Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lirene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lirene. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2014

Cudów nie ma | Lirene Dermoprogram Pielęgnacja oczyszczająca Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu z witaminą C

Płyn micelarny w moim przypadku nie należy do kosmetyków używanych codzienne. Praktycznie się nie maluję, zdarza mi się (ale niezwykle rzadko) użyć korektora lub kredki do brwi, a jak wiadomo, wieczorem trzeba się tego pozbyć bez względu na ilość. Płyn Lirene ósmym cudem świata nie jest, tragedii jednak nie ma. Zacznę więc od plusów, bo takowe posiada. Jednym z nich jest butelka - przezroczysta, bez zbędnych udziwnień, z wgłębieniem ułatwiającym otwieranie. Nie trzeba się siłować ani łamać paznokci aby wydobyć zawartość, a jednocześnie nie ma obaw, że kosmetyk się wyleje. Produkt ma - jakżeby inaczej - konsystencję wody, bezproblemowo się rozprowadza. Z jakimkolwiek makijażem radzi sobie średnio, właściwie bardziej rozmazuje niż myje. Całkiem nieźle sprawdza się jednak w roli toniku, lekko odświeża skórę. Niestety, odrobinę się klei, ale to uczucie znika po upływie kilku minut. Nie podrażnia, nie szczypie w oczy. Zapach jest bardzo, bardzo delikatny i zupełnie nie przeszkadza w użytkowaniu ani nie odrzuca.


Płyn ani mnie nie zachwycił, co chyba dało się wywnioskować z mojego wcześniejszego wywodu :) Nie jest jednak najgorszy, zużyję bez problemu i pożegnamy się na zawsze.

Produkt otrzymałam do recenzji od sklepu superkoszyk.pl, jednak nie wpływa to w żaden sposób na moją opinię.

Znacie ten płyn? Wolicie płyny micelarne czy mleczka?

wtorek, 1 kwietnia 2014

Lutowo - marcowe zużycia

Nadszedł czas na podsumowanie zużyć z dwóch ostatnich miesięcy. Trochę się tego nazbierało, więc nie będę gadać o bzdurach, tylko od razu przejdę do rzeczy :)


Balea Feuchtigkeits Spülung Mango + Aloe Vera - dobra odżywka, zużyłam drugie opakowanie. Nie działa szczególnie mocno, lekko nawilża i wygładza, nadaje blasku. Nie obciąża, włosy po jej użyciu są bardzo lekkie. Powiedziałabym nawet, że aż zbyt lekkie. Moim kosmykom zdecydowanie potrzeba dociążenia, ale ten produkt tego nie daje. Przepięknie pachnie, idealnie odwzorowana woń świeżego, soczystego mango. Niestety, nie utrzymuje się po spłukaniu. Ogółem odżywka działa pozytywnie, jest świetna na co dzień. Możliwe, że jeszcze kiedyś się na nią skuszę.

Ziaja Masło Kakaowe Szampon wygładzający - to moje drugie zużyte opakowanie. Póki co najlepszy jaki miałam do mocniejszego oczyszczenia (zawiera SLS). Bardzo dobrze oczyszcza, zmywa kurz, oleje, serum silikonowe, wszelkie zanieczyszczenia. Nie przesusza włosów ani skóry głowy. Po myciu konieczne jest zastosowanie odżywki, zresztą jak po każdym innym szamponie. Pięknie pachnie, słodko, ale nie jest to jeszcze mdlący, klejący, ulepkowaty aromat. Szampon jest średnio gęsty, dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Nie zawiera silikonów, a to dla mnie priorytet, jeśli o szampony chodzi. 

Ziaja Maska Intensywne Wygładzanie - chyba najlepsza maska, jaką kiedykolwiek miałam. Przebiła nawet mojego ulubionego Kallosa Latte, a to niezły wyczyn. Faktycznie wygładza i to całkiem porządnie, włosy mniej się puszą, są miękkie i bardzo błyszczące. Dodatkowo nawilża i trochę ujarzmia, łatwiej ułożyć je w jakąś sensowną fryzurę. Konsystencja bardzo gęsta, bogata, rozprowadzała się bezproblemowo i tak samo spłukiwała. Zapach nie należał do najpiękniejszych, był typowo kosmetyczny, ale znośny. Z pewnością spotkamy się ponownie.

Ziaja Maska Intensywny Kolor - włosów nigdy nie farbowałam i póki co nie zamierzam. Maski używała też moja mama, która farbuje się regularnie, ale większą część opakowania zużyłam ja. Produkt trochę nawilża włosy i nadaje im blasku, ale w moim przypadku na tym kończy się jej działanie. Zapach jest podobny jak w wersji wygładzającej, konsystencja również. Ogółem maska krzywdy mi nie zrobiła, ale więcej się nie skuszę, żeby używać.


Gracja Krem do rąk Odżywczy Oliwkowy - kupując go myślałam, że będzie beznadziejny, okazał się jednak nie najgorszy. Był dość gęsty, jednak łatwo się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Nie pozostawiał tłustego filmu, było jednak czuć, że jakiś produkt został zaaplikowany. Pachniał delikatnie, kosmetycznie, po wchłonięciu stawał się niewyczuwalny. W kwestii odżywiania i nawilżania sprawdzał się całkiem nieźle. Pomagał zniwelować suchość, zmiękczał skórę i nadawał jej gładkości. Nie przesuszał ani nie podrażniał, co niektórym kremom się zdarza.

Lirene Witaminowy krem do rąk Odżywienie - przeciętny, cudów nie zrobił, ale tragedii też nie było. Konsystencja średnio gęsta, dobrze się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Nie pozostawiał tłustego filmu. Lekko nawilżał skórę, w szczególnie mocno przesuszonych miejscach nie podrażniał, delikatnie odżywiał. Zapach lekki, nienachalny, zupełnie mi nie przeszkadzał. Jak już mówiłam, krem należy do przeciętnych, ale z pozytywnym działaniem.

Lirene Krem dla zniszczonych dłoni Ratunek 10% Shea Butter - zdecydowanie najlepszy z prezentowanej dziś trójki. Dobrze nawilżał i odżywiał skórę, niwelował uczucie suchości. Nadawał miękkości i gładkości. Bardzo dobrze działał na skórki przy paznokciach. Był gęsty, ale szybko się wchłaniał. Jedynym minusem jaki zaobserwowałam jest fakt, że produkt nie należy do wydajnych, co zapewne leży po stronie pojemności - tylko 50ml.


