Nie umiem zachować regularności w publikowaniu efektów akcji paznokciowych, ale zawsze w końcu mi się udaje. Dziś chcę Wam zaprezentować drugi punkt projektu Changes of Weather, któregho motywem przewodnim jest śnieg. Moje umiejętności malowania są jednak zbyt małe, aby stworzyć śnieżynki, więc musiałam użyć gotowców.
Użyłam ukochanego Essence Vampire's Love Into The Dark, który nałożyłam tylko jedną warstwą. Aby nie męczyć się z malowaniem gwiazdek, nakleiłam kilka z opakowania naklejek Essence Crystalliced Nail Art Sticker. Uwielbiam je, wyglądają naprawdę świetnie, są dokładnie zrobione i nawet nie widać ich przezroczystych brzegów. Pasują do większości lakierów i nadają zimowego klimatu.
Lakier nakładał się cudownie, bez smug, zacieków. Szybko wysechł, w około siedem minut. Kryje po jednej warstwie i tyle nałożyłam do zdjęć. Naklejanie śnieżynek to bardzo prosta sprawa. łatwo je odkleić z opakowania, nie rwą się i cały czas wyglądają dobrze. Bez topa szybko się zdzierają, więc lepiej go użyć.
Lubicie motyw śnieżynek? Używacie naklejek na całe paznokcie czy mniejszych? A może wolicie jednowymiarowy manicure?
piątek, 15 lutego 2013
środa, 13 lutego 2013
Galaxy Nails - Joko, Catrice, Essence, Miss Sporty, Delia, Sensique
Miałam Was przez kilka dni nie męczyć paznokciowymi postami, ale nie wytrzymałam. Wczoraj stworzyłam małe cudo, które nie wygląda na zdjęciach tak dobrze jak w rzeczywistości. O czym mowa? Oczywiście o tzw. galaxy nails, manicure wzorującym się na galaktyce. Jestem oczarowana efektem, ciągle spoglądam na paznokcie i zachwycam się tym, co wyszło. Prawdę mówiąc nie widziałam, że może mi się udać, ale się udało i bardzo się z tego powodu cieszę :-)
Użyłam aż dziewięciu lakierów! w ruch poszły: Essence Vampire's Love Into The Dark jako baza, Catrice Out of Space: Beam Me Scotty i My MilkyWay, Joko Find Your Color Coriander Green, Essence Black&White White Hype, Sensique Fantasy Glitter Disco Lights, Miss Sporty: Metal Flip 040 Fiery Blaze i Lasting Colour 390 oraz Delia Las Vegas 500. Wybrałam dość ciemne kolory, przełamując je jaśniejszymi oraz brokatowymi topami.
Moim zdaniem sekret tkwi w dobrej jakości lakierze bazowym, na którym tworzymy. Wampir od Essence to ideał! Kryje przy jednej warstwie i szybko schnie. Na niego nakładam pozostałe emalie za pomocą gąbki, ciapiąc nią po paznokciach nieregularnie, ale estetycznie. Na koniec dodałam odrobinę brokatowych topperów. Całość wyschła bardzo szybko, mniej więcej w 20 minut, jeśli bierzemy pod uwagę lakier bazowy.
Jestem urzeczona efektem! Bardzo, bardzo mi się podoba i będzie gościł na mych pazurach przez kilka najbliższych dni!
Użyłam aż dziewięciu lakierów! w ruch poszły: Essence Vampire's Love Into The Dark jako baza, Catrice Out of Space: Beam Me Scotty i My MilkyWay, Joko Find Your Color Coriander Green, Essence Black&White White Hype, Sensique Fantasy Glitter Disco Lights, Miss Sporty: Metal Flip 040 Fiery Blaze i Lasting Colour 390 oraz Delia Las Vegas 500. Wybrałam dość ciemne kolory, przełamując je jaśniejszymi oraz brokatowymi topami.
