Kupiłyście już którąś z nowości My Secret? Macie, lubicie tego typu kolory?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą my secret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą my secret. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 października 2014
My Secret Nail Polish 203 Baby Pink
Ostatnio My Secret wypuściło tak wiele nowości, że nie wiem, na co się zdecydować. Póki co skusiłam się na jeden lakier i dzisiejszy post będzie właśnie o nim. 203 Baby Pink to dokładnie taki odcień, jak się nazywa, idealny baby pink. Bardzo jasny róż, rozbielony, przypomina truskawkowy jogurt. Wygląda dziewczęco, niewinnie i delikatnie, a zarazem elegancko. W kwestiach technicznych - równo przycięty pędzelek, niezbyt szeroki (tak bardzo przyzwyczaiłam się do szerokich pędzli Essie, że teraz wszystkie inne są dla mnie zbyt wąskie :D). Lakier ma odpowiednią konsystencję, nie rozlewa się, ale też nie jest bardzo gęsty. Smuży przy pierwszej warstwie, kryje w pełni przy trzech. Schnie w miarę przyzwoicie, jednak wspomogłam się Seche Vite. Efekt końcowy mi się podoba, może i nie jest to zbyt wyszukany odcień, ale brakowało mi takiego w mojej niewielkiej kolekcji :)
sobota, 27 kwietnia 2013
Życie w cieniu. My Secret Matt Eye Shadow 506
Maluję się bardzo rzadko, a właściwie ograniczam się tylko do błyszczyka lub szminki oraz jasnej kredki na linię wodną. Makijażu praktycznie nigdy nie nakładam na oczy, a jeśli już, to używam brązowego cienia, który dzisiaj opiszę. Oczywiście dodaję inne akcenty kolorystyczne, ale to właśnie ten gra pierwsze skrzypce :)
My Secret Matt Eye Shadow 506
Mimo że cieni używam bardzo rzadko, mam swoje wymagania odnośnie działania tychże kosmetyków. Zależy mi, żeby kolory nie były wyblakłe. Nie lubię cieni znikających, zbierających się w załamaniach. Muszą też być łatwe w obsłudze, łatwo się rozcierać i aby łączyły się z innymi odcieniami na powiece. Chyba każdemu zależy na ładnych przejściach :] Dobrze byłoby też, gdyby były stosunkowo tanie, łatwo dostępne i żeby gama kolorystyczna zawierała dużo odcieni. Myślę, że moje wymagania nie są zbyt wygórowane. Ważne, że dzisiejszy bohater je spełnia.
Cień umieszczono w zwyczajnym, płaskim opakowaniu z klapką na "klik", wykonanym z przezroczystego, wytrzymałego plastiku. Od razu widać kolor kosmetyku. Klapka łatwo się otwiera i zamyka, niesamoistnie, ale nie trzeba też łamać sobie paznokci. Cień jest dobrze przyklejony, mimo wielu upadków nie odpadł, a plastik wciąż się trzyma. U góry mamy niezbyt urodziwe napisy, które na szczęście się nie ścierają. Na spodzie z kolei widnieje naklejka, też srebrna, z opisem kosmetyku i numerem odcienia - w tym przypadku 506. Ogółem opakowanie raczej mi się nie podoba, wygląda trochę tanio :/
Cień jest dobrze zmielony, łatwo nabiera się na palec i pędzelek. Świetnie się rozciera, dobrze łączy z innymi kolorami. Na powiece utrzymuje się długo, ale bez bazy trochę blednie w ciągu dnia. Podczas nakładania minimalnie się osypuje, po wykonaniu makijażu nic takiego już nie następuje. Jest też niezwykle wydajny, ale to dotyczy większości cieni do powiek.
Produkt jest całkowicie matowy, na próżno szukać w nim jakichkolwiek drobinek czy połysku. Do tego ma niesamowitą pigmentację - na zdjęciu bez bazy, nałożony w umiarkowanej ilości. Posiadany przeze mnie 506 to piękny brąz, daleko mu do gorzkiej czekolady albo kawy z mlekiem. Bardzo mi się podoba, jest uniwersalny, a ja bardzo takie lubię :)
| Lewa strona - nałożony w niewielkiej ilości na dolną i górną powiekę, roztarty z różem do policzków Essence Marble Mania. Prawa strona - swatch na dłoni, umiarkowana ilość, bez bazy. |
Bardzo polubiłam ten cień. Spełnia wszystkie moje wymagania wypisane na początku postu. Uwielbiam jego pigmentację, łatwość w obsłudze, fakt, iż dobrze się blenduje. Moja ocena to oczywiście 10/10 :) Mam ochotę jeszcze na beż z numerem 519.
Używałyście cieni tej firmy? Lubicie maty czy wybieracie perełki?
niedziela, 7 kwietnia 2013
Marcowe zakupy
W marcu nie dałam się ponieść zakupowemu szałowi i nie przygarnęłam pod swoje skrzydła wiele. Faktycznie jest tego więcej niż zużyć, ale większość pochodzi z wymian, także nie będę panikować. Szczerze mówiąc, taka ilość to u mnie norma i nie widzę w tym nic złego. Z prawie wszystkich jestem bardzo zadowolona, więc chętnie przybliżę Wam każdy z nich :)
Jak widać, nie ma tego tak dużo. Powstrzymałam się od kupowania nowości Essence, wzięłam tylko matowy błyszczyk. Także moja włosomania i żelomania nie uzyskała wielu nowych przyjaciół.
Prawdziwą kąpiel z mnóstwem piany i innych dodatków biorę bardzo rzadko, więc płyny pojawiają się w moim domu niezbyt często. Zaskoczeniem jest dla mnie fakt, iż w marcu przygarnęłam aż dwa - Luksja Caramel Waffle (7,99zł) oraz Avon - Choinka, który dostałam w ramach wymiany. Oba pięknie pachną, póki co użyłam karmelowego razy dwa :] Dalej mamy Kamill Wellness Shower Rhabarber-Limette (2,99zł), który powiększył moje żelowe zasoby. Następnie Olej z avocado Fitomed, również z wymiany. Nakładam na włosy, ale świetnie zmywa makijaż. Ostatnim produktem w tej grupie jest Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci (5,99zł), do którego nie pałam szczególną miłością.
