Nareszcie jestem :) Znowu nie było mnie przez kilka dni. Wypoczęłam, zgrałam zdjęcia i wracam do Was z wieloma pomysłami na posty. Zacznę od lekkiego i przyjemnego podsumowania znanego pod nazwą FotoMix. Dzisiaj tylko sześć ujęć :)
1. Poddałam się :D Pobrałam Pou i przyznam szczerze, że wciągnęło mnie to. I ten jego słodki głosik... Mojemu dałam na imię szakamalaka.
2. BenQ GH650, nowy aparat cyfrowy, pieszczotliwie nazywany Benkiem. Stary wysiadł, więc zakupiłam nowy i uwielbiam!
3. Kto by pomyślał, że Biedronka może być miejscem rozpusty dla blogerki kosmetycznej! Szczególnie, jeśli w tym samym budynku znajduje się Pepco :D
4. Widok z okna. Ciągle pada, mniej więcej od kilkunastu dni.
5. Ostatnio moje ukochane danie. Pożywne i pikantne, mogłabym jeść codziennie.
6. Najnowsze nabytki lakierowe, dwa Miyo i odżywka przeciw przebarwieniom. Kolory cudne, złotko i mięta, niedługo zaprezentuję.
Kochane Dziewczyny, wybaczcie, że tak krótko, ale nie mam dzisiaj siły ani ochoty. Jutro prawdopodobnie post zużyciowy, we wtorek prezentacja miętowego Miyo... Ogarnę wszystko i od jutro moja blogowa obecność wraca do normy :)
niedziela, 2 czerwca 2013
piątek, 31 maja 2013
Czar lat 60. Playboy Play It Pin Up Collection Body Mist
Nie kupuję drogich wód toaletowych marek takich jak Guerlain czy Chanel, chociaż wiele zapachów niesamowicie mi się podoba. Zwyczajnie nie mam funduszy. Ratuję się więc tańszymi, co nie oznacza, że po perfumy chodzę na targ. Co to, to nie! Bardzo lubię wytwory firmy Coty - np. Adidas i Playboy. Dzisiaj będzie o naprawdę niezłym wytworze tej drugiej.
Playboy Play It Pin Up Collection Body Mist
Powinnam zacząć od tego, że nie wstydzę się kupować tańszych zapachów. To, że ich cena jest niższa, nie oznacza, że kupuję je hurtowo. Stawiam przede wszystkim na woń, którą mój nos uzna za przyjemną i pożądaną. Właśnie dlatego lubię firmę Playboy. Ich wyroby mają bardzo kobiece, seksowne zapachy oraz są dostępne w różnych pojemnościach - w tzw. naturalnych sprayach, atomizerach i mgiełkach oraz dezodorantach. Ja wybrałam trzecią opcję. To moja druga mgiełka - o VIP możecie poczytać TU.
Mgiełka ma zwyczajne opakowanie w formie przezroczystej butelki. Zawiera aż 200ml, moim zdaniem to naprawdę dużo. Ja jednak nie narzekam, nawet tyle zużyję z przyjemnością. Kosmetyk wydobywa się dzięki plastikowemu, cały czas działającemu atomizerowi. Dozuje on odpowiednią ilość produktu, ani za dużo, ani za mało. Na opakowaniu jest tylko jedna naklejka, duża i ładna, jak to na plejbojowych butlach robią. Jest pin up kobietka, róż, zajączek i to mi się podoba. Póki co nic się nie ściera ani nie zadziera.
Mgiełka ma rzecz jasna konsystencję wody. Dzięki atomizerowi staje się lekką mgiełką, chłodnym deszczykiem. Bardzo podoba mi się to uczucie. Produkt nie klei się ani nie tłuści skóry ani ubrać, szybko się wchłania. Jedna aplikacja pobiera niewielką ilość cieczy, dzięki czemu produkt jest bardzo wydajny. Moją pierwszą mgiełkę, czyli VIP, mam już dziesięć miesięcy i pozostało mi jeszcze ok. 1/5 całości.
