Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alterra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alterra. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 listopada 2012

Listopadowe zużycia

Listopad minął mi zdecydowanie zbyt szybko. Ciągle brakowało mi czasu na dodawanie notatek codziennie, testowanie nowych produktów, recenzowanie i kupowanie. Na szczęście ze zużyciami było nieco lepiej, pozbyłam się sporej ilości produktów do włosów oraz próbek, co bardzo mnie cieszy. Przestały zalegać mi na półkach ogromne ilości niekoniecznie potrzebnych rzeczy i zrobiły miejsce na nowe!


  • Joanna, Naturia, Odżywka do włosów zniszczonych 'Miód i cytryna' - używałam jej do pierwszego O w OMO i sprawdzała się w tej roli dość dobrze, chociaż widzę, że była mało odżywcza. Jej główną zaletą było delikatne nawilżanie, minimalne wygładzanie i lekka ochrona. Ponadto nie obciążała włosów ani nie podrażniła skóry głowy, więc ma szanse na zasilenie moich szeregów po raz drugi.
  • Isana, Odżywka wygładzająca z olejkiem Babassu - najlepsza z produktów tego typu, z jakimi miałam szansę zetknąć się od początku mojej przygody z włosomaniactwem. Naprawdę świetnie wygładzała i nawilżała kosmyki, ograniczała puszenie, elektryzowanie oraz nadawała sporej miękkości. Niestety została wycofana, co bardzo mocno mnie ubodło.
  • Isana, Odżywka do włosów zniszczonych 'Połysk jedwabiu' - bardzo przyzwoity produkt o przepięknym, różanym zapachu. Używany tylko i wyłącznie do pierwszego O w OMO działał naprawdę nieźle. Autentycznie zmieniejszał matowość i suchość, ale nie doprowadził do mocnego nawilżenia, czego nawet nie oczekiwałam. Nie obciążał kłaków ani ich nie sklejał, co jest dla mnie sporym plusem.
 

  • Alterra, Granat & Aloes, Szampon nawilżający - uwielbiam go, znajduje się w ścisłej czołówce moich myjaków do włosów. Świetnie oczyszcza, bardzo dobrze zmywa oleje, nie wysusza, domywa kłaki do końca. Nie przyspiesz przetłuszczania ani nie matowi. Nie zawiera SLS/SLeS ani silikonów. Dodatkowo pięknie pachnie i całkiem nieźle się pieni.
  • Alterra, Granat & Aloes, Maska nawilżająca - kolejny ulubieniec od ekologicznej, rossmannowskiej marki. Cudownie nawilża i autentycznie regeneruje włosy i widać to gołym okiem. Nadaje cudownej lekkości, gładkości i miękkości. Nie obciąża, nie podrażnia skóry główy. Mimo braku silikonów dobrze zabezpiecza przed czynnikami ze środowiska naturalnego.
  • Green Pharmacy, Eliksir do włosów łamliwych, zniszczonych i farbowanych - stosowałam go jako wcierkę i sprawdzał się całkiem w porządku. W pewnym stopniu ograniczał łamanie się włosów, a także nadawał im miękkości i gładkości. Nie spowodował wysypki, jednak skóra głowy często mnie swędziała, co sprawia, że nie kupię produktu ponownie.

  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z peelingiem - naprawdę świetny produkt. Bardzo dobrze oczyszczał, lekko wygładzał i widocznie rozpromieniał cerę. Wydaje mi się, że pomagał zasuszać wypryski, ale powodował pieczenie w zdrapanych strupkach. Ostatnimi czasy zaczął mnie odrobinę zapychać, a Rossmann wycofał go ze sprzedaży, ale szczerze mówiąc jest mi to na rękę.
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - bardzo dobry specyfik, który pokochałam od pierwszej butelki. Cudownie oczyszczał, łagodził podrażnienia, lekko nawilżał i odświeżał. Jedynym mankamentem jest fakt, że ze względu na glicerynę zaczął mnie zapychać, więc póki co nie kupię ponownie.
  • BingoSpa, Maska do twarzy z proteinami kaszmiru i jedwabiu - bardzo trudno było mi ją wykończyć, gdyż zwyczajnie jej nie lubiłam. Działanie było bardzo lekkie, ale czuć było minimalne ujędrnienie. Nie zauważyłam nawilżenia ani wygładzenia. Skóra była za to dość tępa i pojawiały się na niej ropne pryszczyki.

  • Tisane, Balsam do ust x2 - bardzo lubię ten produkt, o czym świadczą aż dwa zużyte w listopadzie opakowania. Przyjemnie nawilża i odżywia usta, niwelując uczucie suchości i odstające skórki. Nadaje im gładkości i miękkości. Zdecydowanie kupię ponownie jeszcze nie raz.
  • Max Factor, Max Effect Gloss Cube, 01 Soft Rose - nie udało mi się zużyć go do końca, zostało jeszcze ok. 1/5 opakowania, ale upłynął czas przydatności. Dawał prześliczny efekt lekko rozjaśnionych, mlecznych ust bez efektu warg karpia. Zjadał się równomiernie bez brzydkiej obwódki. Nie wysuszał, nie nawilżał, nie podrażniał. 
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - uwielbiam! Bardzo dobrze i w szybkim tempie wysusza wypryski, przyspiesza gojenie i zapobiega powstawaniu nowych. Wchłania się dość szybko, a dzięki białej barwie lekko rozjaśnia cerę bez sztucznego efektu. Z pewnością kupię ponownie.
  • Lovely, Odżywka silnie regenerująca - bardzo przeciętny produkt do pielęgnacji paznokci. Nie zauważyłam ani pozytywnego, ani negatywnego działania. Ze względu na mleczny kolor minimalnie i optycznie rozjaśniała płytkę, ale było to złudzeniem. Zawierała dyskretnie mieniące się drobinki, co bardzo mi odpowiadało.
  • Colodent, Super Blask 3, Pasta do zębów - nie lubię przepłacać na pastach, więc zamiast droższego Colgate wybieram Colodent. Produkt widocznie wybielał szkliwo, ale nietrwale. Wygładzenie było chwilowe, a na zębach ciągle tworzyły się chropowatości.
  • BingoSpa, Krem na cellulit i rozstępy 2x 10ml - nie mam pojęcia, jak i czy w ogóle działa na cellulit. Nie jestem w stanie stwierdzić tego po jednokrotnym użyciu. Jedyne co zauważyłam to trwające około doby wygładzenie i całkiem niezłe nawilżenie.
  • Goldwell, Dual Senses, Odżywka Rich Repair x2 + Ultra Volume x1 - w sumie nie powinny nazywać się odżywkami, skoro składają się głównie z samych silikonów. Nie ocenię ich pod względem regeneracji, której nie nadają. Jeśli zaś o ochronę przed uszkodzeniami chodzi, to sprawdzają się w porządku, nie obciążają.
  • Softella, Płatki kosmetyczne - bardzo przeciętne waciki. Lubią się rozwarstwiać i mało chłoną, przez co szybko ich ubywa. Na szczęście nie są tragiczne i dość często je kupuję :)
  • Nivea, Pure & Natural, Eyeshadow, Vintage Rose - wspaniały cień o leciutkim odcieniu baby pink. Był naprawdę wspaniały, nie osypywał się, całkiem nieźle nakładał i miał porządną pigmentację.
  • Allerco, Balsam do ciała - próbka - nieciekawy balsam o rzadkiej konsystencji i z aluminium w składzie. Nawilżył bardzo delikatnie, szybko wchłonął i nie kleił.
  • Avene, Hydrance, Krem co cery mieszanej i normalnej - próbka - przeciętny, nie zachwycił mnie. Był bardzo lejący i strasznie lepki, długo się wchłaniał i nie najlepiej rozprowadzał. 