Tutaj mamy grupkę całkowicie bezpłatną :D W ramach wymiany dostałam dwa mydła Tso Moriri - Kibica i Glicerynowe Liść Grapefruita. Póki co mam do zużycia żel, ale tym drugim już raz się umyłam. Dalej znajduje się próbka mydełka firmy nieznanej. Antyperspirant Nivea Stress Protect dostałam od firmy, gdyż można było się zgłosić i jak wiele zostałam wybrana. Sprawdza się świetnie, recenzja za dwa tygodnie. O kremie na noc Niszcz Pryszcz DLA marzyłam od dawna i wreszcie mam! Będę nakładać punktowo, bo boję się wysypu.
Wreszcie mam kosmetyk wysokopółkowy :D A właściwie jego miniaturkę, mianowicie Clinique Up-Lighting Liquid Illuminator, czyli po prostu płynny roświetlacz. Skusiłam się na Essence Stay Matt Lip Cream 01 Velvet Rose (8,99), który niestety trochę mnie rozczarował. Udało mi się zdobyć upragniony Essence Marble Mania Blush Swirlpool (7zł). Już kiedyś go miałam, ale potłukł się i oddałam innej blogerce. Kupiłam też balsam do ust Tisane (9,2zł) oraz dostałam Oriflame Pure Nature Organic Red Apple & Oat Nourishing Lip Balm. Oba sprawdzają się bardzo dobrze.
Oszalałam na punkcie My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow (4,99zł), więc musiałam go przygarnąć. Avon Color Trend Ice Sheers Refreshing Pear jest dla mnie jednocześnie i ładny, i brzydki :P Editt Lakier do paznokci szybkoschnący Bezbarwny służy mi jako baza pod kolorowe emalie.
Dostałam też kilka różnych próbek, w tym box od Vichy :) Z wymiany mam kolejną próbkę delikatnego peelingu Jadwiga, który uwielbiam!
A jak tam Wasze łupy? Upolowałyście coś ciekawego?

Jak widać, nie ma tego tak dużo. Powstrzymałam się od kupowania nowości Essence, wzięłam tylko matowy błyszczyk. Także moja włosomania i żelomania nie uzyskała wielu nowych przyjaciół.
Prawdziwą kąpiel z mnóstwem piany i innych dodatków biorę bardzo rzadko, więc płyny pojawiają się w moim domu niezbyt często. Zaskoczeniem jest dla mnie fakt, iż w marcu przygarnęłam aż dwa - Luksja Caramel Waffle (7,99zł) oraz Avon - Choinka, który dostałam w ramach wymiany. Oba pięknie pachną, póki co użyłam karmelowego razy dwa :] Dalej mamy Kamill Wellness Shower Rhabarber-Limette (2,99zł), który powiększył moje żelowe zasoby. Następnie Olej z avocado Fitomed, również z wymiany. Nakładam na włosy, ale świetnie zmywa makijaż. Ostatnim produktem w tej grupie jest Ziaja Naturalny oliwkowy krem do rąk i paznokci (5,99zł), do którego nie pałam szczególną miłością.
Tutaj mamy grupkę całkowicie bezpłatną :D W ramach wymiany dostałam dwa mydła Tso Moriri - Kibica i Glicerynowe Liść Grapefruita. Póki co mam do zużycia żel, ale tym drugim już raz się umyłam. Dalej znajduje się próbka mydełka firmy nieznanej. Antyperspirant Nivea Stress Protect dostałam od firmy, gdyż można było się zgłosić i jak wiele zostałam wybrana. Sprawdza się świetnie, recenzja za dwa tygodnie. O kremie na noc Niszcz Pryszcz DLA marzyłam od dawna i wreszcie mam! Będę nakładać punktowo, bo boję się wysypu.
Wreszcie mam kosmetyk wysokopółkowy :D A właściwie jego miniaturkę, mianowicie Clinique Up-Lighting Liquid Illuminator, czyli po prostu płynny roświetlacz. Skusiłam się na Essence Stay Matt Lip Cream 01 Velvet Rose (8,99), który niestety trochę mnie rozczarował. Udało mi się zdobyć upragniony Essence Marble Mania Blush Swirlpool (7zł). Już kiedyś go miałam, ale potłukł się i oddałam innej blogerce. Kupiłam też balsam do ust Tisane (9,2zł) oraz dostałam Oriflame Pure Nature Organic Red Apple & Oat Nourishing Lip Balm. Oba sprawdzają się bardzo dobrze.
Oszalałam na punkcie My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow (4,99zł), więc musiałam go przygarnąć. Avon Color Trend Ice Sheers Refreshing Pear jest dla mnie jednocześnie i ładny, i brzydki :P Editt Lakier do paznokci szybkoschnący Bezbarwny służy mi jako baza pod kolorowe emalie.
Dostałam też kilka różnych próbek, w tym box od Vichy :) Z wymiany mam kolejną próbkę delikatnego peelingu Jadwiga, który uwielbiam!
A jak tam Wasze łupy? Upolowałyście coś ciekawego?
