Luty uciekł mi bardzo szybko, ale w końcu nie ma się co dziwić - miał tylko 28 dni! W związku z tym zużycia są mizerne, chociaż zaczęłam denkować to, co już mi sie znudziło i chcę się jak najszybciej pozbyć. Do koszta trafiło sześć na osiem produktów wyszczególnionych w zakładce Projekt Denko, a do tego kilka, których używam codziennie i z przyjemnością. Każdy z nich znalazł sobie następcę i idąc za przykładem wielu innych blogerek obok nazwy wyrzutka będę pisała miano obecnego mazidła. Będzie to wyszczególnione bledszym drukiem. Zapraszam do dalszej części postu!
BabyDream, Shampoo - mój ulubieniec od kilku miesięcy, idealny do częstego mycia włosów. Bardzo dobrze zmywa oleje, a cały ten proces odbywa się szybko i bezproblemowo. Nie jest zbyt wydajny, ale bardzo tani i łatwo dostępny. Do prania pędzli też się sprawdza, wymywa bronzery, róże i wszystkie tego typu produkty, nie uszkadzając włosia. Jest bardzo delikatny zarówno dla skóry głowy, włosów jak i aplikatorów makijażu. Następca - ten sam.
Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - to moja druga butelka, ale zdecydowanie ostatnia. Produkt nie sprawdził się na mojej głowie. Liczyłam na wysyp baby hair i wzmocnienie cebulek, ale nic takiego się nie stało. Wprawdzie nie zaszkodził, bo lekko nawilżył, nie wysuszył i nie przetłuścił. Włosy były miększe, bardziej błyszczące i lekko pachnące. Następca - brak.
Farmona, Herbal Care, Odżywka do włosów Skrzyp polny - nie polubiłam tego produktu, zużycie go było dla mnie prawdziwą męką. Nakładanie jej po umyciu i pozostawianie bez spłukiwaniu robiło mi siano z czupryny. Były matowe, sztywne, tłuste, kompletnie niewyjściowe. Spłukana nie dawała prawie żadnego efektu, kłaki były trochę nawilżone i miękkie, ale bez fajerwerków. Następcy - Joanna Argan Oil Odżywka do włosów, Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji Lawenda i róża, Enliven Natural Fruits Extracts Kiwi & Fig Conditioner.
Ziaja, Kokosowa terapia skóry i zmysłów, Mleczko pod prysznic - właściwie był to produkt lejący, lekko żelowy, ale nie galaretowaty. Świetnie mył, nie podrażniał i nie wysuszał, co nie znaczy, że nawilżał. Zapach miał ładny, kokosowy, raczej niesztuczny i niechemiczny, ale też nie maksymalnie naturalny. Półlitrowa butla to kawał kosmetyku, bardzo wydajnego zresztą, co sprawiło, że już mi się znudził. Następcy - AA Ciało Wrażliwe Nawilżający Żel do mycia ciała Głębia oceanu, Original Source Seasonal Edition Plum & Maple Syrup.
Anida, Krem do rąk, Cytrynowo - glicerynowy - nie lubiłam tego kremu, używałam z musu, bo nie miałam nic innego. Prawie w ogóle nie nawilża, nie chroni przed mrozem, w dodatku odrobinę podrażnia. W sumie jedyną pozytywną cechą był fakt, że zapobiegał nadmiernemu przesuszeniu, o ile często go nakładałam. Wchłaniał się szybko, na chwilę pozostawiał tępy film. Zapach kosmetyczno-cytrynowy, z dominującą nutą chemii. Następca - Himalaya Herbals Nourishing Hand Cream.
Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - ukochana, świetnie działająca odżywka. To moje drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie. Faktycznie lekko wybielała paznokcie, pomagała zmniejszyć plamki, nadawała połysku i optycznej czystości. Używałam jej jako bazy pod lakiery i działała - emalie łatwiej się rozprowadzało, nie pęcherzykowały. Szybko wysychała, więc stosowałam ją też w roli bezbarwnego lakieru i dawała błysk oraz zdrowy wygląd. Ponadto to wydajny produkt, używany dwa-trzy razy w tygodniu wystarczył na prawie osiem miesięcy. Następca - póki co brak, ale będzie p2 Keratin Repair Coat.
Cashmir, Płatki kosmetyczne - nie lubię ich zbytnio, ale często kupuję w sytuacjach awaryjnych. Trochę się rwą, rozwarstwiają, ale nie pozostawiają swoich wnętrzności na twarzy i paznokciach. Wchłaniają niewielką ilość cieczy, szybko się zużywają. Następca - brak.
Soraya, Beauty Therapy, Krem pod oczy, Rozświetlająco - dotleniający - bardzo go polubiłam, ale szczerze mówiąc już mi się znudził. Lekko nawilżał skórę, nie tłuścił, nieco rozjaśniał cienie, nie uczulił i nie zatkał porów. Był gęsty, bardzo wydajny, ale dość lekki i szybko się wchłaniał. Minimalne zmarszczki mimiczne stały się jeszcze mniej widoczne, a ja nie wyglądam jak zombie :D Żegnam się z nim na zawsze, bo mam ochotę na inne. Następca - Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless
Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream.
Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - to moje czwarte lub piąte zużyte opakowanie. Bardzo lubię za działanie i efekt, jaki daje na twarzy. Wygładza, rozjaśnia, nadaje zdrowego koloru, zapobiega niedoskonałościom i zalecz te, które już powstały. Jest bardzo lekki i łagodny, nie przesusza. Nie pachnie zbyt rewelacyjnie, ale dość świeżo i "chłodno". Nakładam na całą twarz i punktowo. Następca - ten sam.
Nivea, Lip Butter, Caramel Cream - zachwycił mnie zapachem, działaniem i w miarę dobrym składem. Pachnie cudownie, w sumie nie karmelem, a maślanymi ciastkami, ale i tak wspaniale. Dobrze nawilża, natłuszcza, nie uczula i nie podrażnia ust. Nie zbiera się w załamaniach, wygląda naturalnie. Nie przesusza, w składzie ma między innymi masło shea i olejek rycynowy. Następcy - Nivea Lip Butter Raspberry Rose, Tisane Balsam do ust.
I to tyle zużyć z lutego! Żałuję, ze tak mało, ale ja denkuję kosmetyki falami - jeden miesiąc jest obfity, drugi nie. Kilku z tych produktów chciałam się pozbyć od dawna i cieszę się, że to zrobiła.
A jak tam u Was ze zużyciami? Pochwalcie się, udało się Wam wyrzucić więcej niż mi?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą verona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą verona. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 marca 2013
wtorek, 12 lutego 2013
Co zabieram na wyjazd? Wpis o organizacji kosmetyczki podróżnej
Do napisania takiego posta zbierałam się od dawna, ale jakoś nie było okazji. Zazwyczaj podróżuję samochodem jako pasażer, ale tym razem na ferie wybieram się pociągiem. Warto zaznaczyć, że wyprawy uwielbiam, a koleją to już szczególnie :) Z racji, że trzeba to będzie dźwigać na własnych barkach, trzeba choć trochę zorganizować kosmetyczną zawartość torby. O ogólnej selekcji oraz zawartości przeczytacie poniżej.
Starałam się wybierać produkty lekkie, praktyczne, a także takie, które będę mogła zastosować do kilku rzeczy, a jednocześnie nie przeciążę bagażu i da się go nieść :D Wprawdzie lepiej dźwigać, niż ścigać, a pociąg nie samolot i ograniczeń nie ma, ale wolę nie targać wielkiej i ciężkiej torby. Co biorę? Przede wszystkim kosmetyki konieczne, takie jak krem do twarzy czy rąk, ale nie tylko. W sumie niektóre rzeczy mogłabym zostawić w domu, ale nie wyobrażam sobie mycia włosów bez uprzedniego nałożenia oleju, smarowania się kremem pod oczy czy spryskiwania ładnym zapachem. Nie zabieram ze sobą kosmetyków niesprawdzonych, nie zaczynam testowania w przeddzień wyjazdu.
