Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 stycznia 2013

Styczniowe zużycia

Jak ten czas szybko leci! Znów mamy koniec miesiąca i czas na kolejną porcję zużyć. Jest ich więcej niż w grudniu i w pełnym stopniu zadowala mnie ta ilość. Wspomagał mnie głównie Projekt Denko umieszczony w blogowych zakładkach, ale nie tylko, gdyż "wyszło"  też kilka rzeczy, które nie były zamieszczone na wymienionej stronie. Ogółem zdenkowanych produktów jest sporo, w tym całkiem niemała liczba odkryć, do których zamierzam powrócić w najbliższym czasie.


Dabur, Vatika, Coconut Enriched Hair Oil - mój pierwszy olej, który nakładałam na długość włosów. Czasami lądował także na skalpie. Jego działanie było całkiem przyjemne, gdyż lekko nabłyszczał i trochę nawilżał. Na pewno też odżywiał, chociaż na efekty trzeba było poczekać kilka - kilkanaście użyć. Polubiłam go za niezły zapach, który utrzymywał się przez kilka godzin po umyciu. Jego konsystencja była bardzo płynna, ale dobrze się rozprowadzał i łatwo zmywał, ale raczej nie kupię go ponownie.

BabyLove, Mildes Shampoo - odpowiednik BabyDream'u prosto z niemieckiej DM. Był całkiem przyjemny, dobrze zmywał oleje, nie wysuszał, nieco plątał, tworzył sporą ilość piany. Naprawdę dobry produkt, jednak nie różni się niczym od Rossmannowskiego BD. Nie widzę powodu, dla którego miałabym go zamawiać i nie kupię ponownie.

Balea, Feuchtigkeits Spulung, Mango + Aloe Vera - wielkie, zaskakujące odkrycie! Póki co najlepsza i najtańsza odżywka jaką kiedykolwiek miałam. Była bardzo lekka, śliska, rzadka, bez silikonów. Działanie jak marzenie! Naprawdę dobrze nawilżała, odżywiała i nabłyszczała włosy, wygładzała i zmiękczała. Ponadto miała cudowny, naturalny zapach! Z pewnością kupię ponownie i to nie raz! 


Ziaja, Tintin, Tonik antybakteryjny - podchodziłam do niego jak pies do jeża, ale ostatecznie nawet polubiłam. Przyjemnie oczyszczał i odświeżał cerę, lekko nawilżał. Nie powodował namiernego przetłuszczania ani ataku wyprysków. Miał ładny, ziołowy zapach, który szybko ulatniał się ze skóry. Nie zachwycił mnie jednak niczym szczególnym, więc nie kupię ponownie.

Sun Ozon, Mleczko do opalania SPF30 - długo się z nim męczyłam stosując w roli balsamu po kąpieli. Lekko nawilżał i wygładzał, ale pozostawiał tępo - tłusty film, którego wręcz nie mogłam znieść. W lecie sprawdzał się nieźle, dostatecznie chronił przed słońcem. Spodobał  mi się jego zapach panthenolu. Nie kupię ponownie, gdyż już sama myśl o ponownym używaniu napawa mnie odrazą.

Dairy Fun, Milky Powder, Pineapple - ciekawy jako urozmaicenie kąpieli, jednak na dłuższą metę nudny. jego zapach był sztuczny i duszący, kompletnie nie związany z ananasem. Coś tam zajeżdżało cytrusami :D Sprawiał, że woda była "śliska", z minimalną ilością rzadkiej, znikającej w mgnieniu oka pianą i lekko zażółcona. Niestety nie widzę zbyt wielu pozytywów, chociaż w recenzji oceniłam go 8/10. Nie kupię ponownie, nie spodobał mi się zbytnio, a pisząc recenzję byłam dopiero w połowie opakowania.


Zmywacz do paznokci z olejkiem z wiesiołka - zwykły, przeciętny myjak. Lakiery zmywał przeciętnie, te z brokatem musiałam usuwać przy pomocy folii aluminiowej. Śmierdział jak większość zmywaczy, mocno, ale do zniesienia. Nie wysuszył paznokci, nie spowodował żadnych szkód. Raczej nie kupię ponownie, chyba że będę w wielkiej potrzebie.

