Pokazywanie postów oznaczonych etykietą synergen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą synergen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 sierpnia 2012

Sierpniowe zużycia

To już ostatnie tchnienie sierpnia i jestem pewna, że nie dam rady już niczego więcej zużyć. A jest tego trochę i tym razem postanowiłam dodać notatkę w nieco innym rozmieszczeniu, głównie dlatego, żeby się Wam lepiej czytało. Tak więc bez zbędnych przedłużeń zapraszam do dość długiego posta :)


Muszę przyznać, że udało mi się dość sporo zużyć i to z różnych dziedzin. W sierpniowym denku znalazły się produkty do ciała, twarzy, włosów, a nawet paznokci i jeden produkt z kolorówki! Jestem z siebie dumna, bo zużyłam to, co zalegało i to, co było w użyciu na co dzień :)
  • Original Source, Seasonal Edition, Spearmint Shower Gel - całkiem przyjemny produkt, ale nie powalił mnie na kolana. Dobrze się pienił, nieźle oczyszczał. Niestety, był koszmarnie niewydajny ze względu na brak niekapka i rzadką konsystencję. Pachniał miętową gumą Orbit, odświeżał i jednym mankamentem jest fakt, że nie chłodził.
  • Original Source, Chocolate&Mint Shower Gel - akurat ten polubiłam bardziej niż poprzedni. Świetnie się pienił, cudownie oczyszczał, nie wysuszał skóry. Nie był zbyt wydajny, wystarczył na około dwa tygodnie. Zapach miał przepiękny, apetyczny i minimalnie chłodzący.
  • Joanna, Naturia, Odżywka do włosów suchych, zniszczonych i po ondulacji - bardzo dobry produkt. Lekko nawilżała włosy, ograniczała ich szorstkość i nadawała blasku. Ponadto jako kosmetyk bez spłukiwania nie obciążała i nie sklejała włosów. Szkoda tylko, że zawierała PEG.
  • Alterra, Nawilżająca maska do włosów 'Granat&Aloes' - cud nad cudami! Wspaniale odżywiała i zmiękczała włosy, nie obciążała i nadawała boskiej sypkości. Ślicznie pachniała owocami, ale nie pozostawiała tego aromatu na włosach.
  • Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką do włosów - bardzo przyjemny produkt, chociaż nie jestem pewna jego działania. Zdaje mi się, że rzeczywiście przyspieszał wzrost włosów. Co najważniejsze - nie wspomógł przetłuszczania.
  • Beauty Formulas, Apricot Facial Scrub - polubiłam go, chociaż mnie zapychał. Mimo to delikatnie wygładzał skórę i sprawiał, że była niezwykle promienna. Ponadto jego zapach zdobył moje serce - morelowy aromat ułatwiał użytkowanie.
  • Bi-es, Uroda, Melisa, Tonik bezalkoholowy - używałam go jako mgiełki do ciała - przelałam do butelki z atomizerem i psikałam się od czasu do czasu. Całkiem nieźle odświeżał, jednak pozostawiał lekki, acz lepki film. na twarzy było tak samo, więc mówiąc krótko - nie polecam. 
  • Rival de Loop, Pure Skin, Washgel Peeling Effekt - zużyłam już wiele opakowań i za każdym razem stwierdzam, że to mój ulubiony myjak ever. Odświeża, oczyszcza, dezynfekuje i sprawia, że skóra jest promienna i wygląda zdrowo.
  • Paloma, Hand Spa, Cukrowy peeling do rąk - bardzo przyjemny produkt. Dobrze się rozprowadzał, dość mocno ścierał, pozostawiał parafinową powłoczkę na skórze. Niestety była ona tak uciążliwa, trudna do zmycia i właśnie to dyskwalifikuje ponowny zakup.
  • Avon, Care, Shimmering Body Lotion - kolejny produkt o przyzwoitym działaniu. Lekko nawilżał i wygładzał oraz rozświetlał srebrnymi drobinkami nie tworzącymi efektu tafli. Ponadto pozostawiał tępy film na skórze. Ładnie pachniał arbuzem.
  • Kolastyna, Krem do stóp z pękającą skóra pięt - naprawdę fany kremik do codziennego użytkowania. Dobrze nawilżał , wygładzał i lekko chłodził. Doznałam efektu lekkich nóg. Szybko się wchłaniał i nie pozostawiał tłustego filmu.
