Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kallos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kallos. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2014

Kwietniowo - majowe zużycia

Ostatnimi czasy zużywanie idzie mi dużo wolniej niż kiedyś. Wynika to z prostego faktu - mniej kupuję, nie chomikuję w szafkach tyle, abym musiała spieszyć się z denkowaniem, żeby zdążyć przed upływem daty ważności. Muszę przyznać, że jest mi z tym o wiele lepiej. Chyba wyłączyło mi się instynktowne gromadzenie, ale to bardzo, bardzo dobrze :) W dzisiejszym poście zaprezentuję efekty dwumiesięcznego zużywania, może niezbyt wielkie, ale lepsze to niż nic.


Kallos Serical Crema Al Latte - rzadko zdarza mi się kupić ponownie odżywkę czy maskę do włosów. Musi być to absolutny hit, bez którego trudno jest mi sobie poradzić. Jednym z nich jest ogromny, litrowy specyfik, zużyty w kwietniu, czyli dobrze wszystkim znany Kallos. Moje włosy naprawdę go lubią - po każdym użyciu stają się miękkie i błyszczące. Ponadto zapach kosmetyku jest niesamowity, niemal identyczny jak waniliowy budyń. Aromat ten nie ulatnia się z włosów, czupryna po wysuszeniu lekko pachnie właśnie tym produktem. Szczerze mówiąc, sama tego nie zaobserwowałam, ale kilka osób zwróciło uwagę na to, że moje włosy pachną budyniem, czyli coś musi być na rzeczy ;) Na plus także naprawdę duża wydajność. Maska sprawdza się bardzo dobrze i z pewnością niedługo kupię kolejne (już trzecie) opakowanie.

BabyDream Shampoo - podobnie jak wyżej opisany Kallos, szampon ten jest stałym mieszkańcem mojej łazienkowej półki. To jedyny produkt myjący, który kupuję regularnie. Jest bardzo delikatny zarówno dla włosów, jak i dla skóry głowy. Oczyszcza z wszelkich zanieczyszczeń, nie powoduje wzmożonego przetłuszczania ani innych mało przyjemnych niespodzianek. Jedyne co mi w nim nie odpowiada, to słaba wydajność, ale za tak niską cenę jestem w stanie mu to wybaczyć.


BeBeauty Delikatny żel - krem łagodzący do mycia twarzy - dla mojej cery póki co nie znalazłam lepszego żelu niż ten i nie zamierzam zbytnio szukać. To moje trzecie zużyte opakowanie i na pewno nie ostatnie. Jest naprawdę idealny - gęsty, wydajny, nie wysusza skóry, nie zapycha. Świetnie oczyszcza, zmiękcza i wygładza skórę. Dodatkowo ma naprawdę niską cenę (4-5zł), dostępny jest w każdej Biedronce. Nie dostrzegam w nim żadnych wad i polecam wszystkim, także tym, który mają problemy skórne.

Balea Creme - Ol Dusch Peeling - całkiem niezły produkt o pięknym, niezwykle naturalnym zapachu pieczonych jabłek z cynamonem. W żelowo - oleistej bazie zatopionych było mnóstwo maleńkich, średnio ostrych drobinek. Produkt lekko się pienił, nie było już potrzeby użycia żelu pod prysznic. Właściwości peelingujące całkiem niezłe, chociaż tyłka nie urywały. Skóra stawała się gładsza i miększa, ale efekt nie był długotrwały. Ogółem przyjemnie się go używało, a ze względu na to, że jest produktem limitowanym, nie skuszę się ponownie.

Dr Irena Eris Normamat Sferyczny peeling oczyszczający - liczyłam na coś lepszego, ale niestety się przeliczyłam. Peeling jest delikatny, wygładza naprawdę lekko. Nie daje sobie rady ze suchymi skórkami. Właściwie bardziej oczyszcza i odświeża niż ściera. Poza tym ma trochę klejącą konsystencję, a drobinki są małe i średnio ostre. Na plus bardzo ładny, kwiatowy zapach. Nie przewiduję ponownego spotkania ze względu na średnie działania i wysoką cenę, wrócę do swojego ulubieńca z Perfecty. 
 

Johnson's Body Care 24hour Moisture Krem do rąk - jeden z lepszych kremów, jakich używałam. Miał bardzo przyjemną konsystencję i zapach, nie pozostawiał tłustego filmu. Porządnie nawilżał i odżywiał suchą skórę, nadawał jej miękkości i gładkości. Myślę, że w przyszłości skuszę się na kolejne opakowanie.

