sobota, 12 stycznia 2013

Niezłe ziółko! Ziaja Tintin Tonik antybakteryjny

Dawno, dawno temu, bo jeszcze w kwietniu 2012 roku zakupiłam antybakteryjny tonik Ziaja Tintin, gdyż byłam zachwycona kremem z tej serii. Niestety, zaczął mnie on zapychać, więc stojący w kolejce tonik niesłusznie oskarżyłam o to samo. Teraz, gdy nareszcie odważyłam się stosować go na twarz regularnie, przekonałam się, że nie warto nabierać uprzedzeń. W sumie nie jest to mistrzostwo świata ani produkt, który trzeba mieć, jednak całkiem niezły i warto o nim napisać.


Tonik zamknięto w tradycyjnej, bardzo prostej butelce. Wykonana z dość twardego, białego i nieprzezroczystego plastiku sprawuje się dobrze, jednak nieco przeszkadza mi fakt, iż nie widzę poziomu zużycia. U góry mamy nakrętkę z klapką na "klik". Pod nią znajduje się wypust, dzięki któremu możemy - choć nie w pełni - kontrolować ilość wypływającego toniku. Nie otwiera się samoistnie. Wręcz przeciwnie - nie ma nawet możliwości, aby się otworzyło bez ingerencji palców. Niemniej jednak nie grozi to połamaniem paznokci.

Na opakowaniu znajdziemy jedną naklejkę, która jest tak duża, że zajmuje niemal całą powierzchnię butelki! Nie zadziera się i nie rzuca w oczy. Na przedniej części zawiera tylko kilka słów, co daje przyjemny efekt. Z tyłu jest ich więcej, ale bez przesady. Nie ma błędów w druku, jest za to skład i działanie. Całość prezentuje się ciekawie, mimo prostoty przyciąga wzrok. Bardzo lubię taki styl, gdyż prezentuje się świetnie :) 


Produkt ma tradycyjną konsystencję, a więc jest bardzo rzadki i wodnisty, niczym ciecz wypływająca z kranu. Po nalaniu na wacik łatwo rozprowadza się łatwo i przyjemnie, a twarz jest mokra jak po przemyciu wodą. Szybko się wchłania i pozostawia chwilowy film, jednak zupełnie niezwiązany z lepkością czy przetłuszczeniem. Nie okleja skóry, nie nadaje połysku ani tępości. Nie ściąga też cery w żadnym stopniu. Wewnątrz znajdziemy:
Skład: Aqua (Water), Glycerin, Polysorbate 20, Propylene Glycol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Flower/Leaf Extract, Panthenol, Sodium Benzoate, 2-Bromo-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl, 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol, Eugenol, Citric Acid

Zapach jest przyjemny, ziołowy, ale zupełnie niechemiczny. Zdecydowanie czuć przygaszoną woń roślin. Mnie się on bardzo podoba, jest lekki i nieduszący. Po chwili znika ze skóry i nie pozostawia po sobie znaku.

  
Tonik widocznie odświeża cerę. Nie wzmaga przetłuszczania, ale przy intensywnym używaniu może zapychać, o ile skóra nie toleruje gliceryny. Wydaje mi się, że łagodzi, choć nałożony na rozdrapanego pryszcza zaczyna szczypać. Nie ściąga i nie wysusza, ale też nie nawilża zbytnio. Świetnie nadje się za to do zmywania resztek makijażu lub odświeżania. Nie zwęża porów, ale możliwe, że pomaga zwalczać wypryski.

Opakowanie - 9 - porządne, ładne, jednak z powodu nieprzezroczystości nie należy do wspaniałych. Konsystencja - 10 - lejąca i rzadka jak na tonik przystało, bardzo mokra. Zapach - 9 - przyjemny, lekki, ziołowy, niechemiczny. Działanie - 8 - odświeża, minimalnie nawilża, nie klei się i raczej nie ma skłonności do zapychania. Ocena ogólna - 6/10. Całkiem niezły produkt, jednak nie kupię ponownie i będę szukać czegoś bez komedogennych składników :)   

czwartek, 10 stycznia 2013

Nothing at all. Farmona Jantar Odżywka do włosów i skóy głowy

Do recenzji osławionej, polskiej wcierki podchodziłam jak pies do jeża. Każdego dnia dawałam jej szansę na pokazanie możliwości, ale niestety ich nie zauważyłam ani przy pierwszym, ani przy drugim, obecnie zużywanym opakowaniem. Efekty niezwykle mizerne, a ja czuję się nieco oszukana, gdyż wszyscy chwalili jej wpływ na porost baby hair. Bardzo chciałabym doznać działania odżywki do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, a tymczasem nie jestem zbyt zadowolona. Powody w dalszej części notatki.


