Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soraya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soraya. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Soraya Nawilżanie & Dotlenianie Nawilżający żel oczyszczający do mycia twarzy

Żel do mycia twarzy to dla mnie absolutny niezbędnik w pielęgnacji twarzy (oczywiście wraz z peelingiem, kremem do twarzy i pod oczy). Ostatnio przekonałam się do łagodniejszych produktów bez drobinek i dzięki temu poznałam dość przyjemny kosmetyk. Mowa o nawilżającym żelu oczyszczającym do mycia twarzy z serii Nawilżanie & Dotlenianie od firmy Soraya. Produkt zapakowano do tuby z średnio miękkiego plastiku, który po przyciśnięciu bezproblemowo pozwala wypłynąć żelowi. Nakrętka z klapką, z którą nie trzeba się siłować. Wizualnie opakowanie jest całkiem ładne i dobrze prezentuje się na łazienkowej półce. Sam produkt ma (a jakżeby inaczej!) żelową, dosyć gęstą konsystencję w kolorze przezroczystym. Na próżno szukać w nim jakichkolwiek drobinek. Łatwo się rozprowadza, nieźle pieni i bezproblemowo spłukuje. Skóra po użyciu jest wyraźnie oczyszczona, ale delikatnie, bez podrażnień. Nie nawilża, a jeśli mamy suchą cerę, może ją jeszcze odrobinę przesuszyć. Konieczny jest dobry peeling i nawilżający krem. Żel pachnie lekko, kwiatowo, bardzo przyjemnie. Zapach jest dobrze wyczuwalny podczas mycia, ale nienachalny, znika po spłukaniu kosmetyku z twarzy.     


Żel spełnia podstawowe funkcje na cztery z plusem. Dodatkowo nie zawiera parafiny i trójglicerydów. Nie zapycha porów. Poza tym nie jest zbyt drogi (11 - 13zł).


Znacie ten produkt lub inne z tej serii? Jakie żele polecacie?

niedziela, 9 lutego 2014

Zużycia grudniowo - styczniowe


The Body Shop Banana Conditioner / Shampoo - Postanowiłam opisać te dwa produkty w jednym podpunkcie, gdyż należą do tej samej serii i najlepiej działają stosowane w duecie. Zarówno szampon, jak i odżywkę zapakowano do najmniej wygodnych opakowań, jakie kiedykolwiek miałam w dłoniach. Naprawdę nie wiem, kto wymyślił takie butelki dla kosmetyków do włosów. Plastik, z których zostały wykonane jest bardzo twardy, ciężko go nacisnąć, aby wydobyć w szczególności odżywkę, zwłaszcza, gdy było jej mniej niż połowę. Oba produkty były koloru bananowego i dokładnie tym owocem pachniały. W zapachu na próżno szukać sztuczności, cud, miód i orzeszki. Co do szamponu - mył bez zarzutu, włosy po jego użyciu były oczyszczone i nieprzesuszone. Odżywka widocznie nawilżała czuprynę i nadawała jej blasku. Duet sprawdził się naprawdę dobrze na moich włosach, przydając miękkości i lekko wygładzając. Możliwe, że kiedyś się jeszcze spotkamy.

DeBa Volume Shampoo - Ani mnie nie zraził, ani nie zachwycił. Był zupełnie zwyczajny, spełniał podstawowe funkcje. Zmywał oleje, kurz, sebum i inne zanieczyszczenia. Niestety niewydajny, mimo pojemności 400ml. Pienił się nie najgorzej i ładnie pachniał. Faktycznie przydawał objętości, tzn. w moim przypadku trochę puszył, ale taki efekt mam po większości szamponów.


Soraya Nawilżanie & Dotlenianie Nawilżający żel oczyszczający - Zupełnie zwyczajny. Nie zachwycił mnie, przeciętniak. Pienił się lekko, oczyszczał skórę z zanieczyszczeń, nie podrażniał. Nie nawilżył cery, trochę wysuszał i często atakowały mnie suche skórki. Konsystencja żelowa, średnio gęsta, dobrze się rozprowadzał i bezproblemowo spłukiwał. Miał delikatny, przyjemny zapach. Cena niewygórowana, około dwunastu złotych za tubę, ale znam kilka żeli w podobnej cenie lub nawet tańszych, ale zdecydowanie lepszych.

Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - Ideał, kolejna zużyta tubka poszła do kosza. Faktycznie zmniejsza ilość powstających niespodzianek, fantastycznie matuje i wygładza skórę. Może wysuszać i podkreśla każdą wysuszoną okolicę, a już szczególnie odstające skórki. Najlepiej działa, jeśli co dwa - trzy dni zrobię peeling, a jego nałożę później.

Sylveco Lekki krem nagietkowy - Wielkie rozczarowanie, któremu poświęciłam osobny post. Nawilżał dobrze, jednak stosowany codziennie, a nawet jednokrotne użycie powodowało atak bolesnych wyprysków. Ostatecznie zużyłam smarując nim powieki i szyję, gdzie nie powodował żadnych niespodzianek. Sprawił jednak, że nie sięgnę już po żaden krem do twarzy tej firmy.