Starałam się wybierać produkty lekkie, praktyczne, a także takie, które będę mogła zastosować do kilku rzeczy, a jednocześnie nie przeciążę bagażu i da się go nieść :D Wprawdzie lepiej dźwigać, niż ścigać, a pociąg nie samolot i ograniczeń nie ma, ale wolę nie targać wielkiej i ciężkiej torby. Co biorę? Przede wszystkim kosmetyki konieczne, takie jak krem do twarzy czy rąk, ale nie tylko. W sumie niektóre rzeczy mogłabym zostawić w domu, ale nie wyobrażam sobie mycia włosów bez uprzedniego nałożenia oleju, smarowania się kremem pod oczy czy spryskiwania ładnym zapachem. Nie zabieram ze sobą kosmetyków niesprawdzonych, nie zaczynam testowania w przeddzień wyjazdu.
Kategoria I - włosy
BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl - do używania na włosy i zamiast balsamu do ciała. Zawiera mnóstwo dobroczynnych substancji, a jednocześnie jest lekki, podobnie jego butelka, która ze względu na płaskość nie zajmie dużo miejsca. Przy okazji wiem, że dobrze na mnie działa i z pewnością mi nie zaszkodzi, a włosy nie zbuntują się po kilku użyciach jednego i tego samego oleju.
Balea Professional Oil Repair Haaröl - uwielbiam go używać do zabezpieczania końcówek. Zawiera silikony oraz olejek migdałowy i arganowy, a mimo to nie obciąża i nie tłuści włosów. W żadnym wypadku nie wysusza i nie matowi. Ponadto świetnie wygładza. Do tego ma praktyczne opakowanie z precyzyjną pompką i w dodatku plastikowe, co znacznie zmniejsza ciężar bagażu.
BabyDream, Shampoo - mój ulubiony szampon. Świetnie zmywa oleje, nie zawiera SLS/SLES/SCS, parabenów i innych drażniących substancji. Wszystko domywa idealnie, bez wysuszania i innych niepożądanych skutków. Butelka plastikowa, poręczna.
Tangle Teezer, Compact Styler, Shaun The Sheep - wersja kompaktowa świetnie sprawdza się w podróży. Nie zajmuje wiele miejsca, można ją wrzucić do torby i obędzie się bez uszkodzeń. Ponadto dobrze rozczesuje włosy, nie wyrywa i nie ciągnie, dociera do skóry głowy. Szczotka i masażer w jednym, w całości wykonany z plastiku.
Kategoria II - ciało
AA, Ciało wrażliwe, Nawilżający żel do mycia ciała, Głębia oceanu - nie lubię mydeł, bo są nieporęczne, a żelem umyję się bez problemu. Ten tu ma lekko męski zapach, bardzo przyjemny i naprawdę świeży, bez żadnych typowo zimowych nut. Mam kilka innych myjadeł o ciepłych, korzennych woniach, ale uważam, że taki orzeźwiacz sprawdzi się o wiele lepiej.
...................
Nivea, Deodorant, Pure & Natural Action, Jasmine Deo Spray - w sumie zajmuje więcej miejsca niż kosmetyk w kulce czy sztyfcie, ale właśnie ten pragnę wreszcie wykończyć. Ochronnych funkcji to on prawie nie ma, ale nie klei się i nie zostawia plam. W sumie nie lubię go zbytnio, bo na mnie nie działa, dlatego też cieszę, iż będę mogła się z nim wkrótce pożegnać i to na dobre.
Playboy, VIP, Perfumed Body Mist - uwielbiam ten zapach, myślę nawet o zakupie szklanego flakonika, bo będzie trwalszy. Mgiełka jest lekka, nie klei się, pachnie kobieco, nie dusi i ogółem sprawuje się świetnie. Butelka jest spora i ze świetnym rozpylaczem, plastikowa i z cienkimi ściankami, ale wytrzymała. Zapach nie utrzymuje się dość krótko, ale dzięki temu można często powtarzać aplikację bez uczucia przesady.
............
Anida, Krem do rąk, Z silikonem prowitaminą B5, Glicerynowo - cytrynowy - bez kremu do rąk nie wyobrażam sobie życia. Ten nie jest zbyt dobry, ale używam go tylko z musu. Jest lekki, szybko się wchłania, trochę nawilża i minimalnie wygładza. W sumie nie jest zły, ale jakoś nie darzę go uczuciem, a przynajmniej nie ciepłym. Zostało mi jeszcze 1/3 opakowania i myślę, ze wystarczy mi na kilka dni.
......
Kategoria III - twarz
.
......
Essence, Lash & Brow Gel Mascara - używałam jako żelu do brwi, ale obecnie się kończy i dolałam do niego olejku rycynowego i codziennie wieczorem przeczesuję taką mieszanką rzęsy. Sprawdza się nieźle, a już na pewno nie szkodzi.
.....
Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - używam go zarówno punktowo, jaki i na całą twarz i w obu przypadkach dobrze się sprawdza. Lekko rozjaśnia skórę, wysusza wypryski, nie zapycha. Nie wywołuje żadnych skutków ubocznych.
..
La Roche - Posay, Effaclar Duo - nie używam go na całą twarz, a jedynie na wypryski. Jest lekki, rzadki i półprzezroczysty, a więc niewidoczny na skórze. Nałożony na dużego pryszcza zmniejsza go o kilkanaście procent w ciągu kilku godzin. Nie podrażnia skóry, nie wywołuje skutków ubocznych. Może kiedyś przekonam się do nałożenia go na całą twarz :)
..
Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream - używam go dopiero od kilku dni, więc nie wyrobiłam sobie jeszcze o nim opinii. Słoiczek jest podzielony na dwie części, na noc i na dzień. Ma też nakładkę, która nie pozwala kremom wypłynąć i zmieszać się, oceniam to na duży plus.
..
Pimafucort, Krem - apteczny produkt, niestety na receptę. Nie ma możliwości, abym nie miała tubki na półce. Łagodzi podrażnienia, nie wywołuje pieczenia ani wysuszania. Nakładam go na usta i twarz i w obu przypadkach dobrze się sprawdza.
Nivea, Lip Butter, Caramel Cream - bardzo lubię to masełko, jego działanie i zapach są zadowalające. Nawilża, odżywia, zmiękcza, nie zabiela ust i nałożony w umiarkowanej ilości nie zbiera się w załamaniach. Pachnie świetnie! Wprawdzie daleko mu do karmelu, bo to raczej maślane ciasteczka z owocami, ale i tak według mnie jest piękny. Nie ma smaku, więc nie widzę powodu, aby go zlizywać.
Tisane, Balsam do ust - używam go zamiennie z masełkiem Nivea. Podobnie jak ono dobrze nawilża, odżywia i zmiękcza wargi, nie zbiera się w załamaniach. Pachnie ładnie, miodowo, ale nie ma smaku.
Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - moja ulubiona odżywka do paznokci. Faktycznie lekko wybiela i pomaga zachować gładkość po wypolerowaniu. Niedługo mi się skończy i poszukam czegoś innego.
Sincler, Mineralny pilnik do paznokci - mam go już od kilku lat i cały czas świetnie się sprawdza. Można nim nadać odpowiedniego kształtu, a przy okazji nie rozdwoić i nie zniszczyć. W łatwy i szybki sposób pomaga pozbyć się zadarć.
Cążki do paznokci - w sumie częściej używam pilnika, ale obcinacz muszę mieć. Akurat ten jest precyzyjny, ostry, nie rwie paznokci, ogółem mówiąc - przydaje mi się.
Avon, Color Trend, Pęseta - pęseta musi mi towarzyszyć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wyrośnie jakiś niepożądany włosek ;D Tej używam już dość długo, jest ostra i precyzyjna. Prawdę mówiąc trzeba uważać, aby się nie skaleczyć przy jej używaniu.
Essence, Ready For Boarding, 2in1 Kajal Pencil, Destination Sunshine - używam głównie waniliowej części, ale niebieska też się przydaje. Zazwyczaj jeden lub oba kolory lądują na linii wodnej. Można nią wykonać cały makijaż oka, a także zatuszować niedoskonałości.
Jak widać nie zabieram wielu produktów, a i tak jest to wersja pielęgnacyjna. Jeśli wybieram się w podróż, gdzie czekają mnie imprezy, to dodatkowo zabieram rozświetlacz, bronzer i inne kosmetyki kolorowe.
Co myślicie o kosmetycznej zawartości mojej torby podróżnej? Dużo, mało, wystarczająco?
..
Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream - używam go dopiero od kilku dni, więc nie wyrobiłam sobie jeszcze o nim opinii. Słoiczek jest podzielony na dwie części, na noc i na dzień. Ma też nakładkę, która nie pozwala kremom wypłynąć i zmieszać się, oceniam to na duży plus.