  •  Yves Rocher, Noix De Coco, Balsam do ust - bardzo przyjemny produkt. Całkiem nieźle nawilża i odżywia usta. Nie pozostawia tłustej warstwy. Zużywa się powoli ze względu na twardość, ale nakłada się bez problemu.

 Ilość zużyć w sumie nie jest powalająca, ale mogło być gorzej. Mam nadzieję, że w grudniu pozbędę się większej ilość zalegających produktów.

A Wam jak poszło denkowanie? Odniosłyście sukces czy porażkę?

sobota, 3 listopada 2012

Włosowe aktualizacje - początek

Już od kilku miesięcy przymierzałam się do rozpoczęcia tworzenia włosowych aktualizacji, ale nie mogłam się za to zabrać. Uważam, że nadszedł czas na wcielenie tego planu w  życie i dzisiejszy post będzie tego dowodem. Akurat teraz, kiedy idzie zima, powinnam dbać o nie bardziej, gdyż nie jest to najlepsza pora dla nich, męczenie czapką, elektryzowanie, łamanie i inne niespodzianki. Mam nadzieję, że uda mi się robić te aktualizacje co miesiąc wraz ze stanem, długością i używanymi produktami. Dzisiaj jednak zapraszam na notatkę początkową.

Aktualny wygląd włosów:

 kolor włosów jest nieco przekłamany, w rzeczywistości bardziej przypomina ten z prawego zdjęcia
włosy nigdy nie były farbowane

Długość z tyłu - 40cm

Zatrudniłam też niewielką armię w postaci różnorodnych kosmetyków, które mają wspomagać pielęgnację i dążenie do jak największego i najzdrowszego piękna włosów. Obecnie znajduje się w niej dziewięć produktów z różnych kategorii, które opisałam poniżej.

  • Oriflame, HairX, Volume Boost, Leave - In Conditioner - używam jej dość rzadko, maksymalnie kilka razy w tygodniu i tylko wtedy, gdy włosy potrzebują zmiękczenia, są bardzo suche, szorstkie i sztywne. Ułatwia rozczesywanie, nadaje lekkości, zabezpiecza ze względu na silikony i substancje nawilżające.
  • Isana, Hair, Odżywka wygładzająca - obecnie używam jej bardzo rzadko, gdyż zostala wycofana i bardzo boleję z tego powodu. Świetnie spisuje się do laminowania, a także w OMO. Nieźle wygładza i nawilża, niweluje puszenie i elektryzowanie. Nie zawiera silikonów, jest bardzo lekka i przyjemna. 
  • Alterra, Granat & Aloes, Szampon nawilżający - póki co najlepszy szampon jaki kiedykolwiek miałam. Nie zawiera SLS ani SLES, ale mimo to naprawdę dobrze oczyszcza. Jest łagodny dla moich włosów, nie wysusza ich ani skalpu. Świetnie zmywa olej i nie pozostawia na nich ani grama tłuszczu. Idealny do częstego mycia.
  • Joanna, Naturia, Odżywka bez spłukiwania z miodem i cytryną - używam jej głównie do pierwszego O w OMO, gdyż nadaje kłakom gładkości i sprawia, że nie plączą się podczas mycia. W drugim O sprawdza się całkiem nieźle, minimalnie nawilża i ogranicza szorstkość. Ponadto nie obciąża ani nie przetłuszcza.
  • Isana, Hair, Odżywka "Połysk jedwabiu" - całkiem przyjemny produkt. Dobrze sprawdza się do obu O w OMO. Lekko wygładza i w tym samym stopniu nawilża. Ogranicza puszenie i elektryzowanie, nie obciąża i nie skleja. Ponadto przepięknie pachnie różami.
  • Elfa, Green Pharmacy, Eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych i farbowanych - stosuję go na drugi dzień po umyciu jako wcierkę, ponieważ zepsuła mi się pompka. Produkt zmniejsza łamliwość włosów, szorstkość i sztywność. Nie zauważyłam szybszego przetłuszczania ani wysuszania skalpu, co bardzo mnie cieszy.
  • Alterra, Granat & Aloes, Maska nawilżająca - używam jej raz lub dwa razy w tygodniu i naprawdę widać efekty! Bardzo dobrze nawilża, sprawia, że włosy są miękkie i błyszczące, gładsze niż przed użyciem. Nie obciąża i nie skleja włosów, nie powoduje tworzenia się kołtunów ani tzn. stogu siana. 
  • Dabur, Vatika, Enriched Hair Oil - dość przyjemny olej. Nieźle nawilża, nabłyszcza i wygładza włosy. Całkiem łatwo się spłukuje, nie oblepia ani nie obciąża. Nie powoduje szybszego przetłuszczania, wysuszenia ani innych niespodzianek.
  • Bingo Spa, Szampon borowinowy i 7 ziół - używam go naprawdę bardzo rzadko, gdyż bardzo mocno oczyszcza. Wiąże się to ze sporym przesuszeniem, bo zabiera ochronne działanie olei oraz masek. Nadaje się do stosowania co kilka tygodni metodą kubeczkową.
I tak właśnie przedstawia się wygląd oraz listopadowa pielęgnacja włosów. Kolejny post o takiej tematyce pojawi się między 1 a 3 grudnia :-) 

Czego według Was brakuje w mojej pielęgnacji? Co polecacie, a co odradzacie? 

czwartek, 1 listopada 2012

Październikowe zakupy

Po raz kolejny przybywam do Was z zakupowym postem, który wcale a wcale nie będzie przeładowany. Udało mi się zapanować nad kosmetycznym chciejstwem i kupić tylko to, co uważałam za potrzebne. W związku z tym wydatków sporo nie było, ponieważ kilka produktów dostałam do przetestowania. Aby nie przedłużać, zapraszam do dalszej części lektury.


