środa, 3 grudnia 2014

Yankee Candle #3 - Lake Sunset | Waikiki Melon

Kilka miesięcy temu opublikowałam dwie notatki dotyczące czterech wosków Yankee Candle. W tak zwanym międzyczasie (czytaj: na wakacjach) odkryłam dwa kolejne, o których dziś co nieco napiszę. Muszę przyznać, że oba zapachy przypadły mi do gustu i bardzo lubię ich używać. To byłoby na tyle tytułem wstępu, zapraszam na część właściwą :) 


Lake Sunset [klik] - nie mam pojęcia jak i czy właśnie tak pachnie zachód słońca nad jeziorem, ale aromat wosku bardzo mi się podoba. Bije od niego ciepłe, wieczorne, letnie powietrze. To lekki zapach, przyjemny, ciepły, bardzo relaksujący. Mój nos wyczuwa słodki powiew, ale nie przytłaczający ani ulepkowaty. Bardzo polecam, zarówno na lato, jak i na jesień w ramach środka odprężającego ;)


Waikiki Melon [klik] - zapach melona i pomarańczy jest wręcz powalający, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Niezwykle świeży, soczysty, owocowy, orzeźwiający. Nie jest przytłaczający, nie zalatuje środkami do czyszczenia toalet. Idealny na każdą porę roku :)

Jakie woski polecacie? Znacie któryś z tych?

środa, 26 listopada 2014

Trzecie urodziny bloga!

Dokładnie trzy lata temu założyłam tego bloga. Tak, trzy lata! Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła pochwalić się tak długim blogowym stażem. Wiem, że wiele z Was założyło blogi na długo przed moim, ale dla mnie trzy lata to bardzo, bardzo długo. Prowadzenie bloga, czasem mniej, czasem bardziej regularne, jest dla mnie prawdziwą odskocznią od codzienności i miejscem, w którym mogę podzielić się swoimi opiniami, zdjęciami oraz wieloma innymi sprawami. Przyznaję szczerze i bez bicia, że piszę głównie dla siebie, a to, że chcecie czytać moje posty jest dla mnie bardzo miłe i motywujące :)
Dziękuję więc wszystkim osobom, które odwiedzają Hikki Beauty, komentują lub nie, ale wiem, że istnieją. 
Po trzech latach życzę sobie jedynie, aby mój blog istniał przez kolejne lata i mam nadzieję, że tak właśnie będzie. 

 

poniedziałek, 24 listopada 2014

Bell BB Cream Lightening 7in1 Eye Concealer

Kiedyś korektor choć był mi potrzebny, nie zaliczał się do kosmetyków koniecznych. Kilka miesięcy temu przekonałam się jednak, że moja cera wygląda o wiele lepiej z tym kosmetykiem niż bez niego. Przez długi czas stosowałam bardzo dobry kamuflaż Alverde, ale kiedy dobił dna, postanowiłam poszukać czegoś łatwiej dostępnego i możliwie dającego jeszcze lepszy efekt. Szukałam, szukałam i znalazłam Bell BB Cream Lightening 7in1 Eye Concealer, który pokochałam od pierwszego użycia i nie mam zamiaru się z nim rozstawać!


Korektor, jak wygląda, każdy widzi. Ma lekkie, plastikowe opakowanie ze zdejmowaną nakrętką, która trzyma się bardzo dobrze i nie spada, jednak nie trzeba się siłować. W chwili zakupu korektor dodatkowo znajduje się w kartoniku opatrzonym wszelkimi potrzebnymi informacjami. Opakowanie mieści 5ml korektora, które u mnie bardzo szybko się kończą. Dolna część plastikowego opakowania służy do wykręcania kosmetyku, który wydostaje się na zewnątrz dzięki pędzelkowi.


Dzięki części do kręcenia możemy kontrolować ilość wydostającego się produktu. Pędzelek jest dość sztywny i służy mi jedynie do nałożenia kosmetyku w odpowiednie miejsce, później i tak rozcieram go palcami. Ma lekką konsystencję, bezproblemowo się rozprowadza i pozostaje zupełnie niewyczuwalny na skórze.  


