Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja urodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja urodowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

BingoSpa Waniliowe extra masło do ciała + podsumowanie akcji maseczkowej

Bardzo lubię się balsamować. Nie jestem typem człowieka, który z lenistwa nie posmaruje się jakimś nawilżaczem, nie nałoży maseczki czy oleju, zapomni o kremowaniu rąk. Nie, ja mam zupełnie odwrotnie. Zawsze, ale to zawsze muszę użyć odpowiedniego kosmetyku. Niestety, nie lubię używać maseł do ciała. Balsamy uwielbiam, ale masła czy inne smarowidła pozostawiające lepką czy tępą warstwę na skórze są dla mnie nie do przejścia. Jakiś czas temu dostałam waniliowe extra masło do ciała BingoSpa. Mimo uprzedzeń postanowiłam przetestować i jestem bardzo mile zaskoczona. Produkt zapakowano do plastikowego, przezroczystego słoiczka. Nakrętkę łatwo odkręcić, jednak nie ma możliwości, aby stało się to samoistnie. Średnica opakowania jest na tyle duża, że bez problemu można włożyć rękę i nabrać odpowiednią dla siebie ilość. Naklejka jest nietrwała, zadziera się przy brzegach, ale nie odkleja. Samo masło ma lekką konsystencję, przypominającą lekki puch, zupełnie niepodobną do tradycyjnego, gęstego i twardego masła. Świetnie się rozprowadza, szybko wchłania i co najważniejsze - nie pozostawia tłustej ani tępej warstwy. Nawilżenie jest jednak dość mocno zauważalne, czuć je nawet po południu następnego dnia, jeśli nałożę je wieczorem. Produkt ładnie pachnie, z lekka zalatuję wanilią, nie jest to natomiast aromat waniliowego olejku do pieczenia. Jest słodki, ale nieduszący, niemdlący.   


Bardzo, bardzo polubiłam to masło. Konsystencja praktycznie niemasłowa, ale sprawdza się świetnie! Niemniej jednak raczej do niego nie wrócę, bo jak wiadomo jest dużo innych kosmetyków do kupienia.
..............

Produkt został mi do recenzji dzięki uprzejmości firmy BingoSpa, jednak nie wpływa to w żaden sposób na moją opinię.

Udało mi się w końcu zebrać kilka maseczkowych postów opublikowanych pod szyldem "Szukamy maseczki idealnej". U mnie najlepiej sprawdziła się truskawkowa od Rival de Loop, chociaż równie dobra była gruszkowa Perfecta.

Spis wszystkich postów w akcji:

środa, 25 września 2013

Szukamy maseczki idealnej #4. Nivea Pure Effect Aktywna maseczka oczyszczająca

Dzisiaj zapraszam Was na czwartą odsłonę maseczkowej akcji. Póki co, dwie z nich były bardzo dobre, jedna tragiczna, a o Nivea Pure Effect Aktywna maseczka oczyszczająca napiszę w tym poście :)
Maseczka zapakowana jest oczywiście do dwóch połączonych saszetek. Lubię takie rozwiązanie i nie kupuję tego typu kosmetyków w tubkach, bo jak dla mnie są to jedno czy dwurazowe umilacze lub pomocnicy. Każda część zawiera 7,5ml produktu, co jest odpowiednią ilością do wysmarowania całej twarzy. Jest gęsta, ale łatwo się rozprowadza i spłukuje. Plus za ładny, błękitny, pozytywny kolor. Maseczka nie zasycha i nie ściąga skóry podczas trzymania jej na skórze. Efekty na mojej cerze są jednak rozczarowujące. Tak samo jak po Sorayowej 10-minutówce pojawiło się wiele wyprysków i bolących gul. Skóra po zmyciu produktu była odświeżona i złagodzona, niespodzianki pojawiły się dzień po użyciu. Wydaje mi się, że o to chodzi w działaniu tej maski - aby pozbyć się wyprysków, wyciągnąć je na powierzchnię. Na szczęście nie wysuszyła i nie spowodowała swędzenia. 

     
Miałam nadzieję, że się sprawdzi, a tu niestety klops. Widocznie mocno oczyszczające maski właśnie tak działają na moją skórę.