Zmywacz do paznokci z witaminą F, glicerynowo - natłuszczający - przypadek identyczny jak powyżej. Niewydajny, śmierdzący, niewysuszający. Ogółem w razie potrzeby ujdzie, ale wolę różową Isanę. Nie kupię ponownie, chyba że nie trafię na nic innego w razie silnej potrzeby.

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo go lubię, zużyłam kolejne opakowanie. Nakładam zarówno punktowo, jak i na całą twarz i spisuje się równie dobrze. Wysusza wypryski, likwiduje podrażnienia i jest przy tym bardzo łagodny. Kupię ponownie, a nawet zaopatruję się w niego regularnie.

Palmolive, Naturals, Mydło toaletowe, Mięta i eukaliptus - nie lubię mydeł Palmolive, dla mnie wszystkie mają niemal identyczne, mdłe zapachy. W tym przypadku nie było lepiej. Działanie tradycyjne, myło bez fajerwerków. Niewielka piana, skóra tępa, ale dobrze oczyszczona. Nie kupię ponownie, miałam kilka wersji i za każdym razem klapa.


Essence, 24h Hand Protection Balm, Winter Edition, Caramel Hot Chocolate  - działanie miał świetne, dobrze nawilżał, odżywiał i regenerował dłonie. Szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej warstwy i ładnie wygładzał. Zapach był jednak niezbyt przyjemny, nieco chemiczny, kremowo - kosmetyczny. Kupiłabym ponownie, ale w innej wersji zapachowej.

Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - działanie całkiem w porządku, niezłe odżywienie i nawilżenie. Zapach nie najgorszy, żurawinowo - miodowy, ale dla mnie trochę męczący. Wolałam wersję imbirową, do której wrócę, ale tej nie kupię ponownie.

Oriflame, Christmas Suprises, Spiced Oranges, Scented Hand Cream - rzadki krem o brzoskwiniowym kolorze i nijakim zapachu. Czuć było kosmetyczną woń, która przy pomarańczach nawet nie leżała. Działanie niezłe na co dzień, dobrze wygładzał i lekko nawilżał. Nie kupię ponownie, wolę gęstsze i lepiej pachnące mazidła.

   
W7, Sliders Lip Balm, Saucy Strawberry - przeciętny balsam w cudnym, retro opakowaniu z wysuwanym pojemniczkiem. Lekko nawilżał, nadawał ładnego koloru, jednak nie traktowałam go jak odżywczego mazidła, którym i tak nie był. Nie kupię ponownie, choć kuszą mnie pozostałe wersje.

Avene, Łagodne mleczko do demakijażu -  najlepszy zmywacz do makijażu jaki kiedykolwiek miałam! Szybko i łagodnie czyści z zabrudzeń, cieni i innych kosmetyków kolorowych.  Nie podrażnia. Nie kupię ponownie, gdyż wolę przezroczyste płyny, z którymi nie trzeba się paprać jak z mleczkami :)

Tisane, Balsam do ust x2 - bardzo gu lubię, dobrze odżywia i nawilża usta. Ma przyjemną konsystencję i miodowy zapach. Łatwo się rozprowadza i nie zbiera w załamaniach. Z pewnością kupię ponownie.

SVR, Lysalpha, Gel Moussant Purifiant - spora, 15ml próbka sprawiła, że chętnie zaopatrzyłabym się w pełnowymiarową wersję. Jest rzadki, ale dobrze się rozprowadza i spłukuje. Dobrze oczyszcza skórę, nie zapycha. Jedynie zapach ma podobny do płynu do mycia naczyń, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Chętnie  kupiłabym pełną wersję.

Avene, Cold Cream, Krem do cery bardzo suchej - ze względu na parafinę stosowałam go w roli kremu do rąk. Zauważyłam jednak nie tyle odżywienie, co natłuszczenie. Wchłaniał się powoli, nie podrażnił. Nie kupiłabym pełnowymiarowej wersji, gdyż nie spodobał mi się.