Moim zdaniem sekret tkwi w dobrej jakości lakierze bazowym, na którym tworzymy. Wampir od Essence to ideał! Kryje przy jednej warstwie i szybko schnie. Na niego nakładam pozostałe emalie za pomocą gąbki, ciapiąc nią po paznokciach nieregularnie, ale estetycznie. Na koniec dodałam odrobinę brokatowych topperów. Całość wyschła bardzo szybko, mniej więcej w 20 minut, jeśli bierzemy pod uwagę lakier bazowy.
Jestem urzeczona efektem! Bardzo, bardzo mi się podoba i będzie gościł na mych pazurach przez kilka najbliższych dni!
wtorek, 12 lutego 2013
Co zabieram na wyjazd? Wpis o organizacji kosmetyczki podróżnej
Do napisania takiego posta zbierałam się od dawna, ale jakoś nie było okazji. Zazwyczaj podróżuję samochodem jako pasażer, ale tym razem na ferie wybieram się pociągiem. Warto zaznaczyć, że wyprawy uwielbiam, a koleją to już szczególnie :) Z racji, że trzeba to będzie dźwigać na własnych barkach, trzeba choć trochę zorganizować kosmetyczną zawartość torby. O ogólnej selekcji oraz zawartości przeczytacie poniżej.
Starałam się wybierać produkty lekkie, praktyczne, a także takie, które będę mogła zastosować do kilku rzeczy, a jednocześnie nie przeciążę bagażu i da się go nieść :D Wprawdzie lepiej dźwigać, niż ścigać, a pociąg nie samolot i ograniczeń nie ma, ale wolę nie targać wielkiej i ciężkiej torby. Co biorę? Przede wszystkim kosmetyki konieczne, takie jak krem do twarzy czy rąk, ale nie tylko. W sumie niektóre rzeczy mogłabym zostawić w domu, ale nie wyobrażam sobie mycia włosów bez uprzedniego nałożenia oleju, smarowania się kremem pod oczy czy spryskiwania ładnym zapachem. Nie zabieram ze sobą kosmetyków niesprawdzonych, nie zaczynam testowania w przeddzień wyjazdu.
Starałam się wybierać produkty lekkie, praktyczne, a także takie, które będę mogła zastosować do kilku rzeczy, a jednocześnie nie przeciążę bagażu i da się go nieść :D Wprawdzie lepiej dźwigać, niż ścigać, a pociąg nie samolot i ograniczeń nie ma, ale wolę nie targać wielkiej i ciężkiej torby. Co biorę? Przede wszystkim kosmetyki konieczne, takie jak krem do twarzy czy rąk, ale nie tylko. W sumie niektóre rzeczy mogłabym zostawić w domu, ale nie wyobrażam sobie mycia włosów bez uprzedniego nałożenia oleju, smarowania się kremem pod oczy czy spryskiwania ładnym zapachem. Nie zabieram ze sobą kosmetyków niesprawdzonych, nie zaczynam testowania w przeddzień wyjazdu.
Kategoria I - włosy
BabyDream fur Mama Schwangerschafts-Pflegeöl - do używania na włosy i zamiast balsamu do ciała. Zawiera mnóstwo dobroczynnych substancji, a jednocześnie jest lekki, podobnie jego butelka, która ze względu na płaskość nie zajmie dużo miejsca. Przy okazji wiem, że dobrze na mnie działa i z pewnością mi nie zaszkodzi, a włosy nie zbuntują się po kilku użyciach jednego i tego samego oleju.
Balea Professional Oil Repair Haaröl - uwielbiam go używać do zabezpieczania końcówek. Zawiera silikony oraz olejek migdałowy i arganowy, a mimo to nie obciąża i nie tłuści włosów. W żadnym wypadku nie wysusza i nie matowi. Ponadto świetnie wygładza. Do tego ma praktyczne opakowanie z precyzyjną pompką i w dodatku plastikowe, co znacznie zmniejsza ciężar bagażu.
BabyDream, Shampoo - mój ulubiony szampon. Świetnie zmywa oleje, nie zawiera SLS/SLES/SCS, parabenów i innych drażniących substancji. Wszystko domywa idealnie, bez wysuszania i innych niepożądanych skutków. Butelka plastikowa, poręczna.