Zapach jest najważniejszą sprawą. Według producenta czuć tam bergamotkę, ananasa, brzoskwinię, dziką różę, jaśmin gwieździsty, watę cukrową, pralinki, paczulę, benzoes i drzewo sandałowe. Ja zdecydowanie wyczuwam słodycze, ale nie jest to woń klejąca, dusząca czy przyprawiająca o ból głowy. Jest kobiecy, seksowny, a jednocześnie młodzieńczy i lekki.
Zapach utrzymuje się na skórze przez kilka godzin. Nie oczekuję od mgiełki, aby pachniała całą dobę. Aromat ładnie się rozwija, po jakimś czasie nieco słabnie. Produkt nie podrażnia mojej skóry ani nie zatyka porów.
Mnie zarówno zapach, jak i jakość oraz wygląd produkty przypadły do gustu. Polecam wszystkim lubiącym słodkie zapachy :)
Zapach jest najważniejszą sprawą. Według producenta czuć tam bergamotkę, ananasa, brzoskwinię, dziką różę, jaśmin gwieździsty, watę cukrową, pralinki, paczulę, benzoes i drzewo sandałowe. Ja zdecydowanie wyczuwam słodycze, ale nie jest to woń klejąca, dusząca czy przyprawiająca o ból głowy. Jest kobiecy, seksowny, a jednocześnie młodzieńczy i lekki.
Zapach utrzymuje się na skórze przez kilka godzin. Nie oczekuję od mgiełki, aby pachniała całą dobę. Aromat ładnie się rozwija, po jakimś czasie nieco słabnie. Produkt nie podrażnia mojej skóry ani nie zatyka porów.
Mnie zarówno zapach, jak i jakość oraz wygląd produkty przypadły do gustu. Polecam wszystkim lubiącym słodkie zapachy :)
Znacie zapachy od Playboya? Które najbardziej lubcie?
środa, 29 maja 2013
Chwilowe wolne :)
Dziewczyny, znikam na kilka dni!
Wrócę w niedzielę, postów przez ten czas nie będzie.
Możecie pisać do mnie maile lub komentować na Facebooku lub Instagramie :)
Może uda mi się wrócić ze zdjęciami na bloga!
Pozdrawiam!
niedziela, 26 maja 2013
Cóż za blask strzelił tam z warg! Alverde Alm Beauty Lipgloss Stadl Funkeln
Nie od dziś wiecie, że kocham błyszczyki. Ponadto uwielbiam edycje limitowane. Dodatkowo jestem łasa na kosmetyki niedostępne w Polsce, a na przykład w Niemczech, dokładniej w DM'ie. Długo polowałam na mazidło ze złotym połyskiem, a dzięki wymianie z Luną Edith udało mi się je zdobyć. Wprawdzie w użyciu jest rzadko, ale bardzo się cieszę, że mam taki produkt, w końcu czasami się przydaje :)
Alverde Alm Beauty Lipgloss Stadl Funkeln
Błyszczyk ma tradycyjne opakowanie, czyli cienki walec wykonany z przezroczystego plastiku. Aplikator to gąbeczka z wcięciem po jednej stronie, dzięki któremu nabieramy więcej produktu. Nakrętka odkręca się łatwo, lecz nie samoistnie, jest szczelna. Nic się nie wylewa, błyszczyk nie oblepia całego plastikowego kijka, na którym umieszczona jest gąbeczka. Na opakowaniu mamy srebrne nadrukowane napisy. Nie ścierają się, wyglądają całkiem ładnie. Całość prezentuje się dobrze, nietandetnie.
Błyszczyk nie jest bardzo gęsty, ale też nie za rzadki. Świetnie się rozprowadza, do pokrycia całych ust wystarcza naprawdę odrobina produktu. Nie skleja warg, utrzymuje się około godziny. Drobinki pozostają po starciu błyszczyka i zdarza się im migrować wokół ust.
