Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2013

♥ Essence Me & My Ice Cream Shimmer Pearls 01 I-Cy U

Pudry w kulkach podobały mi się od dawna, jednak nie miałam sumienia, żeby wydać ponad dwieście złotych na meteoryty od Guerlaina. Znalazłam więc tańsze rozwiązanie, którego zdobycie proste nie było. Ostatecznie kupiłam go od pewnej blogerki. Obecnie uważam Essence Me & My Ice Cream Shimmer Pearls 01 I-Cy U za wielki hit w mojej kolorówkowej kolekcji. Kulki zapakowano do niewielkiego, uroczo wyglądającego pudełeczka w kolorach bladego różu, beżu i miętowej zieleni. Odkręca się łatwo, jednak niesamoistnie, jest twarde i wytrzymałe. Wewnątrz znajduje się biała gąbeczka o grubość około trzech milimetrów oraz idealnego rozmiaru. Chroni kulki przed lataniem po całym opakowaniu i obijaniu się ich. Można nią nakładać produkt, jednak nie jest to byt dobre rozwiązanie. Osobiście używam w tym celu pędzla, który daje radę.


Perełki są różnokolorowe - zielone, różowe, żółte, łososiowe, po nałożeniu na skórę dają efekt delikatnego rozświetlenia. Nie ma żadnych drobin brokatu, a połyskujący pyłek. Skóra wygląda po nim - przynajmniej moim zdaniem - naprawdę ładnie ale nie ma efektu wysmarowania się smalcem, masłem czy jeszcze czymś tudzież bombki choinkowej. Mimo iż kolor jest bardzo jasny nie bieli i nie daje praktycznie żadnego koloru, nie można też przesadzić z ilością co stanowi dla mnie ogromny plus. Zapach jest niesamowity - słodki, pudrowy, cudo!

     
Używam tego produktu bardzo często i nie zauważyłam zapychania. Na skórze trzyma się cały dzień, nie robi żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Pokochałam go od pierwszego użycia i z pewnością będę miziać się nim nadal.

Macie te kulki? A może Guerlainowe Meteorytki?

A przy okazji - dziękuję!

środa, 19 grudnia 2012

Blask wampira, co w słońcu się wygina. Essence Vamipre's Love Shimmer Powder 01 Lil' Vampire

Całkiem niedawno ukazała się edycja limitowana Essence, zapowiadająca ostatni film sagi Zmierzch. Podobnie było rok temu, kiedy to dopiero zaczynałam przygodę z produktami tejże firmy. Udało mi się wtedy upolować puder rozświetlający w odcieniu 01 Lil' Vampire, który pokochałam od pierwszego użycia i moje uczucia nie zmieniły się przez te dwanaście miesięcy. Jeśli jesteście ciekawe opinii na temat ulubionego kosmetyku, to zapraszam do do przeczytania dzisiejszej notatki :-)


Puder o objętości 8,5g zamknięto w bardzo porządnym opakowaniu wykonanym z twardego, odpornego i przezroczystego plastiku. Nie otwiera się samoistnie, jednak z łatwością otworzymy je bez łamania paznokci. Rozświetlacz przymocowany jest to dna naprawdę mocno i mimo upadków nie odkleił się, a plastik nie doznał żadnej szkody. Klapka, która w kosmetykach typu pielęgnacyjnego nazwana byłaby nakrętką, przylega idealnie, nie ma żadnych nieróności.

Na opakowaniu znajdują się dwie naklejki, obie papierowe, ale znacząco różniące się jakością. Jedna z nich, zawierająca polskie informacje, zadziera się i brudzi. Druga natomiast nie doznaje żadnych uszczerbków i wygląda dokładnie tak, jak rok temu. Szata graficzna całego pudełeczka jest bardzo w porządku, gdyż zawiera tylko kilka napisów. Nietandetnie nadrukowane litery sprawiają wrażenie eleganckich.