W ofercie są dwa odcienie. Ja posiadam jaśniejszy, 010 Light. Jest to bardzo ładny, jasny beż bez różowych tonów. Idealnie stapia się ze skórą i jest niewidoczny. Nie ciemnieje w miarę upływu godzin. Używam go głównie na wypryski i przebarwienia, które po nałożeniu stają o wiele mniej widoczne, a cienie pod oczami jaśniejsze. Dodatkowo korektor ma SPF15 i jest to duży plus dla producenta. Nie podrażnia i nie zapycha mimo codziennego stosowania.

Z korektorem polubiłam się bardzo mocno, zużyłam już dwa opakowania. Na plus kolor, konsystencja i efekt końcowy. Jedynym minusem jest mała wydajność. Nie zmienia to jednak faktu, że mam zamiar kupować go już zawsze.

Znacie ten produkt? Jakie są Wasze ulubione korektory? 

sobota, 22 listopada 2014

Bohater zaginiony w akcji. Gosh 549 Holographic Hero

O tym, że uwielbiam wszelkiego rodzaju holograficzne lakiery wiadomo nie od dziś. Kilka miesięcy temu do mojej niewielkiej kolekcji emalii dołączył Gosh 549 Holographic Hero, do którego podchodziłam wiele razy, a dopiero wczoraj zdecydowałam się nałożyć go na wszystkie paznokcie. Lakier jest srebrny, wypełniony po brzegi holograficznymi drobinkami, które tworzą gładką taflę. W świetle sztucznym i słońcu mieni się tęczowo i intensywnie. W Internecie wiele zdjęć pokazuje, jak mocny efekt potrafi dawać. Emalia jest bardzo rzadka i trzeba spieszyć się z aplikacją, gdyż rozlewa się na skórki i szybko zastyga. Trochę smuży, schnie średnio. Na zdjęciach mam dwie warstwy. Bez top coatu błyskawicznie się ściera, dlatego nałożyłam warstwę Seche Vite. Ogółem efekt nie zadowala mnie (nierówne krycie, prześwity), chyba po prostu ten produkt nie jest dla mnie stworzony.


Lakier jest bardzo ładny, tęczowy, intensywny efekt przypadł mi do gustu. Trudności przy aplikacji są nieco zniechęcające. Chętnie oddam, może akurat u kogoś sprawdzi się lepiej niż u mnie :)

Lubie holo? Jakie najbardziej? A może taki efekt w ogóle się Wam nie podoba?    

czwartek, 30 października 2014

Zużycia wrześniowo - październikowe

Dawno nie pisałam na blogu żadnej notatki, wena uleciała i za nic nie chciała wrócić. Dzisiaj jednak przybywam z wrześniowo - październikowymi zużyciami. Nie ma tego zbyt dużo, ale w tej gromadce jest kilka naprawdę świetnych kosmetyków, które warto poznać, więc zapraszam do czytania i oglądania :)


Nectar Of Nature, Enveloping Shower Cream With Polyfloral Honey - całkiem przyjemny kosmetyk w niskiej cenie, łatwo dostępny (Carrefour) i przyzwoicie działający. Konsystencja niezbyt gęsta, ale nie wodnista. Żel pienił się raczej słabo i nie należał do bardzo wydajnych. Zapach polnych kwiatów i miodu z nieco sztuczną, wybijającą się nutą nie był może mistrzostwem świata, w sumie był nawet przyjemny, chociaż pod koniec stał się lekko duszący. Nie podrażnił skóry, nie wywołał żadnych niepożądanych skutków. Nie był drogi, zapłaciłam za niego około pięciu złotych i myślę, że warto wypróbować, chociaż jest wiele innych, dużo lepszych kosmetyków.