  • Alterra, Granat & Aloes, Szampon nawilżający - 6,99
  • Isana, Odżywka do włosów zniszczonych "Połysk jedwabiu" - wymiana
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - 7,49
Kupiłam mój ulubiony szampon, z którym nie mam zamiaru nigdy się rozstawać. Jest pierwszym, który aż tak pozytywnie wpływa na moje włosy. Odżywkę Isany otrzymałam w ramach wymiany i muszę przyznać, że nawet przypadła mi do gustu. Oprócz przyzwoitego działania ma cudowny zapach róż. Tonik do twarzy jest moim zdecydowanym faworytem, darzę go wielkim uczuciem!


  • BingoSpa, Maska do twarzy ze 100% olejem sojowym
  • BingoSpa, Mandarynkowa kąpiel do skórek i paznokci
  • BingoSpa, Palmowy balsam do dłoni z zieloną herbatą
Wszystkie te produkty dostałam od firmy BingoSpa do przetestowania, za co serdecznie dziękuję. Maski jeszcze nie testowałam, ale zapach ma obłędny! Kąpiel zrobiłam tylko raz i przyznaję, że powinnam robić to częściej, gdyż podoba mi się stan paznokci po jej użyciu. Balsam do dłoni jest produktem używanym kilka razy dziennie i niestety nie wzmaga to mojej znikomej miłości do niego.


  • Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - 5,49
  • Alterra, Dezodorant w kulce z balsamem z melisą lekarską i szałwią - 5,99
Przygarnęłam mój ukochany krem do twarzy RdL. Cera go uwielbia, portfel również. Działanie jest przynajmniej mocno zadowalające. Deo od Alterry wzięłam mimo faktu, że nie był mi zbytnio potrzebny. Póki co działa nieciekawie, ale po odstawieniu antyperspirantów z aluminium organizm wariuje, więc myślę, że będzie lepiej :-)


  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - 3x 4,49 = 13,47
  • Nivea, Pearly Shine, Pomadka ochronna - 5,99
  • Yves Rocher, Noix de Coco, Balsam do ust - 9,90
  • Essence, Wild Craft, Lipstick, Mystic Lilac - 8,99
  • Tisane, Balsam do ust - 7,70
Jak widać na poniższym zdjęciu zaopatrzyłam się w sporą armię kosmetyków do ust :) Zakupiłam ulubiony balsam Lovely, ale wyczuwam, że chyba mi szkodzi. Wzięłam też perłową pomadkę Nivei i wbrew pozorom polubiłam. Upolowałam też fioletową szminkę Essence w boskim odcieniu śliwki węgierki, legendarny Tisane oraz za pośrednictwem Moniki - Noix de Coco od YR!

 

  • Essence, Wild Craft, Nail Polish, Out The Forest - 7,99
  • Naklejki wodne na paznokcie w kształcie suwaczków - wymiana
Drugą i ostatnią rzeczy z Wild Craft był lakier w pięknym odcieniu zielonkawego brązu. Jedynym jego mankamentem jest długi czas schnięcia i mała odporność na uszkodzenia. Używania wodnych naklejek jeszcze nie opanowałam, ale wszystko przede mną. Muszę przyznać, że wyglądają obłędnie!


  • Avene, Łagodne mleczko do demakijażu - próbka 25ml
  • Avene, Cold Cream, Krem do cery bardzo suchej - próbka 5ml
  • Avene, Hydrance Optimale Legere, Krem nawilżający do skóry normalnej i mieszanej - próbki 2x 2ml
  • Goldwell, Dual Senses, Ultra Volume, Gel-Shampoo 3x 10ml + Gel-Conditioner - 3x 10ml
  • Goldwell, Dual Senses, Color Shampoo 2x 10ml + Conditioner 2x 10ml
  • Goldwell, Dual Senses, Rich Repair, Shampoo 3x 10ml + Conditioner 3x 10ml
Od sklepu iperfumy.pl dostałam kilkanaście próbek dwóch firm - Avene i Goldwell. Moje pierwsze spostrzeżenia są bardzo pozytywne i za jakiś czas postaram się zrobić tym produktom mini-recenzje. Na szczególną uwagę zasługuje mleczko do demakijażu, jest naprawdę świetne! Szampony i odżywki to silikonowe bomby, więc te pierwsze wypróbuje moja mama, a drugie wykorzystam do końcówek!


Jak widać nie wydałam dużo, zaledwie 80 złotych polskich. Większość kosmetyków dobrze mi służy, a już na pewno nie mam zamiaru żadnego wyrzucać ani oddawać. Ponadto bardzo się cieszę, że udało mi się opanować :D

środa, 31 października 2012

Październikowe zużycia


Przyszedł czas na comiesięczny post denkowy. Mimo iż nie jestem zbyt dumna z ilości zużytych kosmetyków, postanowiłam nie narzekać, gdyż po raz pierwszy udało mi się powstrzymać manię kupowania. W mijającym dzisiejszej nocy miesiącu "wyszło" kilka produktów z mało różnorodnych kategorii, ale myślę, że w następnym będzie ich więcej. Niniejszym zapraszam na tradycyjną notatkę z pustymi opakowaniami :-)