piątek, 22 marca 2013
Water marble part I. My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow + Pierre Rene Carnival 01 + My Secret Nail Polish 114
Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo zafascynowana każdą możliwą formą zdobienia paznokci. Wielu z nich jeszcze nie znam, ale mam nadzieję, że poznam :) Dzisiaj naszło mnie na water marble, czyli marmurowe paznokcie robione przy pomocy wody. Od razu zaznaczam, że w pełni robiłam to pierwszy raz i nie wyszło idealnie. Wprawdzie kiedyś próbowałam na dwóch paznokciach, ale nic nie wyszło i dopiero dzisiaj dojrzałam do ponowienia próby. Chyba nie jest najgorzej, mnie się podoba :)
Do wykonania zdobienia użyłam lakierów tego samego producenta, czyli Pierre Rene, które tworzy także My Secret. Celowo wzięłam emalie ze shimmerem - My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow + Pierre Rene Carnival 01 + My Secret Nail Polish 114 (tylko środkowy paznokieć u lewej ręki). Całość prezentuje się bardzo przyjemnie, ten beż i czerwień ubóstwiam! Myślę, że fajnie prezentowałyby się na Boże Narodzenie, tylko z dodatkiem złota i zieleni :)
Udało mi się tylko dzięki postowi Kleopatre - KLIK. Robiłam tak, jak pisało i efekty są, więc nie będę opisywać. Dodam tylko, że nie nakładałam lakieru bazowego. Zapomniałam także o smarowaniu olejkiem i w rezultacie musiałam zużyć mnóstwo patyczków higienicznych, aby doczyścić skórki :D Myślałam, że porobią się pęcherze, woda dostanie się pod lakier i będzie się mazać, ale nic takiego nie wystąpiło. Całość wyschła w ciągu dziesięciu minut, jest dobrze utwardzona. Podczas wysychania wzorki nie rozpłynęły się.
Podoba Wam się moje water marble? Co sądzicie o takiej metodzie zdobienia? A może same takie nosicie?
Do wykonania zdobienia użyłam lakierów tego samego producenta, czyli Pierre Rene, które tworzy także My Secret. Celowo wzięłam emalie ze shimmerem - My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow + Pierre Rene Carnival 01 + My Secret Nail Polish 114 (tylko środkowy paznokieć u lewej ręki). Całość prezentuje się bardzo przyjemnie, ten beż i czerwień ubóstwiam! Myślę, że fajnie prezentowałyby się na Boże Narodzenie, tylko z dodatkiem złota i zieleni :)
Udało mi się tylko dzięki postowi Kleopatre - KLIK. Robiłam tak, jak pisało i efekty są, więc nie będę opisywać. Dodam tylko, że nie nakładałam lakieru bazowego. Zapomniałam także o smarowaniu olejkiem i w rezultacie musiałam zużyć mnóstwo patyczków higienicznych, aby doczyścić skórki :D Myślałam, że porobią się pęcherze, woda dostanie się pod lakier i będzie się mazać, ale nic takiego nie wystąpiło. Całość wyschła w ciągu dziesięciu minut, jest dobrze utwardzona. Podczas wysychania wzorki nie rozpłynęły się.
Podoba Wam się moje water marble? Co sądzicie o takiej metodzie zdobienia? A może same takie nosicie?
piątek, 15 marca 2013
Moja bajka - My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow
O tym lakierze pisało już wiele osób, jednak jako jego posiadaczka muszę dodać swoje trzy grosze na jego temat. Od początku podobała mi się cała kolekcja, ale póki co zaopatrzyłam się tylko w w ten konkretny odcień. Uwielbiam wszelakie beże i nude, choć mam ich bardzo mało i w różnych odcieniach. Dzisiejszy bohater to mój najnowszy nabytek i obecny ulubieniec z serii "dyskretny, ale ma w sobie to coś".
164 Pearl Glowto przepiękny, bardzo jasny beż nie zawierający różowych tonów. Posiada jednak mikroskopijny shimmer identycznej wielkości. Efekt jest dość dyskretny, ale niepłaski. Wygląda elegancko, pasuje do każdej stylizacji i makijażu, na wszystkie pory roku. Bardzo, bardzo mi się podoba, cieszę się, że go mam w swojej kolekcji i nie pozwolę go sobie odebrać :)
Aplikacja bajeczna, fajny pędzelek, nie pojawiają się zacieki, smugi, zero zamalowanych skórek. Do pełnego krycia wystarczą dwie cienkie warstwy i dokładnie tyle nałożyłam do zdjęć. Schnie szybko, każda warstwa około siedmiu minut, a więc naprawdę niedużo. Nie pojawiają się żadne pęcherzyki, lakier nie ściąga się przy końcówkach.
Lakier tak bardzo mi się podoba, że mam zamiar nosić go częściej! Cała kolekcja wygląda bosko, na pewno skuszę się na następny odcień. Może któraś z Was zapoznała się już z tą serią?
wtorek, 11 września 2012
Aktualna kolekcja lakierów do paznokci
Jeszcze niedawno, bodajże w listopadzie, moja lakierowa kolekcja wynosiła dokładnie trzy sztuki. Teraz, kiedy minęło dziesięć miesięcy zbiór emalii nieco się rozrósł i myślę, że wypadałoby pokazać skromną zawartość tekturowego pudełka po butach. Zdaję sobie też sprawę z tego, że w porównaniu do niektórych z Was moja kolekcja to pikuś. Niemniej jednak zapraszam do obejrzenia.
♥ = ulubiony
♥ = ulubiony
Po rozpracowaniu powyższe kupki na czynniki pierwsze wcale nie ma tego tak dużo, jak się wydaje. Ot, takie złudzenie :)
Mariza Care&Control 44
Lm Super&Ultra Brilliant Nail Polish 110
Miss Sporty 385 ♥
Eveline Scarlett 569
Avon Nailwear Pro Pink Radiance
Miss Sporty 390 ♥
Sensique Fantasy Glitter Pink Frosting
Catrice Ultimate Raspberry Fields Forever
My Secret Nail Polish Mint
Catrice Out Of Space Beam Me Scotty! ♥
Essence A New League Tommy's Favorite Green ♥
Essence I Love Berlin I'm Berliner
Joko Find Your Color Coriander Green ♥
Essence Fruity One Kiwi a Day ♥
China Glaze Metro Trendsetter ♥
Essence Vampire's Love Into the Dark ♥
Colour Alike Denim Niebieski Ptak
Essence Colour&Go Blue Addicted
Miyo Mini Drops Provocation ♥
Ruby Rose 66
Essence Vampire's Love The Dawn is Broken ♥
Bell Air Flow Lotus Effect - brak numeru
Colour Alike Trele Morele
China Glaze Anchors Away Life Preserver ♥
Mollon Matt Beauty - brak numeru
Essence Nateventurista Mother Earth Is Watching You
Eveline Holografic Shine 407 ♥
Sensique Oriental Dream Indian Rose
Catrice Out Of Space My Milkyway! ♥
Lovely Odżywka intensywnie regenerująca
Essence Black And White White Hype
Verona Beauty Nail Club Odżywka wygładzająco - wybielająca
Wibo Crocodile Skin 4
Avon Nailwear Pro Luxe Lavender ♥
Sensique Fantasy Glitter Fireworks ♥
Delia Las Vegas 500 ♥
Basic Nagellack Nailpolish 281
Miss Sporty Clubbing Colours Bubble Gum 453
Jak widać naprawdę nie ma tego dużo - zaledwie 38 sztuk, w tym odżywki i topy. Niemniej jednak jestem zadowolona ze swojego małego zbioru i niezwykle rada, że się ciągle powiększa.