Rexona Women Fragnance Collection Happy Antyperspirant 24h Active - liczyłam na to, że ten produkt przekona mnie do używania sprayów, jednak nic z tego nie wyszło. Jedyne co podobało mi się w tym antyperspirancie to łatwość aplikacji i fakt, że od razu można było założyć bluzkę. Co do ochrony, należała do niezwykle słabych. Nawet w dni, w które się nie przemęczałam i temperatura powietrza była niska, kosmetyk nie ograniczał wydzielania potu. Z niwelowaniem brzydkiego zapachu było odrobinę lepiej, ale niewiele. Woń antyperspirantu to jedna z tych mocnych, duszących, perfumowanych, od których człowiek dusi się, kicha i kaszle. Więcej się nie spotkamy, będę omijać szerokim łukiem.

Balea Professional Oil Repair Haarol - idealny do zabezpieczania końcówek. Miał lekką konsystencję silikonowego olejku, błyskawicznie się wchłaniał pozostawiając końce miękkie, gładkie, śliskie i błyszczące. Naprawdę pomógł mi ograniczyć ilość rozdwojonych końcówek. Dodatkowo przy zastosowaniu niewielkiej ilości do przeczesania całości uzyskiwałam efekt dobrze układających się, zdrowych włosów. Zapach olejku był całkiem przyjemny, ale trudny do określenia. Możliwe, że kiedyś skuszę się na kolejne opakowanie, póki co używam limitowanej wersji chroniącej przed słońcem tej samej firmy.


Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - uwielbiam! Ukochany krem na każdą porę roku. Idealnie matuje, wygładza, delikatnie rozjaśnia. Ponadto zmniejsza ilość powstających niespodzianek. Kolejne opakowanie już w użyciu.

Tisane Balsam do ust - niezastąpiony w każdej sytuacji, o każdej porze roku, dnia i nocy. Nawilża, odżywia, chroni. Czego chcieć więcej? Oczywiście kolejne opakowanie już intensywnie eksploatuję :)


Znacie któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Jak Wam idzie zużywanie?

piątek, 5 kwietnia 2013

Marcowe zużycia

Czas na trzecią z pięciu notek podsumowujących marzec. Na dzisiaj przygotowałam zużycia, ponieważ puste opakowania nie mieściły się już w przeznaczonej na nie szufladzie a potrzebne mi było miejsce na kwietniowe. Tym razem jestem bardziej zadowolona niż poprzednio, gdyż zdenkowałam więcej produktów, ale raczej takich, które były w użyciu na co dzień. Najbardziej dziwi mnie ilość pustych pudełek po kosmetykach do włosów - tyle chyba jeszcze nigdy mi nie "wyszło"!


Joanna Argan Oil Odżywka do włosów z olejkiem arganowym
Jeszcze do niedawna byłam przeciwniczką silikonów w odżywkach, jednak jako że kobieta zmienną jest to składniki określane tym mianem znalazły się na mych włosach za pomocą tej odżywki właśnie. W życiu bym nie przypuszczała, że mogę się tak bardzo polubić z tego typu kosmetykiem. A jednak się udało i co ważne - bardzo mnie to cieszy. Odżywka Joanny okazała się być naprawdę dobra. Spodobał mi się to, jak włosy wyglądały po jej użyciu. Były miękkie, gładkie, łatwe do rozczesania i ułożenia, zero szorstkości ani matu, tylko ładny, zdrowy połysk. Ponadto gęsta konsystencja, wygodne opakowanie i niezwykle niska, śmieszna cena (około 5-6 złotych). Myślę, że jeszcze się spotkamy.

Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów olejek eteryczny z lawendy i róża z regionu Grasse
Lubię zapach lawendy, jednak w większości kosmetyków mogę co najwyżej wyczuć kulki na mole. Aby uniknąć rozczarowania dyskretnie niuchnęłam odżywkę w sklepie i jak widać przygarnęłam :] Woń jest dość intensywna, naturalna, zero chemii. Utrzymuje się na włosach do zmycia, później już krótko, ale nie jest źle. Jeśli zaś o działania chodzi, to jestem jak najbardziej zadowolona. Czupryna wyszła z tych zabiegów miękka, błyszcząca, lekka, nawilżona i bardzo przyjemna w dotyku. Konsystencja dość rzadka, ale w porządku się aplikowała. Podejrzewam powrót, ale najpierw przetestuję dwie kolejne z tej serii.