środa, 11 września 2013

Szukamy maseczki idealnej #3 - Rival de Loop Erdbeer & Vanille Wohlfuhl Pflegemaske

Gdybym miała do wyboru kilka maseczek, a pośród nich byłaby truskawkowa, waniliowa lub ogólnie owocowa to istnieje duże prawdopodobieństwo, że wybiorę właśnie tę. Całkiem niedawno miałam taki wyrób od Balea, wspominałam o nim w lipcowych zużyciach. Tamta maseczka bardzo mi się spodobała, dlatego kiedy podczas przelotu po Rossmannie ujrzałam Rival de Loop Erdbeer & Vanille Wohlfuhl Pflegemaske, capnęłam, zapłaciłam, w domu nałożyłam i jest efekt wow! Maseczkę zapakowano do dwóch niewielkich saszetek połączonych ze sobą. Zawartość jednej spokojnie wystarcza na wysmarowanie całej twarzy grubą warstwą. Nadrukowane na niej truskawki i wanilia wyglądają bardzo zachęcająco! Zapach nie był zbyt naturalny, ale ładny, słodkawo-kwaskowy, owocowy. Sam produkt działa świetnie, jednak zaznaczam, iż moja twarz ma skłonność zarówno do wyprysków, jak i przesuszeń oraz zapychania. W moim przypadku maseczka wygładziła skórę  nadała jej cudownej miękkości. Cera była dobrze nawilżona, nie pojawiły się żadne nieprzyjemne niespodzianki, zaczerwienienia ani podrażnienia. Jak dla mnie jest to najlepsza maseczka, jakiej do tej pory używałam.


Moja skóra wprost pokochała tę maseczkę! Z pewnością kupię ją jeszcze nie raz, zwłaszcza, ze kosztuje mniej niż dwa złote. Na składach się znam się tylko bardzo powierzchownie, widzę parę ekstraktów, glicerynę, olej kukurydziany, migdałowy, masło shea, substancje zapachowe i inne, dla ciekawskich i bardziej zorientowanych zamieszczam skład.

   
To już trzecia maseczka użyta podczas trwania akcji "Szukamy maseczki idealnej", ale na pewno nie ostatnia. Polubiłam maseczkowanie i na pewno już  z niego nie zrezygnuję :)


Słyszałyście o niej? A może używałyście?

środa, 4 września 2013

Szukamy maseczki idealnej #2 - Soraya 10 Minut Na... Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej Perfekcyjne oczyszczenie

Odkąd zaczęłam regularnie nakładać maseczki na twarz jej stan znacznie się poprawił, jednak zdarzył mi się pewien okaz, który jej niestety zaszkodził. Miałam szczerą nadzieję, że zadziała pozytywnie, ale nie stało się ta. Soraya 10 Minut Na... Glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej Perfekcyjne oczyszczenie to zdecydowanie najgorszy produkt, z jakim się spotkałam, ale od początku. Maskę zapakowano do dwóch oddzielnych saszetek, a każda ma wystarczyć na jedno użycie. Produkt wydobywa się z niego łatwo, mimo iż jest bardzo gęsty. Bardzo dobrze się rozprowadza, nie spływa. Trochę zasycha, ale nie ściąga jakoś makabrycznie. Spłukuje się błyskawicznie. Duży plus za piękny, miętowy kolor. Zapach neutralny, delikatny. Po zmyciu skóra wcale nie wyglądała lepiej, nie została wygładzona. Maseczkę stosowałam przed pójściem spać, rano zauważyłam wysyp wyprysków, grudki, ropne pryszcze, przesuszenia. Nie muszę dodawać, że wyglądało to strasznie. Twarz była zaczerwieniona i nie prezentowała się dobrze. Od razu nałożyłam Acnefan i  Davercin, po trzech dniach skóra wróciła do stanu sprzed maseczkowania. Zużyłam jedną z dwóch połówek i uznałam, że nigdy więcej jej nie kupię. 


Szkoda, że maseczka okazała się dla mnie bublem, bo zapowiadała się naprawdę nieźle, jeśli wierzyć obietnicom producenta. U mnie kompletnie się nie sprawdziła, więc nie polecam, ale na KWC ma bardzo dobre opinie. Mam nadzieję, że kolejne maski okażą się dużo lepsze!


