Mam ogromną skłonność do zaopatrywania się w uroczo wyglądające przedmioty. Staram się powstrzymywać od tego typu zakupów, ale czasami zdarza mi się kolejny raz ulec. Jednym z takich produktów jest Essence Oktoberfest Eyeshadow & Lipgloss Set 01 I Mog Di!. Maluję się tak rzadko, że prawie wcale, ale te cienie są wyjątkowo przyjemne. Opakowanie wykonano z twardej, wytrzymałej tektury, zamyka się na magnes. Otwiera się bezproblemowo. Design jaki jest, każdy widzi. Całość wygląda uroczo, a na grzbiecie nadrukowano renifery, a warto wiedzieć, że uwielbiam ten motyw na wszystkim.
Opakowanie mieści dwa cienie i mini błyszczyk. Jeden z nich jest połyskliwą śliwką, drugi - łososiowo - brzoskwiniowy, również z połyskiem. Na skórze stają się nieco jaśniejsze, nakładane pędzlem całkiem bledną, ale myślę, że na bazie wyglądałyby obłędnie. Cienie dobrze się rozprowadzają, tworzą ładne przejścia, nie osypują się.
Na poniższym zdjęciu wspomniane wcześniej renifery plus swatche. Aby uzyskać taki efekt, musiałam się trochę namachać. Szkoda, że fiolet nie jest tak głęboki jak w opakowaniu, wtedy byłoby cudownie.
Błyszczyk natomiast jest idealny. Długo szukałam zastępcy dla Soft Rose Gloss Cube Max Factor i właśnie ten okazał się godnym. Delikatnie rozjaśnia usta, nadaje im połysku. Nie daje wyraźnego koloru, trochę zaróżowi wargi, niewiele, ale wystarczająco. Używam namiętnie, gdyż pasuje do wszystkiego, nie wysusza. Nie skleja warg, utrzymuje się około godziny.
Cieni używam bardzo rzadko, błyszczyka niemal codziennie. Całość przypadła mi do gustu, jednak liczyłam na coś więcej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą limitowanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą limitowanka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 lutego 2014
wtorek, 4 lutego 2014
Ciągnie wilka do lasu / Alverde Waldgezwitscher LE Lippenstifte 10 Erdhügel
Właściwie to nie wilka, a lisa i inne zwierzaki. A co to ma wspólnego ze sferą urodową? Coś musi mieć i w dzisiejszym poście na pewno się o tym przekonacie ;) Niedawno pokazywałam na blogu oraz Instagramie zakupy poczynione przez pewną dobrą duszę w DM'ie. Szczególnie zainteresowałyście się szminką i oto jest - Alverde Waldgezwitscher LE Lippenstifte 10 Erdhügel. Nie będę ukrywać, że zauroczyło mnie opakowanie i w stanie zachwytu nad nim trwam od zobaczenia zapowiedzi w internecie aż do teraz i wiem, że uwielbienie dla niego mi nie minie. Lisy, wiewiórki, ptaki, drzewa i grzyby plus ciemnozielone tło wyglądają niesamowicie. Trudno się nie zakochać w takim cudeńku! Zresztą zobaczycie na poniższych zdjęciach w pełnej krasie. Opakowanie jest wytrzymałe, mimo że tekturowe, nie plami się i nie zagina.
Kolor, który posiadam to 10 Erdhügel, bardzo ładny, ciepły brąz. Wklepany w wargi lekko je przyciemnia i staje się uniwersalnym, dość ciemnym nude. Zarówno roztarty, jak i nałożony po prostu poprzez przejechanie sztyftem po ustach prezentuje się przepięknie. Niestety, pomadka podkreśla wszelkie suche skórki, co widać na zdjęciu. Naprawdę trzeba mieć do niej idealnie miękkie, gładkie i nawilżone usta. Mam nadzieję, że uda mi się je doprowadzić do takiego stanu, aby móc bezproblemowo nosić ten kolor na ustach.
Podoba się Wam? Mi bardzo! Myślę, że delikatny peeling ust plus balsam do ust pozwolą mi wreszcie na nakładanie tego koloru :)
Kolor, który posiadam to 10 Erdhügel, bardzo ładny, ciepły brąz. Wklepany w wargi lekko je przyciemnia i staje się uniwersalnym, dość ciemnym nude. Zarówno roztarty, jak i nałożony po prostu poprzez przejechanie sztyftem po ustach prezentuje się przepięknie. Niestety, pomadka podkreśla wszelkie suche skórki, co widać na zdjęciu. Naprawdę trzeba mieć do niej idealnie miękkie, gładkie i nawilżone usta. Mam nadzieję, że uda mi się je doprowadzić do takiego stanu, aby móc bezproblemowo nosić ten kolor na ustach.
Podoba się Wam? Mi bardzo! Myślę, że delikatny peeling ust plus balsam do ust pozwolą mi wreszcie na nakładanie tego koloru :)
sobota, 21 grudnia 2013
Paznokcie na bogato. Lovely Snow Dust Lakier do paznokci o piaskowej fakturze Nr 1
Mogę się założyć, że niektóre z Was mają już dość czytania o kosmetykach marki Lovely. Niemniej jednak postanowiłam dołączyć do grona blogerek, które kupują ich produkty i publikują recenzje. Otóż wczoraj udało mi się dorwać przedostatni egzemplarz złotka, czyli numeru 1 z serii Snow Dust. Lakier ma kolor dość chłodnego złota ze srebrnym shimmerem oraz większymi, mocno odbijającymi światło drobinkami. Świetnie wygląda zarówno w słońcu jak i w cieniu. Konsystencję ma idealną, ani zbyt rzadką, ani zbyt gęstą. Dobrze się rozprowadza, równomiernie pokrywa paznokcie. Całkowicie krycie gwarantuję dwie niezbyt grube warstwy. Szybko schnie, dając modny, piaskowy efekt. Nie jest zbyt szorstki, drobinki nie odstają i nie zahaczają o ubrania.
Bardzo, ale to bardzo mi się podoba, daje oryginalny, nienachalny efekt. Moim zdaniem idealna propozycja na Święta dla kogoś, kto nie lubi lub nie potrafi tworzyć skomplikowanych wzorków.
