Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lipca 2014

Kulturowe podsumowanie czerwca

Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się stało, że nie napisałam kulturowego podsumowania maja. Zorientowałam się jakoś dwa tygodnie temu i uznałam, że nie ma sensu o tym pisać praktycznie dwa tygodnie po czasie. W czerwcu nie obejrzałam ani jednego filmu, co w ostatnich miesiącach często mi się zdarzało - zobaczyć jeden, dwa albo wcale. Trudno, nie mam zamiaru się tym przejmować. Nie będę przedłużać, zapraszam na czerwcowe podsumowanie :)


Spowiedniczka Terry'ego Goodkinda jest jedenastym tomem cyklu Miecz Prawdy. Przyznaję, całą serię bardzo polubiłam, inaczej nie dotarłabym do tej części. Książkę czytało się bardzo przyjemnie jak wszystkie wcześniejsze - wciągająca fabuła, barwni bohaterowie, próby przezwyciężenia zła i własnych słabości. Wszystko to złożyło się na porywającą powieść, od której trudno się oderwać. Kłaniam się w pas autorowi, że potrafił stworzyć tak mądrą, piękną serię, która mimo ilości tomów nie stała się ani trochę nudna!

Kiedy wzięłam tę książkę do ręki, nawet przez myśli mi nie przeszło, że okaże się tak piękna i wzruszająca. Od pierwszego wejrzenia Nicholasa Sparksa to jedna z tych powieści, przy których człowiek płacze, chociaż wcale nie chce. Opowieść o dwojgu ludzi, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, zamieszkali ze sobą, kupili dom i planowali cudowne życie, które przerwało pewne wydarzenie. Nie będę zdradzać o co dokładnie chodziło, lepiej przekonać się samemu. Podsumowując, bardzo polecam.

Weiser Dawidek Pawła Huelle to pozycja niezwykła. Naprawdę inna od przeczytanych przeze mnie wcześniej pozycji. Zawiła, skomplikowana, pozostawiająca wiele pytań bez odpowiedzi. Moim zdaniem jest po prostu dziwna, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Opowieść o przyjaciołach, dzieciach, które... no właśnie, co? Przeżywały dzieciństwo odkrywając dorosłość, wiele nie rozumiejąc, wysnuwając własne wnioski. Ze swojej strony polecam, warto przeczytać i przekonać się, na czym polega niezwykłość tej książki.



Cały czerwiec w głośnikach i słuchawkach brzmiały powyższe utwory. Polecam wszystkie, należą do tych raczej znanych, więc pewnie już nie raz je słyszeliście :)

Co ciekawego przeczytałyście lub obejrzałyście w lipcu? Znacie którąś z wymienionych przeze mnie pozycji?

środa, 7 maja 2014

Kulturowe podsumowanie kwietnia

Kwiecień pożegnaliśmy już kilka dni temu, czas więc na kulturowe podsumowanie. Muszę przyznać, że przyłożyłam się do czytania i dzięki temu poznałam kilka naprawdę ciekawych pozycji. Po raz kolejny oglądanie filmów leży i kwiczy, jednak zawsze lepszy jeden niż wcale. Dobra, przestaję gadać i przechodzę do właściwej części posta :)


Zamek z piasku, który runął Stiega Larssona to trzecia i ostatnia część serii Millennium. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest gorsza od dwóch wcześniejszych tomów. Podobnie zaskakująca, trzymająca w napięciu opowieść o próbie udowodnienia swojej niewinności przez osobę, której służby bezpieczeństwa z reguły nie wierzą. Niezwykle wciągająca, zagmatwana opowieść, pełna zagadek wydających się niemożliwymi do rozwiązania. Szczerze polecam przeczytać całą trylogię, jest warta każdej spędzonej nad nią minuty.

Podczas czytania wszystkich trzech części Igrzysk Śmierci Suzanne Collins człowiek przenosi się do innego wymiaru. Tak samo było w przypadku Kosogłosa, ostatniego już tomu. Walka toczona przez Katniss nie dotyczy tylko jej, ale również całego świata, w którym żyje, jej bliskich i wszystkiego, co ją otacza. Emocjonująca, wciągająca opowieść, po przeczytaniu której ogarnął mnie nieopisany, niespodziewany smutek. To jedna z tych książek, które zawierają w sobie życiowy przekaz, a przy tym nie należą do nudnych i płaskich.

Człowiek, który wkradł się do Auschwitz to prawdziwa historia życia Denisa Avey'a. Opowiada on o swoich przeżyciach, zwycięstwach w bitwach, późniejszym dostaniu się do niewoli i przebywaniu w obozie koncentracyjnym. Nie wystarczało mu, że wiedział o szczególnym okrucieństwie wobec Żydów. Chciał przekonać się, jak jest naprawdę i udało mu się. Naprawdę nie da się opisać męki ludzi, których traktuje się gorzej od śmieci. Najlepiej wziąć tę książkę do ręki i przeczytać tę historię, ponieważ jest tego warta.

Nadal staram się przyswajać wiedzę na temat fotografowania różnych obiektów, technik, trików i innych spraw z tym związanych. Bardzo pomagają mi w tym poradniki Scotta Kelby'ego. Ostatnio zapoznałam się z treścią Sekretów mistrza fotografii cyfrowej. Nowe ujęcia Scotta Kelby'ego i choć nie doznałam olśnienia, to jestem już jeden mały kroczek bliżej opanowania chociażby ułamka mistrzostwa autora książek. Napisane są w przystępny sposób, aż chce się czytać. Porady są fachowe, ale brzmią po przyjacielsku, nie jak sztywny wykład.

