Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goldwell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goldwell. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2012

Grudniowe zużycia

Zużycia z grudnia straszą swą dotychczas niemożliwą znikomością. Nie przypominam sobie nawet, aby w przeciągu roku pojawiło się tak niewielkie denko.  Nie mam pojęcia, dlaczego wyszło akurat tak, ponieważ używałam wielu produktów, także kończących się, ale mimo to do śmietnika poleciało jedynie kilka pustych opakowań. W porównaniu z choćby listopadowymi zużyciami obecne wypada naprawdę słabo. Myślę jednak, że nie ma co rozpaczać - w końcu idzie nowy rok, który zamierzam wykorzystać do granic możliwości. Poniżej przedstawiam Wam bohaterów dzisiejszego postu.

   
BabyDream, Shampoo - bardzo porządny kosmetyk, świetnie domywa włosy z olei,
żelatyny i zanieczyszczeń. Nie wysusza i nie powoduje łupieżu ani innych niespodzianek. Obecnie został zastąpiony podobnym specyfikiem - szamponem BabyLove.

Farmona, Herbal Care, Lniana odżywka do włosów - całkiem niezła, aczkolwiek dość zwyczajna. Lekko nawilżała, nakładana po umyciu i pozostawiona bez spłukiwania nie obciążała. Na plus całkowity brak parabenów i silikonów. 

Joanna, Naturia, Olejek do kąpieli i pod prysznic, Kawa i śmietanka - przyjemna odmiana od tradycyjnych żeli. Efekty po umyciu niezaskakujące, nieprzesuszona, ale też nienawilżona skóra. Bardzo rzadka konsystencja spowodowała szybkie zużycie. Zapach ładny, choć minimalnie chemiczny.

Body Club, Fizzing Bath Bomb, Ginger & Lemon - jedynymi plusami, jakie zauważyłam był piękny zapach i lekkie musowanie. Kula rozgrzała, ale podrażniła - skóra mocno piekła i była zaczerwieniona.
Goldwell, Dual Senses, Ultra Volume, Gel-Conditioner - zero regeneracji, bomba silikonowa.

Cetaphil, MD Dermoprotektor - bardzo dobry, niezłe nawilżenie, brak podrażnień, spore wygładzenie.

Nivea, Krem nawilżający na dzień, Q10 Plus - zużyłam na szyję i dekolt. Szybko się wchłonął, lekko napiął skórę, nie podrażnił.

Avon, Little Black Dress EDP - duszący, bardzo elegancki zapach. Trwałość dość dobra.      


                                                                                       
Rival de Loop, Krem nawilżający z efektem matującym - mój ulubiony, choć ostatnio niedostępny. Ładnie nawilża i długotrwale matuje. Ponadto szybko się wchłania i nie zapycha.

BingoSpa, Palmowy balsam do dłoni z zieloną herbatą - miał piękny, lekko cukierkowy zapach. Nawilżał słabo, niewystarczająco. Wchłaniał się bardzo szybko. Wydaje mi się, że spowodował atak krostek na dłoniach.

H&M, Disney, Vanilla Lipgloss - wazelinowy błyszczyk bez pozytywnych właściwości. Utrzymywał się kilkanaście minut, a nałożony w zbyt dużej ilości zbierał między wargami. Na plus piękny, waniliowy, bardzo słodki zapach.

Tisane, Balsam do ust - zużyłam aż trzy opakowania. Dobrze nawilża ust i chroni przez zimnem. Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione, co bardzo mnie cieszy.                                                                                                                                                   
..
Wprowadziłam wiele zmian na blogu i  mam nadzieję, że nowy styl notatek i całej strony przypadnie Wam do gustu. 

piątek, 30 listopada 2012

Listopadowe zużycia

Listopad minął mi zdecydowanie zbyt szybko. Ciągle brakowało mi czasu na dodawanie notatek codziennie, testowanie nowych produktów, recenzowanie i kupowanie. Na szczęście ze zużyciami było nieco lepiej, pozbyłam się sporej ilości produktów do włosów oraz próbek, co bardzo mnie cieszy. Przestały zalegać mi na półkach ogromne ilości niekoniecznie potrzebnych rzeczy i zrobiły miejsce na nowe!