piątek, 31 sierpnia 2012
Sierpniowe zużycia
To już ostatnie tchnienie sierpnia i jestem pewna, że nie dam rady już niczego więcej zużyć. A jest tego trochę i tym razem postanowiłam dodać notatkę w nieco innym rozmieszczeniu, głównie dlatego, żeby się Wam lepiej czytało. Tak więc bez zbędnych przedłużeń zapraszam do dość długiego posta :)
Muszę przyznać, że udało mi się dość sporo zużyć i to z różnych dziedzin. W sierpniowym denku znalazły się produkty do ciała, twarzy, włosów, a nawet paznokci i jeden produkt z kolorówki! Jestem z siebie dumna, bo zużyłam to, co zalegało i to, co było w użyciu na co dzień :)
- Original Source, Seasonal Edition, Spearmint Shower Gel - całkiem przyjemny produkt, ale nie powalił mnie na kolana. Dobrze się pienił, nieźle oczyszczał. Niestety, był koszmarnie niewydajny ze względu na brak niekapka i rzadką konsystencję. Pachniał miętową gumą Orbit, odświeżał i jednym mankamentem jest fakt, że nie chłodził.
- Original Source, Chocolate&Mint Shower Gel - akurat ten polubiłam bardziej niż poprzedni. Świetnie się pienił, cudownie oczyszczał, nie wysuszał skóry. Nie był zbyt wydajny, wystarczył na około dwa tygodnie. Zapach miał przepiękny, apetyczny i minimalnie chłodzący.
- Joanna, Naturia, Odżywka do włosów suchych, zniszczonych i po ondulacji - bardzo dobry produkt. Lekko nawilżała włosy, ograniczała ich szorstkość i nadawała blasku. Ponadto jako kosmetyk bez spłukiwania nie obciążała i nie sklejała włosów. Szkoda tylko, że zawierała PEG.
- Alterra, Nawilżająca maska do włosów 'Granat&Aloes' - cud nad cudami! Wspaniale odżywiała i zmiękczała włosy, nie obciążała i nadawała boskiej sypkości. Ślicznie pachniała owocami, ale nie pozostawiała tego aromatu na włosach.
- Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką do włosów - bardzo przyjemny produkt, chociaż nie jestem pewna jego działania. Zdaje mi się, że rzeczywiście przyspieszał wzrost włosów. Co najważniejsze - nie wspomógł przetłuszczania.
- Beauty Formulas, Apricot Facial Scrub - polubiłam go, chociaż mnie zapychał. Mimo to delikatnie wygładzał skórę i sprawiał, że była niezwykle promienna. Ponadto jego zapach zdobył moje serce - morelowy aromat ułatwiał użytkowanie.
- Bi-es, Uroda, Melisa, Tonik bezalkoholowy - używałam go jako mgiełki do ciała - przelałam do butelki z atomizerem i psikałam się od czasu do czasu. Całkiem nieźle odświeżał, jednak pozostawiał lekki, acz lepki film. na twarzy było tak samo, więc mówiąc krótko - nie polecam.
- Rival de Loop, Pure Skin, Washgel Peeling Effekt - zużyłam już wiele opakowań i za każdym razem stwierdzam, że to mój ulubiony myjak ever. Odświeża, oczyszcza, dezynfekuje i sprawia, że skóra jest promienna i wygląda zdrowo.
- Paloma, Hand Spa, Cukrowy peeling do rąk - bardzo przyjemny produkt. Dobrze się rozprowadzał, dość mocno ścierał, pozostawiał parafinową powłoczkę na skórze. Niestety była ona tak uciążliwa, trudna do zmycia i właśnie to dyskwalifikuje ponowny zakup.
- Avon, Care, Shimmering Body Lotion - kolejny produkt o przyzwoitym działaniu. Lekko nawilżał i wygładzał oraz rozświetlał srebrnymi drobinkami nie tworzącymi efektu tafli. Ponadto pozostawiał tępy film na skórze. Ładnie pachniał arbuzem.
- Kolastyna, Krem do stóp z pękającą skóra pięt - naprawdę fany kremik do codziennego użytkowania. Dobrze nawilżał , wygładzał i lekko chłodził. Doznałam efektu lekkich nóg. Szybko się wchłaniał i nie pozostawiał tłustego filmu.
- Synergen, Soft Peeling - porządny zdzierak. Świetnie wygładzał cerę i nie zapychał jej. Była promienna i wyglądała zdrowo. Szkoda tylko, ze rozdrapywał wypryski i wolniej się goiły, wiec zużyłam i wrócę kiedy indziej.
- Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - inaczej produkt do stosowania punktowego, ew. na całą twarz cienką warstwą. Wypróbowałam go i tak, i tak, i efekty są naprawdę niezłe. Dość mocno wysusza wypryski i lekko rozjaśnia skórę. Niespodzianka posmarowana wieczorem rano jest już o połowę mniejsza.
- Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - jedne z lepszych nawilżanych chustek odświeżających. Świetnie oczyszczały z zanieczyszczeń, kurzu i nie podrażniały skóry. Ponadto były mokre do ostatniej sztuki.
- Avon, Solutions, Regenerujący krem na noc - próbka -nic szczególnego. Używałam go jako specyfiku pod oczy przez dwa tygodnie i nie zauważyłam efektu "wow". Całkiem przeciętnie nawilżał skórę i nieco ją odżywiał, jednak nic poza tym. Zero wygładzenia ani tego typu efektów.
