Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dairy fun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dairy fun. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 stycznia 2013

Styczniowe zużycia

Jak ten czas szybko leci! Znów mamy koniec miesiąca i czas na kolejną porcję zużyć. Jest ich więcej niż w grudniu i w pełnym stopniu zadowala mnie ta ilość. Wspomagał mnie głównie Projekt Denko umieszczony w blogowych zakładkach, ale nie tylko, gdyż "wyszło"  też kilka rzeczy, które nie były zamieszczone na wymienionej stronie. Ogółem zdenkowanych produktów jest sporo, w tym całkiem niemała liczba odkryć, do których zamierzam powrócić w najbliższym czasie.


Dabur, Vatika, Coconut Enriched Hair Oil - mój pierwszy olej, który nakładałam na długość włosów. Czasami lądował także na skalpie. Jego działanie było całkiem przyjemne, gdyż lekko nabłyszczał i trochę nawilżał. Na pewno też odżywiał, chociaż na efekty trzeba było poczekać kilka - kilkanaście użyć. Polubiłam go za niezły zapach, który utrzymywał się przez kilka godzin po umyciu. Jego konsystencja była bardzo płynna, ale dobrze się rozprowadzał i łatwo zmywał, ale raczej nie kupię go ponownie.

BabyLove, Mildes Shampoo - odpowiednik BabyDream'u prosto z niemieckiej DM. Był całkiem przyjemny, dobrze zmywał oleje, nie wysuszał, nieco plątał, tworzył sporą ilość piany. Naprawdę dobry produkt, jednak nie różni się niczym od Rossmannowskiego BD. Nie widzę powodu, dla którego miałabym go zamawiać i nie kupię ponownie.

Balea, Feuchtigkeits Spulung, Mango + Aloe Vera - wielkie, zaskakujące odkrycie! Póki co najlepsza i najtańsza odżywka jaką kiedykolwiek miałam. Była bardzo lekka, śliska, rzadka, bez silikonów. Działanie jak marzenie! Naprawdę dobrze nawilżała, odżywiała i nabłyszczała włosy, wygładzała i zmiękczała. Ponadto miała cudowny, naturalny zapach! Z pewnością kupię ponownie i to nie raz! 


Ziaja, Tintin, Tonik antybakteryjny - podchodziłam do niego jak pies do jeża, ale ostatecznie nawet polubiłam. Przyjemnie oczyszczał i odświeżał cerę, lekko nawilżał. Nie powodował namiernego przetłuszczania ani ataku wyprysków. Miał ładny, ziołowy zapach, który szybko ulatniał się ze skóry. Nie zachwycił mnie jednak niczym szczególnym, więc nie kupię ponownie.

Sun Ozon, Mleczko do opalania SPF30 - długo się z nim męczyłam stosując w roli balsamu po kąpieli. Lekko nawilżał i wygładzał, ale pozostawiał tępo - tłusty film, którego wręcz nie mogłam znieść. W lecie sprawdzał się nieźle, dostatecznie chronił przed słońcem. Spodobał  mi się jego zapach panthenolu. Nie kupię ponownie, gdyż już sama myśl o ponownym używaniu napawa mnie odrazą.

Dairy Fun, Milky Powder, Pineapple - ciekawy jako urozmaicenie kąpieli, jednak na dłuższą metę nudny. jego zapach był sztuczny i duszący, kompletnie nie związany z ananasem. Coś tam zajeżdżało cytrusami :D Sprawiał, że woda była "śliska", z minimalną ilością rzadkiej, znikającej w mgnieniu oka pianą i lekko zażółcona. Niestety nie widzę zbyt wielu pozytywów, chociaż w recenzji oceniłam go 8/10. Nie kupię ponownie, nie spodobał mi się zbytnio, a pisząc recenzję byłam dopiero w połowie opakowania.


Zmywacz do paznokci z olejkiem z wiesiołka - zwykły, przeciętny myjak. Lakiery zmywał przeciętnie, te z brokatem musiałam usuwać przy pomocy folii aluminiowej. Śmierdział jak większość zmywaczy, mocno, ale do zniesienia. Nie wysuszył paznokci, nie spowodował żadnych szkód. Raczej nie kupię ponownie, chyba że będę w wielkiej potrzebie.

Zmywacz do paznokci z witaminą F, glicerynowo - natłuszczający - przypadek identyczny jak powyżej. Niewydajny, śmierdzący, niewysuszający. Ogółem w razie potrzeby ujdzie, ale wolę różową Isanę. Nie kupię ponownie, chyba że nie trafię na nic innego w razie silnej potrzeby.

Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo go lubię, zużyłam kolejne opakowanie. Nakładam zarówno punktowo, jak i na całą twarz i spisuje się równie dobrze. Wysusza wypryski, likwiduje podrażnienia i jest przy tym bardzo łagodny. Kupię ponownie, a nawet zaopatruję się w niego regularnie.

Palmolive, Naturals, Mydło toaletowe, Mięta i eukaliptus - nie lubię mydeł Palmolive, dla mnie wszystkie mają niemal identyczne, mdłe zapachy. W tym przypadku nie było lepiej. Działanie tradycyjne, myło bez fajerwerków. Niewielka piana, skóra tępa, ale dobrze oczyszczona. Nie kupię ponownie, miałam kilka wersji i za każdym razem klapa.


