Zawsze kuszą mnie produkty niedostępne na co dzień. Bentley Organic Calming Body Lotion with Lavender & Chamomile cudem udało mi się dorwać w zakładce wymiankowej pewnej blogerki. Muszę przyznać, że początkowo zapach mnie zniechęcił, ale przełamałam się i mam ochotę na więcej, gdyż zawartość tego opakowania kończy się błyskawicznie!
Balsam zamknięty jest w niewielkie opakowanie w kształcie walca. Łatwo utrzymać je w dłoni bez obawy, że wypadnie i rozbije się. Wykonane jest porządnie i nie straszne mu zderzenie z łazienkowymi płytkami. Nakrętka jest niestety odkręcana, łatwo i mocno się zakręca. Nie ma możliwości, że spadnie, gdyż mocno przylega do dolnej części buteleczki. Opakowanie samo w sobie jest twarde i mlecznego koloru, ale z łatwością możemy dostrzec poziom zużycia.
Naklejka okrywająca opakowanie jest duża i na szczęście tylko jedna. Nie odkleja się, nie pęcherzykuje, przylega do plastiku i nie zadziera się. Szata graficzna bardzo przypadła mi do gustu, ponieważ uwielbiam przejrzystość i estetykę. Akurat wygląd buteleczki spełnia moje oczekiwania. Bardzo naturalna etykieta w delikatnych kolorach, zero ekstrawagancji, niedopasowanych kolorów. Całość prezentuje się bardzo przyjemnie.
Balsam jest bardzo lejący i sporo rzadszy nawet od mleczek do demakijażu. Błyskawicznie wypływa z opakowania i trzeba pilnować, aby trafić na rękę a nie na podłogę. Mimo to świetnie się rozprowadza, a mała ilość wystarcza na pokrycie całkiem dużego kawałka skóry. Ponadto bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia nawet minimalnego filmu na skórze, ani klejącego, ani tłustego.
Zapach początkowo mnie nie powalił z miłości, ale stopniowo się do niego przyzwyczaiłam. Jest dość mocny, kwaskowato-kwiatowy. Wyraźnie czuć lekko wysuszoną lawendę, która nie przypomina typowych kulek na mole. Rumianek również da się wywąchać, ale dominuje roślina o fioletowych kwiatach. Nie utrzymuje się na skórze długo, ale nie uważam, że to minus.
Mazidło dobrze nawilża skórę i sprawia, że jest wyraźnie gładsza. Nie uczula, nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień. Delikatnie zmiękcza, a jego działanie nie jest chwilowe. Idealnie nadaje się do aplikacji przed nałożeniem ciasnych spodni, gdyż pozostawia ciało gładkie, jędrne i oddychające. Nie zapycha, co zdarzało się przy niektórych balsamach. Myślę jednak, ze na zimę działanie byłoby zbyt lekkie.
Opakowanie - 9 - poręczne, ładne, z odkręcanym korkiem. Konsystencja - 8 - bardzo rzadka, lejąca, szybko się wchłania. Zapach - 7 - lekki, przyjemny, na początku mnie drażnił. Działanie - 8 - dobre nawilżenie, wygładzenie, brak zapychania. Ocena ogólna - 8/10. Bardzo przyjemny produkt do codziennego stosowania :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 października 2012
środa, 10 października 2012
Wieczorny obowiązek Mućki, czyli Dairy Fun Body Balm Coconut
Dairy Fun Body Balm Coconut jest kosmetykiem kupionym tylko ze względu na opakowanie. Przyznaję, że słodka etykieta z krówką kompletnie mnie zaćmiły i takim oto sposobem stałam się posiadaczką niezbyt wspaniałego balsamu. Niemniej jednak jest produktem używanym codziennie, a to znaczy, ze recenzja być musi zanim wyrzucę butlę :-)
Balsam zamknięty jest w dużej, 400 mililitrowej butli, przypominającej tę, w której często można spotkać na dziale z nabiałem. Wykonana z dość grubego, białego plastiku pokrytego folią nie przepuszcza światła i niestety nie widać, ile pozostało. Nakrętka na "klik" nie utrudnia wydobywania produktu, a dzięki niewielkiemu otworowi z opakowania nie wypłynie nawet kropla balsamu, jeśli nie naciśniemy lub nie potrząśniemy.