  • BabyDream, Szampon dla dzieci - moje włosy bezapelacyjnie go uwielbiają. Naprawdę dobrze oczyszcza, nie wysusza kosmyków ani skóry głowy. Bardzo porządnie zmywa oleje do ostatniej kropli, pozostawia je lekkie, miękkie i przyjemne w dotyku. Nie obciąża, ale trochę plącze kłaki. Ze względu na rzadką konsystencję jest niezbyt wydajny, ale przy tak niskiej cenie można pozwolić sobie na jego częstszy zakup.
  • Isana, Hair, Odżywka do włosów "Połysk koloru" - używałam jej do pierwszego O w OMO, mimo że nie farbuję włosów i muszę przyznać, że była niczego sobie. Rzeczywiście przydawała blasku, lekko wygładzała i nie powodowała puszenia. Nie zauważyłam wysuszenia ani podrażnienia skóry głowy. Ogólnie rzecz biorąc nie była zła, do tej metody mycia w sam raz.
  • Goldwell, Dual Senses, Rich Repair Conditioner - próbka - użyłam jej tylko na końce, ponieważ moje włosy niekoniecznie lubią silikony na całości. Muszę przyznać, że dość dobrze zabezpiecza, w pewnym stopniu zmniejsza szorstkość i zapobiega puszeniu, ale nie jest to oznaka regeneracji. Mam jeszcze kilka takich probek, więc myślę, że pozwoli mi to na ocenienie produktu w pełni. 
 
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - zużyłam już kolejne opakowanie, świadczy to więc go prawdziwym uwielbieniu. Bardzo dobrze oczyszcza, łagodzi podrażnienia, likwiduje uczucie ściągnięcia. Ponadto lekko nawilża skórę, przywraca odpowiednie pH i przygotowuje na przyjęcie kremu. Myślę, że znalazłam to, czego chciałam i to w całkiem znośnej cenie.
  • Lirene, Oczyszczające mleczko do demakijażu - dość porządny produkt, który niestety nie zagości u mnie ponownie. Zmywał nieźle, nie podrażniał, jednak lekko zapychał i nie domywał w pełni. Miał przyjemny zapach i konsystencję, jednak nie pokochałam go na tyle, aby kupić raz jeszcze.
  • Eveline, Pure Control S.O.S, Antybakteryjny krem nawilżający - początkowo był całkiem dobry, później spowodował atak wyprysków. Niemniej jednak dobrze nawilżał i lekko wygładzał skórę. Jego zapach należał do przyjemnych, niedrażniących. Ostatecznie zużyłam go do stóp, gdzie na pewno nie zaszkodził.
  • Original Source, Seasonal Edition Shower Gel, British Strawberry - zupełnie przeciętny, nie spodobał mi się. Butelka nie miała niekapka jak w tradycyjnych opakowaniach i rzadką, mocno lejącą konsystencję. Ponadto zapach zalatywał dość intensywnie sztucznością. Pienił się dość dobrze, jednak nie była to  wielka piana. Niemniej jednak nie można odmówić mu ładnej szaty graficznej. 
  • Bentley Organic, Calming Body Lotion, Lawenda i rumianek - naprawdę porządny produkt. Dobrze nawilżał, lekko wygładzał, nie pozostawiał tłustego filmu. Mimo rzadkości rozprowadzał się idealnie, szybko wchłaniał. Zapach miał całkiem ładny, specyficzny, kwaskowato-kwiatowo-ziołowy.
  • Dairy Fun, Jogurtowy balsam do ciała o zapachu kokosa - średni kosmetyk o mało ciekawym działaniu. Mimo przyjemnej konsystencji i szybkiego wchłaniania nie przypadł mi do gustu całkowicie. Nawilżał i wygładzał dość lekko, a jego zapach na skórze oscylował pomiędzy zepsutą zieloną herbatą a dymem papierosowym. Jak łatwo sie domyślić, nie pokochałam go.
  • Rival de Loop, Krem nawilżający z efektem matującym - uwielbiam! Świetnie matuje, dobrze nawilża, pomaga zagoić się i przeciwdziałać wypryskom. Jest wydajny, ma ładny zapach i dobrą wydajność. Zdecydowanie nie wyobrażam sobie bez niego życia!
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo lubię za działanie. Rozjaśnia cerę, pomaga zapobiegać wypryskom oraz goić się tym, które już powstały. Ponadto bardzo dobrze matuje i idealnie wtapia się w skórę, wiec można używać go także na dzień.
  • Alterra, Nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem - świetne! Idealnie zmywały, nie podrażniały, mam nawet wrażenie, że nawilżały. Substancje w nich zawarte nie spowodowały zapychania. Nadawały się też do odświeżania skóry w ciągu dnia.
  • Caterine, Płatki kosmetyczne - zwyczajne, dość nieciekawe. Lubiły się rozwarstwiać, ale nie zostawiały włókien na twarzy ani na paznokciach. Były też mało chłonne, gdyż nawet niewielka ilość toniku przeciekała. W związku z tym wydajnością nie grzeszyły.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips x2 - moj ulubiony balsam do ust. Nawilża, natłuszcza, odświeża i odżywia wargi. Pozostawia warstewkę ochronną ze wzgledu na parafinę, która w mazidłach do ust mi nie przeszkadza.
  • Isana, Zmywacz do paznokci bez acetonu - przyjemny, póki co ulubiony. Świetnie zmywa, nie wysusza, jest dość wydajny. Ponadto niezbyt śmierdzący i łatwo dostępny. Bardzo go polubiłam :-)
  • Wibo, Crocodile Skin, 4 - wprawdzie nie zużyłam go, ale dołączyłam do denka jako wyrzutka. Dawał piękny efekt skóry krokodyla, a i kolor miał świetny - burgund. Niestety porobiły się w nim grudki, a to znak, ze czas się rozstać. 
  • Bell, Sun Bronzer - używałam na ramiona i dekolt. Był całkiem przyjemny, jednak nieco za ciemny. Nie robił plam, dobrze się rozprowadzał. Zawierał masę rozświetlających drobinek, a to lubię. Wydajnością nie grzeszył, toteż szybko się zużył.

Nie zużyłam wpradzie masy kosmetyków, ale nie narzekam. Lepsze to, niż nic, chociaż trzy produkty zużyte były trochę na siłę :)

poniedziałek, 15 października 2012

Naturalnie po raz kolejny! Alterra Nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem

Produkty firmy Alterra cieszą się dużą popularnością także na mojej półce. Cenię je za naturalne składy i dobre działanie. Potwierdzeniem tych słów będą nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem, które towarzyszą mi już dość długo i jestem w pełni gotowa na wydanie opinii :-) Żal byłoby nie recenzować tak dobrych kosmetyków jak dziś opisywane chustki!


