niedziela, 16 grudnia 2012

Róże w dole i w górze. Wibo Rose Limited Edition Sparkling Rose Kiss Lip Gloss 02

Błyszczyki - moja miłość. Wielka i nieograniczona, bardzo uzależniająca, wymagająca ciągłego uzupełniania niepełnego zbioru. Fiolety, róże, beże - kocham wszystkie.  Szczególnym uwielbieniem darzę te z edycji limitowanych, między innymi Wibo Rose Limited Edition Sparkling Rose Kiss Lip Gloss 02, który jest bohaterem dzisiejszej notatki. Efekt, zapach, kolor i opakowanie sprawiają, że sięgam po niego często i chętnie, zwłaszcza że złapałam go na wyprzedaży.


Błyszczyk zapakowano w smukłe opakowanie o pojemności 9,5ml. Jego kształt jest ergonomiczny, co zdecydowanie ułatwia użytkowanie. Nakrętka spełnia swoją funkcję, nie zasysa się ani nie odkręca samoistnie. Funkcję aplikatora pełni lekko ścięta gąbeczka umieszczona na długim, plastikowym kijku. Nabiera on odpowiednią ilość produktu do pomalowania jednej wargi. Ponadto opakowanie jest przezroczyste i łatwo kontrolować poziom zużycia.

Na buteleczce widnieje jedna naklejka, która jest niemal niewidoczna. Nie zadziera się ani nie pęcherzykuje, nie pozostawia też brudnego kleju. Szata graficzna nie najgorsza, chociaż może minimalnie zalatuje tandetą. Złota powłoka nakrętki jeszcze nie odpadła, ale napisy zaczynają się powoli ścierać. Całość okolona jest różami - widać je nie tylko na buteleczce, ale i na szczycie jej górnej części. Mimo iż nie zauważyłam w niej arcydzieła, spodobała mi się.


Produkt jest dość gęsty, ale z łatwością rozprowadza się po wargach. Nie spływa ani nie rozlewa się poza kontur ust. Nie klei się, chyba że nałożymy o wiele za dużą ilość. Zjada się powoli i równomiernie, nie pozostawia obwódki wokół ust. Nie zbija się w grudki i nie smuży. Przez swą konsystencję jest wydajny, gdyż na pomalowanie wystarcza zanurzenie aplikatora dwa razy, co daje bardzo dobry wynik.

Zapach błyszczyka bardzo mi się podoba, gdyż ogółem lubię woń róż. Produkt pachnie kwiaciarnią i marmoladą. Jest naturalny, ale nie czuć w nim zwiędłych nut. Utrzymuje się na ustach do momentu całkowite zniknięcia, co mi nie przeszkadza.

Kolor również przypadł mi do gustu, podobnie jak zapach i konsystencja. Jest to intensywny, landrynkowy, nietandetny róż. Nadaje ustom pełności i kuszącego wyglądu. Zawiera delikatny, złoty pyłek, na ustach niemal niewidoczny. Nie migruje po całej twarzy i nie jest wyczuwalny. Daje efekt subtelnego rozświetlenia. Na zdjęciu poniżej wyszedł neonowo, ale w rzeczywistości jest taki, jak w buteleczce (fot. 2.).


Błyszczyk nadaje ustom przepięknego koloru i blasku, który optycznie rozświetla twarz. Nie wysusza, nie podkreśla suchych skórek. Mam wręcz wrażenie, że pomaga utrzymać wypielęgnowane usta w dobrej kondycji. Sprawia, że wargi wyglądają na pełniejsze, mimo zbędnego dla mnie efektu mrowienia. Ponadto ma niezwykle miły zapach, który czuć pod nosem przez cały czas.

Opakowanie - 9 - poręczne, wygodne, z całkiem przyjemną szatą graficzną i tylko jedną naklejką. Konsystencja - 9 - gęsta, dobrze się rozprowadza i nie klei warg, nie spływa. Zapach - 9 - naturalny, różany, idealny wręcz. Kolor - 9 - ponętny, landrynkowy róż z mikroskopijnym, złotym pyłkiem. Działanie - 9 - rozpromienia całą twarz, ożywia look. Nie wysusza, nie podkreśla suchości. Ocena ogólna - 9/10. Świetny błyszczyk o wspaniałym zapachu i przyjemnym kolorze :-) 

4 komentarze:

  1. Ja nic nie kupiłam z tej limitki i teraz żałuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie jej nie było albo ja przegapiłam:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładny kolor, szkoda, że u mnie już ich nie ma :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim na raz i każdemu z osobna za komentowanie postów :)
Nie obrażę się za konstruktywną krytykę, sprzeczne z moimi poglądami opinie, ale proszę o nieużywanie wulgaryzmów.
Wszelkiego rodzaju spam będzie usuwany.

PS Jeśli zadasz mi jakiekolwiek pytanie pod postem, odpowiem na nie właśnie tam.