..
Pimafucort, Krem - apteczny produkt, niestety na receptę. Nie ma możliwości, abym nie miała tubki na półce. Łagodzi podrażnienia, nie wywołuje pieczenia ani wysuszania. Nakładam go na usta i twarz i w obu przypadkach dobrze się sprawdza.
Kategoria IV - różności
....Nivea, Lip Butter, Caramel Cream - bardzo lubię to masełko, jego działanie i zapach są zadowalające. Nawilża, odżywia, zmiękcza, nie zabiela ust i nałożony w umiarkowanej ilości nie zbiera się w załamaniach. Pachnie świetnie! Wprawdzie daleko mu do karmelu, bo to raczej maślane ciasteczka z owocami, ale i tak według mnie jest piękny. Nie ma smaku, więc nie widzę powodu, aby go zlizywać.
Tisane, Balsam do ust - używam go zamiennie z masełkiem Nivea. Podobnie jak ono dobrze nawilża, odżywia i zmiękcza wargi, nie zbiera się w załamaniach. Pachnie ładnie, miodowo, ale nie ma smaku.
Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - moja ulubiona odżywka do paznokci. Faktycznie lekko wybiela i pomaga zachować gładkość po wypolerowaniu. Niedługo mi się skończy i poszukam czegoś innego.
Sincler, Mineralny pilnik do paznokci - mam go już od kilku lat i cały czas świetnie się sprawdza. Można nim nadać odpowiedniego kształtu, a przy okazji nie rozdwoić i nie zniszczyć. W łatwy i szybki sposób pomaga pozbyć się zadarć.
Cążki do paznokci - w sumie częściej używam pilnika, ale obcinacz muszę mieć. Akurat ten jest precyzyjny, ostry, nie rwie paznokci, ogółem mówiąc - przydaje mi się.
Avon, Color Trend, Pęseta - pęseta musi mi towarzyszyć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wyrośnie jakiś niepożądany włosek ;D Tej używam już dość długo, jest ostra i precyzyjna. Prawdę mówiąc trzeba uważać, aby się nie skaleczyć przy jej używaniu.
Essence, Ready For Boarding, 2in1 Kajal Pencil, Destination Sunshine - używam głównie waniliowej części, ale niebieska też się przydaje. Zazwyczaj jeden lub oba kolory lądują na linii wodnej. Można nią wykonać cały makijaż oka, a także zatuszować niedoskonałości.
Jak widać nie zabieram wielu produktów, a i tak jest to wersja pielęgnacyjna. Jeśli wybieram się w podróż, gdzie czekają mnie imprezy, to dodatkowo zabieram rozświetlacz, bronzer i inne kosmetyki kolorowe.
Co myślicie o kosmetycznej zawartości mojej torby podróżnej? Dużo, mało, wystarczająco?
środa, 1 sierpnia 2012
Lipcowe zakupy
Lipiec był miesiącem pełnym zakupowych szaleństw, o czym świadczy nie tylko ilość, ale i kwota, która została zapłacona za nie :) Tym razem przy nazwie każdego produktu możecie ujrzeć cenę, a na końcu posta ową wielką sumę! Niektóre zdjęcia są zbyt niebieskie przez pochmurną pogodę :(
- Essence, Ready For Boarding, Eyeshadow Palette, 01 Beauty On Tour - 14,99
- Essence, Ready For Boarding, 2in1 Kajal Pencil, 01 Destination Sunshine - 6,99
- Joko, Specially For You, Pędzel do makijażu - prezent
- Joko, Marrakech Dream, Puder Brązujący, J261 For Blonde - 29,99
- Wibo, Rose Limited Edition, Sparkling Rose Kiss, Lip Gloss, 02 - 1,29
Zaopatrzyłam się w niewielką paletkę cieni z najnowszej edycji limitowanej Essence w pięknych, pastelowych a zarazem perłowych odcieniach. Do kompletu dobrałam też kredkę - kolory są idealne na linię wodną! Bronzer Joko chodził za mną od dawna, a dzięki niemu dostałam również wysuwany pędzel. Oba spisują się idealnie. Błyszczyk z różanej kolekcji Wibo również jest świetny, bo oprócz pięknego koloru wspaniale pachnie!
- Miyo, Mini Drops, Provocation - 3,99
- Joko, Find Your Color, Nail Enamel, Coriander Green - 12,99
- Golden Rose, With Protein, 205 - 4,99
- Lm, Nail Polish, 110 - 4,50
- Barbra, Colour Alike, Denim, 202 Niebieski Ptak - wymiana z Orlicą
- Delia, Las Vegas, Nail Enamel, 500- 5,90
Kilka lakierów to podstawa! Prowokacyjny odcień Miyo, kolendrowa zieleń Joko, nudziak Golden Rose, jaskrawy róż Lm, przykurzony niebieski Barbry i obłędnie brokatowa emalia Delii będą rządzić tego lata!
- Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - 4,99
- Eveline, Nail Therapy, Odżywka Twarde i lśniące jak diament - 9,60
Moje paznokcie potrzebują pomocy, więc odzywki są bardzo potrzebne. Wybielająca z Verony jest moim ulubieńcem, lecz póki co stoi w zapasie. Diamentową Eveline kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami - dzięki szkodliwym składnikom rzeczywiście utwardza płytkę. Pełną recenzję planuję dodać za dwa tygodnie, już po skończonej kuracji.
- BingoSpa, Szampon Borowinowy 7 Ziół
- BingoSpa, Serum czekoladowo - pomarańczowe do pielęgnacji ciała
- BingoSpa, Maseczka do twarzy z proteinami kaszmiru i jedwabiu
Otrzymałam te kosmetyki do testów od firmy BingoSpa, której bardzo dziękuję! Szamponu użyłam dopiero raz, tak samo maseczki, więc nie jestem w stanie nic o nich powiedzieć. Serum do ciała pachnie obłędnie, niechemicznie i ma fajną konsystencję, jednak jeszcze nietestowane.
- Alterra, Granat&Aloes, Maska nawilżająca do włosów - 6,99
- Babydream, Shampoo mit Kamille - 3,99
- Elfa, Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką - 5,40
Walka z niechcianymi składnikami rozpoczęta, mimo że myjak BingoSpa temu przeczy :D Maskę Alterry kupiłam do kompletu, bo szampon o tym samym zapachu polubiłam nie tylko za działanie. Kosmetyk dziecięcy spisuje się na moich włosach równie dobrze :) Olejek póki co nie wykazuje żadnego działania.
- Ziaja, Tintin, Krem antybakteryjny - 7,99
- Kolastyna, Refresh, Żel do mycia twarzy - 10,69
Bardzo polubiłam antybakteryjny krem Ziai, o czym świadczy już (chyba) trzecie kupione opakowanie. Całkiem nieźle nawilża cerę i pomaga zagoić się nawet większym wypryskom. Odświeżający żel Kolastyny uważamy za dość nieudany eksperyment. Używany raz dziennie przez dwa tygodnie spowodował wysyp dużej ilości pryszczy. Mimo to naprawdę dobrze oczyszczał cerę i sprawiał, że pachniała męskim żelem do golenia.
- Bi-es, Uroda, Melisa, Tonik bezalkoholowy - mimo ceny na opakowaniu, później okazało się, że kosztował mniej - 3,75
Kupiłam do stosowania jako odświeżającej mgiełki do ciała. Fakt, że pachnie ładnie i lekko, ale pozostawia lepki film na skórze. Pielęgnacyjnych właściwości póki co nie mogę ocenić, bo zbyt rzadko go używam :)
- Dairy Fun, Jogurtowy balsam do ciała o zapachu kokosa - 10,99
Przyznaję, że skusił mnie słodki dizajn opakowania, ale jak wiadomo - balsamów nigdy dość! Pachnie całkiem ładnie, rzeczywiście kokosowo. Niestety, musi odstać swoje - do zużycia mam jeszcze dwa inne mazidła!
