Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farmona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farmona. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 października 2014

Zużycia wrześniowo - październikowe

Dawno nie pisałam na blogu żadnej notatki, wena uleciała i za nic nie chciała wrócić. Dzisiaj jednak przybywam z wrześniowo - październikowymi zużyciami. Nie ma tego zbyt dużo, ale w tej gromadce jest kilka naprawdę świetnych kosmetyków, które warto poznać, więc zapraszam do czytania i oglądania :)


Nectar Of Nature, Enveloping Shower Cream With Polyfloral Honey - całkiem przyjemny kosmetyk w niskiej cenie, łatwo dostępny (Carrefour) i przyzwoicie działający. Konsystencja niezbyt gęsta, ale nie wodnista. Żel pienił się raczej słabo i nie należał do bardzo wydajnych. Zapach polnych kwiatów i miodu z nieco sztuczną, wybijającą się nutą nie był może mistrzostwem świata, w sumie był nawet przyjemny, chociaż pod koniec stał się lekko duszący. Nie podrażnił skóry, nie wywołał żadnych niepożądanych skutków. Nie był drogi, zapłaciłam za niego około pięciu złotych i myślę, że warto wypróbować, chociaż jest wiele innych, dużo lepszych kosmetyków.

Nivea, Stress Protect, Anti-perspirant w sprayu - bardzo lubię antyperspiranty w sprayu za łatwość aplikacji i to, że zaraz po można się ubrać. Akurat ten sprawdził się całkiem nieźle, chociaż do zadowalającej mnie ochrony mu daleko. Wilgoć pod pachami nie została pohamowana, jedynie trochę zmniejszona, ale brzydki zapach nie był wyczuwalny. Ogółem sprawdził się lepiej niż Lady Speed Stick, ale będę szukać dalej, aż znajdę coś naprawdę zadowalającego. 

Le Petit Marseillais, Mleczko nawilżające, Bardzo sucha skóra - nieczęsto udaje mi się trafić na kosmetyk, który nawilży skórę w zadowalającym stopniu, a jednocześnie będzie lekki i nie pozostawi na ciele nieprzyjemnego filmu. Mleczko LPM sprawdziło się naprawdę dobrze. Nawilżało całkiem nieźle, nie pozostawiało jakiegokolwiek filmu. Skóra nie była bardzo odżywiona, ale całkiem zadowalająco. Zapach produktu był przyjemny, nieduszący i po pewnym czasie znikał, co mi bardzo odpowiadało.

   
Przepisy Babci Agafii, Maska do włosów jajeczna odżywcza - byłam bardzo ciekawa tego produktu i wiązałam z nim spore nadzieje. Maska działała dobrze, jednak nie zauważyłam efektu wow. Po każdym użyciu włosy były miękkie i błyszczące, ale zbyt lekkie. Kosmetyk w ogóle nie dociążał włosów, co w moim przypadku jest konieczne. Maseczka miała rzadką, lejącą konsystencję i przyjemny, lekko ciasteczkowy zapach. Była wydajna, wystarczyła mi na trzy i pół miesiąca. Raczej nie kupię jej ponownie, ale polecam wypróbować.

Love2MIX Organic, Organiczny szampon regeneracyjny z efektem laminowania do włosów zniszczonych "Ekstrakt z mango i awokado" - chyba nigdy wcześniej żaden szampon nie zadziałał tak, jak ten. Zauważalnie wygładzał włosy i oczyszczał bez najmniejszego wysuszania. Czupryna była cudownie miękka i gładka zwłaszcza po kilku pierwszych użyciach, pod koniec butelki włosy chyba się przyzwyczaiły i nie chciały być tak gładkie jak na początku. Niemniej jednak efekt był zadowalający. Zapach produktu to sok o smaku multiwitamina, naturalny, bez grama sztuczności. Myślę, że kiedyś skuszę się na drugą butelkę.

Marion, Nature Therapy, Kąpiel odbudowująca - kupiłam głównie z ciekawości i w sumie nie liczyłam nawet, że kosmetyk da jakikolwiek efekt. Kąpiel albo nie zadziałała albo tego nie zauważyłam. Opakowanie wystarczyło mi na sześć lub siedem użyć. Włosy ani nie stały się miększe ani bardziej błyszczące. Zapach, który w założeniu miał być malinowy, koło malin nawet nie stał. Był chemiczny, kwaskowo - owocowy, nie utrzymywał się na włosach. Na pewno nie kupię ponownie.

  
Mixa, Lipidowy krem do rąk, Regeneracja - okazał się być naprawdę dobrym kosmetykiem. Nie był idealny - pozostawiał na skórze trudny do określenia film, który mi przeszkadzał, jednak dla efektu miękkiej i odżywionej skóry byłam w stanie to przecierpieć. Z nieznanego powodu łuszczyła mi się skóra na opuszkach, poza tym skóra była sucha i wyraźnie potrzebowała pomocy. Krem zauważalnie pomógł, zregenerował, odżywił i zmiękczył. Był wydajny, na jedną aplikację wystarczyła odrobina. Możliwe, że kiedyś kupię go ponownie. 

BeBeauty, Balsam do stóp i paznokci - cudów nie ma, tyłka nie urwał (może to i dobrze, w końcu to kosmetyk do stóp a nie do innych części ciała), ale działał całkiem przyzwoicie. Przy regularnym stosowaniu skóra stała się bardziej nawilżona i miększa. Krem szybko się wchłaniał, miał całkiem przyjemny zapach. Nie wiem, czy kupię go znowu, ale to możliwe, ponieważ kosztuje tylko około 3zł.  

Farmona, Sweet Secret, Kokosowy krem do rąk i paznokci - miniaturka o pojemności 30ml, idealna do torebki. Zapach naturalny, przyjemny, słodki, aromat świeżego kokosa i bananów. Jeśli chodzi o nawilżenie, było bardzo przeciętne. Nie kupię go ponownie, wolę kosmetyki, które działają bardziej zauważalnie. 


Alverde Camouflage 002 Beige - używałam go namiętnie przez ponad rok, aż w końcu niestety się skończył. Całkiem nieźle tuszował cienie pod oczami oraz krostki, przebarwienia i inne niespodzianki. Dzięki jasnemu kolorowi nie odcinał się od skóry, ładnie się z nią stapiał i utrzymywał bardzo długo. Nie ciemniał, nie wysuszał skóry ani nie powodował żadnych innych działań niepożądanych. Myślę, że kiedyś kupię drugie opakowanie.

