czwartek, 9 sierpnia 2012

Akcja prowokacja! Miyo Mini Drops Provocation

Uwielbiam niebieskie lakiery, nic więc dziwnego, że Miyo Mini Drops Provocation tak mnie zauroczył. Wydawał mi się idealny, jednak bałam się odbarwień. Nic takiego jednak się nie stało, a ja piszę do Was stukając w klawiaturę paznokciami w kolorze blue :)

Provocation to cudny, czysty, kremowy odcień niebieskiego. Idealny chaber, tak wielce pożądany w ostatnim sezonie. Idealnie komponuje się zarówno z opalonymi, jak i tym bledszymi dłońmi. Zdecydowanie zwraca na siebie uwagę, gdyż jest bardzo intensywny, lecz nie neonowy. Jest zwyczajnie piękny ^^

Oprócz koloru ma też wspaniałą formułę. Świetnie się nakłada, nie zalewa skórek, nie jest za gęsty ani zbyt rzadki. Nie tworzy grudek ani pęcherzyków. Kryje przy dwóch cienkich warstwach. Wysycha szybko, pierwsza warstwa około osiem minut, druga podobnie. Ogólnie rzecz biorąc w dwadzieścia pięć minut mamy idealny mani!

środa, 8 sierpnia 2012

Nierutynowy zmywacz, czyli Simple Beauty Kokos&Wanilia Mleczko do zmywania paznokci

Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam produkt niezwykły, gdyż intryguje swoją formą i zapachem, a każdej kobiecie potrzebny jest niesamowicie. Mowa o mleczku do zmywania paznokci firmy Simple Beauty w wariancie zapachowym Kokos&Wanilia, które wpadło mi do koszyka podczas nieplanowanych zakupów. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii, zapraszam do lektury!


Mleczko zamknięto w średniej wielkości opakowaniu, wykonanego z dość twardego plastiku w białym kolorze, które jest naprawdę stabilne i porządnie wykonane. Nie ma więc obaw, że wyleje się w czasie podróży - zapobiega temu również idealnie dokręcając się nakrętka. Owe zwieńczenie butelki jest zdejmowane i chroni dość duży otwór, nieco większy niż w przypadku Isany, lecz nie wypływa przez niego zbyt dużo produktu.

Jeśli o naklejki chodzi, to owszem, jest jedna, która przykrywa 3/4 opakowania. Jej faktura jest śliska, a powierzchnię pod nią pokrywa mnóstwo pęcherzyków. Tworzą się one szczególnie na bokach butelki, ale także w miejscu obrazka, który, nota bene, brzydki nie jest. Ogółem szata graficzna nie zachwyca, ale też nie zniechęca.


Produkt ma niezwykłą konsystencję jak na zmywacz do paznokci, gdyż jest ona całkiem gęsta. Z powodzeniem można porównać ją do mleczka do demakijażu. Z opakowania wypływa powoli, jednak mocna zjeżdża z paznokci i trzeba od razu przytykać wacik z kosmetykiem do płytki. Łatwo go zebrać ze skóry, lecz jak wiadomo, trochę się go wchłania.

Zapach kosmetyku jest całkiem ładny, jendka dopiero po wyschnięciu. Wcześniej, zarówno w butelce, jak i w powietrzu czuć głównie aceton, tradycyjny smród zmywacza. Później pachnie dość ładnie, głównie kokosem, ale nuty wanilii też się przebijają. Ogółem woń jest przyjemna, ale trzeba czekać, aż się rozwinie i będziemy mogły cieszyć się ładnym aromatem :)


Mleczko zmywa lakiery całkiem nieźle, jednak wolę mocniejsze preparaty. Ten tutaj nieco rozmazuje emalię, a usuwa dopiero po dłuższej chwili. Sprawia, że kolor i brokat spływa na skórki i trzeba dodatkowo użyć wykałaczki. Ponadto wysusza skórki, ale samym paznokciom raczej nie szkodzi. Niemniej jednak nie wróciłabym do niego i nie kupiłabym kolejnej butelki, ale tę zużyją z ochotą :)

