sobota, 21 kwietnia 2012

Czekolada! Beznumerkowy Mollon Matt Beauty

Podobnie jak róż i czerń, brąz jest kolorem, do którego trudno mnie przekonać. Zazwyczaj są zbyt mdłe i pastelowe, zwyczajnie mi nie odpowiadają i delikatnie mówiąc, robi mi się niedobrze od samego patrzenia na nie. Mimo wszystko udało mi się dorwać idealną czekoladkę zupełnie przypadkiem, którym jest beznumerkowy Mollon Matt Beauty.

Mollonowy brązik to głęboki odcień mlecznej czekolady, odrobinę wpadający w bordo. Idealnie kremowy i czysty, pozbawiony wszelakich brokatów, brokatu czy nawet subtelnego shimmera. Dokładnie taki sam, jak w buteleczce, identyczny na każdym paznokciu. Elegancki i bardzo przyjemny w noszeniu, nie zawiera żadnych mdłych nut.

Nakłada się bezproblemowo nie tylko ze względu na średniej gęstości konsystencję, ale też cienki pędzelek. Dobrze kryje już po jednej warstwie, ale widoczne są prześwity i szybciej się ściera przy końcach niż dwie.  Schnie w normie, około dwudziestu minut przy dwóch warstwach. Dobrze trzyma się płytki paznokcia i nie odpryskuje.

piątek, 20 kwietnia 2012

Włóż róż! My Secret Nail Polish 114

Róż to jeden z kolorów, który bardzo rzadko gości na moich paznokciach, ale z czasem zaczynam się do niego przyzwyczajać. Dzisiaj pokażę Wam lakier, do którego byłam nastawiona bardzo wrogo i za nic nie chciałam go ruszyć, mianowicie My Secret Nail Polish 114.

Sekrecik 114 to róż! I to nie byle jaki, bardzo delikatny, elegancko-cukierkowy, ale nieco kiczowaty! Zawiera delikatny, srebrny shimmer, który na paznokciach widać dość słabo, ale to wcale nie odejmuje mu specyficznego uroku! Jego wykończenie to lekki frost, ale nie widać tego na zdjęciach.

Lakier rozprowadza się idealnie ze względu na dość rzadką konsystencję i mały pędzelek. Raczej nie smuży, daje równomierny efekt na każdym paznokciu. Białe końcówki mogą prześwitywać. Sam w sobie jest półtransparentny, dobrze kryje przy trzech warstwach. Schnie dość szybko, bo tylko kilka minut, ale w tym czasie jest skłonny zrobić nam niespodziankę w postaci odcisku lub obdarcia.

Dostałam cynk! Pasta Lassari z kwasem salicylowym od Gemi.

Pasta cynkowa to produkt, który dosłownie jest lekiem na całe zło. Pomaga pozbyć się nieprzyjaciół, plam i innych niespodzianek, ale o tym za chwilę. Czym jeszcze ten niepozorny produkt zasłużył na miano wysuszacza idealnego? Przeczytacie o tym poniżej.


Pasta jest zapakowana w kartonik o identycznym designie jak ten na powyższym zdjęciu. Samo pudełeczko jest świetne - płaskie, ze zdejmowaną nakrętką. Nie trzeba głęboko grzebać, aby wydobyć odpowiednią ilość. Plusem jest również to, że wypełnione jest po brzegi dwudziestoma gramami pasty i nie płacimy za powietrze, lecz za autentyczną zawartość. Nakrętkę łatwo zdjąć, ale nie powinna spaść bez interwencji naszych palców.

Naklejka jest jedna - jasna, przejrzysta, typowo apteczna. Bardzo łatwo się brudzi, co widać na zdjęciu. Nie zawiera zbędnych informacji, ponieważ umieszczone są na wewnętrznej ulotce (kolejny plus!) i kartoniku. Z czasem może zacząć się odklejać, ale nie powinno być to problemem.


Pasta jest twarda i sucha, ale dobrze się rozprowadza. Wystarczy mała ilość, aby pokryć zaczerwienienia i wypryski. W temperaturze pokojowej utrzymuje się na skórze to mocnego przetarcia, ale w cieplejszej rozrzedza się i staje się bardziej balsamowa i dość tłusta.

Plusem jest też zapach, a właściwie jego brak, bo pasta jest nieperfumowana i bezzapachowa. Czuć woń typowej maści cynkowej, jednak nie jest ona nachalny, rozchodzi się w tle. Nawet osoby wrażliwe na zapachy nie powinny mieć problemów z używaniem jej, gdy to konieczne.


