Produkty do ust są moją wielką miłością i małym uzależnieniem. Ich używanie wiąże się oczywiście z szukaniem ideału, który dzisiaj opiszę. Max Factor Max Effect Gloss Cube 01 Soft Rose jest błyszczykiem tak wspaniałym, że recenzja bezapelacyjnie mu się należy! Nigdy nie spotkałam się z tak dobrym mazidłem do nakładania na wargi w kategorii kolorówkowej. Zapraszam na dalszą część posta naładowanego pochwałami!
Błyszczyk zapakowany jest w bardzo profesjonalnie wyglądające opakowanie. Niespecjalnie długi prostopadłościan to duża wygoda - nie ślizga się nie wypada z dłoni. Umieszczony jest na niedużej zakrętce, łatwo odkręcającej się nakrętce aplikator to typowa gąbeczka. Jej gabaryty są naprawdę małe, ale mimo to dobrze się nim maluje. Nabiera odpowiednią ilość do pokrycia połowy wargi, ale wbrew pozorom nie trzeba się wiele namachać, aby usta wyglądały reprezentacyjnie.
Opakowanie produktu zostało uraczone trzema naklejkami o minimalnych rozmiarach. Nie zadzierają się ani nie brudzą, a tylko jedna wykonana jest z papieru. Szata graficzna wygląda świetnie. Przejrzysta, profesjonalna, nienachalna 'aplikacja' w połączeniu z czarną nakrętką bardzo mi się podoba. Całość sprawia wrażenie bardzo porządnego produktu - nie jest to w sumie dziwne, gdyż błyszczyk właśnie taki jest.
Konsystencja błyszczyku - ideał. Produkt jest gęsty, ale świetnie się rozprowadza. Aplikacja nie sprawia żadnych problemów, jest szybka i równomierna. Porządnie trzyma się warg, nie rozmazuje poza kontur ust. Nie zbija się w grudki ani nie pozostawia smug. Ponadto jest bardzo wydajny, gdyż na pomalowanie całości nie potrzeba zbyt dużej ilości produktu.
Zapach również bardzo mi się spodobał. Jest lekki, kwaskowaty, owocowy. Nawet w najmniejszym stopniu nie czuć go typowym, kosmetycznym smrodkiem, ale jeżeli już, to są to niemal niewyczuwalne nuty. Czuć w nim świeżość kompletnie nie kojarzącą się z błyszczykiem. Pierwszy raz spotykam się z tak ciekawą wonią, która nie dusi i nie przyprawia o mdłości czy bóle głowy.
Kolor, który produkt posiada całkowicie mnie zachwycił i zniewolił! Jest to naprawdę bardzo jasny odcień różu, kojarzący się z opakowaniami niektórych prezentów w romantycznym stylu. Można porównać go też do maksymalnie rozbielonego, truskawkowego shake'a. Na ustach staje się niemal transparentny, ale nadaje im mlecznej barwy. Podbija naturalny kolor warg i nadaje im powabu.
Błyszczyk wyrównuje kolor ust i nadaje im pełniejszego kształtu. Sprawia, że wyglądają ponętnie i bardzo przyjemnie. Delikatnie je zmiękcza i wygładza. Nie wysusza, ale też nie nawilża. Optycznie przydaje wargom sprężystości i bardzo mnie to cieszy. Nie powoduje pieczenia, swędzenia, uczuleń. Nie likwiduje suchych skórek, ale to nie należy do jego zadań.
Opakowanie - 10 - bardzo profesjonalne, wygodne, naprawdę ładne. Konsystencja - 10 - lekka, gęsta, dobrze się rozprowadza. Zapach - świeży, kwaskowaty, nieduszący, idealny. Kolor - 9,5 - mleczny, delikatny, śliczny. Mógłby być odrobinę bardziej intensywny. Działanie - 9 - wyrównuje kolor ust, nie wysusza, dodaje powabu. Ocena ogólna - 9,5/10. Błyszczykowe KWC!
czwartek, 4 października 2012
środa, 3 października 2012
Tag: Październik miesiącem maseczek
Wszem i wobec chciałabym ogłosić, że październik będzie u mnie miesiącem maseczkowym! Stanie się tak dzięki nowemu tagowi, do którego każdy może przystąpić. O co w ogóle chodzi w tej akcji? Należy raz w tygodniu nałożyć maseczkę i zrobić jej recenzję. Proste? Bardzo proste, jednak normalnie mobilizacji mi brak a teraz na pewno się uda!