Bell, BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer - genialny! Tak bardzo przypadł mi do gustu, że teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia! Już kupiłam i używam drugie opakowanie. Niezwykle lekki, bardzo jasny, świetnie dopasowuje się do koloru skóry. Delikatnie rozjaśnia i rozświetla, mimo że nie posiada żadnych drobinek. Świetnie sprawdza się zarówno pod oczami, jak i na do tuszowania przebarwień i krostek. Nie zakrywa ich całkowicie, ale sprawia, że są mniej widoczne. Utrzymuje się na skórze przez cały dzień. czego chcieć więcej? Absolutnie uwielbiam!
...........

 

Playboy, Play It Pin Up, Body Mist - bardzo lubiłam i często używałam.Mgiełka miała cukierkowy, ale nieprzesadnie słodki zapach, który utrzymywał się na skórze przez kilka godzin. Nie była dusząca, nie wywoływała bólów głowy. Dodatkowo była bardzo wydajna, zużyłam z przyjemnością. 

Ziaja, Liście Manuka, Żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień/na noc - dawno nie trafiłam na tak dobrze działający żel. Świetnie oczyszczał i wygładzał skórę bez wysuszania. Nie wywołał podrażnień ani uczulenia. Działanie peelingujące było idealne na co dzień, ani za mocne, ani za lekkie. Jak dla mnie idealny kosmetyk do codziennego stosowania. Obecnie używam wersji bez peelingu i sprawdza się równie dobrze. Myślę, że do tego też kiedyś wrócę

Babydream, Sonnencreme 50+ - naprawdę dobry kosmetyk, którego używałam przez całą późną wiosnę i lato przez dwa lata z rzędu. Działanie przypadło mojej cerze do gustu, bo przez cały okres używania nie miałam żadnych podrażnień spowodowanych działaniem słońca. Nie wysuszał skóry, nawet nieco ją nawilżał, nie zapychał. Jedyne co mi się w nim nie podobał to to, że dość długo się kleił na skórze i sprawiał, że błyszczała jak posmarowana olejem. Nie udało mi się go zużyć, był piekielnie wydajny, ale przeterminował się i czas się z nim pożegnać.

Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - co tu dużo mówić, kolejne zużyte opakowań, trudno zliczyć które. Moja cera uwielbia ten krem! idealnie matuje na cały dzień, wygładza skórę i nadaje jej miękkości. Nie zapycha i nie podrażnia. Gorąco polecam!

Tak właśnie prezentują się zużycia z ostatnich dwóch miesięcy. Znacie może któryś z tych kosmetyków? :)      

 

niedziela, 9 lutego 2014

Zużycia grudniowo - styczniowe


The Body Shop Banana Conditioner / Shampoo - Postanowiłam opisać te dwa produkty w jednym podpunkcie, gdyż należą do tej samej serii i najlepiej działają stosowane w duecie. Zarówno szampon, jak i odżywkę zapakowano do najmniej wygodnych opakowań, jakie kiedykolwiek miałam w dłoniach. Naprawdę nie wiem, kto wymyślił takie butelki dla kosmetyków do włosów. Plastik, z których zostały wykonane jest bardzo twardy, ciężko go nacisnąć, aby wydobyć w szczególności odżywkę, zwłaszcza, gdy było jej mniej niż połowę. Oba produkty były koloru bananowego i dokładnie tym owocem pachniały. W zapachu na próżno szukać sztuczności, cud, miód i orzeszki. Co do szamponu - mył bez zarzutu, włosy po jego użyciu były oczyszczone i nieprzesuszone. Odżywka widocznie nawilżała czuprynę i nadawała jej blasku. Duet sprawdził się naprawdę dobrze na moich włosach, przydając miękkości i lekko wygładzając. Możliwe, że kiedyś się jeszcze spotkamy.

DeBa Volume Shampoo - Ani mnie nie zraził, ani nie zachwycił. Był zupełnie zwyczajny, spełniał podstawowe funkcje. Zmywał oleje, kurz, sebum i inne zanieczyszczenia. Niestety niewydajny, mimo pojemności 400ml. Pienił się nie najgorzej i ładnie pachniał. Faktycznie przydawał objętości, tzn. w moim przypadku trochę puszył, ale taki efekt mam po większości szamponów.


Soraya Nawilżanie & Dotlenianie Nawilżający żel oczyszczający - Zupełnie zwyczajny. Nie zachwycił mnie, przeciętniak. Pienił się lekko, oczyszczał skórę z zanieczyszczeń, nie podrażniał. Nie nawilżył cery, trochę wysuszał i często atakowały mnie suche skórki. Konsystencja żelowa, średnio gęsta, dobrze się rozprowadzał i bezproblemowo spłukiwał. Miał delikatny, przyjemny zapach. Cena niewygórowana, około dwunastu złotych za tubę, ale znam kilka żeli w podobnej cenie lub nawet tańszych, ale zdecydowanie lepszych.

Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - Ideał, kolejna zużyta tubka poszła do kosza. Faktycznie zmniejsza ilość powstających niespodzianek, fantastycznie matuje i wygładza skórę. Może wysuszać i podkreśla każdą wysuszoną okolicę, a już szczególnie odstające skórki. Najlepiej działa, jeśli co dwa - trzy dni zrobię peeling, a jego nałożę później.

Sylveco Lekki krem nagietkowy - Wielkie rozczarowanie, któremu poświęciłam osobny post. Nawilżał dobrze, jednak stosowany codziennie, a nawet jednokrotne użycie powodowało atak bolesnych wyprysków. Ostatecznie zużyłam smarując nim powieki i szyję, gdzie nie powodował żadnych niespodzianek. Sprawił jednak, że nie sięgnę już po żaden krem do twarzy tej firmy.

The Face Shop Blackhead EX Nose Clay Mask - Użyłam jej zaledwie raz i wyrzuciłam do kosza. Zupełnie się nie sprawdziła. Bardzo ciężko było ją wycisnąć, rozprowadzić, potwornie się kleiła i mazała. W ogóle nie chciała zaschnąć, więc próbowałam ją zmyć, co zajęło mi kilkanaście minut. Nic nie wyciągnęła, a bardzo na to liczyłam.    