AA, Prestige Body Fit, Nawilżający balsam do ciała anti-ageing - miał świetną konsystencję, szybko się wchłonął, natychmiastowo wygładził i nie podrażnił. Nie wiem, jak działa na dłuższą metę, ale nie kupiłabym ponownie.

Bella, Cotton, Płatki higieniczne - zwyczajne, szybko się rozrywały, przeciekały i rozwarstwiały. Raczej nie kupię ponownie, poszukam lepszych.

Rebi-Dental, Herbal, Pasta do zębów - całkiem niezła, choć z początku było mi trudno się do niej przyzwyczaić. Jest zupełnie nieszkodliwa, ładnie myje i nie podrażnia. Jedynym mankamentem jest fakt, że prawie w ogóle nie wybiela przy dłuższym stosowaniu. Nie kupię ponownie.


Ziaja, Med, Kuracja przeciwświądowa, Szampon łagodzący x2 - przyjemny szampony z zawartością SLS. Bardzo dobrez oczyszcza, nie podrażnia i o dziwo nie wysusza. Włosy po użyciu są miękkie, elastyczne, nie plączą się. Planuję kupić pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Krem do cery suchej z bio-olejkami i mleczko do ciała z bio-olejkami - oba zastosowałam na ciało. Bardzo przyjemnie nawilżyły i odżywiły skórę. Myślę nad kupnem pełnej wersji mleczka, wydaje się być świetne.
Ziaja, Maska Intensywne Wygładzanie, Do włosów niesfornych x2 - maska z silikonami, dobrze działające na me kłaki. Nieźle je dyscyplinuje i wygładza, nie wysusza, jednak nie kupię ponownie.


Ziaja, Ziajka, Żel do mycia ciała i włosów - przyjemny żel, działa jak szampon BabyDream. Dobrze i dokładnie myje, zmywa oleje. Kupię pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - miałam pełnowymiarową wersję. Dla mnie to zupełnie przeciętny, poprawny żel, którego nie kupię ponownie.

Perfecta, Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty - hit! Świetnie wygładza, nie zapycha i nie podrażnia. Saszetka wystarcza na trzy użycia, ale planuję kupić wersję w tubie.

Oxedermil, Krem na pękające pięty - tłusty, mocno nawilżający, z dużą zawartością mocznika. Nie kupię ponownie.

Jadwiga, Polski naturalny peeling - cudo! Świetnie wygładził, zmiękczył i rozjaśnił cerę. Z chęcią kupiłabym pełnowymiarową wersję.


Cieszę się z ilości użytych w styczniu kosmetyków i mam nadzieję, że Wam też dobrze poszło :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Podsumowanie akcji "Jesienne umilacze"

Wczoraj minął czas, w którym mogłyśmy zamieszczać recenzje kosmetyków umilających zimną jesień. Przyszła więc chwila na zaprezentowanie swoich ulubieńców kąpielowo - pielęgnacyjnych i zamierzam to uczynić w dzisiejszym poście. Wprawdzie nie udało mi się użyć lub wypróbować wszystkich produktów przeznaczonych na akcję, ale uważam, iż dobrze się stało, że wzięłam udział w "Jesiennych umilaczach".


Początkowo moja grupka prezentowała się dokładnie tak, jak na powyższym zdjęciu. Niestety nie zdążyłam przetestować wielu z nich, m.in.: żelu Original Source, mandarynkowej kąpieli BingoSpa oraz pudrowej kuli Body Club. Ponadto nie używałam w tym czasie peelingów ani balsamów o interesujących zapachach, toteż moja lista będzie mocno uszczuplona.

Podczas akcji mogłyście przeczytać o kosmetykach takich jak:

Przed rozpoczęciem tagu również zamieściłam recenzje wielu pachnideł, które znajdziecie w linkach poniżej:

Wprawdzie nie udało mi się wyłonić top czwórki z obecnie stosowanych produktów, ale z tych używanych w przeszłości i teraz - owszem, mimo że jest to top siódemka!