Znacie tę maseczkę? Jeśli tak, to jak się u Was sprawdziła?

czwartek, 29 sierpnia 2013

Szukamy maseczki idealnej #1 - Dax Perfecta Beauty Mask Antybakteryjna maseczka na twarz

Od rozpoczęcia akcji minęło dziesięć dni, a na blogu nadal cicho na temat jakiejkolwiek maseczki. Nie myślcie jednak, że nie zastosowałam chociaż jednej, o nie! Wręcz przeciwnie, wzięłam się w garść i już dwa razy zrobiłam sobie seans z maską na twarzy. Szczerze mówiąc, za drugim razem efekty były nieciekawe, ale o tym innym razem. Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję produktu dość ciekawego i zadowalającego. Dax Perfecta Beauty Mask Antybakteryjna maseczka na twarz to przyjemny kosmetyk, ale od początku. Mieści się w białej saszetce z nadrukiem o pojemności 10ml. Faktycznie jest to odrobinę za dużo jak na jedno użycie, ale za mało na dwa. Nałożyłam więc hojnie całą zawartość opakowania. Co do saszetki - szczelna, niebrzydka, zawiera wszelkie potrzebne informacje na temat maseczki. Zdaję sobie sprawę z tego, iż taka forma nie jest zbyt higieniczna, ale jako kosmetyk jednorazowy mi nie przeszkadza. Produkt jest średnio gęsty, nie spływa jednak z twarzy, nie zasycha i nie ściąga skóry. Dobrze się rozprowadza, ze zmywaniem natomiast trzeba się trochę pogimnastykować. Ma gruszkowy zapach, nie do końca naturalny i jasno zielony kolor. Po zmyciu skóra była miękka, zyskała zdrowy kolor i stała się matowa. Nie wyskoczyły mi żadne niespodzianki, a te, które już wcześniej istniały zbledły i zmniejszyły się. Podczas trzymania maski na skórze nic nie piekło i nie szczypało, a po kilku godzinach od zmycia nie pojawił się żaden nieprzyjaciel.


Maseczka jest bardzo przyjemna, naprawdę daje dobre efekty, chociaż efekty wow nie doświadczyłam.  Możliwe, że jeszcze kiedyś ją kupię, o ile uda mi się wykończyć inne zapasy. Ze swojej strony polecam osobom, które potrzebują oczyszczenia i zmatowienia skóry.


Recenzję opublikowałam przy okazji udziału w akcji Szukamy maseczki idealnej. Ideał to może i nie jest, ale produkt na piątkę!

Znacie tę maseczkę?

niedziela, 18 sierpnia 2013

Szukamy maseczki idealnej!

Nadchodzi czas wielkiego maseczkowania, więc szykujcie się narody! Tym dość zabawnym - przynajmniej dla mnie - wstępem chcę zaprosić Was do wzięcia udziału w akcji "Szukamy maseczki idealnej", mającej na celu znalezienie dobrej maseczki i zużycia tych, po które sięgamy rzadko lub wcale. Osobiście nie byłam przekonana do nakładania tego typu kosmetyków, ale przezwyciężyłam niechęć i chętnie zostanę uczestniczką :) Więcej informacji poniżej.

1. Obserwuj  http://pasjekaroliny.blogspot.com, opublikuj posta, że przyłączasz się do akcji i zaproś 5 osób do zabawy. Miło mi będzie gdy umieścisz logo akcji wraz linkiem w pasku bocznym. Oczywiście możesz przyłączyć się do akcji "nieoficjalnie", nie biorąc udziału w konkursie na najlepsze recenzje (patrz punkt 5)

2. Akcja trwa od 19 sierpnia do 29 września 2013 czyli 6 tygodni. W każdym tygodniu opublikuj chociaż jedną recenzję maseczki - oczywiście jeśli chcesz może być więcej, przy każdej z nich umieszczając logo akcji z linkiem do tej strony. Możesz też w ramach akcji przypomnieć recenzowane już na blogu maski.

3. Do 6 października opublikuj u siebie podsumowanie wraz z linkami do wszystkich recenzji i prześlij mi link do tego podsumowania na yagoda_she@wp.pl

4. Po zebraniu wszystkich recenzji zbiorę wszystkie wasze opinie i opublikuję nazwy wszystkich testowanych masek wraz z linkami do waszych blogów.

5. Na koniec wybierzemy maseczkę idealną! Mimo, że chcę by to była tylko zabawa to na koniec wybierzemy osobę która dostanie małą nagrodę, w której z pewnością znajdzie się maseczka Oriflame + niespodzianka.