Ostatnią pozycją przeczytaną przeze mnie w kwietniu jest Norwegian Wood Haruki Murakami. Szczerze mówiąc, trudno mi jednoznacznie określić, jak bardzo mi się podobała. To jedna z tych książek, które uważam za dobre, a jednocześnie tyłka mi nie urwały. Moje pierwsze odczucie po przeczytaniu i zamknięciu powieści to mieszanka satysfakcji i zdziwienia. Dziwna historia młodego chłopaka, który moim zdaniem, jeszcze nie odnalazł tego, co dla niego w życiu najważniejsze. Pełno tam ciekawych, dziwnych osób, wydarzeń. Mimo wszystko spodobało mi się to pogmatwanie z poplątaniem i polecam, warto po nią sięgnąć :)

  
Czasami nachodzi mnie ochota na pełnometrażowy film animowany. Rzadko zdarza się, żeby któryś mnie w pełni zadowolił, ale zaniechać prób poszukiwania takowego nie zamierzam. Merida Waleczna ósmym cudem świata nie jest, ale tragedii również nie ma. Zderzenie temperamentu rudowłosej dziewczynki i zachowania jej matki oznacza tylko jedno - kłopoty. Rozwiązywanie ich proste nie jest, wydawałoby się nawet, że niemożliwe, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Ogółem film całkiem w porządku, miło się oglądało.

Na koniec dwie piosenki mojego ulubionego happysadu, których mogłabym słuchać na okrągło. :)
 
    
A Wy co ciekawego obejrzałyście/przeczytałyście w kwietniu?

niedziela, 6 kwietnia 2014

Kulturowe podsumowanie marca

Uwielbiam podsumowania. Mogę zebrać w jedno wszelkie widziane miejsca, te mniej i bardziej zachwycające, chwile, myśli. To naprawdę świetne uczucie, gdy ma się pewność, że nie straciło się nic, a jedynie wiele zyskało. W dzisiejszym poście napiszę co nieco o książkach, filmach i piosenkach, które poznałam lub towarzyszyły mi w marcu. Muszę przyznać, że ominęło mnie spotkanie z nieciekawymi pozycjami i bardzo się z tego cieszę. Słowem wstępu byłoby na tyle, zapraszam na właściwą część postu :)


Druga część Igrzysk Śmierci Suzanne Collins, W pierścieniu ognia, porwała mnie tak samo jak pierwsza. Wcale nie dziwi mnie fakt, że ta trylogia ma tyle fanów. Kolejne wydarzenia w życiu Katniss i Peety mogłyby załamać niejedną osobę, jednak nie ich. Nawet udział w kolejnych Igrzyskach, choć połączony ze strachem, niepewnością, lękiem, udawaniem nie daje rady ich zgładzić. Piękna historia, w której zachowanie ludzi mogłoby przełożyć się na czasy obecne.

Napisana po mistrzowsku przez Stiega Larssona pierwsza część Millennium skłoniła mnie do sięgnięcia po kolejny tom. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest gorsza, bo nie jest to prawdą. Dziewczyna, która igrała z ogniem jest pełna zagadek do rozwiązania, niebezpieczeństw, nienawiści pomiędzy różnymi osobami. Niezwykle emocjonująca, wyrazista, wciągająca, trzymająca w napięciu. Bardzo, bardzo polecam!

Rzadko czytam poradniki, ale czuję, że czas zacząć. Chcę robić lepsze zdjęcia, a wiadomo, że praktyka czyni mistrza. Scott Kelby w Sekretach mistrza fotografii cyfrowej. 195 ujęć Scotta Kelby'ego mówi do czytelnika tak, jakby stał obok i przyjacielskim tonem zachęcał do testowania jego rozwiązań. Zawiera wiele porad i wskazówek, czasem prostych, niemal oczywistych, ale również takich, o których w życiu bym nie pomyślała. Dowiedziałam się co nieco, wiedzę przyswoiłam i mam nadzieję, że pomoże mi ona w dążeniu do celu. 


Jakoś nie przypominam sobie, żebym w dzieciństwie oglądała tę bajkę, jednak nadrobiłam to nowszą wersją. Podróże Guliwera to przyjemna propozycja na leniwy wieczór, kiedy nie chce się o niczym myśleć. Pokazuje, że czasami jeden mały, wydawałoby się nic nieznaczący czyn może zaważyć na naszej przyszłości. Odbudowanie tego, co miało się kiedyś, nie jest łatwe, ale może wyjść na dobre.

Kamienie na szaniec to jeden z tych filmów, podczas których siedzi się nieruchomo w fotelu i uważnie ogląda, a czasami odwraca oczy od okrucieństwa. Pokazuje przeszłość w jej najgorszym wydaniu, odwagę, męstwo, chęć życia i bycia wolnym. Bardzo żywy, wiele uświadamiający, wzruszający. Wiele drastycznych scen, ukazujących prawdziwe znęcanie się nad ludźmi. Film nie ma identycznej treści jak książka, ale warto obejrzeć.

  
Znacie którąś zaprezentowaną przeze mnie pozycję? Jaką ciekawą książkę lub film poznałyście w marcu?

wtorek, 4 marca 2014

Kulturowe podsumowanie lutego




Diabeł ubiera się u Prady autorstwa Lauren Weisberger jest dobrą propozycją, jeśli macie ochotę na lekką, przyjemną, niewymagającą zbytnio myślenia lekturę. Perypetie Andrei i jej toksycznej szefowej w połączeniu z wiecznym zmęczeniem, załatwianiem przedziwnych spraw tworzą ciekawą, dość śmieszną (w pozytywnym sensie oczywiście) całość. Książka napisana jest bardzo przystępnie, czyta się bezproblemowo, autorka oszczędziła nam ciągłych powtórzeń i typowo nastoletnich zwrotów. Powieść ogółem bardzo pozytywna w odbiorze, miło się czytało.

Druga i ostatnia przeczytana przeze mnie w lutym książka - Służące Kathryn Stockett to zupełnie inna opowieść niż "Diabeł...". Dużo bardziej złożona, zastanawiająca, dużo uświadamiająca. Historia Murzynek, których jedynym i koniecznym życiowym zajęciem jest sprzątanie, gotowanie i opieka nad dziećmi białych kobiet. Praca, gdzie codziennością są wyzwiska, bark empatii dla pomocy domowych, a także życie rodzinne z przemocą w tle. Dochodzi do tego także przemożna chęć opowiedzenia o swym losie, strach przed ujawnieniem oraz poznawanie siebie nawzajem. Piękna, pouczająca opowieść, którą szczerze polecam.


W lutym obejrzałam tylko jeden film, który mimo treści w nim zawartych zupełnie mi się nie spodobał. Wszystko będzie dobrze to opowieść o chłopcu z biednej wsi i rodziny, bez ojca, z chorą na raka matką. Mimo jego starań, biegu na pielgrzymkę, wielkiej wytrwałości, efekt jest znikomy. Film był tak nudny, że musiałam uważać, aby nie zasnąć. Niespecjalnie lubię polskie filmy, wyjątkiem są te stare, takie jak Sami swoi. 