- Kolastyna, Krem do stóp z pękającą skórą pięt - 7,25
- Paloma, Hand Spa, Cukrowy peeling do rąk - 8,55
W czasie lata (i nie tylko) krem do stóp jest wybawieniem, szczególnie jeśli chłodzi i odświeża jak ten z Kolastyny. Naprawdę przyjemnie się go używa i podziwia efekt. Cukierek do dłoni to mój pierwszy kosmetyk tego typu w karierze. Świetnie wygładza i złuszcza naskórek na dłoniach, pozostawiając na nich parafinową powłoczkę :)
Próbki :
- BingoSpa, Krem na cellulit i rozstępy - 2x 10ml
- Nivea, Q10 Krem przeciwzmarszczkowy na dzień - 1x 1,5ml
- Yves Rocher, Hydra Vegetal, Nawilżający żel-krem do twarzy - 1x 1ml
Uwielbiam próbki i próbeczki! Świetnie nadają się na wyjazd lub do przetestowania. Najbardziej zadowolona jestem z Hydra Vegetal - ciekawe, jak poradzi sobie pod oczami.
- Elissa, Pasta Lassari - 3,30
- Gemi, Pasta Lassari - 4,59
Obie pasty nie różnią się niczym poza ceną - opłacalnie wychodzi Gemi. Dobrze wysuszają otarcia, wypryski i ranki. Są zbawieniem dla mojej trądzikowej cery, choć nie w stu procentach.
- Arix, Aqua Massage, Myjka kąpielowa z mydelniczką - 3,75
Coś wspaniałego! Gąbka ma pod frotowym uchwytem nacięcie, do którego możemy włożyć całe mydło lub jego resztki. Dobrze sprawdza się tej przy zwykłym żelu lub do lekkiego peelingu całego ciała. Ponadto pomaga wydobyć pianę z nawet najbardziej opornego kosmetyku.
- Dalan, Toilet Soap, Almond&Milk - 0,30
Lubię mydła w kostce, ale zazwyczaj nadziewam się na nieciekawe. Tak było i w tym przypadku, ponieważ myjak śmierdzi starym mydłem, a nie migdałami, a do tego utrzymuje się na skórze. Ponadto myja całkiem w porządku.
- Original Source, Chocolate&Mint Shower Gel - 6,99
- Original Source, Seasonal Edition, Spearmint Shower - 8,99
- Original Source, Seasonal Edition, British Strawberry Shower - 8,99
Uwielbiam żele pod prysznic OS! Mają przepiękne zapachy, których nie sposób spotkać u innych firm. Ponadto świetnie myją i nie wysuszają skóry, zapewniając niezapomniane wrażenia! Akurat teraz mam w użyciu czekoladowy, a w kolejce czekają truskawki i mięta.
- Beauty Formulas, Cucumber&Avocado Facial Scrub - 8,50
- Beauty Formulas, Apricot Facial Scrub - 8,50
Zachęcona recenzja Orlicy na temat peelingu morelowego BF poleciałam kupić, a gdy zobaczyłam również wersje ogórkową, nie wiedziałam, co brać, wiec wzięłam oba. Póki co używam morelowego i jestem całkiem zadowolona, ale na moja opinie musicie poczekać.
- Naklejki na paznokcie - wymiana z Orlica
Pierwsza probe ich okiełznania możecie zobaczyć w poście o nudziakowym lakierze Golden Rose. Jak dla mnie są naprawdę ładne i będę ich często używać.
- KillyS, Bezacetonowy zmywacz do paznokci - 5,25
- Simple Beauty, Mleczko do zmywania paznokci, Kokos&Wanilia - 3,90
Zmywacz KillyS już kiedyś miałam i polubiłam, więc kupiłam drugą butelkę. Dobrze zmywa różnokolorowe lakiery, odżywki i naklejki. Mleczko z kolei bardzo zaciekawiło mnie swoją formą i całkiem przyjemnym zapachem. Niestety zmywa nie najlepiej, ale podoba mi się :)
- Tisane, Balsam do ust - 7,00
- Carmex, Classic, tubka - 2x 8,99 = 17,98
- Verona, Oliwkowy balsam do ust - 3,25
- Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera And Mentol - 3x 4,49 =13,47
Tisane kupiłam dla wypróbowania i polubiłam, bo dobrze nawilża usta i chroni przed pierzchnięciem. Carmex to u mnie niestety niewypał - po tygodniu codziennego używania strasznie przesuszył wargi i spowodował atak krostek. Oliwkę wzięłam tylko dlatego, że była tania, więc służy za balsam awaryjny. Mentolek od Lovely to mój ulubieniec!
Za tę górę kosmetyków zapłaciłam całe 277,46 zł, więc jak widać akcja "przeżyć za 50zł" się nie powiodła. Niemniej jednak jestem bardzo zadowolona z zakupów :)
czwartek, 28 czerwca 2012
Czerwcowe zużycia
Jak co miesiąc pragnę zaprezentować moje zużycia, które swoją drogą tradycyjnie są dość potężne i z tej racji zapewne podzielę posta na dwie części lub zrobię tasiemiec-gigant. W czerwcowym denku wyszła głównie pielęgnacja włosów, ciała oraz kilka innych przydatnych produktów, a także kilka próbek. Tak więc bez zbędnych ceregieli przejdźmy do pustych opakowań :)
Najpierw przedstawię produkty do ciała i włosów, a następnie różne różności :)
- Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft - rewelacja! Każdy inny zmywacz to przy nim bubel. Świetnie zmywa wszelkie lakiery, zarówno kremowe, drobinowe i brokatowe aż różnorakie wzory. Jedynym minusem jest średnia wydajność i dość nieciekawy zapach.
- Intimea, Łagodzący żel do higieny intymnej - dobry produkt za śmieszne pieniądze. Całkiem nieźle myje, nie podrażnia i nie wysusza, ale nie zapobiega infekcjom. Ponadto dość ładnie pachnie i nie zawiera parabenów. Jest bardzo wydajny, wystarczył mi na jakieś trzy miesiące.
- Venus, Konwaliowa pianka do golenia dla pań - rzeczywiście ułatwia golenie i minimalizuje ryzyko podrażnień oraz zacięć, które bez niej zdarzały mi się przy niemal każdej depilacji. Zapach jest bardzo mocny, konwaliowy, odrobinę chemiczny i dość długo wyczuwalny na skórze. Wydajność nie najgorsza, bo ilość na jedno golenie była minimalna :)
- Colo, Ziołowy zmywacz do paznokci z rumiankiem - bardzo przeciętny myjak. Średnio radził sobie z jakimkolwiek lakierem, a już szczególnie z dużą ilością drobinek. Mocno wysuszał płytkę oraz skórki wokół niej. Dość ładnie pachniał, rzeczywiście kwiatowo.
- Bambino, Krem ochronny z tlenkiem cynku - krem uniwersalny. Smarowałam nim łokcie, kolana, czasem zamiast balsamu do ciała. Nawilża dość przeciętnie, jednak lepsze to niż nic. Przynajmniej jest bezpieczny i nie podrażnia, a w czasie lat to główna zasada :)
- Anida, Aloesowy krem do rąk z witaminami A + E - przeciętny nawilżacz. Działał bardzo lekko, regenerował minimalnie. Dość długo się wchłaniał i był przez ten czas dość lepki. Mimo wszytsko jest jednak lepszy od cytrynowej wersji.
- Bi-es, Uroda, Melisa, Ochronna pomadka do ust - po zużyciu pierwszego opakowania czułam, że miłości z tego nie będzie, jednak po drugim zmieniłam zdanie na nieco lepsze. Całkiem przyzwoicie nawilża i regeneruje, nie roznosi krostek. Bardzo krótko utrzymuje się na ustach i ma nijaki smak/zapach.
- Gemi, Pasta Lassari - świetny wysuszacz na wypryski. Nałożony wieczorem sprawia, że rano są o połowę mniejsze, jaśniejsze i bardziej płaskie. Ponadto pomaga świeżym ranom i bliznom szybciej znikać ze skóry. Z wydajnością jest całkiem dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że za kazdym razem biorę dużo.
- Spirytus salicylowy - dobrze wysusza odkaża wypryski, stosuję przed nałożeniem pasty Lassari lub Sudomaxu.
- The House of Pets, Jack Shower Gel, Grape - wyjątkowo ładnie pachnący żel pod prysznic w formie pieska! Pienił się bardzo lekko, mył dobrze, nie uczulał.
- Lovely, Liquid Lip Balm - balsamowe KWC i stały bywalec denka! Świetnie nawilża, natłuszcza i regeneruje usta. Niweluje uczucie pieczenia oraz suche skórki. Nie wywołuje uczuleń, krostek ani nie podrażnia.