Essence, 24h Hand Protection Balm, Winter Edition, Caramel Hot Chocolate  - działanie miał świetne, dobrze nawilżał, odżywiał i regenerował dłonie. Szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej warstwy i ładnie wygładzał. Zapach był jednak niezbyt przyjemny, nieco chemiczny, kremowo - kosmetyczny. Kupiłabym ponownie, ale w innej wersji zapachowej.

Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - działanie całkiem w porządku, niezłe odżywienie i nawilżenie. Zapach nie najgorszy, żurawinowo - miodowy, ale dla mnie trochę męczący. Wolałam wersję imbirową, do której wrócę, ale tej nie kupię ponownie.

Oriflame, Christmas Suprises, Spiced Oranges, Scented Hand Cream - rzadki krem o brzoskwiniowym kolorze i nijakim zapachu. Czuć było kosmetyczną woń, która przy pomarańczach nawet nie leżała. Działanie niezłe na co dzień, dobrze wygładzał i lekko nawilżał. Nie kupię ponownie, wolę gęstsze i lepiej pachnące mazidła.

   
W7, Sliders Lip Balm, Saucy Strawberry - przeciętny balsam w cudnym, retro opakowaniu z wysuwanym pojemniczkiem. Lekko nawilżał, nadawał ładnego koloru, jednak nie traktowałam go jak odżywczego mazidła, którym i tak nie był. Nie kupię ponownie, choć kuszą mnie pozostałe wersje.

Avene, Łagodne mleczko do demakijażu -  najlepszy zmywacz do makijażu jaki kiedykolwiek miałam! Szybko i łagodnie czyści z zabrudzeń, cieni i innych kosmetyków kolorowych.  Nie podrażnia. Nie kupię ponownie, gdyż wolę przezroczyste płyny, z którymi nie trzeba się paprać jak z mleczkami :)

Tisane, Balsam do ust x2 - bardzo gu lubię, dobrze odżywia i nawilża usta. Ma przyjemną konsystencję i miodowy zapach. Łatwo się rozprowadza i nie zbiera w załamaniach. Z pewnością kupię ponownie.

SVR, Lysalpha, Gel Moussant Purifiant - spora, 15ml próbka sprawiła, że chętnie zaopatrzyłabym się w pełnowymiarową wersję. Jest rzadki, ale dobrze się rozprowadza i spłukuje. Dobrze oczyszcza skórę, nie zapycha. Jedynie zapach ma podobny do płynu do mycia naczyń, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Chętnie  kupiłabym pełną wersję.

Avene, Cold Cream, Krem do cery bardzo suchej - ze względu na parafinę stosowałam go w roli kremu do rąk. Zauważyłam jednak nie tyle odżywienie, co natłuszczenie. Wchłaniał się powoli, nie podrażnił. Nie kupiłabym pełnowymiarowej wersji, gdyż nie spodobał mi się.


AA, Prestige Body Fit, Nawilżający balsam do ciała anti-ageing - miał świetną konsystencję, szybko się wchłonął, natychmiastowo wygładził i nie podrażnił. Nie wiem, jak działa na dłuższą metę, ale nie kupiłabym ponownie.

Bella, Cotton, Płatki higieniczne - zwyczajne, szybko się rozrywały, przeciekały i rozwarstwiały. Raczej nie kupię ponownie, poszukam lepszych.

Rebi-Dental, Herbal, Pasta do zębów - całkiem niezła, choć z początku było mi trudno się do niej przyzwyczaić. Jest zupełnie nieszkodliwa, ładnie myje i nie podrażnia. Jedynym mankamentem jest fakt, że prawie w ogóle nie wybiela przy dłuższym stosowaniu. Nie kupię ponownie.


Ziaja, Med, Kuracja przeciwświądowa, Szampon łagodzący x2 - przyjemny szampony z zawartością SLS. Bardzo dobrez oczyszcza, nie podrażnia i o dziwo nie wysusza. Włosy po użyciu są miękkie, elastyczne, nie plączą się. Planuję kupić pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Krem do cery suchej z bio-olejkami i mleczko do ciała z bio-olejkami - oba zastosowałam na ciało. Bardzo przyjemnie nawilżyły i odżywiły skórę. Myślę nad kupnem pełnej wersji mleczka, wydaje się być świetne.
Ziaja, Maska Intensywne Wygładzanie, Do włosów niesfornych x2 - maska z silikonami, dobrze działające na me kłaki. Nieźle je dyscyplinuje i wygładza, nie wysusza, jednak nie kupię ponownie.


Ziaja, Ziajka, Żel do mycia ciała i włosów - przyjemny żel, działa jak szampon BabyDream. Dobrze i dokładnie myje, zmywa oleje. Kupię pełnowymiarową wersję.

Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - miałam pełnowymiarową wersję. Dla mnie to zupełnie przeciętny, poprawny żel, którego nie kupię ponownie.