Bardzo cieszę się z faktu, że wzięłam udział w akcji i dziękuję za jej zorganizowanie wspaniałomyślnej Malinie!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Listopadowe zakupy

Zużycia i włosowa aktualizacja już były, czas więc na zakupowe podsumowanie. Jestem z siebie bardzo zadowolona, ponieważ wydałam naprawdę niewiele, korzystając z wymiany i promocji, a zyskałam wiele ciekawych smaczków. Szczególnie cieszę się z produktów zagranicznych oraz umilających kąpiel, o czym przekonacie się w dalszej części notatki.


  • Ziaja, Kokosowa terapia skóry i zmysłów, Mleczko pod prysznic - 6,99
  • Joanna, Naturia, Olejek do kąpieli i pod prysznic, Kawa i śmietanka - 5,6
  • Original Source, Seasonal Edition, Plum & Maple Syrup, Shower Gel - 5,99
Jak widać na załączonym poniżej zdjęciu zaopatrzyłam się w niewielką armię kąpielowych umilaczy o naprawdę pięknych zapachach. Ziajowe mleczko rzeczywiście pachnie wiórkami kokosowymi, a olejek Joanny słodką kawą. Upragniony żel OS nie został jeszcze przetestowany, ale zapach ma obłędny. Nie mogę się już odczekać prysznica z nim w roli głównej!


  • BabyDream, Szampon dla dzieci - 3,87
  • Farmona, Herbal Care, Lniana odżywka do włosów - 6,75
Szampon z Rossmanna jest moim niekwestionowanym, uniwersalnym ulubieńcem. Nie podrażnia i nie wysusza, nadaje objętości i miękkości. Odżywkę Farmony wzięłam na spróbowanie po tym, jak Anwen wspomniała o niej na blogu. Póki co sprawdza się naprawdę bardzo dobrze, a użyłam jej dopiero pięć razy, więc jakby nie było, wszystko przede mną :)


  • Essence, Snow White, Special Effect Topper, 01 Evil Queen
  • p2, What's Up? Beach Babe, Sassy Attitude Blush Stick, 010 Berry Glam
  • Alverde, Alm Beauty, Lipgloss, Stadl Funkeln  
Wszystkie trzy produkty dostałam w ramach wymiany z zachodnią sąsiadką, piękną Luną. Nie wyłoniłam jeszcze swojego ulubieńca, gdyż póki co wszystkie wydają mi się świetne! Mają bardzo łądne kolory, szczególnie lakier, który będziecie mogły zobaczyć za kilka dni. Pozostałe również doczekają się recenzji, ale już po Świętach :-)


  • Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - prezent
  • Cetaphil MD, Dermoprotektor do twarzy i ciała - próbka od dermatologa
  • Tisane, Balsam do ust - 8,3 + 9,49 =   17,79
Kilka miesięcy temu testowałam rozgrzewającą wersję tego kremu do rąk, więc i ta musiała u mnie zagościć. jest bardzo porządny, ale minimalnie gorszy do poprzedniego. Na produkty Cetaphil czatowałam dość długo, ale wreszcie upolowałam jedną. Póki co jeszcze go nie testowałam, bo kończę zapasy. Balsam Tisane bardzo lubię i często kupuję i dziwi mnie rozbieżność cen w różnych aptekach.


Za wszystko zapłaciłam tylko 46,99! Jestem z siebie bardzo zadowolona, gdyż udało mi się nieco zaoszczędzić na pewne smakowite zakupy, o których niebawem napiszę.

wtorek, 27 listopada 2012

Jesienne umilacze: Kremowanie żurawiną, czyli Cztery Pory Roku Zimowy krem do rąk - regenerujący

Późną jesienią i zimą moje dłonie potrzebują mocniejszej regeneracji niż w cieplejszych miesiącach. Preferuję wtedy gęstsze i o wiele bardziej pachnące mazidła, które uprzyjemniają konieczną czynność. Jednym z nich jest mój obecny nawilżacz, czyli zimowy regenerujący krem do rąk od Czterech Pór Roku, brat opisywanej w marcu wersji z imbirem. Muszę przyznać, że stosuję go również dla przyjemności, o czym świadczyć będzie dalsza część notatki.