Bardzo, ale to bardzo mi się podoba, daje oryginalny, nienachalny efekt. Moim zdaniem idealna propozycja na Święta dla kogoś, kto nie lubi lub nie potrafi tworzyć skomplikowanych wzorków.
Dałyście się skusić na ten lub inne lakiery z serii Snow Dust? Czy w ogóle podoba się Wam to złotko i piaskowy efekt?
piątek, 22 listopada 2013
Pomarańczka x2 / Essence
Ostatnimi czasy nie szaleję za limitowanymi edycjami Essence tak bardzo jak kiedyś. Owszem, zdarza mi się kupić jeden, dwa produkty, ale takie wydarzenie nie ma miejsca za często. Łatwo mnie jednak skusić na wszelakie kolorowe mazidła do ust, a że nie miałam wcześniej żadnej pomarańczki, to nie zastanawiałam się długo. Essence Vintage Discrit Duo Lipstick & Gloss 01 Vintage Peach gości w mych szeregach od lipca, więc zdążyłam go już przetestować. Opakowanie ma formę walca o długości przeciętnego błyszczyka. Zbudowane jest z plastikowej części z błyszczolem i metalowej ze szminką, którą skrywa plastikowa nasadka. Całość prezentuje się całkiem ładnie, napisy się nie ścierają, więc jest estetycznie. Odkręca się łatwo, jednak na szczęście nic nie przecieka. Przejdę więc może do części związanej z moimi odczuciami na temat konsystencji i kolorów.
Błyszczyk ma lekką, śliską, średnio gęstą konsystencję. Nie należy do klejuchów - nie ma mowy o zlepieniu warg. Nie wchodzi w załamania, jednak nałożony w zbyt duże ilości może wypływać poza kontur ust. Co do koloru - to ciepły pomarańcz z delikatnym złotym pyłkiem. Nie jest to brokat, jedynie pyłek, który ładnie odbija światło i nie wygląda tandetnie. Błyszczyk nałożony w niewielkiej ilości nadaje ustom połysku, lekko pomarańczowego odcienia i wygładza je. Kolor na pewno nie jest brzoskwiniowy, jak wskazuje nazwa produktu.
Szminka również ma przyjemną konsystencję, ale nie przypadła mi do gustu. Na ustach staje się sucha, posiada też większe drobinki, które migrują po twarzy. Podkreśla wszytskie suche skórki i zdarza się, że wchodzi w załamania. Tutaj kolor również jest pomarańczowy, ale to zupełnie inny odcień, moim zdaniem z lekką nutą różu.
Błyszczyk ma lekką, śliską, średnio gęstą konsystencję. Nie należy do klejuchów - nie ma mowy o zlepieniu warg. Nie wchodzi w załamania, jednak nałożony w zbyt duże ilości może wypływać poza kontur ust. Co do koloru - to ciepły pomarańcz z delikatnym złotym pyłkiem. Nie jest to brokat, jedynie pyłek, który ładnie odbija światło i nie wygląda tandetnie. Błyszczyk nałożony w niewielkiej ilości nadaje ustom połysku, lekko pomarańczowego odcienia i wygładza je. Kolor na pewno nie jest brzoskwiniowy, jak wskazuje nazwa produktu.
Szminka również ma przyjemną konsystencję, ale nie przypadła mi do gustu. Na ustach staje się sucha, posiada też większe drobinki, które migrują po twarzy. Podkreśla wszytskie suche skórki i zdarza się, że wchodzi w załamania. Tutaj kolor również jest pomarańczowy, ale to zupełnie inny odcień, moim zdaniem z lekką nutą różu.
Jeśli chodzi o błyszczyk to jestem na tak, jeśli zaś o szminkę - na nie.
Lubicie usta w odcieniach pomarańczu?
wtorek, 29 października 2013
Jedno małe "ale" w sprawie p2 I Feel Pretty Perfectly Happy Correction Powder
Nie należę do osób, które nie wyjdą z domu bez pomalowanych oczu czy przypudrowanego nosa. Oczywiście nie uważam tego za złe, to kwestia wyboru i dobrego samopoczucia. Przyznaję, że zdarza mi się użyć tego czy owego, ale zachowuję umiar. W związku z tym moje doświadczenia z pudrami wszelkiej maści są raczej znikome. Podczas wakacji dotarła do mnie wielka paka z zagranicznymi łupami od A. (dziękuję! :*), zawierająca między innymi p2 I Feel Pretty Perfectly Happy Correction Powder, a więc puder korygujący. Biorąc pod uwagę fakt, że zarówno opakowanie jak i sama zawartość prezentuje się wręcz przeuroczo, nie mogłam nie rozpocząć testów.
Opakowanie kosmetyku wykonane jest z mocnej tektury. Wygląda prześlicznie, uroczo i nietuzinkowo, ale w starciu z wodą czy ewentualnym tłuszczem zapewne by poległo. Póki co nie zagięło się ani nie zabrudziło w żadnym miejscu, nie wycierają się krawędzie, mimo że zabieram je ze sobą w przeróżne podróże. Otwiera się łatwo, nie ma jednak szans, by górna część samoistnie spadła. Opakowanie samo w sobie jest niewielkie, średnica wynosi mniej więcej sześć centymetrów. Na spodzie mamy srebrną naklejkę z długawym opisem po niemiecku i angielsku, brakuje natomiast składu. Bardzo mnie to ubodło, gdyż biorąc pod uwagę działaniu produktu na moją skórę byłby niezwykle przydatny.
Konsystencja pudru jest w sam raz. Łatwo nabiera się na pędzel, na szczęście nie w nadmiarze. Nie osypuje się podczas nakładania, nie osadza na włoskach, jest całkowicie niewidoczny. Dodatkowo nie warzy się, nie roluje, nie ciemnieje (oczywiście jeżeli puder może płatać takie figle, osobiście nie znam się na tym). Kolor okazał się być dla mnie idealny, a właściwie odrobinę jaśniejszy od mojej cery. Kosmetyk tworzą kolorowe plamy - zielone, różowe, żółte, jasno i ciemno beżowe. Barwy świetnie łączą się ze sobą, na twarzy nie ma odróżniających się odcieni. Puder delikatnie rozjaśnia moją cerę, nie ma efektu maski, koloryt jest wyrównany.