- Oriflame, Pure Skin, Hide&Treat - okropnie pomarańczowy korektor na wypryski, przez który nie dało się go nosić przy ludziach. Stosowany na noc nie dawał żadnego efektu - wyprysk był tak wielki rano jak i wieczorem. Jak dla mnie straszny bubel, choć czytałam, że inni chwalą.
- L'Oreal, Elseve, Total Repair 5, Instant Miracle - bomba silikonowa. Wprawdzie porządnie i powierzchownie regenerowała, jednak tylko dzięki szkodliwym składnikom, którymi jest napakowana. Miała ładny zapach i świetną konsystencję, a oprócz tego małą wydajność.
- Elfa, Green Pharmacy, Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych - rumianek - kolejny produkt, którego nie polubiłam ze względu na sls/sles. Całkiem dobrze oczyszczał włosy, ale tez niestety dość mocno je wysuszał. Świetnie się pienił i miał przyjemny, ziołowy zapach.
- Isana, Hair, Odżywka wygładzająca włosy - porządna odżywka bez silikonów! Ogranicza elektryzowanie się i puszenie, lekko wygładza i ujarzmia. Ułatwia rozczesywanie i modelowanie. A do tego całkiem wydajna.
- BeBeauty Green Nature Regenerujący balsam do ciała - cudo! Świetnie nawilżał całe ciało, regenerował w przesuszonych miejscach, nie pozostawiał filmu na skórze i nie uczulał. Efekty wzmagały się z dnia na dzień, co tylko spotęgowało moje pożądanie na kolejną tubę.
- Adidas, Floral Dream, Naturalny dezodorant w atomizerze - bardzo przyjemny zapach, kwiatowy, dobry na każdą porę roku. Świetna trwałość - od świtu do nocy. Wykończony po niemal roku codziennego używania, cudeńko!
- Adidas for Women Hydrating Shower Gel - Relax - Flower Bouquet Soothing - bardzo fajny żel. Piękny zapach, świetna piana, cudowny relaks. Czego chcieć więcej? Jedynie wydajność kuleje, zużyłam w dwa tygodnie.
- Marion, Termoochronna mgiełka do włosów - leciutka mgiełka zapobiegająca elektryzowaniu się i zmiękczająca kosmyki. Nie zawiera sles, dzięki czemu nie wysusza ani nie jest szkodliwa dla kłaków. Zużyłam już trzecie lub czwarte opakowanie, uwielbiam!
- Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z efektem peelingującym - cud nad cudy! Świetnie oczyszcza cerę, nadaje jej zdrowego odcienia, wysusza wypryski i jest naprawdę wydajny. Żelowe KWC!
- Colodent, Pasta do zębów, Eksplozja wybielania - bardzo lubię tę pastę i często kupuję. Ma formę zielonego żelka o niepiekącym w język smaku, a do tego naprawdę dobrze wybiela - niestety na krótko. Przyjemna do codziennego stosowania.
- Verona, Beauty Nail Club, Wybielająco-wygładzająca odżywka do paznokci - coś wspaniałego! Optycznie wybiela płytkę i nadaje jej zdrowego, lekko mlecznego odcienia. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu nikną białe plamki i przebarwienia. Świetny produkt w niskiej cenie.
- L'biotica, Biovax, Serum wzmacniające A + E - próbka - bardzo dobrze wygładza włosy i nadaje im sypkość oraz naturalny blask. Ponadto ma tłustą formułę, którą wprost uwielbiam.
- Ziaja, Ziajka, Krem do pielęgnacji dzieci i niemowląt - próbka - przeciętny. Mocno bieli skórę, trudno go równomiernie nałożyć, a do tego pozostawia tępy film na skórze. Nijak pachnie, nawilża minimalnie.
- Palmolive, Naturals, Balanced&Mild, Mydło z ekstraktem z rumianku - mydło jak mydło. Zupełnie zwyczajne, przy6jemne w użytkowaniu. Pachniało tym, czym jest, ale nie rumiankiem. Całkiem dobrze się pieniło, a zwłaszcza w duecie z peelingiem.
- Biotherm, Aquasource 24h Deep Hydration, bogaty krem-balsam nawilżający - próbka - sprawdził się jako krem do rąk. Dobrze nawilżał, regenerował i niwelował uczucie suchości. Miał luksusowo-kosmetyczny zapach.
- Cleanic, Sensitive, Płatki kosmetyczne - przyjemne. Dobrze zmywały lakiery i nie rozwarstwiały się. Niestety mało wydajne i dość drogie.
- Farmona, Sweet Secret, Czekoladowe masło do ciała - cudowny zapach świeżego kakao i czekolady, który długo utrzymuje się na skórze. Nawilżenie przeciętne, jednak rozkosz dla nosa gwarantowana.
- Marion, Maska rozświetlająca włosy w saszetce - kupa alkoholu. Nie zauważyłam rozświetlenia, nawilżenia ani regeneracji. Poza tym mało atrakcyjna forma aplikacji i nieciekawy zapach.
- Adidas, Nawilżający żel pod prysznic, Smooth - próbka - bardzo dobry produkt. Miałam już wersję pełnowymiarową innego zapachu i tak samo lubiłam. Śliczny aromat, dobre oczyszczanie, łatwa aplikacja.
- Nuxe, Body, Balsam do ciała - nie znam dokładnej nazwy, ponieważ mnie nie zainteresował. Miał przyjemny zapach i konsystencje, nawilżenie średnie. Nic ciekawego.
sobota, 19 maja 2012
Wybielacz! Verona Beauty Nail Club Odżywka wybielająco-wygładzająca
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam świetną odżywkę , która pomaga mi w
ukryciu i pozbyciu się licznych plamek i nierówności paznokcia, a także
sprawia, że płytki wyglądają o niebo lepiej - błyszczą, nie łamią się i
są w dużo lepszej kondycji niż bez niej. Oto powitajcie wybielająco-wygładzającą odżywkę Verona Beauty Nail Club.
Konsystencja odżywki jest bardzo dobra, dzięki czemu łatwo nakłada się na paznokcie. Nie jest ani zbyt rzadka, ani zbyt gęsta, lejąca. Rozprowadza się równomiernie, nie smuży. Wystarczy około trzech minut na pełne wyschnięcie i utwardzenie bez rys czy obdarć.
Skład: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nitrocellulose, Adipic Acid/Neopentyl Glycol/Trimellitic Anhydride Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Acrylates Copolymer, Stearalkonium Hectorite, CI 77891, Bezophenone-1, Melaleuca Alternifolia Oil, Benzophenone-3, Dimethicone, Oenothera Biennis Oil, Panthenol
Odżywka bardzo ładnie, lekko zakrywa mankamenty paznokci delikatnym, mlecznym kolorem. Po dwóch tygodniach używania i zmywania co cztery dni płytki stały się jaśniejsze, gładsze, a białe plamki zmniejszyły się. Stały się też nieco mocniejsze i zaczęły szybciej rosnąć. Nigdy nie były w tak dobrej kondycji!
Opakowanie 7/10 - kartonik, ulotka, niezła buteleczka. Konsystencja 8/10 - dobrze i równomiernie się rozprowadza, jednak po trzech miesiącach używania zgęstniała i nie da się jej używać. Wydajność 9/10 - wystarczyła na około sto dni! Po upływie tego czasu zostało jej może dwa mililitry i zgęstniała. Działanie - 9/10. Wspaniale wybiela i pomaga pozbyć się plam. Ocena ogólna - 9/10. Polecam!
Odżywka zapakowana jest w widoczny na powyższym zdjęciu kartonik, skłonny do wgnieceń i rozdarć, który może przytłaczać ilością informacji, posiadający ulotkę wewnątrz. Właściwe opakowanie to zwyczajna, kwadratowa buteleczka, typowa dla lakierów do paznokci o pojemności 8ml. Wykonane jest solidnie, równo, stoi stabilnie i nie chwieje się. Pędzelek jest dość cienki i średniej długości, dobrze przycięty, nie wychodzą z niego pojedyncze włoski, nie utrudnia aplikacji produktu.