Czas trwania: PAŹDZIERNIK
Zasady tagu:
- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu
- umieść zasady tagu w poście na swoim blogu
- dopisz się do listy obserwatorów pomysłodawczyni tagu
- napisz kto Cię otagował
- zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki
- otaguj minimum 5 osób
Inicjatorką tagu jest Malina (klik-klik), jednak ja podejrzałam go u Pigeon's Beauty. Autorka drugiego bloga pozwoliła tagować się każdemu, co też uczyniłam. Ze swej strony chciałabym, aby do akcji przyłączyły się:
Bella z bella-beauty-bella.blogspot.com
Natalia z moje-kosmetyki-byn.blogspot.com
xkeylimex z xkeylimex.blogspot.com
jamapi z wchwililuzu.blogspot.com
Panna-Kokosowa z panna-kokosowa.blogspot.com
Cosmetics Freak z cosmeticsfreak.blogspot.com
Mam nadzieję, że to da mi motywację do używania maseczek, gdyż jestem pewna, że skóra byłaby mi wdzięczna!
wtorek, 2 października 2012
Mleczkiem go! Lirene Dermoprogram Oczyszczające mleczko do demakijażu twarzy i oczu
Makijaż na mojej twarzy pojawia się niezwykle rzadko, ale jak wiadomo nawet najlepszy trzeba kiedyś zmyć i to najlepiej przeznaczonym do tego produktem. Bardzo ułatwiającym tę czynność preparatem jest oczyszczające mleczko do demakijażu twarzy i oczu Lirene Dermoprogram. Mam swoje powody by tak twierdzić, więc chętnie się nimi z Wami podzielę :-)
Mleczko zamknięte jest w typowe dla produktów Lirene opakowanie, które jest spłaszczone i lekko rozszerzające się ku górze. Nakrętka na "klik" otwiera się wyśmienicie i bezproblemowo, gdyż posiada wgłębienie umożliwiające łatwe korzystanie z produktu bez uszczerbku na paznokciach. Niemal całkowicie spłaszczony aplikator jest prosty w obsłudze i dozuje odpowiednią ilość mleczka. Nic nie wylewa się nadmiernie i uważam to za wielką wygodę. Niestety jest nieprzezroczyste i nie widać poziomu zużycia.
Opakowanie produktu dostało dwie naklejki. Są tak dobrze przyklejone, że dopiero po dokładnym przyjrzeniu się widać ich kontury czy też granice. Nie zaobserwowałam żadnych pęcherzyków, pęknięć czy zadrapań na ich powierzchni. Nadruk całkiem ładny, w przyjemnej dla oka barwie i z delikatnym, kwiatowym wzorem. Całość prezentuje się lekko i nienachalnie i bardzo mi to odpowiada.
Konsystencja jest typowa dla tego typu produktów, a więc lejąca i całkiem sporo gęstsza od wody. Świetnie rozprowadza się po skórze i równie łatwo zmywa. Ponadto bardzo szybko się wchłania i należy zmyć go wodą i żelem, gdyż w przeciwnym razie kosmetyki makijażowi wchłoną się zamiast być usunięty, co może skutkować zanieczyszczeniami i innymi niespodziankami.
Zapach mleczka jest naprawdę przyjemny. Bardzo lekki, przyjemny aromat lipy połączonej z wonią migdałów tworzy miłą dla nosa otoczkę. Dzięki niemu demakijaż nie nastręcza trudności z powodu nieprzyjemnego smrodku. Wręcz przeciwnie - umila tę czynność. Myślę jednak, że na lato byłby zbyt ciężki i zapychający.
Lewa strona - przed użyciem mleczka. Prawa strona - po kilkukrotnym przetarciu wacikiem z produktem Lirene.
Jak widać na powyższym zdjęciu (prawa strona) działanie mleczka jest bardzo dobre. Po pierwszym przetarciu całkowicie zmywa bronzer, cienie i kredkę. Eyeliner poddał się natomiast po trzech. Lipstain osłabł już za drugim razem. Oprócz tego lekko nawilża i minimalnie natłuszcza skórę. Wiąże się to z zapychaniem, gdyż zmywak zawiera parafinę, więc myję nim tylko oczy, a następnie myję cerę żelem. Ponadto lekko wygładza i nadaje efekty satyny.
Opakowanie - 9 - lekkie, poręczne, świetna nakrętka. Konsystencja - 10 - lejąca, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania. Zapach - 9 - przyjemny, odrobinę za ciężki na lato, teraz w sam raz. Działanie - 8 - dobrze zmywa, nawilża, odrobinę zapycha, dlatego nie myję nim twarzy, a jedynie oczy. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo dobrej jakości produkt, zdecydowanie warty uwagi!