Rozświetlacz jest bardzo przyjemny w użyciu i z łatwością nabiera się na pędzel, a ten nie pozostawia na nim dziurek. Minimalnie pyli, co jednak jest na tyle znikome, że prawie niezauważalne. Aplikacja nie sprawia problemów, puder ląduje dokładnie w wybranym przez nas miejscu.  Nie kruszy się, szybko rozprowadza, nie robi plam. Nie roluje się ani nie znika razem z kremem. Zazwyczaj używam go na dekolt i ramiona, gdyż nie podoba mi się efekt na twarzy.

Zapach produktu jest delikatny, ale bardzo przyjemny. Kojarzy się z białymi liliami, jednak ledwo wyczuwalnymi. W żadnym stopniu nie przypomina duszącego smrodku wychodzącego z babcinych puderniczek. 

Kolor pudru bardzo przypadł mi do gustu. Jest to dość jasny, ciepły  beż z masą mikroskopijnych drobinek w kolorze złotym. Na szczęście nie przypominają one wielkich grud brokatu dającego jarmarczny efekt. Pyłek w nim zawarty subtelnie, ale widocznie rozświetla ciało, nadając mu promienności.

   
Puder nadaje skórze zdrowego wyglądu i niweluje oznaki zmęczenia. Nałożony nie jest w żaden sposób wyczuwalny, mimo że po pewnym czasie drobinki zaczynają minimalnie migrować. Na moje ciało działa obojętnie - nie zauważyłam podrażnień ani wysuszenia. Ponadto nałożony w kącikach oczu przydaje kuszącego blasku.

Opakowanie - 10 - porządne, z niewielką ilością nieścierających się napisów i idealnie przylegającą nakrętką. Konsystencja - 9 - łatwo nabiera się na pędzel, prawie w ogólnie nie pyli, nie zbija się w grudki. Zapach - 9 - lekki, liliowy, przyjemny, nieduszący. Kolor - 9 - jasny bez z milinami mikroskopijnych, złotych drobinek. Działanie - 9 - rozpromienia ciało, niweluje zmęczenie. Ocena ogólna - 9/10. Świetny, wydajny rozświetlacz świetnie spełniający swoją rolę.

czwartek, 20 września 2012

Czyżby rudy rydz? Joko Mineral Powder Spiekany puder J06

Jakiś czas temu zakupiłam na wyprzedaży u Greatdee kosmetyk o pełnej nazwie Joko Mineral Powder Spiekany puder J06. Stosuję go więc już dość długo i intensywnie i wyrobiłam sobie zdanie na jego temat. Czy będzie pochlebne, czy zupełnie przeciwnie? O tym dowiecie się w dalszej części posta.


Puder zamknięty jest w elegancko wyglądające, płaskie pudełeczko. Wykonane z plastiku dobrej jakości i dość solidne. Otwiera się bardzo łatwo, szybko, lecz nie samoistnie i to mnie cieszy. Po kilkunastu użyciach nic się jeszcze nie wyłamało ani nie odpadło, więc jest nieźle. Czarna pokrywka jednak bardzo szybko rysuje się i przy bliższym przyjrzeniu się wygląda nieciekawie.

Produkt posiada jedną naklejkę informacyjną, która nie odkleja się ani nie pęcherzykuje. Szata graficzna niby elegancka, jednak dla mnie trochę tandetna. Ścierające się złote napisy na lekko porysowanym, czarnym tle wyglądają mało efektownie i niestety tanio. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby litery nadrukowano mocniej i w jakiś sposób utrwalono.




Puder bardzo łatwo nabiera się na pędzel i to w bardzo dużej ilości. Pyli dość mocno, pozostawia dużą ilość pyłku w opakowaniu, którą można ubrudzić sobie ubranie. Inaczej mówiąc - on po prostu lgnie do włosia jak rzep do psiego ogona!


Zapach jest nieco starodawny, jednak dość przyjemny, niezbyt duszący. Da się wytrzymać, jednak nie jest to mistrzostwo. Ot, taki zwyczajny, nieco cytrusowy, pudrowy zapaszek.