Szata graficzna kartonika jest dość schludna i estetyczna, ale z lekka przytłacza ilością napisów. Buteleczka została opatrzona kilkoma słowami - nazwą firmy, serii, a także informacją, czym jest. Po kilkudziesięciu użyciach i przewracaniu w dłoniach napisy zaczęły się ścierać, a po przejechaniu zmywaczem zniknęły, pozostawiając mgliste wspomnienie, które zdołamy ujrzeć, ale tylko i wyłącznie pod słońce :-)
Konsystencja odżywki jest bardzo dobra, dzięki czemu łatwo nakłada się na paznokcie. Nie jest ani zbyt rzadka, ani zbyt gęsta, lejąca. Rozprowadza się równomiernie, nie smuży. Wystarczy około trzech minut na pełne wyschnięcie i utwardzenie bez rys czy obdarć.
Skład: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nitrocellulose, Adipic Acid/Neopentyl Glycol/Trimellitic Anhydride Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Acrylates Copolymer, Stearalkonium Hectorite, CI 77891, Bezophenone-1, Melaleuca Alternifolia Oil, Benzophenone-3, Dimethicone, Oenothera Biennis Oil, Panthenol
Odżywka bardzo ładnie, lekko zakrywa mankamenty paznokci delikatnym, mlecznym kolorem. Po dwóch tygodniach używania i zmywania co cztery dni płytki stały się jaśniejsze, gładsze, a białe plamki zmniejszyły się. Stały się też nieco mocniejsze i zaczęły szybciej rosnąć. Nigdy nie były w tak dobrej kondycji!
Opakowanie 7/10 - kartonik, ulotka, niezła buteleczka. Konsystencja 8/10 - dobrze i równomiernie się rozprowadza, jednak po trzech miesiącach używania zgęstniała i nie da się jej używać. Wydajność 9/10 - wystarczyła na około sto dni! Po upływie tego czasu zostało jej może dwa mililitry i zgęstniała. Działanie - 9/10. Wspaniale wybiela i pomaga pozbyć się plam. Ocena ogólna - 9/10. Polecam!
piątek, 11 maja 2012
Delikatna wersja cieniowanego przepychu na lakierze Golden Rose Fantastic 181
Dzisiejszy mani powstał dzięki nudzie, połączeniu lakierów na wymianę i nowych, półprzezroczystych holo, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie warto wyjmować rzeczy do oddania i testowania ich od początku :-) Niemniej jednak wyszedł niezwykle piękny i efektowny, acz nietrwały.
Postanowiłam dokształcić się w cieniowaniu i przyznam, że w moim mniemaniu idzie mi bardzo dobrze. Lakierem bazowym został pastel, mianowicie tytułowy błękit Golden Rose Fantastic 181 z deliaktnym shimmerem. Następnie przy pomocy gąbki użyłam Butterfly Maxima 314 na 3/4 płytki i China Glaze Outta Bounds przy końcówkach. Całość przyprószyłam delikatnie lakierem Eveline Holografic Shine 411, a do połowy paznokcia nałożyłam Eveline Holografic Shine 401 wymieszanego z Sensique Fantasy Glitter Fireworks, wymieszanych w proporcjach 1:1. Jako podkład wystąpiła odżywka wybielająco-wygładzająca Verona Beauty Nail Club.
Tytułowy Golden Rose rozprowadza się dość dobrze i całkiem precyzyjnie, ponieważ nie smuży. Kryje słabo, ale do cieniowania jedna warstwa jest wystarczająca. Schnie około ośmiu minut, czyli zbyt długo. Inne lakiery użyte do cieniowania nie trzymają się na nim dobrze i schną powoli, pozwalając na odciśnięcia. Owocuje to tym, że po około czterech godzinach miałam pozdzierany wzorek :/
Postanowiłam dokształcić się w cieniowaniu i przyznam, że w moim mniemaniu idzie mi bardzo dobrze. Lakierem bazowym został pastel, mianowicie tytułowy błękit Golden Rose Fantastic 181 z deliaktnym shimmerem. Następnie przy pomocy gąbki użyłam Butterfly Maxima 314 na 3/4 płytki i China Glaze Outta Bounds przy końcówkach. Całość przyprószyłam delikatnie lakierem Eveline Holografic Shine 411, a do połowy paznokcia nałożyłam Eveline Holografic Shine 401 wymieszanego z Sensique Fantasy Glitter Fireworks, wymieszanych w proporcjach 1:1. Jako podkład wystąpiła odżywka wybielająco-wygładzająca Verona Beauty Nail Club.
Tytułowy Golden Rose rozprowadza się dość dobrze i całkiem precyzyjnie, ponieważ nie smuży. Kryje słabo, ale do cieniowania jedna warstwa jest wystarczająca. Schnie około ośmiu minut, czyli zbyt długo. Inne lakiery użyte do cieniowania nie trzymają się na nim dobrze i schną powoli, pozwalając na odciśnięcia. Owocuje to tym, że po około czterech godzinach miałam pozdzierany wzorek :/
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Kwietniowe zużycia
Dzisiaj przybywam pełna dumy i z uśmiechem na ustach, aby pokazać Wam moje kwietniowe denko, które jest całkiem spore. Udało mi się wykończyć aż dwadzieścia opakowań całkiem porządnych specyfików do ciała, twarzy, włosów, dłoni a nawet do paznokci! Zapraszam do oglądania i czytania bardzo długiego posta!
Zacznę od krótkich opisów kosmetyków o dość dużej pojemności :)

Zacznę od krótkich opisów kosmetyków o dość dużej pojemności :)
- Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft - najlepszy zmywacz pod słońcem jaki kiedykolwiek miałam! Świetnie zmywa wszystkie lakiery, również brokaty i pękacze. Ponadto nie wysusza ani skórek, ani paznokci, mimo że zawiera aceton. Śmierdzi dość mocno, ale dla takiego działania warto wytrzymać! Dodatkowo ma dużą butelkę z długą szyjką i jest dostępny w Rossmannie w dwóch wielkościach w niskiej cenie!
- Rival de Loop, Pure Skin, Waschgel Peeling-Effekt - mój ulubieniec do mycia twarzy ze skłonnością do wyprysków. Wspaniale oczyszcza i odświeża cerę, odrobinę wysuszając ją i wypryski. W dość dużym stopniu zapobiega powstawaniu nowych nieprzyjaciół w postaci ropnych krostek. Zużyłam już wiele butelek i ciągle kupuję kolejne! Dostępny jest w każdym Rossmannie.
- Timotei, Delikatność 2w1, szampon z odżywką - świetny szampon o wspaniałym, waniliowo-migdałowym aromacie. Bardzo dobrze myje i oczyszcza, nie podrażniając skóry głowy. Nie obciąża i nie plącze włosów, a pozostawia je miękkie i lekko wygładzone. Nie przyspiesza przetłuszczania, ale też nie utrzymuje świeżości na bardzo długi czas - średnio dwa dni, ale wystarcza mi to w zupełności.
- Artiste, Hair Care&Styling, Odżywka intensywnie regenerująca - zwykła odżywka o przyzwoitym działaniu. Odżywiała i regenerowała bardzo lekko, nie poradziła sobie z szorstkimi końcówkami. Włosy były miękkie i przyjemne w dotyku. Pachniała bardzo przyjemnie jak i inne produkty tej firmy.
- Oceania, Shower Gel, Aroma Anti-stress - średni żel pod prysznic o zapachu lekko zwietrzałych kulek na mole. Mył przyzwoicie, pienił się słabo, bardzo szybko go ubywało. Nie odświeżał, a lekko przymulał i nie uspokajał dostatecznie. Nie sprawdzał się także jako płyn do kąpieli, bo piany było jak na lekarstwo i była nietreściwa. Można kupić go w Biedronce za niecałe trzy złote.
- Isana, Body Butter, Walnussmilch - limitowane masełko, które polubiłam za działanie. Bardzo dobrze nawilżało skórę i lekko ją wygładzało. Pozostawiało jednak długo utrzymujący się lepki film na całym ciele, bardzo nieprzyjemny. Pachniało ładnie, słodko, ale nie orzechami włoskimi, raczej mlekiem z cukrem.
- Oeparol Balance, Pomadka ochronna z filtrami UVA/UVB SPF 20 - całkiem dobra pomadka, ale nie na tyle, żebym kupiła ponownie. Nawilżała i natłuszczała na krótko, przyczyniła się do powstawania krotek wokół ust i na nich, a także czasem wzmagała pieczenie. Miała ładny, pomadkowo-kwiatowy zapach.