  • Joanna, Naturia, Odżywka do włosów zniszczonych 'Miód i cytryna' - używałam jej do pierwszego O w OMO i sprawdzała się w tej roli dość dobrze, chociaż widzę, że była mało odżywcza. Jej główną zaletą było delikatne nawilżanie, minimalne wygładzanie i lekka ochrona. Ponadto nie obciążała włosów ani nie podrażniła skóry głowy, więc ma szanse na zasilenie moich szeregów po raz drugi.
  • Isana, Odżywka wygładzająca z olejkiem Babassu - najlepsza z produktów tego typu, z jakimi miałam szansę zetknąć się od początku mojej przygody z włosomaniactwem. Naprawdę świetnie wygładzała i nawilżała kosmyki, ograniczała puszenie, elektryzowanie oraz nadawała sporej miękkości. Niestety została wycofana, co bardzo mocno mnie ubodło.
  • Isana, Odżywka do włosów zniszczonych 'Połysk jedwabiu' - bardzo przyzwoity produkt o przepięknym, różanym zapachu. Używany tylko i wyłącznie do pierwszego O w OMO działał naprawdę nieźle. Autentycznie zmieniejszał matowość i suchość, ale nie doprowadził do mocnego nawilżenia, czego nawet nie oczekiwałam. Nie obciążał kłaków ani ich nie sklejał, co jest dla mnie sporym plusem.
 

  • Alterra, Granat & Aloes, Szampon nawilżający - uwielbiam go, znajduje się w ścisłej czołówce moich myjaków do włosów. Świetnie oczyszcza, bardzo dobrze zmywa oleje, nie wysusza, domywa kłaki do końca. Nie przyspiesz przetłuszczania ani nie matowi. Nie zawiera SLS/SLeS ani silikonów. Dodatkowo pięknie pachnie i całkiem nieźle się pieni.
  • Alterra, Granat & Aloes, Maska nawilżająca - kolejny ulubieniec od ekologicznej, rossmannowskiej marki. Cudownie nawilża i autentycznie regeneruje włosy i widać to gołym okiem. Nadaje cudownej lekkości, gładkości i miękkości. Nie obciąża, nie podrażnia skóry główy. Mimo braku silikonów dobrze zabezpiecza przed czynnikami ze środowiska naturalnego.
  • Green Pharmacy, Eliksir do włosów łamliwych, zniszczonych i farbowanych - stosowałam go jako wcierkę i sprawdzał się całkiem w porządku. W pewnym stopniu ograniczał łamanie się włosów, a także nadawał im miękkości i gładkości. Nie spowodował wysypki, jednak skóra głowy często mnie swędziała, co sprawia, że nie kupię produktu ponownie.

  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z peelingiem - naprawdę świetny produkt. Bardzo dobrze oczyszczał, lekko wygładzał i widocznie rozpromieniał cerę. Wydaje mi się, że pomagał zasuszać wypryski, ale powodował pieczenie w zdrapanych strupkach. Ostatnimi czasy zaczął mnie odrobinę zapychać, a Rossmann wycofał go ze sprzedaży, ale szczerze mówiąc jest mi to na rękę.
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - bardzo dobry specyfik, który pokochałam od pierwszej butelki. Cudownie oczyszczał, łagodził podrażnienia, lekko nawilżał i odświeżał. Jedynym mankamentem jest fakt, że ze względu na glicerynę zaczął mnie zapychać, więc póki co nie kupię ponownie.
  • BingoSpa, Maska do twarzy z proteinami kaszmiru i jedwabiu - bardzo trudno było mi ją wykończyć, gdyż zwyczajnie jej nie lubiłam. Działanie było bardzo lekkie, ale czuć było minimalne ujędrnienie. Nie zauważyłam nawilżenia ani wygładzenia. Skóra była za to dość tępa i pojawiały się na niej ropne pryszczyki.