Pasta rewelacyjnie wysusza wypryski, ale nie w stu procentach. Pomaga im się do końca wygoić i zniknąć na zawsze. Mocno wysusza skórę, przy dłuższym stosowaniu zaczyna się łuszczyć, ale tylko w miejscach nałożenia. Niweluje zaczerwienienia spowodowane pocieraniem. Przyspiesza proces gojenia się ran i strupów, np. po ukąszeniach owadów.

Biała maź zasługuje na wysoką ocenę, począwszy od opakowania, a zakończywszy na działaniu. Opakowanie jest idealne, chociaż mogłoby się wydawać, że trochę nieestetyczne ze względu na wkładanie w nie palca. Jednak dziewiątka się należy, zwłaszcza że zapakowane jest w dodatkowy kartonik i zawiera ulotkę! Konsystencja i zapach - idealne, nic dodać, nic ując. Bardzo łatwa w obsłudze konsystencja i neutralny zapach, zdecydowana dziewiątka. Kolejna ocena, tym razem ósemka, za dostępność - tylko w aptekach! Działanie oceniam na osiem, bo nie zwalcza wyprysków, tylko wysusza w 80% i pomaga im się wygoić. Cena to niecałe trzy złote. Ocena ogólna - 8,5 :-) Jak najbardziej polecam!

wtorek, 17 kwietnia 2012

Beż idealny! Essence Nateventurista 02 Mother Earth Is Watching You

Essence Nateventurista 02 Mother Earth Is Watching You to lakier, który pokochałam od pierwszego wejrzenia i bardzo często gości na moich paznokciach.

Matka Ziemia to lekko frostowy beż z delikatnym shimmerem. Bardzo uniwersalny odcień, dobry na każdą okazję, nienachalny, ale elegancki.

Lakier kryje dobrze już po jednej warstwie, nie pozostawia wielkich prześwitów. Dwie wyglądają doskonale, kolor jest identyczny w każdym miejscu paznokcia. Aby go pokryć, wystarczy machnąć pędzelkiem dwa-trzy razy. Nie pozostawia smug ani zacieków. Wysycha szybko, kilka minut i mani gotowy! Ściera się dość wolno i nie odpryskuje. Łatwo go zmyć, ale pozostawia shimmer na płytce - myślę, że idealnie byłoby przyłożyć wacik nasączony zmywaczem i potrzymać minutę, a dopiero potem ściągnąć :-)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Zapach kulek na mole w żelu pod prysznic Oceania Anti-stres.

Jestem fanką wszelkich żeli pod prysznic, maseł, peelingów, balsamów i mleczek. Dzisiejszy skusił mnie kolorem, ceną (niecałe trzy złote w Biedronce!) i pojemnością (aż 500ml!), a także relaksującym zapachem. Niestety, zawiodłam się, ale dlaczego? Mam nadzieję, że jesteście gotowe na przygodę z zapachem kulek na mole :)


Butelka jest wykonana z cienkiego, miękkiego plastiku, który, pomimo wytłoczonych wgłębień sprawia, że przyciskamy za mocno i wylewa się niemal samoistnie. Nakrętka ''na klik" dobrze się otwiera i zamyka, niemniej jednak zbierają się pod nią resztki wcześniej wylanego żelu. Butelka jest pochylona, co wcale nie ułatwia sprawy. Opakowanie jest niestety adekwatne do jakości samego żelu.

Naklejki są tylko dwie - z przodu i z tyłu. O ile ta pierwsza jest jeszcze normalna, ze zdjęciem zachęcającej lawendy, to druga wręcz rozśmiesza informacjami na temat "oderwaniu od codziennych wydarzeń". Przyklejone są nie najgorzej, bo póki co nic się nie odkleja pod wpływem wody i pary.


Konsystencja żelu jest dość rzadka, delikatnie galaretowata. Jak już wspomniałam, szybko wylewa się z butelki i nie jest to wina tylko i wyłącznie zakrętki. Niemiłosiernie ucieka z dłoni, ale przed spienieniem na ciele też lubi sobie spłynąć wprost do wanny i nie pozostawiając po sobie śladu. Pieni się całkiem nieźle, ale nie jest to gęsta, treściwa piana. Nie sprawdza się w roli płynu do kąpieli, bo piany jest zwyczajnie zbyt mało i szybko ucieka z wanny.