Perfecta, Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty - hit! Świetnie wygładza, nie zapycha i nie podrażnia. Saszetka wystarcza na trzy użycia, ale planuję kupić wersję w tubie.

Oxedermil, Krem na pękające pięty - tłusty, mocno nawilżający, z dużą zawartością mocznika. Nie kupię ponownie.

Jadwiga, Polski naturalny peeling - cudo! Świetnie wygładził, zmiękczył i rozjaśnił cerę. Z chęcią kupiłabym pełnowymiarową wersję.


Cieszę się z ilości użytych w styczniu kosmetyków i mam nadzieję, że Wam też dobrze poszło :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Podsumowanie akcji "Jesienne umilacze"

Wczoraj minął czas, w którym mogłyśmy zamieszczać recenzje kosmetyków umilających zimną jesień. Przyszła więc chwila na zaprezentowanie swoich ulubieńców kąpielowo - pielęgnacyjnych i zamierzam to uczynić w dzisiejszym poście. Wprawdzie nie udało mi się użyć lub wypróbować wszystkich produktów przeznaczonych na akcję, ale uważam, iż dobrze się stało, że wzięłam udział w "Jesiennych umilaczach".


Początkowo moja grupka prezentowała się dokładnie tak, jak na powyższym zdjęciu. Niestety nie zdążyłam przetestować wielu z nich, m.in.: żelu Original Source, mandarynkowej kąpieli BingoSpa oraz pudrowej kuli Body Club. Ponadto nie używałam w tym czasie peelingów ani balsamów o interesujących zapachach, toteż moja lista będzie mocno uszczuplona.

Podczas akcji mogłyście przeczytać o kosmetykach takich jak:

Przed rozpoczęciem tagu również zamieściłam recenzje wielu pachnideł, które znajdziecie w linkach poniżej:

Wprawdzie nie udało mi się wyłonić top czwórki z obecnie stosowanych produktów, ale z tych używanych w przeszłości i teraz - owszem, mimo że jest to top siódemka!


Bardzo cieszę się z faktu, że wzięłam udział w akcji i dziękuję za jej zorganizowanie wspaniałomyślnej Malinie!

poniedziałek, 26 listopada 2012

Jesienne umilacze: Ananasowy puder od krówki, czyli Dairy Fun Milky Powder Pineapple

Zgodnie z niedawno rozpoczętą akcją zwaną Jesiennymi umilaczami postanowiłam dodać  post z kąpielowymi pachnidłami. Pierwszym z nich jest Dairy Fun Milky Powder Pineapple, który kupiłam kilka miesięcy temu w zawrotnej cenie 2.99 :-) Muszę przyznać, że przez dłuższy cza go nie używałam, gdyż nie chciało mi się zanieść go do łazienki. Niedawno zmobilizowałam się do tego i nie żałuję!


Puder zapakowany jest w słoik wykonany ze średniej grubości plastiku. Jest on matowy i lekko mleczny, ale bez problemu można zobaczyć poziom zużycia. Posiada drewniany korek, który już nie raz dość mocno mi się zassał. Miał też sznurek, ale urwał się na wskutek mocnego ciągnięcia. Ponadto na zdjęciach możecie zobaczyć mocno wyszczerbany brzeg. Otwór przez który możemy nabrać produktu jest duży, ale nie powoduje szybszego wysypywania się, gdyż nabieram go dołączoną łyżeczką.

Opakowanie pudru posiada dwie idealnie przyklejone nalepki, które w żaden sposób nie obrzydzają całości. Nie tworzą się na nich pęcherzyki ani zadarcia. Szata graficzna jest bardzo ładna, wygląda naprawdę słodko, podobnie jka wszystkie produkty od Dairy Fun. Urocza krówka, kilka żółtych łat i różnorodność stylów napisów zdecydowanie przyciągają uwagę.


Puder jest bardzo luźny i sypki, ale czasem zbija się w niewielkie grudki. Bardzo łatwo nabiera się na łyżeczkę. Po wsypaniu do wody rozpuszcza się całkowicie tworząc niewielką pianę. Woda jest nieco tłustawa, ale nie pływają w niej oleiste oka podobne do tych z rosołu. Bardzo szybko zmywa się z boków wanny, co uważam za duży plus, bo nie muszę bawić się w szorowanie.

Zapach pudru jest tu kluczowym kryterium. Pachnie cytrusowo, z wyczuwalną nutą ananasa. Minimalnie zalatuje chemią, ale ta woń ulatnia się bardzo szybko. Nie jest to mocny zapach, ale czuć go przez całą kąpiel, co bardzo mnie cieszy. Nie utrzymuje się na ciele ani w łazience po spłukaniu, ale nie uważam tego za mankament.

 
Produkt zdecydowanie umila kąpiel. Pomaga relaksować się, nie przymula, za to lekko odświeża. Nie działa na skórę negatywnie, czyli nie wysusza ani nie podrażnia. Nie zauważyłam jednak nawilżenia czy też natłuszczenia, ale nie oczekiwałam tego. Jak dla mnie puder spełnia wszystkie kryteria, które uważam za ważne przy wyborze umilaczy - ładny zapach, niska cena i brak nieciekawych efektów.