Osoby, które zapraszam do udziału, mam nadzieję ujrzeć ich blogi na podsumowaniu:

Jeśli ktoś jeszcze chce się przyłączyć, to zapraszam :) Może wspólnie odkryjemy jakieś maseczkowe cudo :> 

wtorek, 5 lutego 2013

Włosowe aktualizacje - po 3. miesiącu

Cza na włosową aktualizację :) Brak czasu i niezbyt dobre oświetlenie nie pozwoliły mi na zrobienie zdjęcia kłaków, które oddałoby ich kolor, jednak dzisiejsze pokazuje lekkie, zupełnie naturalne fale. Przynajmniej tyle korzyści udało mi się wyciągnąć :D A jak z kondycją włosów? Coraz lepiej, chociaż zima trochę daje się im we znaki. Niemniej jednak z chęcią pokażę Wam wsyztko, co robiłam dla nich przez calutki styczeń.

 06.01.13                                  05.02.13


Długość z tyłu - najdłuższe 41/42cm, najkrótsze - 36/37, zebrane razem - 39/40cm

Włosy rosną, niezbyt spektakularnie, ale to i tak zawsze coś :) Myślę, że wydłużyły się o centymetr albo półtora, ale nie więcej. Stały się miększe i gładsze, ale gdy przez trzy dni nie użyję oleju, to bardzo się puszą i są szorstkie. Trochę lepiej się układają, nie wypadają nadmiernie, przy czesaniu dwa razy dziennie wylatuje mi ok. 40-60 kłaków.

Do pielęgnacji używałam głównie dwóch nowych olei, trzech odżywek, sprayu, wcierki i serum na końcówki. Nie wprowadzałam wielu zmian, wykończyłam olej i zamieniłam na inne. Zaczęłam tez używać szamponów ze SLS, ale nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Użyłam też maski z silikonami, bardzo dobrej zresztą.


Dabur Vatika Pure Coconut Enriched Hair Oil to mój drugi olej firmy Dabur, tym razem bez parafiny. Jest niezły, ale z opinią poczekam aż do wykończenia opakowania. Dużo częściej używam jednak  BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl, lekkiego i przyjemnego tłuścioszka. Od czasu do czasu myję głowę mocno oczyszczającym szamponem borowinowym i 7 ziół Bingo Spa, ale zazwyczaj sięgam po łagodny, świetny BabyDream. Aktualnie zużywam czwarte opakowanie.


 Odżywka Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner nie była intensywnie eksploatowana, ale bardzo ją lubię do ujarzmiania niesfornej czupryny.  Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus to produkt ciekawy, lekki i cudownie pachnący. Kallos Serical Crema Al Latte uwielbiam, ale używam zbyt często. Końcówki zabezpieczam olejkiem silikonowym Balea Professional Oil Repair Haaröl.


Tę buteleczkę wcierki Jantar Farmona już kończę, ale kupię jeszcze jedną i dam mu kolejną szansę. Powód? Akcja "Mania Wcierania" organizowana przez Anwen. Wciąż można się zgłaszać, więc zapraszam. Im nas więcej, tym lepiej!

Oczywiście nadal używam Tangle Teezera - szczotki idealnej, gumek bez łączek i nie szarpię kłaków. Staram się, jak mogę, aby im pomóc.

A jak Wy dbacie o swoje włosy? Miałyście któryś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków?  

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Podsumowanie akcji "Jesienne umilacze"

Wczoraj minął czas, w którym mogłyśmy zamieszczać recenzje kosmetyków umilających zimną jesień. Przyszła więc chwila na zaprezentowanie swoich ulubieńców kąpielowo - pielęgnacyjnych i zamierzam to uczynić w dzisiejszym poście. Wprawdzie nie udało mi się użyć lub wypróbować wszystkich produktów przeznaczonych na akcję, ale uważam, iż dobrze się stało, że wzięłam udział w "Jesiennych umilaczach".


Początkowo moja grupka prezentowała się dokładnie tak, jak na powyższym zdjęciu. Niestety nie zdążyłam przetestować wielu z nich, m.in.: żelu Original Source, mandarynkowej kąpieli BingoSpa oraz pudrowej kuli Body Club. Ponadto nie używałam w tym czasie peelingów ani balsamów o interesujących zapachach, toteż moja lista będzie mocno uszczuplona.

Podczas akcji mogłyście przeczytać o kosmetykach takich jak:

Przed rozpoczęciem tagu również zamieściłam recenzje wielu pachnideł, które znajdziecie w linkach poniżej:

Wprawdzie nie udało mi się wyłonić top czwórki z obecnie stosowanych produktów, ale z tych używanych w przeszłości i teraz - owszem, mimo że jest to top siódemka!