- Nivea, Care Soap, Coconut&Almond Oil - mydło jak mydło. Dobrze myło, ale się zbytnio nie pieniło. Miało chemiczno-migdałowy zapach, który mnie denerwował.
- Original Source, Mango&Macadamia Shower - polubiłam działanie tego żelu, zapach nieco mniej. Dobrze oczyszczał i nie wysuszał, łatwo się zmywał i był wydajny. Pachniał ładnie, ale troszkę zbyt mdło. Bardzo spodobał mi się jego design, bardzo oryginalny.
- Verona, Natural Line Spa, Goat's Milk&Vanilla - krem do ciała o przyjemnym, mleczno-waniliowym zapachu, który dość szybko schodził ze skóry. Nawilżał bardzo delikatnie, nie usuwał oznak zmęczenia. Szybko się wchłaniał i nie uczulał.
- Sensique, Zmywacz do paznokci naturalnych o zapachu winogron - zmywał nadzwyczaj dobrze i bardzo mnie tym zadziwił. Poradził sobie nawet z brokatowym lakierem metodą z użyciem folii aluminiowej. Bardzo ładnie pachniał winogronem, ale przebijał się przez niego smrodek zmywacza.
- Johnson's Baby, Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 - próbkę 50ml dostałam dzięki formularzowi na stronie firmy. Miał cudowną, tłustawą konsystencję i ładny, typowy dla dzidziusiowych produktów zapach. Wystarczył mi na trzy razy, ale myślę, że kupię pełnowymiarowe opakowanie.
- Rival de Loop, Pure Skin, Mattierende Feuchtigkeitspflege - uwielbiam ten krem! Świetnie nawilża cerę, eliminuje świecenie i pomaga zapobiegać powstawaniu wyprysków. Szybko się wchłania i jest bardzo wydajny!
- PharmaCF, Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - rozgrzewający - cudownie nawilżał i chronił dłonie, niwelował uczucie szorstkości i zaczerwienienia. Nie rozgrzewał, ale pozostawał warstwę ochronną. Szybko się wchłaniał i wspaniale pachniał.
- Oriflame, Tea Tree Corrective Stick - używałam tylko zielonej części, bo beżowa była zbyt pomarańczowa i sama się złamała. Zielony dobrze wysuszał wypryski i pomagał im się szybciej zagoić. Dodatkowo ładnie pachniał i nie drażnił nosa.
- Celia, Baza diamentowa - całkiem niezła baza. Chroniła paznokcie przed przebarwieniami, ale nie wzmocniła ich. Lakiery rozprowadzały się dobrze i nie ważyły. Szybko jednak zgęstniała i trudno było ją rozprowadzić. Nie kupiłabym jej ponownie, bo nie spodobała mi się zbytnio.
- Lovely, Liquid Lip Balm, With aloe vera and mentol - uwielbiam ten balsam za jego wspaniałe działanie. Cudownie nawilża i natłuszcza usta na długo, lekko chłodzi, nie uczula i ma lekko mentolowy zapach.
- The House of Pets, Dogs, Jack Green Apple - żelik w kształcie pieska o zapachu zielonego jabłka, na które od razu przychodzi ochota. Myje słabo, nie pieni się, trudno go wydobyć, ładnie pachnie.
- Jelfa, Clobaza, Krem tłusty - to nie pierwsze i nie ostatnie opakowanie, bo zawsze muszę go mieć. Nakładam na powieki, nos, szyję i stopy - wspaniale natłuszcza i regeneruje, pozostawiając tłusty film. Stosuję go wyłącznie na noc.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Duet niedoskonały, czyli Verona Laboratories Natural Line SPA Goat`s Milk & Vanilla
Verona Laboratories Natural Line SPA Goat`s Milk & Vanilla to krem do ciała, który przekonał mnie niską ceną, bo niecałe pięć złotych i waniliowym zapachem. Jednak bardzo mnie zawiódł, a powody znajdziecie w notatce poniżej.
Krem zamknięty jest w czarne, miękkie, okrągłe opakowanie z dość lichego plastiku o pojemności 175ml. Dzięki niemu możemy wygrzebać wszystko do ostatniej kropli i nie zmarnować go. W środku mamy dodatkowo plastikowe kółeczko, które zabezpiecza przed wylaniem się kremu np. w podróży. Pudełko ugina się pod wpływem nacisku dłoni, m.in. przy otwieraniu. Całość wygląda na dość lichą, bo taka też jest.
Opakowanie jest obficie oklejone naklejkami z napisami i ładnym, zachęcającym obrazkiem wanilii i mleka. Zamieszczony jest też skład i chwała producentowi za to. Naklejki są papierowe, więc pod wpływem wilgoci pewnie zaczną się odklejać.W niektórych miejscach porobiły się już plamki.
Krem ma dość śliską konsystencję, jednak na skórze rozprowadza się bardzo dobrze. Nie jest twardy jak masła ani rzadki jak niektóre balsamy, ale nie spływa. Wchłania się w ciągu kilku minut, nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego czy lepkiego filmu.
Wiedziałam, że krem cudów robił nie będzie, ale i tak jestem zawiedziona. Miałam rację, bo nawilża bardzo lekko, a nawet zbyt lekko. Nie radzi sobie z suchym naskórkiem na kolanach i łydkach. Skóry nie wygładza nawet w najmniejszym stopniu, nie ujędrnia ani nie napina. Nie ma mowy o działaniu przeciwstarzeniowym czy niwelującym zmęczenie.
Bardzo spodobał mi się jego zapach - wanilia z mlekiem. Mocno czuć go w opakowaniu, na dłoni już słabiej, a na ciele tak delikatnie, że aż trzeba mocno przytykać nos. Utrzymuje się króciutko, a w tym czasie coraz bardziej słabnie.
Opakowanie 3/10, konsystencja 7/10, działanie 4/10, zapach 5/10, dostępność 1/10. Ocena ogólna - 4/10.
Krem zamknięty jest w czarne, miękkie, okrągłe opakowanie z dość lichego plastiku o pojemności 175ml. Dzięki niemu możemy wygrzebać wszystko do ostatniej kropli i nie zmarnować go. W środku mamy dodatkowo plastikowe kółeczko, które zabezpiecza przed wylaniem się kremu np. w podróży. Pudełko ugina się pod wpływem nacisku dłoni, m.in. przy otwieraniu. Całość wygląda na dość lichą, bo taka też jest.
Opakowanie jest obficie oklejone naklejkami z napisami i ładnym, zachęcającym obrazkiem wanilii i mleka. Zamieszczony jest też skład i chwała producentowi za to. Naklejki są papierowe, więc pod wpływem wilgoci pewnie zaczną się odklejać.W niektórych miejscach porobiły się już plamki.
Krem ma dość śliską konsystencję, jednak na skórze rozprowadza się bardzo dobrze. Nie jest twardy jak masła ani rzadki jak niektóre balsamy, ale nie spływa. Wchłania się w ciągu kilku minut, nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego czy lepkiego filmu.
Wiedziałam, że krem cudów robił nie będzie, ale i tak jestem zawiedziona. Miałam rację, bo nawilża bardzo lekko, a nawet zbyt lekko. Nie radzi sobie z suchym naskórkiem na kolanach i łydkach. Skóry nie wygładza nawet w najmniejszym stopniu, nie ujędrnia ani nie napina. Nie ma mowy o działaniu przeciwstarzeniowym czy niwelującym zmęczenie.
Bardzo spodobał mi się jego zapach - wanilia z mlekiem. Mocno czuć go w opakowaniu, na dłoni już słabiej, a na ciele tak delikatnie, że aż trzeba mocno przytykać nos. Utrzymuje się króciutko, a w tym czasie coraz bardziej słabnie.
Opakowanie 3/10, konsystencja 7/10, działanie 4/10, zapach 5/10, dostępność 1/10. Ocena ogólna - 4/10.
piątek, 6 kwietnia 2012
Marcowe zakupy
W marcu nie przybyło mi za wiele - głównie pielęgnacja. Mimo wszystko postanowiłam pokazać Wam moje comiesięczne łupy :-)
Poniżej pokażę wszystkie kosmetyki ze zdjęcia, a zacznę od ...
China Glaze Life Preserver
China Glaze Trendsetter
China Glaze Outta Bounds
Lakiery firmy China Glaze zamówiłam dość dawno u pewnej blogerki, kiedy robiła zamówienie na transdesign.