Wcierka znajduje się w płaskim opakowaniu z dość grubego szkła, jest tym samym dość ciężkie. Jest ono przezroczyste, więc dobrze widać poziom zużycia. Posiada plastikową nakrętkę z ukrytym pod nią aplikatorem, z jakim mogłyście spotkać się przy leku Aromatol. Wytrząsanie produktu z butelki nie jest najprostsze - może wypaść lub uderzyć nas np. w głowę. Nie jest to wygodne rozwiązanie, toteż aby użyć odżywki muszę go wyjmować. Pozostaje wtedy spory otwór, przez który można wylać wcierkę w zbyt dużej ilości. 

Odżywkę kupujemy w kartonowym opakowaniu ze składem, działaniem i innymi informacjami. Butelka natomiast została opatrzona jedną, papierową naklejką, która póki co nie odkleja się ani nie zadziera. Zawiera tylko nazwę produktu. Szata graficzna zupełnie przeciętna, bez większych zachwytów. W sumie nie jest brzydka, ale pięknością też nie grzeszy. Nie jest to jednak produkt, który stawiam na półce i podziwiam, więc nie narzekam. 


Wcierka jest bardzo rzadka, jednak sporo gęstsza od wody. Szybko przecieka przez palce, łatwo ją rozlać. Dobrze rozprowadza się po skórze i włosach. Nie spływa. Wchłania się całkiem szybko, jednak nie ekspresowo. Ze względu na opakowanie i konsystencję nie jest zbyt wydajna. Jest bardzo lejąca, więc wypływa jej o wiele za dużo. Skład ma długi, z niechcianymi składnikami na końcu: PABA, Triethanol amine, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Methyldibromo Glutaronitrile. Poza tym ma jednak wiele pozytywnych substancji.
Skład: Aqua, Propylene Glycol, Glucose, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Hedera Helix Extract, Tropaeolum Majus Extract, Nasturtium Officinale Extract, Amber Extract, Disodium Cystinyl Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine Hci, Citrulline, Glucosamine HCI, Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acid, PABA, Triethanolamine, Carbomer, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methyldibomo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool

Zapach nie jest najpiękniejszy, jednak dość lekki i niedrażniący. Zawiera zwietrzałe męskie nuty, ale nie jest to woń brzydka czy dusząca. Co ważne, nie czuć jej na odległość. Utrzymuje się na włosach dość krótko.


Działanie wcierki mocno mnie zawiodło. Oczekiwałam baby hair, a tymczasem nie pojawiły się, a obecne nie wydłużyły. Nie zniwelowała też wypadania, niewielkiego wprawdzie. Plusem, jaki zaobserwowałam jest lekkie nawilżenie skalpu i włosów. Skóra głowy nie swędzi, a włosy nie wypadają w większej ilości.

Opakowanie - 3 - nieporęczne, ciężkie, z nieciekawym aplikatorem, wykonane z dość grubego szkła. Konsystencja - 7 - bardzo rzadka, lejąca, gęstsza od wody, dobrze się rozprowadza i całkiem szybko wchłania. Skład - 6 - dużo pozytywnych składników, ale są też negatywne. Zapach - 6 - lekko męski, niedrażniący. Działanie - 4 - lekko nawilża skalp i włosy, jednak nie powoduje wysypu baby hair. Ocena ogólna - 5/10. Średni produkt, trochę się zawiodła. Wiem jednak, że na wiele z Was działa świetnie, a więc nie odradzam. 

wtorek, 8 stycznia 2013

Akcja organizacja! Nowy nagłówek, przypomnienie o rozdaniu inne sprawy

Wczoraj nie miałam czasu na napisanie konkretnej notatki, a dzisiaj chciałabym powiedzieć nieco o sprawach organizacyjnych. Wiem, że nie jest to szczególnie ciekawy temat, ale mam nadzieję, że przebrniecie przez coś takiego. W sumie nie zmieniło się wiele, ale chyba zauważalnie. Tych kilka, a właściwie tylko dwa nowe blogowe nowości, że wchodząc tutaj czuję, że pokazuje moją osobowość :)

Nowy nagłówek


Zupełnie nowy i wręcz idealny nagłówek stworzony przez vejjs. Jest dokładnie taki, jak chciałam - z obrazkiem po lewej stronie, różowymi akcentami, nierównym napisem i poza tym cały biały! Ideał! Od dawna o takim marzyłam, a od wczoraj mam jako główną ozdobę bloga nie tylko dla mnie, ale i dla Was. Kilka osób zgłaszających się do rozdania prosiło o dodanie nagłówka i miały one rację, bo z nim jest o wiele lepiej. Dziękuję Ci, vejjs!