Bardzo cieszę się z faktu, że wzięłam udział w akcji i dziękuję za jej zorganizowanie wspaniałomyślnej Malinie!

wtorek, 4 grudnia 2012

Jesienne umilacze: Wiórki się sypią tfu! leją. Ziaja Kokosowa terapia skóry i zmysłów Mleczko pod prysznic

Uwielbiam pachnące żele pod prysznic, które umilają czynność konieczną jaką jest mycie. Szczególnym uczuciem darzę produkty Original Source, ale o jednym z nich będzie innym razem. Dzisiaj natomiast przybywam do Was z recenzją produktu Ziai - Kokosowa terapia skóry i zmysłów Mleczko pod prysznic, który działa z lekka relaksująco, a ponadto zalicza się do akcji Jesienne umilacze.


Mleczko zamknięto w wielkiej, mieszczącej aż pół litra produktu butelce. Wykonana z dość miękkiego, niezłej jakości plastiku o białej, nieprzezroczystej barwie sprawuje się dobrze, mimo braku widoczności poziomu zużycia. Dzięki nakrętce na "klik" z ukrytym pod nią wypustem bardzo dobrze radzi sobie z dozowaniem odpowiedniej ilości produktu. Nie wylewa się ani zbyt dużo, ani zbyt mało, gdyż otwór wylotowy jest niewielki, ale wystarczający.

Produkt posiada jedną, dopasowaną do swoich gabarytów naklejkę, zajmującą ok. 3/4 powierzchni butli. Jest na tyle wytrzymała i dobrze przyklejona, że nie pęcherzykuje i nie zadziera się. Niestety przy jej brzegach zbiera się brud i kurz, co wygląda dość nieestetycznie. Szata graficzna bardzo w porządku, delikatna, bez zbędnych informacji. Bardzo podoba mi się styl, w jakim jest wykonana.


Myjadło ma konsystencję bardzo podobną do mleczka do demakijażu, ale dużo bardziej żelową. Świetnie i bezproblemowo rozprowadza się na skórze, a dzięki gąbce operacja ta przebiega wyjątkowo sprawnie. Świetnie się pieni i to w sporej ilości, ale nie jest to bardzo zwarta piana. Ponadto szybko się zmywa, nie oklejając ciała tłustym filmem, którego szczerze nienawidzę zarówno  w żelach, jak i smarowidłach.

Zapach jest jak najbardziej przyjemny, jednak nie przypomina świeżego kokosa. Pachnie raczej wiórkami uzyskiwanymi z tego owocu. Woń ta jest niezbyt mocna, ale świetnie wyczuwalna podczas mycia. Po spłukaniu utrzymuje się na skórze bardzo krótko, co dla mnie jest wielkim plusem. Wprawdzie nie jest to zapach w pełni naturalny, ale przyjemny dla nosa i niedrażniący.


Mleczko spełnia swoją rolę znakomicie - myje i oczyszcza, a to w tego typu produktach jest najważniejsze. Bardzo cieszy mnie również fakt, że w żadnym stopniu nie wysusza skóry. Oczywiście nie nawilża, więc po umyciu konieczne jest zastosowanie balsamu czy masła. Ponadto nie podrażnia i nie wywołuje ataku czerwonych krostek, dzięki czemu stwierdzam - nie zapycha!

Opakowanie - 9 - bardzo duże, porządnie wykonane, nieprzezroczyste, z ładną szatą graficzną i tylko jedną naklejką. Konsystencja - 9 - gęsta, żelowo - mleczkowa, przyjemna, łatwo się rozprowadza i nieźle pieni. Zapach - 8 - wyczuwalna jest woń wiórek kokosowych, lekka i dość delikatna. Działanie - 10 - świetnie myje i oczyszcza, nie wysusza, nie nawilża, nie podrażnia i nie zapycha. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo dobry żel pod prysznic o niezłym zapachu i pozytywnym działaniu :-)

środa, 28 listopada 2012

Jesienne umilacze: Mniam! Joanna Naturia Olejek do kąpieli i pod prysznic Kawa i śmietanka

Przychodzę do Was z trzecim postem o tematyce jesienno - umilaczowej i bynajmniej nie ostatnim. Dzisiejszym bohaterem jest olejek do kąpieli i pod prysznic Joanna Naturia, który moje ciało konsumuje od kilku dni. Jest tak świetny, że nie mogę przestać go chwalić, wąchać i używać! Niniejszym zapraszam na bardzo pochwalny post, którym mam zamiar skusić Was do wypróbowania, bo naprawdę warto.


