Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flos-lek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flos-lek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Zużycia listopadowo - grudniowe

Ostatni post na blogu pojawił się ponad miesiąc temu, aż wstyd. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;) Dziś przybywam z ostatnimi w 2014 zużyciami. Nie ma tego dużo, zwłaszcza że jest to denko dwumiesięczne, ale kilka produktów się skończyło. Zapraszam do czytania i oglądania :)


Schwarzkopf, Essence Ultime, Omega Repair, Szampon / Odżywka - bardzo polubiłam ten duet. Zazwyczaj nie kupuję typowo drogeryjnych szamponów, ale ten miło mnie zaskoczył. Porządnie oczyszczał włosy bez przesuszania, wygładzał je i nadawał miękkości. Wydaje mi się, że skracał świeżość włosów o jeden dzień, ale nie jest to dla mnie wielki mankament. Raczej nie kupię go ponownie, chociaż używało się go bardzo przyjemnie. Odżywka natomiast spodobała mi się bardziej, zmiękczała, wygładzała włosy, przydawała im blasku. Szkoda tylko, że ani odrobinę ich nie dociążała. Zarówno szampon, jak i odżywka miały bardzo intensywny zapach przywodzący na myśl drogie perfumy. Ogólnie te dwa kosmetyki sprawdziły się u mnie dość dobrze i uważam, że warto je wypróbować, zwłaszcza odżywkę.


Olejek ze słodkich migdałów - bardzo go polubiłam, gdyż działanie było widoczne już od pierwszego użycia. Olejek wyraźnie nabłyszczał i odżywiał włosy, nadawał im sprężystości i miękkości. Bardzo dobrze sprawdzał się również stosowany na skórki przy paznokciach oraz wymieszany z kremem do rąk, a nawet stosowany zamiast niego. Mój olejek nie miał żadnego zapachu. Zdecydowanie polecam, bo to bardzo uniwersalny produkt.

Planeta Organica, Conditioner De Provence, Regenerujący prowansalski balsam do wszystkich rodzajów włosów - polubiłam ten produkt, mimo iż jego działanie nie było zbyt mocne. Całkiem nieźle nawilżał włosy, lekko odżywiał i wydobywał blask. Odżywka miała specyficzny, ziołowy, wyraźnie wyczuwalny, ale nienachalny i przyjemny zapach, który czułam na swoim włosach jeszcze następnego dnia i kolejnego również. Podsumowując, balsam całkiem nieźle się sprawdził, polubiliśmy się, ale efektu wow nie wywołał. 


Nivea, Anti-perspirant, Dry Comfort Plus - lubię spraye za wygodę podczas używania, ale jeszcze żaden nie sprawdził się na tyle dobrze, abym kupiła go ponownie.  W tym przypadku było tak samo. Ochrona była bardzo słaba, zapach potu nieco zniwelowany, ale mokre plamy pod pachami się pojawiały. Zapach antyperspirantu był dość intensywny, czasem nieco duszący przy aplikacji, ale szybko się ulatniał. Produkt nie sprawdził się u mnie, więc nadal będę szukać czegoś odpowiedniego.

Ziaja, Liście Manuka, Żel myjący normalizując na dzień/noc - moja cera bardzo polubiła ten żel, na łazienkowej półce mam kolejne opakowanie i podejrzewam, że nie ostatnie. Kosmetyk bardzo dobrze oczyszcza skórę nie wysuszając jej. Zauważalnie odświeża, nie podrażnia. Nie mam pojęcia, czy wpływa na zmniejszenie się liczby wyprysków, gdyż biorę tabletki, które pomagają, ale na pewno w żaden sposób nie szkodzi. Ma przyjemny, delikatny zapach. Zdecydowanie polecam!


La Roche Posay, Effaclar Duo [+] - kiedyś używałam wersji bez plusa i sprawdzała się dobrze, ale nigdy nie stosowałam kosmetyku na całą twarz, gdyż wywoływał zaczerwienienie i pieczenie. Na wypryski jednak działał świetnie. Wersja Duo [+] sprawdziła się genialnie i mam już drugie opakowanie, które zapewne niedługo się skończy. Zauważalnie zmniejsza ilość wyprysków i przyspiesza gojenie się tych, które powstały. Zmiękcza i wygładza cerę. Nie zapycha porów. W przeciwieństwie do zwykłego Duo nie wysusza i nie podrażnia mojej skóry. Ponadto błyskawicznie się wchłania, jest bardzo lekki. Z pewnością nabędę kolejne opakowanie!