Chusteczki zapakowane są w dość spore opakowanie mieszczce 25 sztuk. Wykonane typowej dla tego typu produktów, lecz nie śliskiej materii nie utrudnia użytkowania. Jest dość wytrzymałe, nie rwie się i nie zadziera. Naklejka, której zadaniem jest niedopuszczanie powietrza do wnętrza torebki bardzo dobrze się trzyma i rzeczywiście spełnia swoje zadanie. Całość wygląda porządnie, a więc adekwatnie do tego, co napisałam powyżej.

Opakowanie zostało uraczone dwoma naklejkami - jedną w języku polskim, papierową, która przy dłuższym użytkowaniu nieco się zadziera. Drugą stanowi foliowy plaster, którym zakleja się torebkę. Szata graficzna jest bardzo ładna, naturalna, zdecydowanie w stylu firmy. Mnie bardzo przypadła do gustu, jej lekkość i brak ekstrawaganckich nadruków sprawiają, że aż chcę używać produktu!


Chusteczki są bardzo miękkie i chłonne. Nie ma w nich odrobiny sztywności czy też szorstkości. Z łatwością dopasowują się do kształtu dłoni - można nawinąć je na palec i wycierać okolice oczu. Płynu znajdującego się w nich jest dość sporo, ale nie na tyle, żeby przelewał się po opakowaniu. Ma konsystencję typową dla produktów do demakijażu, a więc lekką i rzadką. Ponadto nie spływa ani ze skóry, ani z chusteczki.

Zapach bardzo przypadł mi do gustu, gdyż jest podobny do tego, który możemy spotkać w szamponie w wariancie zapachowym granat z aloesem. Jest bardzo świeży, orzeźwiający, mocno roślinny. Świetnie ożywia przemywane okolice. Zupełnie nie ma w nim sztuczności, sama natura! Bardzo go polubiłam również za to, że utrzymuje się na skórze przez jakiś czas.


Lewa strona - przed użyciem chustek. Prawa strona - po kilkukrotnym przetarciu chusteczką.

Jak widać na powyższych zdjęciach chusteczki naprawdę dobrze radzą sobie ze zmywaniem makijażu. Z łatwością zmywają cienie oraz eyeliner, a także sporą ilość lipstainu. Nie wysuszają, nie ściągają skóry, nie zapychają. Nie nawilżają w dużym stopniu, ale odrobinę na pewno. Dobrze sprawują się też w roli produktu oczyszczającego do rąk i całego ciała, a więc niekoniecznie trzeba używać ich do demakijażu.

Opakowanie - 9 - ładne, wygodne, wytrzymałe. Konsystencja - 10 - rzadki płyn i miękkie chusteczki bez grama szorstkości. Zapach - 9 - mocno aloesowy, naturalny, przyjemny. Działanie - 9 - dobrze zmywa makijaż, a także codzienne zanieczyszczenia. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo porządny, wielofunkcyjny produkt!

sobota, 6 października 2012

Wrześniowe zakupy

Po raz kolejny postanowiłam zaprezentować Wam moje comiesięczne zakupy. Czynię to tym chętniej, że nie wydałam na łupy fortuny ani nie wykupiłam połowy drogerii. Udało mi się zdobyć całkiem przyjemne kosmetyki, których większością jest pielęgnacja. Zrezygnowałam z dużej ilości kolorówki, której i tak nie używam za często. Tak więc pełna zadowolenia zapraszam do obejrzenia wrześniowych zakupów :)

  • w7, Pin Up Lip Balm Slider, Saucy Strawberry - 6,79
  • Essence, Black&White, Nail Polish, White Hype - 5,00 (sale u Greatdee)
  • Catrice, Cucuba, Brozning Powder, Brown - 8,99
  • Catrice, Ultimate Colour, 150 Lovely Lilac - 11,99
Z tej kosmetycznej grupy jest bardzo zadowolona. Balsam w7 wpadł mi w oko już dość dawno, a w promocji upolowałam go taniej. Biały lakier Essence jeszcze nietestowany, ale wkrótce to nastąpi. Bronzer zauroczył mnie od pierwszych swatchów w Internecie, więc musiałam go mieć. Szminka w cudownym odcieniu różowego fioletu sprawdza się równie dobrze.

  • Green Pharmacy, Eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych i farbowanych - 6,99
  • Joanna, Naturia, Odżywka bez spłukiwania do włosów zniszczonych - 3,79
  • Alterra, Granat i Aloes, Maska nawilżająca do włosów suchych - 9,69
Zaopatrzyłam się w małą armię wspomagającą pielęgnację włosów. Kupiłam polecany na blogach eliksir w sprayu i póki co zauważyłam tylko tyle, że pomaga rozczesać włosy. Pompka niestety już się zepsuła. Odżywkę Joanny kupiłam głównie do pierwszego O w OMO, gdyż zawiera PEG i wolę je spłukiwać. Maska Alterry to mój zdecydowany faworyt!

  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - 8,99 + 7,49
  • Alterra, Nawilżane chusteczki oczyszczające z aloesem - 2,79
  • La Roche-Posay, Effaclar Duo, Krem eliminujący zmiany trądzikowe o  podwójnym działaniu - 10,00 (sale u Greatdee)
  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z peelingiem - 8,49
Tonik Eva Natura tak bardzo mi się spodobał, że po zużyciu pierwszego, promocyjnego opakowania zakupiłam drugie w regularnej cenie. Jest naprawdę świetny. Chusteczki Alterry polubiłam równie mocno jak powyższy tonik, gdyż oprócz dobrego działania moją wspaniały zapach. Effeclar stosuję punktowo i muszę przyznać, że póki co miłości z tego nie ma. Przeciwnie jest z żelem RdL, gdyż kocham go bezgranicznie!

  • Isana, Bezacetonowy zmywacz do paznokci - 2,49
  • Nivea, Deodorant, Pure&Natural Action, Jasmine Deo Spray - 8,99
  • Bentley Organics, Calming Body Lotion with Lavender and Chamomile 7,00 
Paznokci ostatnio lakierami nie maluję, gdyż próbuję je zregenerować, ale odżywkę czymś zmyć trzeba. Mój wybór padł na bezacetonową Isanę w małym opakowaniu i nie żałuję. Dezodorant Nivea nie zawiera aluminium, ale prawie w ogóle nie chroni przed potem. Balsam Bentley Organics jest miniaturką i bardzo się z tego cieszę, gdyż jego zapach mnie drażni. Na szczęście szybko wyparowuje.