Opakowanie jest nieszczególne, głównie przez bardzo cienki plastik, który na szczęście nie pęka ani nie gnie się jak papier. Cieszy mnie fakt, iż jest przezroczyste i z łatwością można kontrolować poziom zużycia. Nakrętka na "klik" również ułatwia użytkowanie. Ukryty pod nim niwielki otwór nie dozuje idealnie wymierzonej ilości płynu, ale głównie przez jego konsystencję. Butelka nie otwiera się ani nie zagina podczas transportu w torbie podróżnej.

Na opakowaniu znajdziemy dwie przezroczyste naklejki, które bardzo dobrze trzymają się plastiku. Ich szata graficzna jest bardzo zachęcająca, gdyż prezentuje nam to, co powinniśmy spotkać w środku - śmietankę oraz kawę. Mimo to nie rzuca się w oczy ze sklepowej półki, a szkoda, bo wtedy skusiłby więcej osób :)


Prosukt ma bardzo lejącą konsystencję, ale nie przypominającą olejku ani żelu. Jest to raczej lekki, tłustawy, rzadki płyn. Bardzo szybko wylewa się z opakowania na gąbkę i przy jej pomocy świetnie pieni, tworząc zwartą i delikatną piankę. Przypomina ona tę, która powstaje na cappuccino i rzeczywiście jest to przyjemny widok :-)

Zapach produktu jest naprawdę niezwykły! Nie pachnie świeżo zmieloną kawą, a raczej słodkim latte! Świetnie wyczuwalna jest wyżej wymieniona kawa z dużą ilością cukru i bitą śmietaną. Nie czuć w nim ani grama chemii, co bardzo mnie cieszy. Woń nie utrzymuje się na skórze po zmyciu, ale jak dla mnie nie jest to mankament.


Olejek bardzo dobrze myje całe ciało począwszy od dłoni, szyi, tułowia aż do nóg. Nie podrażnia, nie wywołuje ataku krostek, wysypki. Ponadto nie wysusza, ale też nie natłuszcza. Wydaje mi się, że minimalnie nawilża, ale nie jest to dla mnie konieczność przy produkcie do mycia. Ogólnie rzecz biorąc bardzo przypadł mi go gustu.

Opakowanie - 6 - nieszczególne, niezbyt poręczne, przezroczyste, z zachęcającą szatą graficzną. Konsystencja - 8 - bardzo przyjemna, lekko oleista, lejąca, rzadka. Zapach - 9 - obłędny, intensywny, słodki, nie utrzymuje się na skórze po zmyciu. Działanie - 8 - nie natłuszcza, nie wysusza, oczyszcza i nie zapycha. Ocena ogólna - 9/10. Świetny produkt o wspaniałym zapachu! Polecam każdemu!

wtorek, 27 listopada 2012

Jesienne umilacze: Kremowanie żurawiną, czyli Cztery Pory Roku Zimowy krem do rąk - regenerujący

Późną jesienią i zimą moje dłonie potrzebują mocniejszej regeneracji niż w cieplejszych miesiącach. Preferuję wtedy gęstsze i o wiele bardziej pachnące mazidła, które uprzyjemniają konieczną czynność. Jednym z nich jest mój obecny nawilżacz, czyli zimowy regenerujący krem do rąk od Czterech Pór Roku, brat opisywanej w marcu wersji z imbirem. Muszę przyznać, że stosuję go również dla przyjemności, o czym świadczyć będzie dalsza część notatki.


Krem zapakowany jest w miękkie, tradycyjne opakowanie o pojemności 75ml. Jest ono dość wygodne, ale tylko do momentu, w którym produkty będzie mniej niż połowa. Wtedy tuba staje się zbyt miękka i trudno się z niej wyciska, ale w sumie można się przemęczyć. Nakrętka na "klik" znacznie ułatwia użytkowane, gdyż otwiera się i zamyka bezproblemowo. Całość wykonana jest porządnie, nie rozkleja się przy zgrzewie mimo intensywnego eksploatowania. 

Na opakowaniu produktu nie znajdziemy naklejek, gdyż wszystkie potrzebne informacje zostały nadrukowane. Mimo częstego dotykania nie ścierają się i nie pozostawiają nieestetycznych zadrapań. Szata graficzna jest całkiem niebrzydka. Wspaniale wpasowuje się w świąteczny klimat i umilaczową akcję, co uważam za wielki plus! Nie ma żadnych błędów w druku, fałszywych informacji itd.