Opakowanie - 9 - wygodne, całkiem ładne, tylko te pęcherzyki nie zachęcają :/ Konsystencja - 8 - przyjemna, lekka, mleczkowata. Zapach - 6 - śmierdzi typowym zmywaczem, jednak po pewnym czasie palce pachną kokosem. Działanie - 6 - trochę rozmazuje i sprawia, że lakier spływa na skórki, zmywa całkiem nieźle. Ocena ogólna - 6/10 - całkiem przyjemny produkt o nieco zbyt małej skuteczności :)

wtorek, 7 sierpnia 2012

Ratunek w tubce. Alterra Granat i Aloes Maska nawilżająca do włosów suchych

Kosmetyki Alterry kusiły mnie odkąd tylko pojawiły się w Rossmannach, ale ja i tak podchodziłam do nich jak pies do jeża. Jednak mnóstwo pozytywnych recenzji i zmiana pielęgnacji włosów na naturalną sprawiły, że przełamałam się i pochwyciłam znane wszystkim kombo - szampon i maskę w wersji "Granat i Aloes". Czy druga z wymienionych przekonała mnie do siebie? O tym dowiecie się w dzisiejszej notatce :)


Opakowaniem maski jest zwyczajna tuba wykonana z białego, miękkiego plastiku, który niestety lubi wyślizgiwać się z dłoni. Czerwona nakrętka na "klik" sprawuje się dość dobrze - bezproblemowo otwiera się i zamyka, lecz nie samoistnie, nie ma więc obaw, że maska wyleje się w podróżnej torbie. Otwór wylotowy jest w sam raz - nie za duży, nie za mały, dozuje odpowiednią ilość produktu, gdyż ten sam z siebie się nie wylewa, co doceniam, gdyż nie cierpię upapranych nakrętek.

Produkt, owszem, posiada naklejkę, ale tylko jedną, małą, polską, a w dodatku papierową, nie zasłaniającą składu ani nie szpecącą opakowania. Zarówno nazwa, obrazek jak i informacje z tyłu tuby w języku niemieckim są nadrukowane. Wszystko jest czytelne, ładne, nieprzerysowane, żadnych cudów na kiju i tym podobnych. Ogólnie rzecz biorąc opakowanie wygląda dobrze, bo i tak jest wykonane.


Maska nie jest zbyt gęsta, lejąca, ma konsystencję aksamitnego mleczka do ciała. Rozprowadza się bardzo dobrze, lecz mimo to należy wziąć większą ilość, aby pokryć całe włosy. Trzymana na kosmykach niemal przez godzinę wchłania się w pięćdziesięciu procentach, ale zmywanie nie nastręcza problemów, gdyż nie ukrywa się pod kłakami i zmywa całkowicie.

Zapach produktu jest iście niezwykły i obłędny! Intensywnie czuć świeżego i soczystego granata przełamanego nutą aloesu. Mimo intensywności nie jest bardzo nachalny ani duszący. Zdecydowanie umila użytkowanie produktu. Mnie  bardzo się podoba, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że komuś może nie przypaść do gustu.


Maska intensywnie nawilża włosy i w dużym stopniu pomaga pozbyć się nieprzyjemnego uczucia suchości. Widocznie wygładza, ułatwia rozczesywanie i sprawia, że stają się miękkie oraz lśniące. Nie obciąża nawet przy trzymaniu jej na głowie przez godzinę. Oczywistym jest, że nie skleja końcówek, ale lekko je ukrywa. Ponadto ma bardzo przyjemny skład,  nie zawiera silikonów i parabenów.

Opakowanie oceniam na 8 - całkiem wygodne i z ładnym nadrukiem, jednak myślę, że lepiej byłoby, gdyby pakowano ją do słoiczka. Konsystencja dostanie 8 - lejąca, dobrze się rozprowadza, niebyt gęsta. Zapach - 10 - obłędny! Bardzo miły i świeży, umila użytkowanie. Skład - 10 - bardzo przyjemny, zero silikonów i tym podobnych. Działanie - 9 - bardzo dobre nawilżenie oraz zniwelowana suchość. Ocena ogólna - 9/10. Świetna maska do włosów suchych w niskiej cenie. Polecam!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Projekt Rainbow: Przepych w kolorze blue. Miyo Mini Drops Provocation + Delia Las Vegas Nail Enamel 500

Ostatnią notatkę zawierającą punkt Projektu Rainbow zamieściłam końcem kwietnia, czyli ponad trzy miesiące temu! Jednak obiecałam sobie, że akcję ukończę, więc dzisiaj typowo niebieska notatka, chociaż recenzować będę top o zupełnie innej barwie :)

Miyo Mini Drops Provocation to bardzo intensywny, chabrowy odcień niebieskiego bez shimmera, brokatu, absolutnie kremowo. Z kolei Delia Las Vegas Nail Enamel 500 to top zawierający mnóstwo rróżnokolorowych, ośmiokątnych drobinek w przezroczystej bazie. Razem tworzą przepiękny duet idealny na każdą porę roku :)