Butelka została opatrzona w jedną, naprawdę wielką naklejkę, która zajmuje całą powierzchnię oprócz szyjki. Wykonana z szeleszczącej folii przyklejonej w maksymalnie dwóch miejscach lubi się miąć, ale na szczęście nie pęcherzykuje. Szata graficzna bardzo mi się spodobała i głównie dlatego kupiłam balsam. Krówka w połączeniu z ładnym kolorem i rysunkiem całkowicie mnie ujęła swoją słodkością!
Konsystencja balsamu średnio przypadła mi do gustu, mimo że zaraz po wyciśnięciu przypomina gęsty jogurt. Niestety później nie ma tak różowo. Podczas nakładania staje się bardzo śliski i potrzeba chwili, żeby porządnie go wsmarować. Całe szczęście, że wystarcza naprawdę niewielka ilość do pokrycia całego ciała. Wchłania się około dwóch minut, a więc bardzo szybko i nie pozostawia po sobie nawet śladu filmu, co mnie cieszy.
Zapach w opakowaniu jest bardzo ładny, mocno kokosowy i całkiem naturalny. Po rozsmarowaniu jednak zaczyna przeradzać się w niekoniecznie piękną woń. Czuć wtedy coś pomiędzy papierosami a długo stojącą, nienadającą się już do spożycia zieloną, zjełczałą herbatą. Nie jest zbyt mocny, ale przez minimum pół godziny wyczuwalny. Jak łatwo się domyślić, nie przypadł mi do gustu.
Działanie balsamu jest bardzo przeciętne i nie zadowala mnie nawet w połowie. Pojawia się dopiero kilka godzin po aplikacji, co oczywiście nie podoba mi się. Nawilża on tak minimalnie, że niemal niewyczuwalnie. Lekko wygładza i zmiękcza skórę, ale jest to efekt doraźny i chwilowy, a ja takowego nie potrzebuję.
Opakowanie - 9 - ładne, wygodne, nic nie kapie itd. Konsystencja - 6 - przyjemna, choć zbyt śliska. Zapach - 2 - początkowo piękny kokos, później papierosy i zgniła herbata. Działanie - 4 - lekkie, minimalne nawilżenie i wygładzenie. Ocena ogólna - 4/10. Dość słaby produkt dla niewymagających :)
Balsam zamknięty jest w dużej, 400 mililitrowej butli, przypominającej tę, w której często można spotkać na dziale z nabiałem. Wykonana z dość grubego, białego plastiku pokrytego folią nie przepuszcza światła i niestety nie widać, ile pozostało. Nakrętka na "klik" nie utrudnia wydobywania produktu, a dzięki niewielkiemu otworowi z opakowania nie wypłynie nawet kropla balsamu, jeśli nie naciśniemy lub nie potrząśniemy.
Butelka została opatrzona w jedną, naprawdę wielką naklejkę, która zajmuje całą powierzchnię oprócz szyjki. Wykonana z szeleszczącej folii przyklejonej w maksymalnie dwóch miejscach lubi się miąć, ale na szczęście nie pęcherzykuje. Szata graficzna bardzo mi się spodobała i głównie dlatego kupiłam balsam. Krówka w połączeniu z ładnym kolorem i rysunkiem całkowicie mnie ujęła swoją słodkością!
Konsystencja balsamu średnio przypadła mi do gustu, mimo że zaraz po wyciśnięciu przypomina gęsty jogurt. Niestety później nie ma tak różowo. Podczas nakładania staje się bardzo śliski i potrzeba chwili, żeby porządnie go wsmarować. Całe szczęście, że wystarcza naprawdę niewielka ilość do pokrycia całego ciała. Wchłania się około dwóch minut, a więc bardzo szybko i nie pozostawia po sobie nawet śladu filmu, co mnie cieszy.
Zapach w opakowaniu jest bardzo ładny, mocno kokosowy i całkiem naturalny. Po rozsmarowaniu jednak zaczyna przeradzać się w niekoniecznie piękną woń. Czuć wtedy coś pomiędzy papierosami a długo stojącą, nienadającą się już do spożycia zieloną, zjełczałą herbatą. Nie jest zbyt mocny, ale przez minimum pół godziny wyczuwalny. Jak łatwo się domyślić, nie przypadł mi do gustu.