Puder lekko koryguje niedoskonałości skóry, nadaje jej niesamowitej gładkości. Efekt matu utrzymuje się kilka godzin, po upłynięciu tego czasu cera nie świeci się jak wysmarowana smalcem. Przypudrowuję nim też korektor nakładany pod oczy, przedłuża jego trwałość. Wszystko cud i miód i orzeszki, gdyby nie fakt, że pod koniec dnia wyczuwam i zauważam kilka małych krostek. Nie powstawały żadne gule, jednie ropne, malutkie wypryski. Staram się aplikować go na całą twarz jedynie na ważniejsze okazje, na co dzień używam tylko w celu utrwalenia i zmatowienia korektora pod oczami.
Ogółem puder jest naprawdę porządny, ma świetną trwałość, konsystencję, kolor oraz efekt na skórze, jednak pojawianie się krostek jest jego sporym mankamentem. Niemniej jednak po prostu lubię go używać pod oczy na korektor, tam nie robi mi kuku i jest cacy :)
Opakowanie kosmetyku wykonane jest z mocnej tektury. Wygląda prześlicznie, uroczo i nietuzinkowo, ale w starciu z wodą czy ewentualnym tłuszczem zapewne by poległo. Póki co nie zagięło się ani nie zabrudziło w żadnym miejscu, nie wycierają się krawędzie, mimo że zabieram je ze sobą w przeróżne podróże. Otwiera się łatwo, nie ma jednak szans, by górna część samoistnie spadła. Opakowanie samo w sobie jest niewielkie, średnica wynosi mniej więcej sześć centymetrów. Na spodzie mamy srebrną naklejkę z długawym opisem po niemiecku i angielsku, brakuje natomiast składu. Bardzo mnie to ubodło, gdyż biorąc pod uwagę działaniu produktu na moją skórę byłby niezwykle przydatny.
Konsystencja pudru jest w sam raz. Łatwo nabiera się na pędzel, na szczęście nie w nadmiarze. Nie osypuje się podczas nakładania, nie osadza na włoskach, jest całkowicie niewidoczny. Dodatkowo nie warzy się, nie roluje, nie ciemnieje (oczywiście jeżeli puder może płatać takie figle, osobiście nie znam się na tym). Kolor okazał się być dla mnie idealny, a właściwie odrobinę jaśniejszy od mojej cery. Kosmetyk tworzą kolorowe plamy - zielone, różowe, żółte, jasno i ciemno beżowe. Barwy świetnie łączą się ze sobą, na twarzy nie ma odróżniających się odcieni. Puder delikatnie rozjaśnia moją cerę, nie ma efektu maski, koloryt jest wyrównany.
Puder lekko koryguje niedoskonałości skóry, nadaje jej niesamowitej gładkości. Efekt matu utrzymuje się kilka godzin, po upłynięciu tego czasu cera nie świeci się jak wysmarowana smalcem. Przypudrowuję nim też korektor nakładany pod oczy, przedłuża jego trwałość. Wszystko cud i miód i orzeszki, gdyby nie fakt, że pod koniec dnia wyczuwam i zauważam kilka małych krostek. Nie powstawały żadne gule, jednie ropne, malutkie wypryski. Staram się aplikować go na całą twarz jedynie na ważniejsze okazje, na co dzień używam tylko w celu utrwalenia i zmatowienia korektora pod oczami.
Ogółem puder jest naprawdę porządny, ma świetną trwałość, konsystencję, kolor oraz efekt na skórze, jednak pojawianie się krostek jest jego sporym mankamentem. Niemniej jednak po prostu lubię go używać pod oczy na korektor, tam nie robi mi kuku i jest cacy :)
Używacie pudrów matujących lub korygujących na co dzień? Jakie polecacie, a jakie odradzacie? Słyszałyście może o tym, który dziś opisałam?
poniedziałek, 21 października 2013
Owocowa głowa. Balea Jeden Tag Shampoo Himbeere
Ostatnio przekonałam się, że szampony ze SLS czy SLES nie szkodzą moim włosom, jeśli używam ich racjonalnie. Oznacza to właściwie tyle, że po zastosowaniu szamponu nakładam odżywkę lub maskę. Dlatego powtarzam jeszcze raz - SLS nie jest szkodliwy, owszem, może powodować podrażnienia a jego brak na pewno nam nie zaszkodzi. Warto jednak od czasu do czasu umyć włosy takim szamponem, ponieważ pomaga to usunąć zanieczyszczenia, z którymi łagodniejszy produkt sobie nie poradzi. Nie pisałabym tego, gdybym nie miała czego przedstawić. W dzisiejszym poście opowiem Wam o przyjemnym kosmetyku, jakim jest Balea Jeden Tag Shampoo Himbeere. Na samym początku recenzji napiszę, że nie oczekiwałam od niego cudów i nie oczekiwałam ich, więc jeśli tego pragniecie - szampon może pomóc, ale nie zadziała jak olej czy maska. W tym przypadku zdecydowanie na plus dość spora butelka, mieszcząca 300ml, plastikowa. Widać poziom zużycia, co oczywiście mnie cieszy. Kolor opakowania oraz zdjęcie na naklejce zdecydowanie zachęca do użycia. Sam szampon jest całkiem rzadki, nie tak bardzo jak woda, ale jakby nie było gęsty nie jest. Świetnie się pieni i łatwo spłukuje, piana nie ukrywa się przy skórze czy za uszami. Zapach produktu jest identyczny jak malinowa Mamba. Naturalny, mocno owocowy, mniam! Nic nie zalatuje sztucznością, o nie! Co do działania - szampon usuwa zanieczyszczenia, zmywa oleje i silikony, pozostawia włosy czyste i miękkie. Nie oblepia ich, nie obciąża, nie przyspiesza przetłuszczania. Po użyciu konieczne jest użycie odżywki, ponieważ czupryna nie jest zbyt gładka, za to dość mocno napuszona (w moim przypadku dzieje się tak po prawie każdym szamponie). Ogółem jest to godny uwagi produkt, może nie rewelacyjny, po prostu dobry szampon dla kogoś, kto wymaga tylko zmycia zanieczyszczeń i braku uszkodzeń.