Zapach ma być odstresowujący i pomóc "zapomnieć o wydarzeniach minionego dnia", czyli powinien koić zmysły i pięknie pachnieć. Ten tutaj pachnie lawendowymi kulkami na mole, niemniej jednak nie jest to zapach brzydki. W moim mniemaniu trochę zapycha, nie pomaga się uspokoić i co ważne, utrzymuje się na skórze nieco zbyt długo. Jednak od czasu do czasu lubię zanurzyć się w takim zapychaczu węchu :-)


Żel myje dość przyzwoicie - oczyszcza skórę z kurzu i codziennych zapachów. Cieszę się, że zmywa antyperspirant w sztyfcie i perfumy, ale zostawia molową woń. Nie stawia oporów przy myciu, z łatwością schodzi ze skóry. I co najważniejsze, wysusza skórę, co jest bardzo nieprzyjemne - ciało jest suche i bez balsamu się nie obejdzie! Myłam nim też dłonie po powyższym "swatchu" i do tej pory odczuwam dziwaczną suchość, niemalże skrzypiącą.

W dziesięciostopniowej skali jego opakowanie oceniam na 5 - moim zdaniem jest niekomfortowe i trochę utrudnia jego używanie. Działanie - przyzwoita 6, bo myje nie najgorzej. Efekt - 2 - za nieprzyjemne uczucie wysuszenia. Zapach przeżyję, nie jest w sumie taki zły, ale na co dzień zbytnio mnie męczy, dostaje więc 6. Dostępność oceniam na 9 - można je dostać w Biedronkach w kilku wersjach zapachowych. Ogólna, najbardziej adekwatna ocena to wg mnie 4, czyli poniżej średni, która jest piątka.
Podsumowując, żel jest słaby, aczkolwiek można się z nim przemęczyć :) Ewentualnie można myć nim gary, ale nie polecam, bo wysuszy Wam dłonie :)

sobota, 14 kwietnia 2012

Projekt Rainbow: Frostowa pomarańczka, czyli Miss Sporty Clubbing 303

Kilka dni temu pokazywałam Wam pierwszą odsłonę Projektu Rainbow, mianowicie kolor czerwony (a raczej malinowy). Dzisiaj czas na drugą odsłonę, czyli pomarańczkę od Miss Sporty.

Miss Sporty Clubbing 303 to frostowa pomarańcza ze złotym, widocznym schimmerem, na której bardzo dobrze widać pociągnięcia pędzelka.

Lakier ma dość krótki, zaokrąglony na bokach pędzelek, dobrze przycięty. Sprawia, że malowanie przy skórkach to bajka. Mizianie nim po wysychającej powierzchni grozi powstaniem brzydkich bruzd. Kryje w pełni przy dwóch warstwach, szybko schnie, kilka minut.

Rzadkie a dobre, czyli Artiste Hair Care&Styling Odżywka Regenerująca

Moim włosom do ideału brakuje wiele - mają bardzo suche i szorstkie końcówki, źle się układają i sterczą na wszystkie strony świata. Aby pomóc im odzyskać zdrowszy wygląd zaopatrzyłam się w Artiste Hair Care&Styling Odżywka Regenerująca .


Butelka jest identyczna jak w przypadku szamponu - płaska, szara, solidna, lekko zwężająca się pośrodku, o pojemności 275ml. Wykonana z dość twardego plastiku, nie wygina się na wszystkie strony podczas przyciskania. Nie powinna popękać ani rozbić się w podróży. Nie sprawia wrażenia profesjonalnego produktu, tak jak szampon, a to plus. Posiada wbudowaną, poręczną zakrętkę na "klik", pod którą niestety zbierają się resztki.

W przeciwieństwie do szamponu odżywka posiada dwie naklejki - jedną z przodu, a drugą z tyłu. Wykonane z papieru, dobrze przyklejone, nie odklejają się i nie rwą. Podkreślają niskopółkowość produktu swym kolorem - typowym, majtkowym różem i szaro-czarnymi napisami.


Odżywka jest niezwykle rzadka, lejąca i śliska. Dzięki temu łatwo się rozprowadza, ale też szybko spływa z dłoni - z włosów na szczęście nie. Mimo to trzeba jej naprawdę dużo, aby dokładnie pokryć całe włosy, przez co szybko się zużywa.


Odżywka wygładza włosy i sprawia, że łatwiej je rozczesać. Ponadto wydobywa lekki, naturalny blask. Włosy są wyraźnie piękniejsze i odżywione, nie przypominają stogu siana. Niestety, nie ograniczyła nawet w najmniejszym stopniu suchych i szorstkich końcówek oraz sterczenia baby hair. Przedłuża czas ich schnięcia po umyciu do kilku godzin, ale rano włosy są miłe w dotyku.

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Keratin, Stearic Acid, Hydrolyzed Silk, Glycerin, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Parfum, Panthenol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Cinnamyl Alcohol, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde

Opakowanie 7/10, działanie 7/10, dostępność 8/10, zapach 7/10. Ocena ogólna - 6,5/10.