The Face Shop Blackhead EX Nose Clay Mask - Użyłam jej zaledwie raz i wyrzuciłam do kosza. Zupełnie się nie sprawdziła. Bardzo ciężko było ją wycisnąć, rozprowadzić, potwornie się kleiła i mazała. W ogóle nie chciała zaschnąć, więc próbowałam ją zmyć, co zajęło mi kilkanaście minut. Nic nie wyciągnęła, a bardzo na to liczyłam.    

Panthenol Winter Cream - Świetny kosmetyk, umieściłam go w ulubieńcach '13. Idealny na zimę - chronił skórę przed mrozem i wiatrem, lekko natłuszczając skórę. Nie świecił się zbytnio, nie kleił i szybko wchłaniał. Myślę, że jeszcze kiedyś go kupię.


Balea Urea Handcreme - Jeden z lepszych kremów, jakich używałam. Bardzo dobry na każdą porę roku, szybko się wchłaniał, nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy. Nawilżał i odżywiał już od pierwszej aplikacji, a co najlepsze - niwelował swędzenie na szczególnie przesuszonych obszarach. Nawilżenie, odżywienie i wygładzenie to coś, czego moje dłonie potrzebują przez okrągły rok, a zwłaszcza w zimie i ten krem spełnił wszystkie moje wymagania. Efekt był długofalowy, nie znikał po kilkudziesięciu minutach. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to konsystencja, dla mnie odrobinkę zbyt rzadka.

Sanoflore, Gelée de Douche Apaisante - Zdecydowanie najdroższy kosmetyk tego typu w mojej łazience. Kupiłam go (i Tangle Teezer) dzięki kuponowi rabatowemu (klik). W życiu nie kupiłabym żelu za 40zł, a że miałam go praktycznie za darmo, wypróbowałam. Kosmetyk okazał się być jednym z lepszych produktów myjących, jednak nie na tyle, bym skusiła się na niego ponownie. Świetnie oczyszcza skórę bez wysuszania i podrażniania. Pieni się raczej lekko i łatwo spłukuje. Pachnie naturalnie, ciekawie, bardzo trudno określić ten zapach, w każdym razie podobał mi się. Niestety, żel był koszmarnie niewydajny, zużyłam go w ekspresowym tempie, a nie wylewałam na siebie pół butelki na raz. Jak widać, nawet za taką cenę nie można oczekiwać cudów :)

Balea Handlotion Sheabutter Arganol - Dobry, zużyłam z przyjemnością, choć na zimę był za lekki. Nieźle nawilżał dłonie, nieco odżywiał i wygładzał, niwelował suchość, ale nie w takim stopniu jak wersja Urea. Był bardzo rzadki, lekko wodnisty, dość dobrze się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Do gustu przypadło mi opakowanie - stabilna, mieszcząca 300ml butla z pompką, która działała bez zarzutu aż do ostatniej kropli. Ogółem mówiąc polubiliśmy się, choć lepiej byłoby stosować go latem.

Avon Płyn do kąpieli Choinka - Nie będę słodzić, jego jedyny plus to urocze opakowanie w kształcie choinki. Ładnie wyglądało na łazienkowej półce, mimo iż było kompletnie niefunkcjonalne. Otwór, czy "nóżka" choinki jest ogromny i płyn wylewał się w zbyt dużej ilości. Produkt pachniał zielonym jabłuszkiem, a nie choinką, na co miałam wielką nadzieję. Pienił się słabo, więc zużyłam go jako żel pod prysznic, bo nie było sensu siedzenia w minimalnej ilości szybko znikającej piany. Szkoda, że się nie sprawdził, z wyglądu zapowiadał się na ciekawy produkt.  



Empik Owl Lipgloss Coconut - Skusiło mnie opakowanie, które oczywiście zachowam dla ozdoby :) Zawartość przeuroczej sówki to gęsty, lepki błyszczyk, przezroczysty o srebrnej poświacie. Na ustach nie wyglądał za pięknie, czytaj: bazar atakuje! Poza tym wywołał podrażnienie i atak krostek, dlatego opróżniłam opakowanie z tego lepiku i pozbyłam się bez żalu. Sówkę zostawiłam, ładna jest, żałowałabym, wyrzucając ją do kosza.

Essence Crystalliced Liquid Eyeshadow 03 Ice Crystals On My Window - Gdy użyłam go po raz pierwszy, wydawał się być cudem. Niestety nie był, dlatego po dwóch latach leżenia w szafce trafił do kosza. Konsystencję miał przyjemną, dobrze się rozprowadzał. Odcień, który wybrałam był rozświetlającym, chłodnym beżem z delikatnym pyłkiem, który migrował po twarzy. Efekt - jak się pewnie domyślacie - do ładnych nie należał. Wyrzuciłam bez żalu.