Ziaja Ziajka Żel do mycia ciała i włosów dla dzieci hypoalergiczny - kupiłam jako zastępstwo dla rossmannowskiego BabyDream'u (BabyDream'a?). Używałam zarówno do mycia włosów, jak i do ciała. Kilkakrotnie zdarzyło mi się zastosować go jako żelu do twarzy. W każdej roli sprawdzał się bardzo dobrze. Oczyszczał bez zarzutu, delikatnie, ale dokładnie. Nie podrażniał, nie wysuszał, nie spowodował ataku żadnych niespodzianek na skórze. Pienił się przyzwoicie, nie jak płyn do kąpieli, znośnie. Pachniał bardzo delikatnie, niedrażniąco. Nie zawierał SLS/SLES. Ogółem produkt bardzo przypadł mi do gustu, jednak wolę BabyDream. Nie mam ku temu szczególnych powodów, wydajność jest porównywalna, zwyczajnie wolę BD.

Balea Urea Bodylotion - naprawdę dobry, choć nieidealny. Wyraźnie nawilżał i odżywiał skórę, był idealny na zimę. Nie był ani zbyt lekki, ani zbyt ciężki. Nakładał się bezproblemowo, wchłaniał kilka minut, pozostawiając na skórze znośny film. Nie kleił się, nie był tłusty, ale wyczuwalny. Na szczęście balsamuję się tylko wieczorem, także nie miałam z tym zbytniego problemu. Zapach prawie niewyczuwalny, co dla mnie jest dużym plusem. Ponadto był wydajny, wystarczył mi na kilka miesięcy.

Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch - żelowy ideał, zużyłam już drugie opakowanie i mam ochotę na więcej. Przepiękny, świeży, energetyzujący zapach świeżego rabarbaru połączonego z delikatną, mleczną nutą. Niezwykły, mocno wyczuwalny podczas mycia, po zmyciu na skórze już nie. Żel ma średnio gęstą konsystencję, bardzo dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Świetnie oczyszcza skórę, nie wysusza, pozostawia ją miękką i gładką. Polecam wszystkim, a sama z pewnością kupię jeszcze raz, i kolejny, i następny.

  
Perfecta Oczyszczanie Peeling drobnoziarnisty - ulubiony, zdecydowanie najlepszy z dotychczas przetestowanych. Bardzo dobrze wygładza i oczyszcza skórę. Pomaga się pozbyć suchych skórek, niestety nie wszystkich, ale przy regularnym stosowaniu efekt staje się bardziej widoczny. Ma małe, ale ostre drobinki, które naprawdę działają. Nie podrażnia skóry, nie zapycha. Z pewnością kupię kolejne opakowanie.

BeBeauty Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu - kiedyś używałam jako toniku, później zaprzestałam i moja skóra jest mi za to wdzięczna. Chociaż nie powiem, bardzo przyjemnie oczyszcza. Jeśli zaś o demakijaż chodzi, zmywa wszystko i robi to bardzo dokładnie. Niestety, gdy dostanie się do oka, piecze niemiłosiernie. Możliwe, że kupię ponownie, chociaż nie jestem tego pewna.

BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy - ulubiony. Mogą się przy nim schować droższe, trudniej dostępne żele. Nie zawiera drobinek, mimo to bardzo dobrze oczyszcza, zmiękcza i lekko wygładza skórę. Zauważalnie łagodzi podrażnienia, nie jest sprawcą kolejnych. Bardzo przyjemnie pachnie. To moje drugie zużyte opakowanie i z pewnością zaopatrzę się w kolejne. 


Keo Karpin Hair Oil - butelka po Amli, gdyby komuś była ta informacja potrzebna. Co do oleju - całkiem przyjemny w działaniu, nadawał włosom blasku i miękkości. Nie wysuszał skalpu, ogółem nie spowodował żadnych nieprzyjemnych efektów. Pachniał ziołowo, dość intensywnie, ale znośnie, zapach nie był tak mocny jak w przypadku np. Amli od Dabur. Sprawdzał się całkiem nieźle, chociaż nie przewiduję ponownego spotkania.

Garnier Mineral Intensive 72H Maximum Protection Anti-perspirant - zupełnie się nie sprawdził. Liczyłam na porządną, a właściwie jakąkolwiek ochronę, a takowej nie otrzymałam. Tak, dobrze czytacie, na mnie ten produkt wcale nie działał. Ani nie zmniejszył ilości wydzielania potu, ani nie zniwelował przykrego zapachu. Sam w sobie pachniał połączeniem tanich, bazarkowych perfum z mydłem. Nie polecam, będę szukać czegoś lepszego.

Dove Intensiv Reparatur 1 Minute Kur - Spulung - muszę przyznać, że podchodziłam do niej jak pies do jeża. Okazało się jednak, że zupełnie niepotrzebnie. Kuracja miała gęstą, bogatą konsystencję, dość przyjemnie się nakładała. Zapach w sumie nie najgorszy, typowo kosmetyczny. Co do działania - zmiękczała, nabłyszczała i wygładzała włosy w całkiem przyzwoitym stopniu. Raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.



Isana Nagellack Entferner Mandelduft - najlepszy! Miałam od niego długą przerwę, szukałam czegoś jeszcze lepszego, ale nie ma sobie równych. Zmywa wszystko - kremy, brokaty, piaski (oczywiście z pomocą folii aluminiowej). Lakiery bardzo szybko schodzą z paznokci, nie trzeba się męczyć. Może trochę wysuszać skórki, ale od nawilżania mam krem. Z pewnością kupię kolejną butelkę.

Zmywacz do paznokci z witaminą F - przeciętny, nie tak dobry jak migdałek od Isany. Zmywał lakiery, chociaż przy niektórych trzeba było się sporo napracować. Trochę wysusza, jest niewydajny, ale w razie braku innego jest lepszy niż nic.

Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - absolutnie miłość od pierwszego użycia. A właściwie od pierwszej tubki, bo ta jest już -nastą z kolei. Dla mojej cery nie ma lepszego kremu niż ten. Idealnie matuje, wygładza, pomaga zwalczać wypryski i zapobiega powstawaniu nowych. Kolejne opakowanie już w użyciu.




Tisane Balsam do ust - cztery sztuki zużyte, czyste szaleństwo :) Chyba nie muszę pisać, że uwielbiam? Nie ma nic lepszego - idealnie nawilża, odżywia, chroni. Nie potrzebuję niczego więcej. Kolejne opakowanie już otwarte.