Opakowanie - 8 - bardzo ładne, z przyjemną szatą graficzną, półprzezroczyste, średnio wygodne. Konsystencja - 9 - luźna, sypka, czasem zbija się w grudki, ale rozpuszcza w pełni. Zapach - 8 - przyjemny, cytrusowy, relaksująco - odświeżający, niezbyt mocny. Działanie - 8 - umila kąpiel, nie podrażnia, nie wysusza. Ocena ogólna - 8/10. Bardzo fajny kosmetyk na każdą porę roku :) 

______________________________________________________________________

Chciałabym pokazać Wam jeszcze jeden umilacz, który nie tylko ładnie pachnie, ale także wygląda. Jest nim kwitnąca herbata Green Hills o smaku i wizerunku jaśminu oraz nagietka. Dostępna jest w Biedronkach jako edycja limitowana.

   
Jakie Wy macie kąpielowe umilacze? Ulegacie słodkim opakowaniom? Próbowałyście może już kwitnących herbat?

środa, 31 października 2012

Październikowe zużycia


Przyszedł czas na comiesięczny post denkowy. Mimo iż nie jestem zbyt dumna z ilości zużytych kosmetyków, postanowiłam nie narzekać, gdyż po raz pierwszy udało mi się powstrzymać manię kupowania. W mijającym dzisiejszej nocy miesiącu "wyszło" kilka produktów z mało różnorodnych kategorii, ale myślę, że w następnym będzie ich więcej. Niniejszym zapraszam na tradycyjną notatkę z pustymi opakowaniami :-)

  • BabyDream, Szampon dla dzieci - moje włosy bezapelacyjnie go uwielbiają. Naprawdę dobrze oczyszcza, nie wysusza kosmyków ani skóry głowy. Bardzo porządnie zmywa oleje do ostatniej kropli, pozostawia je lekkie, miękkie i przyjemne w dotyku. Nie obciąża, ale trochę plącze kłaki. Ze względu na rzadką konsystencję jest niezbyt wydajny, ale przy tak niskiej cenie można pozwolić sobie na jego częstszy zakup.
  • Isana, Hair, Odżywka do włosów "Połysk koloru" - używałam jej do pierwszego O w OMO, mimo że nie farbuję włosów i muszę przyznać, że była niczego sobie. Rzeczywiście przydawała blasku, lekko wygładzała i nie powodowała puszenia. Nie zauważyłam wysuszenia ani podrażnienia skóry głowy. Ogólnie rzecz biorąc nie była zła, do tej metody mycia w sam raz.
  • Goldwell, Dual Senses, Rich Repair Conditioner - próbka - użyłam jej tylko na końce, ponieważ moje włosy niekoniecznie lubią silikony na całości. Muszę przyznać, że dość dobrze zabezpiecza, w pewnym stopniu zmniejsza szorstkość i zapobiega puszeniu, ale nie jest to oznaka regeneracji. Mam jeszcze kilka takich probek, więc myślę, że pozwoli mi to na ocenienie produktu w pełni. 
 