     Kallos Serical Crema Al Latte
Sławna odżywka była moim ulubieńcem i nadal nią zostanie, kiedy się odkuję po niemieckim zamówieniu. Ogromne, litrowe opakowanie dostarczało mi rozkoszy przez cztery miesiące, a więc bardzo długo! Moje włosowe zapasy kończą się bardzo szybko, więc dwa miesiące 'usług" to już sukces. Co mogę powiedzieć o tym kolosie? Przede wszystkim - zapach! Budyń waniliowy w najlepszym wydaniu, mniam! Utrzymywał się na włosach całkiem długo, dając przy tym prawdziwą przyjemność zmysłom. Działanie równie wspaniałe, jeszcze nigdy nie czułam takiego wygładzenia. Do tego dochodzi jeszcze ograniczenie puszenia, lekkie nawilżenie, miękkość, połysk... Zdecydowanie najlepiej zainwestowane 20 złotych w historii.


Nivea Lip Butter Raspberry Rose
Jestem ustomaniaczką, a masełka goszczą u mnie od stycznia. Malinowe kupiłam w lutym i niedawno wykończyłam. Uwielbiam tę aksamitną konsystencję, dzięki której nie dość, że dobrze się aplikuje to jeszcze jest wydajne. Działanie ma dobre, nawilża, odżywia i chroni przed mrozem, ale mimo to stosowałam je na zmianę z Tisane. Czemu? Moim zdaniem ust nie uzależnia, ale nie daje sobie rady stosowane na okrągło. Dwa, trzy razy dziennie to maksimum. Co do zapachu - śliczny, niczym malinowa Mamba. Miałam kiedyś wersję karmelową i jakoś bardziej lubiłam, nie wiem, od czego to zależy.
  
 Avon Podwójny cień w kremie + eyeliner Sailor
Wprawdzie nie zużyłam go w całości, ale chętnie się go pozbyłam. Nawet dla osoby bardzo początkującej ten kosmetyk nie jest dobry. Eyeliner ma zupełnie nieprecyzyjny pędzelek, a sam produkt maże się, nakłada nierówno, powstają prześwity, a nałożenie dwóch jest niemal niemożliwe. Kolor całkiem w porządku, ciemny przykurzony granat. Cień natomiast posiada błyszczykową gąbeczkę, rozprowadza się nierówno, robi plamy. Nie nadaje się do rozświetlania kącika ani jako baza. Z chęcią wyrzuciłam go do kosza.

Essence Lash & Brow Gel Mascara
Używałam do utrwalania brwi, z czym żel radził sobie dobrze, nie nadawał sztucznej sztywności. Jako odżywki do rzęs nie stosowałam, ale po pewnym czasie dolałam oleju rycynowego i taką mieszanką pokrywałam rzęsy. Efekt był lepszy niż po samym olejku, ale niewiele. Szczoteczka ładnie rozczesywała, więc wymyłam ją i zostawiłam, przyda się.  

Tisane Balsam do ust
To kolejne opakowanie z rzędu, nowe oczywiście już zakupione i w użyciu. Naprawdę dobrze odżywia i nawilża, wszystkie obietnice producenta są spełnione. Wargi są miękkie, suchych skórek brak. Stanowi dobrą bazę pod szminki i błyszczyki. Małe opakowanie jest mniej wygodne niż w puszeczkach Nivea, ale mogło być gorzej.

  
Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream
Muszę przyznać, że nie kupiłabym go z własnej woli, ale skoro był w komplecie z żelem do mycia twarzy, to bez wahania wzięłam. Nawilżał nawet nieźle, trochę odżywiał, nie podrażniał, zmiękczał i wygładzał skórę. Zimą oczekuję od kremu czegoś mocniejszego, ale ten sprawdzał się dobrze. Konsystencja średnio gęsta, śliska i przyjemna, szybko się wchłaniała. Jedynym mankamentem była zbyt miękka tuba.