Perfecta Peeling enzymatyczny - świetny, o ile używa się go raz na tydzień, dwa. W moim przypadku przy częstszym stosowaniu zapychał. Ale trzeba przyznać, że wygładza genialnie. Wszystkie nierówności i suche skórki znikają. Polecam, o ile nie macie problemu z zapychaniem.

Barwa Siarkowa Moc Specjalistyczny szampon przeciwłojotokowy antybakteryjny - umyć umył, ale bez szału. Rzadki, pienił się jak na lekarstwo. Łojotoku nie mam (dzięki Bogu!), więc się nie skuszę.

Uff, wreszcie dobrnęłam do końca! A Wam jak poszło zużywanie?

czwartek, 27 marca 2014

Lirene Krem dla zniszczonych dłoni Ratunek 10% Shea Butter

Krem do rąk to kosmetyk absolutnie podstawowy i obowiązkowy, szczególnie w przypadku moich skłonnych do wysychania. Przetestowałam już wiele, lepsze, gorsze, niektóre beznadziejne, inne bardzo dobre. Nie trafiłam jednak jak do tej pory na ideał, ale poszukiwania trwają ciągle i nieprzerwanie. Moim najnowszym nabytkiem jest krem dla zniszczonych dłoni z 10% Shea Butter zwany Ratunkiem od Lirene. Kosmetyk ma małą pojemność, zaledwie 50ml, tubka zatem nie należy do dużych. Jest wykonana ze średnio miękkiego plastiku, wyciska się nie najgorzej, chociaż pod koniec pojawia się problem i trzeba rozciąć tubę, co też uczyniłam, aby dobrać się do resztek. Nakrętka tradycyjnie z klapką domykającą się z charakterystycznym kliknięciem. Krem jest gęsty, ale niemaślany, nieco śliski, łatwo się rozprowadza. Z wchłanianiem nie ma problemu, w przeciągu pięciu minut od aplikacji można wracać do pracy. Nie pozostawia tłustego filmu, nie klei się, ale czuć, że jakiś kosmetyk został zaaplikowany. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co chodzi :) Jeśli zaś o działanie chodzi, jest całkiem nieźle, można nawet powiedzieć, że dość dobrze. Po pierwsze, odżywia skórki przy paznokciach, nie są zeschnięte na wiór. Po drugie, wygładza i zmiękcza, a także odżywia skórę na całych dłoniach. Efekt utrzymuje się, niestety, do kolejnego mycia rąk. Później dłonie stają się prawie takie same, jak przed smarowaniem, ale odrobinę mniej wysuszone. Jeśli miałabym oceniać go w dziesięciostopniowej skali ocen, bez wahania dałabym mu szóstkę. To kosmetyk powyżej przeciętnej, całkiem niezły, ale będę polować dalej. 


Jakie kremy do rąk polecacie? Znacie ten lub inne od Lirene?

niedziela, 6 października 2013

Wrześniowe zużycia

W przeciwieństwie do sierpniowych zużyć wrześniowych dużo nie ma. Dodatkowa zatrważająca wręcz jakość zdjęć co w połączeniu ze zdenkowanymi produktami dało bardzo mizerny efekt. Ogółem ze zużyć jestem średnio zadowolona, jednak jak co miesiąc wszystko pokażę. Przymknijcie oko na byle jakie zdjęcia, może dotrwacie do końca :>


Isana Hair Feuchtigkeits Spulung 
Zacznę od tego, że na moich włosach sprawdza się większość odżywek. Nie wszystkie oczywiście, ale zdecydowana większość działa na nie pozytywnie. Moja czupryna potrafi dosłownie pić wszelakie kuracje. Nawilżająca Isana też przypadła im do gustu. W moim przypadku zaobserwowałam zauważalne wygładzenie i lekkie nawilżenie. Włosy stawały się bardziej błyszczące i miękkie. Niestety nie podołała moim suchym końcówkom, zmiękczyła i delikatnie nawilżyła, jednak przysłowiowego cudu na kiju nie ujrzałam choć nawet na to nie liczyłam. Czupryna została nieco ujarzmiona, lepiej się układała. Zapach odżywki nie jest zbyt piękny, kojarzy mi się z salonem fryzjerskim i płynem do trwałej. Jak dla mnie to jedyny mankament tego kosmetyku, niesamowity nie jest ale spodobał mi się (produkt, nie zapach).

Balea Feuchtigkeits Haarmilch Mango + Aloe Vera  
Z tego produktu byłam bardzo zadowolona, o czym zresztą poinformowałam Was całkiem niedawno (link). Moje włosy lubią odżywki z silikonami, o ile dany kosmetyk posiada przynajmniej 70% innych składników, które silikonami nie są. Mleczko miało świetny, owocowy i bardzo naturalny zapach mango, który raczej nie utrzymuje się na włosach. Produkt wygładza i lekko nawilża, nadaje blasku, nie wysusza. Daje to całkiem niezły efekt, ale bardziej lubię tę odżywkę, ponieważ nie ma silikonów, a choć moje włosy je lubią to wolę nie przesadzać z ich ilością.

BingoSpa Szampon bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli
Wiecie, co najbardziej zdziwiło mnie w tym szamponie? Jego pojemność, bo sto mililitrów to ilość wręcz śmieszna. Właściwości miał całkiem przyjemnie, dobrze oczyszczał i nie wysuszał. Nie wiem, czy dałby radę zmyć olej, gdyż nie testowałam go pod tym względem. Zapach też miły dla nosa, niekoniecznie zachwycający, ale w porządku. Szampon ogółem niezły, choć więcej się nie spotkamy, bo pojemność jest zbyt mała a produkt bardzo niewydajny. 
 ..........

Tisane Balsam do ust
Każdy, kto uważnie czyta mojego bloga wie, że nie ma dla mnie lepszego kosmetyku do pielęgnacji ust. Piszę o nim w postach zakupowych i zużyciowych, umieściłam go w ulubieńcach roku, więc wiadomo, że go uwielbiam. Nic tak dobrze jak Tisane nie nawilża i odżywia moich ust, nadaje im miękkości i gładkości. Jak już napisałam, zużyłam wiele opakowań i nadal będę kupować :)

   Lirene Youngy 20+ Płyn micelarny z tańczącymi drobinkami z wit. E
Kupiłam go ze względu na ciekawie wyglądające drobinki i teraz już wiem, że się więcej nie spotkamy. Nie żeby płyn był zły - po prostu nie spełnia swoich funkcji nawet w 80%. Owszem, nie najgorzej oczyszcza skórę, jednak po użyciu go rano zamiast żelu choć czułam się świeżo, to nie aż tak bardzo, jak chciałam. Prawie wcale nie radzi sobie z usunięciem jakiegokolwiek cienia do powiek, demakijaż najlepiej wykonywać czymś zupełnie innym. Zużyć zużyłam, przyjemnie wyglądał i nawet nieźle pachniał, skóry nie wysuszył, jednak pożegnaliśmy się na zawsze.

 Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Podobnie jak o Tisane, pisałam o nim już wiele razy, ponieważ darzę go ogromnym uwielbieniem. To zdecydowanie najlepszy krem do twarzy, jaki kiedykolwiek używałam. Matuje cerę, lekko ją rozjaśnia, zapobiega powstawaniu wyprysków i leczy już powstałe. Niestety może nieco wysuszać, dlatego na zimę kupię jakiś nawilżacz.


Miss Bezacetonowy zmywacz do paznokci i tipsów
Wbrew zapewnieniom producenta nie nawilża i nie odżywia paznokci, zresztą zarówno ja jak i pewnie większość Was nie wierzę w takie właściwości zmywacza. Ten był całkiem w porządku, zmywał wszystko (brokaty przy pomocy folii aluminiowej). Niestety lekko wysuszał paznokcie, ale to normalne. Buteleczka o pojemności 100ml kosztowała mnie około pięciu złotych, wydaje mi się, że to za dużo, dlatego zapewne wrócę do zielonej Isany.

 Mollon Matt Beauty, Sensique Fantasy Glitter Fireworks, Delia Las Vegas 500
Nareszcie dojrzałam do tego, aby wyrzucić zaschnięte, zgęstniałe i w większości zużyte lakiery, którymi nie mogę już malować paznokci, gdyż jest ich za mało w buteleczce. Do kosza poszły trzy bardzo ładne emalie, ale pozbyłam się ich z powodu zgęstnienia (Molon), bardzo dużego zużycia połączonego z zachnięciem (Sensique i Delia). Lubiłam je, ale raczej nie będę tęsknić.

+ zwykły, wysuszający zmywacz o przeciętnych właściwościach


Luksja, Care Pro Nourish, Shower Milk (z olejkiem z dyni)
Próbka mała, nie starczyła nawet na umycie całego ciała. Żel okazał się być w porządku, niezbyt gęsty, kremowy, lekko się pienił. Zapach delikatny, przyjemny. Raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie, nie kusi mnie, a zresztą mam zapasy, które muszę zużyć.

 Avon Solutions A.m. & p.m. Ageless Results Day Cream SPF 15 and Night Cream
Nie polubiliśmy się zbytnio i jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam się go pozbyć. Kremy, bo pudełeczko było podzielone na dwie części, nieco nawilżały i wygładzały skórę, ale nie na tyle, ile potrzebuję. Obie wersje długo się wchłaniały i długo błyszczały, a co najgorsze - po dostaniu się do oka niemiłosiernie piekły, szczypały, a skoro to krem pod oczy, to chyba nie powinien robić takich efektów. Pożegnałam się z nim mając wielki uśmiech na twarzy, gdyż nie będę musiała się z nim męczyć.

Nivea Pure Effect Aktywna maseczka oczyszczająca
U mnie kompletnie się nie sprawdziła. Spowodowała wysyp, który, jak się na pewno domyślacie, ładnie nie wyglądał. Skóra była sucha i szorstka. Więcej się nie zobaczymy.

Rival de Loop Erdbeer & Vanille Wohlfuhl Pflegemaske
W tym przypadku chciałoby się rzec: mała rzecz, a cieszy! Truskawkowo - waniliowa maseczka bardzo przypadła mojej skórze do gustu. Nawilżyła, odżywiła, wygładziła. Cera była miękka i promienna, ukojona, suchość została zniwelowana. Obyło się bez wysypu i podrażnień. Obecnie jest to mój numer jeden!


A jak Wam poszło denkowanie we wrześniu? 

sobota, 24 sierpnia 2013

Hola Amigos! Lirene Youngy 20+ Płyn micelarny z tańczącymi drobinkami z wit. E

Kto lubi oryginalnie wyglądające kosmetyki, ręka w górę! A może nawet dwie, bo do tańca przydałyby się obie. Nie wydaje się Wam dziwne, że najpierw piszę o mazidłach, a potem o pląsaniu po parkiecie? Fakt, wygląda to i brzmi to dość dziwnie, ale nieczęsto trafia się na tańczącą zawartość butelki. Mnie się jednak udało i chętnie zapoznam Was z tym okazem, choć pewnie na innych blogach nazwa obiła się Wam o oczy. Lirene Youngy 20+ Płyn micelarny z tańczącymi drobinkami z wit. E zapakowano do dość płaskiej butelki o pojemności 200ml i zwieńczonej wygodną nakrętką z klapką. Skrywa ona (klapka, nie butelka) niewielki, minimalnie wypukły otwór wylotowy, przez który wypływa micel. Kolory butli i drobinek są niezwykle optymistyczne. Opakowanie jest przyjemne dla oka, ładne, i co najważniejsze - szczelne. Płyn ma konsystencję wody, jednak w przeciwieństwie do niej zawiera drobinki, które mają milimetr średnicy lub nawet mniej. Przed użyciem należy energicznie wstrząsnąć butelką, otworzyć ją i szybko wylać na płatek kosmetyczny odpowiadającą nam ilość płynu wraz z drobinkami. Kuleczki wypływają w sporej ilości, ale jestem pewna, że wystarczy ich do końca opakowania. W zetknięciu ze skórą rozcierają się nie barwiąc jej. Płyn szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej ani lepiej warstwy.


Zapach jest lekki, ale orzeźwiający. Nie utrzymuje się na skórze zbyt długo. Świetnie nadaje się do odświeżania skóry rano lub jako tonik, gdyż dobrze nawilża i delikatnie oczyszcza skórę. Niestety, jako zmywacz makijażu sprawdza się średnio.Czasem w domu najdzie mnie na makijaż oczu i po danej próbie chcę zmyć cienie, to muszę zużyć wiele wacików i przy okazji sprawić, że oko się zaczerwienia. Na szczęście nie piecze i nie podrażnia. Polubiłam go, ale na pewno nie do zmywania makijażu. 


Płyn z drobinkami jest ciekawym wynalazkiem, jednak raczej nie spotkamy się ponownie. Zużyję go z przyjemnością, ale więcej nie kupię.

Znacie, macie, lubicie?