Mleczko zamknięte jest w typowe dla produktów Lirene opakowanie, które jest spłaszczone i lekko rozszerzające się ku górze. Nakrętka na "klik" otwiera się wyśmienicie i bezproblemowo, gdyż posiada wgłębienie umożliwiające łatwe korzystanie z produktu bez uszczerbku na paznokciach. Niemal całkowicie spłaszczony aplikator jest prosty w obsłudze i dozuje odpowiednią ilość mleczka. Nic nie wylewa się nadmiernie i uważam to za wielką wygodę. Niestety jest nieprzezroczyste i nie widać poziomu zużycia.
Opakowanie produktu dostało dwie naklejki. Są tak dobrze przyklejone, że dopiero po dokładnym przyjrzeniu się widać ich kontury czy też granice. Nie zaobserwowałam żadnych pęcherzyków, pęknięć czy zadrapań na ich powierzchni. Nadruk całkiem ładny, w przyjemnej dla oka barwie i z delikatnym, kwiatowym wzorem. Całość prezentuje się lekko i nienachalnie i bardzo mi to odpowiada.
Konsystencja jest typowa dla tego typu produktów, a więc lejąca i całkiem sporo gęstsza od wody. Świetnie rozprowadza się po skórze i równie łatwo zmywa. Ponadto bardzo szybko się wchłania i należy zmyć go wodą i żelem, gdyż w przeciwnym razie kosmetyki makijażowi wchłoną się zamiast być usunięty, co może skutkować zanieczyszczeniami i innymi niespodziankami.
Zapach mleczka jest naprawdę przyjemny. Bardzo lekki, przyjemny aromat lipy połączonej z wonią migdałów tworzy miłą dla nosa otoczkę. Dzięki niemu demakijaż nie nastręcza trudności z powodu nieprzyjemnego smrodku. Wręcz przeciwnie - umila tę czynność. Myślę jednak, że na lato byłby zbyt ciężki i zapychający.
Lewa strona - przed użyciem mleczka. Prawa strona - po kilkukrotnym przetarciu wacikiem z produktem Lirene.
Jak widać na powyższym zdjęciu (prawa strona) działanie mleczka jest bardzo dobre. Po pierwszym przetarciu całkowicie zmywa bronzer, cienie i kredkę. Eyeliner poddał się natomiast po trzech. Lipstain osłabł już za drugim razem. Oprócz tego lekko nawilża i minimalnie natłuszcza skórę. Wiąże się to z zapychaniem, gdyż zmywak zawiera parafinę, więc myję nim tylko oczy, a następnie myję cerę żelem. Ponadto lekko wygładza i nadaje efekty satyny.
Opakowanie - 9 - lekkie, poręczne, świetna nakrętka. Konsystencja - 10 - lejąca, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania. Zapach - 9 - przyjemny, odrobinę za ciężki na lato, teraz w sam raz. Działanie - 8 - dobrze zmywa, nawilża, odrobinę zapycha, dlatego nie myję nim twarzy, a jedynie oczy. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo dobrej jakości produkt, zdecydowanie warty uwagi!
niedziela, 30 września 2012
Wrześniowe zużycia
Wrzesień umknął mi bardzo szybko, gdyż działanie na obrotach szkoła-nauka sprawiło, że nie miałam zbyt wiele czasu dla bloga. Zużywanie różnych produktów poszło mi nieco lepiej, z czego jestem zadowolona, chociaż nie w stu procentach. Niestety, raz bywa lepiej, raz gorzej. Denkowo wrzesień był średni, ale nie narzekam :)
Jestem dość zadowolona z ilości zużytych we wrześniu produktów. Wprawdzie nie pozbyłam się zapasów, gdyż zdenkowane kosmetyki ciągle były w użyciu. Mam jednak nadzieję, że w październiku uda mi się wykorzenić z szafek zalegające produkty.
- Biały Jeleń Fresh & Young Hipoalergiczna pianka do mycia twarzy - całkiem ciekawy produkt. Dość dobrze oczyszcza dekolt i szyję, jednak na twarz jest zbyt słaba. Nie wzmaga wyprysków ani ich nie powoduje. Łatwo się spłukuje, nie podrażnia, nie klei. Ponadto nie zapycha i nie wysusza.
- Eveline, Pure Control SOS, Antybakteryjny tonik oczyszczający - naprawdę niezły. Świetnie oczyszczał cerę i było to widać nawet na zużytym waciku. Przyjemnie odświeżał, nie kleił i dawał uczucie sprężystości. Na wypryski nie pomógł, ale nie zaszkodził.