 

Znacie którąś pozycję? Co ciekawego obejrzałyście lub przeczytałyście? Chętnie poczytam :)

piątek, 14 lutego 2014

Kulturowe podsumowanie stycznia

Kulturowe podsumowania goszczą na moim blogu od ponad roku. Staram się, aby pojawiały się regularnie, ale nie zawsze dzieje się tak, jakbym chciała. Wolę napisać post podsumowujący nawet z dwutygodniowym poślizgiem niż wcale, dlatego dziś zebrałam się w sobie i serwuję Wam moją porcję kultury. Za wiele pozycji nie poznałam, ale nie czuję się z tym źle, gdyż połowa to naprawdę świetne historie. Dobra, dosyć gadaniny, czas przejść do właściwej części posta! 


O Igrzyskach Śmierci Suzanne Collins nasłuchałam się już tyle, że w końcu sięgnęłam po tę pozycję i jestem zachwycona. Przeczytałam wiele dobrych  książek z fantastyki, ale dawno byłam tak pozytywnie zdumiona. Igrzyska to naprawdę świetna historia, jestem pewna, że przeczytam kolejne części. Niezwykła, emocjonująca, mocno różniąca się od innych, przygodowo - fantastycznych powieści. O czym? O niezwykłej walce, chęci przetrwania, odwadze, poznawaniu świata. Naprawdę genialna powieść, bardzo zachęcam do przeczytania!  

Utworów zespołu Queen mogłabym słuchać na okrągło, dlatego postanowiłam przeczytać biografię. Queen. Nieznana historia mocno różni się od typowych opisów całego życia. Jej autorem jest Peter Hince, osoba z obsługi technicznej zespołu, który jako jeden z nielicznych miał zaszczyt być blisko grupy przez kilka lat. Barwna, ciekawa, bardzo wciągająca opowieść. Szczerze polecam nie tylko fanom zespołu, ale także osobom, które chciałyby poczytać o trudach życia artystów i ich przyjaciół, rodzin, pomocników.

Tak, tak, dobrze widzicie, również ja sięgnęłam po Pięćdziesiąt twarzy Greya E.L. James, jednak uczyniłam to ze zwyczajnej ciekawości. Chciałam się przekonać, czym niektórzy się zachwycają, co krytykują. Powiem od razu - powieść mnie nie zachwyciła, ale nie męczyłam się czytając. Nie podobał mi się fakt, że na niemal każdej stronie Anastasia przygryzała wargę, przewracała oczami i myślała o swojej wewnętrznej bogini. Sceny intymne tak często, że aż za często. Powieść jednak bardzo lekka, szybko się czyta i dość przyjemnie, taki babski odmóżdżacz. Może kiedyś sięgnę po kolejne części, aby zaspokoić ciekawość.


W grudniu obejrzałam tylko jeden film, mianowicie Kevina samego w domu. Podejrzewam, że każda z Was oglądała przynajmniej raz w życiu. Osobiście obejrzałam po raz pierwszy i zdecydowanie dołączyłam do fanek :)



Styczeń zdecydowanie należał do Eda Sheerana i piosenki I see fire. Na Hobbicie nie byłam z powodów osobistych, choć bardzo chciałam. Piosenka jest niesamowita i słucham na okrągło!

I to byłoby na tyle! Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale. Znacie którąś z przedstawionych przeze mnie w tym poście pozycję?

piątek, 3 stycznia 2014

Kulturowe podsumowanie grudnia

Zarówno grudzień, jak i cały 2013 rok przeleciał mi dość szybko. Wczoraj pisałam, że udało mi się zrealizować książkowy plan przeczytania 52 książek. Ostatnie trzy z nich przeczytałam w grudniu, zakańczając tym samym jedną z zaczętych serii. Filmowo dość słabo, ogółem obejrzałam tylko 39 w całym minionym roku. Będę musiała nad tą kwestią popracować i choć czasem wybrać się do kina, bo w 2013 nie byłam ani razu. Ogółem z pozycji poznanych w grudniu byłam dość zadowolona i chętnie je Wam przedstawię.  


Więzień Nieba jest ostatnią częścią Cmentarza Zapomnianych Książek, a także ostatnią książką Zafóna, jaką przeczytałam, bo udało mi się poznać wszystkie. Niemal cała powieść jest historią przyjaciela Davida, Fermina Romero de Torresa. Sprawia ona, że większość spraw staje się jasna, a niektóre komplikują się jeszcze bardziej. Książka pełna zagadek, ciekawa, ale nic nie pobije pierwszej części, czyli Cienia Wiatru.         

Sięgając po Przyrzeczonych autorstwa Beth Fantaskey byłam sceptycznie nastawiona. Powieść okazała się być całkiem niezłą lekturą. Motyw dość ciekawy, bo ogłoszenie przeciętnej nastolatce, że jest wampirzą księżniczką to spory szok. Jessica pomimo początkowych oporów po pewnym czasie zaczyna wierzyć w prawdziwość swojego zaręczonego z nią po urodzeniu wampira Lucjusza. Powieść lekka i przyjemna, czyta się szybko i nie wymaga myslenia nad konkretnymi sprawami.

Zbłąkany Anioł. Krwawe Walentynki Melissy De La Cruz to kolejne dwa tomy serii Błękitnokrwiści połączone w jedno. Całość jest niezła, chociaż zaczęła mnie już nudzić. Kolejne losy Schyuler, jej chłopaka, przeróżne pradawne wcielenia, wampiry i spiski tworzą dość ciekawą całość, dającą się łatwo, szybko i z przyjemnością przeczytać, chociaż powieść tyłka mi nie urwała.                


Dawno żaden film nie zachwycił mnie tak mocno jak Colombiana. Uwielbiam Zoe Saldanę bez względu na to, w jakim gatunku gra. Cataleya, główna bohaterka filmu od dzieciństwa przechodziła przez rzeczy, które mogą wykończyć zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Po śmierci rodziców wykonuje wszystkie instrukcje zmarłego ojca, dzięki którym przeżywa. Gdy dorasta, pracuje jak zabójczyni. Niezwykle piękna, bezlitosna, niewidzialna i skuteczna. Film warty obejrzenia nie tylko ze względu na fabułę, ale i na tę przepiękną kobietę, jaką jest Zoe. 

