Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mgiełka do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mgiełka do włosów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 czerwca 2012

Zmiękczacz w sprayu. Marion Termoochrona Mgiełka chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury

Mimo, że obecnie nie używam prostownicy ani suszarki (a kiedyś robiłam to nagminnie i efekt w postaci zniszczonych włosów jest), uwielbiam stosować tę mgiełkę. Ilość zużytych opakowań tj. dwie buteleczki i trzecia dogorywająca jest chyba wystarczającą rekomendacją. Tak więc bez większych ceregieli - recenzja mgiełki chroniącej włosy przed działaniem wysokiej temperatury firmy Marion z serii Termoochrona.


Mgiełkę zamknięto w opakowaniu typowym dla kosmetyków tego typu - prostym, walcowatym, wygodnym i łatwym w obsłudze. Forma ta jest niezwykle wygodna - wystarczy zdjąć plastikową osłonkę, która bardzo szybko może się zgubić i nacisnąć atomizer kilkanaście centymetrów od włosów. Jeśli chodzi o widoczność ilości produktu pozostającego w butelce, to nie jest już tak bajeczna. Wykonana z ciemnoczerwonego plastiku jest nieprzejrzysta nawet pod światło.

Szata graficzna produktu jest przeciętna, niedrażniąca oka. Składa się z trzech naklejek pokrywających niemal całą powierzchnię opakowania. Pod wpływem częstego użytkowania nie odklejają się, nie tworzą pęcherzyków. Wszelkie informacje znajdują się na właściwych miejscach i nie ścierają się.


Produkt ma konsystencję zbliżoną do wody, jednak dzięki atomizerowi zamienia się w mgiełkę, ewentualnie lekki spray. Dzięki swojej formie rozprowadza się błyskawicznie - wystarczy prysnąć na włosy i gotowe. Wchłania się bardzo szybko i nie pozostawia kosmyków mokrych.

Zapach mgiełki jest bardzo przyjemny i lekki jak i ona sama, a ponadto dość nieokreślony. Woń jest "mokra", świeża i jakby lekko słodkawo-deszczowa. Zdecydowanie umila spryskiwanie, które i tak jest bezproblemowe. Nie sądzę jednak, żeby był naturalny - zdecydowanie z lekka zawiewa alkoholem, który oczywiście gości w składzie.


Lewa strona - włosy po zdjęciu gumki - splątane, napuszone i sterczące we wszystkie strony świata. Prawa strona - po jednorazowym spryskaniu i przeczesaniu szczotką.

Jak widać na powyższym zdjęciu mgiełka działa świetnie! Zmiękcza włosy i w 90% ułatwia rozczesywanie nie tylko poplątanych kosmyków, ale również uciążliwych kołtunów. Zapobiega elektryzowaniu się i sterczeniu na kilka godzin. Ponadto nie wysusza, nadaje gładkość i sprawie, że kłaki są przyjemnie sypkie.

Opakowanie oceniam na 8 - łatwe w użytkowaniu dzięki działającemu atomizerowi, jednak minus za nieprzezroczystość. Konsystencja - 9,5 - lekka, łatwo się rozprowadza, nie trzeba ponawiać aplikacji. Zapach - 8 - lekki i przyjemny, szkoda, że zawiewa alkoholem. Działanie - 9 - zmiękcza i zapobiega elektryzowaniu się włosów, a także pomaga rozplątać kołtuny. Ocena ogólna - 9/10. Świetny produkt w niskiej cenie, godny polecenia.

sobota, 28 stycznia 2012

Styczniowe zużycia

Mamy już prawie koniec miesiąca, więc zużycia czas przedstawić :)

Nie prowadzę "projektu denko", bo zwyczajnie nie mam czego zużywać. Jednak jak co miesiąc trochę mi ubyło, więc ze wszystkim Was zapoznam.

Malwa, luksusowy zmywacz do paznokci - zmywacz jak zmywacz. Wysusza skórki, paznokcie i skórę pod i wokół paznokcia. Nie zauważyłam żadnych efektów nawilżających ani regenerujących. Butla dosyć duża, sto mililitrów, tania (około czterech złotych). Nie polecam i nie kupię ponownie.

Marion, termoochronna mgiełka do włosów - świetna, lekka mgiełka. Świetnie sprawdza się zarówno w duecie z suszarką, jak i z prostownicą. Dzięki niej włosy się nie elektryzują, są w sam raz pod czapkę. Przyjemnie pachnie, nie nachalnie, delikatnie. Zapach bardzo krótko utrzymuje się na włosach, oczywiście na plus. Atutem jest także niska cena, bo około siedem złotych! Polecam i na pewno kupię ponownie.

Bambino, krem ochronny - wszystkim znany krem do stosowania od pierwszego dnia życia. U mnie sprawdza się na niewielkie przesuszenia, dłonie i powieki. Doceniam jego delikatność, dzięki której nie podrażnia i nie natłuszcza aż tak, ze leje się z nas olej. Polecam.

Classics, Charming 61 - lakierowy bubel. Miałam ochotę na cielaka i wzięłam ten. Początkowo był całkiem dobry - ładnie się rozprowadzał i wyglądał. Niestety, od listopada zdążył zglucieć. Źle się rozprowadza i słabo kryje. Wygląda plastikowo, szczerze nie polecam. Zdążyłam zużyć połowę, tj. około 3,5ml i muszę się z nim pożegnać (bez wyrzutów sumienia).

Sensique, Perfect Lip Care - najzwyklejsza pomadka do ust. Jedynym atutem jest zapach, w tym przypadku waniliowy. Dla mnie jest zbyt twarda, a do tego się łamie. Nie daje żadnego efektu. Usta są nawilżone w chwili, gdy jest na ustach. Nie polecam i nie kupię ponownie.

Oriflame, Tea Tree Corrective Stick - świetny korektor, bardzo go polubiłam. Stosowałam wprawdzie tylko zieloną stronę, beżowa była zbyt pomarańczowa. Herbaciana część sprawdza się świetnie - wysusza wyprysk i zmniejsza jego rozmiary. Nakładałam na noc, a rano budziłam się tylko z prawie niewidoczną kropeczką! Polecam i na pewno kupię ponownie.

Clobaza, krem tłusty - dobry krem tłusty, świetnie sprawdza się na większe i przesuszenia. Zostawia na skórze tłusty film, dlatego stosowałam go wyłącznie na noc. Raczej polecam, zapewne kupię ponownie.

Wibo, Lovely, Liquid Lip Balm (aloe vera/mentol) - Bardzo dobry, tani i wydajny balsam do ust.. Chłodzi, nawilża i chroni przed mrozem. Sprawdza się też na zajady. Polecam i kupię ponownie.