Tangle Teezer, Compact Styler, Shaun The Sheep - wersja kompaktowa świetnie sprawdza się w podróży. Nie zajmuje wiele miejsca, można ją wrzucić do torby i obędzie się bez uszkodzeń. Ponadto dobrze rozczesuje włosy, nie wyrywa i nie ciągnie, dociera do skóry głowy. Szczotka i masażer w jednym, w całości wykonany z plastiku.
Kategoria II - ciało
AA, Ciało wrażliwe, Nawilżający żel do mycia ciała, Głębia oceanu - nie lubię mydeł, bo są nieporęczne, a żelem umyję się bez problemu. Ten tu ma lekko męski zapach, bardzo przyjemny i naprawdę świeży, bez żadnych typowo zimowych nut. Mam kilka innych myjadeł o ciepłych, korzennych woniach, ale uważam, że taki orzeźwiacz sprawdzi się o wiele lepiej.
...................
Nivea, Deodorant, Pure & Natural Action, Jasmine Deo Spray - w sumie zajmuje więcej miejsca niż kosmetyk w kulce czy sztyfcie, ale właśnie ten pragnę wreszcie wykończyć. Ochronnych funkcji to on prawie nie ma, ale nie klei się i nie zostawia plam. W sumie nie lubię go zbytnio, bo na mnie nie działa, dlatego też cieszę, iż będę mogła się z nim wkrótce pożegnać i to na dobre.
Playboy, VIP, Perfumed Body Mist - uwielbiam ten zapach, myślę nawet o zakupie szklanego flakonika, bo będzie trwalszy. Mgiełka jest lekka, nie klei się, pachnie kobieco, nie dusi i ogółem sprawuje się świetnie. Butelka jest spora i ze świetnym rozpylaczem, plastikowa i z cienkimi ściankami, ale wytrzymała. Zapach nie utrzymuje się dość krótko, ale dzięki temu można często powtarzać aplikację bez uczucia przesady.
............
Anida, Krem do rąk, Z silikonem prowitaminą B5, Glicerynowo - cytrynowy - bez kremu do rąk nie wyobrażam sobie życia. Ten nie jest zbyt dobry, ale używam go tylko z musu. Jest lekki, szybko się wchłania, trochę nawilża i minimalnie wygładza. W sumie nie jest zły, ale jakoś nie darzę go uczuciem, a przynajmniej nie ciepłym. Zostało mi jeszcze 1/3 opakowania i myślę, ze wystarczy mi na kilka dni.
......
Kategoria III - twarz
.
......
Essence, Lash & Brow Gel Mascara - używałam jako żelu do brwi, ale obecnie się kończy i dolałam do niego olejku rycynowego i codziennie wieczorem przeczesuję taką mieszanką rzęsy. Sprawdza się nieźle, a już na pewno nie szkodzi.
.....
Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - używam go zarówno punktowo, jaki i na całą twarz i w obu przypadkach dobrze się sprawdza. Lekko rozjaśnia skórę, wysusza wypryski, nie zapycha. Nie wywołuje żadnych skutków ubocznych.
..
La Roche - Posay, Effaclar Duo - nie używam go na całą twarz, a jedynie na wypryski. Jest lekki, rzadki i półprzezroczysty, a więc niewidoczny na skórze. Nałożony na dużego pryszcza zmniejsza go o kilkanaście procent w ciągu kilku godzin. Nie podrażnia skóry, nie wywołuje skutków ubocznych. Może kiedyś przekonam się do nałożenia go na całą twarz :)
..
Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream - używam go dopiero od kilku dni, więc nie wyrobiłam sobie jeszcze o nim opinii. Słoiczek jest podzielony na dwie części, na noc i na dzień. Ma też nakładkę, która nie pozwala kremom wypłynąć i zmieszać się, oceniam to na duży plus.
..
Pimafucort, Krem - apteczny produkt, niestety na receptę. Nie ma możliwości, abym nie miała tubki na półce. Łagodzi podrażnienia, nie wywołuje pieczenia ani wysuszania. Nakładam go na usta i twarz i w obu przypadkach dobrze się sprawdza.