  • Synergen, Soft Peeling - porządny zdzierak. Świetnie wygładzał cerę i nie zapychał jej. Była promienna i wyglądała zdrowo. Szkoda tylko, ze rozdrapywał wypryski i wolniej się goiły, wiec zużyłam i wrócę kiedy indziej.
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - inaczej produkt do stosowania punktowego, ew. na całą twarz cienką warstwą. Wypróbowałam go i tak, i tak, i efekty są naprawdę niezłe. Dość mocno wysusza wypryski i lekko rozjaśnia skórę. Niespodzianka posmarowana wieczorem rano jest już o połowę mniejsza.
  • Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - jedne z lepszych nawilżanych chustek odświeżających. Świetnie oczyszczały z zanieczyszczeń, kurzu i nie podrażniały skóry. Ponadto były mokre do ostatniej sztuki.
  • Avon, Solutions, Regenerujący krem na noc - próbka -nic szczególnego. Używałam go jako specyfiku pod oczy przez dwa tygodnie i nie zauważyłam efektu "wow". Całkiem przeciętnie nawilżał skórę i nieco ją odżywiał, jednak nic poza tym. Zero wygładzenia ani tego typu efektów.
  • Yves Rocher, Hydra Vegetal, Żel-krem intensywnie nawilżający 24h - próbka - jestem niesamowicie zadowolona z zawartości, którą aplikowałam po oczy. Skóra była nawilżona, bez obrzęków, wygładzona i świeża.
  • Softella, Płatki kosmetyczne - nic ciekawego. rozwarstwiały się przy zmywaniu lakieru z paznokci i nanoszeniu toniku. Pozostawiały włókienka na skórze i trudno było je stamtąd zdjąć.
  • Ola, Płatki kosmetyczne - identyczne w działaniu jak płatki Softella. Bardzo trudno mi się z nimi pracowało, rozwarstwienia i włókienka były na porządku dziennym.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes,heals and protects your lips - w końcu zdecydowałam się na zakup tej wersji i stwierdzam, że nie żałuję ani odrobinę. Naprawdę dobrze chroni usta przed pierzchnięciem, nawilża i pomaga zaleczyć zajady i pęknięcia.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera and Mentol - tej wersji jestem wierna od ponad roku i póki co nie zamierzam się z nim rozstać. Nawilża dość dobrze, lekko chłodzi i chroni. Niestety nie pomaga goić się zajadom - rozmacza je i sprawia, że pieką.
  • Carmex, Classic, Tubka - nie wiem, co o nim myśleć. Na początku świetnie nawilżał i chronił, a efekt utrzymywał się krótko. Po tygodniu używania okropnie przesuszył, usta spierzchły, spękały, trudno było mi coś powiedzieć, bo bałam się, że pękną mi wargi. Ponadto porobiły mi się krostki i suche skórki.
  • Tisane, Balsam do ust - uratował mnie po niefortunnej przygodzie z Carmexem. Dobrze nawilża, chroni i wygładza. Nadaje otoczkę ochronną na pewien czas. Szkoda tylko, że był mało wydajny.
  • Spirytus salicylowy - przydatny produkt. Używałam go do dezynfekcji wyprysków i zasuszał je, jednak na krótko. Później wracały i tak wpadałam w błędne koło. Znalazłam jednak dla niego inne zastosowanie - przemywam nim pęsetę przed wyrywaniem niepotrzebnych włosków z brwi.
  • Pimafucort, Krem - uratował moje usta, kiedy napadły mnie dwa okropne zajady. Wysuszył je, zaleczył i nie pozostawił skóry w stanie, który przypomina Saharę. Dobrze sprawdza się też na różne inne podrażnienia.
  • Kata-roll, Sztyft do okolic nosa - miałam go bardzo długo, a to oznacza, że był naprawdę bardzo wydajny.Regenerował spieczoną katarem skórę wokół otworów w nosie. Zniwelował spierzchnięcie i uczucie suchości.
  • KillyS, Zmywacz do paznokci bez acetonu - bardzo go lubię, chociaż zwyczajnie się nie opłaca go kupować. Dobrze radzi sobie z lakierami każdego koloru. Nie wysusza płytki, nie sprzyja rozdwajaniu. Wolę tańszą Isanę.
Peeling Paloma znalazł się na tym zdjęciu przez przypadek! 