Isana Winter Seife Kaminzauber
Od mydła do rąk oczekuję oczyszczenia i braku wysuszenia. Nie lubię rzadkich, mocno lejących oraz zbyt galaretowatych. Najlepiej byłoby, gdyby przyjemnie pachniało, dobrze się pieniło, było tanie i wydajne. Akurat to spełniało wszystkie moje wymagania. Jego konsystencja była w sam raz, a ono samo nie wysuszyło mnie na wiór, jednak mimo to zawsze po użyciu nakładałam krem. Ponadto miało piękną, ciepłą, korzenną woń, która krótko utrzymywała się na dłoniach. Niestety to edycja limitowana, może za rok wróci :]

Anida Krem do rąk Glicerynowo-aloesowy
Nie lubię tego kremu ani jego cytrynowego brata, ale w zapasach posiadam na wszelki wypadek, gdy wszystko inne się skończy. Rzadka i śliska konsystencja, początkowo tępe uczucie, bardzo słabe nawilżenie i niezbyt wygodna tuba to przepis na katastrofę. Nie lubiłam go używać i mam nadzieję, że już nie będę musiała robić tego ponownie.

    
Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil
Osławiony już olej sprawdził się także u mnie. To mój drugi olej tej firmy i drugi kokosowy, ale ten uważam za lepszy. Przede wszystkim na plus oceniam fakt, że nie zawierał parafiny, a dużą ilość pozytywnie działających składników - olej kokosowy na pierwszym miejscu, miodlę indyjską, brahmi, amlę oraz wiele innych. Dodatkowo nie musiałam obawiać się o rozlanie, gdyż miał stałą konsystencję i wymagał rozgrzania. Nawilżał, lekko odżywiał i nabłyszczał włosy, ale nie wiem, jak działa na dłuższą metę, bo miałam tylko ok. 1/3 opakowania.

BabyDream Shampoo 
Nie znam blogerki, której nazwa tego produktu chociaż nie obiłaby się o uszy. Większość na pewno przetestowała. W moim przypadku jest to już któreś opakowanie z kolei. Bardzo dobrze oczyszcza włosy bez wysuszania. Jest bardzo łagodny dla skóry głowy. Po umyciu czupryna jest nieco splątana, ale wystarczy nałożyć odżywkę, aby pozbyć się problemu.

   
 Asa Acnefan Krem do pielęgnacji cery trądzikowej
Bardzo go lubię, to już kolejne zużyte opakowanie. Nakładam go dwa razy dziennie na całą twarzy cieniutką warstwą. Nie dość, że nie wysusza, to pomaga pozbyć się wyprysków i zapobiega powstawaniu nowych. Ponadto daje bardzo ładny efekt czystej, rozjaśnionej, zdrowo wyglądającej skóry. Mimo, że nałożony w zbyt dużej ilości bieli to roztarty i wklepany daje świeży efekt bez kiczowatej maski. 

Zmywacz do paznokci z odżywką
Ot, zwykły, przeciętny zmywacz. Zmywa wszystkie lakiery, jedne szybciej, drugie wolniej. Nie wysusza. Nie przywiązuję większej wagi do tego typu produktów także nie wrócę do niego.


Allerco Balsam do ciała
Zawierał aluminium. Nawilżył szybko, ale tylko na chwilę. Tak samo było z wygładzeniem. 
  


Jestem zadowolona z ilości zużyć. A jak u Was?

wtorek, 5 marca 2013

Włosowe aktualizacje - po 4. miesiącu

Czas na kolejną włosową aktualizację! Wczoraj minęły cztery miesiące od rozpoczęcia naprawdę intensywnej pielęgnacji połączonej z prowadzeniem dziennika. Nawet nie wyobrażałam sobie, że będzie szło mi tak dobrze. Nie chcę zapeszać, ale moje włosy czują się coraz lepiej i tak też wyglądają. Nareszcie czuję, że uda mi się pokonać efekty głupoty z września 2011, kiedy to ścięłam włosy do brody, zrobiłam grzywkę i zaczęłam prostować. Efekty i tak były nieprzyjemne, a kłaki cierpiały. No cóż, teraz przynajmniej cieszę się, że się opamiętałam :)

06.01.13                             05.03.13       
                   

Długość z tyłu - najdłuższe 42cm, najkrótsze - 40cm, zebrane razem - 41cm            

Jak już kiedyś wspominałam, moje włosy cały czas rosną, jednak ten proces jest dość powolny, ale zauważalny, nawet niekoniecznie na zdjęciach. Dzięki temu, że warstwy się wyrównują a w włosy są w lepszej kondycji łatwiej mi je rozczesywać i układać. Są coraz gładsze, bardziej błyszczące i elastyczne, wypadają normalnie, w granicach 60 dziennie.        