Panthenol Winter Cream - Świetny kosmetyk, umieściłam go w ulubieńcach '13. Idealny na zimę - chronił skórę przed mrozem i wiatrem, lekko natłuszczając skórę. Nie świecił się zbytnio, nie kleił i szybko wchłaniał. Myślę, że jeszcze kiedyś go kupię.


Balea Urea Handcreme - Jeden z lepszych kremów, jakich używałam. Bardzo dobry na każdą porę roku, szybko się wchłaniał, nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy. Nawilżał i odżywiał już od pierwszej aplikacji, a co najlepsze - niwelował swędzenie na szczególnie przesuszonych obszarach. Nawilżenie, odżywienie i wygładzenie to coś, czego moje dłonie potrzebują przez okrągły rok, a zwłaszcza w zimie i ten krem spełnił wszystkie moje wymagania. Efekt był długofalowy, nie znikał po kilkudziesięciu minutach. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to konsystencja, dla mnie odrobinkę zbyt rzadka.

Sanoflore, Gelée de Douche Apaisante - Zdecydowanie najdroższy kosmetyk tego typu w mojej łazience. Kupiłam go (i Tangle Teezer) dzięki kuponowi rabatowemu (klik). W życiu nie kupiłabym żelu za 40zł, a że miałam go praktycznie za darmo, wypróbowałam. Kosmetyk okazał się być jednym z lepszych produktów myjących, jednak nie na tyle, bym skusiła się na niego ponownie. Świetnie oczyszcza skórę bez wysuszania i podrażniania. Pieni się raczej lekko i łatwo spłukuje. Pachnie naturalnie, ciekawie, bardzo trudno określić ten zapach, w każdym razie podobał mi się. Niestety, żel był koszmarnie niewydajny, zużyłam go w ekspresowym tempie, a nie wylewałam na siebie pół butelki na raz. Jak widać, nawet za taką cenę nie można oczekiwać cudów :)

Balea Handlotion Sheabutter Arganol - Dobry, zużyłam z przyjemnością, choć na zimę był za lekki. Nieźle nawilżał dłonie, nieco odżywiał i wygładzał, niwelował suchość, ale nie w takim stopniu jak wersja Urea. Był bardzo rzadki, lekko wodnisty, dość dobrze się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Do gustu przypadło mi opakowanie - stabilna, mieszcząca 300ml butla z pompką, która działała bez zarzutu aż do ostatniej kropli. Ogółem mówiąc polubiliśmy się, choć lepiej byłoby stosować go latem.

Avon Płyn do kąpieli Choinka - Nie będę słodzić, jego jedyny plus to urocze opakowanie w kształcie choinki. Ładnie wyglądało na łazienkowej półce, mimo iż było kompletnie niefunkcjonalne. Otwór, czy "nóżka" choinki jest ogromny i płyn wylewał się w zbyt dużej ilości. Produkt pachniał zielonym jabłuszkiem, a nie choinką, na co miałam wielką nadzieję. Pienił się słabo, więc zużyłam go jako żel pod prysznic, bo nie było sensu siedzenia w minimalnej ilości szybko znikającej piany. Szkoda, że się nie sprawdził, z wyglądu zapowiadał się na ciekawy produkt.  



Empik Owl Lipgloss Coconut - Skusiło mnie opakowanie, które oczywiście zachowam dla ozdoby :) Zawartość przeuroczej sówki to gęsty, lepki błyszczyk, przezroczysty o srebrnej poświacie. Na ustach nie wyglądał za pięknie, czytaj: bazar atakuje! Poza tym wywołał podrażnienie i atak krostek, dlatego opróżniłam opakowanie z tego lepiku i pozbyłam się bez żalu. Sówkę zostawiłam, ładna jest, żałowałabym, wyrzucając ją do kosza.

Essence Crystalliced Liquid Eyeshadow 03 Ice Crystals On My Window - Gdy użyłam go po raz pierwszy, wydawał się być cudem. Niestety nie był, dlatego po dwóch latach leżenia w szafce trafił do kosza. Konsystencję miał przyjemną, dobrze się rozprowadzał. Odcień, który wybrałam był rozświetlającym, chłodnym beżem z delikatnym pyłkiem, który migrował po twarzy. Efekt - jak się pewnie domyślacie - do ładnych nie należał. Wyrzuciłam bez żalu.

Zmywacz do paznokci - Kupuję w razie potrzeby, gdy nie mam nic innego pod ręką. Ogółem lubię i używam zielonej Isany, ale "z braku laku to i kit dobry". Śmierdzi, ale zmywa całkiem w porządku. Wysusza paznokcie i skórki. Raczej się już nie spotkamy. 

Basic Nailpolish 281 - Czerwień o wykończeniu żelkowo - kremowym. Bardzo elegancka i seksowna. Łatwa aplikacja i w miarę szybkie schnięcie nie sprawiły, że używałam go za często. Nie lubię nosić czerwieni na paznokciach zbyt często, więc po zużyciu połowy lakier zasechł. Również pozbywam się go bez żalu.

Tisane Balsam do ust - Ideał, co zresztą widać po trzech zużytych opakowaniach. Świetnie nawilża i odżywia, wygładza oraz chroni. Zużyłam już kilkanaście opakowań i temu jedynemu balsamowi do ust jestem wierna :)




Garść próbek. Wszystkie były w porządku, nie spodobał mi się jednak zapach cynamonowego masła, zachwyciło mnie natomiast to o zapachu liczi. Z pewnością nabędę drogą kupna w najbliżsyzm czasie pełnowymiarowe opakowanie.


Zużyłam też trzy saszetki peelingu drobnoziarnistego Perfecty, o którym pisałam kilka postów wstecz oraz jedną enzymatycznego, który polubiłam równie mocno.