500 rozprowadza się świetnie dzięki całkiem niezłemu pędzelkowi. zalanie skórek jest wręcz niemożliwe, gdyż lakier jest bardzo gęsty i nie spływa. Do pełnego krycia potrzeba czterech warstw, ale jako top wystarczy jedna. Wysychanie nie sprawia problemów, bo lakier jest gładki i suchy już po pięciu minutach.


sobota, 4 sierpnia 2012

Zdzierak prawie doskonały! Paloma Hand Spa Cukrowy peeling do rąk

Dłonie są wizytówką człowieka - nie będę się z tym spierać. Jednak nie chodzi tu tylko o paznokcie,  bo i same dłonie powinny być zadbane. W związku z tym firmy wtoczyły wiele dział wspomagających, a ja, jako niekwestionowana kosmetykoholiczka rzuciłam się na nie z ochotą. Co mi przyszło po romansie z Paloma Hand Spa Cukrowy peeling do rąk? O tym dowiecie się w tym poście.


Peeling zamknięto w opakowaniu typowym dla maseł do ciała, czyli płaskim i ze zdejmowaną nakrętką. Nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, ale dzięki temu można wydłubać pazurami wszystko do końca i nie zmarnować ani odrobiny. Pod dość dobrze odkręcającą się nakrętką znajduje się srebrna folia zabezpieczająca, dzięki której możemy się dowiedzieć, czy ktoś go już otwierał.

Opakowanie oczywiście zostało oklejone naklejkami, które póki co trzymają się dzielnie mimo kontaktu z wodą i parą. Informacje zamieszczone na nich się nieco przesadzone, zbyt dużo obietnic i możliwe nabicie klienta w butelkę. Szata graficzna w porządku, dłonie trzymające kwiat, a poza tym dużo koloru różowego.


Peeling jest bardzo gęsty i sam nie przemieszcza się po opakowaniu. Zawiera mnóstwo grubych drobinek ścierających z niewielką ilością oleju. Aby go wydobyć trzeba trochę pogrzebać, co widać na zdjęciu. Bardzo lubi spadać z rąk i trzeba go szybko rozetrzeć. Zmywa się bezproblemowo, ale pozostawia tłustą warstewkę.

Zapach peelingu jest obłędny! Naprawdę mocny, intensywny, kwiatowy z nutką migdałów, a więc coś wspaniałego. Czasem otwieram go tylko po to, żeby powąchać. W czasie używania ujawnia swoją naturę i roznosi się po całej łazience. Szkoda tylko, że nie utrzymuje się na skórze.


Peeling  bardzo dobrze i dokładnie ściera martwy naskórek, a co za tym idzie - intensywnie wygładza. Skóra jest mięciutka, promienna i nieco zaczerwieniona. Jednak nie ma się co martwić, podrażnienie schodzi po minucie. I tutaj jego rola powinna się skończyć, jednak jest inaczej, ponieważ peeling daje złudne uczucie nawilżenia. A wszystko to dzięki parafinie, która mi nie przeszkadza, ale trochę robi nas w bambuko :D

Opakowanie - 9 - duże, płaskie, funkcjonalne. Konsystencja - 8 - trochę zbyt sucha, przez co ucieka. Poza tym mnóstwo ścierających drobinek. Zapach - 10 - mocny, kwiatowy, idealny. Działanie - 8,5 - mocno wygładza, rozpromienia i natłuszcza. Ocena ogólna - 8,5/10 - bardzo przyjemny peeling do częstego stosowania.

piątek, 3 sierpnia 2012

Myju, myju ;) Kolastyna Refresh Żel do mycia twarzy

Jakiś czas temu na sklepowej półce moje oczy zarejestrowały nową linię kosmetyków. Mimo że pierwszym stopniem do piekła jest ciekawość, to postanowiłam wypróbować żel do mycia twarzy firmy Kolastyna z serii Refresh do cery normalnej i mieszanej. Co wniknęło z naszej znajomości? O tym dowiecie się w następnych linijkach :)


Kosmetyk zamknięto w postawnej tubie o tradycyjnej pojemności 150ml wykonanej z dość miękkiego plastiku. W żadnym razie nie ułatwia on użytkowania, gdyż po przyduszeniu żel wypływa strumieniem. Nakrętka na "klik", która jest podstawą opakowania nie należy do najwygodniejszych. Otwiera się bezproblemowo, niesamoistnie, lecz wypuszcza zbyt dużo żelu przez otwór.
 