W lutym moje pielęgnacja opierała się głównie na oleju Babydream, który czasem zamieniałam na Vatikę (niestety już zdenkowaną). W kwestii szamponów ulubieńcem pozostał Babydream, oczywiście też zamieniany od czasu do czasu. Odżywkowo trochę się zmieniło, ale wszystko zobaczycie dokładniej patrząc na poniższe zdjęcia.


Najlepszą spotkaną dotychczas odżywką jest Kallos Serical Crema Al Latte, która daje niesamowite efekty na włosach i podczas wąchania. Niestety niedługo mi się skończy i będę musiała kupić nowe opakowanie ;) Do zabezpieczania tradycyjnie ideał, Balea Proffesional Oil Repair Haarol. Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Odżywka do włosów Lawenda i róża to ostatnio mój niekwestionowany faworyt, pięknie pachnie i świetnie działa. Dalej mamy combo od Babydream, szampon dla dzieci i olejek dla mam, czyli łagodność i bogactwo składników w jednym. Na ostatnim miejscu widzimy Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, spray silikonowy, ale bardzo lekki i dobrze ujarzmiający włosy.


Odżywka Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner po pierwszym użyciu zrobiła na mnie negatywne wrażenie, więc będę nakładać ją przed myciem. Bardzo polubiłam jednak odżywkę Joanna Argan Oil, z silikonami i olejkiem arganowym, ale właśnie czegoś takiego potrzebuję zimą. Kolagenowe serum do mycia włosów BingoSpa to moje nowe odkrycie - ma SLS ( a może SLES?), ale nie wysusza i idealnie myje. Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus  już znacie, używam wtedy, gdy nie mam czasu na olej.

Oczywiście nadal używam Tangle Teezera, gumek bez złączeń, chodzę w czapce itd. A właśnie! Zapraszam do udziału w konkursie "Czapki z głów" dla Biovaxu - INFO >>.  Moją propozycję możecie zobaczyć w kulturowym poście :)

I to tyle z włosowego podsumowania! Nie zamierzam zaprzestawać pielęgnacji, bo bardzo dobrze mi służy. A jak jest u Was? Dbacie o kłaki? Weźmiecie udział w konkursie? Czekam na odpowiedzi!    

wtorek, 5 lutego 2013

Włosowe aktualizacje - po 3. miesiącu

Cza na włosową aktualizację :) Brak czasu i niezbyt dobre oświetlenie nie pozwoliły mi na zrobienie zdjęcia kłaków, które oddałoby ich kolor, jednak dzisiejsze pokazuje lekkie, zupełnie naturalne fale. Przynajmniej tyle korzyści udało mi się wyciągnąć :D A jak z kondycją włosów? Coraz lepiej, chociaż zima trochę daje się im we znaki. Niemniej jednak z chęcią pokażę Wam wsyztko, co robiłam dla nich przez calutki styczeń.

 06.01.13                                  05.02.13


Długość z tyłu - najdłuższe 41/42cm, najkrótsze - 36/37, zebrane razem - 39/40cm

Włosy rosną, niezbyt spektakularnie, ale to i tak zawsze coś :) Myślę, że wydłużyły się o centymetr albo półtora, ale nie więcej. Stały się miększe i gładsze, ale gdy przez trzy dni nie użyję oleju, to bardzo się puszą i są szorstkie. Trochę lepiej się układają, nie wypadają nadmiernie, przy czesaniu dwa razy dziennie wylatuje mi ok. 40-60 kłaków.

Do pielęgnacji używałam głównie dwóch nowych olei, trzech odżywek, sprayu, wcierki i serum na końcówki. Nie wprowadzałam wielu zmian, wykończyłam olej i zamieniłam na inne. Zaczęłam tez używać szamponów ze SLS, ale nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Użyłam też maski z silikonami, bardzo dobrej zresztą.


Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil to mój drugi olej firmy Dabur, tym razem bez parafiny. Jest niezły, ale z opinią poczekam aż do wykończenia opakowania. Dużo częściej używam jednak  BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl, lekkiego i przyjemnego tłuścioszka. Od czasu do czasu myję głowę mocno oczyszczającym szamponem borowinowym i 7 ziół Bingo Spa, ale zazwyczaj sięgam po łagodny, świetny BabyDream. Aktualnie zużywam czwarte opakowanie.