środa, 31 października 2012

Październikowe zużycia


Przyszedł czas na comiesięczny post denkowy. Mimo iż nie jestem zbyt dumna z ilości zużytych kosmetyków, postanowiłam nie narzekać, gdyż po raz pierwszy udało mi się powstrzymać manię kupowania. W mijającym dzisiejszej nocy miesiącu "wyszło" kilka produktów z mało różnorodnych kategorii, ale myślę, że w następnym będzie ich więcej. Niniejszym zapraszam na tradycyjną notatkę z pustymi opakowaniami :-)

  • BabyDream, Szampon dla dzieci - moje włosy bezapelacyjnie go uwielbiają. Naprawdę dobrze oczyszcza, nie wysusza kosmyków ani skóry głowy. Bardzo porządnie zmywa oleje do ostatniej kropli, pozostawia je lekkie, miękkie i przyjemne w dotyku. Nie obciąża, ale trochę plącze kłaki. Ze względu na rzadką konsystencję jest niezbyt wydajny, ale przy tak niskiej cenie można pozwolić sobie na jego częstszy zakup.
  • Isana, Hair, Odżywka do włosów "Połysk koloru" - używałam jej do pierwszego O w OMO, mimo że nie farbuję włosów i muszę przyznać, że była niczego sobie. Rzeczywiście przydawała blasku, lekko wygładzała i nie powodowała puszenia. Nie zauważyłam wysuszenia ani podrażnienia skóry głowy. Ogólnie rzecz biorąc nie była zła, do tej metody mycia w sam raz.
  • Goldwell, Dual Senses, Rich Repair Conditioner - próbka - użyłam jej tylko na końce, ponieważ moje włosy niekoniecznie lubią silikony na całości. Muszę przyznać, że dość dobrze zabezpiecza, w pewnym stopniu zmniejsza szorstkość i zapobiega puszeniu, ale nie jest to oznaka regeneracji. Mam jeszcze kilka takich probek, więc myślę, że pozwoli mi to na ocenienie produktu w pełni. 
 
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - zużyłam już kolejne opakowanie, świadczy to więc go prawdziwym uwielbieniu. Bardzo dobrze oczyszcza, łagodzi podrażnienia, likwiduje uczucie ściągnięcia. Ponadto lekko nawilża skórę, przywraca odpowiednie pH i przygotowuje na przyjęcie kremu. Myślę, że znalazłam to, czego chciałam i to w całkiem znośnej cenie.
  • Lirene, Oczyszczające mleczko do demakijażu - dość porządny produkt, który niestety nie zagości u mnie ponownie. Zmywał nieźle, nie podrażniał, jednak lekko zapychał i nie domywał w pełni. Miał przyjemny zapach i konsystencję, jednak nie pokochałam go na tyle, aby kupić raz jeszcze.
  • Eveline, Pure Control S.O.S, Antybakteryjny krem nawilżający - początkowo był całkiem dobry, później spowodował atak wyprysków. Niemniej jednak dobrze nawilżał i lekko wygładzał skórę. Jego zapach należał do przyjemnych, niedrażniących. Ostatecznie zużyłam go do stóp, gdzie na pewno nie zaszkodził.
  • Original Source, Seasonal Edition Shower Gel, British Strawberry - zupełnie przeciętny, nie spodobał mi się. Butelka nie miała niekapka jak w tradycyjnych opakowaniach i rzadką, mocno lejącą konsystencję. Ponadto zapach zalatywał dość intensywnie sztucznością. Pienił się dość dobrze, jednak nie była to  wielka piana. Niemniej jednak nie można odmówić mu ładnej szaty graficznej. 
  • Bentley Organic, Calming Body Lotion, Lawenda i rumianek - naprawdę porządny produkt. Dobrze nawilżał, lekko wygładzał, nie pozostawiał tłustego filmu. Mimo rzadkości rozprowadzał się idealnie, szybko wchłaniał. Zapach miał całkiem ładny, specyficzny, kwaskowato-kwiatowo-ziołowy.
  • Dairy Fun, Jogurtowy balsam do ciała o zapachu kokosa - średni kosmetyk o mało ciekawym działaniu. Mimo przyjemnej konsystencji i szybkiego wchłaniania nie przypadł mi do gustu całkowicie. Nawilżał i wygładzał dość lekko, a jego zapach na skórze oscylował pomiędzy zepsutą zieloną herbatą a dymem papierosowym. Jak łatwo sie domyślić, nie pokochałam go.
  • Rival de Loop, Krem nawilżający z efektem matującym - uwielbiam! Świetnie matuje, dobrze nawilża, pomaga zagoić się i przeciwdziałać wypryskom. Jest wydajny, ma ładny zapach i dobrą wydajność. Zdecydowanie nie wyobrażam sobie bez niego życia!
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo lubię za działanie. Rozjaśnia cerę, pomaga zapobiegać wypryskom oraz goić się tym, które już powstały. Ponadto bardzo dobrze matuje i idealnie wtapia się w skórę, wiec można używać go także na dzień.
  • Alterra, Nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem - świetne! Idealnie zmywały, nie podrażniały, mam nawet wrażenie, że nawilżały. Substancje w nich zawarte nie spowodowały zapychania. Nadawały się też do odświeżania skóry w ciągu dnia.
  • Caterine, Płatki kosmetyczne - zwyczajne, dość nieciekawe. Lubiły się rozwarstwiać, ale nie zostawiały włókien na twarzy ani na paznokciach. Były też mało chłonne, gdyż nawet niewielka ilość toniku przeciekała. W związku z tym wydajnością nie grzeszyły.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips x2 - moj ulubiony balsam do ust. Nawilża, natłuszcza, odświeża i odżywia wargi. Pozostawia warstewkę ochronną ze wzgledu na parafinę, która w mazidłach do ust mi nie przeszkadza.
  • Isana, Zmywacz do paznokci bez acetonu - przyjemny, póki co ulubiony. Świetnie zmywa, nie wysusza, jest dość wydajny. Ponadto niezbyt śmierdzący i łatwo dostępny. Bardzo go polubiłam :-)
  • Wibo, Crocodile Skin, 4 - wprawdzie nie zużyłam go, ale dołączyłam do denka jako wyrzutka. Dawał piękny efekt skóry krokodyla, a i kolor miał świetny - burgund. Niestety porobiły się w nim grudki, a to znak, ze czas się rozstać. 
  • Bell, Sun Bronzer - używałam na ramiona i dekolt. Był całkiem przyjemny, jednak nieco za ciemny. Nie robił plam, dobrze się rozprowadzał. Zawierał masę rozświetlających drobinek, a to lubię. Wydajnością nie grzeszył, toteż szybko się zużył.