Nasza klasa to film, który naprawdę warto obejrzeć. Choć nie spodobał mi się zbytnio, to i tak uważam go za godną poznania pozycję. Ukazuje ona niewiarygodną przemoc psychiczną i fizyczną wobec słabszych uczniów, może nie tak wysportowanych, cichszych. Pokazuje też zemstę, która nigdy nie powinna się zdarzyć. Ani przemoc, ani zemsta, a już na pewno nie tak dramatyczna. Co jeszcze można zobaczyć w tym filmie? Bezradność, brak zrozumienia, chęć zaimponowania innym, fałszywość i wiele innych.



Od kilku miesięcy na okrągło słucham happysad. Dosłownie i w przenośni. Uwielbiam niemal każdą ich piosenkę, w grudniu najbardziej spodobały mi się dwie powyższe.

Przypominam, że rozdanie trwa do 6 stycznia, czyli jeszcze trzy dni. Nie zgłosiło się zbyt dużo osób, więc każdy ma szanse wygrać :)



 KLIK!, aby przejść do posta z rozdaniem

Co ciekawego przeczytałyście lub obejrzałyście w grudniu? :)

sobota, 7 grudnia 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca listopada

Ostatnio nie mam aż tak dużo czasu na czytanie książek. Nie mogę się zebrać też do pisania postów na bloga, zawsze znajdzie się coś ważniejszego do zrobienia niż opublikowanie kolejnej notatki. Poza tym, co pewnie same zaobserwowałyście, trudno jest upolować dobre światło do zdjęć, a już szczególnie, gdy wraca się do domu po południu. Dziś jednak nie o tym, a o kulturze, a dokładniej - czas na comiesięczne podsumowanie. Znalazłam kilka muzycznych hitów, przeczytałam trzy książki, obejrzałam trzy filmy i przeczuwam, że w grudniu będzie tego więcej.


Jakiś czas temu sięgnęłam po powieść Virgini Cleo Andrews - "Kwiaty na poddaszu", później przeczytałam "Płatki na wietrze", aż w końcu zdecydowałam się na trzecią część zatytułowaną "A jeśli ciernie". Przyznaję, że najbardziej podobała mi się pierwsza część, druga była w porządku, trzecia zaś bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Opowiada o dalszych losach rodzeństwa Dollangangerów, Cathy i Chrisa, kochających się i żyjących miłością małżeńską. Wychowują dwóch synów Cathy - Jory'ego i Barta. Dzieciaki żyją w błogiej nieświadomości, a młodszy Bart czuje się niedoceniany. Wszystko zmienia się, gdy do domu obok wprowadza się starsza dama. Co wydarzyło się dalej już Wam nie zdradzę, moim zdaniem warto przeczytać całość :)

Sięgając po "Spadkobierców"













środa, 6 listopada 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca października

Dawno nie publikowałam kulturowego podsumowania, ponieważ nie było o czym opowiadać. Z tego, co pamiętam, we wrześniu przeczytałam tylko jedną książkę, która nie była zbyt zachwycająca. Październik był bardziej owocny pod tym względem, więc zebrałam się w sobie, pokonałam rosnącego lenia i przybywam z podsumowaniem. Mam nadzieję, że nie zaśniecie w połowie posta i znajdziecie dla siebie coś ciekawego :)


Millennium Stiega Larssona wisiało na mojej wirtualnej liście książek do przeczytania już od bardzo dawna, jednak dopiero miesiąc temu udało mi się upolować pierwszą część, czyli Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet w mojej ulubionej bibliotece. Czytające zamościanki, pędźcie na Kamienną! Wracając do tematu, kryminał napisany jest po mistrzowsku. Wciągnął mnie od pierwszego rozdziału, nie pozwalając zapomnieć o nieprzeczytanych jeszcze stronach. Opowieść o Mikaelu Blomkviście i jego zmaganiach z przeszłością osoby, o której przed zaproszeniem nie słyszał ani słowa jest niezwykła, dramatyczna walka o życie i odkrywanie spraw, które wydawały się niemożliwe do wyciągnięcia na światło dzienne. Każde zdanie idealnie pasuje do reszty, jest spójne z kolejnym, nie ma niepotrzebnego plątania, choć sama historia opisana w książce jest bardzo zagmatwana. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić. Osobiście na pewno przeczytam kolejne części, o ile wreszcie dotrą do biblioteki.

Klasyka kryminału, najpopularniejsza powieść Agaty Christie - takie stwierdzenia przeczytałam na okładce. Mimo to po książkę sięgnęłam ze sporym sceptycyzmem i niestety nie pomyliłam się, chociaż wolałabym, żeby było inaczej. W moim mniemaniu powieść jest "płaska jak deska od żelazka". Powinnam podziękować mojej koleżance, K., za ten cytat, bo w tym momencie pasuje jak ulał. Naprawdę nie rozumiem, czym się tu zachwycać. Wydarzenia na wyspie może i są ciekawe, ale nie widzę w nich głębi. W sumie pomysł na książkę jest bardzo dobry, ale tekst mi się nie spodobał. Powieść I nie było już nikogo po prostu nie przypadła mi do gustu.