Jak można wywnioskować z mojego powyższego wywodu, szampon bardzo polubiłam, nie jest to ósmy cud świata, na moich włosach dobrze się sprawdził. Ponownie raczej nie spotkamy, gdyż była to edycja limitowana a jak wiadomo, takie egzemplarze długo na półkach nie stoją. Ponadto dostępność mam mocno ograniczoną.
Znacie Baleowe szampony? A może unikacie SLESów? Jakie polecacie, zarówno SLESowe, jak i łagodniejsze? BabyDream i BabyLove znam :)
sobota, 14 września 2013
Przyjemniaczek. p2 Nail Tini Mix'n Match Nail Polish 020 Flashy Swimming Pool
Szaro, brzydko, mokro, zimno i bardzo sennie mija mi dzień dzisiejszy, więc na przekór panującej na oknem pogodzie zaprezentuję Wam coś wakacyjnego. A tym czymś będzie p2 Nail Tini Mix'n Match Nail Polish 020 Flashy Swimming Pool. Te z Was, które przejrzały wyprzedaż mogą być zdziwione, ponieważ wystawiłam tam lakier o takiej samej nazwie. Już wyjaśniam! Dzisiejsza niebieskość i tamta brokatowa zieleń pochodzą z tego samego zestawu, który miał jedną nazwę. Proste, prawda? :) Przejdę jednak do konkretów. Lakier bardzo mi się podoba, niby zwyklaczek, ale z tych ładniejszych. Nie jest to pastelowy, delikatny błękit, ale też nie neon. Kremowy, intensywny niebieski, w rzeczywistości z nutką zieleni. Chociaż nie dzielę kolorów lakierów na jesienne i letnie, to ten jest raczej bardzo wesoły i wakacyjny, ale nałożony w ziemie na pewno nie zaszkodzi. Nie jest gęsty, raczej rzadszy, na szczęście nie wodnisty. Dobrze się rozprowadza, nie zalewa skórek, nie bąbluje, nie smuży. Do kompletu szybko schnie, a dwie warstwy wystarczają do całkowitego pokrycia. Bardzo przyjemnie mi się go nosiło, z pewnością będę go jeszcze używać.
Podoba się Wam?
niedziela, 8 września 2013
♥ Essence Me & My Ice Cream Shimmer Pearls 01 I-Cy U
Pudry w kulkach podobały mi się od dawna, jednak nie miałam sumienia, żeby wydać ponad dwieście złotych na meteoryty od Guerlaina. Znalazłam więc tańsze rozwiązanie, którego zdobycie proste nie było. Ostatecznie kupiłam go od pewnej blogerki. Obecnie uważam Essence Me & My Ice Cream Shimmer Pearls 01 I-Cy U za wielki hit w mojej kolorówkowej kolekcji. Kulki zapakowano do niewielkiego, uroczo wyglądającego pudełeczka w kolorach bladego różu, beżu i miętowej zieleni. Odkręca się łatwo, jednak niesamoistnie, jest twarde i wytrzymałe. Wewnątrz znajduje się biała gąbeczka o grubość około trzech milimetrów oraz idealnego rozmiaru. Chroni kulki przed lataniem po całym opakowaniu i obijaniu się ich. Można nią nakładać produkt, jednak nie jest to byt dobre rozwiązanie. Osobiście używam w tym celu pędzla, który daje radę.
Perełki są różnokolorowe - zielone, różowe, żółte, łososiowe, po nałożeniu na skórę dają efekt delikatnego rozświetlenia. Nie ma żadnych drobin brokatu, a połyskujący pyłek. Skóra wygląda po nim - przynajmniej moim zdaniem - naprawdę ładnie ale nie ma efektu wysmarowania się smalcem, masłem czy jeszcze czymś tudzież bombki choinkowej. Mimo iż kolor jest bardzo jasny nie bieli i nie daje praktycznie żadnego koloru, nie można też przesadzić z ilością co stanowi dla mnie ogromny plus. Zapach jest niesamowity - słodki, pudrowy, cudo!
Używam tego produktu bardzo często i nie zauważyłam zapychania. Na skórze trzyma się cały dzień, nie robi żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Pokochałam go od pierwszego użycia i z pewnością będę miziać się nim nadal.
Perełki są różnokolorowe - zielone, różowe, żółte, łososiowe, po nałożeniu na skórę dają efekt delikatnego rozświetlenia. Nie ma żadnych drobin brokatu, a połyskujący pyłek. Skóra wygląda po nim - przynajmniej moim zdaniem - naprawdę ładnie ale nie ma efektu wysmarowania się smalcem, masłem czy jeszcze czymś tudzież bombki choinkowej. Mimo iż kolor jest bardzo jasny nie bieli i nie daje praktycznie żadnego koloru, nie można też przesadzić z ilością co stanowi dla mnie ogromny plus. Zapach jest niesamowity - słodki, pudrowy, cudo!
Używam tego produktu bardzo często i nie zauważyłam zapychania. Na skórze trzyma się cały dzień, nie robi żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Pokochałam go od pierwszego użycia i z pewnością będę miziać się nim nadal.
Macie te kulki? A może Guerlainowe Meteorytki?
A przy okazji - dziękuję!
piątek, 6 września 2013
Essence Me & Me Ice Cream Nail Polish 04 Icylious
Uwielbiam wszelkiego rodzaju urocze opakowania i pastelowe kolory. Nic na to nie poradzę, że tak mam. Dodatkowo bardzo lubię Essence, choć ostatnio ich limitki zbytnio mnie nie ruszają. Parę tygodni temu oszalałam na punkcie lodowej edycji i chwyciłam tylko opisywany dzisiaj lakier. Później na pewnym blogu kupiłam puder w kulkach, który wręcz kocham! Dobra, dość tego zbędnego gadania, czas na recenzję. Essence Me & Me Ice Cream Nail Polish 04 Icylious ma wręcz przeuroczy kolor, śliczną mleczną brzoskwinkę z delikatnym srebrnym pyłkiem ♥ Na paznokciach wygląda świetnie, ale właściwości ma raczej nieciekawe. Po pierwsze, strasznie smuży zarówno przy pierwszej, jak i drugiej oraz trzeciej warstwie. Schnie dość długo, wynika to głównie z ilości warstw i faktu, iż są grube. Cienkie zwyczajnie nie kryją. Nie zalewa skórek, nie spływa z paznokcia, ale ciągle jest miękki, plastyczny. Kolor jest piękny, ale działanie niefajne, więc dam mu jeszcze jedną szansę, ale tylko jedną.