- Eva Natura, Herbal Garden, Pielęgnacyjny tonik do twarzy - bardzo dobry produkt. Odświeża i budzi cerę do życia. Przygotowuje skórę na przyjęcie kremu i przywraca odpowiednie pH. Ponadto nawilża skórę, usuwa uczucie wysuszenia i ściągnięcia.
- Rival de Loop, Pure Skin, Żel do mycia twarzy z peelingiem - nadal uwielbiam i zużywam kolejne opakowania. Świetnie oczyszcza skórę i sprawia, że jest świeża i promienna. Delikatnie peelinguje, wygładza i lekko złuszcza stare komórki. Pomaga zwalczać wypryski i inne niespodzianki.
- Ziaja, Tintin, Krem antybakteryjny - bardzo średni produkt. Porządnie nawilżał cerę i nie wywołał uczulenia. Sprawił jednak, że pojawiło się wiele bolących gul. Miał świetną, beztłuszczową konsystencję, szybko się wchłaniał. Niestety nie matował, ale nie wzmagał przetłuszczania.
- Ziaja, SopotSun, Krem do cery fotowrażliwej, SPF25 - niestety nie polubiłam go. Mimo całkiem porządnej ochrony przeciwsłonecznej miał wiele minusów. Długo się wchłaniał, pozostawiał tępo-tłusty film. Ponadto zapychał mnie i kilka godzin po użyciu pojawiały się wypryski. Nie wysuszał, lekko nawilżał i natłuszczał.
- BabyDream, Szampon dla dzieci - uwielbiam go i żałuję, iż nie poznałam wcześniej. Jest bardzo delikatny, ale mimo to naprawdę dobrze oczyszcza włosy bez wysuszania ich. Oczywiście nie nawilża, jednak nie podrażnia. Nadaje cudownej miękkości i blasku. Niestety trochę plącze kosmyki.
- Alterra, Granat i Aloes, Szampon nawilżający - polubiłam go nawet bardziej niż powyższy. Wspaniale oczyszczał kosmyki, zmywał cały brud i kurz. Nie wysuszał, a wręcz przeciwnie - lekko nawilżał. Miał żelową konsystencję i piękny zapach, dzięki któremu używanie było przyjemnością.
- Rival de Loop, Pure Skin, Krem nawilżający z efektem matującym - mój ulubieniec. Zużyłam wiele opakowań i każde jednakowo chwalę. Produkt ten naprawdę nieźle nawilża skórę, a ponadto pomaga pozbyć się wyprysków. Bardzo dobrze matuje przez kilka godzin, co uważam za świetny wynik.
- Asa, Acnefan, Krem do pielęgnacji cery trądzikowej - bardzo dobry krem punktowy. Wysusza wypryski i sprawia, że się nie odnawiają. Lekko rozjaśnia i matuje skórę. Nałożony wieczorem na całą noc zmniejsza wyprysk o co najmniej połowę.
- Beauty Formulas, Cucumber & Avocado Facial Scrub - przeznaczony do twarzy, jednak stosowałam go na ciało. Niestety bliżej nosa nie byłam w stanie znieść jego zapachu. Był ostry, chemiczny, jak środki czyszczące do toalet. Peelingował bardzo delikatnie, lekko natłuszczał. Trudno się zmywał i oklejał parafinową warstwą.
- Isana, Hand Creme, Kamille - tego pana również nie polubiłam. Nieporęczne opakowanie zdecydowanie utrudniało użytkowanie. Działanie było naprawdę średnie, gdyż lekko nawilżał i zmiękczał. Długo się wchłaniał i czuć było delikatny film, czego bardzo nie lubię.
- Nivea, Deodorant, Dry Comfort Stick - bardzo polubiłam ten antyperspirant, zużyłam już drugie opakowanie. Ograniczał wydzielanie potu, likwidował brzydki zapach. Niestety, zostawiał biały nalot pod pachami, który minimalnie się osypywał. Ponadto zawierał aluminium, a staram się go unikać.
- Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - popularna wcierka zachwalana na blogach. Oprócz nawilżenia skalpu i sprawieniu, że zostawało ich mniej na grzebieniu nie zrobił nic. Nie spowodował wysypu baby hair, a właśnie na to liczyłam. Jego forma aplikacji była nieco uciążliwa.
- Ziaja, Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem askorbinowym - próbka - miałam już pełnowymiarowe opakowanie i polubiłam. Całkiem dobrze oczyszcza i nie podrażnia. Dość ładnie pachnie, ma kremową konsystencję. Nieźle się pieni i łatwo się spłukuje.