  •  Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - 3 x 4,49 = 13,47
  • Lovely, Natiral Lip Stick, Smoothes, heals and protects your lips - 3,99
Tubkowy balsam Lovely pokochałam tak bardzo, że ciągle kupuję kolejne opakowania. Nawilża, natłuszcza, ładnie pachnie. Jednak forma sztyftu jest dużo gorsza i powoduje u mnie atak małych pryszczyków, więc trzymam go w torbie na wszelki wypadek :-)



Wszystkie zakupy kosztowały mnie 128,93. Myślę, że to całkiem dobry i nieduży wynik. Jestem bardzo zadowolona z tak małej ilości produktów i mam nadzieję, że będą się dobrze sprawowały aż do dna!

niedziela, 30 września 2012

Wrześniowe zużycia

Wrzesień umknął mi bardzo szybko, gdyż działanie na obrotach szkoła-nauka sprawiło, że nie miałam zbyt wiele czasu dla bloga. Zużywanie różnych produktów poszło mi nieco lepiej, z czego jestem zadowolona, chociaż nie w stu procentach. Niestety, raz bywa lepiej, raz gorzej. Denkowo wrzesień był średni, ale nie narzekam :)

  • Biały Jeleń Fresh & Young Hipoalergiczna pianka do mycia twarzy - całkiem ciekawy produkt. Dość dobrze oczyszcza dekolt i szyję, jednak na twarz jest zbyt słaba. Nie wzmaga wyprysków ani ich nie powoduje. Łatwo się spłukuje, nie podrażnia, nie klei. Ponadto nie zapycha i nie wysusza.
  • Eveline, Pure Control SOS, Antybakteryjny tonik oczyszczający - naprawdę niezły. Świetnie oczyszczał cerę i było to widać nawet na zużytym waciku. Przyjemnie odświeżał, nie kleił i dawał uczucie sprężystości. Na wypryski nie pomógł, ale nie zaszkodził.
  • Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - bardzo dobry produkt. Odświeża i budzi cerę do życia. Przygotowuje skórę na przyjęcie kremu i przywraca odpowiednie pH. Ponadto nawilża skórę, usuwa uczucie wysuszenia i ściągnięcia.
  • Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z peelingiem - nadal uwielbiam i zużywam kolejne opakowania. Świetnie oczyszcza skórę i sprawia, że jest świeża i promienna. Delikatnie peelinguje, wygładza i lekko złuszcza stare komórki. Pomaga zwalczać wypryski i inne niespodzianki.
  • Ziaja, Tintin, Krem antybakteryjny - bardzo średni produkt. Porządnie nawilżał cerę i nie wywołał uczulenia. Sprawił jednak, że pojawiło się wiele bolących gul. Miał świetną, beztłuszczową konsystencję, szybko się wchłaniał. Niestety nie matował, ale nie wzmagał przetłuszczania.
  • Ziaja, SopotSun, Krem do cery fotowrażliwej, SPF25 - niestety nie polubiłam go. Mimo całkiem porządnej ochrony przeciwsłonecznej miał wiele minusów. Długo się wchłaniał, pozostawiał tępo-tłusty film. Ponadto zapychał mnie i kilka godzin po użyciu pojawiały się wypryski. Nie wysuszał, lekko nawilżał i natłuszczał.
  • BabyDream, Szampon dla dzieci - uwielbiam go i żałuję, iż nie poznałam wcześniej. Jest bardzo delikatny, ale mimo to naprawdę dobrze oczyszcza włosy bez wysuszania ich. Oczywiście nie nawilża, jednak nie podrażnia. Nadaje cudownej miękkości i blasku. Niestety trochę plącze kosmyki.
  • Alterra, Granat i Aloes, Szampon nawilżający - polubiłam go nawet bardziej niż powyższy. Wspaniale oczyszczał kosmyki, zmywał cały brud i kurz. Nie wysuszał, a wręcz przeciwnie - lekko nawilżał. Miał żelową konsystencję i piękny zapach, dzięki któremu używanie było przyjemnością. 

  • Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - mój ulubieniec. Zużyłam wiele opakowań i każde jednakowo chwalę. Produkt ten naprawdę nieźle nawilża skórę, a ponadto pomaga pozbyć się wyprysków. Bardzo dobrze matuje przez kilka godzin, co uważam za świetny wynik.
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo dobry krem punktowy. Wysusza wypryski i sprawia, że się nie odnawiają. Lekko rozjaśnia i matuje skórę. Nałożony wieczorem na całą noc zmniejsza wyprysk o co najmniej połowę.
  • Beauty Formulas, Cucumber & Avocado Facial Scrub - przeznaczony do twarzy, jednak stosowałam go na ciało. Niestety bliżej nosa nie byłam w stanie znieść jego zapachu. Był ostry, chemiczny, jak środki czyszczące do toalet. Peelingował bardzo delikatnie, lekko natłuszczał. Trudno się zmywał i oklejał parafinową warstwą.
  • Isana, Hand Creme, Kamille - tego pana również nie polubiłam. Nieporęczne opakowanie zdecydowanie utrudniało użytkowanie. Działanie było naprawdę średnie, gdyż lekko nawilżał i zmiękczał. Długo się wchłaniał i czuć było delikatny film, czego bardzo nie lubię.
  • Nivea, Deodorant, Dry Comfort Stick - bardzo polubiłam ten antyperspirant, zużyłam już drugie opakowanie. Ograniczał wydzielanie potu, likwidował brzydki zapach. Niestety, zostawiał biały nalot pod pachami, który minimalnie się osypywał. Ponadto zawierał aluminium, a staram się go unikać.
  • Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - popularna wcierka zachwalana na blogach. Oprócz nawilżenia skalpu i sprawieniu, że zostawało ich mniej na grzebieniu nie zrobił nic. Nie spowodował wysypu baby hair, a właśnie na to liczyłam. Jego forma aplikacji była nieco uciążliwa.
  • Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - próbka - miałam już pełnowymiarowe opakowanie i polubiłam. Całkiem dobrze oczyszcza i nie podrażnia. Dość ładnie pachnie, ma kremową konsystencję. Nieźle się pieni i łatwo się spłukuje.
  • L'biotica, Biovax, Serum wzmacniające A + E - próbka - bardzo dobre, silikonowe serum na końcówki. Zużyłam drugą próbkę i jestem w pełni przekonana do zakupu pełnej wersji. Zabezpiecza włosy przed uszkodzeniami, szybko się wchłania, nie pozostawia tłuszczu na kosmykach.
  • AA Eco, Krem odżywczy do cery suchej - próbka - używałam go pod oczy w  celu nawilżenia, jednak nie sprawdził się. Skóra swędziała i czerwieniła się, więc zużyłam na dekolt i twarz. Niestety po zastosowaniu pojawiły się wypryski.