- Yves Rocher, Hydra Vegetal, Żel-krem intensywnie nawilżający 24h - próbka - jestem niesamowicie zadowolona z zawartości, którą aplikowałam po oczy. Skóra była nawilżona, bez obrzęków, wygładzona i świeża.
- Softella, Płatki kosmetyczne - nic ciekawego. rozwarstwiały się przy zmywaniu lakieru z paznokci i nanoszeniu toniku. Pozostawiały włókienka na skórze i trudno było je stamtąd zdjąć.
- Ola, Płatki kosmetyczne - identyczne w działaniu jak płatki Softella. Bardzo trudno mi się z nimi pracowało, rozwarstwienia i włókienka były na porządku dziennym.
- Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes,heals and protects your lips - w końcu zdecydowałam się na zakup tej wersji i stwierdzam, że nie żałuję ani odrobinę. Naprawdę dobrze chroni usta przed pierzchnięciem, nawilża i pomaga zaleczyć zajady i pęknięcia.
- Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera and Mentol - tej wersji jestem wierna od ponad roku i póki co nie zamierzam się z nim rozstać. Nawilża dość dobrze, lekko chłodzi i chroni. Niestety nie pomaga goić się zajadom - rozmacza je i sprawia, że pieką.
- Carmex, Classic, Tubka - nie wiem, co o nim myśleć. Na początku świetnie nawilżał i chronił, a efekt utrzymywał się krótko. Po tygodniu używania okropnie przesuszył, usta spierzchły, spękały, trudno było mi coś powiedzieć, bo bałam się, że pękną mi wargi. Ponadto porobiły mi się krostki i suche skórki.
- Tisane, Balsam do ust - uratował mnie po niefortunnej przygodzie z Carmexem. Dobrze nawilża, chroni i wygładza. Nadaje otoczkę ochronną na pewien czas. Szkoda tylko, że był mało wydajny.
- Spirytus salicylowy - przydatny produkt. Używałam go do dezynfekcji wyprysków i zasuszał je, jednak na krótko. Później wracały i tak wpadałam w błędne koło. Znalazłam jednak dla niego inne zastosowanie - przemywam nim pęsetę przed wyrywaniem niepotrzebnych włosków z brwi.
- Pimafucort, Krem - uratował moje usta, kiedy napadły mnie dwa okropne zajady. Wysuszył je, zaleczył i nie pozostawił skóry w stanie, który przypomina Saharę. Dobrze sprawdza się też na różne inne podrażnienia.
- Kata-roll, Sztyft do okolic nosa - miałam go bardzo długo, a to oznacza, że był naprawdę bardzo wydajny.Regenerował spieczoną katarem skórę wokół otworów w nosie. Zniwelował spierzchnięcie i uczucie suchości.
- KillyS, Zmywacz do paznokci bez acetonu - bardzo go lubię, chociaż zwyczajnie się nie opłaca go kupować. Dobrze radzi sobie z lakierami każdego koloru. Nie wysusza płytki, nie sprzyja rozdwajaniu. Wolę tańszą Isanę.
Peeling Paloma znalazł się na tym zdjęciu przez przypadek!
- My Secret, Matt Eye Shadow, 506 - świetnie napigmentowany cień. Używałam go zarówno do codziennego, jak i imprezowego makijażu. Długo utrzymywał się na powiekach.
- Sensique, Lawendowy olejek do paznokci - przyjemny, jednak nie dał żadnych efektów. Był bardzo tłusty, długo się wchłaniał. Sprawił tylko, że skórki były miększe, a lakiery szybciej wysychały.
- Lovely, Magic Cracking Special Effect, 13 - przepiękny, przewspaniały, przecudowny! Dobrze się rozprowadzał, jednak szybko zgęstniał i zostało odrobinę na dnie. Tworzył śliczne pęknięcia :)
- Alverde, krem do cery bardzo wrażliwej - używałam go do rąk, ponieważ na twarzy był zbyt tłusty. Cera świeciła się na potęgę. Na dłoniach sprawdził się całkiem nieźle - nawilżył i nadał efektu "niewidzialnych rękawiczek". Bardzo długo się wchłaniał ze względu na gęstość. Ponadto miał specyficzny, całkiem przyjemny zapach.
Co sądzicie o takiej ilości zużyć? Mało, dużo? Ile Wy zużyłyście?
Etykiety:
alterra,
alverde,
asa,
avon,
beauty formulas,
bi-es,
carmex,
green pharmacy,
joanna,
killys,
kolastyna,
lovely,
my secret,
original source,
paloma,
rival de loop,
synergen,
tami,
tisane,
zużycia
czwartek, 2 sierpnia 2012
Lipcowe zużycia
Lipiec nie błogosławił moim zużyciom i czasem na nie, więc wydenkowałam niedużo. Niemniej jednak jestem zadowolona, gdyż "wyszło" trochę zalegających mi produktów. Ilość denek nie jest równomierna do ilości zakupów, ale co tam :) Następnym razem będzie lepiej.
Zaczniemy od produktów w saszetkach i małych opakowaniach, a później przejdziemy do większych :)
- Cashmir, Cotton 100%, 120 płatków kosmetycznych - tradycyjne, najzwyklejsze waciki w dużej paczce. Całkiem nieźle nadają się do zmywania makijażu i paznokci, ponieważ zbytnio się nie rozwarstwiają. Tylko czasem wychodzi z nich pojedynczy włosek waty. Ogólnie rzecz biorąc całkiem przyjemne w użytkowaniu.
- Eveline, Profesjonalny peeling i maska-serum do rąk - znalazłam ten saszetkowy zestaw w którejś z paczek. Z racji swojej formy jest dość niewygodny w użytkowaniu i niewydajny, ponieważ część płynu wylewa się przy otwieraniu. Jeśli o działanie chodzi, oceniam je na plus. Przyjemnie wygładza i odżywia skórę dłoni.