  • Tisane, Balsam do ust x2 - bardzo lubię ten produkt, o czym świadczą aż dwa zużyte w listopadzie opakowania. Przyjemnie nawilża i odżywia usta, niwelując uczucie suchości i odstające skórki. Nadaje im gładkości i miękkości. Zdecydowanie kupię ponownie jeszcze nie raz.
  • Max Factor, Max Effect Gloss Cube, 01 Soft Rose - nie udało mi się zużyć go do końca, zostało jeszcze ok. 1/5 opakowania, ale upłynął czas przydatności. Dawał prześliczny efekt lekko rozjaśnionych, mlecznych ust bez efektu warg karpia. Zjadał się równomiernie bez brzydkiej obwódki. Nie wysuszał, nie nawilżał, nie podrażniał. 
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - uwielbiam! Bardzo dobrze i w szybkim tempie wysusza wypryski, przyspiesza gojenie i zapobiega powstawaniu nowych. Wchłania się dość szybko, a dzięki białej barwie lekko rozjaśnia cerę bez sztucznego efektu. Z pewnością kupię ponownie.
  • Lovely, Odżywka silnie regenerująca - bardzo przeciętny produkt do pielęgnacji paznokci. Nie zauważyłam ani pozytywnego, ani negatywnego działania. Ze względu na mleczny kolor minimalnie i optycznie rozjaśniała płytkę, ale było to złudzeniem. Zawierała dyskretnie mieniące się drobinki, co bardzo mi odpowiadało.
  • Colodent, Super Blask 3, Pasta do zębów - nie lubię przepłacać na pastach, więc zamiast droższego Colgate wybieram Colodent. Produkt widocznie wybielał szkliwo, ale nietrwale. Wygładzenie było chwilowe, a na zębach ciągle tworzyły się chropowatości.
  • BingoSpa, Krem na cellulit i rozstępy 2x 10ml - nie mam pojęcia, jak i czy w ogóle działa na cellulit. Nie jestem w stanie stwierdzić tego po jednokrotnym użyciu. Jedyne co zauważyłam to trwające około doby wygładzenie i całkiem niezłe nawilżenie.
  • Goldwell, Dual Senses, Odżywka Rich Repair x2 + Ultra Volume x1 - w sumie nie powinny nazywać się odżywkami, skoro składają się głównie z samych silikonów. Nie ocenię ich pod względem regeneracji, której nie nadają. Jeśli zaś o ochronę przed uszkodzeniami chodzi, to sprawdzają się w porządku, nie obciążają.
  • Softella, Płatki kosmetyczne - bardzo przeciętne waciki. Lubią się rozwarstwiać i mało chłoną, przez co szybko ich ubywa. Na szczęście nie są tragiczne i dość często je kupuję :)
  • Nivea, Pure & Natural, Eyeshadow, Vintage Rose - wspaniały cień o leciutkim odcieniu baby pink. Był naprawdę wspaniały, nie osypywał się, całkiem nieźle nakładał i miał porządną pigmentację.
  • Allerco, Balsam do ciała - próbka - nieciekawy balsam o rzadkiej konsystencji i z aluminium w składzie. Nawilżył bardzo delikatnie, szybko wchłonął i nie kleił.
  • Avene, Hydrance, Krem co cery mieszanej i normalnej - próbka - przeciętny, nie zachwycił mnie. Był bardzo lejący i strasznie lepki, długo się wchłaniał i nie najlepiej rozprowadzał. 



  •  Yves Rocher, Noix De Coco, Balsam do ust - bardzo przyjemny produkt. Całkiem nieźle nawilża i odżywia usta. Nie pozostawia tłustej warstwy. Zużywa się powoli ze względu na twardość, ale nakłada się bez problemu.

 Ilość zużyć w sumie nie jest powalająca, ale mogło być gorzej. Mam nadzieję, że w grudniu pozbędę się większej ilość zalegających produktów.

A Wam jak poszło denkowanie? Odniosłyście sukces czy porażkę?

wtorek, 20 listopada 2012

Próbkowe zawirowanie, czyli próbki produktów Goldwell i Avene

Jakiś czas temu od sklepu iperfumy.pl dostałam kilkadziesiąt próbek produktów Avene i Goldwell, mimo iż nasza współpraca nie polega na testowaniu kosmetyków otrzymanych od firmy. Muszę przyznać, że zdziwiła mnie ilość saszetek oraz brak ulotek, z czego naprawdę bardzo się cieszę. Przetestowałam więc to, co dostałam i w pełnej gotowości przybywam z mini recenzjami w poście - tasiemcu.