  • My Secret, Matt Eye Shadow, 506 - świetnie napigmentowany cień. Używałam go zarówno do codziennego, jak i imprezowego makijażu. Długo utrzymywał się na powiekach.
  • Sensique, Lawendowy olejek do paznokci - przyjemny, jednak nie dał żadnych efektów. Był bardzo tłusty, długo się wchłaniał. Sprawił tylko, że skórki były miększe, a lakiery szybciej wysychały.
  • Lovely, Magic Cracking Special Effect, 13 - przepiękny, przewspaniały, przecudowny! Dobrze się rozprowadzał, jednak szybko zgęstniał  i zostało odrobinę na dnie. Tworzył śliczne pęknięcia :)

  • Alverde, krem do cery bardzo wrażliwej - używałam go do rąk, ponieważ na twarzy był zbyt tłusty. Cera świeciła się na potęgę. Na dłoniach sprawdził się całkiem nieźle - nawilżył i nadał efektu "niewidzialnych rękawiczek". Bardzo długo się wchłaniał ze względu na gęstość. Ponadto miał specyficzny, całkiem przyjemny zapach. 

Co sądzicie o takiej ilości zużyć? Mało, dużo? Ile Wy zużyłyście?

poniedziałek, 7 maja 2012

Różowy zdzierak do twarzy, czyli Synergen Soft-Peeling

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam najlepszy na świecie zdzierak do twarzy, który mimo wielu nieprzychylnych recenzji wystawianych przez blogerki wciąż króluje na mojej łazienkowej półce. Przedstawiam Wam Synergen Soft-Peeling!


Peeling zamknięty jest w miękką tubę o pojemności 100ml w kolorze różowym, zakończoną nakrętką na "klik", na której można go postawić. Łatwo się otwiera i zamyka, ale nie samoistnie. Dzięki odpowiedniej wielkości otworowi możemy dozować potrzebną nam ilość produktu. Całość jest wykonana solidnie i ułatwia używanie peelingu.

Tuba nie została opatrzona naklejkami, co bardzo mnie cieszy i satysfakcjonuje, ponieważ zazwyczaj łapię go mokrymi rękami i wolałabym nie trzymać papieru w dłoniach. Wszelkie informacje są nadrukowane i łatwe do rozczytania. Szata graficzna jest niezwykle ładna - kilka napisów, znak firmowy Rossmanna i kilka kwiatków.


Produkt ma cudowną konsystencję - bardzo gęsty żel z mnóstwem dużych i małych ostrych drobinek w kolorze jasnego i ciemnego różu. Rozprowadza się idealnie, więc mała ilość wystarczy aby pokryć i mocno wypeelingować całą twarz.

Podoba mi się też zapach - wyjątkowo delikatny, świeżo-słodki, lekki, jak dla mnie trudny do zidentyfikowania, ale bardzo przyjemny. Nienachalny, niedrażniący - można go używać bez obaw o uduszenie intensywnym smrodkiem :D


Skóra po użyciu peelingu jest niesamowicie gładka, promienna i oczyszczona! czasem pojawia się zaczerwienienie spowodowane tarciem, ale znika w kilkanaście sekund. Cera nie buntuje się, nie powstają nowe wypryski z jego winy. Kremy mają szanse wchłonąć się w głąb skóry, a ona sama ma szansę pooddychać :-)

Opakowanie oceniam na 9 - dobrej jakości tuba z bardzo ładną szatą graficzną. Konsystencja i zapach - 10. Odpowiednia gęstość, dużo drobinek i delikatny, ale bardzo przyjemny zapach. Działanie oceniam na 9 - dobre oczyszczenie i wspaniałe wygładzenie. Ocena ogólna - 9/10. Naprawdę polecam, zużyłam już kilka tubek i będę do niego wracać!

niedziela, 6 maja 2012

Kwietniowe zakupy

Zarówno w marcu, jak i  w kwietniu przybyła mi głównie pielęgnacja i minimalna ilość kolorówki oraz lakierów, z czego jestem bardzo zadowolona :) Z góry przepraszam za zdjęcia, są rozmazane, niedokładne i dziwnie duże, ponieważ mój niezawodny aparat w telefonie szwankuje i muszę robić innym, słabym aparatem w telefonie mojej mamy :(


Zacznijmy od kolorówki :

Lovely Liquid Lip Balm with aloe vera and mentol
Essence Vampire's Love Lipstain 02
Essence, Ballerina Backstage, Lipgloss, 02 On Your Gracile Tiptoe   

Mazideł do ust nigdy nie za wiele, a już szczególnie tych pielęgnacyjnych! Balsam z Lovely jest niezawodny, świetnie natłuszcza, nawilża, ładnie pachnie i dobrze się rozprowadza.