A Wam jak poszło zużywanie?

niedziela, 30 czerwca 2013

Czerwcowe zużycia

Od kilku miesięcy moje zużycia nie są już tak imponujące jak kiedyś, ale i tak cieszę się z faktu, iż cokolwiek udaje mi się zdenkować. W czerwcu do kosza poszły głównie opakowania powyżej stu mililitrów, czyli niezbyt małe, ale też nie ogromne. Może i nie mam się z czego cieszyć, ale pokażę te śmieci :D


Joanna Naturia Maseczka regenerująca
Miałam napisać o niej dłuższą recenzję, ale uznałam, że krótszy opis wystarczy. Lubię kosmetyki Joanny z serii Naturia, miałam kiedyś odżywki bez spłukiwania i sprawdzały się bardzo dobrze. Ta niebieska maseczka też była niczego sobie. Nieźle wygładzała i nawilżała włosy, zmiękczała je. Łatwiej się rozczesywały, nie były obciążone, mimo że zazwyczaj nakładałam dość dużą porcję. Miała ładny, kwiatowy zapach, niedrażniący, przyjemny. Ogólnie jej działanie mi się podobało, ale nie na tyle, żeby kupić ponownie. Znam dużo lepsze produkty.

L'Biotica Biovax Intensywnie regenerująca maseczka Naturalne oleje - argan, makadamia, kokos 
Dostałam ją jako nagrodę w konkursie "Czapki z głów" Biovax. Dłuższa recenzja pojawi się za kilka dni. Póki co napiszę tylko tyle, że maseczka przypadła mi do gustu. Włosy bardzo ją polubiły, z każdym użyciem były w lepszej kondycji. Produkt świetnie zmiękcza i nabłyszcza włosy i widocznie regeneruje. Moja czupryna uwielbia olejki bez względu na to, czy nakładane na kilka godzin, czy to maskach i odżywkach. Tutaj ponadto ładny zapach i bogata, bardzo gęsta konsystencja.
.........
t
BeBeauty Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu
Wielbiony przez rzesze blogerek płyn zdobył także moje serce. Jest genialny do przemywania twarzy rano, tuż po przebudzeniu. Znakomicie odświeża i oczyszcza. Makijaż robię bardzo rzadko, ale skoro już robię, to zmywam tym płynem. Nie używam ciężkich kosmetyków ani wodoodpornych także nie muszę trzeć skóry. W użyciu mam już drugą butelkę, jeśli uda mi się upolować kolejne to oczywiście będę używać dalej. Jeśli nie - trudno, poszukam zastępcy.

BeBeauty Normalizujący żel-peeling oczyszczający
Zanim skusiłam się na niego, używałam żelu Himalaya Herbals i uważałam, że był świetny i naprawdę taki jest. Ostatnio jednak męczyłam się ze suchymi skórkami i potrzebny mi był delikatny zdzierak do codziennego używania. Żel BeBeauty sprawdził się znakomicie. Drobinki były malutkie, jednak dość ostre i świetnie ścierały martwy naskórek. Nie wywołał żadnych podrażnień, zaczerwienienia ani innych nieprzyjemnych efektów. Cera była oczyszczona, wygładzona i promienna, niewysuszona, a i nie produkowała więcej sebum niż zazwyczaj, może nawet mniej.

   
 Nivea Anti-perspirant Stress Protect Stick
Nie używam antyperspirant w sprayach i kulkach. Wolę sztyfty, bo się nie kleją i jak dla mnie są przyjemniejsze w użyciu. Bardzo lubię sztyfty od Nivea, mimo że zawierają aluminium. Wcześniej miałam wersję Dry Comfort i też dobrze się spisywała. Stress Protect najlepiej sprawdza się w dni, kiedy na termometrze jest mniej niż trzydzieści stopni. Przy wyższych temperaturach lub dużym wysiłku nadal dobrze chroni, chociaż pachy są wilgotne, ale bardzo lekko. Ogółem sprawdza się bardzo dobrze, nie pocimy się w ogóle, a jeśli już, to prawie niezauważalnie. Nie ma mokrych plam na ubraniach ani niczego w tym stylu. Nie wiem, czy kupiłabym ponownie.

 Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Ile razy ja już o nim pisałam! To mój ulubiony krem do twarzy ever. I do stosowania punktowego, i na całą twarz wieczorem oraz w dni bez słońca, kiedy nie nakładam filtra. Skóra staje się wygładzona, miękka, jasna i co najważniejsze - matowa przez cały dzień. Ponadto nie podrażnia i nie zapycha, łatwo się rozprowadza i nie wysusza.

Tisane Balsam do ust
Pokazywałam go już tyle razy, że trudno zliczyć. Moje usta uwielbiają Tisane! Staja się miękkie, gładkie, nawilżone, zero suchych skórek, podrażnień. Nałożony cieniutką warstwą pod błyszczyk czy szminkę sprawia, że produkt kolorowy łatwiej się rozprowadza, nie wysusza i lepiej wygląda. Ponadto zapach balsamu jest bardzo ładny, miodowy i sprawia, że używanie Tisane jest jeszcze przyjemniejsze!


Yves Rocher Hydra Vegetal Żel-krem intensywnie nawilżający 24h
Miałam już kiedyś próbkę tego kremu i spodobał mi się. Po zużyciu kolejnej mam takie same odczucia. Krem ma świetną konsystencję, nie jest ciężki i szybko się wchłania. Skóra jest odczuwalnie odświeżona i w szybkim tempie nawilżona. Ogólnie kusi mnie zakup pełnowymiarowego opakowania oraz cała seria, kiedyś na pewno ulegnę.

Farmona Dermacos Anti Redness Krem ochronno - łagodzący SPF15  
Jestem wręcz przeczulona na punkcie swojej cery. Nie podobam się sobie, kiedy moja twarz jest opalona. Lubię jej odcień i chcę go zachować, a poza tym ważna jest dla mnie ochrona przed promieniowaniem. Używam więc kremów z filtrem. Obecnie jest to BabyDream SPF50+ i chociaż sprawdza się świetnie, to na mniej słoneczne dni wolałabym coś lżejszego. I na pewno wybrałabym ten od Farmony! Dobrze się rozprowadza, lekko nawilża, nie bieli i szybko się wchłania. Nie daje stuprocentowego matu, ale nie jest źle. Przynajmniej nie świeci się jak smalec :> Jeśli go gdzieś spotkam to kupię na zimę.