- L'biotica, Biovax, Serum wzmacniające A + E - próbka - bardzo dobre, silikonowe serum na końcówki. Zużyłam drugą próbkę i jestem w pełni przekonana do zakupu pełnej wersji. Zabezpiecza włosy przed uszkodzeniami, szybko się wchłania, nie pozostawia tłuszczu na kosmykach.
- AA Eco, Krem odżywczy do cery suchej - próbka - używałam go pod oczy w celu nawilżenia, jednak nie sprawdził się. Skóra swędziała i czerwieniła się, więc zużyłam na dekolt i twarz. Niestety po zastosowaniu pojawiły się wypryski.
- Flos-lek, Ideal SAkin Anti-Acne, Make-up Matt Finish - próbka - podkładów nie używam, ale zużyłam tę próbkę pod oczy jako korektor. Niestety był nieco zbyt żółty i mało kryjący. Znacznie lepiej sprawdził się na nogach, gdyż ukrył żyłki i nierówny koloryt.
- Bingo Spa, Serum czekoladowo-pomarańczowe do pielęgnacji ciała - największym plusem produktu był zapach, bardzo apetyczny. Nawilżenie średnie, a właściwie słabe. Wygładzenia nie zauważyłam, innych efektów również. Niemniej jednak po każdej aplikacji lekko swędziała mnie skóra, co na pewno nie było dobre.
- Beauty Aescin, Żel do pielęgnacji skór nóg i stóp - próbka - całkiem przyjemny produkt. Pomógł mi pozbyć się uczucia ociężałych nóg. Przyniósł ulgę po wysiłku. Nie chłodził, nie szczypał, nie powodował swędzenia. Ponadto nie uczulił mnie i szybko się wchłonął.
- Simple Beauty, Wanilia & Kokos, Mleczko do zmywania paznokci - całkiem przyjemny produkt. Lekko wysuszał paznokcie, jednak zmywał przyzwoicie. W początkowej fazie nieco rozmazuje, ale później dobrze oczyszcza. Zapach miał dość ładny i długo utrzymywał się na paznokciach.
- Lovely, Liquid Lip Balm, Smoothes, heals and protects your lips - zdecydowanie lepszy od aloesowej wersji. Natłuszcza, odżywia i nawilża usta. Pomaga zapobiegać pękaniu warg i leczyć powstałe już niespodzianki. Ładnie pachnie kamforą i mentolem.
- Cleanic, Soft & Comfort, Płatki kosmetyczne, 133 szt. - jedne z lepszych wacików, jakie do tej pory używałam. Dość chłonne, nie rozwarstwiają się i nie pozostawiają włókien na twarzy i paznokciach. Standardowa wielkość płatków była w sam raz, jeden wystarczał na zmycie paznokci jednej ręki.
Jestem dość zadowolona z ilości zużytych we wrześniu produktów. Wprawdzie nie pozbyłam się zapasów, gdyż zdenkowane kosmetyki ciągle były w użyciu. Mam jednak nadzieję, że w październiku uda mi się wykorzenić z szafek zalegające produkty.
Etykiety:
aa,
alterra,
asa,
babydream,
beauty formulas,
biały jeleń,
bingospa,
cleanic,
eva natura,
eveline,
farmona,
flos-lek,
isana,
l'biotica,
lovely,
nivea,
rival de loop,
simple beauty,
ziaja,
zużycia
sobota, 29 września 2012
Wyszukiwania vol. II
Kompletnie nie mam dziś weny do pisania recenzji, więc przedstawię Wam kilka propozycji wyszukiwań. Muszę przyznać, że niektóre są naprawdę rozbrajające :) Zapraszam na krótką, sobotnią lekturę!
puder rozświetlający - tani
plastuś
paznokcie 2012 robione gąbką
h&m kremy w kształcie serduszka
big volume lash mascara wprowadz
skóra schodzi mi z rąk
jak zrobić myszke miki na paznokciach
quixx pozytywny
plastik vs. naturalna
białe kropeczki na ustach
plamki na skórze od kurzu
hity lakierowe
lata 60 shampoo
Uwielbiam czytać o tym, czego szukają na naszych - w tym moim - blogach! Mnie osobiście zachwycił retro szampon z lat 60 oraz pozytywny test ciążowy. Nawet nie myślałam, że i mnie trafią się takie kwiatki!
puder rozświetlający - tani
poproszę od razu dwa opakowania!
nieb lakier celia plus wzorek
celia na pewno ma jakiś niebiański lakier do wzorków!
plastuś
niestety tutaj go nie ma, wybaczcie
paznokcie 2012 robione gąbką
paznokcie zrobione z gąbki nie wróżą niczego dobrego, zwłaszcza w 2012 :D
h&m kremy w kształcie serduszka
niestety nie posiadam
big volume lash mascara wprowadz
ciekawe co autor miał na myśli z wprowadzaniem ...