Na pewno zauważyłyście, że jakiś czas temu, jeszcze przed założeniem bloga zaczęłam czytać kilka serii różnych powieści i do tej pory większości nie skończyła, głównie ze względu na brak kolejnych tomów w bibliotekach. Jedną z nich jest Akademia Wampirów Richelle Mead, której czwartą część, Przysięgę krwi  przeczytałam właśnie w październiku. W poprzednim tomie Rose była świadkiem zamienienia w strzygę jej ukochanego, Dymitra. Teraz postanowiła odszukać go i zabić, bo on będąc żywym właśnie tego by chciał. Jej rozterki, wybory pomiędzy mniejszym złem bardzo wciągają, nieważne od której części zaczniemy, ale najlepiej byłoby od pierwszej. Można więc wywnioskować, że polecam :)

Ostatnia piosenka autorstwa Nicholasa Sparksa również przypadła mi do gustu. Nie będę ukrywać, że mnie nie wzruszyła, bo wzruszyła. Historia zbuntowanej nastolatki z wielkiego miasta przyjeżdżającej na wakacje do ojca, z którym od kilku lat nie miała kontaktu wydaje się być zupełnie prostym tematem. A nie jest, bo Ronnie sprzeciwia się każdemu słowu swojego płodziciela (jest takie słowo? :D), mimo woli zakochuje się i dopiero później odkrywa chorobę, którą ojciec zakrywał przed dziećmi. Powieść zdecydowanie warta poświęcania na nią odrobiny czasu, bo czyta się lekko i szybko :)


Nie znalazłam nigdzie teledysku, ale moim październikowym hitem muzycznym jest zdecydowanie happysad - Długa droga w dół.

Znacie którąś pozycję?

piątek, 20 września 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca sierpnia

Przybywam z kulturowym podsumowaniem. Tak, wiem, że powinnam to była zrobić ponad dwa tygodnie temu, ale po prostu nie dałam rady. Nie pojawiło się też lipcowe, ale nie będę już tego nadrabiać. Lepiej skupię się na tym, na czym powinnam. Sierpień obfitował w wiele ciekawych pozycji, zarówno książkowych, jak i muzycznych. Filmu nie obejrzałam ani jednego, sama nie wiem czemu. Nieważne, koniec gadania! Zapraszam na podsumowanie :)


Zawsze zdawałam sobie sprawę z kruchości ludzkiego życia. Nam, zdrowym ludziom, uderzenie o przykładowy róg stołu ręką zaszkodzić nie powinien. Gorzej jest, gdy cierpi się na praktycznie nieuleczalną łamliwość kości -  osteogenesis imperfectaWalka o każdy jeden centymetr zdrowego, niepołamanego centymetra kości jest doprawdy dramatyczna nie tylko dla chorego, ale też dla jego rodziców. Książka opowiada o trudnej dla całej rodziny walce nie tylko o zdrowie Willow, ale też o zachowanie dobrych relacji, z czym bywa ciężko. Ze swojej strony bardzo polecam tę pełną emocji i wzruszeń powieść, ponieważ jest naprawdę warta przeczytania. Krucha jak lód Jodi Picoult to dla mnie fenomen! Nie mogłam się oderwać od przeczytania coraz to kolejnych stron!

Uwielbiam powieści Zafóna, co zresztą widać w dzisiejszym poście :) Gra anioła to kolejna dobra książka z serii Cmentarz Zapomnianych Książek, niemniej jednak nie tak emocjonująca jak Cień wiatru. Opowiada ona o karierze młodego pisarza, który tworzy pod przybranym nazwiskiem. Chociaż jest to głównym wątkiem, Zafón sprytnie umieścił wokół niego intrygi, miłość, tajemniczą postać i wiele innych ciekawych, dodających głębi dodatków, które sprawiają, że bohaterowie i fabuła nie są płaskie. Polecam, chociaż spodziewałam się nieco bardziej emocjonującego rozwoju wydarzeń. 

Kolejna książka autorstwa Zafóna, którą przeczytałam w sierpniu. Podoba mi się klimat jego książek, przeczytałam prawie wszystkie. Książę Mgły opowiada o nastolatkach odkrywających mroczne tajemnice miasteczka nad morzem. Na szczęście nie jest to typowa, słodko - plastikowa powieść, a dość ciekawy thriller, czy też może według niektórych horror. Jakby nie było, książka nie zachwyciła mnie i nie porwała.

Przy okazji któregoś z kulturowych podsumowań napisałam Wam, że mam zamiar przeczytać całą serię Miecz Prawdy Terry'ego Goodkinda. Pożoga to dziewiąta jej część i moim zdaniem jedna z ciekawszych. Wyobrażacie sobie, że z dnia na dzień nikt nie pamięta Waszych ukochanych, tego, że istnieli? Z takim przerażającym zjawiskiem Richard musiał się zmierzyć. Chociaż wszyscy uważali, iż oszalał, nie dawał za wygraną. Ostatecznie udało mu się przekonać bliskich, ale odnalezienie Kahlan nie znalazło się w tej części, dlatego z pewnością przeczytam kolejną.

Zafónowa Marina  bardzo, ale to bardzo mi się podobała. Ta niezwykle wciągająca historia dwojga młodych ludzi pochłonęła mnie całkowicie. Chęć przeżycia przygody wiążąca się ze znalezieniem miłości i przerażających odkryć miała naprawdę ciekawy finał. Zakochałam się w tej książce i będę polecać wszystkim naokoło :)


A na deser cztery kawałki, których mogłabym słuchać na okrągło :) Polecam posłuchać, a nuż się spodobają.

Znacie którąś pozycję? :)

środa, 12 czerwca 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca maja

Tegoroczny maj upłynął mi pod znakiem czterech książek i takiej samej ilości filmów. Już na wstępie powiem, że większość bardzo mi się podobała i cieszę się, że miałam z nimi kontakt. Poza tym dodam, że w tym miesiącu to ostatni odcinek podsumowań - nie będę zamieszczać włosowej aktualizacji, mało co się zmieniło a włosy wyglądają niemal identycznie. Póki co zapraszam na kulturowe podsumowanie :)


Nic nie poradzę, że opowieści fantastyczne sprawiają, iż odpływam i nie chcę wracać ;) Czytając Złoty Kompas będący pierwszą częścią Mrocznych Materii Pullmana doznałam takiego odlotu i nic na to nie poradzę. Tak, już na samym początku powiem, że niesamowicie mi się podobała! Książka opowiada o Lyrze wychowującej się w Kolegium Jordana, która przez przypadek i ciekawość poznaje prawdę o sobie i świecie. I to nie o jednym, bo światów są miliony. Niebezpieczeństwa i pokusy czekające dziewczynkę połączone z wspaniałym tłem, jakie tworzy zorza, pancerne niedźwiedzie i Pył, porywa - przynajmniej mnie. W maju przeczytałam pierwszą część, a wczoraj skończyłam trzecią. Druga też już za mną. Jak dla mnie niesamowita trylogia!