Działanie balsamu jest bardzo przeciętne i nie zadowala mnie nawet w połowie. Pojawia się dopiero kilka godzin po aplikacji, co oczywiście nie podoba mi się. Nawilża on tak minimalnie, że niemal niewyczuwalnie. Lekko wygładza i zmiękcza skórę, ale jest to efekt doraźny i chwilowy, a ja takowego nie potrzebuję.
Opakowanie - 9 - ładne, wygodne, nic nie kapie itd. Konsystencja - 6 - przyjemna, choć zbyt śliska. Zapach - 2 - początkowo piękny kokos, później papierosy i zgniła herbata. Działanie - 4 - lekkie, minimalne nawilżenie i wygładzenie. Ocena ogólna - 4/10. Dość słaby produkt dla niewymagających :)
poniedziałek, 2 lipca 2012
Błyszczę jak wampir w słońcu. Dove Silky Nourishment Body Lotion for Silky Skin with a Shimmering Glow
Uwielbiam rozświetlające balsamy do ciała, które sprawiają, że moja skóra mieni się na różne kolory tęczy! W związku z tym dzięki jednej z wymianek zaopatrzyłam się w bohatera dzisiejszego posta, mianowicie Dove Silky Nourishment Body Lotion with Silky Skin with a Shimmering Glow! Sądzę, że lato to najodpowiedniejsza pora na ukazanie światu pięknej skóry i recenzji :)
Balsam zamknięty jest w ładną, prostą, dość wysoką butelkę z delikatnym wcięciem. Mimo wąskości stoi stabilnie, a użytkowanie wcale a wcale nie jest kłopotliwe. Nakrętka na klik otwiera się bezproblemowo, lecz nie samoistnie. Otwór znajdujący się pod nią trochę uniemożliwia precyzyjne dawkowanie produktu, jednak tylko z powodu rzadkości produktu.
Opakowanie uraczone zostało naklejkami, które bardzo dobrze i kurczowo trzymają się plastiku. Nie ma mowy o pęcherzykach czy zwisającej etykiecie. Szata graficzna całkiem w porządku, żadnych cudów na kiju ani innych rewolucji, obietnic antykoncepcji, prania, gotowania i zmywania, jedynie niezbędne informacje :)
Jak już wspominałam, balsam jest rzadki i błyskawicznie wypływa z butelki. Z tego względu ucieka przez palce, ale na skórze nie sprawia problemów. Świetnie się rozprowadza, gdyż nie jest tępy ani zbity. Wchłania się całkiem szybko, około pięciu minut, akurat aby umyć zęby i twarz :)
Zapach nie jest mistrzostwem świata, ponieważ pachnie bardzo kosmetycznie, mydłem lub czymś w ten deseń. Jak dla mnie ten zapach jest całkiem przyjemny, a już na pewno mi nie przeszkadza. Bardzo szybko ulatnia się ze skóry, co oceniam oczywiście na plus!
Balsam cudownie rozświetla milionami złotych mikro drobinek shimmera. Sprawia, że ciało lśni w słońcu i nie jest to efekt nachalny. Ponadto lekko nawilża, idealnie na lato. Wygładza i wyraźnie zmniejsza szorstkość. Nie uczula mojej dość wrażliwej skóry.
Opakowanie oceniam na 9 - szkoda tylko, że otwór nie jest jeszcze mniejszy. Konsystencja dostaje 9, ponieważ jest odrobinę zbyt rzadka. Zapach - 6 - mydlany, dość ostry, ale całkiem przyjemny jak dla mnie. Działanie - 9 - cudowne rozświetlenie i lekkie nawilżenie bez uczulania. Ocena ogólna - 8,5/10 - wspaniały kosmetyk na lato!
niedziela, 13 maja 2012
Naturalnie! BeBeauty Green Nature Regenerujący balsam do ciała
Jakiś czas temu natknęłam się na wystawione ponownie na Biedronkowych półkach 'naturalne' kosmetyki firmy BeBeauty, a że używałam ich na wakacjach i miło wspominałam, skusiłam się na opakowanie regenerującego balsamu do ciała BeBeauty z serii Green Nature. Dzisiaj, po dłuższym stosowaniu, postanowiłam podzielić się z Wami opinią na jego temat.