Kolor każdy widzi. Jest intensywnie rudo-pomarańczowy z masą rozświetlających, złotych drobinek, które uwielbiają migrować. A że można łatwo przesadzić z ilością, daje efekt spalonej na solarium skwarki. Nic przyjemnego :-(




Jego działanie to poparcie powyższych słów. Nakłada się nierównomiernie i robi placki. Nie nadaje się na twarz z powodu efektu solarium ani na dekolt, gdyż wygląda na brud. Na powiekach wygląda wręcz śmiesznie. Jednak nałożony umiejętnie potrafi wyczarować błysk podkreślający opaleniznę. Niestety nie u mnie.

Opakowanie - 6 - tandetne, ale wytrzymałe. Konsystencja - 6 - zbyt mocno pyli, ale dobrze się nabiera na pędzel. Zapach - 4 - trochę zbyt starodawny, lekko podduszający. Kolor - 3 - intensywny rudzielec, w którym strach wyjść na ulicę. Działanie - 3 - robi placki, jednak przy wrawnej ręce potrafi wyczarować ładny efekt. Ocena ogólna - 4/10 - u mnie kompletnie się nie sprawdził, ponieważ wyglądał tandetnie i karykaturalnie, a szkoda :-(

Jeśli ktoś byłby zainteresowany zrecenzowanym pudrem, zapraszam do zakładki z kosmetykami do wymiany.

środa, 28 grudnia 2011

Grudniowe zakupy

W związku z kończącym się miesiącem postanowiłam zaprezentować wszystkie grudniowe łupy :)


                                                                       Zacznijmy od...

Usta dostały aż cztery produkty : dwa do malowania i dwa do pielęgnacji.
Balsamik z Isany, szminkę In the nude Essence i waniliowy błyszczyk z H&M przedstawiałam tutaj.

Zawartość żółtego słoiczka już zniknęła, pomadka z Sensique Sweet Raspberry jest  już na wykończeniu a Myszka Miki na spółkę z nudziakiem czasami goszczą na mych ustach :)

                                   


Dwa kremy z Ziaji - Oliwkowy oraz Tintin.
Oliwkę dostałam pod choinkę jako niezbyt trafiony prezent.
Tintin kupiłam wczoraj przy okazji końcoworocznego wypadu, ponieważ krem ten jest moim ulubionym.











Efekt małego lakierowego szaleństwa :)
Od lewej :
- Lemax 'kulka' 
- Mollon Matt Beauty
- Essence Nail Art Circus Confetti  
- Essence Vampire's Love 02 Into the dark

Lemax to przezroczysty, delikatny, fioletowy lakier nawierzchniowy, Mollon - kryjący, matowy brąz (brak numerka), cyrkowy Essence to bardzo brokatowy brat Lemaxu a wampirzy Essence przedstawiałam wcześniej :)


Bubel miesiąca, prosto z szesnastego katalogu Oriflame z  roku 2011.

Kupiłam go do maskowania wyprysków. Kolor jest okropny, pomarańczowy, nie dopasowuje się do skóry.
Niewiele pomaga, wypróbowałam go na opryszczkę i w tej kwestii działa tak 6/10.

Postaram się dać mu jeszcze szanse w walce z trądzikiem i opryszczką 
:)


Ulubiony żel do mycia twarzy Rival de loop Pure Skin Washgel Peeling-Effekt. 
Delikatnie peelinguje, pomaga w walce z trądzikiem.
Aktualnie mój numer jeden pod każdym względem - ma świetne opakowanie z pompką, estetyczne naklejki i dobra zawartość :)

Zachwyt roku 2011? Zdecydowanie tak!                                                                                                                       f   



Balsam do ciała z Rossmanna, Synergen Body-Lotion [...] mit Koffein.
Kupiony przy okazji pierwszych grudniowych zakupów.

Lekko pachnie, lekko nawilża.                                                                                                                                                 






Szampon oczyszczający artiste.

Przezroczysty, dobrze się pieni, łatwo spłukuje.
Włosy podczas wysychanie są bardzo sypkie, co mnie cieszy (szkoda, że efekt nie utrzymuje się po wyschnięciu).
Bardzo tani, niecałe pięć złotych, w promocji około trzech.





Osławiony puder rozświetlający Essence Vampire's Love Shimmer Powder 01 Lil'vampire.