Zmywacz do paznokci - Kupuję w razie potrzeby, gdy nie mam nic innego pod ręką. Ogółem lubię i używam zielonej Isany, ale "z braku laku to i kit dobry". Śmierdzi, ale zmywa całkiem w porządku. Wysusza paznokcie i skórki. Raczej się już nie spotkamy. 

Basic Nailpolish 281 - Czerwień o wykończeniu żelkowo - kremowym. Bardzo elegancka i seksowna. Łatwa aplikacja i w miarę szybkie schnięcie nie sprawiły, że używałam go za często. Nie lubię nosić czerwieni na paznokciach zbyt często, więc po zużyciu połowy lakier zasechł. Również pozbywam się go bez żalu.

Tisane Balsam do ust - Ideał, co zresztą widać po trzech zużytych opakowaniach. Świetnie nawilża i odżywia, wygładza oraz chroni. Zużyłam już kilkanaście opakowań i temu jedynemu balsamowi do ust jestem wierna :)




Garść próbek. Wszystkie były w porządku, nie spodobał mi się jednak zapach cynamonowego masła, zachwyciło mnie natomiast to o zapachu liczi. Z pewnością nabędę drogą kupna w najbliżsyzm czasie pełnowymiarowe opakowanie.


Zużyłam też trzy saszetki peelingu drobnoziarnistego Perfecty, o którym pisałam kilka postów wstecz oraz jedną enzymatycznego, który polubiłam równie mocno.

A Wam jak poszło zużywanie?

środa, 4 września 2013

Szukamy maseczki idealnej #2 - Soraya 10 Minut Na... Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej Perfekcyjne oczyszczenie

Odkąd zaczęłam regularnie nakładać maseczki na twarz jej stan znacznie się poprawił, jednak zdarzył mi się pewien okaz, który jej niestety zaszkodził. Miałam szczerą nadzieję, że zadziała pozytywnie, ale nie stało się ta. Soraya 10 Minut Na... Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej Perfekcyjne oczyszczenie to zdecydowanie najgorszy produkt, z jakim się spotkałam, ale od początku. Maskę zapakowano do dwóch oddzielnych saszetek, a każda ma wystarczyć na jedno użycie. Produkt wydobywa się z niego łatwo, mimo iż jest bardzo gęsty. Bardzo dobrze się rozprowadza, nie spływa. Trochę zasycha, ale nie ściąga jakoś makabrycznie. Spłukuje się błyskawicznie. Duży plus za piękny, miętowy kolor. Zapach neutralny, delikatny. Po zmyciu skóra wcale nie wyglądała lepiej, nie została wygładzona. Maseczkę stosowałam przed pójściem spać, rano zauważyłam wysyp wyprysków, grudki, ropne pryszcze, przesuszenia. Nie muszę dodawać, że wyglądało to strasznie. Twarz była zaczerwieniona i nie prezentowała się dobrze. Od razu nałożyłam Acnefan i  Davercin, po trzech dniach skóra wróciła do stanu sprzed maseczkowania. Zużyłam jedną z dwóch połówek i uznałam, że nigdy więcej jej nie kupię. 


Szkoda, że maseczka okazała się dla mnie bublem, bo zapowiadała się naprawdę nieźle, jeśli wierzyć obietnicom producenta. U mnie kompletnie się nie sprawdziła, więc nie polecam, ale na KWC ma bardzo dobre opinie. Mam nadzieję, że kolejne maski okażą się dużo lepsze!


Znacie tę maseczkę? Jeśli tak, to jak się u Was sprawdziła?

niedziela, 1 września 2013

Sierpniowe zużycia

Dawno nie byłam tak bardzo niezadowolona ze zdjęć na bloga. Za oknem coraz częściej szarówa, ciemno i brzydko, więc i jakość obrazów gorsza. Mam w planie zakupić namiot bezcieniowy, ale dopiero za miesiąc czy dwa, a więc póki co z robieniem zdjęć muszę się spieszyć, aby zdążyć przed zachodem słońca. Mam nadzieję, że nie będziecie zwracać dzisiaj uwagi na kolory, tylko na denko, bo w sierpniu udało mi się zużyć całkiem satysfakcjonującą ilość. Nareszcie zaczęłam wypływać spod sterty żeli pod prysznic, powoli ale sukcesywnie. Cieszy mnie każda kolejna torba pustych opakowań, każda butelka i słoiczek. Mam nadzieję, że przebrniecie do końca posta mimo nie najlepszej jakości zdjęć :)



Kamill Cosmetics Wellness Shower Rhabarber-Buttermilch 
Wiecie, jakie to uczucie, gdy otwierając butelkę żelu pod prysznic stać się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi? Ja doznawałam tego podczas każdego użycia tego żelu. Dla mnie to kosmetyk idealny! Genialny, owocowy, mocno orzeźwiający zapach, rabarbarowo-mleczno-owocowy, kwaśnawy, mniam! Aż chciałoby się wypić, szkoda, że niezdatny do spożycia. Żel jest gęsty i kremowy, świetnie się pieni i oczyszcza skórę nie wysuszając jej. Dodatkowo butelka w mocnym, pozytywnym kolorze i wygodny kształt. Cena aż śmieszna, ja kupiłam za niecałe trzy złote. Z pewnością do niego wrócę, o ile zużyję spory zapas żeli.