  • Flos-lek, Ideal SAkin Anti-Acne, Make-up Matt Finish - próbka - podkładów nie używam, ale zużyłam tę próbkę pod oczy jako korektor. Niestety był nieco zbyt żółty i mało kryjący. Znacznie lepiej sprawdził się na nogach, gdyż ukrył żyłki i nierówny koloryt.
  • Bingo Spa, Serum czekoladowo-pomarańczowe do pielęgnacji ciała - największym plusem produktu był zapach, bardzo apetyczny. Nawilżenie średnie, a właściwie słabe. Wygładzenia nie zauważyłam, innych efektów również. Niemniej jednak po każdej aplikacji lekko swędziała mnie skóra, co na pewno nie było dobre.
  • Beauty Aescin, Żel do pielęgnacji skór nóg i stóp - próbka - całkiem przyjemny produkt. Pomógł mi pozbyć się uczucia ociężałych nóg. Przyniósł ulgę po wysiłku. Nie chłodził, nie szczypał, nie powodował swędzenia. Ponadto nie uczulił mnie i szybko się wchłonął. 

  • Simple Beauty, Wanilia & Kokos, Mleczko do zmywania paznokci - całkiem przyjemny produkt. Lekko wysuszał paznokcie, jednak zmywał przyzwoicie. W początkowej fazie nieco rozmazuje, ale później dobrze oczyszcza. Zapach miał dość ładny i długo utrzymywał się na paznokciach.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - zdecydowanie lepszy od aloesowej wersji. Natłuszcza, odżywia i nawilża usta. Pomaga zapobiegać pękaniu warg i leczyć powstałe już niespodzianki. Ładnie pachnie kamforą i mentolem.




  • Cleanic, Soft & Comfort, Płatki kosmetyczne, 133 szt. - jedne z lepszych wacików, jakie do tej pory używałam. Dość chłonne, nie rozwarstwiają się i nie pozostawiają włókien na twarzy i paznokciach. Standardowa wielkość płatków była w sam raz, jeden wystarczał na zmycie paznokci jednej ręki.

Jestem dość zadowolona z ilości zużytych we wrześniu produktów. Wprawdzie nie pozbyłam się zapasów, gdyż zdenkowane kosmetyki ciągle były w użyciu. Mam jednak nadzieję, że w październiku uda mi się wykorzenić z szafek zalegające produkty.

piątek, 31 sierpnia 2012

Sierpniowe zużycia

To już ostatnie tchnienie sierpnia i jestem pewna, że nie dam rady już niczego więcej zużyć. A jest tego trochę i tym razem postanowiłam dodać notatkę w nieco innym rozmieszczeniu, głównie dlatego, żeby się Wam lepiej czytało. Tak więc bez zbędnych przedłużeń zapraszam do dość długiego posta :)