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - zużyłam już kolejne opakowanie, świadczy to więc go prawdziwym uwielbieniu. Bardzo dobrze oczyszcza, łagodzi podrażnienia, likwiduje uczucie ściągnięcia. Ponadto lekko nawilża skórę, przywraca odpowiednie pH i przygotowuje na przyjęcie kremu. Myślę, że znalazłam to, czego chciałam i to w całkiem znośnej cenie.
  • Lirene, Oczyszczające mleczko do demakijażu - dość porządny produkt, który niestety nie zagości u mnie ponownie. Zmywał nieźle, nie podrażniał, jednak lekko zapychał i nie domywał w pełni. Miał przyjemny zapach i konsystencję, jednak nie pokochałam go na tyle, aby kupić raz jeszcze.
  • Eveline, Pure Control S.O.S, Antybakteryjny krem nawilżający - początkowo był całkiem dobry, później spowodował atak wyprysków. Niemniej jednak dobrze nawilżał i lekko wygładzał skórę. Jego zapach należał do przyjemnych, niedrażniących. Ostatecznie zużyłam go do stóp, gdzie na pewno nie zaszkodził.
  • Original Source, Seasonal Edition Shower Gel, British Strawberry - zupełnie przeciętny, nie spodobał mi się. Butelka nie miała niekapka jak w tradycyjnych opakowaniach i rzadką, mocno lejącą konsystencję. Ponadto zapach zalatywał dość intensywnie sztucznością. Pienił się dość dobrze, jednak nie była to  wielka piana. Niemniej jednak nie można odmówić mu ładnej szaty graficznej. 
  • Bentley Organic, Calming Body Lotion, Lawenda i rumianek - naprawdę porządny produkt. Dobrze nawilżał, lekko wygładzał, nie pozostawiał tłustego filmu. Mimo rzadkości rozprowadzał się idealnie, szybko wchłaniał. Zapach miał całkiem ładny, specyficzny, kwaskowato-kwiatowo-ziołowy.
  • Dairy Fun, Jogurtowy balsam do ciała o zapachu kokosa - średni kosmetyk o mało ciekawym działaniu. Mimo przyjemnej konsystencji i szybkiego wchłaniania nie przypadł mi do gustu całkowicie. Nawilżał i wygładzał dość lekko, a jego zapach na skórze oscylował pomiędzy zepsutą zieloną herbatą a dymem papierosowym. Jak łatwo sie domyślić, nie pokochałam go.
  • Rival de Loop, Krem nawilżający z efektem matującym - uwielbiam! Świetnie matuje, dobrze nawilża, pomaga zagoić się i przeciwdziałać wypryskom. Jest wydajny, ma ładny zapach i dobrą wydajność. Zdecydowanie nie wyobrażam sobie bez niego życia!
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo lubię za działanie. Rozjaśnia cerę, pomaga zapobiegać wypryskom oraz goić się tym, które już powstały. Ponadto bardzo dobrze matuje i idealnie wtapia się w skórę, wiec można używać go także na dzień.
  • Alterra, Nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem - świetne! Idealnie zmywały, nie podrażniały, mam nawet wrażenie, że nawilżały. Substancje w nich zawarte nie spowodowały zapychania. Nadawały się też do odświeżania skóry w ciągu dnia.
  • Caterine, Płatki kosmetyczne - zwyczajne, dość nieciekawe. Lubiły się rozwarstwiać, ale nie zostawiały włókien na twarzy ani na paznokciach. Były też mało chłonne, gdyż nawet niewielka ilość toniku przeciekała. W związku z tym wydajnością nie grzeszyły.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips x2 - moj ulubiony balsam do ust. Nawilża, natłuszcza, odświeża i odżywia wargi. Pozostawia warstewkę ochronną ze wzgledu na parafinę, która w mazidłach do ust mi nie przeszkadza.
  • Isana, Zmywacz do paznokci bez acetonu - przyjemny, póki co ulubiony. Świetnie zmywa, nie wysusza, jest dość wydajny. Ponadto niezbyt śmierdzący i łatwo dostępny. Bardzo go polubiłam :-)
  • Wibo, Crocodile Skin, 4 - wprawdzie nie zużyłam go, ale dołączyłam do denka jako wyrzutka. Dawał piękny efekt skóry krokodyla, a i kolor miał świetny - burgund. Niestety porobiły się w nim grudki, a to znak, ze czas się rozstać. 
  • Bell, Sun Bronzer - używałam na ramiona i dekolt. Był całkiem przyjemny, jednak nieco za ciemny. Nie robił plam, dobrze się rozprowadzał. Zawierał masę rozświetlających drobinek, a to lubię. Wydajnością nie grzeszył, toteż szybko się zużył.

Nie zużyłam wpradzie masy kosmetyków, ale nie narzekam. Lepsze to, niż nic, chociaż trzy produkty zużyte były trochę na siłę :)

środa, 10 października 2012

Wieczorny obowiązek Mućki, czyli Dairy Fun Body Balm Coconut

Dairy Fun Body Balm Coconut jest kosmetykiem kupionym tylko ze względu na opakowanie. Przyznaję, że słodka etykieta z krówką kompletnie mnie zaćmiły i takim oto sposobem stałam się posiadaczką niezbyt wspaniałego balsamu. Niemniej jednak jest produktem używanym codziennie, a to znaczy, ze recenzja być musi zanim wyrzucę butlę :-)


Balsam zamknięty jest w dużej, 400 mililitrowej butli, przypominającej tę, w której często można spotkać na dziale z nabiałem. Wykonana z dość grubego, białego plastiku pokrytego folią nie przepuszcza światła i niestety nie widać, ile pozostało. Nakrętka na "klik" nie utrudnia wydobywania produktu, a dzięki niewielkiemu otworowi z opakowania nie wypłynie nawet kropla balsamu, jeśli nie naciśniemy lub nie potrząśniemy. 

Butelka została opatrzona w jedną, naprawdę wielką naklejkę, która zajmuje całą powierzchnię oprócz szyjki. Wykonana z szeleszczącej folii przyklejonej w maksymalnie dwóch miejscach lubi się miąć, ale na szczęście nie pęcherzykuje. Szata graficzna bardzo mi się spodobała i głównie dlatego kupiłam balsam. Krówka w połączeniu z ładnym kolorem i rysunkiem całkowicie mnie ujęła swoją słodkością!


Konsystencja balsamu średnio przypadła mi do gustu, mimo że zaraz po wyciśnięciu przypomina gęsty jogurt. Niestety później nie ma tak różowo. Podczas nakładania staje się bardzo śliski i potrzeba chwili, żeby porządnie go wsmarować. Całe szczęście, że wystarcza naprawdę niewielka ilość do pokrycia całego ciała. Wchłania się około dwóch minut, a więc bardzo szybko i nie pozostawia po sobie nawet śladu filmu, co mnie cieszy.

Zapach w opakowaniu jest bardzo ładny, mocno kokosowy i całkiem naturalny. Po rozsmarowaniu jednak zaczyna przeradzać się w niekoniecznie piękną woń. Czuć wtedy coś pomiędzy papierosami a długo stojącą, nienadającą się już do spożycia zieloną, zjełczałą herbatą. Nie jest zbyt mocny, ale przez minimum pół godziny wyczuwalny. Jak łatwo się domyślić, nie przypadł mi do gustu.