Krem zapakowany jest w miękkie, tradycyjne opakowanie o pojemności 75ml. Jest ono dość wygodne, ale tylko do momentu, w którym produkty będzie mniej niż połowa. Wtedy tuba staje się zbyt miękka i trudno się z niej wyciska, ale w sumie można się przemęczyć. Nakrętka na "klik" znacznie ułatwia użytkowane, gdyż otwiera się i zamyka bezproblemowo. Całość wykonana jest porządnie, nie rozkleja się przy zgrzewie mimo intensywnego eksploatowania. 

Na opakowaniu produktu nie znajdziemy naklejek, gdyż wszystkie potrzebne informacje zostały nadrukowane. Mimo częstego dotykania nie ścierają się i nie pozostawiają nieestetycznych zadrapań. Szata graficzna jest całkiem niebrzydka. Wspaniale wpasowuje się w świąteczny klimat i umilaczową akcję, co uważam za wielki plus! Nie ma żadnych błędów w druku, fałszywych informacji itd.


Krem jest bardzo gęsty, ale łatwo wydobywa się z tuby. Konsystencja jest gładka, nieśliska. Rozsmarowuje się szybko, nie pozostawia tłustego czy tępego filmu. Wchłania się szybko, około dwóch minut, co niezmiernie mnie cieszy - od razu można wracać do pracy bez obaw o oleiste plamy i możliwość wyśliźnięcia się czegoś z dłoni.

Zapach kremu jest bardzo przyjemny, idealny na obecną porę roku. Doskonale wyczuwalna jest żurawina z przebłyskami miodu, ale nie jest to woń ciężka czy dusząca. Owszem, przy mocnym i długim przytykaniu nosa może nas odurzyć, ale raczej pozytywnie. Kojarzy mi się z różnorodnymi ciastami, świętami, rodzinną atmosferą.


Krem bardzo dobrze nawilża i natłuszcza dłonie. Nadaje im niesamowitej miękkości, gładkości i efektu satyny. Jego działanie jest długofalowe, nie znika po wchłonięciu się produktu w skórę. Nie powoduje podrażnień, wysuszania ani ataku krostek. Myślę, że będzie bardzo dobry na zimę, ale w lecie by się nie sprawdził ze względu na zapach i konsystencję.

Opakowanie - 7 - wygodne, ale nieco zbyt miękkie, ale porządne, nie rozkleja się. Konsystencja - 9 - gęsta, nie spływa, łatwo się wsmarowuje i wchłania, nie klei się. Zapach - 8 - zimowy, owocowy, naturalny, bardzo ładny, dość intensywny. Działanie - 8 - nieźle nawilża, natłuszcza, lekko regeneruje, nie podrażnia. Ocena ogólna - 7/10. Przyjemny kremik do codziennego stosowania, zwłaszcza na noc.

niedziela, 11 marca 2012

Rozgrzej mnie, czyli Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - rozgrzewający

Zimowy, rozgrzewający krem do rąk firmy Cztery Pory Roku kupiłam w czasie wielkich mrozów, kiedy na termometrze było -20°C. Za recenzję wzięłam się dopiero dzisiaj, ponieważ zima wcale nie ustąpiła i krem bardzo się przydaje.

Produkt zapakowany jest w miękką, plastikową tubkę w typowo zimowych kolorach - niebieskim i białym o pojemności 75 ml. Osobiście uważam, że taka ilość jest idealna - nie za dużo, nie za mało. Plusem jest nakrętka w formie zatrzasku, który ułatwia aplikację.

Spodziewałam się naklejek z informacjami, jednak tutaj są one nadrukowane na tubkę, a nie przyklejone. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, zwłaszcza że napisy w ogóle się nie ścierają. Wszystko jest czytelne, na opakowaniu jest skład i właściwości.


Krem ma cudowną, zwartą konsystencję, dzięki czemu nie spływa. Mimo to bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze.


Niewątpliwie jest plusem jest przepiękny zapach - korzenny. Intensywnie pachnie imbirem i bawełną, naprawdę zimowo. Utrzymuje się na skórze około godziny i nie traci w tym czasie na intensywności. 


Krem bardzo dobrze odżywia dłonie, nadając im cudowną gładkość. Likwiduje uczucie szorstkości, nie podrażniając skóry. Dzięki niemu dłonie mniej marzną, a skóra nie pęka. Nie zauważyłam jednak działania rozgrzewającego, jednak nie liczyłam na to.
  