piątek, 30 sierpnia 2013
Jelly Sandwich Manicure - Delia Coral Prosilk Limited Edition Nail Enamel M03 - Kropki
Uwielbiam nietypowe lakiery do paznokci. Nie skłamię, jeśli powiem, że gdy raz ujrzę wyjątkowy egzemplarz to nie wytrzymuję i muszę go kupić. Emalie Delii w stylu jelly sandwich manicure zobaczyłam na Instagramie, a na drugi dzień miałam już w łapkach numer M03. Delia Coral Prosilk Limited Edition Nail Enamel M03 - Kropki, bo taka jest jego dokładna nazwa, zachwycił mnie od pierwszego maźnięcia. Baza ma kolor bardzo jasnego, pastelowego różu. Bardzo chciałabym mieć taki odcień lakieru bez żadnych drobinek. Brokat jest sześciokątny w dwóch wielkościach, czerwony, granatowy, złoty, biało - srebrny. Lakier raczej słabo kryje, ale nie smuży, drobinek nabiera się niewiele, ale daje to świetny efekt. Ja nałożyłam dwie warstwy i uzyskałam przecudny efekt, przynajmniej jak dla mnie, chociaż krycia całkowitego nie uzyskałam. Jak nie lubię widocznych końcówek, tak tutaj ten efekt zupełnie mi nie przeszkadza. Rozprowadza się nieźle, nie zalewa skórek, ale należy operować pędzelkiem dość szybko. Schnie znośnie, choć ponad dwadzieścia minut na warstwę ciągnie się niemiłosiernie. Nie powstają żadne wgniecenia, nie odgniata się pościel, a więc tragedii nie ma. Lakier ma niezłą trwałość, po trzech dniach nie ma żadnych odprysków.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Suwakowe paznokcie
Niekonwencjonalne metody zdobienia paznokci kusiły mnie od zawsze. Jedną z nich było, i nadal jest, stosowanie naklejek wodnych. Posiadam w swoich zbiorach jedną paczkę z wzorkiem zamków do ubrań od kilki miesięcy, ale dopiero kilkanaście dni temu odważyłam się ich użyć. Lakierem bazowym został mój ulubieniec minionego i obecnego lata - Miyo Mini Drops Provocation. Później przyszedł czas na nałożenie naklejek, co dokładnie opisała Kleopatre. Postąpiłam według jej instrukcji i po pięciu minutach machnęłam wszystkie paznokcie warstwą Essence Hugs&Kisses More Than Words, który o wiele lepiej wyglądałby na ciemnym, najlepiej czarnym lakierze, gdyż jest to top z różowym brokatem. Całość wyschła szybko, nie miałam żadnych przygód typu przesuwająca się naklejka czy miękki lakier. Suwaki rozpuszczają się pod wpływem zmywacza, nie trzeba nic zdzierać ani odklejać. Spodobało mi się nakładanie naklejek, ponieważ wygląda to naprawdę fajnie i oryginalnie, więc ten manicure przypadł mi do gustu. Myślę, że lepiej byłoby bez różowego topa, który jest genialny, ale na ciemnych lakierach.
Używałyście kiedyś wodnych naklejek? Podoba Wam się taka metoda zdobienia?
niedziela, 26 maja 2013
Cóż za blask strzelił tam z warg! Alverde Alm Beauty Lipgloss Stadl Funkeln
Nie od dziś wiecie, że kocham błyszczyki. Ponadto uwielbiam edycje limitowane. Dodatkowo jestem łasa na kosmetyki niedostępne w Polsce, a na przykład w Niemczech, dokładniej w DM'ie. Długo polowałam na mazidło ze złotym połyskiem, a dzięki wymianie z Luną Edith udało mi się je zdobyć. Wprawdzie w użyciu jest rzadko, ale bardzo się cieszę, że mam taki produkt, w końcu czasami się przydaje :)
Alverde Alm Beauty Lipgloss Stadl Funkeln
Błyszczyk ma tradycyjne opakowanie, czyli cienki walec wykonany z przezroczystego plastiku. Aplikator to gąbeczka z wcięciem po jednej stronie, dzięki któremu nabieramy więcej produktu. Nakrętka odkręca się łatwo, lecz nie samoistnie, jest szczelna. Nic się nie wylewa, błyszczyk nie oblepia całego plastikowego kijka, na którym umieszczona jest gąbeczka. Na opakowaniu mamy srebrne nadrukowane napisy. Nie ścierają się, wyglądają całkiem ładnie. Całość prezentuje się dobrze, nietandetnie.
Błyszczyk nie jest bardzo gęsty, ale też nie za rzadki. Świetnie się rozprowadza, do pokrycia całych ust wystarcza naprawdę odrobina produktu. Nie skleja warg, utrzymuje się około godziny. Drobinki pozostają po starciu błyszczyka i zdarza się im migrować wokół ust.
W opakowaniu błyszczyk wygląda na złoty, jednak w rzeczywistości jest przezroczysty z masą złotych, holograficznych drobinek. Nie są one wyczuwalne na ustach, ale bardzo widoczne w słońcu. Mienią się na czerwono i różowo, czasem na pomarańczowo. Moim zdaniem wygląda to nie najgorzej, chociaż ja osobiście wolę, gdy drobinek jest mniej.
Błyszczyk albo nie pachnie, albo ja nie czuję zapachu. Uważam to za zaletę, chociaż zapachowe mazidła do ust mi nie przeszkadzają.
Błyszczyk nie wyrządza moim wargom żadnych szkód. Nie nawilża ich, nie wysusza, ale nie podrażnia. Wygląda średnio, czasem go kocham, czasem nienawidzę. Trudna miłość :D
Błyszczyk nie jest bardzo gęsty, ale też nie za rzadki. Świetnie się rozprowadza, do pokrycia całych ust wystarcza naprawdę odrobina produktu. Nie skleja warg, utrzymuje się około godziny. Drobinki pozostają po starciu błyszczyka i zdarza się im migrować wokół ust.