Opakowanie nie zostało oklejone papierami, za co wielki plus. Szkoda tylko, że napisy nadrukowane są dość krzywo, co niestety daje efekt niechlujności ze strony producenta. Informacje w połowie nieprzydatne, lecz zachęcające. Ponadto bardzo długi skład, obietnice i inne pierdółki.


Żel jest bardzo płynny, łatwo wydostaje się z opakowania a na skórze twarzy i rąk spływa do woli. Roztarty i spieniony dzięki SLS tworzy lekką, gęstą piankę, która lubi wchodzi do oczu, ust i nosa. Spłukuje się dość łatwo, jednak konieczne jest dwukrotne, dokładne zmycie wodą.

Zapach produktu jest dość kontrowersyjny jak na kosmetyk stworzony dla kobiet. Głównym powodem tego stwierdzenia jest mocna woń męskiej pianki do golenia. Czuć go głównie podczas namydlania, ale po wytarciu zostają jeszcze lekkie przebłyski. Oprócz niego da się  wyniuchać także coś świeżego :)


Żel niedostatecznie oczyszcza cerę, bo nawet po dwukrotnym umyciu mam wrażenie niedoczyszczenia. Mimo to uczucie odświeżenia ujawnia się po przetarciu twarzy ręcznikiem. Sprawia, że cera promieniuje nie tyle czystością, co błyskiem, ponieważ kosmetyk nie matuje w nawet najmniejszym stopniu. Przy doraźnym używaniu krzywdy nie robi, ale używany codziennie powoduje wysyp podskórnych gulek, pryszczy i zaczerwienień.

Opakowanie oceniam na 6 - brak pompki, krzywo nadrukowane napisy, zbyt duży otwór wylotowy. Konsystencja - 7 - całkiem przyjemna, płynna, mocno się pieni, a tego zbytnio nie lubię. Zapach - 6 - mocny, męski, odświeżający. Działanie - 5 - odświeża i rozpromienia twarz, jednak nie usuwa zanieczyszczeń do końca. Ponadto powoduje wysyp wyprysków. Ocena ogólna - 6/10. Całkiem przyjemny żel dla nieproblematycznej cery :) U mnie się nie sprawdził.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Lipcowe zużycia


Lipiec nie błogosławił moim zużyciom i czasem na nie, więc wydenkowałam niedużo. Niemniej jednak jestem zadowolona, gdyż "wyszło" trochę zalegających mi produktów. Ilość denek nie jest równomierna do ilości zakupów, ale co tam :) Następnym razem będzie lepiej.


Zaczniemy od produktów w saszetkach i małych opakowaniach, a później przejdziemy do większych :)