Nie zużyłam wpradzie masy kosmetyków, ale nie narzekam. Lepsze to, niż nic, chociaż trzy produkty zużyte były trochę na siłę :)

wtorek, 2 października 2012

Mleczkiem go! Lirene Dermoprogram Oczyszczające mleczko do demakijażu twarzy i oczu

Makijaż na mojej twarzy pojawia się niezwykle rzadko, ale jak wiadomo nawet najlepszy trzeba kiedyś zmyć i to najlepiej przeznaczonym do tego produktem. Bardzo ułatwiającym tę czynność preparatem jest oczyszczające mleczko do demakijażu twarzy i oczu Lirene Dermoprogram. Mam swoje powody by tak twierdzić, więc chętnie się nimi z Wami podzielę :-)


Mleczko zamknięte jest w typowe dla produktów Lirene opakowanie, które jest spłaszczone i lekko rozszerzające się ku górze. Nakrętka na "klik" otwiera się wyśmienicie i bezproblemowo, gdyż posiada wgłębienie umożliwiające łatwe korzystanie z produktu bez uszczerbku na paznokciach. Niemal całkowicie spłaszczony aplikator jest prosty w obsłudze i dozuje odpowiednią ilość mleczka. Nic nie wylewa się nadmiernie i uważam to za wielką wygodę. Niestety jest nieprzezroczyste i nie widać poziomu zużycia.

Opakowanie produktu dostało dwie naklejki. Są tak dobrze przyklejone, że dopiero po dokładnym przyjrzeniu się widać ich kontury czy też granice. Nie zaobserwowałam żadnych pęcherzyków, pęknięć czy zadrapań na ich powierzchni. Nadruk całkiem ładny, w przyjemnej dla oka barwie i z delikatnym, kwiatowym wzorem. Całość prezentuje się lekko i nienachalnie i bardzo mi to odpowiada.


Konsystencja jest typowa dla tego typu produktów, a więc lejąca i całkiem sporo gęstsza od wody. Świetnie rozprowadza się po skórze i równie łatwo zmywa. Ponadto bardzo szybko się wchłania i należy zmyć go wodą i żelem, gdyż w przeciwnym razie kosmetyki makijażowi wchłoną się zamiast być usunięty, co może skutkować zanieczyszczeniami i innymi niespodziankami.

Zapach mleczka jest naprawdę przyjemny. Bardzo lekki, przyjemny aromat lipy połączonej z wonią migdałów tworzy miłą dla nosa otoczkę. Dzięki niemu demakijaż nie nastręcza trudności z powodu nieprzyjemnego smrodku. Wręcz przeciwnie - umila tę czynność. Myślę jednak, że na lato byłby zbyt ciężki i zapychający.


Lewa strona - przed użyciem mleczka. Prawa strona - po kilkukrotnym przetarciu wacikiem z produktem Lirene.

Jak widać na powyższym zdjęciu (prawa strona) działanie mleczka jest bardzo dobre. Po pierwszym przetarciu całkowicie zmywa bronzer, cienie i kredkę. Eyeliner poddał się natomiast po trzech. Lipstain osłabł już za drugim razem. Oprócz tego lekko nawilża i minimalnie natłuszcza skórę. Wiąże się to z zapychaniem, gdyż zmywak zawiera parafinę, więc myję nim tylko oczy, a następnie myję cerę żelem. Ponadto lekko wygładza i nadaje efekty satyny.

Opakowanie - 9 - lekkie, poręczne, świetna nakrętka. Konsystencja - 10 - lejąca, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania. Zapach - 9 - przyjemny, odrobinę za ciężki na lato, teraz w sam raz. Działanie - 8 -  dobrze zmywa, nawilża, odrobinę  zapycha, dlatego nie myję nim twarzy, a jedynie oczy. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo dobrej jakości produkt, zdecydowanie warty uwagi!

czwartek, 6 września 2012

Sierpniowe zakupy

Sierpień nie był mocno zakupowym miesiącem - zaopatrzyłam się głównie w kosmetyki najbardziej potrzebne i oczekujące na wypróbowanie, a resztę otrzymałam w ramach wymianek. Skorzystałam też z kilku promocji i wyprzedaży i takim miłym akcentem zakończyłam wakacje :-) Myślę, że jesteście ciekawe moich łupów i zapraszam na prezentację.


  • Eveline, Pure Control SOS, Antybakteryjny krem nawilżający - 10,99
  • Lirene, Mleczko oczyszczające do demakijażu twarzy i oczu - wymiana z anitk4
  • Eveline, Pure Control SOS, Antybakteryjny tonik głęboko oczyszczający - 10,80
  • Biały Jeleń, Fresh&Young, Unisex, Hipoalergiczna pianka do mycia twarzy - 6,99
Zaopatrzyłam się w całkiem dużą armię do oczyszczania twarzy. Króluje tu głównie oczyszczające dwa stepy Eveline, które kupiłam po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji. Muszę przyznać, że sprawują się naprawdę nieźle. Mleczka Lirene używam tylko do demakijażu oczu i doczyszczania szyi/dekoltu z rozświetlacza. Pianka była zupełnie nieplanowanym zakupem i jak się okazało - bardzo trafnym. Używam jej do mycia twarzy, depilacji i dekoltu :-)


  • Asa, Acnefan, krem do pielęgnacji cery trądzikowej - 2x 9,90
  • Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - 6,49
  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z efektem peelingującym - 8,49
  • Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream - wymiana



Kolejna porcja kosmetyków do twarzy :-) Mamy tutaj mój ulubiony krem matujący, ukochany żel do mycia twarzy oraz dobrze działający krem punktowy na wypryski. Ponadto ochraniający młodość zestaw kremów pod oczy Avon w podwójnym opakowaniu - na noc i na dzień. Oczywiście trzech pierwszych produktów używam z powodzeniem, a ostatni pachnie w zapasach :-)


  • Dabur, Vatika, Olej kokosowy - wymiana 
  • Isana, Odżywka wygładzająca do włosów - 5,99
  • Farmona, Jantar, Odżywka do włosów (wcierka) - 8,75
Dzięki wymianie zdobyłam produkt z mojej wishlisty, który chciałam mieć od dawna! Jest nim kokosowy olej Vatiki  zawierający głównie parafinę, ale i olejki. Póki co użyłam go trzy razy i nic nie mogę o nim powiedzieć. Odżywkę Isana uwielbiam, gdyż nadaje moim włosom połysku i sypkości. Wcierka Jantar wpadła w moje łapy przez inne blogerki, ponieważ zachwalały i musiałam mieć.