Pierwsze rozdanie


Dokładnie 22 grudnia ogłosiłam moje pierwsze rozdanie. Bałam się, że nie będzie cieszyć się zainteresowaniem i nikt się nie zgłosi. Tymczasem mam już 26 zgłoszeń! Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę! Dostałam od Was wiele pożytecznych rad, w skutek czego poprosiłam vejjs o nagłówek :) Konkurs trwa jeszcze 15 dni, a więc macie sporo czasu na zgłoszenie. Przewiduję także dodatkowe gifty - niespodzianki :-) Do rozdania przejdziecie klikając tutaj - klik!

Post krótki i chyba niezbyt wartościowy, ale musiałam coś napisać :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Włosowe aktualizacje - po 2. miesiącu

Dzisiaj przybywam do Was z minimalnie spóźnioną aktualizacją włosową. Dokładnie trzy dni temu minęły dwa miesiące od rozpoczęcia pokazywania moich włosów w comiesięcznych odstępach. Przyznaję, że bardzo mi one pomagają, podobnie jak dziennik, który również możecie oglądać. Moje kłaki wyglądają coraz lepiej również dzięki Waszym zdjęciom i poradom. Bardzo dziękuję za wszystko, jesteście wielkie! A tymczasem zapraszam na kosmykowy post.   

03.12.12                                               06.01.13

 
  
    Długość z tyłu - najkrótsze 37cm, najdłuższe 40cm, zebrane razem - 38/39cm 

06.01.13


Przepraszam za kolor moich włosów na dzisiejszym zdjęciu. Nie farbowałam ich nigdy, to, co tu widać jest efektem złego oświetlenia.
Choć nie widać tego na zdjęciu, kłaki urosły około jednego centymetra. Nie jest to dużo, ale przynajmniej wiem, że nie stoją w miejscu. Zdecydowanie poprawiła się ich kondycja - są dużo bardziej gładkie, miękkie i sprężyste (patrz na powyższe zdjęcie). Nie straszą już przerażającą suchością i masą uszkodzeń. Nie stało się to jednak samo z siebie - pomaga mi w tym spora armia kosmetyków, które zaraz przedstawię.

Pielęgnacja opierała się głównie na oleju, łagodnym szamponie, odżywkach i sprayach. Dołączyły też przydatne akcesoria oraz serum na końcówki. W przeciwieństwie do listopada grudzień obfitował w wiele nowości i rozrost włosowej kolekcji. Poniżej mała prezentacja.

 
Widać tu mój ulubiony, kończący się już olej Dabur Vatika Coconut Enriched Hair Oil, który znalazł się już na liście produktów do wykończenia. Dalej mamy zdenkowany BabyLove Mildes Shampoo, odpowiednik BabyDream'u (BabyDream'a?). Jego działanie jest identyczne jak BD! Następnie znajdziemy odżywkę w ogromnym opakowaniu - Kallos Serical Crema Al Latte. Używam jej namiętnie i kocham bezgranicznie. Kolejnym produktem jest opisywana wczoraj Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera, skomplementowana i pochwalona.


Używałam też serum na końcówki, które opisywałam kilka dni temu. Balea Professional Oil Repair Haaröl, które sprawdza się naprawdę świetnie. Dalej mamy używany bardzo rzadko spray Oriflame HairX Volume Boost Leave - In Conditioner, nadający wspaniałej miękkości oraz pięknie pachnący, ułatwiający rozczesywanie Alverde 2-Phasen-Sprühkur Aloe Vera Hibiskus. Jest też odżywka do włosów i skóry głowy Farmona Jantar, czyli popularna wcierka. Niestety nie widzę po niej efektów.


Wdrożyłam też odżywkę Farmona Herbal Care Skrzyp Polny, której działania nie jestem w stanie opisać - zbyt krótko jej używam. Szampon BabyDream uwielbiam i nie zamierzam się rozstawać. Olej rycynowy Apteczka Babuni gościł na mych kłakach dopiero raz, więc recenzją będzie dopiero za jakiś czas. 