Na wampirzy lipstain czaiłam się od dawna, a gdy zobaczyłam go u Ev w wymiance to od razu się po niego zgłosiłam! Długo trzyma się na ustach, a efekt można stopniować!     

Baletowy błyszczyk w kolorze pięknego koralu dostałam do Krzykli :-) Ładnie wygląda i nie wysusza ust, ale trochę się klei.

Mariza Care&Control 44
Miss Sporty Clubbing Quick Dry 453
Lovely, Magic Cracking Special Effect, 13 

Czerwono-różowego żelka dostałam od Ev. razem z lipstainem w ramach wymianki. Kolor ma naprawdę ładny, intensywny i elegancki, ale jeszcze nie malowałam nim wszystkich paznokci.

Żółtka już pokazywałam i nadal mi się podoba. Piękny, rozbielony, kurczaczkowy pastel :D Mimo niewielkich smug aplikuje się całkiem nieźle.

Fioletowy pękacz to efekt wymianki z shinodką. Pokazywałam go w duecie z powyższym żółtkiem. Rozprowadza się nie za dobrze, ale piękny, delikatny kolor sprawia, że zapominam o jego wadach na rzecz zalet!

Nivea, Pure&Natural, Colours, Eye Shadow, 13 Vintage Rose

Wraz z błyszczykiem dostałam naturalny cień Nivei, który błąkał się po mojej głowie z myślą o zakupie ;)

Cień ma dobrą konsystencję, fajnie nakłada się na powieki pędzelkiem, nie osypuje się i nie zbiera w załamaniach. Szybko jednak znika z oka i nie pozostawia po sobie śladu :)








Dove, Silky Nourishment, Body Lotion
The Face Shop, Black Head Ex Nose Clay Mask

Oba produkty dostałam od shinodki w ramach wymianki, za którą serdecznie dziękuję.

Balsam polubiłam, wystarczy mała ilość, aby pokryć całe ciało. Drobinki utrzymują się długo i ładnie mienią w słońcu, ale nie jest to nachalny, gruby brokat, a raczej niewyczuwalny, złoty shimmer. Pozostawia lekki film na skórze.

Maseczka póki co jeszcze nieotwierana i nietestowana, ale bardzo pożądana i chciana. W najbliższym czasie na pewno wyląduje na nosie :D



Garnier, Ultra Doux, Szampon odbudowujący, Olejek z awokado i masło karite
Garnier, Fructis, Odzywka wzmacniająca, Nutri-Odbudowa

Dzięki temu tandemowi moje włosy nareszcie zaczęły odżywać! Stały się miękkie, sprężyste i błyszczące oraz nieco mniej szorstkie na końcach niż przedtem! Dodatkowo lepiej się układają i wyglądają na zdrowsze., ale końcówki są brzydkie jak były.

Szampon opisywałam już tutaj - klik! i nadal bardzo go lubię. Ma świetną konsystencję, dobrze się pieni i nie wysusza włosów. Pomaga wnikać odżywce w głąb kosmyków.

Odżywka radzi sobie całkiem dobrze. Ładnie nawilża i odbudowuje bez obciążania, a do tego ma świetną konsystencję!

Wellness&Beauty by Sandro Lorenzo Duschgel, Magie des Orients

Żel pachnie wyjątkowo ładnie, orientalnie - pieprzem i owocami. Pieni się całkiem przyzwoicie, łatwo zmywa i nie wysusza, nie podrażnia. Wystarcza mała ilość do umycia całego ciała. Dodatkowo ma przyjemny, pomarańczowo-przezroczysty odcień i zgrabną butelkę z ładną szatą graficzną.









BeBeauty Green Nature, Regenerujący balsam do ciała

Balsam ten gości w mojej łazience już po raz drugi. Miałam na wakacjach i miło wspominam, więc kupiłam drugą tubę.

Mazidło ma bardzo ładny zapach kojarzący mi się z roztartymi płatkami kwiatów i przyjemną, śliską konsystencję. Mała ilość wystarcza do pokrycia całego ciała. Wchłania się w normie.
Nawilża całkiem przyzwoicie, regeneruje lekko, nie uczula i nie podrażnia.