Eveline Scarlett 569
Mój ukochany, bardzo jasny, mleczny róż niestety idzie do kosza. Miałam go ponad półtora roku i używałam bardzo często. W opakowaniu zostało jakieś 3mm od dna, także niewiele. Po pierwsze, nie dało się tego w żaden sposób wyjąć i pomalować paznokci. Po drugie, emalia bardzo zgęstniała, co w połączeniu z punktem pierwszym dało werdykt - do kosza! Lakier sechł długo, ale na paznokciach wyglądał niesamowicie naturalnie i elegancko, będę musiała poszukać zastępstwa.

   
Yves Rocher Riche Creme Intense Regenerating Care 
Zbyt mała próbka, by cokolwiek o nim napisać, oprócz tego, że konsystencja przyjemna, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Zapach przyjemny, niedrażniący.


A jak Wam idzie denkowanie? :))   

niedziela, 7 kwietnia 2013

Marcowe zakupy

W marcu nie dałam się ponieść zakupowemu szałowi i nie przygarnęłam pod swoje skrzydła wiele. Faktycznie jest tego więcej niż zużyć, ale większość pochodzi z wymian, także nie będę panikować. Szczerze mówiąc, taka ilość to u mnie norma i nie widzę w tym nic złego. Z prawie wszystkich jestem bardzo zadowolona, więc chętnie przybliżę Wam każdy z nich :)

  
Jak widać, nie ma tego tak dużo. Powstrzymałam się od kupowania nowości Essence, wzięłam tylko matowy błyszczyk. Także moja włosomania i żelomania nie uzyskała wielu nowych przyjaciół.


Prawdziwą kąpiel z mnóstwem piany i innych dodatków biorę bardzo rzadko, więc płyny pojawiają się w moim domu niezbyt często. Zaskoczeniem jest dla mnie fakt, iż w marcu przygarnęłam aż dwa - Luksja Caramel Waffle (7,99zł) oraz Avon - Choinka, który dostałam w ramach wymiany. Oba pięknie pachną, póki co użyłam karmelowego razy dwa :] Dalej mamy Kamill Wellness Shower Rhabarber-Limette (2,99zł), który powiększył moje żelowe zasoby. Następnie Olej z avocado Fitomed, również z wymiany. Nakładam na włosy, ale świetnie zmywa makijaż. Ostatnim produktem w tej grupie jest Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci (5,99zł), do którego nie pałam szczególną miłością.

 
Tutaj mamy grupkę całkowicie bezpłatną :D W ramach wymiany dostałam dwa mydła Tso Moriri - Kibica i Glicerynowe Liść Grapefruita. Póki co mam do zużycia żel, ale tym drugim już raz się umyłam. Dalej znajduje się próbka mydełka firmy nieznanej. Antyperspirant Nivea Stress Protect dostałam od firmy, gdyż można było się zgłosić i jak wiele zostałam wybrana. Sprawdza się świetnie, recenzja za dwa tygodnie. O kremie na noc Niszcz Pryszcz DLA marzyłam od dawna i wreszcie mam! Będę nakładać punktowo, bo boję się wysypu.


Wreszcie mam kosmetyk wysokopółkowy :D A właściwie jego miniaturkę, mianowicie Clinique Up-Lighting Liquid Illuminator, czyli po prostu płynny roświetlacz. Skusiłam się na Essence Stay Matt Lip Cream 01 Velvet Rose (8,99), który niestety trochę mnie rozczarował. Udało mi się zdobyć upragniony Essence Marble Mania Blush Swirlpool (7zł). Już kiedyś go miałam, ale potłukł się i oddałam innej blogerce. Kupiłam też balsam do ust Tisane (9,2zł) oraz dostałam Oriflame Pure Nature Organic Red Apple & Oat Nourishing Lip Balm. Oba sprawdzają się bardzo dobrze.


Oszalałam na punkcie My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow (4,99zł), więc musiałam go przygarnąć. Avon Color Trend Ice Sheers Refreshing Pear jest dla mnie jednocześnie i ładny, i brzydki :P Editt Lakier do paznokci szybkoschnący Bezbarwny służy mi jako baza pod kolorowe emalie.
  


Dostałam też kilka różnych próbek, w tym box od Vichy :) Z wymiany mam kolejną próbkę delikatnego peelingu Jadwiga, który uwielbiam!

A jak tam Wasze łupy? Upolowałyście coś ciekawego?

piątek, 1 marca 2013

Lutowe zużycia

Luty uciekł mi bardzo szybko, ale w końcu nie ma się co dziwić - miał tylko 28 dni! W związku z tym zużycia są mizerne, chociaż zaczęłam denkować to, co już mi sie znudziło i chcę się jak najszybciej pozbyć. Do koszta trafiło sześć na osiem produktów wyszczególnionych w zakładce Projekt Denko, a do tego kilka, których używam codziennie i z przyjemnością. Każdy z nich znalazł sobie następcę i idąc za przykładem wielu innych blogerek obok nazwy wyrzutka będę pisała miano obecnego mazidła. Będzie to wyszczególnione bledszym drukiem. Zapraszam do dalszej części postu!



BabyDream, Shampoo - mój ulubieniec od kilku miesięcy, idealny do częstego mycia włosów. Bardzo dobrze zmywa oleje, a cały ten proces odbywa się szybko i bezproblemowo. Nie jest zbyt wydajny, ale bardzo tani i łatwo dostępny. Do prania pędzli też się sprawdza, wymywa bronzery, róże i wszystkie tego typu produkty, nie uszkadzając włosia. Jest bardzo delikatny zarówno dla skóry głowy, włosów jak i aplikatorów makijażu. Następca - ten sam.      

Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - to moja druga butelka, ale zdecydowanie ostatnia. Produkt nie sprawdził się na mojej głowie. Liczyłam na wysyp baby hair i wzmocnienie cebulek, ale nic takiego się nie stało. Wprawdzie nie zaszkodził, bo lekko nawilżył, nie wysuszył i nie przetłuścił. Włosy były miększe, bardziej błyszczące i lekko pachnące. Następca - brak.

Farmona, Herbal Care, Odżywka do włosów Skrzyp polny -  nie polubiłam tego produktu, zużycie go było dla mnie prawdziwą męką. Nakładanie jej po umyciu i pozostawianie bez spłukiwaniu robiło mi siano z czupryny. Były matowe, sztywne, tłuste, kompletnie niewyjściowe. Spłukana nie dawała prawie żadnego efektu, kłaki były trochę nawilżone i miękkie, ale bez fajerwerków. Następcy - Joanna Argan Oil Odżywka do włosów, Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda i róża, Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner.