Krem jest bardzo gęsty, ale łatwo wydobywa się z tuby. Konsystencja jest gładka, nieśliska. Rozsmarowuje się szybko, nie pozostawia tłustego czy tępego filmu. Wchłania się szybko, około dwóch minut, co niezmiernie mnie cieszy - od razu można wracać do pracy bez obaw o oleiste plamy i możliwość wyśliźnięcia się czegoś z dłoni.

Zapach kremu jest bardzo przyjemny, idealny na obecną porę roku. Doskonale wyczuwalna jest żurawina z przebłyskami miodu, ale nie jest to woń ciężka czy dusząca. Owszem, przy mocnym i długim przytykaniu nosa może nas odurzyć, ale raczej pozytywnie. Kojarzy mi się z różnorodnymi ciastami, świętami, rodzinną atmosferą.


Krem bardzo dobrze nawilża i natłuszcza dłonie. Nadaje im niesamowitej miękkości, gładkości i efektu satyny. Jego działanie jest długofalowe, nie znika po wchłonięciu się produktu w skórę. Nie powoduje podrażnień, wysuszania ani ataku krostek. Myślę, że będzie bardzo dobry na zimę, ale w lecie by się nie sprawdził ze względu na zapach i konsystencję.

Opakowanie - 7 - wygodne, ale nieco zbyt miękkie, ale porządne, nie rozkleja się. Konsystencja - 9 - gęsta, nie spływa, łatwo się wsmarowuje i wchłania, nie klei się. Zapach - 8 - zimowy, owocowy, naturalny, bardzo ładny, dość intensywny. Działanie - 8 - nieźle nawilża, natłuszcza, lekko regeneruje, nie podrażnia. Ocena ogólna - 7/10. Przyjemny kremik do codziennego stosowania, zwłaszcza na noc.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Jesienne umilacze: Ananasowy puder od krówki, czyli Dairy Fun Milky Powder Pineapple

Zgodnie z niedawno rozpoczętą akcją zwaną Jesiennymi umilaczami postanowiłam dodać  post z kąpielowymi pachnidłami. Pierwszym z nich jest Dairy Fun Milky Powder Pineapple, który kupiłam kilka miesięcy temu w zawrotnej cenie 2.99 :-) Muszę przyznać, że przez dłuższy cza go nie używałam, gdyż nie chciało mi się zanieść go do łazienki. Niedawno zmobilizowałam się do tego i nie żałuję!


Puder zapakowany jest w słoik wykonany ze średniej grubości plastiku. Jest on matowy i lekko mleczny, ale bez problemu można zobaczyć poziom zużycia. Posiada drewniany korek, który już nie raz dość mocno mi się zassał. Miał też sznurek, ale urwał się na wskutek mocnego ciągnięcia. Ponadto na zdjęciach możecie zobaczyć mocno wyszczerbany brzeg. Otwór przez który możemy nabrać produktu jest duży, ale nie powoduje szybszego wysypywania się, gdyż nabieram go dołączoną łyżeczką.

Opakowanie pudru posiada dwie idealnie przyklejone nalepki, które w żaden sposób nie obrzydzają całości. Nie tworzą się na nich pęcherzyki ani zadarcia. Szata graficzna jest bardzo ładna, wygląda naprawdę słodko, podobnie jka wszystkie produkty od Dairy Fun. Urocza krówka, kilka żółtych łat i różnorodność stylów napisów zdecydowanie przyciągają uwagę.


Puder jest bardzo luźny i sypki, ale czasem zbija się w niewielkie grudki. Bardzo łatwo nabiera się na łyżeczkę. Po wsypaniu do wody rozpuszcza się całkowicie tworząc niewielką pianę. Woda jest nieco tłustawa, ale nie pływają w niej oleiste oka podobne do tych z rosołu. Bardzo szybko zmywa się z boków wanny, co uważam za duży plus, bo nie muszę bawić się w szorowanie.

Zapach pudru jest tu kluczowym kryterium. Pachnie cytrusowo, z wyczuwalną nutą ananasa. Minimalnie zalatuje chemią, ale ta woń ulatnia się bardzo szybko. Nie jest to mocny zapach, ale czuć go przez całą kąpiel, co bardzo mnie cieszy. Nie utrzymuje się na ciele ani w łazience po spłukaniu, ale nie uważam tego za mankament.

 
Produkt zdecydowanie umila kąpiel. Pomaga relaksować się, nie przymula, za to lekko odświeża. Nie działa na skórę negatywnie, czyli nie wysusza ani nie podrażnia. Nie zauważyłam jednak nawilżenia czy też natłuszczenia, ale nie oczekiwałam tego. Jak dla mnie puder spełnia wszystkie kryteria, które uważam za ważne przy wyborze umilaczy - ładny zapach, niska cena i brak nieciekawych efektów.