Ziaja TinTin, Tonik antybakteryjny
Rival de Loop, Pure Skin, Waschgel mit Peeling-Effekt

Używałam już kremu z serii TinTin i byłam bardzo zadowolona, często do niego wracam. Toniku jeszcze nie używałam, ale myślę, że będzie równie dobry. Przyjemnie pachnie ziołami, a do tego kosztuje grosze.

Żel to mój absolutny KWC do mycia twarzy - wspaniale i dogłębnie oczyszcza, lekko wysusza, ułatwia wchłanianie kremu, nie rozszerza porów.






Anida, Krem do rąk z aloesem
Farmona, Sweet Secret, Migdałowy krem do rąk

Krem z aloesem dostałam od taty - po nieudanej znajomości z cytrynową wersją postanowiłam dać szansę temu. Nawilża przyzwoicie, czasem podrażnia podrapane miejsca.


Migdałowy krem z Farmony opisałam wczoraj. Uwielbiam go za zapach i szybkie wchłanianie. Nawilża i regeneruje bardzo lekko, ale mogło być gorzej. Niemniej jednak polubiłam go, ale nie kupiłabym drugiego opakowania.










Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft


Zmywacz idealny! Usuwa wszelkie lakiery wraz z brokatami, holograficznymi i stempelkami nie wysuszając mimo zawartości acetonu. Odrobina wystarcza na umycie paznokci jednej ręki.












Synergen, Soft-Peeling

Używam tego peelingu już bardzo długo i nadal uwielbiam! Świetnie wygładza i oczyszcza twarz, nie uczula i sprawia, że cera jest bardzo promienna!

Konsystencja jest cudowna - duża ilość odpowiedniej wielkości drobinek zatopionych w kremowym, gęstym żelu. Świetnie się rozprowadza i łatwo zmywa.








Całość kosztowała mnie niewiele ponad 60 złotych, więc nie wykosztowałam się zbytnio, a uzupełniłam braki. 

piątek, 30 marca 2012

Marcowe zużycia - produkty pełnowymiarowe

Nadszedł koniec marca, więc czas na podsumowanie zużyć. Większości poniższych kosmetyków używałam z przyjemnością i żal mi się z nimi rozstawać, więc możliwe, że doczekają się drugiego opakowania.