Balsam zapakowany jest w dużą, średniej twardości tubę bez udziwnień i ulepszeń, którą łatwo utrzymać w dłoni. Nakrętka na ''klik", która jest również podstawką łatwo, lecz nie samoistnie się otwiera i zamyka, a towarzyszy temu pewien dźwięk, świadczący o idealnym domknięciu. Otwór, przez który wypływa produkt jest odpowiedniej wielkości i nie pozwala na wypływanie balsamu bez naszej interwencji.
Tuba została opatrzona jedną, wielką naklejką, pokrywającą prawie całą jej powierzchnię. Przyklejona dobrze, nie odkleja się i nie robi pęcherzyków. Szata graficzna jest bardzo ładna - delikatne, naturalnie wyglądające, fioletowe kwiaty, do złudzenia wyglądające jak żywe. Całość prezentuje się lekko i nienagannie, ukazując naturę w pełnej krasie.
Balsam ma bardzo przyjemną konsystencję - lekką, miękką, niezbyt gęstą, ale też nie mleczkową. Wspaniale się rozprowadza, dzięki czemu nie trzeba wylewać pół opakowania dziennie, by pokryć całe ciało. Wchłania się dość szybko, lecz nie ekspresowo, bo kilka minut. Nie pozostawia na skórze lepkiego filmu.
Zapach produktu jest bardzo przyjemny, idealny na lato, lecz nie do końca zidentyfikowany. Mnie kojarzy się z roztartymi w dłoniach płatkami kwiatów w czasach beztroskiego dzieciństwa. Ponadto jest bardzo świeży i lekki, nieprzymulający, nienachalny i nieduszący. Nie roznosi się po całej łazience i nie drażni wrażliwego nosa.
Kosmetyk działa o wiele lepiej niż krem do rąk z tej samej serii - faktycznie całkiem dobrze i widocznie nawilża i wygładza skórę. Staje się ona miękka i elastyczna, nieźle zregenerowana w miejscach suchych i nieukojonych, również na dopiero co wydepilowanych nogach. Nie uczula, nie podrażnia, nie pozostawia uczucia suchości i szorstkości.
Opakowanie oceniam na 8 - solidna tuba, którą pod koniec użytkowania trzeba będzie rozciąć. Ponadto ładna i przejrzysta szata graficzna, 9. Konsystencja - 9 - lekka, łatwo się wchłania, nie pozostawia filmu na skórze. Zapach - 8,5 - przyjemny, znany z dzieciństwa, nienachalny i świeży. Działanie - 9. Przyjemnie nawilża, wygładza i pielęgnuje skórę bez podrażniania. Ocena ogólna - 8,5/10.
Balsam zapakowany jest w dużą, średniej twardości tubę bez udziwnień i ulepszeń, którą łatwo utrzymać w dłoni. Nakrętka na ''klik", która jest również podstawką łatwo, lecz nie samoistnie się otwiera i zamyka, a towarzyszy temu pewien dźwięk, świadczący o idealnym domknięciu. Otwór, przez który wypływa produkt jest odpowiedniej wielkości i nie pozwala na wypływanie balsamu bez naszej interwencji.
Tuba została opatrzona jedną, wielką naklejką, pokrywającą prawie całą jej powierzchnię. Przyklejona dobrze, nie odkleja się i nie robi pęcherzyków. Szata graficzna jest bardzo ładna - delikatne, naturalnie wyglądające, fioletowe kwiaty, do złudzenia wyglądające jak żywe. Całość prezentuje się lekko i nienagannie, ukazując naturę w pełnej krasie.
Balsam ma bardzo przyjemną konsystencję - lekką, miękką, niezbyt gęstą, ale też nie mleczkową. Wspaniale się rozprowadza, dzięki czemu nie trzeba wylewać pół opakowania dziennie, by pokryć całe ciało. Wchłania się dość szybko, lecz nie ekspresowo, bo kilka minut. Nie pozostawia na skórze lepkiego filmu.