 Luksja Caramel Waffle Bath Foam
Tę ogromną, litrową butlę zużyłam z ogromną przyjemnością. Zawartość pachniała dokładnie jak karmelowe wafle, pycha! Bardzo słodki, zniewalająco ciepły aromat. Aż ślinka ciekła. Płyn miał piękny, przepraszam za powtórzenie, karmelowy kolor. Gęsty, mocno pieniący się, kremowy. Używałam go zarówno jako żelu pod prysznic, jaki i do kąpieli. Nie wysuszył ani nie podrażnił skóry, oczywiście nie nawilżył jej, ale to nie należy do niego. Ponadto cena niewysoka, około dziewięciu złotych za litr, to naprawdę tanio! Należy dodać jeszcze, że jest bardzo wydajny, gdyż używałam go trzy - cztery razy w tygodniu przez pół roku. Zdecydowanie dobrze zainwestowanie pieniądze. Rozkosz dla nosa!
    
Original Source Seasonal Edition Plum & Maple Syrup Shower
Uwielbiam żele OS, póki co wypróbowałam pięć wariantów zapachowych i ten przypadł mi do gustu najbardziej. Bardzo żałuję, iż jest to edycja limitowana, bo kupowałabym go regularnie. Aromat jest zniewalający, ciepły, w sam raz na zimę, ale nie lepiąco słodki. Podczas mycia czuć było go dość mocno, po spłukaniu wodą na skórze nie pozostawał nawet jego cień. Nie przeszkadza mi to, nie muszę pachnieć żelem. Produkt był gęsty, ale miał lekko galaretkową, przyjemną konsystencję. Przy pomocy gąbki świetnie się pienił, dobrze oczyszczał skórę nie wysuszając jej. Cena również dość przystępna, dziesięć złotych bez promocji to niedużo, a warto wydać te pieniądze, aby cieszyć się tak dobrym produktem.

   
Oriflame HairX Leave - in Conditioner
Od zawsze lubiłam odżywki w sprayu, nawet jeśli nie do odżywiania, to ułatwiające rozczesywanie. Tej używałam właśnie w tym celu i naprawdę dobrze się sprawdzała. Zaaplikowana w niewielkiej ilości nie przetłuszczała włosów, za to nadawała im miękkości, zmniejszała puszenie i plątanie. W zimie lekko spryskiwałam nią czuprynę przed nałożeniem czapki i po zdjęciu jej nie elektryzowały się. Nie odżywiała włosów, przynajmniej ja tego nie zauważyłam, ale nie wysuszała. To porządny produkt, ale nie kupię go ponownie - za dużo innych czeka w sklepach na wypróbowanie.

Ziaja Masło kakaowe Szampon wygładzający
Pokochany od pierwszego powąchania i użycia. Cudo! Świetnie pachnie kakao, słodko, urzekająco wręcz. Do tego genialnie oczyszcza włosy. Nie zawiera silikonów, nie obciąża włosów i nie wysusza ich. Stosowałam go do częstego mycia i nie zostawiał mi siana na głowie. Wręcz przeciwnie - były lekkie i nieco wygładzone. Butelka duża, 400ml, bardzo tania - zapłaciłam około sześciu złotych i do tego wydajna. Myślę, że jeszcze się kiedyś spotkamy.
 .........
  Green Pharmacy Olejek łopianowy z czerwoną papryką
To moja druga butelka, kupiona głównie z czystej chęci przypomnienia sobie działania. Szczerze mówiąc, to nadal nie wiem, czy zadziałał. W sumie włosy urosły około dwóch centymetrów, nieco więcej niż zazwyczaj, ale to nie jest efekt wow, jakiego oczekiwałam. Nie zaszkodził im, trochę pomógł, nie wysuszył, ale nie nawilżył. Przyjemnie się go stosowało, ale nie wiem, czy kupię ponownie.


BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy
Kolejny genialny produkt w  sierpniowym denku. Żel faktycznie jest kremowy, gęsty, lekko się pieni otulając twarz delikatną warstewką. Cudnie oczyszcza twarz, zmywa wszelkie zabrudzenia oraz kosmetyki kolorowe takie jak puder. Zgodnie z zapewnieniem producenta nie wysusza skóry i nie podrażnia jej, łagodzi zaczerwienioną skórę. Jest też wydajny i łatwo dostępny, tani (cztery albo pięć złotych) i zdecydowanie wart zakupu. Z pewnością kupię ponownie.