  • Artiste, Szampon oczyszczający i nadający lekkość (recenzja) - całkiem przyjemny produkt, dobrze oczyszczał włosy, nie przeciążał, a nawet lekko nabłyszczał i w średnim stopniu ułatwiał rozczesywanie włosów. Był bardzo wydajny, opakowanie 275ml wystarczyło na trzy i pół miesiąca. Nie spowodował łupieżu. 
  • Synergen, Body Lotion, Straffend mit-Koffein (recenzja) - bardzo polubiłam ten balsam. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał i nie pozostawiał tłustego czy lepkiego filmu. Całkiem dobrze nawilżał, ale bez efektu "wow". Bardzo spodobał mi się jego zapach, jakby kwiatowy, młodzieżowy. Opakowanie 400ml starczyło na trzy miesiące, więc nieźle.
  • Joanna, Styling Effect, Nabłyszczacz w sprayu do włosów - nie pokochałam tego produktu do stylizacji. Używałam go zarówno doraźnie, jak i na co dzień. Efekt nabłyszczenia był słaby, znikał po kilkunastu minutach. Włosy stawały się miękkie, ale już po chwili tłuste i przyklapnięte. Miał funkcjonalne opakowanie, przez które było widać poziom zużycia. Opakowanie 150ml wystarczyło na około pół roku.
  • Hasco-lek, Pasta cynkowa z kwasem salicylowym - bardzo dobry produkt. Wysusza wypryski i czerwone plamki. Po dłuższym używaniu skóra zaczyna schodzić, dzięki czemu blizny są mnij widoczne. Pomaga goić też zadrapania.  Była bardzo wydajna, opakowanie 20g wystarczyło na pięć miesięcy. 
  • Anida, Krem do rąk z silikonem prowitaminą B5, glicerynowo-cytrynowy - znam te kremy od lat, bo używają ich moi rodzice. Stosowałam go zamiast balsamu do ciała, kiedy mi się skończył. Nie nawilżał prawie w ogóle, pozostawiał lepki film przez kilkanaście minut. W niektórych miejscach wzmógł uczulenie, ale udało mi się go powstrzymać. Na dłonie jest równie kiepski. Użyłam go kilkanaście razy na całe ciało i nie polecam.
  • BeBeauty, Green Nature, Odżywczy krem do rąk - nie polubiłam się zbytnio z tym produktem. Nawilżał średnio, odżywiał słabo. Był dość rzadki, a do tego lepki. Wchłaniał się powoli, pozostawiał lekko kleisty film. Opakowanie 75ml zużyłam w dwa tygodnie.
  • The House of Pets, Dogs, Jack Strawberry Shower Gel - zwyczajny żel w przesłodkim opakowaniu w kształcie pieska. Trudno go wydobyć, ale po namoczeniu zamkniętej buteleczki w bardzo ciepłej wodze żel zaczyna wypływać. Miał ładny, truskawkowy zapach, nie do końca naturalny. Mył całkiem dobrze, pienił się słabo. Uciekał z ręki podczas kąpieli, musiałam uważać. Opakowanie 30ml wystarczyło na dwa prysznice. Kupiłam je w czteropaku, każdy inny zapach. Powinnyście znaleźć je w Rossmannie, ale w moim już się skończyły.
  • Roxanne Apple (różowe) - bardzo polubiłam tę wodę toaletową. Miała przyjemny, jak dla mnie owocowo-kwiatowy zapach. Zapach utrzymywał się na skórze przez kilka godzin. Nie dusił, nie wywoływał mdłości. Kupiłam go w Golden Rose za niecałe dziesięć złotych. Opakowanie 18ml wystarczyło na prawie rok. 
  • Celia, Aloesowy zmywacz do paznokci 2w1 - nigdy nie miałam zmywacza o tak potwornym zapachu jak ten! Śmierdzi octem tak mocno, że aż robi się niedobrze. Zmywał średnio, przy niektórych lakierach trzeba było się mocno namachać, żeby uzyskać pożądany efekt. Naprawdę nie polecam, opakowanie 50ml zużyłam w trzy tygodnie. 
  • Sensique, Zmywacz do paznokci o zapachu kiwi - całkiem niezły. Śmierdział dość mocno, ale można było wyczuć nutę kiwi. Zmywał dość dobrze. Nie wysuszał zbytnio paznokci i skórek. Zużył się dość szybko, w dwa-trzy tygodnie. Pojemność standardowa, 50ml. 
  • Lovely, Liquid Lip Balm, with aloe vera and mentol - uwielbiam ten balsam do ust! Świetnie nawilża, chroni i wygładza usta! Daje efekt lekkiego schłodzenia. Jest treściwy i tłusty, pachnie ziołami i mentolem. A do tego wydajny, starcza mi na około 10 dni. Jest bardzo tani i dostępny w każdym Rossmannie.

niedziela, 26 lutego 2012

Synergen Body Lotion Straffend mit-Koffein

Pokazywałam Wam już ten balsam przy okazji grudniowych zakupów - tutaj i tutaj . Czas jednak na bardziej szczegółową recenzję, zwłaszcza że już niedługo zostanie na mojej półce ;)


Balsam mieści się w butelce z białego plastiku, mieszczącej aż 400ml produktu! Przyznaję, że byłam nieco zdziwiona, ponieważ większość balsamów jest pakowana do opakowań o pojemności do 300ml, a większe kosztują około siedemnastu złotych.

Opakowanie ma formę mającą na celu ułatwiać utrzymanie go w dłoniach - rozszerza się ku górze i znów lekko zwęża. Plusem jest zdejmowana zakrętka na zatrzask.

Nazwę, skład oraz obrazek zachęcający do kupna/pokazujący działanie dostajemy w modnej dla niskopółkowych produktów formie naklejek, które tak jak w przypadku ostatnio opisywanego przeze mnie peelingu po zmoczeniu lekko się odklejają.

Kiedy balsam się kończy i nie chce wypłynąć, musimy butelkę przyciskać  albo zdjąć nakrętkę. A pod nakrętką znajdujemy dużo osadzonego tam produktu ...

 


Balsam na średnią konsystencję - nie za rzadką, nie za gęstą. Aplikacja jest przyjemna, bezproblemowa, produkt jest odpowiednio śliski.
Wydajność uznałabym za dobrą, gdyby nie fakt, że każdorazowo nabieramy zbyt dużo balsamu, który później wchłania się bardzo długo. Mniejsza ilość z kolei nie wystarcza.