Zapach produktu jest bardzo przyjemny, idealny na lato, lecz nie do końca zidentyfikowany. Mnie kojarzy się z roztartymi w dłoniach płatkami kwiatów w czasach beztroskiego dzieciństwa. Ponadto jest bardzo świeży i lekki, nieprzymulający, nienachalny i nieduszący. Nie roznosi się po całej łazience i nie drażni wrażliwego nosa.
Kosmetyk działa o wiele lepiej niż krem do rąk z tej samej serii - faktycznie całkiem dobrze i widocznie nawilża i wygładza skórę. Staje się ona miękka i elastyczna, nieźle zregenerowana w miejscach suchych i nieukojonych, również na dopiero co wydepilowanych nogach. Nie uczula, nie podrażnia, nie pozostawia uczucia suchości i szorstkości.
Opakowanie oceniam na 8 - solidna tuba, którą pod koniec użytkowania trzeba będzie rozciąć. Ponadto ładna i przejrzysta szata graficzna, 9. Konsystencja - 9 - lekka, łatwo się wchłania, nie pozostawia filmu na skórze. Zapach - 8,5 - przyjemny, znany z dzieciństwa, nienachalny i świeży. Działanie - 9. Przyjemnie nawilża, wygładza i pielęgnuje skórę bez podrażniania. Ocena ogólna - 8,5/10.
sobota, 28 kwietnia 2012
Wymiankowe love, czyli łupy z drugiej ręki!
Jestem wielką fanką wymianek kosmetycznych i właśnie takie poczyniłam ostatnimi czasy, a dokładniej w obecnym miesiącu - kwietniu. Jestem tak szczęśliwa, że nie mogę się powstrzymać przed pokazaniem moich łupów w blogosferze! Wybaczcie brzydkie zdjęcia, aparat odmówił posłuszeństwa!
Zacznijmy od najbardziej wyczekiwanej paczki, którą dostałam od przemiłej shinodki. Skusiłam się na pękający lakier Lovely Magic Cracking Special Effect 13 w przepięknym, pastelowym odcieniu fioletu, balsam do ciała z shimmerem Dove Silky Nourishmen, Body Lotion 250ml oraz nowiutką maseczkę na "czarne głowy" The Face Shop Ex Nose Clay Mask Peel-off Type. Wielkie dzięki!
Kolejna paczuszka to nie tyle wymianka, co pewna forma przeprosin za popełniony błąd. Dostałam ją od Krzykli i informuję, że przeprosiny przyjęte, nie musiałaś :) Otrzymałam błyszczyk Essence Ballerina Backstage Lipgloss 02 On Your Gracile Tiptoe w ślicznym, koralowo-pomarańczowym odcieniu i naturalny cień Nivea Pure&Natural, Colours Eye Shadow 13 Vintage Rose idealny do dziennego, romantycznego makijażu :) Dziękuję!
Kolejną mini-wymianę poczyniłam z Ev. Wybrałam produkt, który chodził za mną od dawna, ale w sklepie mnie nie zainteresował, czyli Essence Vampire's Love Lipstain 02 True Love i jestem nim zachwycona, chociaż nieco wysusza usta. Przygarnęłam też żelkowy lakier Mariza Care&Control 44 w malinowym kolorze, który obecnie próbuję okiełznać :D Ev, dziękuję, sprawiłaś mi dziką radość tym lipstainem!
Krem do rąk i paznokci Farmona Sweet Secret o zapachu migdałów i czekoladek dostałam od nowicjuszki.Pachnie cudownie marcepanem i czekoladą, a do tego nieźle nawilża. Blogerka dodała również kilka świetnych próbek - Vichy Lipo Metric Amincissant Retractant, Biotherm Aquasource Nuit (możliwe, że tę próbkę dostałam od kogoś innego) oraz Marion Hair Therapy Gorąca kuracja do włosów z olejkami. Dziękuję za odrobinę pocieszenia w obliczu tragedii, którą jest śmierć mojego psa [*].
Aaliyah obdarowała mnie maską oczyszczającą Ziaja oraz próbką masła czekoladowego Farmona Sweet Secret, które zapewne obłędnie pachnie i wkrótce się o tym przekonam, a maseczka zawsze się przyda :-) Moniko, dziękuję!
Dziękuję Wam za wszytko, jesteście wielkie i sprawiłyście mi wielką radość wymiankami! Mam nadzieję, że to, co otrzymałyście ode mnie podoba się Wam i będzie służyć!