Od mniej więcej trzech tygodni towarzyszy mi Tangle Teezer Compact Styler Shaun The Sheep, czyli naprawdę dobra szczota. Rozczesuje bez wyrywania, nie ciągnie i jest idealnie wyprofilowana. Kudłate, miękkie gumki bez łączeń to wytwory Nanu - rossmannowskiej firmy biżuteryjnej. Nie niszczą włosów, a trzymają świetnie.    

I to byłoby na tyle grudniowej pielęgnacji. Mysle, ze styczniowa będzie podobna, chociaż lecą do mnie trzy nowe oleje. Planuję też zakupić płyn Facelle i glicerynę, także spodziewajcie się wszystkiego.    

piątek, 4 stycznia 2013

Mam go! Mam mango! Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera

Z pewnością spotkałyście się z całą masą produktów, które można określić dwoma słowami - bardzo dobre. Najczęściej nie są na tyle świetne, aby kupić je ponownie, ale też całkiem niezłe i nie wypadałoby o nich zapomnieć.  Balea Feuchtigkeits Spulung Mango & Aloe Vera jest jednym z takich kosmetyków - bardzo w porządku, całkiem niezła, wystarczająca. Prawie nie ma wad. Ba, w ogóle ich nie ma. Lubię ją za wszystko - działanie, aplikację, skład i zapach. Dokładna recenzja w dalszej części notatki.



Opakowanie odżywki jest bardzo proste, ale dopracowane. Tworzy je spora, mieszcząca 300ml butelka, stojąca na głowie sprawdza się wyśmienicie. Nakrętka z klapką na "klik" obsługuję się naprawdę łatwo i bez łamania paznokci. Otwór wylotowy jest nieduży, ale produkt wychodzi przez niego bezproblemowo.  Mimo rzadkości nie leje się strumieniem i nie kapie. Płaska tuba jest średnio miękka, a odżywka łatwo wypływa z niej dopiero po naciśnięciu, ale nie samoistnie. Opakowanie jest nieprzezroczyste, nie można więc zobaczyć poziomu zużycia. Możemy jedynie ważyć go w dłoniach, co nie ukrywam nie jest dla mnie ułatwieniem. Całość wygląda porządnie i nietandetnie.   

Na opakowaniu znajdziemy dwie naklejki wykonane ze śliskiego papieru. Nie zadzierają się, nie rozmaczają, a pomimo dotykania mokrymi rękoma nie zostaje w nich. Szata graficzna całkiem w porządku. Widać tu kobietę o ładnych włosach, która zapewne ma pokazywać efekt po użyciu produktu. Poniżej znajdziemy zachęcający wizerunek mango i aloesu, zapowiedź zapachu oraz składników. Na obu etykietach znajdziemy informacje w nieprzesadzonej ilości - z tyłu mamy działanie, skład, produkcję, datę przydatności, a z przodu - nazwę produktu, firmy itd. Wygląda to ładnie również ze względu na utrzymanie w jednej kolorystyce.


Odżywka gęstością nie grzeszy, ale i tak jest w porządku. Właściwie jest dość rzadka, jednak mimo to po nałożeniu nie spływa z włosów. Spłukuje się niezwykle łatwo i szybko. Co znajdziemy wewnątrz? Jej skład może nie powala, jednak nie ma w nim żadnych szkodliwych składników. Nie znajdziemy tam też parafiny i silikonów.
AQUA · CETEARYL ALCOHOL · GLYCERIN · BEHENTRIMONIUM CHLORIDE · ISOPROPYL PALMITATE · PARFUM · PANTHENOL · SODIUM BENZOATE · ISOPROPYL ALCOHOL · CITRIC ACID · POTASSIUM SORBATE · NIACINAMIDE · ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER · MANGIFERA INDICA FRUIT EXTRACT

Zapach jest naprawdę bardzo przyjemny. Czuć tylko i wyłącznie dojrzałe, soczyste mango. Nie ma żadnych chemicznych i kosmetycznych nut. Bardzo świeża, słoneczna, wakacyjna woń. Jest mocno wyczuwalny podczas nakładania i spłukiwania. Po zmyciu utrzymuje się bardzo krótko, ale nie jest to mankament. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo mi się podoba - wręcz go uwielbiam!


Odżywka działa dość dobrze. Lekko nawilża włosy, nadaje im miękkości i gładkości. Ułatwia też rozczesywanie. Po użyciu kłaki są spuszone jak po większości produktów tego typu. Na drugi dzień jednak układają się całkiem nieźle. Nie obciąża nawet w najmniejszym stopniu. Nie powoduje szybszego przetłuszczania, nie wysusza. Nie zawiera silikonów, więc na podobne efekty trzeba zaczekać. Nie jest to też kuracja naprawcza, a lekka, codzienna odżywka, więc nie można spodziewać się cudów.