Nie oczekiwałam efektu "wow", ale trochę się zawiodłam. Faktycznie balsam nawilża i lekko wygładza (chyba jednak jest to zasługa peelingu). Nie zauważyłam jednak spektakularnego ujędrnienia, które obiecuje producent.
Dopiero przed chwilą zauważyłam, ze zawiera konserwanty - parabeny, których próbuję się ustrzec. Same zobaczcie :

Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Betaine, Butyrospermium Parkii Butter, Phenoxyethanol, Pentaerythryl Distearate, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum, Carbomer, Methylparaben, Xanthan Gum, Caffeine, Ethylparaben, Tocopherol, Limonene, Sodium Hydroxide, Linalool, Propylparaben, Isobutylparaben, Butylparaben, Hexyl Cinnamal

Opakowanie 7/10, zapach 7/10, konsystencja 7/10, cena 8/10. Ogólna ocena to 7,5/10.

środa, 28 grudnia 2011

Grudniowe zakupy

W związku z kończącym się miesiącem postanowiłam zaprezentować wszystkie grudniowe łupy :)


                                                                       Zacznijmy od...

Usta dostały aż cztery produkty : dwa do malowania i dwa do pielęgnacji.
Balsamik z Isany, szminkę In the nude Essence i waniliowy błyszczyk z H&M przedstawiałam tutaj.

Zawartość żółtego słoiczka już zniknęła, pomadka z Sensique Sweet Raspberry jest  już na wykończeniu a Myszka Miki na spółkę z nudziakiem czasami goszczą na mych ustach :)

                                   


Dwa kremy z Ziaji - Oliwkowy oraz Tintin.
Oliwkę dostałam pod choinkę jako niezbyt trafiony prezent.
Tintin kupiłam wczoraj przy okazji końcoworocznego wypadu, ponieważ krem ten jest moim ulubionym.











Efekt małego lakierowego szaleństwa :)
Od lewej :
- Lemax 'kulka' 
- Mollon Matt Beauty
- Essence Nail Art Circus Confetti  
- Essence Vampire's Love 02 Into the dark

Lemax to przezroczysty, delikatny, fioletowy lakier nawierzchniowy, Mollon - kryjący, matowy brąz (brak numerka), cyrkowy Essence to bardzo brokatowy brat Lemaxu a wampirzy Essence przedstawiałam wcześniej :)


Bubel miesiąca, prosto z szesnastego katalogu Oriflame z  roku 2011.

Kupiłam go do maskowania wyprysków. Kolor jest okropny, pomarańczowy, nie dopasowuje się do skóry.
Niewiele pomaga, wypróbowałam go na opryszczkę i w tej kwestii działa tak 6/10.

Postaram się dać mu jeszcze szanse w walce z trądzikiem i opryszczką 
:)


Ulubiony żel do mycia twarzy Rival de loop Pure Skin Washgel Peeling-Effekt. 
Delikatnie peelinguje, pomaga w walce z trądzikiem.
Aktualnie mój numer jeden pod każdym względem - ma świetne opakowanie z pompką, estetyczne naklejki i dobra zawartość :)

Zachwyt roku 2011? Zdecydowanie tak!                                                                                                                       f   



Balsam do ciała z Rossmanna, Synergen Body-Lotion [...] mit Koffein.
Kupiony przy okazji pierwszych grudniowych zakupów.

Lekko pachnie, lekko nawilża.                                                                                                                                                 






Szampon oczyszczający artiste.

Przezroczysty, dobrze się pieni, łatwo spłukuje.
Włosy podczas wysychanie są bardzo sypkie, co mnie cieszy (szkoda, że efekt nie utrzymuje się po wyschnięciu).
Bardzo tani, niecałe pięć złotych, w promocji około trzech.





Osławiony puder rozświetlający Essence Vampire's Love Shimmer Powder 01 Lil'vampire.

Był moim pragnieniem i oczekiwaniem. Obecnie jego prestiż zmniejszył się, ale wciąż pozostaje hitem.


                                                                  






                              
                     
                                                    I to byłby już koniec moich grudniowych zakupów.
   Jestem z siebie dumna, kupiłam dużo i o to mi chodziło! Mam nadzieję, że w styczniu będzie tego więcej!