 Odżywka Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner nie była intensywnie eksploatowana, ale bardzo ją lubię do ujarzmiania niesfornej czupryny.  Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus to produkt ciekawy, lekki i cudownie pachnący. Kallos Serical Crema Al Latte uwielbiam, ale używam zbyt często. Końcówki zabezpieczam olejkiem silikonowym Balea Professional Oil Repair Haaröl.


Tę buteleczkę wcierki Jantar Farmona już kończę, ale kupię jeszcze jedną i dam mu kolejną szansę. Powód? Akcja "Mania Wcierania" organizowana przez Anwen. Wciąż można się zgłaszać, więc zapraszam. Im nas więcej, tym lepiej!

Oczywiście nadal używam Tangle Teezera - szczotki idealnej, gumek bez łączek i nie szarpię kłaków. Staram się, jak mogę, aby im pomóc.

A jak Wy dbacie o swoje włosy? Miałyście któryś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków?  

niedziela, 6 stycznia 2013

Włosowe aktualizacje - po 2. miesiącu

Dzisiaj przybywam do Was z minimalnie spóźnioną aktualizacją włosową. Dokładnie trzy dni temu minęły dwa miesiące od rozpoczęcia pokazywania moich włosów w comiesięcznych odstępach. Przyznaję, że bardzo mi one pomagają, podobnie jak dziennik, który również możecie oglądać. Moje kłaki wyglądają coraz lepiej również dzięki Waszym zdjęciom i poradom. Bardzo dziękuję za wszystko, jesteście wielkie! A tymczasem zapraszam na kosmykowy post.   

03.12.12                                               06.01.13

 
  
    Długość z tyłu - najkrótsze 37cm, najdłuższe 40cm, zebrane razem - 38/39cm 

06.01.13


Przepraszam za kolor moich włosów na dzisiejszym zdjęciu. Nie farbowałam ich nigdy, to, co tu widać jest efektem złego oświetlenia.
Choć nie widać tego na zdjęciu, kłaki urosły około jednego centymetra. Nie jest to dużo, ale przynajmniej wiem, że nie stoją w miejscu. Zdecydowanie poprawiła się ich kondycja - są dużo bardziej gładkie, miękkie i sprężyste (patrz na powyższe zdjęcie). Nie straszą już przerażającą suchością i masą uszkodzeń. Nie stało się to jednak samo z siebie - pomaga mi w tym spora armia kosmetyków, które zaraz przedstawię.

Pielęgnacja opierała się głównie na oleju, łagodnym szamponie, odżywkach i sprayach. Dołączyły też przydatne akcesoria oraz serum na końcówki. W przeciwieństwie do listopada grudzień obfitował w wiele nowości i rozrost włosowej kolekcji. Poniżej mała prezentacja.

 
Widać tu mój ulubiony, kończący się już olej Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil, który znalazł się już na liście produktów do wykończenia. Dalej mamy zdenkowany BabyLove Mildes Shampoo, odpowiednik BabyDream'u (BabyDream'a?). Jego działanie jest identyczne jak BD! Następnie znajdziemy odżywkę w ogromnym opakowaniu - Kallos Serical Crema Al Latte. Używam jej namiętnie i kocham bezgranicznie. Kolejnym produktem jest opisywana wczoraj Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera, skomplementowana i pochwalona.


Używałam też serum na końcówki, które opisywałam kilka dni temu. Balea Professional Oil Repair Haaröl, które sprawdza się naprawdę świetnie. Dalej mamy używany bardzo rzadko spray Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, nadający wspaniałej miękkości oraz pięknie pachnący, ułatwiający rozczesywanie Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus. Jest też odżywka do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, czyli popularna wcierka. Niestety nie widzę po niej efektów.


Wdrożyłam też odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny, której działania nie jestem w stanie opisać - zbyt krótko jej używam. Szampon BabyDream uwielbiam i nie zamierzam się rozstawać. Olej rycynowy Apteczka Babuni gościł na mych kłakach dopiero raz, więc recenzją będzie dopiero za jakiś czas. 


Od mniej więcej trzech tygodni towarzyszy mi Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep, czyli naprawdę dobra szczota. Rozczesuje bez wyrywania, nie ciągnie i jest idealnie wyprofilowana. Kudłate, miękkie gumki bez łączeń to wytwory Nanu - rossmannowskiej firmy biżuteryjnej. Nie niszczą włosów, a trzymają świetnie.    