W opakowaniu błyszczyk wygląda na złoty, jednak w rzeczywistości jest przezroczysty z masą złotych, holograficznych drobinek. Nie są one wyczuwalne na ustach, ale bardzo widoczne w słońcu. Mienią się na czerwono i różowo, czasem na pomarańczowo. Moim zdaniem wygląda to nie najgorzej, chociaż ja osobiście wolę, gdy drobinek jest mniej.
Błyszczyk albo nie pachnie, albo ja nie czuję zapachu. Uważam to za zaletę, chociaż zapachowe mazidła do ust mi nie przeszkadzają.
Błyszczyk nie wyrządza moim wargom żadnych szkód. Nie nawilża ich, nie wysusza, ale nie podrażnia. Wygląda średnio, czasem go kocham, czasem nienawidzę. Trudna miłość :D
Lubicie drobinkowe błyszczyki? Znacie te z Alverde?
wtorek, 23 kwietnia 2013
Skittlesy w wersji paznokciowej? Czemu nie!
Znowu naszło mnie na kropki. Uwielbiam ozdabiać nimi niemal każdy kremowy lakier. Biorąc pod uwagę dzisiejszą słoneczną pogodę, złapałam kilka kolorowych emalii i zaczęłam malować! W sumie nawet nie wiedziałam, co chcę stworzyć, ale ostateczny efekt bardzo mi się spodobał. To chyba najweselszy manicure odkąd pamiętam!
W akcji udział wzięło siedem lakierów. Bezbarwny Editt nałożyłam jako bazę, na to trzy warstwy Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline, mojego ulubionego, porcelanowego beżu. Kropki wykonałam za pomocą China Glaze Anchors Away Life Preserver, Catrice Ultimate Nail Lacquer 360 Raspberry Fields Forever, Miyo Mini Drops Provocation, Essence A New League Nail Polish Tommy's Favorite Green oraz Miss Sporty Clubbing Colours Bubble Gum 453.
Bezbarwny lakier Editt to cud, jeśli o rozprowadzanie chodzi. Jest rzadki, nakłada się cienką warstwą i migiem wysycha. Porcelanę SH lubię za pędzelek i równie szybkie schnięcie, jednak potrzebowałam aż trzech warstw do pokrycia płytki. Kropki tradycyjnie robione łepkiem od szpilki. Taki sposób zdobienia jest dziecinnie prosty, a jaki efektowny!
Podobają się Wam takie wesołe zdobienia? Co nosicie na paznokciach przy takiej pogodzie?
W akcji udział wzięło siedem lakierów. Bezbarwny Editt nałożyłam jako bazę, na to trzy warstwy Sally Hansen Complete Salon Manicure Mousseline, mojego ulubionego, porcelanowego beżu. Kropki wykonałam za pomocą China Glaze Anchors Away Life Preserver, Catrice Ultimate Nail Lacquer 360 Raspberry Fields Forever, Miyo Mini Drops Provocation, Essence A New League Nail Polish Tommy's Favorite Green oraz Miss Sporty Clubbing Colours Bubble Gum 453.
Bezbarwny lakier Editt to cud, jeśli o rozprowadzanie chodzi. Jest rzadki, nakłada się cienką warstwą i migiem wysycha. Porcelanę SH lubię za pędzelek i równie szybkie schnięcie, jednak potrzebowałam aż trzech warstw do pokrycia płytki. Kropki tradycyjnie robione łepkiem od szpilki. Taki sposób zdobienia jest dziecinnie prosty, a jaki efektowny!
Podobają się Wam takie wesołe zdobienia? Co nosicie na paznokciach przy takiej pogodzie?
sobota, 20 kwietnia 2013
Wcale nie jestem znudzona. Lovely Natural Beauty Nude Nail Polish 01
Ostatnio bardzo polubiłam się z odcieniami typu nude. Kiedyś ich niemal nienawidziłam, ale na szczęście zmieniłam zdanie i kocham je bezgranicznie! Na dzisiaj przeznaczyłam wytwór marki Lovely, wydaje mi się, że z edycji limitowanej ale nadal dostępnej. Bardzo mi się podoba, dlatego chętnie Wam go pokażę, ale ostrzegam, że zdjęcia nie są zbyt wspaniałe - pochmurna pogoda nie sprzyja fotografowaniu.
Lovely Natural Beauty Nude Nail Polish 01, bo tak brzmi jego pełna nazwa, to piękna, zaróżowiona porcelana doprawiona beżem. Zawiera miliony albo więcej mikroskopijnych drobinek, pięknie odbijających światło, ale ogółem bardzo mało widocznych. Całość wygląda bardzo dziewczęco i delikatnie, a zarazem elegancko i można go nosić w każdym wieku i na dowolną okazję. Ślicznie wygląda przy jednej warstwie, kiedyś Wam pokażę ;)
Lakier ma średnią gęstość, ani za rzadki, ani za gęsty. Dobrze się rozprowadza, nie zalewa skórek. Niestety łatwo można nałożyć za dużo na raz. Kryje przy trzech warstwach, przy dwóch minimalnie smuży. Jedna wygląda niesamowicie, daje efekt zdrowych paznokci. Schnie dość szybko, pierwsze dwie warstwy po kilka minut maksymalnie, kolejne trochę dłużej, jednak tragedii nie ma. Zmywa się ławo, nie pozostawia schimmera na płytce ani skórkach.
Bardzo podoba mi się ten odcień i myślę, że kupię jeszcze numerek 4. Jeśli lubicie takie kolory - weźcie 6 zł i pędźcie do Rossmanna!
Lovely Natural Beauty Nude Nail Polish 01, bo tak brzmi jego pełna nazwa, to piękna, zaróżowiona porcelana doprawiona beżem. Zawiera miliony albo więcej mikroskopijnych drobinek, pięknie odbijających światło, ale ogółem bardzo mało widocznych. Całość wygląda bardzo dziewczęco i delikatnie, a zarazem elegancko i można go nosić w każdym wieku i na dowolną okazję. Ślicznie wygląda przy jednej warstwie, kiedyś Wam pokażę ;)
Lakier ma średnią gęstość, ani za rzadki, ani za gęsty. Dobrze się rozprowadza, nie zalewa skórek. Niestety łatwo można nałożyć za dużo na raz. Kryje przy trzech warstwach, przy dwóch minimalnie smuży. Jedna wygląda niesamowicie, daje efekt zdrowych paznokci. Schnie dość szybko, pierwsze dwie warstwy po kilka minut maksymalnie, kolejne trochę dłużej, jednak tragedii nie ma. Zmywa się ławo, nie pozostawia schimmera na płytce ani skórkach.