Ziaja, Kokosowa terapia skóry i zmysłów, Mleczko pod prysznic - właściwie był to produkt lejący, lekko żelowy, ale nie galaretowaty. Świetnie mył, nie podrażniał i nie wysuszał, co nie znaczy, że nawilżał. Zapach miał ładny, kokosowy, raczej niesztuczny i niechemiczny, ale też nie maksymalnie naturalny. Półlitrowa butla to kawał kosmetyku, bardzo wydajnego zresztą, co sprawiło, że już mi się znudził. Następcy - AA Ciało Wrażliwe Nawilżający Żel do mycia ciała Głębia oceanu, Original Source Seasonal Edition Plum & Maple Syrup.

Anida, Krem do rąk, Cytrynowo - glicerynowy - nie lubiłam tego kremu, używałam z musu, bo nie miałam nic innego. Prawie w ogóle nie nawilża, nie chroni przed mrozem, w dodatku odrobinę podrażnia. W sumie jedyną pozytywną cechą był fakt, że zapobiegał nadmiernemu przesuszeniu, o ile często go nakładałam. Wchłaniał się szybko, na chwilę pozostawiał tępy film. Zapach kosmetyczno-cytrynowy, z dominującą nutą chemii. Następca - Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream.

Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - ukochana, świetnie działająca odżywka. To moje drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie. Faktycznie lekko wybielała paznokcie, pomagała zmniejszyć plamki, nadawała połysku i optycznej czystości. Używałam jej jako bazy pod lakiery i działała - emalie łatwiej się rozprowadzało, nie pęcherzykowały. Szybko wysychała, więc stosowałam ją też w roli bezbarwnego lakieru i dawała błysk oraz zdrowy wygląd. Ponadto to wydajny produkt, używany dwa-trzy razy w tygodniu wystarczył na prawie osiem miesięcy. Następca - póki co brak, ale będzie p2 Keratin Repair Coat.


  
Cashmir, Płatki kosmetyczne - nie lubię ich zbytnio, ale często kupuję w sytuacjach awaryjnych. Trochę się rwą, rozwarstwiają, ale nie pozostawiają swoich wnętrzności na twarzy i paznokciach. Wchłaniają niewielką ilość cieczy, szybko się zużywają. Następca - brak.

Soraya, Beauty Therapy, Krem pod oczy, Rozświetlająco - dotleniający - bardzo go polubiłam, ale szczerze mówiąc już mi się znudził. Lekko nawilżał skórę, nie tłuścił, nieco rozjaśniał cienie, nie uczulił i nie zatkał porów. Był gęsty, bardzo wydajny, ale dość lekki i szybko się wchłaniał. Minimalne zmarszczki mimiczne stały się jeszcze mniej widoczne, a ja nie wyglądam jak zombie :D Żegnam się z nim na zawsze, bo mam ochotę na inne. Następca - Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream.

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - to moje czwarte lub piąte zużyte opakowanie. Bardzo lubię za działanie i efekt, jaki daje na twarzy. Wygładza, rozjaśnia, nadaje zdrowego koloru, zapobiega niedoskonałościom i zalecz te, które już powstały. Jest bardzo lekki i łagodny, nie przesusza. Nie pachnie zbyt rewelacyjnie, ale dość świeżo i "chłodno". Nakładam na całą twarz i punktowo. Następca - ten sam.

Nivea, Lip Butter, Caramel Cream - zachwycił mnie zapachem, działaniem i w miarę dobrym składem. Pachnie cudownie, w sumie nie karmelem, a maślanymi ciastkami, ale i tak wspaniale. Dobrze nawilża, natłuszcza, nie uczula i nie podrażnia ust. Nie zbiera się w załamaniach, wygląda naturalnie. Nie przesusza, w składzie ma między innymi masło shea i olejek rycynowy. Następcy - Nivea Lip Butter Raspberry Rose, Tisane Balsam do ust.


 
I to tyle zużyć z lutego! Żałuję, ze tak mało, ale ja denkuję kosmetyki falami - jeden miesiąc jest obfity, drugi nie. Kilku z tych produktów chciałam się pozbyć od dawna i cieszę się, że to zrobiła.

A jak tam u Was ze zużyciami? Pochwalcie się, udało się Wam wyrzucić więcej niż mi?

wtorek, 5 lutego 2013

Włosowe aktualizacje - po 3. miesiącu

Cza na włosową aktualizację :) Brak czasu i niezbyt dobre oświetlenie nie pozwoliły mi na zrobienie zdjęcia kłaków, które oddałoby ich kolor, jednak dzisiejsze pokazuje lekkie, zupełnie naturalne fale. Przynajmniej tyle korzyści udało mi się wyciągnąć :D A jak z kondycją włosów? Coraz lepiej, chociaż zima trochę daje się im we znaki. Niemniej jednak z chęcią pokażę Wam wsyztko, co robiłam dla nich przez calutki styczeń.

 06.01.13                                  05.02.13


Długość z tyłu - najdłuższe 41/42cm, najkrótsze - 36/37, zebrane razem - 39/40cm

Włosy rosną, niezbyt spektakularnie, ale to i tak zawsze coś :) Myślę, że wydłużyły się o centymetr albo półtora, ale nie więcej. Stały się miększe i gładsze, ale gdy przez trzy dni nie użyję oleju, to bardzo się puszą i są szorstkie. Trochę lepiej się układają, nie wypadają nadmiernie, przy czesaniu dwa razy dziennie wylatuje mi ok. 40-60 kłaków.

Do pielęgnacji używałam głównie dwóch nowych olei, trzech odżywek, sprayu, wcierki i serum na końcówki. Nie wprowadzałam wielu zmian, wykończyłam olej i zamieniłam na inne. Zaczęłam tez używać szamponów ze SLS, ale nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Użyłam też maski z silikonami, bardzo dobrej zresztą.


Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil to mój drugi olej firmy Dabur, tym razem bez parafiny. Jest niezły, ale z opinią poczekam aż do wykończenia opakowania. Dużo częściej używam jednak  BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl, lekkiego i przyjemnego tłuścioszka. Od czasu do czasu myję głowę mocno oczyszczającym szamponem borowinowym i 7 ziół Bingo Spa, ale zazwyczaj sięgam po łagodny, świetny BabyDream. Aktualnie zużywam czwarte opakowanie.