W opakowaniu błyszczyk wygląda na złoty, jednak w rzeczywistości jest przezroczysty z masą złotych, holograficznych drobinek. Nie są one wyczuwalne na ustach, ale bardzo widoczne w słońcu. Mienią się na czerwono i różowo, czasem na pomarańczowo. Moim zdaniem wygląda to nie najgorzej, chociaż ja osobiście wolę, gdy drobinek jest mniej.
Błyszczyk albo nie pachnie, albo ja nie czuję zapachu. Uważam to za zaletę, chociaż zapachowe mazidła do ust mi nie przeszkadzają.
Błyszczyk nie wyrządza moim wargom żadnych szkód. Nie nawilża ich, nie wysusza, ale nie podrażnia. Wygląda średnio, czasem go kocham, czasem nienawidzę. Trudna miłość :D
Błyszczyk nie jest bardzo gęsty, ale też nie za rzadki. Świetnie się rozprowadza, do pokrycia całych ust wystarcza naprawdę odrobina produktu. Nie skleja warg, utrzymuje się około godziny. Drobinki pozostają po starciu błyszczyka i zdarza się im migrować wokół ust.
W opakowaniu błyszczyk wygląda na złoty, jednak w rzeczywistości jest przezroczysty z masą złotych, holograficznych drobinek. Nie są one wyczuwalne na ustach, ale bardzo widoczne w słońcu. Mienią się na czerwono i różowo, czasem na pomarańczowo. Moim zdaniem wygląda to nie najgorzej, chociaż ja osobiście wolę, gdy drobinek jest mniej.
Błyszczyk albo nie pachnie, albo ja nie czuję zapachu. Uważam to za zaletę, chociaż zapachowe mazidła do ust mi nie przeszkadzają.
Błyszczyk nie wyrządza moim wargom żadnych szkód. Nie nawilża ich, nie wysusza, ale nie podrażnia. Wygląda średnio, czasem go kocham, czasem nienawidzę. Trudna miłość :D
Lubicie drobinkowe błyszczyki? Znacie te z Alverde?
sobota, 25 maja 2013
Malinowa akcja - kolorowe lato na paznokciach!
Niedługo lato, więc akacja paznokciowa być musi! Oczywiście zorganizowana przez Malinę :) Wezmę udział, ale nie wiem, czy dam rdę wyrabiać się w terminie, bo zdjęcia nie chcą przesyłać się z aparatu na komputer. Do zabawy zaprosiła mnie Sabinka - Pigeon's Beauty :)
Czas trwania: od 23 maja do 22 czerwca, czyli do pierwszego dnia lata!
Celem akcji jest:
- zabawa kolorami
- uśmiech każdego dnia, bo kolorowy świat cieszy!
- potwierdzenie hasła "kobieta zmienną jest"
- wybór Twojego letniego hitu lakierowego
Zasady akcji:
- Umieść zasady akcji w poście na swoim blogu.
- Zaproś do akcji co najmniej 5 osób.
- Umieść powyższy baner w bocznym pasku z linkiem do inicjatorki akcji Maliny i dopisz się do listy obserwatorów jej bloga.
- W czasie trwania akcji co najmniej w każdy WTOREK i PIĄTEK opublikuj post z wybranym przez Ciebie lakierem do paznokci, prezentując go koniecznie na własnych paznokciach. Jeden kolor na jeden post! Łącznie każda z nas opublikuje co najmniej 8 postów z 8 kolorami lakierów do paznokci.
- W pierwszy dzień lata, czyli dokładnie 22 czerwca wszyscy zamieścimy post podsumowujący akcję, dokonując wyboru koloru lakieru, który tego lata będzie królował na naszych paznokciach.