- Dada, Premium, Lavender, Chusteczki nawilżane - świetne! Naprawdę duże, miękkie i wygodne w użytkowaniu. Mokre od pierwszej do ostatniej sztuki, zero suchości. Nie wysuszają, nie podrażniają. Nadają się do oczyszczania rąk, stóp, okolic intymnych.
- Dalan, Multi Care Soap, Almond Extract & Milk - nie spodziewałam się po nim wiele, ale mimo to się zawiodłam, gdyż myjak okropnie śmierdzi! Woń mydła to coś pomiędzy trupim, zwietrzałym mydłem a mdłym, ciepłym mlekiem. Ponadto podstawowe funkcje spełnia.
- Gemi, Pasta Lassari - wspomaga mnie w walce z wypryskami. Całkiem dobrze podsusza pryszcze, odkaża je i sprawia, że szybciej się goją. Sprawdza się też na otarcia i zadrapania.
- Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - uwielbiam! Świetnie nadają się do noszenia w torebce i używania w sytuacjach awaryjnych. Szczególnie dobrze sprawdzają się do wycierania rąk, stóp i miejsc narażonych na atak bakterii nie tylko na skórze.
- Sudopharma, Sudomax, Krem antybakteryjny dla dzieci i dorosłych - próbka - pierwsza próbka dupe'a Sudocremu. Nie sprawdził się jako preparat punktowy na wypryski - wyciągnął je go wierzchy i sprawił, że zrobiły się z nich podskórne gule.
- Biały Jeleń, Mydło naturalne, Premium, Z czarnym bzem i lnem - naprawdę porządne. Świetnie nadaje się do mycia całego ciała, gdyż dobrze się pieni i nie ma brzydkiego smrodku. Pachnie bzem, a więc bardzo przyjemnie :)
- Apart, Hipoalergiczne mydło w płynie, Algi i goji - całkiem przyjemne. Miało fajną, kremową konsystencję, dzięki której powstawała gęsta piana. Ponadto zapach naprawdę przyjemny, lekki, odświeżający, w sam raz na lato.
- Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała - wspaniała! Świetnie pachniała, niemal wcale niechemicznie, aż chciało się jeść arbuza. Odświeżała na krótko, zapewniając chwilowy deszczyk ;) Idealna na lato, pomagała mi przeżyć w upale.
- Dove, Silky Nourishment Body Lotion for Silky Skin with a Shimmering Glow - uwielbiam i pewnie jeszcze do niego wrócę :) Lekko, ale dostatecznie nawilża, na lato w sam raz. Ponadto miał prześliczne złote drobinki, absolutnie nienachalne i nietandetne. Sprawiał, że skóra lśniła w słońcu, ato lubię.
- Kolastyna, Refresh, Żel do mycia twarzy - średniak. Kusił mnie i kusił, aż w końcu się udało. Żel przyjemnie pachnie męską pianką do golenia, jednak ulatnia się ze skóry po pewnym czasie. Dobrze się pieni, fajnie oczyszcza, łatwo go zmyć. Skóra promienieje czystością! Niestety, po dwóch tygodniach używania spowodował wysyp pryszczy.
- Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - mój ulubieniec! Świetnie matuje, nawilża, w pewnym stopniu pomaga zapobiegać wypryskom. Latem jednak wolę używać go na noc, bo na dzień wydaje mi się zbyt ciężki :)
- Oriflame, Strawberry&Cream, Scented Hand Cream - całkiem niezły, polubiłam. Spodobał mi się jego przebłysk kwaskowatości w syntetycznym dusicielu :D Ładnie nawilżał i wygładzał dłonie, dając uczucie satynowego dotyku.
- Lirene, Ochronny krem do rąk, Skóra sucha - naprawdę przyjemny w użytkowaniu, moja sucha skóra go polubiła. Świetnie nawilżał, chronił przed wysuszeniem na wiór i szybko się wchłaniał. Nie pozostawiał tłustej warstwy ani lepkiego filmu.
- Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft - najlepszy zmywacz pod słońcem. Świetnie zmywa wszelakie lakiery, nawet brokatowe. Po dłuższym używaniu lekko przesusza paznokcie, więc zużyłam tę butelkę i dałam mu spokój na jakiś czas. Ponadto jest bardzo niewydajny.
- Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera And Mentol - uwielbiam. Świetnie nawilża usta i chroni je. Nie regenereje w pełni, tylko przyspiesza ten proces. Delikatnie, przyjemnie chłodzi wargi. Jest całkiem wydajny, ale jak widać poszły aż cztery sztuki.
- My Secret, Lash&Brow Repair - przez pierwszy miesiąc używania do rzęs przyniósł naprawdę niezłe efekty. Włoski wydłużyły się, jednak inne zaczęły wypadać i plątać się. Zużyłam go do brwi, jednak tam nie przyniósł żadnych efektów.
- Avon, Infinite Monent For Her - próbka - bardzo kobiece i eleganckie, jednak brakuje im szczypty erotyki, seksowności. Średnio ciężkie, jednak na lato mi nie pasowały.
- Elissa, Pasta Lassari - działa tak samo jak pasta firmy Gemi, którą też zużyłam. Jest jednak niewydajna i mniej opłacalna.
- Bros, Żel łagodzący ukąszenia - rzeczywiście łagodzi podrażnienia i świąd spowodowane ugryzieniami owadów. Bardzo przyjemnie chłodzi skórę, odświeża i odkaża.
środa, 16 maja 2012
Bazarkowy błysk, czyli My Secret Nail Polish 114 + Catrice Out Of Space 01 My Milkyway!
Kilka tygodni temu naszło mnie na kosmiczno-bazarkowy manicure, lekko różowy, mocno błyszczący, wyglądający jak najbardziej plastikowo i tanio. Efekt był dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłam, a że o nim zapomniałam, to zdjęcia wstawiam dopiero dzisiaj :D
Użyłam różowego lakieru o lekko bazarkowym wykończeniu, mianowicie My Secret Nail Polish 114, który swoją drogą całkiem mi się podoba, oraz mlecznego, połyskującego topa Catrice Out Of Space 01 My Milkyway!, o którym wspomniałam tutaj - klik!