Działanie balsamu jest bardzo przeciętne i nie zadowala mnie nawet w połowie. Pojawia się dopiero kilka godzin po aplikacji, co oczywiście nie podoba mi się. Nawilża on tak minimalnie, że niemal niewyczuwalnie. Lekko wygładza i zmiękcza skórę, ale jest to efekt doraźny i chwilowy, a ja takowego nie potrzebuję. 

Opakowanie - 9 - ładne, wygodne, nic nie kapie itd. Konsystencja - 6 - przyjemna, choć zbyt śliska. Zapach - 2 - początkowo piękny kokos, później papierosy i zgniła herbata. Działanie - 4 - lekkie, minimalne nawilżenie i wygładzenie. Ocena ogólna - 4/10. Dość słaby produkt dla niewymagających :)

środa, 1 sierpnia 2012

Lipcowe zakupy


Lipiec był miesiącem pełnym zakupowych szaleństw, o czym świadczy nie tylko ilość, ale i kwota, która została zapłacona za nie :) Tym razem przy nazwie każdego produktu możecie ujrzeć cenę, a na końcu posta ową wielką sumę! Niektóre zdjęcia są zbyt niebieskie przez pochmurną pogodę :(


  • Essence, Ready For Boarding, Eyeshadow Palette, 01 Beauty On Tour - 14,99
  • Essence, Ready For Boarding, 2in1 Kajal Pencil, 01 Destination Sunshine - 6,99
  • Joko, Specially For You, Pędzel do makijażu - prezent
  • Joko, Marrakech Dream, Puder Brązujący, J261 For Blonde - 29,99
  • Wibo, Rose Limited Edition, Sparkling Rose Kiss, Lip Gloss, 02 - 1,29
Zaopatrzyłam się w niewielką paletkę cieni z najnowszej edycji limitowanej Essence w pięknych, pastelowych a zarazem perłowych odcieniach. Do kompletu dobrałam też kredkę - kolory są idealne na linię wodną! Bronzer Joko chodził za mną od dawna, a dzięki niemu dostałam również wysuwany pędzel. Oba spisują się idealnie. Błyszczyk z różanej kolekcji Wibo również jest świetny, bo oprócz pięknego koloru wspaniale pachnie!

  • Miyo, Mini Drops, Provocation - 3,99
  • Joko, Find Your Color, Nail Enamel, Coriander Green - 12,99
  • Golden Rose, With Protein, 205 - 4,99
  • Lm, Nail Polish, 110 - 4,50
  • Barbra, Colour Alike, Denim, 202 Niebieski Ptak - wymiana z Orlicą
  • Delia, Las Vegas, Nail Enamel, 500- 5,90
Kilka lakierów to podstawa! Prowokacyjny odcień Miyo, kolendrowa zieleń Joko, nudziak Golden Rose, jaskrawy róż Lm, przykurzony niebieski Barbry i obłędnie brokatowa emalia Delii będą rządzić tego lata!

  • Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - 4,99
  • Eveline, Nail Therapy, Odżywka Twarde i lśniące jak diament - 9,60
Moje paznokcie potrzebują pomocy, więc odzywki są bardzo potrzebne. Wybielająca z Verony jest moim ulubieńcem, lecz póki co stoi w zapasie. Diamentową Eveline kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami - dzięki szkodliwym składnikom rzeczywiście utwardza płytkę. Pełną recenzję planuję dodać za dwa tygodnie, już po skończonej kuracji.

  • BingoSpa, Szampon Borowinowy 7 Ziół
  • BingoSpa, Serum czekoladowo - pomarańczowe do pielęgnacji ciała
  • BingoSpa, Maseczka do twarzy z proteinami kaszmiru i jedwabiu
Otrzymałam te kosmetyki do testów od firmy BingoSpa, której bardzo dziękuję! Szamponu użyłam dopiero raz, tak samo maseczki, więc nie jestem w stanie nic o nich powiedzieć. Serum do ciała pachnie obłędnie, niechemicznie i ma fajną konsystencję, jednak jeszcze nietestowane.

  • Alterra, Granat&Aloes, Maska nawilżająca do włosów - 6,99
  • Babydream, Shampoo mit Kamille - 3,99
  • Elfa, Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką - 5,40
Walka z niechcianymi składnikami rozpoczęta, mimo że myjak BingoSpa temu przeczy :D Maskę Alterry kupiłam do kompletu, bo szampon  o tym samym zapachu polubiłam nie tylko za działanie. Kosmetyk dziecięcy spisuje się na moich włosach równie dobrze :) Olejek póki co nie wykazuje żadnego działania.