Nie raz zastanawiamy się nad tym, co zrobimy następnego dnia. A gdyby Jutro miało przynieść tragiczne wydarzenia i wolelibyśmy, żeby w ogóle nie nastąpiło? John Marsden stworzył równie porywającą serię jak Pullman Mroczne Materie. Cykl Jutro opowiada o grupie nastolatków, którzy wybrali się na kilka dni w góry, a gdy wrócili spotkało ich negatywne zaskoczenie. Dorośli zniknęli, dzieci również, pojawiło się mnóstwo żołnierzy, a rodziny są więzione. Nastolatkowie działają w ukryciu, postanawiają walczyć i przeżyć. Muszę przyznać, że z każdą przeczytaną stroną byłam coraz bardziej ciekawa, co będzie dalej! Części jest więcej, ja dorwałam dwie, ale mam nadzieję, że uda mi się upolować kolejne!

Zachciało mi się też Mechanicznej pomarańczy Burgessa. Od samego początku książka razi wymyślonym, nieprawdziwym językiem. Ale nie to jest najgorsze. Dużo bardziej rzucają się w oczy odrzucające czyny piętnastoletniego Alexa i jego kolegów. Chłopcy nie szanują niczego, nocą kradną, biją, mordują niewinnych ludzi w najbardziej okrutne sposoby. Kiedy Alex trafia do poprawczaka (albo więzienia, nie pamiętam dokładnie), nie zmienia się. Dopiero gdy poddają go kuracji polegającej na pokazywaniu drastycznych scen nastolatek powoli zaczyna rozumieć swoje czyny. Myśli, że po wyjściu na wolność wróci do dawnego tryby życia, ale przekonuje się, że nie potrafi, brzydzi się. Niby banalne, ale polecam, warto przeczytać.


Kto w dzisiejszych czasach nie słyszał o Facebooku? Nie mówię, że każdy założył tam swój profil, ale na pewno o nim słyszał. The Social Network to historia powstania popularnego portalu społecznościowego. Mark Zuckerberg, okrzyknięty geniuszem, zdrajcą i miliarderem to dość interesująca postać. Perypetie związane z założeniem go, oskarżenia i triumfy łączą się w ciekawą całość, moim zdaniem wartą obejrzenia. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to wesoła, przebojowa, taneczna komedia, więc fanom tego typu produkcji może się nie spodobać.

Kiedyś już Wam pisałam, że lubię filmy z Angeliną Jolie. Brad Pitt również mi nie przeszkadza. Może Was to zdziwi, ale oceniając Pana i Panią Smith dałam dziesięć punktów na dziesięć. Naprawdę niesamowicie mi się podobało. Kochające się małżeństwo, zatajanie przez nich prawdy tworzą śmieszną, a zarazem bardzo poważną historię. Dwoje bliskich sobie ludzi ukrywa istotne sprawy, a kiedy wszystko wychodzi na jaw, zaczynają walczyć. Udaje im się jednak zorientować, że ich miłość jest tak silna, iż przetrwa. Bardzo polecam!

Lubię od czasu do czasu obejrzeć film animowany. Epoka Lodowcowa 4: Wędrówka Kontynentów nie zrobiła na mnie jednak zbyt dużego wrażenia. Moim zdaniem najlepsza była pierwsza część. Wydaje mi się, że producentowi temat o Mamucie i jego przyjaciołach się wyczerpał i lepiej byłoby zakończyć serię. A o czym opowiada czwórka? O córce mamuta Mańka, Brzoskwince, która chce zacząć umawiać się z chłopakami. W tym czasie Ziemia dzieli się na kontynenty i Maniek, Diego i Sid zostają sami na krze, skąd porywają ich piraci. Pod koniec oczywiście wszystko wraca do normy, bandyci zostają pokonani a rodzina jest w komplecie. Film całkiem przyjemny, aczkolwiek niezbyt pasjonujący.
 
Radośnie śpiewajmy (Joyful Noise) spodobał mi się, jak większość filmów muzycznych. Jest to historia kościelnego chóru śpiewającego gospel i rywalizacja pomiędzy dwoma jego członkiniami. Do tego jeszcze córka jednej z nich zakochuje się we wnuku tej drugiej z wzajemnością. Druga, czyli G.G. pomaga młodym, natomiast matka Olivii przeciwnie. Perypetie rodzinne i nie tylko tworzą pozytywną, wartą obejrzenia mieszankę!


Piosenki bardziej czerwcowe niż majowe, ale to nie zmienia faktu, iż są genialne. Love you so pojawiło się już w tamtym miesiącu, natomiast pozostałe to moje nowe odkrycia. Jak dla mnie genialne :)

Znacie którąś pozycję? Co ciekawego czytałyście/obejrzałyście w maju?

poniedziałek, 6 maja 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca kwietnia

Kwiecień się skończył, mamy już maj, wiosnę w pełni, słońce i wiele innych uciech. Nie oznacza to jednak, że zaniedbałam swoją kulturową stronę. Wprawdzie nie siedziałam cały czas przed telewizorem ani nie "zjadłam" połowy biblioteki, ale znalazłam kilka dobrych filmów i książek. Tak więc bez zbędnych ceregieli zapraszam na podsumowanie :)

Lubię książki o Chinach, Japonii, gejszach, Azji, tamtejszej ludności, jedzeniu i wychowaniu, dlatego chętnie sięgnęłam po Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz Lisy See. Książka opowiada o średnio zamożnej Lilii, która jak wszystkie dziewczynki z okręgu zaczyna mieć krępowane stopy, aby kości złamały się i przybrały kształt kwiatu lilii. Jej matka chcąc zarobić na niej w przyszłości wzywa swatkę, która znajduje dla nie laotong - przyjaciółkę, której osiem znaków idealnie się zgadzają. Kwiat Śniegu przyjeżdża bardzo często, uczy się od Lilii, a Lilia od niej. Kiedy przychodzi czas małżeństwa, trzeba się przeprowadzić, a późniejsze przygody są niemałymi kłopotami. Nie będę jednak zdradzać szczegółów, przeczytajcie same, bo jest to powieść warta przeczytania.