Nivea, Stress Protect, Anti-perspirant w sprayu - bardzo lubię antyperspiranty w sprayu za łatwość aplikacji i to, że zaraz po można się ubrać. Akurat ten sprawdził się całkiem nieźle, chociaż do zadowalającej mnie ochrony mu daleko. Wilgoć pod pachami nie została pohamowana, jedynie trochę zmniejszona, ale brzydki zapach nie był wyczuwalny. Ogółem sprawdził się lepiej niż Lady Speed Stick, ale będę szukać dalej, aż znajdę coś naprawdę zadowalającego. 

Le Petit Marseillais, Mleczko nawilżające, Bardzo sucha skóra - nieczęsto udaje mi się trafić na kosmetyk, który nawilży skórę w zadowalającym stopniu, a jednocześnie będzie lekki i nie pozostawi na ciele nieprzyjemnego filmu. Mleczko LPM sprawdziło się naprawdę dobrze. Nawilżało całkiem nieźle, nie pozostawiało jakiegokolwiek filmu. Skóra nie była bardzo odżywiona, ale całkiem zadowalająco. Zapach produktu był przyjemny, nieduszący i po pewnym czasie znikał, co mi bardzo odpowiadało.

   
Przepisy Babci Agafii, Maska do włosów jajeczna odżywcza - byłam bardzo ciekawa tego produktu i wiązałam z nim spore nadzieje. Maska działała dobrze, jednak nie zauważyłam efektu wow. Po każdym użyciu włosy były miękkie i błyszczące, ale zbyt lekkie. Kosmetyk w ogóle nie dociążał włosów, co w moim przypadku jest konieczne. Maseczka miała rzadką, lejącą konsystencję i przyjemny, lekko ciasteczkowy zapach. Była wydajna, wystarczyła mi na trzy i pół miesiąca. Raczej nie kupię jej ponownie, ale polecam wypróbować.

Love2MIX Organic, Organiczny szampon regeneracyjny z efektem laminowania do włosów zniszczonych "Ekstrakt z mango i awokado" - chyba nigdy wcześniej żaden szampon nie zadziałał tak, jak ten. Zauważalnie wygładzał włosy i oczyszczał bez najmniejszego wysuszania. Czupryna była cudownie miękka i gładka zwłaszcza po kilku pierwszych użyciach, pod koniec butelki włosy chyba się przyzwyczaiły i nie chciały być tak gładkie jak na początku. Niemniej jednak efekt był zadowalający. Zapach produktu to sok o smaku multiwitamina, naturalny, bez grama sztuczności. Myślę, że kiedyś skuszę się na drugą butelkę.

Marion, Nature Therapy, Kąpiel odbudowująca - kupiłam głównie z ciekawości i w sumie nie liczyłam nawet, że kosmetyk da jakikolwiek efekt. Kąpiel albo nie zadziałała albo tego nie zauważyłam. Opakowanie wystarczyło mi na sześć lub siedem użyć. Włosy ani nie stały się miększe ani bardziej błyszczące. Zapach, który w założeniu miał być malinowy, koło malin nawet nie stał. Był chemiczny, kwaskowo - owocowy, nie utrzymywał się na włosach. Na pewno nie kupię ponownie.

  
Mixa, Lipidowy krem do rąk, Regeneracja - okazał się być naprawdę dobrym kosmetykiem. Nie był idealny - pozostawiał na skórze trudny do określenia film, który mi przeszkadzał, jednak dla efektu miękkiej i odżywionej skóry byłam w stanie to przecierpieć. Z nieznanego powodu łuszczyła mi się skóra na opuszkach, poza tym skóra była sucha i wyraźnie potrzebowała pomocy. Krem zauważalnie pomógł, zregenerował, odżywił i zmiękczył. Był wydajny, na jedną aplikację wystarczyła odrobina. Możliwe, że kiedyś kupię go ponownie. 

BeBeauty, Balsam do stóp i paznokci - cudów nie ma, tyłka nie urwał (może to i dobrze, w końcu to kosmetyk do stóp a nie do innych części ciała), ale działał całkiem przyzwoicie. Przy regularnym stosowaniu skóra stała się bardziej nawilżona i miększa. Krem szybko się wchłaniał, miał całkiem przyjemny zapach. Nie wiem, czy kupię go znowu, ale to możliwe, ponieważ kosztuje tylko około 3zł.  