Otrzymałam 16 próbek zestawu do włosów Goldwell z serii Dual Senses w trzech wariantach - nadającym objętości, do włosów zniszczonych oraz farbowanych. Firma uraczyła mnie też czterema materiałami Avene - miniaturką mleczka do demakijażu, dwoma saszetkami kremu i jedną tubką kolejnego mazidła.

Goldwell

Szamponów (Rich Repair, Color oraz Ultra Volume) używała moja Mama i z wspólnych obserwacji wynika, że pozytywnych działań nie zauważyłyśmy. Włosy Rodzicielki były suche, zmierzwione, szorstkie i nieprzyjemne w dotyku. Produkt sam w sobie bardzo dobrze się pienił i łatwo spłukiwał. Ponadto miał bardzo ładny zapach, przyjemną konsystencję oraz sztuczną barwę - niebieską lub różową.

W posiadanie odżywek weszłam ja. Mimo iż na co dzień nie używam silikonowych bomb, chciałam przetestować ich działanie. Poszczególne warianty dają identyczne efekty. Chcę zaznaczyć, że te produkty nie wykazują żadnych właściwości pielęgnacyjnych. Wygładzają włosy, zmiękczają i dociążają oraz otaczają ochronną warstwą ze względu na zawarte w nich składniki. Nie pokochałam ich, zdecydowanie wolę odżywki, które działają.


Bardzo cieszę się z tego, że udało mi się zasmakować produktów fryzjerskich. Dzięki próbkom dowiedziałam się o zdecydowanie bardziej pozytwnym działaniu odżywek z przyjaznymi składami, aniżeli samymi silikonami. 

Avene

Marka zaskoczyła mnie o wiele bardziej pozytywnie niż Goldwell. Muszę przyznać, że z niektórymi miałabym ochotę na dłuższą znajomość, gdyby nie forma. Zaznaczam, że nie stosowałam tych mazideł na całą twarz, jedynie w okolicach oczu. Miejsce znalazły sobie też na dłoniach i szyi.

Łagodne mleczko do demakijażu - mój zdecydowany faworyt. Bardzo mi się spodobało, ponieważ po raz pierwszy spotykam sie z tak dobrym produktem. Kosmetyk ma typową dla produktów tego typu konsystencję i lekko pudrowy, przyjemny zapach. Mazidła kolorowe zmywa błyskawicznie i dokładnie już po jednokrotnym maźnięciu. Ponadto lekko natłuszcza i nawilża, ale może zapychać.
                                                                           
przed / po
Krem do cery bardzo suchej - Cold Cream - używałam go do rąk i sprawdził się bardzo dobrze. Świetnie natłuszcza oraz nawilża. Pozostawia wyczuwalną, ochronną warstewkę, która nie ma nic wspólnego z lepkością. Jest tez bardzo gęsty, ale mimo to mała ilość wystarczy na posmarowanie obu dłoni. spodobała mi się też jego forma, mianowicie giętka, metalowa tuba. Wygląda aptecznie, ale ładnie, estetycznie i elegancko, jak zresztą wszystkie cuda od Avene. 
.
Krem nawilżający do skóry normalnej i mieszanej - seria  Hydrance Optimale - wysmarowałam nim dekolt, szyję i ręce i mam mocno mieszane uczucia co do niego. Ma lejącą konsystencję, świetnie rozprowadza się na skórze, mała ilość wystarcza do nasmarowania sporego kawałka ciała. Wchłania się kilka minut i pozostawia tępawo - lepki film, który uważam za bardzo nieprzyjemny.


Jak już wspomniałam, jestem zadowolona z próbek Avene, ale nie kupię pełnowymiarowych opakowań ze względu na skład. identycznie jest z firmą Goldwell. Niemniej jednak cieszę się, że mogłam je przetestować i nie popełnić błędów w przyszłości niewłaściwym zakupem!