Córka burzy Richelle Mead to powieść o Eugenie, która pracuje i zarabia na życie wypędzając duchy z ludzkich domów. Jest przekonana, iż jest w pełni człowiekiem, lecz po pewnym czasie okazuje się, że nie. Dziewczyna prowadzi życie polegające na pracy, lecz wszystko zmienia się, gdy w barze poznaje Kiyo. Czarujący mężczyzna rozpala w niej pożądanie i lądują w łóżku. Dalsze losy Eugenie są zupełnie inne, niż by tego oczekiwała. Pogonie, w których to ona musi uciekać, mężczyźni, którzy jej pragną, miłość i inne dodatki sprawiają, że książka czyta się łatwo, szybko i przyjemnie.

Serię Dom Nocy P.C i Kristin Cast zaczęłam czytać już dość dawno temu, ale Spaloną dorwałam dopiero w kwietniu. Muszę przyznać, że to najciekawsza ze wszystkich przeczytanych przeze mnie części, a było ich siedem. Opowiada oczywiście o losach Zoey i jej przyjaciół. Główna bohaterka, nazywana Zo obecna jest na ziemi tylko ciałem. Jej dusza rozprysła się, gdy próbowała ratować Heatha. Nie chce i nie potrafi wyjść z zaświatów, ale w końcu przekonuje się do powrotu. Nie obywa się bez problemów, walki z Kaloną, a do tego różnymi zagadkami. Myślę, że warto przeczytać całą serię, o ile lubi się lekkie czytadła o nastoletnich wampirach.
 
Głośne zmiany zaczynają się do szeptów - tak właśnie brzmi hasło na plakacie reklamującym film. Czy ktoś przejmuje się Służącymi? Czy ktokolwiek myśli o nich jak o zupełnie normalnych ludziach? Ten film porusza temat zachowania pracodawców wobec służących. Młoda dziennikarka nakłania kobiety do opowiedzenia swoich historii. Wiele z nich musiało zrezygnować z wychowywania swoich dzieci dla wypełnienia tego obowiązku u swoich panów. Film jest naprawdę poruszający, otwiera oczy na problemy osób, które nie mogą same odważyć się na ukazanie swoich krzywd lub szczęścia.

Filmy, w których gra Jackie Chan zazwyczaj omijam, ponieważ nie lubię, gdy w każdym filmie popisuje się karate i innymi sztukami walki. Tym razem jednak nie był on głównym bohaterem, ale mimo to stanowił bardzo ważną osobę w filmie. W Karate Kid uczył młodego Amerykanina sumienności, odpowiedzialności i wytrwałości. Udało mu się osiągnąć pożądany skutek i szczerze mówiąc, trochę głupio wyglądałoby, gdyby tego nie zrobił :D

Historię Chłopca w pasiastej piżamie obejrzałam po uprzednim przeczytaniu książki. Opowiada ona o Brunonie, dziewięcioletnim Niemcu, który przeprowadził się z Berlina do Po-Świecia (chyba Oświęcimia). Nudząc się wyrusza na spacer, gdzie za drutem kolczastym spotyka wychudzonego Szmula. Chłopiec mieszka w obozie, ciężko pracuje i mało je, a Bruno zaprzyjaźnia się z nim i często przychodzi rozmawiać. Kiedy przychodzi czas wyjazdu, Bruno wchodzi do obozu, żeby zobaczyć, jak żyje Szmul. Wojska zabierają mieszkańców obozu do pomieszczenia, w której nieświadomi zostają spaleni. Historia jest bardzo poruszająca i niezwykle prawdziwa, warto obejrzeć.

Zakonnicę w przebraniu też chyba wszyscy znają. To popularna opowieść o Deloris, piosenkarce, którą śledzi policja. Aby uniknąć złapania ukrywa się w klasztorze w stroju zakonnym - habicie. Widząc i słysząc kompletny brak kompetencji chóru kościelnego postanawia im pomóc. Udaje jej się wykształcić porządny chór, na którego śpiewu przychodzi cały kościół. Deloris w końcu musi opuścić klasztor, zakonnice dowiadują się o jej prawdziwej tożsamości, ale cieszą się, że podbudowała ich zdolności. Film przyjemny, wesoły, można obejrzeć :)

Turysta bardzo mi się podobał. Uwielbiam filmy z Jolie i Deppem, więc chętnie obejrzałam ten. Angie gra policyjną agentkę, która chce dostać się do swojego ukochanego. W tym celu wybiera podobnego człowieka i przysiada się do niego, zwabia do swojego apartamentu i pokazuje się z nim publicznie. Nie wie, że jej ukochany to przypadkowy pasażer, który przyznaje się do tego dopiero w ostatnich minutach filmu. Nie chcę się rozpisywać, po prostu polecam!
 

Nicki, hm, jakby to powiedzieć... Nie lubię jej piosenek, ale Automatic spodobała mi sie od razu. Niezwykle energetyczna, nastraja mnie pozytywnie. Pozostałe po prostu ubóstwiam!

Uff, mam nadzieję, że dobrnęłyście do końca. A jak tam Wasze kwietniowe kulturalne osiągnięcia.  

środa, 3 kwietnia 2013

Kulturowe podsumowanie miesiąca marca

Nie wiem jak Was, ale mnie koniec Świąt bardzo cieszy. Nie żebym miała coś przeciwko, ale niekoniecznie lubię rodzinne spotkania i obecna pogoda też nie nastrajała mnie zbyt pozytywnie. Wróciłam jednak i jak zawsze w pierwszych dniach miesiąca będzie się tu roiło od różnorodnych podsumowań. Na dzisiaj przygotowałam post kulturowy, a w ciągu kilku następnych zmierzycie się ze zużyciami, zakupami oraz włosową aktualizacją. Nie przedłużam jednak, zapraszam dalej :)