I to byłoby na tyle grudniowej pielęgnacji. Mysle, ze styczniowa będzie podobna, chociaż lecą do mnie trzy nowe oleje. Planuję też zakupić płyn Facelle i glicerynę, także spodziewajcie się wszystkiego.    

niedziela, 30 grudnia 2012

Grudniowe zakupy

Nie tylko koniec roku przynosi chęć podsumowań. Nasuwają je na myśl także ostatnie dni miesiąca, więc tradycyjnie już czas na prezentację zakupów poczynionych w ostatnim miesiącu 2012. Przyznaję, że zaszalałam i to dość mocno - zrobiłam spore zakupy w DM'ie za pośrednictwem Agnieszki, zaopatrzyłam się w wiele włosowych wspomagaczy oraz bardzo małą ilość kosmetyków potrzebnych, bez których nie da się obejść. Przy okazji zmian blogowych wprowadziłam także inne, pielęgnacyjne oraz życiowe. Myślę jednak, że powiem Wam o nich innym razem. Nie przedłużam więc i serdecznie zapraszam do oglądania!



Większość powyższej grupy stanowią łupy świadczące o rozwijaniu się mojego włosomaniactwa. Mamy tu także kilka kosmetyków do ciała, twarzy, paznokci oraz makijażowych. Podzieliłam je więc na mniejsze skupiska, ale po kolei. Zacznijmy od mazideł do pielęgnacji kłaków.



Mamy tu odżywkę Balea Mango & Aloe Vera (0,65€) o pięknym, niezwykle naturalnym zapachu, dwa szampony dla dzieci - BabyLove (1,35€) i BabyDream (3,09zł) o identycznych właściwościach oraz odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny (6,85zł) o niezwykle ziemistej woni. Następnie kultową odżywkę (wcierkę) do włosów i skóry głowy Jantar Farmona (8,95zł), której działanie nie sposób zidentyfikować, masko-odżywkę Kallos Serical Crema Al Latte (20,6zł), wspaniałą następczynię Isany z olejkiem Babassu oraz legendarną szczotkę Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep (0zł, wykorzystany kupon iperfumy.pl), z którą próbuję się zaprzyjaźnić. Dalej znajduje się silikonowy olejek na końcówki Balea Professional Oil Repair Haaröl (2,95€) i odżywkę z atomizerem Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus (2,45€). Wszystkie mam w użyciu i nie robią mi krzywdy, co bardzo mnie cieszy.



Tutaj z kolei znajdziemy dwa kremy do rąk - Essence 24h Hand Protection Balm Winter Edition Caramel Hot Chocolate (0,95€) oraz Oriflame Christmas Suprises Spiced Oranges Scented Hand Cream z wymiany. Niestety oba pod względem zapachu to niewypały. Dalej znajdziemy żele pod prysznic - Sanflore Gelee De Douche Apaisante (0zł, wykorzystany kupon iperfumy.pl) i Balea Young Huttenzauber Dusche (0,85€). Póki co jeszcze nietestowane. Ostatnim produktem w grupie "cielesnej" są Balea 3-Klingen Einwegrasier (1,95€), czyli odkłaczacze w ładnym opakowaniu.


Tutaj mamy różne różności :D Otrzymałam dwie bezpłatne próbki - jedną kremu Ainhoa, drugą z Perfecty. Kupiłam też zachwalany peeling drobnoziarnisty (2zł) wymienionej przed chwilą firmy. Zostało go jeszcze na dwa użycia, ale nie zdradzę opinii. Potrzebny był mi też zmywacz do paznokci (1,69zł), więc capnęłam najtańszy. Przygarnęłam też trzy opakowania balsamu do ust Tisane (8,2zł + 8,5zł + 9,5zł). W tej samej aptece zaopatrzyłam się w olejek rycynowy Apteczka Babuni (1,9zł). Zakupiłam także dwa błyszczyki - Essence Breaking Dawn Part II Lipgloss Alice Had a Vision - Again (1,95€) i Vipera Sweet & Wet 7 (9,5zł). Ostatnim produktem, a właściwie przyrządem jest 4-stopniowa polerka do paznokci Sincler (3,45zł). Miałam ją już kiedyś, ale się wysłużyła i teraz mam nową, gdyż bardzo dobrze mi służy.