Zacznijmy od najbardziej wyczekiwanej paczki, którą dostałam od przemiłej shinodki. Skusiłam się na pękający lakier Lovely Magic Cracking Special Effect 13 w przepięknym, pastelowym odcieniu fioletu, balsam do ciała z shimmerem Dove Silky Nourishmen, Body Lotion 250ml oraz nowiutką maseczkę na "czarne głowy" The Face Shop Ex Nose Clay Mask Peel-off Type. Wielkie dzięki!
Kolejna paczuszka to nie tyle wymianka, co pewna forma przeprosin za popełniony błąd. Dostałam ją od Krzykli i informuję, że przeprosiny przyjęte, nie musiałaś :) Otrzymałam błyszczyk Essence Ballerina Backstage Lipgloss 02 On Your Gracile Tiptoe w ślicznym, koralowo-pomarańczowym odcieniu i naturalny cień Nivea Pure&Natural, Colours Eye Shadow 13 Vintage Rose idealny do dziennego, romantycznego makijażu :) Dziękuję!
Kolejną mini-wymianę poczyniłam z Ev. Wybrałam produkt, który chodził za mną od dawna, ale w sklepie mnie nie zainteresował, czyli Essence Vampire's Love Lipstain 02 True Love i jestem nim zachwycona, chociaż nieco wysusza usta. Przygarnęłam też żelkowy lakier Mariza Care&Control 44 w malinowym kolorze, który obecnie próbuję okiełznać :D Ev, dziękuję, sprawiłaś mi dziką radość tym lipstainem!
Krem do rąk i paznokci Farmona Sweet Secret o zapachu migdałów i czekoladek dostałam od nowicjuszki.Pachnie cudownie marcepanem i czekoladą, a do tego nieźle nawilża. Blogerka dodała również kilka świetnych próbek - Vichy Lipo Metric Amincissant Retractant, Biotherm Aquasource Nuit (możliwe, że tę próbkę dostałam od kogoś innego) oraz Marion Hair Therapy Gorąca kuracja do włosów z olejkami. Dziękuję za odrobinę pocieszenia w obliczu tragedii, którą jest śmierć mojego psa [*].
Aaliyah obdarowała mnie maską oczyszczającą Ziaja oraz próbką masła czekoladowego Farmona Sweet Secret, które zapewne obłędnie pachnie i wkrótce się o tym przekonam, a maseczka zawsze się przyda :-) Moniko, dziękuję!
Dziękuję Wam za wszytko, jesteście wielkie i sprawiłyście mi wielką radość wymiankami! Mam nadzieję, że to, co otrzymałyście ode mnie podoba się Wam i będzie służyć!
Etykiety:
azjatyckie kosmetyki,
balsam do ciała,
błyszczyk,
cienie,
dove,
essence,
farmona,
krem do rąk,
lakier do paznokci,
lakier pękający,
lovely,
mariza,
maseczka,
nivea,
próbki,
the face shop,
wymianka,
ziaja
niedziela, 26 lutego 2012
Synergen Body Lotion Straffend mit-Koffein
Pokazywałam Wam już ten balsam przy okazji grudniowych zakupów - tutaj i tutaj . Czas jednak na bardziej szczegółową recenzję, zwłaszcza że już niedługo zostanie na mojej półce ;)
Balsam mieści się w butelce z białego plastiku, mieszczącej aż 400ml produktu! Przyznaję, że byłam nieco zdziwiona, ponieważ większość balsamów jest pakowana do opakowań o pojemności do 300ml, a większe kosztują około siedemnastu złotych.
Opakowanie ma formę mającą na celu ułatwiać utrzymanie go w dłoniach - rozszerza się ku górze i znów lekko zwęża. Plusem jest zdejmowana zakrętka na zatrzask.
Nazwę, skład oraz obrazek zachęcający do kupna/pokazujący działanie dostajemy w modnej dla niskopółkowych produktów formie naklejek, które tak jak w przypadku ostatnio opisywanego przeze mnie peelingu po zmoczeniu lekko się odklejają.
Balsam na średnią konsystencję - nie za rzadką, nie za gęstą. Aplikacja jest przyjemna, bezproblemowa, produkt jest odpowiednio śliski.