 Odżywka Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner nie była intensywnie eksploatowana, ale bardzo ją lubię do ujarzmiania niesfornej czupryny.  Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus to produkt ciekawy, lekki i cudownie pachnący. Kallos Serical Crema Al Latte uwielbiam, ale używam zbyt często. Końcówki zabezpieczam olejkiem silikonowym Balea Professional Oil Repair Haaröl.


Tę buteleczkę wcierki Jantar Farmona już kończę, ale kupię jeszcze jedną i dam mu kolejną szansę. Powód? Akcja "Mania Wcierania" organizowana przez Anwen. Wciąż można się zgłaszać, więc zapraszam. Im nas więcej, tym lepiej!

Oczywiście nadal używam Tangle Teezera - szczotki idealnej, gumek bez łączek i nie szarpię kłaków. Staram się, jak mogę, aby im pomóc.

A jak Wy dbacie o swoje włosy? Miałyście któryś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków?  

sobota, 19 stycznia 2013

Coś tu nie skrzypi tfu! nie gra. Farmona Herbal Care Odżywka do włosów Skrzyp polny

Nie lubię zbytnio pisać negatywnych recenzji, a już szczególnie jeśli dotyczy to kilku kosmetyków tej samej firmy. Akurat tak się składa, że Farmonę bardzo lubię i chętnie sięgam po produkty sygnowane tym logiem mimo kilku niewypałów. Bohaterka dzisiejszego posta, odżywka do włosów Skrzyp polny niestety nie należy do najlepszych. Nie jest to też żaden koszmarny bubel, a kosmetyk, który się nie sprawdził. Bardziej obszerna opinia poniżej - zapraszam! 

 
Opakowanie jest identyczne jak w przypadku lnianej wersji - zawiera 200ml produktu, jest miękką, nieprzezroczystą tubą. Bardzo łatwo wydobyć z niej odżywkę. Akurat ta część jest porządna i nie pęka. Nakrętka na "klik" ułatwia zadanie, jednak jest wykonana bardzo nieporządnie. Po zaledwie kilku użyciach zaczęła się odłamywać, co doprowadza do dostawania się powietrza do wnętrza.

Na opakowaniu nie ma żadnych naklejek - wielki plus dla producenta. Informacje są w postaci nadrukowanych, nieścierających się napisów. Szata graficzna tej serii bardzo mi się podoba, także w tej wersji. Rośliny wyglądają jak żywe, uwielbiam takie motywy! Nie całości rozmieszczono sporą, ale nieprzytłaczającą ilość wyrazów.


Odżywka jest gęsta, jednak niewtarta może spływać. Nakłada się świetnie, szybko i dokładnie. Spłukuje się bardzo dobrze, nie skleja przy tym włosów. Wewnątrz znajdziemy:
Skład: Aqua (Water), Behentrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Equisetum Arvense (Horsetail) Herb Extract, Glycerin, Inulin, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Hydrolyzed Keratin, Panthenol, Lactic Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate,Parfum (Fragrance).

Zapach początkowo nie przypadł mi do gustu, ale już się go niego przyzwyczaiłam. Jest mocno roślinny, nieco ziemisty. Nie jest jednak na tyle mocny, aby w nieprzyjemny sposób drażnić noc. Po spłukaniu nie utrzymuje się na włosach, ale jeśli pozostanie niezmyty to czuć go na kosmykach przez pewien czas. Jest to woń bardzo naturalna, niechemiczna.


Odżywka nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia. Jest to produkt bez spłukiwania, ale niestety nie mogę jej używać w ten sposób, gdyż nadaje włosom tępości i matowości, aż trudno je rozczesać. Są też nieprzyjemne w dotyku. Lepiej sprawdza się jako maska przed myciem, nałożona na pół godziny. Sprawia wtedy, że kłaki są śliskie i łatwiej je umyć, ładnie błyszczą i są lekkie. Póki co nie wzmocniła ich, ale poczekam z tym do końca opakowania. W tym przypadku problem nie tkwi w odżywce, a w sposobie jej używania.

Opakowanie - 8 - miękkie, poręczne, z fatalną, urywającą się klapką, bez naklejek. Konsystencja - 8 - gęsta, bardzo przyjemna, łatwo się rozprowadza i spłukuje. Zapach - 8 - roślinno - ziemisty, naturalny, po zmyciu nie utrzymuje się na włosach. Działanie - 5 - niezmywana nadaje tępości i brzydkiego matu, a spłukana - lekko nawilża, nabłyszcza i wygładza. Ocena ogólna - 6/10. Całkiem niezła odżywka, jednak nie kupię jej ponownie, gdyż nie spełniła moich oczekiwań.

czwartek, 10 stycznia 2013

Nothing at all. Farmona Jantar Odżywka do włosów i skóy głowy

Do recenzji osławionej, polskiej wcierki podchodziłam jak pies do jeża. Każdego dnia dawałam jej szansę na pokazanie możliwości, ale niestety ich nie zauważyłam ani przy pierwszym, ani przy drugim, obecnie zużywanym opakowaniem. Efekty niezwykle mizerne, a ja czuję się nieco oszukana, gdyż wszyscy chwalili jej wpływ na porost baby hair. Bardzo chciałabym doznać działania odżywki do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, a tymczasem nie jestem zbyt zadowolona. Powody w dalszej części notatki.


Wcierka znajduje się w płaskim opakowaniu z dość grubego szkła, jest tym samym dość ciężkie. Jest ono przezroczyste, więc dobrze widać poziom zużycia. Posiada plastikową nakrętkę z ukrytym pod nią aplikatorem, z jakim mogłyście spotkać się przy leku Aromatol. Wytrząsanie produktu z butelki nie jest najprostsze - może wypaść lub uderzyć nas np. w głowę. Nie jest to wygodne rozwiązanie, toteż aby użyć odżywki muszę go wyjmować. Pozostaje wtedy spory otwór, przez który można wylać wcierkę w zbyt dużej ilości. 