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo lubię, zużyłam wiele opakowań. Chwilowo nie mam nowego opakowania, ale na pewno się zaopatrzę. Bardzo dobrze matuje cerę, działa antybakteryjnie. Nieumiejętnie nałożony nieco bieli, ale wystarczy dojść do wprawy w aplikacji. Nie podrażnia i nie zapycha. Nie mam pojęcia, które to zużyte opakowanie, ale na pewno nie ostatnie. 

Flos-Lek, Żel pod oczy na sińce, obrzmienia z arniką - cudów nie robi, ale ma przyjemne działanie. Łagodzi opuchnięcia i obrzmienia, nie szczypie i nie podrażnia. Szybko się wchłania, nie pozostawia filmu ani połysku. Raczej nie kupię go ponownie, nie zachwycił mnie, mimo iż działanie było pozytywne. 

    
Bell BB Cream Lightening 7in1 Eye Concealer - to moje drugie zużyte opakowanie i na pewno nie ostatnie! Idealnie stapia się ze skórą, ma jasny kolor, niewidoczny na skórze, kryje dość dobrze, dla mnie wystarczająco. Jest lekki, nie zapycha porów. Na wygodny aplikator w formie pędzelka. Jedynym minusem jest fakt, iż jest niewydajny i kończy się zupełnie niezapowiedzianie. Poza tym jest idealny i chyba nie zamienię go na nic innego.

Palmolive, Deep Fresh Clean, Mydło w kostce - nie lubię mydeł w kostce i takowych nie kupuję, ale w domu mam ich dużo, więc czasami zużywam jedno lub dwa, po czym wracam do żeli pod prysznic. Mydło spełniało swoją funkcję, oczyszczało skórę, lekko się pieniło i łatwo spłukiwało. Zapach typowo mydlany, taki chłodny (mam nadzieję, że wiecie o co chodzi), na szczęście nie utrzymywał się na skórze. Mydło pozostawiało lekki osad na ciele i wannie, co bardzo mnie denerwowało. Zużyłam, ale nie polubiłam i nie polubię mydeł Palmolive. Obecnie używam wersji różanej, a kiedy się skończy z pewnością sięgnę po żel.

Tisane, Balsam do ust - ilość zużytych opakowań chyba mówi sama za siebie ;) Do pielęgnacji ust używam tylko tego balsamu i to najlepsze rozwiązanie w moim przypadku. Bardzo dobrze nawilża, odżywia i regeneruje usta, zapobiega suchości. Zmiękcza i wygładza wargi. Kolejne opakowanie w użyciu i nie ostatnie.

Znacie któryś z tych produktów? Jak sprawdził się u Was?

piątek, 2 maja 2014

Flos-Lek Żel pod oczy na sińce i obrzmienia z arniką

Nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez użycia kosmetyku pod oczy. To jeden z podstawowych produktów, dzięki którym udaje mi się zachować dobrą kondycję i wygląd skóry. W życiu przetestowałam ich już kilka, póki co najlepszym okazał się być Avon z serii Planet Spa [klik], jednak do ideału trochę mu brakuje. Dziś przybywam do Was z recenzją kolejnego specyfiku - żelu pod oczy na sińce i obrzmienia z arniką firmy Flos-Lek. Kiedyś już miałam niemal identyczny, ale w większym opakowaniu i skład prawdopodobnie był inny. Przejdźmy jednak do rzeczy. Żel umieszczono w wąskiej tubie o pojemności 15ml. Podczas zakupu kosmetyk otrzymujemy w kartoniku, za co duży plus. Tuba jest wygodna w użytkowaniu, łatwo się z niej wyciska, nie trzeba się męczyć z odkręcaniem nakrętki, nie ma żadnych problemów. Nie ma możliwości, żeby samoistnie spadła. Żel ma - a jakżeby inaczej! - żelową, gęstą konsystencję. Łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawia żadnego filmu ani połysku. Nie roluje się, po chwili można nakładać korektor. Co do działania, sprawdza się nieźle. Łagodzi obrzmienia, minimalnie zmniejsza widoczność sińców. Przynosi ulgę, nie podrażnia, nie szczypie. Jest bezzapachowy, co bardzo mnie cieszy. Nie wywołuje żadnych efektów ubocznych. Ponadto jest bardzo wydajny. Podsumowując, całkiem niezły kosmetyk,  dobry do stosowania po przebudzeniu.   