  • Cashmir, Cotton 100%, 120 płatków kosmetycznych - tradycyjne, najzwyklejsze waciki w dużej paczce. Całkiem nieźle nadają się do zmywania makijażu i paznokci, ponieważ zbytnio się nie rozwarstwiają. Tylko czasem wychodzi z nich pojedynczy włosek waty. Ogólnie rzecz biorąc całkiem przyjemne w użytkowaniu.
  • Eveline, Profesjonalny peeling i maska-serum do rąk - znalazłam ten saszetkowy zestaw w którejś z paczek. Z racji swojej formy jest dość niewygodny w użytkowaniu i niewydajny, ponieważ część płynu wylewa się przy otwieraniu. Jeśli o działanie chodzi, oceniam je na plus. Przyjemnie wygładza i odżywia skórę dłoni.
  • Dada, Premium, Lavender, Chusteczki nawilżane - świetne! Naprawdę duże, miękkie i wygodne w użytkowaniu. Mokre od pierwszej do ostatniej sztuki, zero suchości. Nie wysuszają, nie podrażniają. Nadają się do oczyszczania rąk, stóp, okolic intymnych.
  •  Dalan, Multi Care Soap, Almond Extract & Milk - nie spodziewałam się po nim wiele, ale mimo to się zawiodłam, gdyż myjak okropnie śmierdzi! Woń mydła to coś pomiędzy trupim, zwietrzałym mydłem a mdłym, ciepłym mlekiem. Ponadto podstawowe funkcje spełnia.
  •  Gemi, Pasta Lassari - wspomaga mnie w walce z wypryskami. Całkiem dobrze podsusza pryszcze, odkaża je i sprawia, że szybciej się goją. Sprawdza się też na otarcia i zadrapania.
  • Tami, Antibacterial, Chusteczki antybakteryjne - uwielbiam! Świetnie nadają się do noszenia w torebce i używania w sytuacjach awaryjnych. Szczególnie dobrze sprawdzają się do wycierania rąk, stóp i miejsc narażonych na atak bakterii nie tylko na skórze.
  •  Sudopharma, Sudomax, Krem antybakteryjny dla dzieci i dorosłych - próbka - pierwsza próbka dupe'a Sudocremu. Nie sprawdził się jako preparat punktowy na wypryski - wyciągnął je go wierzchy i sprawił, że zrobiły się z nich podskórne gule.
  • Biały Jeleń, Mydło naturalne, Premium, Z czarnym bzem i lnem - naprawdę porządne. Świetnie nadaje się do mycia całego ciała, gdyż dobrze się pieni i nie ma brzydkiego smrodku. Pachnie bzem, a więc bardzo przyjemnie :)
  •  Apart, Hipoalergiczne mydło w płynie, Algi i goji - całkiem przyjemne. Miało fajną, kremową konsystencję, dzięki której powstawała gęsta piana. Ponadto zapach naprawdę przyjemny, lekki, odświeżający, w sam raz na lato.
  • Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała - wspaniała! Świetnie pachniała, niemal wcale niechemicznie, aż chciało się jeść arbuza. Odświeżała na krótko, zapewniając chwilowy deszczyk ;) Idealna na lato, pomagała mi przeżyć w upale.
  • Dove, Silky Nourishment Body Lotion for Silky Skin with a Shimmering Glow - uwielbiam i pewnie jeszcze do niego wrócę :) Lekko, ale dostatecznie nawilża, na lato w sam raz. Ponadto miał prześliczne złote drobinki, absolutnie nienachalne i nietandetne. Sprawiał, że skóra lśniła w słońcu, ato lubię.
  • Kolastyna, Refresh, Żel do mycia twarzy - średniak. Kusił mnie i kusił, aż w końcu się udało. Żel przyjemnie pachnie męską pianką do golenia, jednak ulatnia się ze skóry po pewnym czasie. Dobrze się pieni, fajnie oczyszcza, łatwo go zmyć. Skóra promienieje czystością! Niestety, po dwóch tygodniach używania spowodował wysyp pryszczy.
  • Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - mój ulubieniec! Świetnie matuje, nawilża, w pewnym stopniu pomaga zapobiegać wypryskom. Latem jednak wolę używać go na noc, bo na dzień wydaje mi się zbyt ciężki :)
  • Oriflame, Strawberry&Cream, Scented Hand Cream - całkiem niezły, polubiłam. Spodobał mi się jego przebłysk kwaskowatości w syntetycznym dusicielu :D Ładnie nawilżał i wygładzał dłonie, dając uczucie satynowego dotyku.
  • Lirene, Ochronny krem do rąk, Skóra sucha - naprawdę przyjemny w użytkowaniu, moja sucha skóra go polubiła. Świetnie nawilżał, chronił przed wysuszeniem na wiór i szybko się wchłaniał. Nie pozostawiał tłustej warstwy ani lepkiego filmu.
  • Isana, Nagellack Entferner, Mandelduft - najlepszy zmywacz pod słońcem. Świetnie zmywa wszelakie lakiery, nawet brokatowe. Po dłuższym używaniu lekko przesusza paznokcie, więc zużyłam tę butelkę i dałam mu spokój na jakiś czas. Ponadto jest bardzo niewydajny.
  • Lovely, Liquid Lip Balm, With Aloe Vera And Mentol - uwielbiam. Świetnie nawilża usta i chroni je. Nie regenereje w pełni, tylko przyspiesza ten proces. Delikatnie, przyjemnie chłodzi wargi. Jest całkiem wydajny, ale jak widać poszły aż cztery sztuki.
  • My Secret, Lash&Brow Repair - przez pierwszy miesiąc używania do rzęs przyniósł naprawdę niezłe efekty. Włoski wydłużyły się, jednak inne zaczęły wypadać i plątać się. Zużyłam go do brwi, jednak tam nie przyniósł żadnych efektów.
  •  Avon, Infinite Monent For Her - próbka - bardzo kobiece i eleganckie, jednak brakuje im szczypty erotyki, seksowności. Średnio ciężkie, jednak na lato mi nie pasowały.
  • Elissa, Pasta Lassari - działa tak samo jak pasta firmy Gemi, którą też zużyłam. Jest jednak niewydajna i mniej opłacalna. 
  •  Bros, Żel łagodzący ukąszenia - rzeczywiście łagodzi podrażnienia i świąd spowodowane ugryzieniami owadów. Bardzo przyjemnie chłodzi skórę, odświeża i odkaża.