Aqua, Butyrospermum Parkii, Glycine Soja Oil, Cetearyl Alcohol, Petrolatum, Stearic Acid, Glycerin, Sesamum Indicum Seed Oil, Glyceryl Stearate, Peg- 100 Stearate, Propylene Glycol, Eriophorum Spissum Flower/ Stem Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Zingiber Officinale Root Extract, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Benzyl Alcohol, Ceteath- 20, Parfum, Carbomer, Sodium Hydroxide, Disodium Edta, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Hydrogented Palm Glyceerides Citrare, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Benzyl Salicylate, Cinnamal, Citral, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Opakowanie 8/10, zapach 10/10, konsystencja 10/10, cena 10/10, działanie 9,5/10. Ocena ogólna - 9/10.

poniedziałek, 5 marca 2012

Lutowe zakupy

W lutych przybyło mi nieco kosmetyków - zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorowych. Mimo, że nie jestem ze wszystkich zadowolona, opiszę je w telegraficznym skrócie.


Bardzo polubiłam ten limitowany peeling Duschpeeling White Chocolate & Vanilla. Zawiera delikatne, ale skuteczne drobinki. Pięknie pachnie, waniliowo :)

Wiązałam z żelem Original Source Mango&Macadamia i nie zawiodłam się. Świeży, delikatny zapach, zupełnie niechemiczny. Nie wysusza skóry, ale też nie nawilża. Dobrze myje.

Zimowy krem Cztery Pory Roku ma przepiękny, korzenny zapach, imbirowy :) Bardzo dobrze odżywia skórę dłoni, wygładza i działa jak rękawiczki. Jest naprawdę tani, bardzo go lubię i polecam!

Mój ulubiony antytrądzikowy duet pielęgnacyjno-myjący firmy Rival de Loop!Na blogu znajdują się już ich recenzje.

Efekty wymianki z *jamapi* .Nawilżająca maseczka AA, pęseta Avon Color Trend i pędzelek do cieni Avon.

Top coat Essence Night in Vegas! mi się nie spodobał, wkład do paletki Inglota Freedom System - nie mój kolor (prezent od Krzykli), więc oba poszły na wymiankę i znalazły nową właścicielkę :)

Dwa lakiery Golden Rose - With Protein i Fantastic - kolory ładne, ale jednak wystawiłam na wymianę. Obok top coat Bell i baza Celii.

Nie lubię szamponów dwa w jednym - tego (Timotei 2in1) używam jako płynu do kąpieli, bo ciekawie pachnie wanilią.



Pękacz o krokodylim wzorze Wibo już pokazywałam, bardzo mi się spodobał :) Kupiłam też dwa lakiery Sensique - jeden z Oriental Dream, drugi z Fantasy Glitter. Jeden kosztował mnie 3,49, a krokodyl około pięciu złotych.

Biały i tealowy lakier Out Of Space Catrice kupiłam u Krzykli, beżowy frost Nateventurista dostałam od niej gratis :)

Eyeliner Catrice Out Of Space kupiony u Krzykli, róż i cień Essence Ballerina Backstage - gratis :)

Błyszczyk Essence Marble Mania w odcieniu Coral Whirl. Ma świetną konsystencję, nie klei się i daje naprawdę ładny, różowy efekt :)

Jedyna rzecz, którą kupiłam z Circus Circus. Nic mnie specjalnie nie zainteresowało, a ten lakier wzięłam bardziej dla przyzwoitości niż z pragnienia posiadania. Jego odcień to My Sparkling Acrobat.


Dziwnie pachnące mydełko z Nivei, kokosowo-chemiczne. Nie uczula, robi co trzeba.

Zmywacz Sensique wzięłam przy lakierowych zakupach w Naturze, jeszcze nieużywany. Wcale nie czuć w nim kiwi, śmierdzi okropnie!

Be Beauty -  bardzo średni peeling, konsystencja zbyt rzadka, słabo ścierające drobinki. Opisywałam go w lutym w osobnej recenzji.