Bardzo podoba mi się ten odcień i myślę, że kupię jeszcze numerek 4. Jeśli lubicie takie kolory - weźcie 6 zł i pędźcie do Rossmanna!
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Świeża Królowa Śniegu na początek wiosny. Essence Black & White White Hype + Sensique Fantasy Glitter Disco Lights
Kalendarzową wiosnę mamy już od kilku tygodni, jednak prawdziwa dopiero co się zaczyna. W związku z tym naszło mnie na błyszczący manicure, który bardzo, bardzo mi się spodobał, ale powrócę do niego za parę miesięcy. Jest on jednocześnie kolejną próbą oswojenia półmatowej bieli z limitowanki Essence, który mimo że piękne wygląda to schnie koszmarnie. Zależało mi na paznokciach w śnieżnym kolorze, z dodatkami widocznymi dopiero z bliska i udało się!
Essence Black & White White Hype to biały, kryjący lakier o wykończeniu półmatowym, przypomina mi trochę tradycyjną farbę olejną. Stanowi świetną bazę pod wzorki, raczej nie pomalowałabym nim całych paznokci, gdybym nie nakładała na wierch topu, mimo iż nie jest on (top) mocno widoczny z daleka. Sensique Fantasy Glitter Disco Lights należy do serii brokatowej, w sumie to już mój trzeci lakier z tej edycji. Nie jest kryjący, koniecznie trzeba go nakładać na kolorową bazę. Ma srebrne holograficzne drobinki, dobrze wygląda na praktycznie każdej emalii.
"Bielik" nakłada się świetnie, jednak minimalnie smuży. Jest dość gęsty, troszkę się rozlewa. Schnie opornie, po 20 minutach nadal miękki. Brokat natomiast szybko wysycha, łatwo się nakłada, nie rozlewa i nie jest chropowaty.
Podoba wam się taka propozycja? Lubicie białe lakiery?
Essence Black & White White Hype to biały, kryjący lakier o wykończeniu półmatowym, przypomina mi trochę tradycyjną farbę olejną. Stanowi świetną bazę pod wzorki, raczej nie pomalowałabym nim całych paznokci, gdybym nie nakładała na wierch topu, mimo iż nie jest on (top) mocno widoczny z daleka. Sensique Fantasy Glitter Disco Lights należy do serii brokatowej, w sumie to już mój trzeci lakier z tej edycji. Nie jest kryjący, koniecznie trzeba go nakładać na kolorową bazę. Ma srebrne holograficzne drobinki, dobrze wygląda na praktycznie każdej emalii.
"Bielik" nakłada się świetnie, jednak minimalnie smuży. Jest dość gęsty, troszkę się rozlewa. Schnie opornie, po 20 minutach nadal miękki. Brokat natomiast szybko wysycha, łatwo się nakłada, nie rozlewa i nie jest chropowaty.
Podoba wam się taka propozycja? Lubicie białe lakiery?
czwartek, 11 kwietnia 2013
Podrażnienia w wersji brokatowej. Essence Marble Mania Lipgloss 05 Coral Whirl
Poprzedni post był o błyszczyku firmy Essence i moim niezadowoleniu z niego. Niestety na dzisiaj przygotowałam zaległą recenzję produktu, który na szczęście został już wycofany. Używałam go przez parę miesięcy, po czym zorientowałam się, że mi nie służy i oddałam mamie. Nie zauważa ona u siebie żadnych negatywnych skutków, więc od razu zaznaczę, że krostki wystąpiły tylko u mnie. Jeśli chcecie wiedzieć więcej - zapraszam dalej!
Essence Marble Mania Lipgloss 05 Coral Whirl
Pamiętacie jeszcze tę marmurkową edycję? Ja skusiłam się tylko na błyszczyk, później dostałam róż. Ogólnie uważam tę minioną limitowankę za udaną i żałuję, że nie załapałam się na tusz do rzęs. Z różu jestem naprawdę zadowolona i za parę tygodni zamieszczę jego recenzję. Teraz przejdę jednak do opisu błyszczyku.
Opakowanie oczywiście tradycyjne, proste, bez udziwnień. Zwyczajny, chudy walec ze srebrną nakrętką i ścierającymi się napisami. Samo się nie otwiera, nic nie wycieka. Aplikator w formie wygodnej, niewielkiej gąbeczki nabierającej ilość wystarczającą na pomalowanie jednej wargi.
Opakowanie łatwo odkręcić i zakręcić, ogółem nieźle się nim operuje. Szata graficzna dość tania, szczególnie te srebrne, nietrwałe napisy. Nie będę się czepiać, w końcu to wnętrze jest najważniejsze. Wspomnę, że opakowanie jest przezroczyste i świetnie widać było przez nie marble, zanim się wymieszały. Nawet teraz przy dnie widać to, co się nie połączyło, ale słowo daję - wyglądały ślicznie!
Błyszczyk dobrze się rozprowadza, nie wypływa poza kontur ust i równomiernie znika. Jedynym i sporym problemem jest ogromna ilość dość grubo zmielonego brokatu. Nie wygląda najgorzej, ale koszmarnie migruje po twarzy i już po godzinie drobinki znajdują się pod oczami, nosem i w innych częściach twarzy. Nie dość, że nienawidzę brokatu w błyszczykach to po pomalowaniu się tym wyglądam jakbym użyła produktu z dwa złote z bazaru.
Kolor błyszczyku to połyskujący koralowy róż z mnóstwem srebrnych drobinek. W sumie nie wygląda najgorzej, ale zbytnio się błyszczy w tani sposób.
Produkt podrażnia moje wrażliwe usta, już po kilku godzinach od nałożenia pojawiają się krostki.
Miałyście może któryś z błyszczyków z tej serii?