  • Ziaja, Tintin, Krem antybakteryjny - 7,99
  • Kolastyna, Refresh, Żel do mycia twarzy - 10,69
Bardzo polubiłam antybakteryjny krem Ziai, o czym świadczy już (chyba) trzecie kupione opakowanie. Całkiem nieźle nawilża cerę i pomaga zagoić się nawet większym wypryskom. Odświeżający żel Kolastyny uważamy za dość nieudany eksperyment. Używany raz dziennie przez dwa tygodnie spowodował wysyp dużej ilości pryszczy. Mimo to naprawdę dobrze oczyszczał cerę i sprawiał, że pachniała męskim żelem do golenia.


  • Bi-es, Uroda, Melisa, Tonik bezalkoholowy - mimo ceny na opakowaniu, później okazało się, że kosztował mniej - 3,75
Kupiłam do stosowania jako odświeżającej mgiełki do ciała. Fakt, że pachnie ładnie i lekko, ale pozostawia lepki film na skórze. Pielęgnacyjnych właściwości póki co nie mogę ocenić, bo zbyt rzadko go używam :)

  • Dairy Fun, Jogurtowy balsam do ciała o zapachu kokosa - 10,99
Przyznaję, że skusił mnie słodki dizajn opakowania, ale jak wiadomo - balsamów nigdy dość! Pachnie całkiem ładnie, rzeczywiście kokosowo. Niestety, musi odstać swoje - do zużycia mam jeszcze dwa inne mazidła!
  • Kolastyna, Krem do stóp z pękającą skórą pięt - 7,25
  • Paloma, Hand Spa, Cukrowy peeling do rąk - 8,55
W czasie lata (i nie tylko) krem do stóp jest wybawieniem, szczególnie jeśli chłodzi i odświeża jak ten z Kolastyny. Naprawdę przyjemnie się go używa i podziwia efekt. Cukierek do dłoni to mój pierwszy kosmetyk tego typu w karierze. Świetnie wygładza i złuszcza naskórek na dłoniach, pozostawiając na nich parafinową powłoczkę :)


Próbki :
  • BingoSpa, Krem na cellulit i rozstępy - 2x 10ml
  • Nivea, Q10 Krem przeciwzmarszczkowy na dzień - 1x 1,5ml
  • Yves Rocher, Hydra Vegetal, Nawilżający żel-krem do twarzy - 1x 1ml
Uwielbiam próbki i próbeczki! Świetnie nadają się na wyjazd lub do przetestowania. Najbardziej zadowolona jestem z Hydra Vegetal - ciekawe, jak poradzi sobie pod oczami.

  • Elissa, Pasta Lassari - 3,30
  • Gemi, Pasta Lassari - 4,59
Obie pasty nie różnią się niczym poza ceną - opłacalnie wychodzi Gemi. Dobrze wysuszają otarcia, wypryski i ranki. Są zbawieniem dla mojej trądzikowej cery, choć nie w stu procentach.

 
  •  Arix, Aqua Massage, Myjka kąpielowa z mydelniczką - 3,75
Coś wspaniałego! Gąbka ma pod frotowym uchwytem nacięcie, do którego możemy włożyć całe mydło lub jego resztki. Dobrze sprawdza się tej przy zwykłym żelu lub do lekkiego peelingu całego ciała. Ponadto pomaga wydobyć pianę z nawet najbardziej opornego kosmetyku.
  
  • Dalan, Toilet Soap, Almond&Milk - 0,30
Lubię mydła w kostce, ale zazwyczaj nadziewam się na nieciekawe. Tak było i w tym przypadku, ponieważ myjak śmierdzi starym mydłem, a nie migdałami, a do tego utrzymuje się na skórze. Ponadto myja całkiem w porządku.

  • Original Source, Chocolate&Mint Shower Gel - 6,99
  • Original Source, Seasonal Edition, Spearmint Shower - 8,99
  • Original Source, Seasonal Edition, British Strawberry Shower - 8,99
Uwielbiam żele pod prysznic OS! Mają przepiękne zapachy, których nie sposób spotkać u innych firm. Ponadto świetnie myją i nie wysuszają skóry, zapewniając niezapomniane wrażenia! Akurat teraz mam w użyciu czekoladowy, a w kolejce czekają truskawki i mięta.

  • Beauty Formulas, Cucumber&Avocado Facial Scrub - 8,50
  • Beauty Formulas, Apricot Facial Scrub - 8,50
Zachęcona recenzja Orlicy na temat peelingu morelowego BF poleciałam kupić, a gdy zobaczyłam również wersje ogórkową, nie wiedziałam, co brać, wiec wzięłam oba. Póki co używam morelowego i jestem całkiem zadowolona, ale na moja opinie musicie poczekać.

  • Naklejki na paznokcie - wymiana z Orlica
Pierwsza probe ich okiełznania możecie zobaczyć w poście o nudziakowym lakierze Golden Rose. Jak dla mnie są naprawdę ładne i będę ich często używać.