Nałożyłam jedną warstewkę różu i dwie grubsze topa, co owocowało niesamowitymi odciśnięciami i miękkim lakierem nawet po upłynięciu pół godziny od malowania. Niemniej jednak obie emalie rozprowadzały się nadzwyczaj dobrze i nie zalewały skórek. Łatwo było je zmyć, nawet gdy były jeszcze niewyschnięte, nie mazały się. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że bazarkowego efektu nie chcę nigdy więcej!
Użyłam różowego lakieru o lekko bazarkowym wykończeniu, mianowicie My Secret Nail Polish 114, który swoją drogą całkiem mi się podoba, oraz mlecznego, połyskującego topa Catrice Out Of Space 01 My Milkyway!, o którym wspomniałam tutaj - klik!
Nałożyłam jedną warstewkę różu i dwie grubsze topa, co owocowało niesamowitymi odciśnięciami i miękkim lakierem nawet po upłynięciu pół godziny od malowania. Niemniej jednak obie emalie rozprowadzały się nadzwyczaj dobrze i nie zalewały skórek. Łatwo było je zmyć, nawet gdy były jeszcze niewyschnięte, nie mazały się. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że bazarkowego efektu nie chcę nigdy więcej!
piątek, 20 kwietnia 2012
Włóż róż! My Secret Nail Polish 114
Róż to jeden z kolorów, który bardzo rzadko gości na moich paznokciach, ale z czasem zaczynam się do niego przyzwyczajać. Dzisiaj pokażę Wam lakier, do którego byłam nastawiona bardzo wrogo i za nic nie chciałam go ruszyć, mianowicie My Secret Nail Polish 114.
Sekrecik 114 to róż! I to nie byle jaki, bardzo delikatny, elegancko-cukierkowy, ale nieco kiczowaty! Zawiera delikatny, srebrny shimmer, który na paznokciach widać dość słabo, ale to wcale nie odejmuje mu specyficznego uroku! Jego wykończenie to lekki frost, ale nie widać tego na zdjęciach.
Lakier rozprowadza się idealnie ze względu na dość rzadką konsystencję i mały pędzelek. Raczej nie smuży, daje równomierny efekt na każdym paznokciu. Białe końcówki mogą prześwitywać. Sam w sobie jest półtransparentny, dobrze kryje przy trzech warstwach. Schnie dość szybko, bo tylko kilka minut, ale w tym czasie jest skłonny zrobić nam niespodziankę w postaci odcisku lub obdarcia.
Sekrecik 114 to róż! I to nie byle jaki, bardzo delikatny, elegancko-cukierkowy, ale nieco kiczowaty! Zawiera delikatny, srebrny shimmer, który na paznokciach widać dość słabo, ale to wcale nie odejmuje mu specyficznego uroku! Jego wykończenie to lekki frost, ale nie widać tego na zdjęciach.
Lakier rozprowadza się idealnie ze względu na dość rzadką konsystencję i mały pędzelek. Raczej nie smuży, daje równomierny efekt na każdym paznokciu. Białe końcówki mogą prześwitywać. Sam w sobie jest półtransparentny, dobrze kryje przy trzech warstwach. Schnie dość szybko, bo tylko kilka minut, ale w tym czasie jest skłonny zrobić nam niespodziankę w postaci odcisku lub obdarcia.
piątek, 6 kwietnia 2012
Marcowe zakupy
W marcu nie przybyło mi za wiele - głównie pielęgnacja. Mimo wszystko postanowiłam pokazać Wam moje comiesięczne łupy :-)
Poniżej pokażę wszystkie kosmetyki ze zdjęcia, a zacznę od ...
China Glaze Life Preserver
China Glaze Trendsetter
China Glaze Outta Bounds
Lakiery firmy China Glaze zamówiłam dość dawno u pewnej blogerki, kiedy robiła zamówienie na transdesign.
Wszystkie trzy zostały już pokazane na blogu - tu, tu i tutaj.
Najbardziej przypadł mi do gustu Trendsetter, a najmniej - Outta Bounds.
Golden Rose Graffiti 02
Miss Sporty Clubbing 303
Catrice Ultimate 360 Raspberry Fields Forever
My Secret Nail Polish 144
Butterfly Maxima 314
Pękacz dostałam od Malwiny w ramach wymianki, pokazałam go tutaj. Dwa kolejne oddała mi Krzykla, wielkie dzięki :-) Wszystkie przypadły mi do gustu, a najbardziej pękacz.
Z kolei róż od My Secret jest dość nieciekawy, pewnie powędruje do zakładki "wymianka". Motylka już pokazywałam, średniak.
Isana Body Butter Walnushmilch
Verona Laboratories, Natural Line SPA, Goat`s Milk & Vanilla
Masełko z Isany polubiłam, zrecenzowałam i zużyłam. Dobrze nawilżało i wygładzało skórę. Zostawiało jednak nieprzyjemny film, który długo się utrzymywał.
Krem do ciała z Verony kupiłam przypadkiem. Bardzo spodobał mi się jego waniliowo-mleczny zapach. Zaczęłam go używać kilka dni temu, nawilża średnio, a zapach nie utrzymuje się na skórze.
The House of Pets, Dogs, Shower Gel
Czekałam na promocję tych piesków bardzo długo, a gdy ich cena wynosiła niecałe pięć złotych natychmiast kupiłam opakowanie z czterema Jackami.
Żele myją średnio, nie pienią się prawie w ogóle. Dość trudno wydobyć je z pieska. Zapachy mają całkiem ładne, zwłaszcza zielone jabłuszko.
Od lewej - Jack Green Apple, Jack Grape, Jack Blueberry.
A teraz trochę zdjęć z innej perspektywy :
Verona Beauty Nail Club, Odżywka do paznokci wybielająco - wygładzająca
Bardzo polubiłam te odżywkę. Świetnie nadaje się jako baza pod kolorowe lakiery, wygładza płytkę, łatwiej się po niej maluje.
Zauważyłam też jakby rozjaśnienie paznokci i mniej białych plamek.