 Tutaj możecie kupić kosmetyki do włosów w przystępnych cenach.
Dziękuję sklepowi iperfumy.pl za przesłanie próbek do testów. Fakt, że dostałam je za darmo nie wpływa na moją opinię.

czwartek, 1 listopada 2012

Październikowe zakupy

Po raz kolejny przybywam do Was z zakupowym postem, który wcale a wcale nie będzie przeładowany. Udało mi się zapanować nad kosmetycznym chciejstwem i kupić tylko to, co uważałam za potrzebne. W związku z tym wydatków sporo nie było, ponieważ kilka produktów dostałam do przetestowania. Aby nie przedłużać, zapraszam do dalszej części lektury.


  • Alterra, Granat & Aloes, Szampon nawilżający - 6,99
  • Isana, Odżywka do włosów zniszczonych "Połysk jedwabiu" - wymiana
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - 7,49
Kupiłam mój ulubiony szampon, z którym nie mam zamiaru nigdy się rozstawać. Jest pierwszym, który aż tak pozytywnie wpływa na moje włosy. Odżywkę Isany otrzymałam w ramach wymiany i muszę przyznać, że nawet przypadła mi do gustu. Oprócz przyzwoitego działania ma cudowny zapach róż. Tonik do twarzy jest moim zdecydowanym faworytem, darzę go wielkim uczuciem!


  • BingoSpa, Maska do twarzy ze 100% olejem sojowym
  • BingoSpa, Mandarynkowa kąpiel do skórek i paznokci
  • BingoSpa, Palmowy balsam do dłoni z zieloną herbatą
Wszystkie te produkty dostałam od firmy BingoSpa do przetestowania, za co serdecznie dziękuję. Maski jeszcze nie testowałam, ale zapach ma obłędny! Kąpiel zrobiłam tylko raz i przyznaję, że powinnam robić to częściej, gdyż podoba mi się stan paznokci po jej użyciu. Balsam do dłoni jest produktem używanym kilka razy dziennie i niestety nie wzmaga to mojej znikomej miłości do niego.


  • Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - 5,49
  • Alterra, Dezodorant w kulce z balsamem z melisą lekarską i szałwią - 5,99
Przygarnęłam mój ukochany krem do twarzy RdL. Cera go uwielbia, portfel również. Działanie jest przynajmniej mocno zadowalające. Deo od Alterry wzięłam mimo faktu, że nie był mi zbytnio potrzebny. Póki co działa nieciekawie, ale po odstawieniu antyperspirantów z aluminium organizm wariuje, więc myślę, że będzie lepiej :-)


  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - 3x 4,49 = 13,47
  • Nivea, Pearly Shine, Pomadka ochronna - 5,99
  • Yves Rocher, Noix de Coco, Balsam do ust - 9,90
  • Essence, Wild Craft, Lipstick, Mystic Lilac - 8,99
  • Tisane, Balsam do ust - 7,70
Jak widać na poniższym zdjęciu zaopatrzyłam się w sporą armię kosmetyków do ust :) Zakupiłam ulubiony balsam Lovely, ale wyczuwam, że chyba mi szkodzi. Wzięłam też perłową pomadkę Nivei i wbrew pozorom polubiłam. Upolowałam też fioletową szminkę Essence w boskim odcieniu śliwki węgierki, legendarny Tisane oraz za pośrednictwem Moniki - Noix de Coco od YR!

 

  • Essence, Wild Craft, Nail Polish, Out The Forest - 7,99
  • Naklejki wodne na paznokcie w kształcie suwaczków - wymiana
Drugą i ostatnią rzeczy z Wild Craft był lakier w pięknym odcieniu zielonkawego brązu. Jedynym jego mankamentem jest długi czas schnięcia i mała odporność na uszkodzenia. Używania wodnych naklejek jeszcze nie opanowałam, ale wszystko przede mną. Muszę przyznać, że wyglądają obłędnie!