Wszystkie trzy zostały już pokazane na blogu - tu, tu i tutaj.
Najbardziej przypadł mi do gustu Trendsetter, a najmniej - Outta Bounds.
Golden Rose Graffiti 02
Miss Sporty Clubbing 303
Catrice Ultimate 360 Raspberry Fields Forever
My Secret Nail Polish 144
Butterfly Maxima 314
Pękacz dostałam od Malwiny w ramach wymianki, pokazałam go tutaj. Dwa kolejne oddała mi Krzykla, wielkie dzięki :-) Wszystkie przypadły mi do gustu, a najbardziej pękacz.
Z kolei róż od My Secret jest dość nieciekawy, pewnie powędruje do zakładki "wymianka". Motylka już pokazywałam, średniak.
Isana Body Butter Walnushmilch
Verona Laboratories, Natural Line SPA, Goat`s Milk & Vanilla
Masełko z Isany polubiłam, zrecenzowałam i zużyłam. Dobrze nawilżało i wygładzało skórę. Zostawiało jednak nieprzyjemny film, który długo się utrzymywał.
Krem do ciała z Verony kupiłam przypadkiem. Bardzo spodobał mi się jego waniliowo-mleczny zapach. Zaczęłam go używać kilka dni temu, nawilża średnio, a zapach nie utrzymuje się na skórze.
The House of Pets, Dogs, Shower Gel
Czekałam na promocję tych piesków bardzo długo, a gdy ich cena wynosiła niecałe pięć złotych natychmiast kupiłam opakowanie z czterema Jackami.
Żele myją średnio, nie pienią się prawie w ogóle. Dość trudno wydobyć je z pieska. Zapachy mają całkiem ładne, zwłaszcza zielone jabłuszko.
Od lewej - Jack Green Apple, Jack Grape, Jack Blueberry.
A teraz trochę zdjęć z innej perspektywy :
Verona Beauty Nail Club, Odżywka do paznokci wybielająco - wygładzająca
Bardzo polubiłam te odżywkę. Świetnie nadaje się jako baza pod kolorowe lakiery, wygładza płytkę, łatwiej się po niej maluje.
Zauważyłam też jakby rozjaśnienie paznokci i mniej białych plamek.
Ziaja, Energia Pomarańczy, Balsam do ust
Miałam ten balsamik już kilka razy, ale nie kocham go tak, jak przedtem. Nie nawilża ust dostatecznie, tylko lekko natłuszcza. Wydaje mi się nawet, że wyskakują mi po nim krostki na ustach!

Johnson's Baby, Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 50ml
Johnson's Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom 15ml
Płyn przetestowałam i pokochałam, ma cudowną, tłustawą konsystencję, nie wysusza. Pachnie typowo dzidziusiem :)
Krem poczeka na wszelki wypadek.
Sensique, Zmywacz do paznokci naturalnych o zapachu winogrona
Polubiłam ten kosmetyk, mimo że zawierał aceton. Dobrze zmywał wszelkie lakiery, również brokaty - metodą z użyciem folii aluminiowej.
Pachniał winogronem, lecz przebijał się przez niego smród zmywacza, ale nie był tak nachalny jak inne :)
Tołpa, Dermo Face, Physio - żel do mycia twarzy i oczu
Tołpa, Dermo Face, Physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Oba produkty wygrałam w rozdaniu. Żelu jeszcze nie używałam, czeka na swoją kolej w szafce z zapasami.
Micela używałam kilka razy, dobrze zmywa makijaż oczu :)
Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała
Mgiełka mnie urzekła swoim zapachem świeżego arbuza! Utrzymuje się na skórze raczej krótko.
Wspaniale odświeża po dużym wysiłku :-)
Intimea, Łagodzący żel do mycia okolic intymnych
Całkiem niezły żel, myje bardzo delikatnie i nie podrażnia. Spodobał mi się jego zapach, przestał być "męski".
Poniżej pokażę wszystkie kosmetyki ze zdjęcia, a zacznę od ...
China Glaze Life Preserver
China Glaze Trendsetter
China Glaze Outta Bounds
Lakiery firmy China Glaze zamówiłam dość dawno u pewnej blogerki, kiedy robiła zamówienie na transdesign.
Wszystkie trzy zostały już pokazane na blogu - tu, tu i tutaj.
Najbardziej przypadł mi do gustu Trendsetter, a najmniej - Outta Bounds.
Golden Rose Graffiti 02
Miss Sporty Clubbing 303
Catrice Ultimate 360 Raspberry Fields Forever
My Secret Nail Polish 144
Butterfly Maxima 314
Pękacz dostałam od Malwiny w ramach wymianki, pokazałam go tutaj. Dwa kolejne oddała mi Krzykla, wielkie dzięki :-) Wszystkie przypadły mi do gustu, a najbardziej pękacz.
Z kolei róż od My Secret jest dość nieciekawy, pewnie powędruje do zakładki "wymianka". Motylka już pokazywałam, średniak.
Isana Body Butter Walnushmilch
Verona Laboratories, Natural Line SPA, Goat`s Milk & Vanilla
Masełko z Isany polubiłam, zrecenzowałam i zużyłam. Dobrze nawilżało i wygładzało skórę. Zostawiało jednak nieprzyjemny film, który długo się utrzymywał.
Krem do ciała z Verony kupiłam przypadkiem. Bardzo spodobał mi się jego waniliowo-mleczny zapach. Zaczęłam go używać kilka dni temu, nawilża średnio, a zapach nie utrzymuje się na skórze.
The House of Pets, Dogs, Shower Gel
Czekałam na promocję tych piesków bardzo długo, a gdy ich cena wynosiła niecałe pięć złotych natychmiast kupiłam opakowanie z czterema Jackami.
Żele myją średnio, nie pienią się prawie w ogóle. Dość trudno wydobyć je z pieska. Zapachy mają całkiem ładne, zwłaszcza zielone jabłuszko.
Od lewej - Jack Green Apple, Jack Grape, Jack Blueberry.
A teraz trochę zdjęć z innej perspektywy :
Verona Beauty Nail Club, Odżywka do paznokci wybielająco - wygładzająca
Bardzo polubiłam te odżywkę. Świetnie nadaje się jako baza pod kolorowe lakiery, wygładza płytkę, łatwiej się po niej maluje.
Zauważyłam też jakby rozjaśnienie paznokci i mniej białych plamek.
Ziaja, Energia Pomarańczy, Balsam do ust
Miałam ten balsamik już kilka razy, ale nie kocham go tak, jak przedtem. Nie nawilża ust dostatecznie, tylko lekko natłuszcza. Wydaje mi się nawet, że wyskakują mi po nim krostki na ustach!

Johnson's Baby, Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 50ml
Johnson's Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom 15ml
Płyn przetestowałam i pokochałam, ma cudowną, tłustawą konsystencję, nie wysusza. Pachnie typowo dzidziusiem :)
Krem poczeka na wszelki wypadek.
Sensique, Zmywacz do paznokci naturalnych o zapachu winogrona
Polubiłam ten kosmetyk, mimo że zawierał aceton. Dobrze zmywał wszelkie lakiery, również brokaty - metodą z użyciem folii aluminiowej.
Pachniał winogronem, lecz przebijał się przez niego smród zmywacza, ale nie był tak nachalny jak inne :)
Tołpa, Dermo Face, Physio - żel do mycia twarzy i oczuTołpa, Dermo Face, Physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Oba produkty wygrałam w rozdaniu. Żelu jeszcze nie używałam, czeka na swoją kolej w szafce z zapasami.
Micela używałam kilka razy, dobrze zmywa makijaż oczu :)
Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała
Mgiełka mnie urzekła swoim zapachem świeżego arbuza! Utrzymuje się na skórze raczej krótko.
Wspaniale odświeża po dużym wysiłku :-)
Intimea, Łagodzący żel do mycia okolic intymnych
Całkiem niezły żel, myje bardzo delikatnie i nie podrażnia. Spodobał mi się jego zapach, przestał być "męski".
Etykiety:
avon,
butterfly,
catrice,
china glaze,
golden rose,
intimea,
isana,
johnson's,
miss sporty,
my secret,
sensique,
the house of pets,
tołpa,
verona,
zakupy,
ziaja
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