Do zabawy zapraszam wszystkich chętnych!
czwartek, 23 maja 2013
Podwójny średniaczek. Avon Solutions A.m. & p.m. Ageless Results Day Cream SPF 15 and Night Cream
Nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy bez używania kremu pod oczy. Jest to równie ważny element jak krem do twarzy czy antyperspirant. Nie pisałabym o tym, gdyby nie to, że czas już na recenzję obecnego smarowidła. Używam go od ponad trzech miesięcy i wyrobiłam sobie o nim zdanie, dlatego zapraszam na recenzję :)
Avon Solutions A.m. & p.m. Ageless Results Day Cream SPF 15 and Night Cream
Od kremu pod oczy oczekuję głównie nawilżenia. Moja skóra nie przesusza się w kilka godzin, ale po kilku dniach bez jakiegoś mazidła skutkują napięciem i wysuszeniem. Krem powinien też lekko wygładzać skórę, zmniejszać obrzęk i chociaż odrobinę zmniejszać cienie. Co oczywiste, nie może podrażniać ani wyrządzać żadnych szkód. Ważne jest też, aby nie był ciężki, tłusty, nie dopuszczał powietrza do skóry. Dobrze byłoby też, gdyby posiadał nawet niewielki filtr przeciwsłoneczny. Moje spostrzeżenia na temat działania i innych właściwości w dalszej części posta.
Krem zapakowano do dwukomorowego pojemniczka o łącznej pojemności 20ml. Wykonany z plastiku, okrągły słoiczek jest całkiem poręczny. Pod nakrętką znajduje się cienka nakładka, która zapobiega wylewaniu się kremu na spodnią część nakrętki i mieszaniu. Kremy oddziela granica, która nie jest równa. Komora kremu na dzień jest większa i łatwiej wydobywać z niej produkt, mazidło na noc ma mniejszą. Na opakowaniu jest tylko jedna naklejka okalająca całość. Nie zadziera się, ale brzegi troszkę się brudzą. Wygląda ładnie, estetycznie. Całość prezentuje się naprawdę nieźle.
Zarówno krem na dzień, jak i na noc są dość gęste, dobrze się rozprowadzają, jedna aplikacja zużywa bardzo małą ilość produktu. Oba wchłaniają się dość wolno i błyszczą. O ile na noc mi to nie przeszkadza, to tłusta, świecąca okolica oka bardzo mnie irytuje. Jak już wspominałam, nie tylko błyszczy, ale przy dotykaniu czuć film. Bardzo mi się to nie podoba, może gdyby był lepszy w działaniu to bym mu wybaczyła.
Krem jest lekko perfumowany, pachnie ładnie, kosmetycznie, ale przyjemnie. Zapach ten nie drażni oczu, kompletnie mi nie przeszkadza.
Oba kremy nawilżają średnio, minimalnie odżywiają i odrobinę wygładzają skórę. Staje się miękka i przyjemna w dotyku, gładsza i jaśniejsza. Podrażnień ani uczulenia nie odnotowałam. Nie jednak takie działanie, które mogłoby mnie uwieść. Produkt mi nie szkodzi, nawet trochę pomaga, chętnie go zużyję, ale po zdenkowaniu pożegnamy się na zawsze.
Kosmetyk spodobał mi się średnio. Nie zaszkodził, trochę pomógł, ale tłustość i błysk są niewybaczalne.
Krem zapakowano do dwukomorowego pojemniczka o łącznej pojemności 20ml. Wykonany z plastiku, okrągły słoiczek jest całkiem poręczny. Pod nakrętką znajduje się cienka nakładka, która zapobiega wylewaniu się kremu na spodnią część nakrętki i mieszaniu. Kremy oddziela granica, która nie jest równa. Komora kremu na dzień jest większa i łatwiej wydobywać z niej produkt, mazidło na noc ma mniejszą. Na opakowaniu jest tylko jedna naklejka okalająca całość. Nie zadziera się, ale brzegi troszkę się brudzą. Wygląda ładnie, estetycznie. Całość prezentuje się naprawdę nieźle.