Odżywkę kupujemy w kartonowym opakowaniu ze składem, działaniem i innymi informacjami. Butelka natomiast została opatrzona jedną, papierową naklejką, która póki co nie odkleja się ani nie zadziera. Zawiera tylko nazwę produktu. Szata graficzna zupełnie przeciętna, bez większych zachwytów. W sumie nie jest brzydka, ale pięknością też nie grzeszy. Nie jest to jednak produkt, który stawiam na półce i podziwiam, więc nie narzekam. 


Wcierka jest bardzo rzadka, jednak sporo gęstsza od wody. Szybko przecieka przez palce, łatwo ją rozlać. Dobrze rozprowadza się po skórze i włosach. Nie spływa. Wchłania się całkiem szybko, jednak nie ekspresowo. Ze względu na opakowanie i konsystencję nie jest zbyt wydajna. Jest bardzo lejąca, więc wypływa jej o wiele za dużo. Skład ma długi, z niechcianymi składnikami na końcu: PABA, Triethanol amine, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Methyldibromo Glutaronitrile. Poza tym ma jednak wiele pozytywnych substancji.
Skład: Aqua, Propylene Glycol, Glucose, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Hedera Helix Extract, Tropaeolum Majus Extract, Nasturtium Officinale Extract, Amber Extract, Disodium Cystinyl Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine Hci, Citrulline, Glucosamine HCI, Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acid, PABA, Triethanolamine, Carbomer, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methyldibomo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool

Zapach nie jest najpiękniejszy, jednak dość lekki i niedrażniący. Zawiera zwietrzałe męskie nuty, ale nie jest to woń brzydka czy dusząca. Co ważne, nie czuć jej na odległość. Utrzymuje się na włosach dość krótko.


Działanie wcierki mocno mnie zawiodło. Oczekiwałam baby hair, a tymczasem nie pojawiły się, a obecne nie wydłużyły. Nie zniwelowała też wypadania, niewielkiego wprawdzie. Plusem, jaki zaobserwowałam jest lekkie nawilżenie skalpu i włosów. Skóra głowy nie swędzi, a włosy nie wypadają w większej ilości.

Opakowanie - 3 - nieporęczne, ciężkie, z nieciekawym aplikatorem, wykonane z dość grubego szkła. Konsystencja - 7 - bardzo rzadka, lejąca, gęstsza od wody, dobrze się rozprowadza i całkiem szybko wchłania. Skład - 6 - dużo pozytywnych składników, ale są też negatywne. Zapach - 6 - lekko męski, niedrażniący. Działanie - 4 - lekko nawilża skalp i włosy, jednak nie powoduje wysypu baby hair. Ocena ogólna - 5/10. Średni produkt, trochę się zawiodła. Wiem jednak, że na wiele z Was działa świetnie, a więc nie odradzam. 

niedziela, 6 stycznia 2013

Włosowe aktualizacje - po 2. miesiącu

Dzisiaj przybywam do Was z minimalnie spóźnioną aktualizacją włosową. Dokładnie trzy dni temu minęły dwa miesiące od rozpoczęcia pokazywania moich włosów w comiesięcznych odstępach. Przyznaję, że bardzo mi one pomagają, podobnie jak dziennik, który również możecie oglądać. Moje kłaki wyglądają coraz lepiej również dzięki Waszym zdjęciom i poradom. Bardzo dziękuję za wszystko, jesteście wielkie! A tymczasem zapraszam na kosmykowy post.   

03.12.12                                               06.01.13

 
  
    Długość z tyłu - najkrótsze 37cm, najdłuższe 40cm, zebrane razem - 38/39cm 

06.01.13


Przepraszam za kolor moich włosów na dzisiejszym zdjęciu. Nie farbowałam ich nigdy, to, co tu widać jest efektem złego oświetlenia.
Choć nie widać tego na zdjęciu, kłaki urosły około jednego centymetra. Nie jest to dużo, ale przynajmniej wiem, że nie stoją w miejscu. Zdecydowanie poprawiła się ich kondycja - są dużo bardziej gładkie, miękkie i sprężyste (patrz na powyższe zdjęcie). Nie straszą już przerażającą suchością i masą uszkodzeń. Nie stało się to jednak samo z siebie - pomaga mi w tym spora armia kosmetyków, które zaraz przedstawię.

Pielęgnacja opierała się głównie na oleju, łagodnym szamponie, odżywkach i sprayach. Dołączyły też przydatne akcesoria oraz serum na końcówki. W przeciwieństwie do listopada grudzień obfitował w wiele nowości i rozrost włosowej kolekcji. Poniżej mała prezentacja.

 
Widać tu mój ulubiony, kończący się już olej Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil, który znalazł się już na liście produktów do wykończenia. Dalej mamy zdenkowany BabyLove Mildes Shampoo, odpowiednik BabyDream'u (BabyDream'a?). Jego działanie jest identyczne jak BD! Następnie znajdziemy odżywkę w ogromnym opakowaniu - Kallos Serical Crema Al Latte. Używam jej namiętnie i kocham bezgranicznie. Kolejnym produktem jest opisywana wczoraj Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera, skomplementowana i pochwalona.


Używałam też serum na końcówki, które opisywałam kilka dni temu. Balea Professional Oil Repair Haaröl, które sprawdza się naprawdę świetnie. Dalej mamy używany bardzo rzadko spray Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, nadający wspaniałej miękkości oraz pięknie pachnący, ułatwiający rozczesywanie Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus. Jest też odżywka do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, czyli popularna wcierka. Niestety nie widzę po niej efektów.


Wdrożyłam też odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny, której działania nie jestem w stanie opisać - zbyt krótko jej używam. Szampon BabyDream uwielbiam i nie zamierzam się rozstawać. Olej rycynowy Apteczka Babuni gościł na mych kłakach dopiero raz, więc recenzją będzie dopiero za jakiś czas. 


Od mniej więcej trzech tygodni towarzyszy mi Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep, czyli naprawdę dobra szczota. Rozczesuje bez wyrywania, nie ciągnie i jest idealnie wyprofilowana. Kudłate, miękkie gumki bez łączeń to wytwory Nanu - rossmannowskiej firmy biżuteryjnej. Nie niszczą włosów, a trzymają świetnie.    

I to byłoby na tyle grudniowej pielęgnacji. Mysle, ze styczniowa będzie podobna, chociaż lecą do mnie trzy nowe oleje. Planuję też zakupić płyn Facelle i glicerynę, także spodziewajcie się wszystkiego.