Nivea, Lip Butter, Caramel Cream - bardzo lubię to masełko, jego działanie i zapach są zadowalające. Nawilża, odżywia, zmiękcza, nie zabiela ust i nałożony w umiarkowanej ilości nie zbiera się w załamaniach. Pachnie świetnie! Wprawdzie daleko mu do karmelu, bo to raczej maślane ciasteczka z owocami, ale i tak według mnie jest piękny. Nie ma smaku, więc nie widzę powodu, aby go zlizywać.
Tisane, Balsam do ust - używam go zamiennie z masełkiem Nivea. Podobnie jak ono dobrze nawilża, odżywia i zmiękcza wargi, nie zbiera się w załamaniach. Pachnie ładnie, miodowo, ale nie ma smaku.
Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - moja ulubiona odżywka do paznokci. Faktycznie lekko wybiela i pomaga zachować gładkość po wypolerowaniu. Niedługo mi się skończy i poszukam czegoś innego.
Sincler, Mineralny pilnik do paznokci - mam go już od kilku lat i cały czas świetnie się sprawdza. Można nim nadać odpowiedniego kształtu, a przy okazji nie rozdwoić i nie zniszczyć. W łatwy i szybki sposób pomaga pozbyć się zadarć.
Cążki do paznokci - w sumie częściej używam pilnika, ale obcinacz muszę mieć. Akurat ten jest precyzyjny, ostry, nie rwie paznokci, ogółem mówiąc - przydaje mi się.
Avon, Color Trend, Pęseta - pęseta musi mi towarzyszyć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wyrośnie jakiś niepożądany włosek ;D Tej używam już dość długo, jest ostra i precyzyjna. Prawdę mówiąc trzeba uważać, aby się nie skaleczyć przy jej używaniu.
Essence, Ready For Boarding, 2in1 Kajal Pencil, Destination Sunshine - używam głównie waniliowej części, ale niebieska też się przydaje. Zazwyczaj jeden lub oba kolory lądują na linii wodnej. Można nią wykonać cały makijaż oka, a także zatuszować niedoskonałości.
Jak widać nie zabieram wielu produktów, a i tak jest to wersja pielęgnacyjna. Jeśli wybieram się w podróż, gdzie czekają mnie imprezy, to dodatkowo zabieram rozświetlacz, bronzer i inne kosmetyki kolorowe.
Co myślicie o kosmetycznej zawartości mojej torby podróżnej? Dużo, mało, wystarczająco?
..
Avon Solutions, A.m. & p.m., Ageless Results, Day Cream SPF 15 and Night Cream - używam go dopiero od kilku dni, więc nie wyrobiłam sobie jeszcze o nim opinii. Słoiczek jest podzielony na dwie części, na noc i na dzień. Ma też nakładkę, która nie pozwala kremom wypłynąć i zmieszać się, oceniam to na duży plus.
..
Pimafucort, Krem - apteczny produkt, niestety na receptę. Nie ma możliwości, abym nie miała tubki na półce. Łagodzi podrażnienia, nie wywołuje pieczenia ani wysuszania. Nakładam go na usta i twarz i w obu przypadkach dobrze się sprawdza.
Kategoria IV - różności
....Nivea, Lip Butter, Caramel Cream - bardzo lubię to masełko, jego działanie i zapach są zadowalające. Nawilża, odżywia, zmiękcza, nie zabiela ust i nałożony w umiarkowanej ilości nie zbiera się w załamaniach. Pachnie świetnie! Wprawdzie daleko mu do karmelu, bo to raczej maślane ciasteczka z owocami, ale i tak według mnie jest piękny. Nie ma smaku, więc nie widzę powodu, aby go zlizywać.
Tisane, Balsam do ust - używam go zamiennie z masełkiem Nivea. Podobnie jak ono dobrze nawilża, odżywia i zmiękcza wargi, nie zbiera się w załamaniach. Pachnie ładnie, miodowo, ale nie ma smaku.
Verona, Beauty Nail Club, Odżywka wygładzająco - wybielająca - moja ulubiona odżywka do paznokci. Faktycznie lekko wybiela i pomaga zachować gładkość po wypolerowaniu. Niedługo mi się skończy i poszukam czegoś innego.