Opakowanie łatwo odkręcić i zakręcić, ogółem nieźle się nim operuje. Szata graficzna dość tania, szczególnie te srebrne, nietrwałe napisy. Nie będę się czepiać, w końcu to wnętrze jest najważniejsze. Wspomnę, że opakowanie jest przezroczyste i świetnie widać było przez nie marble, zanim się wymieszały. Nawet teraz przy dnie widać to, co się nie połączyło, ale słowo daję - wyglądały ślicznie!
Błyszczyk dobrze się rozprowadza, nie wypływa poza kontur ust i równomiernie znika. Jedynym i sporym problemem jest ogromna ilość dość grubo zmielonego brokatu. Nie wygląda najgorzej, ale koszmarnie migruje po twarzy i już po godzinie drobinki znajdują się pod oczami, nosem i w innych częściach twarzy. Nie dość, że nienawidzę brokatu w błyszczykach to po pomalowaniu się tym wyglądam jakbym użyła produktu z dwa złote z bazaru.
Kolor błyszczyku to połyskujący koralowy róż z mnóstwem srebrnych drobinek. W sumie nie wygląda najgorzej, ale zbytnio się błyszczy w tani sposób.
Produkt podrażnia moje wrażliwe usta, już po kilku godzinach od nałożenia pojawiają się krostki.
Miałyście może któryś z błyszczyków z tej serii?
piątek, 22 marca 2013
Water marble part I. My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow + Pierre Rene Carnival 01 + My Secret Nail Polish 114
Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo zafascynowana każdą możliwą formą zdobienia paznokci. Wielu z nich jeszcze nie znam, ale mam nadzieję, że poznam :) Dzisiaj naszło mnie na water marble, czyli marmurowe paznokcie robione przy pomocy wody. Od razu zaznaczam, że w pełni robiłam to pierwszy raz i nie wyszło idealnie. Wprawdzie kiedyś próbowałam na dwóch paznokciach, ale nic nie wyszło i dopiero dzisiaj dojrzałam do ponowienia próby. Chyba nie jest najgorzej, mnie się podoba :)
Do wykonania zdobienia użyłam lakierów tego samego producenta, czyli Pierre Rene, które tworzy także My Secret. Celowo wzięłam emalie ze shimmerem - My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow + Pierre Rene Carnival 01 + My Secret Nail Polish 114 (tylko środkowy paznokieć u lewej ręki). Całość prezentuje się bardzo przyjemnie, ten beż i czerwień ubóstwiam! Myślę, że fajnie prezentowałyby się na Boże Narodzenie, tylko z dodatkiem złota i zieleni :)
Udało mi się tylko dzięki postowi Kleopatre - KLIK. Robiłam tak, jak pisało i efekty są, więc nie będę opisywać. Dodam tylko, że nie nakładałam lakieru bazowego. Zapomniałam także o smarowaniu olejkiem i w rezultacie musiałam zużyć mnóstwo patyczków higienicznych, aby doczyścić skórki :D Myślałam, że porobią się pęcherze, woda dostanie się pod lakier i będzie się mazać, ale nic takiego nie wystąpiło. Całość wyschła w ciągu dziesięciu minut, jest dobrze utwardzona. Podczas wysychania wzorki nie rozpłynęły się.
Podoba Wam się moje water marble? Co sądzicie o takiej metodzie zdobienia? A może same takie nosicie?
Do wykonania zdobienia użyłam lakierów tego samego producenta, czyli Pierre Rene, które tworzy także My Secret. Celowo wzięłam emalie ze shimmerem - My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow + Pierre Rene Carnival 01 + My Secret Nail Polish 114 (tylko środkowy paznokieć u lewej ręki). Całość prezentuje się bardzo przyjemnie, ten beż i czerwień ubóstwiam! Myślę, że fajnie prezentowałyby się na Boże Narodzenie, tylko z dodatkiem złota i zieleni :)
Udało mi się tylko dzięki postowi Kleopatre - KLIK. Robiłam tak, jak pisało i efekty są, więc nie będę opisywać. Dodam tylko, że nie nakładałam lakieru bazowego. Zapomniałam także o smarowaniu olejkiem i w rezultacie musiałam zużyć mnóstwo patyczków higienicznych, aby doczyścić skórki :D Myślałam, że porobią się pęcherze, woda dostanie się pod lakier i będzie się mazać, ale nic takiego nie wystąpiło. Całość wyschła w ciągu dziesięciu minut, jest dobrze utwardzona. Podczas wysychania wzorki nie rozpłynęły się.
Podoba Wam się moje water marble? Co sądzicie o takiej metodzie zdobienia? A może same takie nosicie?
piątek, 15 marca 2013
Moja bajka - My Secret Hot Colors Nail Polish 164 Pearl Glow
O tym lakierze pisało już wiele osób, jednak jako jego posiadaczka muszę dodać swoje trzy grosze na jego temat. Od początku podobała mi się cała kolekcja, ale póki co zaopatrzyłam się tylko w w ten konkretny odcień. Uwielbiam wszelakie beże i nude, choć mam ich bardzo mało i w różnych odcieniach. Dzisiejszy bohater to mój najnowszy nabytek i obecny ulubieniec z serii "dyskretny, ale ma w sobie to coś".
164 Pearl Glowto przepiękny, bardzo jasny beż nie zawierający różowych tonów. Posiada jednak mikroskopijny shimmer identycznej wielkości. Efekt jest dość dyskretny, ale niepłaski. Wygląda elegancko, pasuje do każdej stylizacji i makijażu, na wszystkie pory roku. Bardzo, bardzo mi się podoba, cieszę się, że go mam w swojej kolekcji i nie pozwolę go sobie odebrać :)
Aplikacja bajeczna, fajny pędzelek, nie pojawiają się zacieki, smugi, zero zamalowanych skórek. Do pełnego krycia wystarczą dwie cienkie warstwy i dokładnie tyle nałożyłam do zdjęć. Schnie szybko, każda warstwa około siedmiu minut, a więc naprawdę niedużo. Nie pojawiają się żadne pęcherzyki, lakier nie ściąga się przy końcówkach.
Lakier tak bardzo mi się podoba, że mam zamiar nosić go częściej! Cała kolekcja wygląda bosko, na pewno skuszę się na następny odcień. Może któraś z Was zapoznała się już z tą serią?
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