Tutaj mamy prezent od Mamy z okazji końca roku :) Nawilżający żel do mycia ciała Ciało Wrażliwe AA z pewnością się przyda, gdy tylko wykończę kilka innych. Rozświetlający błyszczyk do ust 03 Świetlisty Róż niestety nie dołączy do kolekcji mazideł - zawiera mentol, którego moje usta nie tolerują. Jego kolor jest nie najgorszy, ale też niezbyt cudowny - perłowy. Wróci więc do mej Rodzicielki, a jego fundatorki.

Za wszystkie produkty zapłaciłam 174,23zł. Zdaję sobie sprawę z faktu, że nie jest to mała sumka, a kosmetyki niekoniecznie potrzebne, jednak nie żałują ani trochę. Sprawianie sobie prezentów daje mi ogromną radość!

czwartek, 20 grudnia 2012

Wiadro mleka na głowę wyleję, wtedy całkiem się rozpromienię. Kallos Serical Crema Al Latte

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu, znany przez większość włosomaniaczek. Mowa o kremie pielęgnującym Kallos Serical Crema Al Latte, który zawitał w moich skromnych progach kilka tygodni temu i całkowicie skradł moje serce. Powodów ku temu jest jednak zbyt wiele, aby mówić o nich na wstępie, więc zapraszam Was na pełną recenzję prawdziwego kolosa nazywanego też Latte Hair Mask!
 

Produkt zapakowany jest w gigantyczne opakowanie o pojemności jednego litra. Wykona z dość miękkiego plastiku sprawuje się nadzwyczaj dobrze - stabilnie stoi na wielkim dnie, ale jest średnio poręczne. Stosuję go więc stawiając na półce i wyjmując porcję. Oczywiście nie trzymam wiaderka w dłoniach, gdyż mogłoby to grozić upadkiem. Nakrętka jest idealnie dopasowana, nie wpuszcza powietrza do wnętrza opakowania. Łatwo się odkręca, lecz nie samoistnie. Plastik, z którego wykonano pudło należy do cienkich, ale bardzo porządnych.

Na opakowaniu znajdujemy trzy naklejki, w tym dwie o sporych rozmiarach. Trzymają się dobrze, jednak gdzieniegdzie zdarła się wierzchnia (niebieska) warstwa papieru, odsłaniając biel. Szata graficzna jest całkiem w porządku, na przedniej niewiele treści, z tyłu - bardzo dużo. Informacje w języku polskim zawarto na maleńkiej, łatwo rozmaczającej się nalepce. Podano skład i działanie, a więc nie mam zastrzeżeń co do treści.

 
Konsystencja produktu jest bardzo przyjemna - śliska pomimo braku silikonów, gęsta. Łatwo nabiera się na dłoń i jeszcze prościej aplikuje. Rozprowadza się błyskawicznie, wprost idealnie nakłada na każdy kosmyk z rzędu. Nie spływa, świetnie się spłukuje, bez żadnych problemów. Wymywa się całkowicie, nie skleja włosów pozostałościami.

Zapach jest wprost obłędny! Maskę czuć waniliowym budyniem, ale po chwili wyłania się z tego lekko chemiczna nuta. Nie jest nieprzyjemna, ale wyczuwalna. Całość da się wywąchać nie tylko podczas aplikacji, ale również po zmyciu produktu z włosów. Oczywiście wtedy woń jest dużo lżejsza i delikatna, mimo to nadal przyjemna. Biorąc pod uwagę fakt mojego uwielbienia dla wanilii można wyciągnąć prosty wniosek - pokochałam zapach mlecznego Kallosa!


Działanie maski jest wprost wspaniałe! Idealnie wygładza włosy, nadając im sypkości i śliskości. Ogranicza puszenie w kilkudziesięciu procentach, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Ponadto po użyciu moje kłaki błyszczą jak szalone, są bardzo miękkie, sprężyste i elastyczne. Nie zauważyłam najmniejszego obciążenia po nałożeniu nawet na godzinę. Na plus brak silikonów.

Opakowanie - 10 - ogromne, litrowe, dość wygodne, przeciętnie urodziwe, miękkie. Konsystencja - 10 - śliska, przyjemna, łatwo się rozprowadza i spłukuje. Zapach - 9 - wspaniały, waniliowy z nutką chemii, ale nadal cudowny. Działanie - 10 - idealne wygładzenie, nadanie śliskości i miękkości. Ocena ogólna - 10/10! Tania (15 - 21zł) odżywko - maska o świetnym działaniu i bez silikonów.  Szczerze polecam!