Sincler, Mineralny pilnik do paznokci - mam go już od kilku lat i cały czas świetnie się sprawdza. Można nim nadać odpowiedniego kształtu, a przy okazji nie rozdwoić i nie zniszczyć. W łatwy i szybki sposób pomaga pozbyć się zadarć.
Cążki do paznokci - w sumie częściej używam pilnika, ale obcinacz muszę mieć. Akurat ten jest precyzyjny, ostry, nie rwie paznokci, ogółem mówiąc - przydaje mi się.
Avon, Color Trend, Pęseta - pęseta musi mi towarzyszyć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wyrośnie jakiś niepożądany włosek ;D Tej używam już dość długo, jest ostra i precyzyjna. Prawdę mówiąc trzeba uważać, aby się nie skaleczyć przy jej używaniu.
Essence, Ready For Boarding, 2in1 Kajal Pencil, Destination Sunshine - używam głównie waniliowej części, ale niebieska też się przydaje. Zazwyczaj jeden lub oba kolory lądują na linii wodnej. Można nią wykonać cały makijaż oka, a także zatuszować niedoskonałości.
Jak widać nie zabieram wielu produktów, a i tak jest to wersja pielęgnacyjna. Jeśli wybieram się w podróż, gdzie czekają mnie imprezy, to dodatkowo zabieram rozświetlacz, bronzer i inne kosmetyki kolorowe.
Co myślicie o kosmetycznej zawartości mojej torby podróżnej? Dużo, mało, wystarczająco?
niedziela, 10 lutego 2013
Taśmą po łapkach. Essence Nateventurista Mother Earth Is Watching You + Joko Find Your Color Coriander Green
Ostatnio wzięło mnie na robienie wzorków na paznokciach. Często kombinuję z różnymi rysunkami lub brokatowymi topperami, ale dzisiaj przed oczami pojawiła mi się wizja dwukolorowego mani robionego od taśmy klejącej. Nie wyszło idealnie, w niektórych miejscach nie udało mi się perfekcyjnie wymalować, ale jak na pierwszy raz nie jest źle.
Jako bazy użyłam ulubionego ostatnio beżu o nazwie Essence Nateventurista Mother Earth Is Watching You. Druga warstwa to Joko Find Your Color Coriander Green, piękny, ciemny, mocno przykurzony turkus. Razem tworzą ciekawy efekt, mnie kojarzy się nieco z vintage. Całość wygląda świetnie, może nawet przypominać kamizelkę od garnituru, gdyby dorysować guziki :D
Oba lakiery cudnie się rozprowadzają, bez żadnych smug, zacieków, nic się nie rozlewa. Beż schnie około dwudziestu minut, a więc dla mnie minimalnie za długo. Zieleń natomiast jest twarda i sucha w niecałe dziesięć. Przyklejanie taśmy jest proste, ale czasem nałożona na niedoschniętą bazę może ją zedrzeć i całą zabawę trzeba zaczynać od początku.
Próbowałyście kiedyś robić manicure od taśmy klejącej? Jesteście za czy przeciw? Podoba się Wam taki sposób zdobienia?
Jako bazy użyłam ulubionego ostatnio beżu o nazwie Essence Nateventurista Mother Earth Is Watching You. Druga warstwa to Joko Find Your Color Coriander Green, piękny, ciemny, mocno przykurzony turkus. Razem tworzą ciekawy efekt, mnie kojarzy się nieco z vintage. Całość wygląda świetnie, może nawet przypominać kamizelkę od garnituru, gdyby dorysować guziki :D
Oba lakiery cudnie się rozprowadzają, bez żadnych smug, zacieków, nic się nie rozlewa. Beż schnie około dwudziestu minut, a więc dla mnie minimalnie za długo. Zieleń natomiast jest twarda i sucha w niecałe dziesięć. Przyklejanie taśmy jest proste, ale czasem nałożona na niedoschniętą bazę może ją zedrzeć i całą zabawę trzeba zaczynać od początku.