Był moim pragnieniem i oczekiwaniem. Obecnie jego prestiż zmniejszył się, ale wciąż pozostaje hitem.


                                                                  






                              
                     
                                                    I to byłby już koniec moich grudniowych zakupów.
   Jestem z siebie dumna, kupiłam dużo i o to mi chodziło! Mam nadzieję, że w styczniu będzie tego więcej!

sobota, 3 grudnia 2011

Recenzujemy!, czyli Hikki i Essence Vampire's Love LE

O limitowanej edycji Essence Vampire's Love (a raczej o chęci jej posiadania) pisałam już we wcześniejszych postach. 
Kupiłam dwie z dwunastu rzeczy (jeśli liczyć pięć lakierów i dwa błyszczyki) - puder rozświetlający Shimmer Powder w odcieniu 01 lil'vampire oraz lakier do paznokci Long Lasting Nail Polish 02 Into the dark

Zdobycze z limitowanki Vampire's Love
Limitowanka bardzo przypadła mi do gustu, nic dziwnego więc, że chciałam biec do sklepu i kupować. Miałam w planach nie tylko rozświetlacz i lakiery, ale i puder do rzęs oraz lipstain. Jednak po wielu recenzjach postanowiłam z nich zrezygnować.


W bardzo porządnym plastikowym opakowaniu mamy 8,5 g rozświetlacza. Szczerze mówiąc, obawiałam się nie tylko jego odcienia, ale też tego, czy nie będzie zbyt brokatowy i świecący.
Tymczasem jestem z niego bardzo zadowolona, nakładam go na powieki. Ładnie rozświetla, długo utrzymuje się na skórze. Daje delikatny efekt.


 Lakier do paznokci to trochę inna bajka. Kolor ma piękny, niczym nocne niebo. Gorzej z trwałością, bo już po kilku godzinach ścierają się końcówki i wyglądają bardzo nieestetycznie. 
Sama aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna - lakier ma miękki i dosyć szeroki pędzel. Wystarczy przejechać nim dwa razy po paznokciu. Schnie bardzo szybko, w ciągu minuty mamy już suchy i gładki manicure. 


Podsumowując, każda seria i firma ma buble i perełki. Obecna trend edition jest bardzo ciekawa i zasługuje na przetestowanie, mimo przeciętnej trwałości lakierów.
Limitowanka dobra nie tylko dla wampirzyc, ale też dla zwykłych kobiet :)
Oba kupione przeze mnie produkty są moimi pierwszymi kosmetykami firmy Essence. Muszę przyznać, że narobiły mi smaku na kolejne bzdety :) 

czwartek, 1 grudnia 2011


Zakupy (wprawiające w świetny humor) sprawiają, że budzi się we mnie dzika żądza posiadania coraz większej i większej ilości kosmetyków.

Pierwszy grudnia, pierwsze zakupy, siedem kosmetyków.... Aż boję się myśleć, ile nowości trafi do mojej kosmetyczki do końca miesiąca.

Nie byłabym sobą, gdybym nie rzuciła się na szafę Essence (chociaż to moje pierwsze esencje). Przez pierwsze 10 sekund pożerałam ją wzrokiem, a później po prostu wrzuciłam dwa kosmetyki z limitowanej edycji Vampire's Love. Był to upragniony, ukochany i najpiękniejszy puder rozświetlający Essence Vampire's Love Shimmer Powder 01 lil'vampire oraz wyczekiwany lakier do paznokci w odcieniu 02 Into the dark. Czas pokaże, jak się będą sprawowały.

Koniec makijażowych zakupów? Skądże. Odebrałam moje mini zamówienie z Oriflame, czyli krem korekcyjny Pure Skin Hide&Treat. który ma pomagać w leczeniu wyprysków, maskować je i zabezpieczać (coś czuję, że to kompletny bubel).
Uwzięłam się również na disnejowski błyszczyk H&M Disney Vanilla Lipgloss. Urzekło mnie opakowanie - w domu odkryłam, że pachnie wanilią, którą kocham :)

Kupiłam też trzy kosmetyki z serii potrzebnych, więc zakup usprawiedliwiony :)