Muszę przyznać, że udało mi się dość sporo zużyć i to z różnych dziedzin. W sierpniowym denku znalazły się produkty do ciała, twarzy, włosów, a nawet paznokci i jeden produkt z kolorówki! Jestem z siebie dumna, bo zużyłam to, co zalegało i to, co było w użyciu na co dzień :)
  • Original Source, Seasonal Edition, Spearmint Shower Gel - całkiem przyjemny produkt, ale nie powalił mnie na kolana. Dobrze się pienił, nieźle oczyszczał. Niestety, był koszmarnie niewydajny ze względu na brak niekapka i rzadką konsystencję. Pachniał miętową gumą Orbit, odświeżał i jednym mankamentem jest fakt, że nie chłodził.
  • Original Source, Chocolate&Mint Shower Gel - akurat ten polubiłam bardziej niż poprzedni. Świetnie się pienił, cudownie oczyszczał, nie wysuszał skóry. Nie był zbyt wydajny, wystarczył na około dwa tygodnie. Zapach miał przepiękny, apetyczny i minimalnie chłodzący.
  • Joanna, Naturia, Odżywka do włosów suchych, zniszczonych i po ondulacji - bardzo dobry produkt. Lekko nawilżała włosy, ograniczała ich szorstkość i nadawała blasku. Ponadto jako kosmetyk bez spłukiwania nie obciążała i nie sklejała włosów. Szkoda tylko, że zawierała PEG.
  • Alterra, Nawilżająca maska do włosów 'Granat&Aloes' - cud nad cudami! Wspaniale odżywiała i zmiękczała włosy, nie obciążała i nadawała boskiej sypkości. Ślicznie pachniała owocami, ale nie pozostawiała tego aromatu na włosach.
  • Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką do włosów - bardzo przyjemny produkt, chociaż nie jestem pewna jego działania. Zdaje mi się, że rzeczywiście przyspieszał wzrost włosów. Co najważniejsze - nie wspomógł przetłuszczania.
  • Beauty Formulas, Apricot Facial Scrub - polubiłam go, chociaż mnie zapychał. Mimo to delikatnie wygładzał skórę i sprawiał, że była niezwykle promienna. Ponadto jego zapach zdobył moje serce - morelowy aromat ułatwiał użytkowanie.
  • Bi-es, Uroda, Melisa, Tonik bezalkoholowy - używałam go jako mgiełki do ciała - przelałam do butelki z atomizerem i psikałam się od czasu do czasu. Całkiem nieźle odświeżał, jednak pozostawiał lekki, acz lepki film. na twarzy było tak samo, więc mówiąc krótko - nie polecam. 
  • Rival de Loop, Pure Skin, Washgel Peeling Effekt - zużyłam już wiele opakowań i za każdym razem stwierdzam, że to mój ulubiony myjak ever. Odświeża, oczyszcza, dezynfekuje i sprawia, że skóra jest promienna i wygląda zdrowo.
  • Paloma, Hand Spa, Cukrowy peeling do rąk - bardzo przyjemny produkt. Dobrze się rozprowadzał, dość mocno ścierał, pozostawiał parafinową powłoczkę na skórze. Niestety była ona tak uciążliwa, trudna do zmycia i właśnie to dyskwalifikuje ponowny zakup.
  • Avon, Care, Shimmering Body Lotion - kolejny produkt o przyzwoitym działaniu. Lekko nawilżał i wygładzał oraz rozświetlał srebrnymi drobinkami nie tworzącymi efektu tafli. Ponadto pozostawiał tępy film na skórze. Ładnie pachniał arbuzem.
  • Kolastyna, Krem do stóp z pękającą skóra pięt - naprawdę fany kremik do codziennego użytkowania. Dobrze nawilżał , wygładzał i lekko chłodził. Doznałam efektu lekkich nóg. Szybko się wchłaniał i nie pozostawiał tłustego filmu.
  • Synergen, Soft Peeling - porządny zdzierak. Świetnie wygładzał cerę i nie zapychał jej. Była promienna i wyglądała zdrowo. Szkoda tylko, ze rozdrapywał wypryski i wolniej się goiły, wiec zużyłam i wrócę kiedy indziej.
  • Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - inaczej produkt do stosowania punktowego, ew. na całą twarz cienką warstwą. Wypróbowałam go i tak, i tak, i efekty są naprawdę niezłe. Dość mocno wysusza wypryski i lekko rozjaśnia skórę. Niespodzianka posmarowana wieczorem rano jest już o połowę mniejsza.
  • Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - jedne z lepszych nawilżanych chustek odświeżających. Świetnie oczyszczały z zanieczyszczeń, kurzu i nie podrażniały skóry. Ponadto były mokre do ostatniej sztuki.
  • Avon, Solutions, Regenerujący krem na noc - próbka -nic szczególnego. Używałam go jako specyfiku pod oczy przez dwa tygodnie i nie zauważyłam efektu "wow". Całkiem przeciętnie nawilżał skórę i nieco ją odżywiał, jednak nic poza tym. Zero wygładzenia ani tego typu efektów.
  • Yves Rocher, Hydra Vegetal, Żel-krem intensywnie nawilżający 24h - próbka - jestem niesamowicie zadowolona z zawartości, którą aplikowałam po oczy. Skóra była nawilżona, bez obrzęków, wygładzona i świeża.
  • Softella, Płatki kosmetyczne - nic ciekawego. rozwarstwiały się przy zmywaniu lakieru z paznokci i nanoszeniu toniku. Pozostawiały włókienka na skórze i trudno było je stamtąd zdjąć.
  • Ola, Płatki kosmetyczne - identyczne w działaniu jak płatki Softella. Bardzo trudno mi się z nimi pracowało, rozwarstwienia i włókienka były na porządku dziennym.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes,heals and protects your lips - w końcu zdecydowałam się na zakup tej wersji i stwierdzam, że nie żałuję ani odrobinę. Naprawdę dobrze chroni usta przed pierzchnięciem, nawilża i pomaga zaleczyć zajady i pęknięcia.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera and Mentol - tej wersji jestem wierna od ponad roku i póki co nie zamierzam się z nim rozstać. Nawilża dość dobrze, lekko chłodzi i chroni. Niestety nie pomaga goić się zajadom - rozmacza je i sprawia, że pieką.
  • Carmex, Classic, Tubka - nie wiem, co o nim myśleć. Na początku świetnie nawilżał i chronił, a efekt utrzymywał się krótko. Po tygodniu używania okropnie przesuszył, usta spierzchły, spękały, trudno było mi coś powiedzieć, bo bałam się, że pękną mi wargi. Ponadto porobiły mi się krostki i suche skórki.
  • Tisane, Balsam do ust - uratował mnie po niefortunnej przygodzie z Carmexem. Dobrze nawilża, chroni i wygładza. Nadaje otoczkę ochronną na pewien czas. Szkoda tylko, że był mało wydajny.
  • Spirytus salicylowy - przydatny produkt. Używałam go do dezynfekcji wyprysków i zasuszał je, jednak na krótko. Później wracały i tak wpadałam w błędne koło. Znalazłam jednak dla niego inne zastosowanie - przemywam nim pęsetę przed wyrywaniem niepotrzebnych włosków z brwi.
  • Pimafucort, Krem - uratował moje usta, kiedy napadły mnie dwa okropne zajady. Wysuszył je, zaleczył i nie pozostawił skóry w stanie, który przypomina Saharę. Dobrze sprawdza się też na różne inne podrażnienia.
  • Kata-roll, Sztyft do okolic nosa - miałam go bardzo długo, a to oznacza, że był naprawdę bardzo wydajny.Regenerował spieczoną katarem skórę wokół otworów w nosie. Zniwelował spierzchnięcie i uczucie suchości.
  • KillyS, Zmywacz do paznokci bez acetonu - bardzo go lubię, chociaż zwyczajnie się nie opłaca go kupować. Dobrze radzi sobie z lakierami każdego koloru. Nie wysusza płytki, nie sprzyja rozdwajaniu. Wolę tańszą Isanę.
Peeling Paloma znalazł się na tym zdjęciu przez przypadek! 


  • My Secret, Matt Eye Shadow, 506 - świetnie napigmentowany cień. Używałam go zarówno do codziennego, jak i imprezowego makijażu. Długo utrzymywał się na powiekach.
  • Sensique, Lawendowy olejek do paznokci - przyjemny, jednak nie dał żadnych efektów. Był bardzo tłusty, długo się wchłaniał. Sprawił tylko, że skórki były miększe, a lakiery szybciej wysychały.
  • Lovely, Magic Cracking Special Effect, 13 - przepiękny, przewspaniały, przecudowny! Dobrze się rozprowadzał, jednak szybko zgęstniał  i zostało odrobinę na dnie. Tworzył śliczne pęknięcia :)

  • Alverde, krem do cery bardzo wrażliwej - używałam go do rąk, ponieważ na twarzy był zbyt tłusty. Cera świeciła się na potęgę. Na dłoniach sprawdził się całkiem nieźle - nawilżył i nadał efektu "niewidzialnych rękawiczek". Bardzo długo się wchłaniał ze względu na gęstość. Ponadto miał specyficzny, całkiem przyjemny zapach. 

Co sądzicie o takiej ilości zużyć? Mało, dużo? Ile Wy zużyłyście?