skóra schodzi mi z rąk
aż tak drastycznie z moimi dłońmi nie jest!
jak zrobić myszke miki na paznokciach
kropka, kreska, mamy malunek pieska tfu! myszki
quixx pozytywny
gratulacje, zostałaś mamą
plastik vs. naturalna
plastik to raczej mało ekologiczne rozwiązanie, wybierz naturę
białe kropeczki na ustach
ktoś musiał odkryć tę prawdę, bo czasem niestety mnie nękają
plamki na skórze od kurzu
aż taka brudna nie jestem, ale wolę sprawdzić ...
hity lakierowe
czasami się zdarzają
lata 60 shampoo
niestety nie posiadam takich zabytków :D
Uwielbiam czytać o tym, czego szukają na naszych - w tym moim - blogach! Mnie osobiście zachwycił retro szampon z lat 60 oraz pozytywny test ciążowy. Nawet nie myślałam, że i mnie trafią się takie kwiatki!
piątek, 28 września 2012
Działa jak natura chciała! Eva Natura Herbal Garden Pielęgnacyjny tonik do twarzy
Jakiś czas temu na pewnym blogu zauważyłam nie tyle nowość, co odświeżoną wersję pewnego produktu. Pierwotnej niestety nie dane było mi testować, tak więc po upływie kilkudziesięciu dni wybrałam się po niego i zakupiłam. Jakie są moje wrażenia na temat pielęgnacyjnego toniku do twarzy rodzimej firmy Eva Natura (produkowanej przez Pollena-Eva) z serii Herbal Garden? O tym możecie poczytać w dalszej części posta.
Tonik wlano w tradycyjną , lekko spłaszczoną butelkę. Zawiera ona 200ml produktu, ale nie sprawia to trudności w utrzymaniu jej w dłoni. Zwieńczona nakrętką na "klik" jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Aplikator płaski z minimalnym wypustem sprawia, że raczej nie oblewamy się płynem po łokcie. Całość wygląda dość profesjonalnie, gdyż nie zawiera udziwnień, jest prosta w kształcie i łatwa w użytkowaniu.
Butelka została oklejona dwoma naklejkami przyklejonymi na tyle dobrze, że w żadnym stopniu się nie odklejają ani nie pęcherzykują. Szata graficzna bardzo przypadła mi do gustu, gdyż wygląda bardzo lekko, czysto, świeżo i estetycznie. Niewielka ilość napisów w połączeniu z niewielkim zdjęciem rośliny to najlepszy pomysł, na jaki można wpaść tworząc tonik o takim działaniu. Zdecydowanie go polubiłam, spodobał mi się.
Tonik ma typową dla tych produktów konsystencję, czyli zbliżoną lub nawet identyczną jak woda. Dobrze wpija się w wacik i świetnie rozprowadza po twarzy. Tworzy delikatną, mokrą warstwę, która wchłania się po około dwóch minutach. Pozostawia tylko i wyłącznie uczucie nawilżenia, żadnego filmu, ani tłustego, ani lepkiego. Dzięki temu czuję, że moja cera jest odświeżona, a nie zapchana.
Zapach szybko zdobył moje serce. Pachnie dokładnie tak, jak koniczynowa łąką z samego rana, zanim opadnie rosa. Woń jest mokra, kwiatowo-trawiasta, świeża i lekka. Budzi we mnie wspomnienia i pomaga mi się otrząsnąć ze snu. Moim zdaniem jest wprost wspaniały i żałuję, że nie odkryłam go wcześniej, ale lepiej późno, niż wcale :-)
Tonik wspaniale odświeża cerę i pomaga pozbyć się resztek żelu lub zabrudzeń. Dobrze łagodzi podrażnienia, pomaga pozbyć się zaczerwienień. Ponadto nie powoduje ani nie zaostrza wyprysków. Nawilża skórę, pozbawia uczucia ściągnięcia. Sprawia, że cera jest promienna, miękka i sprężysta. Nie matowi, ale lekko reguluje wydzielanie sebum. Nie mam mu nic do zarzucenia.
Opakowanie - 9 - ładne, estetyczne, łatwe w użytkowaniu. Konsystencja - 10 - wodnista, lekka, szybko się wchłania. Zapach - 10 - rześki, poranny, łąkowy. Działanie - 9,5 - odświeża, łagodzi, nawilża. Ocena ogólna - 9,5/10. Jest świetny! Polecam wszystkim!