  • Sensique, Fantasy Glitter, Pink Frosting - 5,49
  • Eveline, Holografic Shine, 407 - 2,99
  • Bell, Air Flow Lotus Effect, szary - 5,99
  • Miss Sporty, Lasting Colours, 385 - wymiana
  • Miss Sporty, Lasting Colours, 390 - wymiana
  • Essence, Colour&Go, Blue addicted - 3,99
Tym razem poszalałam z ilością lakierów - otrzymałam/zakupiłam aż sześć sztuk. Szczególnie bardzo polubiłam dwie różowe emalie Miss Sporty oraz holo Eveline. Szaraczka Bell upolowałam przy okazji wyprzedaży w Biedronce, a Essence w Naturze. Oczywiście spodziewajcie się recenzji tych, których jeszcze nie pokazałam.


  • Avon, Podwójny cień w kremie + eyeliner, Sailor - prezent od Greatdee
  • Joko, Mineral Powder, J06 - 12,00
  • Wibo, Rose Limited Edition, Pomadka, 02 - 1,29
  • Bell, Sun Bronzer Shimmering Powder, 03 - 11,99 
W kwestiach kolorówkowych zakupy niewielkie. Zaopatrzyłam się w prześliczne bronzero-rozświetlacze - jaśniejszy, podwójny z Biedronki, a drugi od Gratdee. Właśnie do niej dostałam liner jako prezent i jestem za to bardzo wdzięczna, chociaż kresek nie robię, ale niebieski cień jest boski! Szminkę Wibo capnęłam w ostatniej chwili i nie żałuję - jest naprawdę ładna!

  •  Isana, Hand Creme, Kamille - 2,79
  • Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - 1,99
  • Marba, Musująca kula do kąpieli z imbirem - 3,99
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - 3x 4,49
  • Essence, Lash & Brow Gel Mascara - wymiana
Tym razem bez kategorii, gdyż są tu różne różności :D Mamy tutaj Isanowy krem z promocji, którego nie polubiłam oraz moje ulubione chusteczki Tami. Ponadto kulę do kąpieli, która pachnie w zapasach, trzy sztuki balsamu do ust, które już zużyłam oraz wymiankowy żel do brwi, bez którego użycia nie wychodzę z domu.


  • Playboy, V.I.P, Mgiełka do ciała dla kobiet - 12,79
Ostatnim produktem jaki nabyłam jest nowy zapach Playboy w mgiełce. Jest niesamowicie kobiecy, seksowny, a zarazem lekki, elegancko-zwariowany. Muszę przyznać, że naprawdę kusi swą wonią i mam zamiar zaopatrzyć się w trwalszy atomizer, gdyż owa mgła utrzymuje się około czterech godzin.


Jak już wspomniałam, nie nakupiłam dużo, a zapłaciłam 135,37 i przyznaję, że jestem z siebie dumna, Nie popełniłam wielkich błędów zabierając ze sobą kosmetyki, które mi nie podpasowały. Większość dobrze mi służy i mam nadzieję, że będzie tak aż do dna.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Lipcowe zużycia


Lipiec nie błogosławił moim zużyciom i czasem na nie, więc wydenkowałam niedużo. Niemniej jednak jestem zadowolona, gdyż "wyszło" trochę zalegających mi produktów. Ilość denek nie jest równomierna do ilości zakupów, ale co tam :) Następnym razem będzie lepiej.


Zaczniemy od produktów w saszetkach i małych opakowaniach, a później przejdziemy do większych :)

