niewysychające grudki. Kryje równomiernie, jedna warstwa nie wygląda za ładnie, dlatego nakładam dwie. Więcej nie potrzeba. Wysycha szybko, dwie warstwy w dwadzieścia minut i jest idealnie. Lakier należy do tych, które trzeba zmywać z pomocą folii aluminiowej albo nakładać na bazę peel-of, której nie posiadam. Emalią emocjonować się może i nie trzeba, mówcie, co chcecie, ale mnie zachwyca. Potrzebujecie potwierdzenia? Proszę bardzo, zdjęcia są :>


Podoba się Wam? :)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Listopadowe zakupy

Zużycia i włosowa aktualizacja już były, czas więc na zakupowe podsumowanie. Jestem z siebie bardzo zadowolona, ponieważ wydałam naprawdę niewiele, korzystając z wymiany i promocji, a zyskałam wiele ciekawych smaczków. Szczególnie cieszę się z produktów zagranicznych oraz umilających kąpiel, o czym przekonacie się w dalszej części notatki.


  • Ziaja, Kokosowa terapia skóry i zmysłów, Mleczko pod prysznic - 6,99
  • Joanna, Naturia, Olejek do kąpieli i pod prysznic, Kawa i śmietanka - 5,6
  • Original Source, Seasonal Edition, Plum & Maple Syrup, Shower Gel - 5,99
Jak widać na załączonym poniżej zdjęciu zaopatrzyłam się w niewielką armię kąpielowych umilaczy o naprawdę pięknych zapachach. Ziajowe mleczko rzeczywiście pachnie wiórkami kokosowymi, a olejek Joanny słodką kawą. Upragniony żel OS nie został jeszcze przetestowany, ale zapach ma obłędny. Nie mogę się już odczekać prysznica z nim w roli głównej!


  • BabyDream, Szampon dla dzieci - 3,87
  • Farmona, Herbal Care, Lniana odżywka do włosów - 6,75
Szampon z Rossmanna jest moim niekwestionowanym, uniwersalnym ulubieńcem. Nie podrażnia i nie wysusza, nadaje objętości i miękkości. Odżywkę Farmony wzięłam na spróbowanie po tym, jak Anwen wspomniała o niej na blogu. Póki co sprawdza się naprawdę bardzo dobrze, a użyłam jej dopiero pięć razy, więc jakby nie było, wszystko przede mną :)


  • Essence, Snow White, Special Effect Topper, 01 Evil Queen
  • p2, What's Up? Beach Babe, Sassy Attitude Blush Stick, 010 Berry Glam
  • Alverde, Alm Beauty, Lipgloss, Stadl Funkeln  
Wszystkie trzy produkty dostałam w ramach wymiany z zachodnią sąsiadką, piękną Luną. Nie wyłoniłam jeszcze swojego ulubieńca, gdyż póki co wszystkie wydają mi się świetne! Mają bardzo łądne kolory, szczególnie lakier, który będziecie mogły zobaczyć za kilka dni. Pozostałe również doczekają się recenzji, ale już po Świętach :-)


  • Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - prezent
  • Cetaphil MD, Dermoprotektor do twarzy i ciała - próbka od dermatologa
  • Tisane, Balsam do ust - 8,3 + 9,49 =   17,79
Kilka miesięcy temu testowałam rozgrzewającą wersję tego kremu do rąk, więc i ta musiała u mnie zagościć. jest bardzo porządny, ale minimalnie gorszy do poprzedniego. Na produkty Cetaphil czatowałam dość długo, ale wreszcie upolowałam jedną. Póki co jeszcze go nie testowałam, bo kończę zapasy. Balsam Tisane bardzo lubię i często kupuję i dziwi mnie rozbieżność cen w różnych aptekach.


Za wszystko zapłaciłam tylko 46,99! Jestem z siebie bardzo zadowolona, gdyż udało mi się nieco zaoszczędzić na pewne smakowite zakupy, o których niebawem napiszę.

piątek, 23 listopada 2012

Trzy zdobycze od zachodniej sąsiadki, czyli wymiana z Luną!

Kilka dni temu przeprowadziłam wspaniałą wymianę z piękną dziewczyną zwaną Luną. Złożyło się tak, że mieszka ona dokładnie tam, gdzie istnieją obiekty pożądania wielu z nas, mianowicie w Niemczech. Zamieniłyśmy się produktami niedostępnymi w naszych obecnych krajach i oto mam - trzy zagraniczne cuda, o których marzyłam do dawna. Jak wyglądają i dlaczego tak bardzo je pokochałam? O tym w dalszej części posta.


Otrzymałam produkty dostępne tylko w niemieckich limitowankach, mianowicie:

Essence, Snow White, Special Effect Topper, 01 Evil Queen
Alverde, Alm Beauty, Lipgloss, Stadl Funkeln
p2, What's Up? Beach Babe, Sassy Attitude Blush Stick, 010 Berry Glam

Przyjrzyjmy się im z bliska - naprawdę są tego warte!


W tym lakierze zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Zawiera masę ośmiokątnych drobin w fioletowym kolorze zatopionych w przezroczystej bazie. Paznokcie jeszcze nim nie uraczyłam, ale w butelce wygląda o-b-ł-ę-d-n-i-e! Nie mogę się już doczekać manicure'ów wykonanych z jego pomocą.

  
Właśnie takiego błyszczyka szukałam! Zależało mi na czymś nienachalnym, ale złotym z holograficznymi drobinkami i wreszcie mam. Rzeczywiście jest napakowany,  nie brokatem, a delikatnym pyłkiem. Ponadto ma ścięty z jednej strony aplikator i nieklejącą konsystencję. Coś wspaniałego!


Ostatnim produktem jest piękny, wakacyjny róż w sztyfcie. Ze względu na przyjemną konsystencję świetnie się rozprowadza po ustach, gdyż na policzki nakładać go nie będę. Mam wiele pomysłów na ten hit i myślę, że niedługo pokażę Wam efekty.

Bardzo cieszę się z tego, że istnieją wymianki i to zagraniczne. Są niesamowitą okazją do zdobycia wielu smaczków. 

Luno, sprawiłaś mi nieziemską radość!