Wydajność uznałabym za dobrą, gdyby nie fakt, że każdorazowo nabieramy zbyt dużo balsamu, który później wchłania się bardzo długo. Mniejsza ilość z kolei nie wystarcza.
Nie oczekiwałam efektu "wow", ale trochę się zawiodłam. Faktycznie balsam nawilża i lekko wygładza (chyba jednak jest to zasługa peelingu). Nie zauważyłam jednak spektakularnego ujędrnienia, które obiecuje producent.
Dopiero przed chwilą zauważyłam, ze zawiera konserwanty - parabeny, których próbuję się ustrzec. Same zobaczcie :
Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Betaine, Butyrospermium Parkii Butter, Phenoxyethanol, Pentaerythryl Distearate, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum, Carbomer, Methylparaben, Xanthan Gum, Caffeine, Ethylparaben, Tocopherol, Limonene, Sodium Hydroxide, Linalool, Propylparaben, Isobutylparaben, Butylparaben, Hexyl Cinnamal
Opakowanie 7/10, zapach 7/10, konsystencja 7/10, cena 8/10. Ogólna ocena to 7,5/10.
Balsam mieści się w butelce z białego plastiku, mieszczącej aż 400ml produktu! Przyznaję, że byłam nieco zdziwiona, ponieważ większość balsamów jest pakowana do opakowań o pojemności do 300ml, a większe kosztują około siedemnastu złotych.
Opakowanie ma formę mającą na celu ułatwiać utrzymanie go w dłoniach - rozszerza się ku górze i znów lekko zwęża. Plusem jest zdejmowana zakrętka na zatrzask.
Nazwę, skład oraz obrazek zachęcający do kupna/pokazujący działanie dostajemy w modnej dla niskopółkowych produktów formie naklejek, które tak jak w przypadku ostatnio opisywanego przeze mnie peelingu po zmoczeniu lekko się odklejają.
Kiedy balsam się kończy i nie chce wypłynąć, musimy butelkę przyciskać albo zdjąć nakrętkę. A pod nakrętką znajdujemy dużo osadzonego tam produktu ...
Balsam na średnią konsystencję - nie za rzadką, nie za gęstą. Aplikacja jest przyjemna, bezproblemowa, produkt jest odpowiednio śliski.
Wydajność uznałabym za dobrą, gdyby nie fakt, że każdorazowo nabieramy zbyt dużo balsamu, który później wchłania się bardzo długo. Mniejsza ilość z kolei nie wystarcza.
Nie oczekiwałam efektu "wow", ale trochę się zawiodłam. Faktycznie balsam nawilża i lekko wygładza (chyba jednak jest to zasługa peelingu). Nie zauważyłam jednak spektakularnego ujędrnienia, które obiecuje producent.
Dopiero przed chwilą zauważyłam, ze zawiera konserwanty - parabeny, których próbuję się ustrzec. Same zobaczcie :
Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Betaine, Butyrospermium Parkii Butter, Phenoxyethanol, Pentaerythryl Distearate, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum, Carbomer, Methylparaben, Xanthan Gum, Caffeine, Ethylparaben, Tocopherol, Limonene, Sodium Hydroxide, Linalool, Propylparaben, Isobutylparaben, Butylparaben, Hexyl Cinnamal
Opakowanie 7/10, zapach 7/10, konsystencja 7/10, cena 8/10. Ogólna ocena to 7,5/10.
środa, 28 grudnia 2011
Grudniowe zakupy
Zacznijmy od...
Usta dostały aż cztery produkty : dwa do malowania i dwa do pielęgnacji.
Balsamik z Isany, szminkę In the nude Essence i waniliowy błyszczyk z H&M przedstawiałam tutaj.
Zawartość żółtego słoiczka już zniknęła, pomadka z Sensique Sweet Raspberry jest już na wykończeniu a Myszka Miki na spółkę z nudziakiem czasami goszczą na mych ustach :)
Dwa kremy z Ziaji - Oliwkowy oraz Tintin.
Oliwkę dostałam pod choinkę jako niezbyt trafiony prezent.
Tintin kupiłam wczoraj przy okazji końcoworocznego wypadu, ponieważ krem ten jest moim ulubionym.