  • Cashmir, Cotton 100%, 120 płatków kosmetycznych - tradycyjne, najzwyklejsze waciki w dużej paczce. Całkiem nieźle nadają się do zmywania makijażu i paznokci, ponieważ zbytnio się nie rozwarstwiają. Tylko czasem wychodzi z nich pojedynczy włosek waty. Ogólnie rzecz biorąc całkiem przyjemne w użytkowaniu.
  • Eveline, Profesjonalny peeling i maska-serum do rąk - znalazłam ten saszetkowy zestaw w którejś z paczek. Z racji swojej formy jest dość niewygodny w użytkowaniu i niewydajny, ponieważ część płynu wylewa się przy otwieraniu. Jeśli o działanie chodzi, oceniam je na plus. Przyjemnie wygładza i odżywia skórę dłoni.
  • Dada, Premium, Lavender, Chusteczki nawilżane - świetne! Naprawdę duże, miękkie i wygodne w użytkowaniu. Mokre od pierwszej do ostatniej sztuki, zero suchości. Nie wysuszają, nie podrażniają. Nadają się do oczyszczania rąk, stóp, okolic intymnych.
  •  Dalan, Multi Care Soap, Almond Extract & Milk - nie spodziewałam się po nim wiele, ale mimo to się zawiodłam, gdyż myjak okropnie śmierdzi! Woń mydła to coś pomiędzy trupim, zwietrzałym mydłem a mdłym, ciepłym mlekiem. Ponadto podstawowe funkcje spełnia.
  •  Gemi, Pasta Lassari - wspomaga mnie w walce z wypryskami. Całkiem dobrze podsusza pryszcze, odkaża je i sprawia, że szybciej się goją. Sprawdza się też na otarcia i zadrapania.
  • Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - uwielbiam! Świetnie nadają się do noszenia w torebce i używania w sytuacjach awaryjnych. Szczególnie dobrze sprawdzają się do wycierania rąk, stóp i miejsc narażonych na atak bakterii nie tylko na skórze.
  •  Sudopharma, Sudomax, Krem antybakteryjny dla dzieci i dorosłych - próbka - pierwsza próbka dupe'a Sudocremu. Nie sprawdził się jako preparat punktowy na wypryski - wyciągnął je go wierzchy i sprawił, że zrobiły się z nich podskórne gule.
  • Biały Jeleń, Mydło naturalne, Premium, Z czarnym bzem i lnem - naprawdę porządne. Świetnie nadaje się do mycia całego ciała, gdyż dobrze się pieni i nie ma brzydkiego smrodku. Pachnie bzem, a więc bardzo przyjemnie :)
  •  Apart, Hipoalergiczne mydło w płynie, Algi i goji - całkiem przyjemne. Miało fajną, kremową konsystencję, dzięki której powstawała gęsta piana. Ponadto zapach naprawdę przyjemny, lekki, odświeżający, w sam raz na lato.
  • Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała - wspaniała! Świetnie pachniała, niemal wcale niechemicznie, aż chciało się jeść arbuza. Odświeżała na krótko, zapewniając chwilowy deszczyk ;) Idealna na lato, pomagała mi przeżyć w upale.
  • Dove, Silky Nourishment Body Lotion for Silky Skin with a Shimmering Glow - uwielbiam i pewnie jeszcze do niego wrócę :) Lekko, ale dostatecznie nawilża, na lato w sam raz. Ponadto miał prześliczne złote drobinki, absolutnie nienachalne i nietandetne. Sprawiał, że skóra lśniła w słońcu, ato lubię.
  • Kolastyna, Refresh, Żel do mycia twarzy - średniak. Kusił mnie i kusił, aż w końcu się udało. Żel przyjemnie pachnie męską pianką do golenia, jednak ulatnia się ze skóry po pewnym czasie. Dobrze się pieni, fajnie oczyszcza, łatwo go zmyć. Skóra promienieje czystością! Niestety, po dwóch tygodniach używania spowodował wysyp pryszczy.
  • Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - mój ulubieniec! Świetnie matuje, nawilża, w pewnym stopniu pomaga zapobiegać wypryskom. Latem jednak wolę używać go na noc, bo na dzień wydaje mi się zbyt ciężki :)
  • Oriflame, Strawberry&Cream, Scented Hand Cream - całkiem niezły, polubiłam. Spodobał mi się jego przebłysk kwaskowatości w syntetycznym dusicielu :D Ładnie nawilżał i wygładzał dłonie, dając uczucie satynowego dotyku.
  • Lirene, Ochronny krem do rąk, Skóra sucha - naprawdę przyjemny w użytkowaniu, moja sucha skóra go polubiła. Świetnie nawilżał, chronił przed wysuszeniem na wiór i szybko się wchłaniał. Nie pozostawiał tłustej warstwy ani lepkiego filmu.
  • Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft - najlepszy zmywacz pod słońcem. Świetnie zmywa wszelakie lakiery, nawet brokatowe. Po dłuższym używaniu lekko przesusza paznokcie, więc zużyłam tę butelkę i dałam mu spokój na jakiś czas. Ponadto jest bardzo niewydajny.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera And Mentol - uwielbiam. Świetnie nawilża usta i chroni je. Nie regenereje w pełni, tylko przyspiesza ten proces. Delikatnie, przyjemnie chłodzi wargi. Jest całkiem wydajny, ale jak widać poszły aż cztery sztuki.
  • My Secret, Lash&Brow Repair - przez pierwszy miesiąc używania do rzęs przyniósł naprawdę niezłe efekty. Włoski wydłużyły się, jednak inne zaczęły wypadać i plątać się. Zużyłam go do brwi, jednak tam nie przyniósł żadnych efektów.
  •  Avon, Infinite Monent For Her - próbka - bardzo kobiece i eleganckie, jednak brakuje im szczypty erotyki, seksowności. Średnio ciężkie, jednak na lato mi nie pasowały.
  • Elissa, Pasta Lassari - działa tak samo jak pasta firmy Gemi, którą też zużyłam. Jest jednak niewydajna i mniej opłacalna. 
  •  Bros, Żel łagodzący ukąszenia - rzeczywiście łagodzi podrażnienia i świąd spowodowane ugryzieniami owadów. Bardzo przyjemnie chłodzi skórę, odświeża i odkaża.

wtorek, 12 czerwca 2012

Hikki dostała BlogBoxa!

Z przyjemnością oznajmiam, że dzisiaj w godzinach przedpołudniowych otrzymałam paczkę zwaną BlogBox! Jestem zdziwiona, że tak szybko dotarła, ale też niezmiernie szczęśliwa, bo produkty, które wiwi89 z bloga To, co kobiety lubią najbardziej umieściła w pudełku są w pełni dostosowane do moich potrzeb! Tak więc dziękuję Ci bardzo i zapraszam Was do oglądania.


Jak widać na powyższym zdjęciu dziewczyna spisała się na medal! Balsam do ciała akurat wczoraj mi się skończył, krem do rąk jest dogorywający, a tak pięknego koloru błyszczyka jeszcze nigdy nie miałam! Naprawdę wszystko idealnie trafia w mój gust!


Soraya, Mleczko do ciała, Sceniczne, Silnie ujędrniające, Anti-Ageing, 25+ - do osiągnięcia wieku lat dwudziestu pięciu sporo mi brakuje, jednak cellulit i niezbyt jędrna skóra dają o sobie znać. Sama prawdopodobnie nigdy bym go nie kupiła, ale wygląda bardzo obiecująco i ma dobre oceny na KWC! Ponadto opakowanie jest naprawdę duże, bo aż 400ml i mam nadzieję, że wystarczy na długo.


Lirene, Dermoprogram, Skóra sucha, Krem ochronny - daktylowy - o tych kremach słyszałam wiele dobrego i prawdopodobnie w dalekiej przyszłości kupiłabym go, lecz wiwi89 wyręczyła mnie w tym. Produkt ma ładną szatę graficzną, poręczną tubkę oraz bardzo przyjemny zapach.


Max Factor, Max Effect Gloss Cube, 01 Soft Rose - jestem bardzo zadowolona z faktu, że w moim boxie znalazł się błyszczyk w tym kolorze i tej marki. Sama zapewne nigdy nie zwróciłabym uwagi, ale i tak już go polubiłam. Ma bardzo delikatny kolor, właściwie tylko nadaje ustom lekko mleczny wygląd. Ponadto nie klei się i nie wysusza po pierwszym użyciu. Opakowanie wygląda bardzo profesjonalnie!


Eveline, Hand&Nail Therapy Professional, Profesjonalny peeling do rąk oraz profesjonalna maska-serum do rąk - kolejny produkt do rąk i do tego niezwykle interesujący głównie przez swoją formę. Ma za zadanie zapewniać dłoniom natychmiastowy ratunek i efekt niewidzialnych rękawiczek. Mam nadzieję, że dobrze się spisze.


Jak widać na powyższym zdjęciu dostałam aż sześć próbek! Znalazły się tam kremy do twarzy - Vichy Normaderm i Idealia, Garnier Vital Restore, Yves Rocher Sebo Specific Ultra Mat oraz żel pod prysznic Adidas for Woman Hydrating Shower Gel Micro Pearls Exfoliating - Smooth.

Jestem bardzo zadowolona z zawartości mojego pudełka i wszystko chętnie przetestuję!