 Playboy VIP Body Mist
W sierpniu zużyłam też mieszkającą na mojej półce mgiełkę Playboya. I chociaż nazwa firmy nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia, to produkt jest naprawdę godny uwagi. Zapach kobiecy, seksowny, bardzo przyjemny. Trwałość niezła jak na mgiełkę, bo aromat czuć przez kilka godzin. Spora pojemność, duża wydajność i całkiem przystępna cena sprawiły, że używałam go długo i z przyjemnością. Tego wariantu zapewne już więcej nie kupię, ale inne na pewno.

Tisane Balsam do ust
Ulubieniec po wsze czasy. Daje moim wargom to, czego potrzebują. Odżywia i nawilża je, wygładza i chroni. Zużyłam już wiele opakować i zdenkuję jeszcze więcej, bo nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Soraya 10 Minut na perfekcyjne oczyszczenie Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej
Zdecydowanie najgorsza maseczka jaką spotkałam na swojej drodze. Nie podejrzewałam, że jakiś kosmetyk spowoduje taki wysyp i wysuszenie. Może miało to służyć oczyszczeniu twarzy, ale przyjemne nie było ani ładnie nie wyglądało. Niedługo pojawi się dłuższa recenzja z szerszym opisem.

Dax Perfecta Beauty Mask Antybakteryjna maseczka na twarz
Bardzo, bardzo przyjemna i dobrze działająca, ładnie, acz dość nienaturalnie pachnąca. Po prostu. Więcej TU.

 Sylveco Lekki krem brzozowy - próbki
Na ten krem poluję już od kilku miesięcy. Musicie wiedzieć, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy pytając o niego w aptece w odpowiedzi dostałam dwie próbki. Kremu, oczywiście nie było, ale za dwa tygodnie ma być, więc kupię. Produkt po trzech użyciach zrobił na mnie i mojej skórze bardzo dobre wrażenie. Nawilżył i odżywił skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. Podoba mi się to i niecierpliwie czekam, aż będę mogła kupić pełnowymiarowe opakowanie.


+ dwa zmywacze, które zmywają wszystko, o ile zaopatrzymy się w folię aluminiową


A Wam jak poszło denkowanie? :)

piątek, 1 marca 2013

Lutowe zużycia

Luty uciekł mi bardzo szybko, ale w końcu nie ma się co dziwić - miał tylko 28 dni! W związku z tym zużycia są mizerne, chociaż zaczęłam denkować to, co już mi sie znudziło i chcę się jak najszybciej pozbyć. Do koszta trafiło sześć na osiem produktów wyszczególnionych w zakładce Projekt Denko, a do tego kilka, których używam codziennie i z przyjemnością. Każdy z nich znalazł sobie następcę i idąc za przykładem wielu innych blogerek obok nazwy wyrzutka będę pisała miano obecnego mazidła. Będzie to wyszczególnione bledszym drukiem. Zapraszam do dalszej części postu!



BabyDream, Shampoo - mój ulubieniec od kilku miesięcy, idealny do częstego mycia włosów. Bardzo dobrze zmywa oleje, a cały ten proces odbywa się szybko i bezproblemowo. Nie jest zbyt wydajny, ale bardzo tani i łatwo dostępny. Do prania pędzli też się sprawdza, wymywa bronzery, róże i wszystkie tego typu produkty, nie uszkadzając włosia. Jest bardzo delikatny zarówno dla skóry głowy, włosów jak i aplikatorów makijażu. Następca - ten sam.      

Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - to moja druga butelka, ale zdecydowanie ostatnia. Produkt nie sprawdził się na mojej głowie. Liczyłam na wysyp baby hair i wzmocnienie cebulek, ale nic takiego się nie stało. Wprawdzie nie zaszkodził, bo lekko nawilżył, nie wysuszył i nie przetłuścił. Włosy były miększe, bardziej błyszczące i lekko pachnące. Następca - brak.

Farmona, Herbal Care, Odżywka do włosów Skrzyp polny -  nie polubiłam tego produktu, zużycie go było dla mnie prawdziwą męką. Nakładanie jej po umyciu i pozostawianie bez spłukiwaniu robiło mi siano z czupryny. Były matowe, sztywne, tłuste, kompletnie niewyjściowe. Spłukana nie dawała prawie żadnego efektu, kłaki były trochę nawilżone i miękkie, ale bez fajerwerków. Następcy - Joanna Argan Oil Odżywka do włosów, Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda i róża, Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner.



Ziaja, Kokosowa terapia skóry i zmysłów, Mleczko pod prysznic - właściwie był to produkt lejący, lekko żelowy, ale nie galaretowaty. Świetnie mył, nie podrażniał i nie wysuszał, co nie znaczy, że nawilżał. Zapach miał ładny, kokosowy, raczej niesztuczny i niechemiczny, ale też nie maksymalnie naturalny. Półlitrowa butla to kawał kosmetyku, bardzo wydajnego zresztą, co sprawiło, że już mi się znudził. Następcy - AA Ciało Wrażliwe Nawilżający Żel do mycia ciała Głębia oceanu, Original Source Seasonal Edition Plum & Maple Syrup.