Opakowanie - 8 - bardzo ładne, z przyjemną szatą graficzną, półprzezroczyste, średnio wygodne. Konsystencja - 9 - luźna, sypka, czasem zbija się w grudki, ale rozpuszcza w pełni. Zapach - 8 - przyjemny, cytrusowy, relaksująco - odświeżający, niezbyt mocny. Działanie - 8 - umila kąpiel, nie podrażnia, nie wysusza. Ocena ogólna - 8/10. Bardzo fajny kosmetyk na każdą porę roku :) 

______________________________________________________________________

Chciałabym pokazać Wam jeszcze jeden umilacz, który nie tylko ładnie pachnie, ale także wygląda. Jest nim kwitnąca herbata Green Hills o smaku i wizerunku jaśminu oraz nagietka. Dostępna jest w Biedronkach jako edycja limitowana.

   
Jakie Wy macie kąpielowe umilacze? Ulegacie słodkim opakowaniom? Próbowałyście może już kwitnących herbat?

wtorek, 20 listopada 2012

Jesienne umilacze - kolejna akcja Maliny!

Malina wymyśliła kolejną świetną zabawę nazwaną "jesiennymi umilaczami" :-) Zostałam zaproszona przez Sabinę z Pigeon's Beauty i z radością przystąpię do akcji!  Poniżej zamieszczam zasady oraz wszelkie informacje.




Zasady akcji:

1. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.

2. Zaproś do akcji 5 osób.
3. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do inicjatorki akcji Maliny.
4. W czasie trwania akcji zamieść jak najwięcej recenzji ww. aromatycznych kosmetyków.
5. Wybierz spośród nich 4 zapachowe hity po jednym z każdej grupy:
  • płyn lub żel do kąpieli,
  • peeling lub scrub,
  • kosmetyk do smarowania ciała (balsam, masło, olejki itp.)
  • aromatyczne mydełko, kulę lub sól do kąpieli,
 i opublikuj post z listą Twoich aromatycznych hitów.

Celem akcji jest:
  • poczuć się jak w raju, dając sobie chwilę relaksu w długie jesienne wieczory,
  • zadbanie o swoje ciało bez wyrzutów sumienia,
  • poprawienie kondycji swojego ciała,
  • znalezienie kosmetyku odpowiedniego dla siebie,
  • uśmiech dla Twoich bliskich.

Czas trwania akcji:
3 tygodnie, od 18.11 do 09.12 tego roku
Taguję:
 http://dotrustyourself.blogspot.com/
http://tylkopolskiekosmetyki.blogspot.com/
http://kosmetyki-orlicy.blogspot.com/
http://mallene.blogspot.com/
http://cosmeticsfreak.blogspot.com/

Spodziewajcie się niedługo recenzji i spisu moich hitów! Mam nadzieję, że wszystkie będziemy się świetnie bawić i odkrywać umilacze.

środa, 3 października 2012

Tag: Październik miesiącem maseczek

Wszem i wobec chciałabym ogłosić, że październik będzie u mnie miesiącem maseczkowym! Stanie się tak dzięki nowemu tagowi, do którego każdy może przystąpić. O co w ogóle chodzi w tej akcji? Należy raz w tygodniu nałożyć maseczkę i zrobić jej recenzję. Proste? Bardzo proste, jednak normalnie mobilizacji mi brak a teraz na pewno się uda!


Czas trwania: PAŹDZIERNIK


Zasady tagu:
- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu
- umieść zasady tagu w poście na swoim blogu
- dopisz się do listy obserwatorów pomysłodawczyni tagu
- napisz kto Cię otagował
- zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki
- otaguj minimum 5 osób
Inicjatorką tagu jest Malina (klik-klik), jednak ja podejrzałam go u Pigeon's Beauty. Autorka drugiego bloga pozwoliła tagować się każdemu, co też uczyniłam. Ze swej strony chciałabym, aby do akcji przyłączyły się:

xkeylimex z xkeylimex.blogspot.com 
Panna-Kokosowa z panna-kokosowa.blogspot.com  
Cosmetics Freak z cosmeticsfreak.blogspot.com

Mam nadzieję, że to da mi motywację do używania maseczek, gdyż jestem pewna, że skóra byłaby mi wdzięczna!