  • Avene, Łagodne mleczko do demakijażu - próbka 25ml
  • Avene, Cold Cream, Krem do cery bardzo suchej - próbka 5ml
  • Avene, Hydrance Optimale Legere, Krem nawilżający do skóry normalnej i mieszanej - próbki 2x 2ml
  • Goldwell, Dual Senses, Ultra Volume, Gel-Shampoo 3x 10ml + Gel-Conditioner - 3x 10ml
  • Goldwell, Dual Senses, Color Shampoo 2x 10ml + Conditioner 2x 10ml
  • Goldwell, Dual Senses, Rich Repair, Shampoo 3x 10ml + Conditioner 3x 10ml
Od sklepu iperfumy.pl dostałam kilkanaście próbek dwóch firm - Avene i Goldwell. Moje pierwsze spostrzeżenia są bardzo pozytywne i za jakiś czas postaram się zrobić tym produktom mini-recenzje. Na szczególną uwagę zasługuje mleczko do demakijażu, jest naprawdę świetne! Szampony i odżywki to silikonowe bomby, więc te pierwsze wypróbuje moja mama, a drugie wykorzystam do końcówek!


Jak widać nie wydałam dużo, zaledwie 80 złotych polskich. Większość kosmetyków dobrze mi służy, a już na pewno nie mam zamiaru żadnego wyrzucać ani oddawać. Ponadto bardzo się cieszę, że udało mi się opanować :D

środa, 31 października 2012

Październikowe zużycia


Przyszedł czas na comiesięczny post denkowy. Mimo iż nie jestem zbyt dumna z ilości zużytych kosmetyków, postanowiłam nie narzekać, gdyż po raz pierwszy udało mi się powstrzymać manię kupowania. W mijającym dzisiejszej nocy miesiącu "wyszło" kilka produktów z mało różnorodnych kategorii, ale myślę, że w następnym będzie ich więcej. Niniejszym zapraszam na tradycyjną notatkę z pustymi opakowaniami :-)

  • BabyDream, Szampon dla dzieci - moje włosy bezapelacyjnie go uwielbiają. Naprawdę dobrze oczyszcza, nie wysusza kosmyków ani skóry głowy. Bardzo porządnie zmywa oleje do ostatniej kropli, pozostawia je lekkie, miękkie i przyjemne w dotyku. Nie obciąża, ale trochę plącze kłaki. Ze względu na rzadką konsystencję jest niezbyt wydajny, ale przy tak niskiej cenie można pozwolić sobie na jego częstszy zakup.
  • Isana, Hair, Odżywka do włosów "Połysk koloru" - używałam jej do pierwszego O w OMO, mimo że nie farbuję włosów i muszę przyznać, że była niczego sobie. Rzeczywiście przydawała blasku, lekko wygładzała i nie powodowała puszenia. Nie zauważyłam wysuszenia ani podrażnienia skóry głowy. Ogólnie rzecz biorąc nie była zła, do tej metody mycia w sam raz.
  • Goldwell, Dual Senses, Rich Repair Conditioner - próbka - użyłam jej tylko na końce, ponieważ moje włosy niekoniecznie lubią silikony na całości. Muszę przyznać, że dość dobrze zabezpiecza, w pewnym stopniu zmniejsza szorstkość i zapobiega puszeniu, ale nie jest to oznaka regeneracji. Mam jeszcze kilka takich probek, więc myślę, że pozwoli mi to na ocenienie produktu w pełni. 
 