Anida, Krem do rąk, Cytrynowo - glicerynowy - nie lubiłam tego kremu, używałam z musu, bo nie miałam nic innego. Prawie w ogóle nie nawilża, nie chroni przed mrozem, w dodatku odrobinę podrażnia. W sumie jedyną pozytywną cechą był fakt, że zapobiegał nadmiernemu przesuszeniu, o ile często go nakładałam. Wchłaniał się szybko, na chwilę pozostawiał tępy film. Zapach kosmetyczno-cytrynowy, z dominującą nutą chemii. Następca - Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream.

Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - ukochana, świetnie działająca odżywka. To moje drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie. Faktycznie lekko wybielała paznokcie, pomagała zmniejszyć plamki, nadawała połysku i optycznej czystości. Używałam jej jako bazy pod lakiery i działała - emalie łatwiej się rozprowadzało, nie pęcherzykowały. Szybko wysychała, więc stosowałam ją też w roli bezbarwnego lakieru i dawała błysk oraz zdrowy wygląd. Ponadto to wydajny produkt, używany dwa-trzy razy w tygodniu wystarczył na prawie osiem miesięcy. Następca - póki co brak, ale będzie p2 Keratin Repair Coat.


  
Cashmir, Płatki kosmetyczne - nie lubię ich zbytnio, ale często kupuję w sytuacjach awaryjnych. Trochę się rwą, rozwarstwiają, ale nie pozostawiają swoich wnętrzności na twarzy i paznokciach. Wchłaniają niewielką ilość cieczy, szybko się zużywają. Następca - brak.

Soraya, Beauty Therapy, Krem pod oczy, Rozświetlająco - dotleniający - bardzo go polubiłam, ale szczerze mówiąc już mi się znudził. Lekko nawilżał skórę, nie tłuścił, nieco rozjaśniał cienie, nie uczulił i nie zatkał porów. Był gęsty, bardzo wydajny, ale dość lekki i szybko się wchłaniał. Minimalne zmarszczki mimiczne stały się jeszcze mniej widoczne, a ja nie wyglądam jak zombie :D Żegnam się z nim na zawsze, bo mam ochotę na inne. Następca - Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream.

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - to moje czwarte lub piąte zużyte opakowanie. Bardzo lubię za działanie i efekt, jaki daje na twarzy. Wygładza, rozjaśnia, nadaje zdrowego koloru, zapobiega niedoskonałościom i zalecz te, które już powstały. Jest bardzo lekki i łagodny, nie przesusza. Nie pachnie zbyt rewelacyjnie, ale dość świeżo i "chłodno". Nakładam na całą twarz i punktowo. Następca - ten sam.

Nivea, Lip Butter, Caramel Cream - zachwycił mnie zapachem, działaniem i w miarę dobrym składem. Pachnie cudownie, w sumie nie karmelem, a maślanymi ciastkami, ale i tak wspaniale. Dobrze nawilża, natłuszcza, nie uczula i nie podrażnia ust. Nie zbiera się w załamaniach, wygląda naturalnie. Nie przesusza, w składzie ma między innymi masło shea i olejek rycynowy. Następcy - Nivea Lip Butter Raspberry Rose, Tisane Balsam do ust.


 
I to tyle zużyć z lutego! Żałuję, ze tak mało, ale ja denkuję kosmetyki falami - jeden miesiąc jest obfity, drugi nie. Kilku z tych produktów chciałam się pozbyć od dawna i cieszę się, że to zrobiła.

A jak tam u Was ze zużyciami? Pochwalcie się, udało się Wam wyrzucić więcej niż mi?

środa, 17 października 2012

Nawilżanie podkówek rozświetlająco-dotleniającym kremem pod oczy Soraya Beauty therapy

Okolice oczu są niezwykle ważnym punktem w pielęgnacji mojej cery. Powodów jest kilka, jednak najbardziej wybijającym się na prowadzenie są dość ciemne cienie, które towarzyszą mi już od kilku lat. Druga, ale niemniej ważna sprawa to częste uczucie suchości i napięcia. Potrzebowałam wiec produktu, który lekko rozjaśni i jednocześnie nawilży skore wokół oczu. Udało mi się znaleźć taki kosmetyk i jest nim rozświetlająco - wygładzający krem pod oczy Soraya Beauty Therapy, który dzisiaj zrecenzuje.


Krem został zapakowany w typowe dla tego typu produktów opakowanie, którą jest wąska i zgrabna tubka o standardowej pojemności 15ml. Jest ono bardzo poręczne, dość miękkie, nie wyślizgujące się z dłoni. Nakrętka jest odkręcana, ale nie przeszkadza mi to. Nie spada samoistnie i nie odstaje od reszty. Aplikator to wydłużony dzióbek z małym otworem, który dozuje odpowiednią ilość produktu. Nie wypływa go ani za dużo, ani za mało.