Tonik wlano w tradycyjną , lekko spłaszczoną butelkę. Zawiera ona 200ml produktu, ale nie sprawia to trudności w utrzymaniu jej w dłoni. Zwieńczona nakrętką na "klik" jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Aplikator płaski z minimalnym wypustem sprawia, że raczej nie oblewamy się płynem po łokcie. Całość wygląda dość profesjonalnie, gdyż nie zawiera udziwnień, jest prosta w kształcie i łatwa w użytkowaniu.
Butelka została oklejona dwoma naklejkami przyklejonymi na tyle dobrze, że w żadnym stopniu się nie odklejają ani nie pęcherzykują. Szata graficzna bardzo przypadła mi do gustu, gdyż wygląda bardzo lekko, czysto, świeżo i estetycznie. Niewielka ilość napisów w połączeniu z niewielkim zdjęciem rośliny to najlepszy pomysł, na jaki można wpaść tworząc tonik o takim działaniu. Zdecydowanie go polubiłam, spodobał mi się.
Tonik ma typową dla tych produktów konsystencję, czyli zbliżoną lub nawet identyczną jak woda. Dobrze wpija się w wacik i świetnie rozprowadza po twarzy. Tworzy delikatną, mokrą warstwę, która wchłania się po około dwóch minutach. Pozostawia tylko i wyłącznie uczucie nawilżenia, żadnego filmu, ani tłustego, ani lepkiego. Dzięki temu czuję, że moja cera jest odświeżona, a nie zapchana.
Zapach szybko zdobył moje serce. Pachnie dokładnie tak, jak koniczynowa łąką z samego rana, zanim opadnie rosa. Woń jest mokra, kwiatowo-trawiasta, świeża i lekka. Budzi we mnie wspomnienia i pomaga mi się otrząsnąć ze snu. Moim zdaniem jest wprost wspaniały i żałuję, że nie odkryłam go wcześniej, ale lepiej późno, niż wcale :-)
Tonik wspaniale odświeża cerę i pomaga pozbyć się resztek żelu lub zabrudzeń. Dobrze łagodzi podrażnienia, pomaga pozbyć się zaczerwienień. Ponadto nie powoduje ani nie zaostrza wyprysków. Nawilża skórę, pozbawia uczucia ściągnięcia. Sprawia, że cera jest promienna, miękka i sprężysta. Nie matowi, ale lekko reguluje wydzielanie sebum. Nie mam mu nic do zarzucenia.
Opakowanie - 9 - ładne, estetyczne, łatwe w użytkowaniu. Konsystencja - 10 - wodnista, lekka, szybko się wchłania. Zapach - 10 - rześki, poranny, łąkowy. Działanie - 9,5 - odświeża, łagodzi, nawilża. Ocena ogólna - 9,5/10. Jest świetny! Polecam wszystkim!
środa, 26 września 2012
Seksowność zarezerwowana dla vipów! Playboy VIP Perfumed Body Mist
Bardzo lubię zastępować perfumy mgiełkami zapachowymi. Dzięki temu mogę otulać się wonnym wabikiem kilka razy dziennie bez uczucia przesady. Aktualnie moim numerem jeden jest perfumowana mgiełka do ciała o nazwie VIP firmy, której nazwa błyskawicznie kojarzy się z seksownością, mianowicie - Playboy. Oczywiście moje uczucie uwielbienia trzeba udokumentować, a więc zapraszam Was na dalszą część posta :)
Opakowanie jest typowe dla mgiełek, ale dużo większe, gdyż zawiera aż 200ml! Standardem jest 125ml, ale ilość VIP zadowala mnie o wiele bardziej. Mimo to nie jest gigantycznym walcem, którego nie sposób utrzymać. Wręcz przeciwnie - bardzo dobrze leży w dłoni. Aplikator to atomizer. Plastikowa osłonka zdejmuje się łatwo, ale zakłada z cichym "klikiem". Spryskiwacz nie zacina się, wydobywa lekki spray aniżeli strumień i bardzo mi się to podoba. Zawsze dozuje idealną ilość produktu.
Całą butlę okala jedna, naprawdę duża naklejka. Mimo bardzo częstego dotykania i używania nie odkleiła się ani nie spęcherzykowała. Szata graficzna również bardzo trafiona, dobrana do koloru sprayu i bardzo imprezowa. Przynosi na myśl dyskotekową kulę i szampańskie zabawy do rana. Bardzo przypadła mi do gustu :)
Dzięki bardzo dobremu atomizerowi produkt rozpyla się w bardzo delikatną mgiełką, która osiada na skórze i ubraniach. Nie tworzy nieprzewidywalnego strumienia, którym możemy trafić sobie w oko lub inne mniej ciekawe miejsce. Sam zasięg rozpylania to mniej więcej koło o promieniu 10-15 centymetrów, a więc dość dużo i trzeba uważać, żeby nie spryskać sobie brody :D Poza tym wszystko jest bardzo w porządku.