Znacie produkty pod oczy Flos-Lek? Jakich specyfików używacie do pielęgnacji skóry pod oczami?

niedziela, 30 września 2012

Wrześniowe zużycia

Wrzesień umknął mi bardzo szybko, gdyż działanie na obrotach szkoła-nauka sprawiło, że nie miałam zbyt wiele czasu dla bloga. Zużywanie różnych produktów poszło mi nieco lepiej, z czego jestem zadowolona, chociaż nie w stu procentach. Niestety, raz bywa lepiej, raz gorzej. Denkowo wrzesień był średni, ale nie narzekam :)

  • Biały Jeleń Fresh & Young Hipoalergiczna pianka do mycia twarzy - całkiem ciekawy produkt. Dość dobrze oczyszcza dekolt i szyję, jednak na twarz jest zbyt słaba. Nie wzmaga wyprysków ani ich nie powoduje. Łatwo się spłukuje, nie podrażnia, nie klei. Ponadto nie zapycha i nie wysusza.
  • Eveline, Pure Control SOS, Antybakteryjny tonik oczyszczający - naprawdę niezły. Świetnie oczyszczał cerę i było to widać nawet na zużytym waciku. Przyjemnie odświeżał, nie kleił i dawał uczucie sprężystości. Na wypryski nie pomógł, ale nie zaszkodził.
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - bardzo dobry produkt. Odświeża i budzi cerę do życia. Przygotowuje skórę na przyjęcie kremu i przywraca odpowiednie pH. Ponadto nawilża skórę, usuwa uczucie wysuszenia i ściągnięcia.
  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z peelingiem - nadal uwielbiam i zużywam kolejne opakowania. Świetnie oczyszcza skórę i sprawia, że jest świeża i promienna. Delikatnie peelinguje, wygładza i lekko złuszcza stare komórki. Pomaga zwalczać wypryski i inne niespodzianki.
  • Ziaja, Tintin, Krem antybakteryjny - bardzo średni produkt. Porządnie nawilżał cerę i nie wywołał uczulenia. Sprawił jednak, że pojawiło się wiele bolących gul. Miał świetną, beztłuszczową konsystencję, szybko się wchłaniał. Niestety nie matował, ale nie wzmagał przetłuszczania.
  • Ziaja, SopotSun, Krem do cery fotowrażliwej, SPF25 - niestety nie polubiłam go. Mimo całkiem porządnej ochrony przeciwsłonecznej miał wiele minusów. Długo się wchłaniał, pozostawiał tępo-tłusty film. Ponadto zapychał mnie i kilka godzin po użyciu pojawiały się wypryski. Nie wysuszał, lekko nawilżał i natłuszczał.
  • BabyDream, Szampon dla dzieci - uwielbiam go i żałuję, iż nie poznałam wcześniej. Jest bardzo delikatny, ale mimo to naprawdę dobrze oczyszcza włosy bez wysuszania ich. Oczywiście nie nawilża, jednak nie podrażnia. Nadaje cudownej miękkości i blasku. Niestety trochę plącze kosmyki.
  • Alterra, Granat i Aloes, Szampon nawilżający - polubiłam go nawet bardziej niż powyższy. Wspaniale oczyszczał kosmyki, zmywał cały brud i kurz. Nie wysuszał, a wręcz przeciwnie - lekko nawilżał. Miał żelową konsystencję i piękny zapach, dzięki któremu używanie było przyjemnością. 

  • Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - mój ulubieniec. Zużyłam wiele opakowań i każde jednakowo chwalę. Produkt ten naprawdę nieźle nawilża skórę, a ponadto pomaga pozbyć się wyprysków. Bardzo dobrze matuje przez kilka godzin, co uważam za świetny wynik.
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo dobry krem punktowy. Wysusza wypryski i sprawia, że się nie odnawiają. Lekko rozjaśnia i matuje skórę. Nałożony wieczorem na całą noc zmniejsza wyprysk o co najmniej połowę.
  • Beauty Formulas, Cucumber & Avocado Facial Scrub - przeznaczony do twarzy, jednak stosowałam go na ciało. Niestety bliżej nosa nie byłam w stanie znieść jego zapachu. Był ostry, chemiczny, jak środki czyszczące do toalet. Peelingował bardzo delikatnie, lekko natłuszczał. Trudno się zmywał i oklejał parafinową warstwą.
  • Isana, Hand Creme, Kamille - tego pana również nie polubiłam. Nieporęczne opakowanie zdecydowanie utrudniało użytkowanie. Działanie było naprawdę średnie, gdyż lekko nawilżał i zmiękczał. Długo się wchłaniał i czuć było delikatny film, czego bardzo nie lubię.
  • Nivea, Deodorant, Dry Comfort Stick - bardzo polubiłam ten antyperspirant, zużyłam już drugie opakowanie. Ograniczał wydzielanie potu, likwidował brzydki zapach. Niestety, zostawiał biały nalot pod pachami, który minimalnie się osypywał. Ponadto zawierał aluminium, a staram się go unikać.
  • Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - popularna wcierka zachwalana na blogach. Oprócz nawilżenia skalpu i sprawieniu, że zostawało ich mniej na grzebieniu nie zrobił nic. Nie spowodował wysypu baby hair, a właśnie na to liczyłam. Jego forma aplikacji była nieco uciążliwa.
  • Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - próbka - miałam już pełnowymiarowe opakowanie i polubiłam. Całkiem dobrze oczyszcza i nie podrażnia. Dość ładnie pachnie, ma kremową konsystencję. Nieźle się pieni i łatwo się spłukuje.
  • L'biotica, Biovax, Serum wzmacniające A + E - próbka - bardzo dobre, silikonowe serum na końcówki. Zużyłam drugą próbkę i jestem w pełni przekonana do zakupu pełnej wersji. Zabezpiecza włosy przed uszkodzeniami, szybko się wchłania, nie pozostawia tłuszczu na kosmykach.
  • AA Eco, Krem odżywczy do cery suchej - próbka - używałam go pod oczy w  celu nawilżenia, jednak nie sprawdził się. Skóra swędziała i czerwieniła się, więc zużyłam na dekolt i twarz. Niestety po zastosowaniu pojawiły się wypryski.

  • Flos-lek, Ideal SAkin Anti-Acne, Make-up Matt Finish - próbka - podkładów nie używam, ale zużyłam tę próbkę pod oczy jako korektor. Niestety był nieco zbyt żółty i mało kryjący. Znacznie lepiej sprawdził się na nogach, gdyż ukrył żyłki i nierówny koloryt.
  • Bingo Spa, Serum czekoladowo-pomarańczowe do pielęgnacji ciała - największym plusem produktu był zapach, bardzo apetyczny. Nawilżenie średnie, a właściwie słabe. Wygładzenia nie zauważyłam, innych efektów również. Niemniej jednak po każdej aplikacji lekko swędziała mnie skóra, co na pewno nie było dobre.
  • Beauty Aescin, Żel do pielęgnacji skór nóg i stóp - próbka - całkiem przyjemny produkt. Pomógł mi pozbyć się uczucia ociężałych nóg. Przyniósł ulgę po wysiłku. Nie chłodził, nie szczypał, nie powodował swędzenia. Ponadto nie uczulił mnie i szybko się wchłonął. 

  • Simple Beauty, Wanilia & Kokos, Mleczko do zmywania paznokci - całkiem przyjemny produkt. Lekko wysuszał paznokcie, jednak zmywał przyzwoicie. W początkowej fazie nieco rozmazuje, ale później dobrze oczyszcza. Zapach miał dość ładny i długo utrzymywał się na paznokciach.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - zdecydowanie lepszy od aloesowej wersji. Natłuszcza, odżywia i nawilża usta. Pomaga zapobiegać pękaniu warg i leczyć powstałe już niespodzianki. Ładnie pachnie kamforą i mentolem.




  • Cleanic, Soft & Comfort, Płatki kosmetyczne, 133 szt. - jedne z lepszych wacików, jakie do tej pory używałam. Dość chłonne, nie rozwarstwiają się i nie pozostawiają włókien na twarzy i paznokciach. Standardowa wielkość płatków była w sam raz, jeden wystarczał na zmycie paznokci jednej ręki.

Jestem dość zadowolona z ilości zużytych we wrześniu produktów. Wprawdzie nie pozbyłam się zapasów, gdyż zdenkowane kosmetyki ciągle były w użyciu. Mam jednak nadzieję, że w październiku uda mi się wykorzenić z szafek zalegające produkty.

wtorek, 13 marca 2012

Usuń cień! Flos-lek, arnikowy żel pod oczy

Zacznę od tego, że bez kremu/żelu pod oczy, który rzekomo ma likwidować ciemne obwódki wyglądam jak zombie i nie życzyłabym nikomu oglądać mnie w tym stanie. O arnikowym żelu firmy Flos-lek pisałam w jednym z pierwszych postów na tym blogu - tutaj. Dzisiaj zapraszam Was na bardziej szczegółową recenzję.

Żel dostajemy zapakowany w nieduży kartonik o identycznym designie jak ten na tubce. Mamy więc pewność, że nikt przed nami go nie otwierał. Tubka ma pojemność 50ml, jest wykonana z biało-seledynowego, miękkiego plastiku.