Farmona, Sweet Secret, Kokosowy krem do rąk i paznokci - miniaturka o pojemności 30ml, idealna do torebki. Zapach naturalny, przyjemny, słodki, aromat świeżego kokosa i bananów. Jeśli chodzi o nawilżenie, było bardzo przeciętne. Nie kupię go ponownie, wolę kosmetyki, które działają bardziej zauważalnie. 


Alverde Camouflage 002 Beige - używałam go namiętnie przez ponad rok, aż w końcu niestety się skończył. Całkiem nieźle tuszował cienie pod oczami oraz krostki, przebarwienia i inne niespodzianki. Dzięki jasnemu kolorowi nie odcinał się od skóry, ładnie się z nią stapiał i utrzymywał bardzo długo. Nie ciemniał, nie wysuszał skóry ani nie powodował żadnych innych działań niepożądanych. Myślę, że kiedyś kupię drugie opakowanie.

Bell, BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer - genialny! Tak bardzo przypadł mi do gustu, że teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia! Już kupiłam i używam drugie opakowanie. Niezwykle lekki, bardzo jasny, świetnie dopasowuje się do koloru skóry. Delikatnie rozjaśnia i rozświetla, mimo że nie posiada żadnych drobinek. Świetnie sprawdza się zarówno pod oczami, jak i na do tuszowania przebarwień i krostek. Nie zakrywa ich całkowicie, ale sprawia, że są mniej widoczne. Utrzymuje się na skórze przez cały dzień. czego chcieć więcej? Absolutnie uwielbiam!
...........

 

Playboy, Play It Pin Up, Body Mist - bardzo lubiłam i często używałam.Mgiełka miała cukierkowy, ale nieprzesadnie słodki zapach, który utrzymywał się na skórze przez kilka godzin. Nie była dusząca, nie wywoływała bólów głowy. Dodatkowo była bardzo wydajna, zużyłam z przyjemnością. 

Ziaja, Liście Manuka, Żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień/na noc - dawno nie trafiłam na tak dobrze działający żel. Świetnie oczyszczał i wygładzał skórę bez wysuszania. Nie wywołał podrażnień ani uczulenia. Działanie peelingujące było idealne na co dzień, ani za mocne, ani za lekkie. Jak dla mnie idealny kosmetyk do codziennego stosowania. Obecnie używam wersji bez peelingu i sprawdza się równie dobrze. Myślę, że do tego też kiedyś wrócę

Babydream, Sonnencreme 50+ - naprawdę dobry kosmetyk, którego używałam przez całą późną wiosnę i lato przez dwa lata z rzędu. Działanie przypadło mojej cerze do gustu, bo przez cały okres używania nie miałam żadnych podrażnień spowodowanych działaniem słońca. Nie wysuszał skóry, nawet nieco ją nawilżał, nie zapychał. Jedyne co mi się w nim nie podobał to to, że dość długo się kleił na skórze i sprawiał, że błyszczała jak posmarowana olejem. Nie udało mi się go zużyć, był piekielnie wydajny, ale przeterminował się i czas się z nim pożegnać.

Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - co tu dużo mówić, kolejne zużyte opakowań, trudno zliczyć które. Moja cera uwielbia ten krem! idealnie matuje na cały dzień, wygładza skórę i nadaje jej miękkości. Nie zapycha i nie podrażnia. Gorąco polecam!