Zapach to najważniejsza część recenzji służąca perfumowaniu ciała. Mgiełka ma naprawdę zniewalającą woń! Jest ona bardzo elegancka i jednocześnie imprezowa, szampańska. Czuć kwiaty, nuty drzewne i owoce. Całość ocieka cudowną seksownością, nocami spędzonymi w klubach i tym podobnymi. Mimo to świetnie nadaje się do noszenia na co dzień. Utrzymuje się na skórze kilka godzin, na ubraniach dłużej.
Mgiełka wspaniale odświeża i nadaje skórze cudownego zapachu. Nie przytłacza, a psiknięta kilka razy w odstępie dwóch-trzech godzin daje trwałą i jeszcze bardziej kuszącą woń. Ponadto nie powoduje uczulenia, nie powoduje wysypu wyprysków na szyi i dekolcie. Aktualnie jest moim faworytem w dziedzinie perfumowania.
Opakowanie - 9 - pojemne, stabilne, dozuje odpowiednia ilość. Konsystencja - 10 - wodnista, tworzy lekką mgiełką zamiast strumienia, szybko się wchłania. Zapach - 10 - bardzo seksowny, idealny na każdą porę dnia i nocy. Działanie - 9 - lekko odświeża, nie podrażnia. Ocena ogólna - 9,5/10. Kosmetyk idealny zarówno na upały, jak i na chłodniejsze pory roku.
Opakowanie jest typowe dla mgiełek, ale dużo większe, gdyż zawiera aż 200ml! Standardem jest 125ml, ale ilość VIP zadowala mnie o wiele bardziej. Mimo to nie jest gigantycznym walcem, którego nie sposób utrzymać. Wręcz przeciwnie - bardzo dobrze leży w dłoni. Aplikator to atomizer. Plastikowa osłonka zdejmuje się łatwo, ale zakłada z cichym "klikiem". Spryskiwacz nie zacina się, wydobywa lekki spray aniżeli strumień i bardzo mi się to podoba. Zawsze dozuje idealną ilość produktu.
Całą butlę okala jedna, naprawdę duża naklejka. Mimo bardzo częstego dotykania i używania nie odkleiła się ani nie spęcherzykowała. Szata graficzna również bardzo trafiona, dobrana do koloru sprayu i bardzo imprezowa. Przynosi na myśl dyskotekową kulę i szampańskie zabawy do rana. Bardzo przypadła mi do gustu :)
Dzięki bardzo dobremu atomizerowi produkt rozpyla się w bardzo delikatną mgiełką, która osiada na skórze i ubraniach. Nie tworzy nieprzewidywalnego strumienia, którym możemy trafić sobie w oko lub inne mniej ciekawe miejsce. Sam zasięg rozpylania to mniej więcej koło o promieniu 10-15 centymetrów, a więc dość dużo i trzeba uważać, żeby nie spryskać sobie brody :D Poza tym wszystko jest bardzo w porządku.
Zapach to najważniejsza część recenzji służąca perfumowaniu ciała. Mgiełka ma naprawdę zniewalającą woń! Jest ona bardzo elegancka i jednocześnie imprezowa, szampańska. Czuć kwiaty, nuty drzewne i owoce. Całość ocieka cudowną seksownością, nocami spędzonymi w klubach i tym podobnymi. Mimo to świetnie nadaje się do noszenia na co dzień. Utrzymuje się na skórze kilka godzin, na ubraniach dłużej.
Mgiełka wspaniale odświeża i nadaje skórze cudownego zapachu. Nie przytłacza, a psiknięta kilka razy w odstępie dwóch-trzech godzin daje trwałą i jeszcze bardziej kuszącą woń. Ponadto nie powoduje uczulenia, nie powoduje wysypu wyprysków na szyi i dekolcie. Aktualnie jest moim faworytem w dziedzinie perfumowania.
Opakowanie - 9 - pojemne, stabilne, dozuje odpowiednia ilość. Konsystencja - 10 - wodnista, tworzy lekką mgiełką zamiast strumienia, szybko się wchłania. Zapach - 10 - bardzo seksowny, idealny na każdą porę dnia i nocy. Działanie - 9 - lekko odświeża, nie podrażnia. Ocena ogólna - 9,5/10. Kosmetyk idealny zarówno na upały, jak i na chłodniejsze pory roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