Zarówno krem na dzień, jak i na noc są dość gęste, dobrze się rozprowadzają, jedna aplikacja zużywa bardzo małą ilość produktu. Oba wchłaniają się dość wolno i błyszczą. O ile na noc mi to nie przeszkadza, to tłusta, świecąca okolica oka bardzo mnie irytuje. Jak już wspominałam, nie tylko błyszczy, ale przy dotykaniu czuć film. Bardzo mi się to nie podoba, może gdyby był lepszy w działaniu to bym mu wybaczyła.
Krem jest lekko perfumowany, pachnie ładnie, kosmetycznie, ale przyjemnie. Zapach ten nie drażni oczu, kompletnie mi nie przeszkadza.
Oba kremy nawilżają średnio, minimalnie odżywiają i odrobinę wygładzają skórę. Staje się miękka i przyjemna w dotyku, gładsza i jaśniejsza. Podrażnień ani uczulenia nie odnotowałam. Nie jednak takie działanie, które mogłoby mnie uwieść. Produkt mi nie szkodzi, nawet trochę pomaga, chętnie go zużyję, ale po zdenkowaniu pożegnamy się na zawsze.
Kosmetyk spodobał mi się średnio. Nie zaszkodził, trochę pomógł, ale tłustość i błysk są niewybaczalne.
Słyszałyście kiedyś o tym produkcie? Podoba się Wam idea dwóch kremów w jednym pojemniku?
wtorek, 21 maja 2013
Po prostu niebieski. Golden Rose Paris Nail Lacquer 52
Uwielbiam niebieskie lakiery do paznokci. W swojej kolekcji mam ich kilka, dzisiaj zaprezentuję najnowszy nabytek. Do firmy Golden Rose odnoszę się raczej z dystansem, gdyż miałam z niej kilka emalii i większość była rozczarowująca. Postanowiłam jednak przełamać się i w ramach wymiany poprosiłam o lakier od GR. Decyzja okazała się dość trafna, o czym przekonacie się w dalszej części posta :)
Golden Rose Paris Nail Lacquer 52 to dość jasny odcień niebieskiego. Nie widać tego na zdjęciach, ale zarówno w buteleczce, jak i na paznokciach mieni się lekko na zielono. Zawiera shimmer, w niektórych miejscach minimalnie widać pociągnięcia pędzelka. Mocno błyszczy i ładnie mieni się w słońcu. Wydaje mi się, że jego wykończenie jest metaliczne, a on sam na paznokciach jest bardzo gładki.
Lakier rozprowadza się świetnie, nie zalewa skórek, nie powstają zacieki, pęcherzyki ani grudki. Kryje w pełni dopiero po czterech warstwach, chociaż jedna też wygląda interesująco. Schnie w miarę szybko, około dziesięciu minut na warstwę, chociaż warto zaczekać dłużej.
Podoba się Wam? Ja uważam, że jest ładny, ale nie na każdą okazję :)
Golden Rose Paris Nail Lacquer 52 to dość jasny odcień niebieskiego. Nie widać tego na zdjęciach, ale zarówno w buteleczce, jak i na paznokciach mieni się lekko na zielono. Zawiera shimmer, w niektórych miejscach minimalnie widać pociągnięcia pędzelka. Mocno błyszczy i ładnie mieni się w słońcu. Wydaje mi się, że jego wykończenie jest metaliczne, a on sam na paznokciach jest bardzo gładki.
Lakier rozprowadza się świetnie, nie zalewa skórek, nie powstają zacieki, pęcherzyki ani grudki. Kryje w pełni dopiero po czterech warstwach, chociaż jedna też wygląda interesująco. Schnie w miarę szybko, około dziesięciu minut na warstwę, chociaż warto zaczekać dłużej.
Podoba się Wam? Ja uważam, że jest ładny, ale nie na każdą okazję :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