Efekt małego lakierowego szaleństwa :)
Od lewej :
- Lemax 'kulka'
- Mollon Matt Beauty
- Essence Nail Art Circus Confetti
- Essence Vampire's Love 02 Into the dark
Lemax to przezroczysty, delikatny, fioletowy lakier nawierzchniowy, Mollon - kryjący, matowy brąz (brak numerka), cyrkowy Essence to bardzo brokatowy brat Lemaxu a wampirzy Essence przedstawiałam wcześniej :)
Bubel miesiąca, prosto z szesnastego katalogu Oriflame z roku 2011.
Kupiłam go do maskowania wyprysków. Kolor jest okropny, pomarańczowy, nie dopasowuje się do skóry.
Niewiele pomaga, wypróbowałam go na opryszczkę i w tej kwestii działa tak 6/10.
Postaram się dać mu jeszcze szanse w walce z trądzikiem i opryszczką
:)
Ulubiony żel do mycia twarzy Rival de loop Pure Skin Washgel Peeling-Effekt.
Delikatnie peelinguje, pomaga w walce z trądzikiem.
Aktualnie mój numer jeden pod każdym względem - ma świetne opakowanie z pompką, estetyczne naklejki i dobra zawartość :)
Zachwyt roku 2011? Zdecydowanie tak! f
Balsam do ciała z Rossmanna, Synergen Body-Lotion [...] mit Koffein.
Kupiony przy okazji pierwszych grudniowych zakupów.
Lekko pachnie, lekko nawilża.

Szampon oczyszczający artiste.
Przezroczysty, dobrze się pieni, łatwo spłukuje.
Włosy podczas wysychanie są bardzo sypkie, co mnie cieszy (szkoda, że efekt nie utrzymuje się po wyschnięciu).
Bardzo tani, niecałe pięć złotych, w promocji około trzech.

Osławiony puder rozświetlający Essence Vampire's Love Shimmer Powder 01 Lil'vampire.
Był moim pragnieniem i oczekiwaniem. Obecnie jego prestiż zmniejszył się, ale wciąż pozostaje hitem.
I to byłby już koniec moich grudniowych zakupów.
Jestem z siebie dumna, kupiłam dużo i o to mi chodziło! Mam nadzieję, że w styczniu będzie tego więcej!
Etykiety:
artiste,
balsam do ciała,
essence,
h and m,
isana,
krem do twarzy,
lakier do paznokci,
lemax,
mollon,
oriflame,
rival de loop,
rozświetlacz,
sensique,
synergen,
szampon,
szminka,
usta,
ziaja,
żel do mycia twarzy
czwartek, 1 grudnia 2011
Zakupy (wprawiające w świetny humor) sprawiają, że budzi się we mnie dzika żądza posiadania coraz większej i większej ilości kosmetyków.
Pierwszy grudnia, pierwsze zakupy, siedem kosmetyków.... Aż boję się myśleć, ile nowości trafi do mojej kosmetyczki do końca miesiąca.
Nie byłabym sobą, gdybym nie rzuciła się na szafę Essence (chociaż to moje pierwsze esencje). Przez pierwsze 10 sekund pożerałam ją wzrokiem, a później po prostu wrzuciłam dwa kosmetyki z limitowanej edycji Vampire's Love. Był to upragniony, ukochany i najpiękniejszy puder rozświetlający Essence Vampire's Love Shimmer Powder 01 lil'vampire oraz wyczekiwany lakier do paznokci w odcieniu 02 Into the dark. Czas pokaże, jak się będą sprawowały.
Koniec makijażowych zakupów? Skądże. Odebrałam moje mini zamówienie z Oriflame, czyli krem korekcyjny Pure Skin Hide&Treat. który ma pomagać w leczeniu wyprysków, maskować je i zabezpieczać (coś czuję, że to kompletny bubel).
Uwzięłam się również na disnejowski błyszczyk H&M Disney Vanilla Lipgloss. Urzekło mnie opakowanie - w domu odkryłam, że pachnie wanilią, którą kocham :)
Kupiłam też trzy kosmetyki z serii potrzebnych, więc zakup usprawiedliwiony :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