Tak właśnie prezentują się zużycia z ostatnich dwóch miesięcy. Znacie może któryś z tych kosmetyków? :)      

 

wtorek, 14 października 2014

Schwarzkopf Essence Ultime Omega Repair - Conditioner / Shampoo

Typowo drogeryjne szampony czy odżywki do włosów kupuję rzadko. Jakiś czas temu przerzuciłam się na inne kosmetyki, np. szampony bez silikonów, jednak po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii na temat linii Essence Ultime od Schwarzkopf współtworzonej z Claudią Schiffer, postanowiłam zaryzykować i nabyłam drogą kupna szampon oraz odżywkę Omega Repair. Obu kosmetyków używam od ponad miesiąca, wyrobiłam sobie o nich zdanie i myślę, że mogę o nich napisać :)


Zarówno szampon, jak i odżywka zapakowane są w profesjonalnie wyglądające, płaskie butelki o pojemności 250ml. Bardzo ładnie wyglądają na półce, połączenie bieli ze złotem bardzo mi się podoba. Umieszczone na szczycie nakrętki na "klik" sprawdzają się naprawdę dobrze, nie otwierają się samoistnie. Butelki nie są przezroczyste, pod światło też słabo widać poziom zużycia, ale nie jest to dla mnie mankament. 

Szampon ma perłowy kolor, dość gęstą, klejącą konsystencję i świetnie się pieni. Do umycia włosów potrzeba naprawdę niewielkiej ilości. Bardzo dobrze się rozprowadza i łatwo spłukuje. Porządnie oczyszcza włosy, nie wysusza ich ani nie plącze. Wręcz przeciwnie, szampon zauważalnie wygładza, co oczywiście jest sprawką silikonów, ale muszę przyznać, że efekt mi się podoba. Sprawia, że włosy są nieco bardziej sypkie i lepiej się układają. Nie przyspiesza przetłuszczania, nie podrażnia. Ponadto ma piękny, choć odrobinę duszący zapach drogich perfum, który utrzymuje się na włosach nawet do dwóch dni po umyciu. Jest bardzo wydajny. Podsumowując, jestem na tak, chociaż wolę szampony bez silikonów. Ten zużyję z przyjemnością i kto wie, może jeszcze kiedyś się na niego skuszę.

Odżywka ma biały kolor i nie jest zbyt gęsta, co ułatwia jej aplikację. Podobnie jak w przypadku szamponu, dobrze się rozprowadza. Ma lekką konsystencję. Sprawia, że włosy są gładkie, miękkie, błyszczące i dużo lepiej się układają. Wydajność nie jest zbyt powalająca, ale wybaczam :) Bardzo polubiłam jej działanie, ale szkoda, że nie dociąża włosów. Są jedynie nieco mniej spuszone niż zazwyczaj. Jeśli więc chodzi o odżywkę to moim zdaniem jest bardzo dobra i z pewnością kupię drugie opakowanie, gdy to mi się skończy.

  po lewej szampon, po prawej odżywka

Duet bardzo przypadł mi do gustu, jednak wolę używać ich oddzielnie, z inną odżywką lub szamponem. Polecam, szczególnie ze względu na gładkość i zapach.

Znacie produkty Omega Repair? Polecacie?

piątek, 3 października 2014

My Secret Nail Polish 203 Baby Pink

Ostatnio My Secret wypuściło tak wiele nowości, że nie wiem, na co się zdecydować. Póki co skusiłam się na jeden lakier i dzisiejszy post będzie właśnie o nim. 203 Baby Pink to dokładnie taki odcień, jak się nazywa, idealny baby pink. Bardzo jasny róż, rozbielony, przypomina truskawkowy jogurt. Wygląda dziewczęco, niewinnie i delikatnie, a zarazem elegancko. W kwestiach technicznych - równo przycięty pędzelek, niezbyt szeroki (tak bardzo przyzwyczaiłam się do szerokich pędzli Essie, że teraz wszystkie inne są dla mnie zbyt wąskie :D). Lakier ma odpowiednią konsystencję, nie rozlewa się, ale też nie jest bardzo gęsty. Smuży przy pierwszej warstwie, kryje w pełni przy trzech. Schnie w miarę przyzwoicie, jednak wspomogłam się Seche Vite. Efekt końcowy mi się podoba, może i nie jest to zbyt wyszukany odcień, ale brakowało mi takiego w mojej niewielkiej kolekcji :)  


Kupiłyście już którąś z nowości My Secret? Macie, lubicie tego typu kolory?