Ziaja, Energia Pomarańczy, Balsam do ust
Miałam ten balsamik już kilka razy, ale nie kocham go tak, jak przedtem. Nie nawilża ust dostatecznie, tylko lekko natłuszcza. Wydaje mi się nawet, że wyskakują mi po nim krostki na ustach!

Johnson's Baby, Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 50ml
Johnson's Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom 15ml
Płyn przetestowałam i pokochałam, ma cudowną, tłustawą konsystencję, nie wysusza. Pachnie typowo dzidziusiem :)
Krem poczeka na wszelki wypadek.
Sensique, Zmywacz do paznokci naturalnych o zapachu winogrona
Polubiłam ten kosmetyk, mimo że zawierał aceton. Dobrze zmywał wszelkie lakiery, również brokaty - metodą z użyciem folii aluminiowej.
Pachniał winogronem, lecz przebijał się przez niego smród zmywacza, ale nie był tak nachalny jak inne :)
Tołpa, Dermo Face, Physio - żel do mycia twarzy i oczu
Tołpa, Dermo Face, Physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Oba produkty wygrałam w rozdaniu. Żelu jeszcze nie używałam, czeka na swoją kolej w szafce z zapasami.
Micela używałam kilka razy, dobrze zmywa makijaż oczu :)
Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała
Mgiełka mnie urzekła swoim zapachem świeżego arbuza! Utrzymuje się na skórze raczej krótko.
Wspaniale odświeża po dużym wysiłku :-)
Intimea, Łagodzący żel do mycia okolic intymnych
Całkiem niezły żel, myje bardzo delikatnie i nie podrażnia. Spodobał mi się jego zapach, przestał być "męski".
Poniżej pokażę wszystkie kosmetyki ze zdjęcia, a zacznę od ...
China Glaze Life Preserver
China Glaze Trendsetter
China Glaze Outta Bounds
Lakiery firmy China Glaze zamówiłam dość dawno u pewnej blogerki, kiedy robiła zamówienie na transdesign.
Wszystkie trzy zostały już pokazane na blogu - tu, tu i tutaj.
Najbardziej przypadł mi do gustu Trendsetter, a najmniej - Outta Bounds.
Golden Rose Graffiti 02
Miss Sporty Clubbing 303
Catrice Ultimate 360 Raspberry Fields Forever
My Secret Nail Polish 144
Butterfly Maxima 314
Pękacz dostałam od Malwiny w ramach wymianki, pokazałam go tutaj. Dwa kolejne oddała mi Krzykla, wielkie dzięki :-) Wszystkie przypadły mi do gustu, a najbardziej pękacz.
Z kolei róż od My Secret jest dość nieciekawy, pewnie powędruje do zakładki "wymianka". Motylka już pokazywałam, średniak.
Isana Body Butter Walnushmilch
Verona Laboratories, Natural Line SPA, Goat`s Milk & Vanilla
Masełko z Isany polubiłam, zrecenzowałam i zużyłam. Dobrze nawilżało i wygładzało skórę. Zostawiało jednak nieprzyjemny film, który długo się utrzymywał.
Krem do ciała z Verony kupiłam przypadkiem. Bardzo spodobał mi się jego waniliowo-mleczny zapach. Zaczęłam go używać kilka dni temu, nawilża średnio, a zapach nie utrzymuje się na skórze.
The House of Pets, Dogs, Shower Gel
Czekałam na promocję tych piesków bardzo długo, a gdy ich cena wynosiła niecałe pięć złotych natychmiast kupiłam opakowanie z czterema Jackami.
Żele myją średnio, nie pienią się prawie w ogóle. Dość trudno wydobyć je z pieska. Zapachy mają całkiem ładne, zwłaszcza zielone jabłuszko.
Od lewej - Jack Green Apple, Jack Grape, Jack Blueberry.
A teraz trochę zdjęć z innej perspektywy :
Verona Beauty Nail Club, Odżywka do paznokci wybielająco - wygładzająca
Bardzo polubiłam te odżywkę. Świetnie nadaje się jako baza pod kolorowe lakiery, wygładza płytkę, łatwiej się po niej maluje.
Zauważyłam też jakby rozjaśnienie paznokci i mniej białych plamek.
Ziaja, Energia Pomarańczy, Balsam do ust
Miałam ten balsamik już kilka razy, ale nie kocham go tak, jak przedtem. Nie nawilża ust dostatecznie, tylko lekko natłuszcza. Wydaje mi się nawet, że wyskakują mi po nim krostki na ustach!

Johnson's Baby, Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 50ml
Johnson's Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom 15ml
Płyn przetestowałam i pokochałam, ma cudowną, tłustawą konsystencję, nie wysusza. Pachnie typowo dzidziusiem :)
Krem poczeka na wszelki wypadek.
Sensique, Zmywacz do paznokci naturalnych o zapachu winogrona
Polubiłam ten kosmetyk, mimo że zawierał aceton. Dobrze zmywał wszelkie lakiery, również brokaty - metodą z użyciem folii aluminiowej.
Pachniał winogronem, lecz przebijał się przez niego smród zmywacza, ale nie był tak nachalny jak inne :)
Tołpa, Dermo Face, Physio - żel do mycia twarzy i oczuTołpa, Dermo Face, Physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Oba produkty wygrałam w rozdaniu. Żelu jeszcze nie używałam, czeka na swoją kolej w szafce z zapasami.
Micela używałam kilka razy, dobrze zmywa makijaż oczu :)
Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała
Mgiełka mnie urzekła swoim zapachem świeżego arbuza! Utrzymuje się na skórze raczej krótko.
Wspaniale odświeża po dużym wysiłku :-)
Intimea, Łagodzący żel do mycia okolic intymnych
Całkiem niezły żel, myje bardzo delikatnie i nie podrażnia. Spodobał mi się jego zapach, przestał być "męski".
Etykiety:
avon,
butterfly,
catrice,
china glaze,
golden rose,
intimea,
isana,
johnson's,
miss sporty,
my secret,
sensique,
the house of pets,
tołpa,
verona,
zakupy,
ziaja
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















