Próbowałyście kiedyś robić manicure od taśmy klejącej? Jesteście za czy przeciw? Podoba się Wam taki sposób zdobienia?
sobota, 9 lutego 2013
FunPage na Facebooku - mam i ja!
Kilka dni temu postanowiłam założyć mojemu blogowi FunPage na Facebooku. Zapraszam Was więc do polubienia i śledzenia, gdyż dzieje się tam o wiele więcej niż na blogu. Możecie zobaczyć zapowiedzi, zakupy, które jeszcze się tu nie pojawiły i wiele innych.
Nikogo nie namawiam, ale serdedcznie zapraszam :)
Lajtowy wampir - Essence Breaking Dawn Part II Lipgloss 01 Alice Had a Vision - Again
Nie od dzisiaj wiecie, że jestem fanką mazideł do ust w każdym kolorze. Najbardziej jednak kuszą mnie ciemne i jasne fiolety i akurat tak się stało, że wszystkie trzy sztuki mam z Essence. Zaprezentuję Wam więc mój grudniowy nabytek, czyli Breaking Dawn Part II Lipgloss Alice Had a Vision - Again. Nie należy on wprawdzie do intensywnych, mrocznych kolorów, ale i tak go uwielbiam, nawet na co dzień :)
Błyszczyk ma tradycyjne opakowanie w formie walca. Jest ono plastikowe, ale wytrzymałe. Mieści w sobie 4ml produktu, czyli dość mało, ale wystarczająco. W sumie nie potrzeba mi więcej mazidła, które nie jest balsamem ochronnym. Aplikator jest gąbeczkowy, nieco nietypowy, zwężony pośrodku, identyczny jak w błyszczykach Stay With Me, na które swoją drogą muszę się wreszcie skusić. Maluje się nim wygodnie, nabiera niewielką ilość produktu, więc konieczne jest powtórne zanurzenie.
Na opakowaniu jest jedna naklejka z nazwą i numerem błyszczyka, w tym przypadku Alice Had a Vision - Again. Jest idealnie przyklejona, nie zadziera się i napisy się nie ścierają. Na całości literki są srebrne i niemal wszystkie się już starły. Nie wygląda to zbyt ciekawie, po jakimś czasie będzie trudno się zorientować, jaka to firma i edycja limitowana.
Błyszczyk jest średnio gęsty, bardzo dobrze się rozprowadza i nie spływa, nie wypływa poza kontur ust. Nakłada się równomiernie, nie robi smug, nie zbiera się w miejscu, gdzie wargi się łączą przy otwieraniu i zamykaniu ust. Jest bardzo śliski, nie ma żadnych chropowatości. Nie klei się, a utrzymuje około godziny.
Kolor jest śliczny, ale mnie niemal wszystkie fiolety się podobają. W buteleczce jest bardzo mocny, jak śliwka węgierka. Nałożony na usta jedną warstwą jest przezroczysty, ale minimalnie przyciemnia usta. Do zdjęcia nałożyłam chyba trzy i wcale nie czułam nadmiaru. Jest napakowany drobinkami, a właściwie srebrnym pyłkiem, na wargach niewidocznym. Nie ma mowy o kłujących drobinach brokatu.
Zapach jest lekki, słodkawy, błyszczykowy. Nie drażni nieprzyjemnie nosa, nie dusi, podoba mi się.
Mazidło nadaje ustom połysku, a nałożone w większej ilości przyciemnia. Nie podrażnia, nie wysusza, nie nawilża. Nie zauważyłam żadnych minusów oprócz ścierających się napisów. Jest to jeden z moich lepszych błyszczyków, których używam na co dzień.