Opakowanie nie posiada naklejek. Wszelakie informacje zostały nadrukowane i nie ścierają się. Szkoda tylko, że na tubie nie zamieszczono składu. Szata graficzna całkiem przyjemna, utrzymana w dwóch barwach, żadnej ekstrawagancji. Napisy są czytelne, ale uważam, że jest ich nieco zbyt dużo. Całość prezentuje się dobrze, nie razi brzydotą ani błędami w druku.


Krem ma bardzo przyzwoitą gęstość. Nie jest lejący ani masełkowaty, więc nie spływa. Nie zastyga na skórze, nie waży się. Łatwo się rozprowadza, a do pokrycia miejsc pod oczami wystarcza naprawdę niewielka ilość. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego ani lepkiego filmu. Czuć jednak delikatną warstwę nawilżającą, swoją drogą przyjemną i delikatną.

Zapach jest lekki, typowo kosmetyczny, ale świeży. Czuć go dopiero po przytknięciu nosa do wylotu tubki. Świadczy to o jego delikatności. Szybko się ulatnia, nie dusi, nie powoduje bólu głowy. Kojarzy mi się ze świeżością, ale przyjemną. W żadnym stopniu nie jest to woń przypominająca środki do czyszczenia toalet, a więc nie może być źle.


Już po jednokrotnym zastosowaniu wyczuwalne jest lekkie nawilżenie oraz odświeżenie skóry pod oczami. Po dłuższym użytkowaniu da się zobaczyć i poczuć znacznie lepsze efekty, którymi są nie tylko odżywienie, ale też wygładzenie. Ponadto moje cienie widocznie się rozjaśniły i przestałam wyglądać na wiecznie zaspaną. Produkt nie uczulił mnie, nie spowodował swędzenia czy zaczerwienienia. Mimo zawartości parafiny nie zapchał porów skóry, pozwolił jej oddychać.

Opakowanie oceniam na 9 - typowe, wygodnie, dobry aplikator, nierażąca szata graficzna, brak naklejek. Konsystencja - 9 - gęsta, dobrze się rozprowadza, nie zastyga, nie spływa. Zapach jest tradycyjny, kosmetyczny, świeży, dam mu więc 6. Działanie - 9 - dobre nawilżenie, wygładzenie, zmniejszenie cieni. Ocena ogólna - 8,5/10. Bardzo dobry krem nie tylko na podkówki :-)

sobota, 7 lipca 2012

Czerwcowe zakupy + podsumowanie akcji "Przeżyć za 50zł"

Przybywam z comiesięcznymi zakupami i aż sama się sobie dziwię, że jest ich tak mało! Wprawdzie akcja "Przeżyć za 50zł" w moim przypadku nie powiodła się, ale produktów wcale dużo nie ma, a już szczególnie kupionych moimi rękoma. Tak więc bez niepotrzebnego gadanie przejdźmy do czerwcowego haulu :)


Kupiłam również lakier Essence Fruity Nail Polish One Kiwi a Day, jednak zapomniałam umieścić go na zdjęciu - więcej informacji tutaj - klik!

Essence, A New League, Nail Polish, Tommy's Favorite Green
Lovely, Odżywka silnie regenerująca
Avon, Nailwear Pro, Pink Radiance

Oba lakiery udało mi się przedstawić na blogu z mniejszym lub większym zachwytem.
Odżywkę stosuję jako bazę pod lakier i nie zauważyłam super efektów, jednak pomaga zapobiegać odbarwieniom.




Soraya, Mleczko do ciała, Sceniczne, Silnie ujędrniające, Anti-Ageing, 25+

Mleczko dostałam w BlogBoxie i bardzo się z niego ucieszyłam, jednak nie trwało to długo.
Mimo że naprawdę nieźle wygładza, nie jestem w stanie go używać, gdyż porobiły mi się tak wielkie wypryski na udach, że do dziś ich nie zaleczyłam.






Alterra, Szampon nawilżający 'Granat i aloes'
Joanna, Odżywka bez spłukiwania do włosów zniszczonych 

Zarówno szampon, jak i odżywkę w ramach zerwania ze sles/sls, silikonami, parabenami w pielęgnacji włosów.
Odżywka jest bardzo lekka i takie efekty daje, szampon z kolei nie wysusza włosów, choć jestem na razie w fazie testów :)




Oriflame, HairX, Volume Boost, Leave-in Conditioner

Odżywkę w sprayu dostałam w ramach wymiany i początkowo bardzo mi się spodobała, jednak przeszłam na bez silikonową i nie zawierającą PEG pielęgnację :)







Avon, Care, Shimmering Body Lotion

Uwielbiam rozświetlające balsamy do ciała, szczególnie latem. Nadają skórze wakacyjnego blasku i sprawiają, że mieni się na wszystkie kolory tęczy :)
Ten dodatkowo pachnie arbuzem, mniam! Będzie idealny, gdy wykończę podobny z Dove!