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - zużyłam już kolejne opakowanie, świadczy to więc go prawdziwym uwielbieniu. Bardzo dobrze oczyszcza, łagodzi podrażnienia, likwiduje uczucie ściągnięcia. Ponadto lekko nawilża skórę, przywraca odpowiednie pH i przygotowuje na przyjęcie kremu. Myślę, że znalazłam to, czego chciałam i to w całkiem znośnej cenie.
  • Lirene, Oczyszczające mleczko do demakijażu - dość porządny produkt, który niestety nie zagości u mnie ponownie. Zmywał nieźle, nie podrażniał, jednak lekko zapychał i nie domywał w pełni. Miał przyjemny zapach i konsystencję, jednak nie pokochałam go na tyle, aby kupić raz jeszcze.
  • Eveline, Pure Control S.O.S, Antybakteryjny krem nawilżający - początkowo był całkiem dobry, później spowodował atak wyprysków. Niemniej jednak dobrze nawilżał i lekko wygładzał skórę. Jego zapach należał do przyjemnych, niedrażniących. Ostatecznie zużyłam go do stóp, gdzie na pewno nie zaszkodził.
  • Original Source, Seasonal Edition Shower Gel, British Strawberry - zupełnie przeciętny, nie spodobał mi się. Butelka nie miała niekapka jak w tradycyjnych opakowaniach i rzadką, mocno lejącą konsystencję. Ponadto zapach zalatywał dość intensywnie sztucznością. Pienił się dość dobrze, jednak nie była to  wielka piana. Niemniej jednak nie można odmówić mu ładnej szaty graficznej. 
  • Bentley Organic, Calming Body Lotion, Lawenda i rumianek - naprawdę porządny produkt. Dobrze nawilżał, lekko wygładzał, nie pozostawiał tłustego filmu. Mimo rzadkości rozprowadzał się idealnie, szybko wchłaniał. Zapach miał całkiem ładny, specyficzny, kwaskowato-kwiatowo-ziołowy.
  • Dairy Fun, Jogurtowy balsam do ciała o zapachu kokosa - średni kosmetyk o mało ciekawym działaniu. Mimo przyjemnej konsystencji i szybkiego wchłaniania nie przypadł mi do gustu całkowicie. Nawilżał i wygładzał dość lekko, a jego zapach na skórze oscylował pomiędzy zepsutą zieloną herbatą a dymem papierosowym. Jak łatwo sie domyślić, nie pokochałam go.
  • Rival de Loop, Krem nawilżający z efektem matującym - uwielbiam! Świetnie matuje, dobrze nawilża, pomaga zagoić się i przeciwdziałać wypryskom. Jest wydajny, ma ładny zapach i dobrą wydajność. Zdecydowanie nie wyobrażam sobie bez niego życia!
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo lubię za działanie. Rozjaśnia cerę, pomaga zapobiegać wypryskom oraz goić się tym, które już powstały. Ponadto bardzo dobrze matuje i idealnie wtapia się w skórę, wiec można używać go także na dzień.
  • Alterra, Nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem - świetne! Idealnie zmywały, nie podrażniały, mam nawet wrażenie, że nawilżały. Substancje w nich zawarte nie spowodowały zapychania. Nadawały się też do odświeżania skóry w ciągu dnia.
  • Caterine, Płatki kosmetyczne - zwyczajne, dość nieciekawe. Lubiły się rozwarstwiać, ale nie zostawiały włókien na twarzy ani na paznokciach. Były też mało chłonne, gdyż nawet niewielka ilość toniku przeciekała. W związku z tym wydajnością nie grzeszyły.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips x2 - moj ulubiony balsam do ust. Nawilża, natłuszcza, odświeża i odżywia wargi. Pozostawia warstewkę ochronną ze wzgledu na parafinę, która w mazidłach do ust mi nie przeszkadza.
  • Isana, Zmywacz do paznokci bez acetonu - przyjemny, póki co ulubiony. Świetnie zmywa, nie wysusza, jest dość wydajny. Ponadto niezbyt śmierdzący i łatwo dostępny. Bardzo go polubiłam :-)
  • Wibo, Crocodile Skin, 4 - wprawdzie nie zużyłam go, ale dołączyłam do denka jako wyrzutka. Dawał piękny efekt skóry krokodyla, a i kolor miał świetny - burgund. Niestety porobiły się w nim grudki, a to znak, ze czas się rozstać. 
  • Bell, Sun Bronzer - używałam na ramiona i dekolt. Był całkiem przyjemny, jednak nieco za ciemny. Nie robił plam, dobrze się rozprowadzał. Zawierał masę rozświetlających drobinek, a to lubię. Wydajnością nie grzeszył, toteż szybko się zużył.

Nie zużyłam wpradzie masy kosmetyków, ale nie narzekam. Lepsze to, niż nic, chociaż trzy produkty zużyte były trochę na siłę :)