Opakowanie - 9 - w formie walce, nieduże, wytrzymałe, ze ścierającymi się napisami. Konsystencja - 10 - średnio gęsta, dobrze się rozprowadza, nie spływa. Kolor - 10 - fiolet o wielu obliczach :D Może być jaśniejszy lub ciemniejszy, a nawet transparentny. Zapach - 9 - lekki, błyszczykowy. Działanie - 10 - nie wysusza, nie podrażnia, nie nawilża. Ocena ogólna - 9,5/10. Świetny błyszczyk, naprawdę polecam. Wprawdzie limitka już przestarzała, ale można znaleźć resztki :D
Błyszczyk ma tradycyjne opakowanie w formie walca. Jest ono plastikowe, ale wytrzymałe. Mieści w sobie 4ml produktu, czyli dość mało, ale wystarczająco. W sumie nie potrzeba mi więcej mazidła, które nie jest balsamem ochronnym. Aplikator jest gąbeczkowy, nieco nietypowy, zwężony pośrodku, identyczny jak w błyszczykach Stay With Me, na które swoją drogą muszę się wreszcie skusić. Maluje się nim wygodnie, nabiera niewielką ilość produktu, więc konieczne jest powtórne zanurzenie.
Na opakowaniu jest jedna naklejka z nazwą i numerem błyszczyka, w tym przypadku Alice Had a Vision - Again. Jest idealnie przyklejona, nie zadziera się i napisy się nie ścierają. Na całości literki są srebrne i niemal wszystkie się już starły. Nie wygląda to zbyt ciekawie, po jakimś czasie będzie trudno się zorientować, jaka to firma i edycja limitowana.
Błyszczyk jest średnio gęsty, bardzo dobrze się rozprowadza i nie spływa, nie wypływa poza kontur ust. Nakłada się równomiernie, nie robi smug, nie zbiera się w miejscu, gdzie wargi się łączą przy otwieraniu i zamykaniu ust. Jest bardzo śliski, nie ma żadnych chropowatości. Nie klei się, a utrzymuje około godziny.
Kolor jest śliczny, ale mnie niemal wszystkie fiolety się podobają. W buteleczce jest bardzo mocny, jak śliwka węgierka. Nałożony na usta jedną warstwą jest przezroczysty, ale minimalnie przyciemnia usta. Do zdjęcia nałożyłam chyba trzy i wcale nie czułam nadmiaru. Jest napakowany drobinkami, a właściwie srebrnym pyłkiem, na wargach niewidocznym. Nie ma mowy o kłujących drobinach brokatu.
Zapach jest lekki, słodkawy, błyszczykowy. Nie drażni nieprzyjemnie nosa, nie dusi, podoba mi się.
Mazidło nadaje ustom połysku, a nałożone w większej ilości przyciemnia. Nie podrażnia, nie wysusza, nie nawilża. Nie zauważyłam żadnych minusów oprócz ścierających się napisów. Jest to jeden z moich lepszych błyszczyków, których używam na co dzień.
Opakowanie - 9 - w formie walce, nieduże, wytrzymałe, ze ścierającymi się napisami. Konsystencja - 10 - średnio gęsta, dobrze się rozprowadza, nie spływa. Kolor - 10 - fiolet o wielu obliczach :D Może być jaśniejszy lub ciemniejszy, a nawet transparentny. Zapach - 9 - lekki, błyszczykowy. Działanie - 10 - nie wysusza, nie podrażnia, nie nawilża. Ocena ogólna - 9,5/10. Świetny błyszczyk, naprawdę polecam. Wprawdzie limitka już przestarzała, ale można znaleźć resztki :D
czwartek, 7 lutego 2013
TAG - Stresowi powiedz NIE!
Znów zostałam wyróżniona tagiem i jest mi z tego powodu bardzo, bardzo miło, tym bardziej, że to tag pokazujący moje "odstresowywacze" :) Jego inicjatorką jest 77gerda, ale to Pigeon's Beauty mnie otagowała. Jestem szczęśliwa, że mogę odpowiedzieć na tego taga, pokazać, w jaki sposób daję sobie radę ze stresem, który, jak wiadomo, dotyka także blogerki :)
Zasady:
- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu 77gerda,
- umieść zasady tagu w poście na swoim blogu,
- napisz kto Cię otagował,
- wymień 10 rzeczy/czynności, jakie Cię relaksują, odstresowują i tłumią tzw. "nerwa",
- zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek lub/i youtuberek.