Uwielbiam fantastyczne książki o charakterze tajemniczym, dlatego z Dziewczyną w czerwonej pelerynie Sarah Blakley-Cartwright wiązałam spore nadzieje. Chociaż - przyznaję - Zmierzch lubię, to nie chciałam powtórki z rozrywki. I nie zawiodłam się, bo powieść opowiada o Valerie, nastolatce, która w dzieciństwie przyjaźniła się z Peterem. Już wtedy wiedziała o Krwawym Księżycu, który zwiastuje nadejście Wilka, który zabiera ofiarę ze zwierzęcia. Dziewczyna trafi wtedy ukochaną kozę, a kilka lat później siostrę. Kilka dni wcześniej jednak Peter wraca do wsi, skąd wyniósł się już dawno. Valerie, która jest w odpowiednim wieku do małżeństwa, zostaje zaręczona z kimś, kogo nie kocha. Chce uciec z dawnym przyjacielem, ale rodzinna tragedia nie pozwala na to. Zjeżdżają się różne osobistości, chcą zabić Wilka, którego mową rozumie tylko główna bohaterka. Jej losy mocno się zmieniają, a mordercą okazuje się ktoś, kogo żadna z nas by nie podejrzewała... Jedyne co mogę dodać ze swojej strony to fakt, iż nie jest to jakaś filozoficzna lektura, a proste, lekkie czytadło :)

Jeszcze nie jestem maniaczką Apple, nie mam żadnego urządzenia z przedrostkiem "i", ale o geniuszu Jobsa wiedziałam od dawna, dlatego postanowiłam przeczytać jego biografię. Steve Jobs autorstwa Waltera Isaacsona to najlepsza książka, jaką w życiu przeczytałam! Dzięki niej poznałam tajemnice życia założyciela firmy Apple, dowiedziałam się wielu innych rzeczy i choć wiem, że nie ma ludzi niezastąpionych, to drugiego takiego człowieka jak Steve już nie będzie. Nie będę opisywać całości, to po prostu trzeba przeczytać, a te 700 stron da się przełknąć :D

Halo, halo, czy jest tu ktoś, kto nie czytał Małego Księcia Antoine de Saint-Exupery? Nie sądzę. Zachwalana historia chłopca jest dla mnie jedną wielką katastrofą. Wiem, że może znajdą się tu osoby, które to dziwi, ale akurat ta książka całkowicie mi się nie spodobała. Rozumiem, że ukazuje ona wartości - miłość, przyjaźń, odpowiedzialność - jednak mimo to nie jestem w stanie postawić żadnego plusa. Jak dla mnie opowieść o dziecku spadającym z planety na planetę, gdzie istnieją niestworzone rzeczy, to okropność. Jestem na nie. Nie, nie i jeszcze raz nie.

Do przeczytania tej książki doszło w dość nietypowy sposób. Kilka dni temu siedziałam w poczekalni przychodni, a kilka miejsc dalej siedziała kobieta i czytała właśnie Żonę Piłata Antoinette May. Zakodowałam tytuł w głowie i następnego dnia miałam powieść u siebie :D Przed przeczytaniem nigdy nie słyszałam o Klaudii Prokuli. Okazało się jednak, że ta bystra dziewczyna była żoną Piłata. Powieść opowiada o jej życiu - dzieciństwie, przeprowadzkach, siostrze, rodzinie, spotkaniu przyszłego męża, dorastaniu... Bardzo spodobała mi się postać Racheli, niewolnicy i przyjaciółki głównej bohaterki. Z wyczuciem jest też ukazana wiara w Izydę, powierzanie jej swoich spraw, a także Jezus i jego śmierć, charakter Poncjusza Piłata i atmosfera państw, w których przebywała Klaudia. Z góry zapewniam, że nie jest to Biblia, nie ma nic nudnego, a przy okazji dobrze wpasowuje się w atmosferę Świąt Wielkanocnych.

Serię Dom Nocy P.C. i Kristin Cast zaczęłam czytać już dość dawno temu, ale nie skończyłam. Kolejny tom, Kuszoną, "pożarłam" w ramach odpoczynku od poważniejszych pozycji. Tak samo jak inne opowiada o losach przyszłej wampirzej kapłanki, Zoey. Jak każda nastolatka ma mnóstwo problemów z chłopakami i inne sprawy na głowie. Udaje jej się jednak rozwiązywać problemy ze światem wampirów mimo wielu niebezpieczeństw. Koniec jest bardzo zaskakujący, niesamowicie zachęca do przeczytania kolejnych tomów, co też zapewne uczynię :)    


O filmie pod tytułem Transformers też chyba każdy słyszał. Obejrzałam go głównie ze względu na muzykę, która naprawdę jest godna uwagi. O czym opowiada jednak ta produkcja? Tematem są roboty, Autoboty i ich przeciwnicy. Obie rasy szukają sześcianu, który posiada zwykły nastolatek. Zakochuje się on w dziewczynie i wojna z wrogimi robotami przy pomocy Autobotów bardzo ich zbliża. Fascynuje się przemianą samochodów w roboty, przyjaznym nastawieniem jednego gatunku, ukrywaniem nowych kolegów i miłością. Film to kompletne science-fiction, osoby nielubiące tego typu mogą sobie dopuścić, jednak mi się podobał.

Dwa miesiące temu obejrzałam i przeczytałam Romea i Julię, w marcu postawiłam jednak na film Gnomeo i Julia. O ile animowane bajki lubię, to ta nie podobała mi się. Nie będę się rozpisywać, film opowiada o losach krasnoludków z ogródka, które zamieniają się w żywe istoty. Całość oparta na losach Romea i Julii. 

Beethoven 5 to trzeci i ostatni film, jaki obejrzałam w marcu. To po prostu dalsze losy bernardyna i jego opiekunów, czyli dzieci. Tym razem jedna z dziewczynek wyjeżdża na wakacje do wujka, który przyjmuje ją po tym, jak została wyrzucona z obozu. Pewnego razu podczas wędkowania pies znajduje stary banknot, czym robi furorę w mieście. Okazuje się, że należał on do małżeństwa złodziei, którzy zginęli w wypadku. Dziewczynka, jej kolega i wujek chcą rozwikłać sprawę, ale wszyscy stają im na drodze. W końcu jednak znajdują potomka złodziejskiej pary oraz mnóstwo pieniędzy, dzięki czemu odbudowują pewien budynek. Film w sumie całkiem przyjemny, lekki i rodzinny :)

Jeśli zaś o muzykę chodzi, to nie słuchałam prawie niczego :/ Jakoś nie miałam nastroju. W ucho wpadły mi za to dwa świetne kawałki Adele.

  
I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o wzbogacanie mojej kultury w marcu :) A jak u Was? Czytałyście może którąś z wymienionych przeze mnie książek lub oglądałyście film?