  •  KillyS, Bezacetonowy zmywacz do paznokci - 5,25
  • Simple Beauty, Mleczko do zmywania paznokci, Kokos&Wanilia - 3,90
Zmywacz KillyS już kiedyś miałam i polubiłam, więc kupiłam drugą butelkę. Dobrze zmywa różnokolorowe lakiery, odżywki i naklejki. Mleczko z kolei bardzo zaciekawiło mnie swoją formą i całkiem przyjemnym zapachem. Niestety zmywa nie najlepiej, ale podoba mi się :)
  • Tisane, Balsam do ust - 7,00
  • Carmex, Classic, tubka - 2x 8,99 = 17,98
  • Verona, Oliwkowy balsam do ust - 3,25
  • Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera And Mentol - 3x 4,49 =13,47
Tisane kupiłam dla wypróbowania i polubiłam, bo dobrze nawilża usta i chroni przed pierzchnięciem. Carmex to u mnie niestety niewypał - po tygodniu codziennego używania strasznie przesuszył wargi i spowodował atak krostek. Oliwkę wzięłam tylko dlatego, że była tania, więc służy za balsam awaryjny. Mentolek od Lovely to mój ulubieniec!



Za tę górę kosmetyków zapłaciłam całe 277,46 zł, więc jak widać akcja "przeżyć za 50zł" się nie powiodła. Niemniej jednak jestem bardzo zadowolona z zakupów :)

sobota, 7 lipca 2012

Czerwcowe zakupy + podsumowanie akcji "Przeżyć za 50zł"

Przybywam z comiesięcznymi zakupami i aż sama się sobie dziwię, że jest ich tak mało! Wprawdzie akcja "Przeżyć za 50zł" w moim przypadku nie powiodła się, ale produktów wcale dużo nie ma, a już szczególnie kupionych moimi rękoma. Tak więc bez niepotrzebnego gadanie przejdźmy do czerwcowego haulu :)


Kupiłam również lakier Essence Fruity Nail Polish One Kiwi a Day, jednak zapomniałam umieścić go na zdjęciu - więcej informacji tutaj - klik!

Essence, A New League, Nail Polish, Tommy's Favorite Green
Lovely, Odżywka silnie regenerująca
Avon, Nailwear Pro, Pink Radiance

Oba lakiery udało mi się przedstawić na blogu z mniejszym lub większym zachwytem.
Odżywkę stosuję jako bazę pod lakier i nie zauważyłam super efektów, jednak pomaga zapobiegać odbarwieniom.




Soraya, Mleczko do ciała, Sceniczne, Silnie ujędrniające, Anti-Ageing, 25+

Mleczko dostałam w BlogBoxie i bardzo się z niego ucieszyłam, jednak nie trwało to długo.
Mimo że naprawdę nieźle wygładza, nie jestem w stanie go używać, gdyż porobiły mi się tak wielkie wypryski na udach, że do dziś ich nie zaleczyłam.






Alterra, Szampon nawilżający 'Granat i aloes'
Joanna, Odżywka bez spłukiwania do włosów zniszczonych 

Zarówno szampon, jak i odżywkę w ramach zerwania ze sles/sls, silikonami, parabenami w pielęgnacji włosów.
Odżywka jest bardzo lekka i takie efekty daje, szampon z kolei nie wysusza włosów, choć jestem na razie w fazie testów :)




Oriflame, HairX, Volume Boost, Leave-in Conditioner

Odżywkę w sprayu dostałam w ramach wymiany i początkowo bardzo mi się spodobała, jednak przeszłam na bez silikonową i nie zawierającą PEG pielęgnację :)







Avon, Care, Shimmering Body Lotion

Uwielbiam rozświetlające balsamy do ciała, szczególnie latem. Nadają skórze wakacyjnego blasku i sprawiają, że mieni się na wszystkie kolory tęczy :)
Ten dodatkowo pachnie arbuzem, mniam! Będzie idealny, gdy wykończę podobny z Dove!






Rival de Loop, Pure Skin, Waschgel mit Peeling-Effekt
Rival de Loop, Matujący krem do twarzy 

Mój ulubiony duet do pielęgnacji trądzikowej cery! Świetnie oczyszcza, matuje, wysusza wypryski i pomaga im się goić, chociaż nie zapobiega powstawaniu.






Max Factor, Max Effect Gloss Cube, 01 Soft Rose
Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera and Mentol 

Błyszczyk w kolorze bladego różu dostałam w BlogBoxie i od razu się w nim zakochałam. Używam niemal codziennie!
Balsam Lovely to mój ulubieniec! Świetnie nawilża i dość dobrze regeneruje usta, jednak teraz testuje Carmex'a. 



Marba, Dairy Fun, Milky Powder, Pineapple 

Zrobiłam na nim interes życia, bo zapłaciłam niecałe trzy złote :D Ma urocze opakowanie, ale korek tak się zassał, ze nie mogę wyjąć!
Całkiem nieźle się pieni, jednak trzeba go dużo wsypać do wanny. Pachnie dość chemicznie, dusząco, ale polubiłam.






Cała kupa próbek!
Eveline, Garnier, Yves Rocher, Vichy, Avon

Bardzo lubię próbki, dzięki nim stwierdzam, czy powinnam kupić pełnowymiarowe opakowanie. Póki co używam kremu Avon Solutions, a resztę wypróbuję na dniach.







Zdjęć mydła, kremów do rąk, Sudomax'u i krmeu pod oczy niestety nie posiadam, ale i tak nie mogę nic o nich powiedzieć - są dopiero w fazie testów!