Rival de Loop, Pure Skin, Waschgel mit Peeling-Effekt
Rival de Loop, Matujący krem do twarzy 

Mój ulubiony duet do pielęgnacji trądzikowej cery! Świetnie oczyszcza, matuje, wysusza wypryski i pomaga im się goić, chociaż nie zapobiega powstawaniu.






Max Factor, Max Effect Gloss Cube, 01 Soft Rose
Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera and Mentol 

Błyszczyk w kolorze bladego różu dostałam w BlogBoxie i od razu się w nim zakochałam. Używam niemal codziennie!
Balsam Lovely to mój ulubieniec! Świetnie nawilża i dość dobrze regeneruje usta, jednak teraz testuje Carmex'a. 



Marba, Dairy Fun, Milky Powder, Pineapple 

Zrobiłam na nim interes życia, bo zapłaciłam niecałe trzy złote :D Ma urocze opakowanie, ale korek tak się zassał, ze nie mogę wyjąć!
Całkiem nieźle się pieni, jednak trzeba go dużo wsypać do wanny. Pachnie dość chemicznie, dusząco, ale polubiłam.






Cała kupa próbek!
Eveline, Garnier, Yves Rocher, Vichy, Avon

Bardzo lubię próbki, dzięki nim stwierdzam, czy powinnam kupić pełnowymiarowe opakowanie. Póki co używam kremu Avon Solutions, a resztę wypróbuję na dniach.







Zdjęć mydła, kremów do rąk, Sudomax'u i krmeu pod oczy niestety nie posiadam, ale i tak nie mogę nic o nich powiedzieć - są dopiero w fazie testów!

wtorek, 12 czerwca 2012

Hikki dostała BlogBoxa!

Z przyjemnością oznajmiam, że dzisiaj w godzinach przedpołudniowych otrzymałam paczkę zwaną BlogBox! Jestem zdziwiona, że tak szybko dotarła, ale też niezmiernie szczęśliwa, bo produkty, które wiwi89 z bloga To, co kobiety lubią najbardziej umieściła w pudełku są w pełni dostosowane do moich potrzeb! Tak więc dziękuję Ci bardzo i zapraszam Was do oglądania.


Jak widać na powyższym zdjęciu dziewczyna spisała się na medal! Balsam do ciała akurat wczoraj mi się skończył, krem do rąk jest dogorywający, a tak pięknego koloru błyszczyka jeszcze nigdy nie miałam! Naprawdę wszystko idealnie trafia w mój gust!


Soraya, Mleczko do ciała, Sceniczne, Silnie ujędrniające, Anti-Ageing, 25+ - do osiągnięcia wieku lat dwudziestu pięciu sporo mi brakuje, jednak cellulit i niezbyt jędrna skóra dają o sobie znać. Sama prawdopodobnie nigdy bym go nie kupiła, ale wygląda bardzo obiecująco i ma dobre oceny na KWC! Ponadto opakowanie jest naprawdę duże, bo aż 400ml i mam nadzieję, że wystarczy na długo.


Lirene, Dermoprogram, Skóra sucha, Krem ochronny - daktylowy - o tych kremach słyszałam wiele dobrego i prawdopodobnie w dalekiej przyszłości kupiłabym go, lecz wiwi89 wyręczyła mnie w tym. Produkt ma ładną szatę graficzną, poręczną tubkę oraz bardzo przyjemny zapach.


Max Factor, Max Effect Gloss Cube, 01 Soft Rose - jestem bardzo zadowolona z faktu, że w moim boxie znalazł się błyszczyk w tym kolorze i tej marki. Sama zapewne nigdy nie zwróciłabym uwagi, ale i tak już go polubiłam. Ma bardzo delikatny kolor, właściwie tylko nadaje ustom lekko mleczny wygląd. Ponadto nie klei się i nie wysusza po pierwszym użyciu. Opakowanie wygląda bardzo profesjonalnie!


Eveline, Hand&Nail Therapy Professional, Profesjonalny peeling do rąk oraz profesjonalna maska-serum do rąk - kolejny produkt do rąk i do tego niezwykle interesujący głównie przez swoją formę. Ma za zadanie zapewniać dłoniom natychmiastowy ratunek i efekt niewidzialnych rękawiczek. Mam nadzieję, że dobrze się spisze.


Jak widać na powyższym zdjęciu dostałam aż sześć próbek! Znalazły się tam kremy do twarzy - Vichy Normaderm i Idealia, Garnier Vital Restore, Yves Rocher Sebo Specific Ultra Mat oraz żel pod prysznic Adidas for Woman Hydrating Shower Gel Micro Pearls Exfoliating - Smooth.

Jestem bardzo zadowolona z zawartości mojego pudełka i wszystko chętnie przetestuję!