Zamiast pisać w kółko o informacjach, które są nadrukowane i czytelne, dzisiaj napiszę więcej o aplikatorze. W tym żelu jest on raczej gruby i krótki niż standardowo długi i cienki. Nie należy do najwygodniejszych, nie pozwala wypłynąć odpowiedniej ilości produktu - zazwyczaj wychodzi go za dużo.

Produkt ma żelową konsystencję, zwyczajną dla pod ocznych żeli :) Mimo to wchłania się naprawdę dobrze, niemniej jednak trzeba odczekać od kilku do niemal kilkunastu minut, co czasem bywa bardzo męczące.

Producent obiecuje, że produkt usunie cienie pod oczami. Niestety, trochę mija się z prawdą. Żel rzeczywiście zmniejsza opuchliznę i cienie, ale nie likwiduje ich całkowicie.Fioletowe podkówki stają się jaśniejsze i mniej widoczne. Opuchlizna znika w niemal 90%, co jest bardzo dobrym wynikiem.


Podsumowując, arnikowy żel Flos-lek rzeczywiście pomaga w codziennym dążeniu do piękna :) Z czystym sercem mogę go polecić osobom z małymi problemami, bo tam powinien sprawdzić się w stu procentach. Osobnikom ze szczególną skłonnością do wielkich podków również powinien trochę pomóc.

Obecnie można go kupić nie tylko w osiedlowych drogeriach, aptekach ale i w większych drogeriach. jego cena nie przekracza dziesięciu złotych, więc myślę, że warto wypróbować. Kosmetyk ten dostaje ode mnie mocną ocenę 7 w dziesięciostopniowej skali :)                                         

niedziela, 27 listopada 2011

Podliczenie listopadowych zakupów

                               Kocham chwalić się zakupami, ale w tym przypadku nie ma czym.

Tak to już jest, że jak człowiek chce to nie może, a jak może to mu się nie chce. Jednak ja zawsze mam jednakowo wielką ochotę na zakupy i nie sądzę, żeby to się miało zmienić i mam nadzieję, że się nie zmieni, bo byłoby mi strasznie przykro ;)

W listopadzie, miesiącu zadumy kompletnie nie szalałam z zakupami. Może to i dobrze, przynajmniej wybrałam kilka(naście) konkretnych kosmetyków, sporządziłam ich listę oraz podliczyłam koszty. 
Właśnie, lista. Krótka to ona nie jest, ale nie sprawia mi problemu, wręcz przeciwnie, jestem z tego powodu baaardzo szczęśliwa :) 


Fakt, że nie szalałam z zakupami nie oznacza, że nic nie kupiłam. W moim koszyku wylądowało kilka bzdetów, np. termoochronna mgiełka do włosów firmy Marion. Skusiłam się na nią drugi raz (a rzadko kupuję dwa razy to samo, wyjątkiem jest żel do mycia twarzy) i moje kłaczki już nie cierpią tak bardzo podczas suszenia. Zdecydowanie jest to dobry i tani produkt.
Kupiłam też zachwalany przez większość Wizażanek żel arnikowy Flos-lek - mam kompleksy z powodu wypukłych i ciemnych cieni pod oczami. Recenzja wkrótce, póki co wyjawię Wam, że całkiem nieźle działa.
Musiałam też wyszperać lakier do paznokci. W tym przypadku do mojej kosmetyczki trafił Classics Charming 061. Jest to ładny, dosyć cielisty odcień, jednak ja oceniam go na lekką morelkę. Nieźle wygląda, nieźle się trzyma.
Nie powiem, ze moja cera to cud-miód-malina, bo tak nie jest. Walczę z wypryskami, więc kupiłam ten bardzo mi pomocny sztyft Tea Tree Corrective Stick od Oriflame. Bardzo dobrze leczy trądzik a kryje całkiem nieźle.
I jeszcze piąte listopadowe mazidło - pasta cynkowa z kwasem salicylowym (można ją kupić także jako pastę Lassari). Wysusza (na co się nie nałoży, zarówno wypryski - ale mniej, jak i drobne zadrapania). Cena - 2.15 zł.
Balsamów do ust nigdy nie za wiele, szczególnie, jeśli ma się tak wrażliwe i wysychające usta jak ja! Ziaja Oliwkowy mam już któryś raz z kolei, jest dobry i tani. 


Notatka w tym stylu to pierwsza i ostatnia, następne będą już OK.