Blogowanie i czytanie cudzych blogów
Uwielbiam pisać posty, bo wiem, że ktoś przeczyta mój wpis, skomentuje i dostrzeże fakt, iż jest to małe poświęcenie. Lubię tworzyć, pokazywać moją kosmetyczną pasję tutaj, gdzie nikt mnie nie wyśmieje, a wręcz przeciwnie - znajdą się osoby z identycznym hobby. Kocham też czytać Wasze blogi, podziwiać i czerpać inspiracje. Niesamowicie mnie motywujecie, nawet jeśli nie zdajecie sobie z tego sprawy :)
.
.
Muzyka
Bez muzyki mój świat byłby pusty, płaski i bez wyrazu, towarzyszy mi więc ona niemal wszędzie. Lubię słuchać ukochanych melodii, ale też poznawać kolejne, od smutnych po wesołe, zupełnie proste aż po niekonwencjonalne. Muszę też przyznać, że ciekawią mnie także teledyski do różnych piosenek, gdyż w pełni oddają ich charakter.
.
.
Książki
Od zawsze lubiłam książki, ale dopiero od niecałych dwóch lat poświęcam tej pasji więcej czasu. Nie czytam, bo muszę, ale tylko dlatego, że chcę. Spotykam się z wieloma powieściami - nudnymi, emocjonującymi, strasznymi, świetnymi. Świat książek pozwala mi się oderwać od stresującej rzeczywistości.
.
.
Malowanie paznokci
Pokrywanie paznokci emalią to moje wielkie hobby, o ile oczywiście lakiery dobrze się rozprowadza i szybko schnie ;) Uwielbiam grzebać w lakierowym pudełku, wybierać i porównywać, a później aplikować na paznokcie wybrany kolor, wzór i co mi tylko przyjdzie do głowy.
.
.
Przeglądanie zbiorów kosmetycznych
Lubię raz na jakiś czas zatracić się w oglądaniu tego, co mam aktualnie na półkach. Analizowanie ilości, zapasów lub braków, podziwianie zużyć, podsumowania zakupów i robienie im zdjęć, a często też nakładanie ich na siebie, swatchowanie i związana z tym przyjemność maksymalnie mnie odstresowują!
.
.
Ćwiczenia
Jako, że zaczęłam się dietować i wiem, że przyniesie to pożądany efekt każda aktywność fizyczna sprawia mi przyjemność. Nie zawsze mogę wyjście na spacer, ale w domu da się ćwiczyć. Ciekawa jestem, czy moje nastawienie do tego hobby nie zmieni się po kilku dniach z Ewą Ch. :)
Filmy i seriale
Herbata
Uwielbiam ten napój :) Kawy nie piję, alkoholu też nie, rzadko kuszę się na płyny gazowane lub barwione. Kocham za to herbatę i to we wszystkich rodzajach. Kwitnąca, owocowa, czarna, czerwona, zielona, zapachowa, ziołowa - każdą uwielbiam. Mogłabym pić tylko ją, inne napoje nie musiałyby istnieć.
.
.
Planowanie
Plan to moje drugie imię. Staram się mieć plan na wszystko, ale nie po to, by go sztywno realizować, a opierać na nim czyny. Niesamowicie cieszy mnie planowanie wyjazdów, zakupów, filmów do obejrzenia. Daje mi to wielkiego, pozytywnego kopa :D
Filmy i seriale
Lubie oglądać filmy, ale robię sie coraz bardziej wymagająca. Malo który mi pasuje. Nie mam ulubionego gatunku. Często oglądam tez Trudne Sprawy, Ukryta Prawdę, M jak Milosc i inne bzdety :D
Poszukiwania internetowe
Kocham siedzieć przed monitorem i szukać nowości kosmetycznych, ciuchowych, filmowych, książkowych, rożnych fryzur. Sprawdzam, poszukuję, analizuje i bardzo mnie to cieszy!
Nie będę nikogo tagowac, bo nie wiem, kto odpowiedział, a kto jeszcze nie. Jeśli chcecie to zróbcie listę u siebie i dajcie mi znać!
Nie będę nikogo tagowac, bo nie wiem, kto odpowiedział, a kto jeszcze nie. Jeśli chcecie to zróbcie listę u siebie i dajcie mi znać!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