Opakowanie - 9 - porządne, spore, spłaszczone, z łatwą w obsłudze nakrętką, nieprzezroczyste. Konsystencja - 7 - rzadka, łatwo spływa z dłoni, ale z włosów już nie. Świetnie się rozprowadza i spłukuje. Zapach - 10 - bardzo owocowy, naprawdę naturalny, dość intensywny, nie utrzymuje się na włosach po zmyciu. Działanie - lekko nawilża i wygładza, nadaje blasku i miękkości. Ułatwia też rozczesywanie. Nie obciąża, nie wysusza. Ocena ogólna - 8/10. Bardzo porządna odżywka do codziennego stosowania :-)

czwartek, 3 stycznia 2013

Ślizg i błysk. Balea Professional Oil Repair Haarol

Używanie silikonowego ochraniacza do końcówek stało się moim obowiązkiem lub w porywach nawet nałogiem. Uzależnienie to jednak należy do gatunku przydatnych i koniecznych, dzięki któremu moje włosy nie wyglądają jak siano, jeśli można to tak delikatnie ubrać w słowa. Dzisiejsza notatka nie będzie niczym innym jak pochwalnym wywodem na temat Balea Professional Oil Repair Haarol, czyli naprawczo - ochronnego suchego olejku do włosów. Serdecznie zapraszam na pierwszą w tym roku recenzję :-)


Serum mieści się w plastikowej butelce o pojemności 100ml. Jak na kosmetyk tego typu ilość jest naprawdę duża! Flakonik jest porządny i przezroczysty, możemy więc kontrolować poziom zużycia. Niewielka pompka jest bardzo wygodna, łatwo nią operować. Jednokrotne przyciśnięcie daje sporo olejku, bo aż 1/3 tego, co pokazałam na 'swatchu' na dłoni. Aplikator posiada funkcję blokady i to niezwykle prostą - wystarczy przesunąć dziubek w lewo bez najmniejszego wysiłku. Nic się samoistnie nie wylewa, a sama pompka nie pluje. Całość prezentuje się bardzo dobrze i właśnie tak jest wykonana, a do tego wygląda całkiem profesjonalnie.

Opakowanie ma tylko jedną, dużą naklejkę, przykrywającą niemal całą jego powierzchnię. Wykonana ze śliskiego papieru nie zadziera się i nie tłuści. Nie zauważyłam też zamakania czy zanikania napisów. Zawiera wszelkie informacje - od zastosowania, poprzez działanie, skład, produkcję aż po datę przydatności i pojemność Brawa dla producenta za zamieszczenie nawet najmniej potrzebnych rzeczy takich jak numer telefonu (infolinia). Szata graficzna przyjemna dla oka, utrzymana w jednej kolorystyce, nie drażniąca. Zero kiczowatości, nieprzesadny obrazek, bez zbyt dużej ilości napisów.


Kosmetyk jest oleisty, bardzo lejący i średnio rzadki. Sprawia wrażenie tłustego, choć taki nie jest. Świetnie rozprowadza się po włosach. Co znajdziemy w żółtej mazi? Silikon lotny (Cyclopentasiloxane), emolienty suche (Cyclotetrasiloxane,Dimethiconol), olej słonecznikowy (Helianthus Annuus Hybrid Oil, Helianthus Annuus Seed Oil), substancja zapachowa (Parfum), olej arganowy ( Argania Spinosa Kernel Oil), Limonene oraz barwnik (CI 40800). Olejków jest sporo, ale mimo to nie ma efektu przetłuszczenia. Jest silikon i emolienty, a zupełny brak obciążenia. Bardzo szybko się wchłania.

Olejek ma przyjemny zapach, słodki, jakby lekko migdałowy. Utrzymuje się na włosach nawet kilka godzin od nałożenia, ale bardzo mi to odpowiada. Nie jest specjalnie mocny, raczej lekki, subtelny, ale wyczuwalny i przyjemny. Co ważne, nie zalatuje chemią nawet w najmniejszym stopniu i nie dusi ani nie podrażnia.  Mnie się on niezwykle podoba, czasami mam ochotę otworzyć go tylko dla powąchania :D


Serum działa tak, jak powiedział producent. Przede wszystkim świetnie zabezpiecza końcówki przed uszkodzeniami mechanicznymi, a przejechanie po całych włosach nasmarowaną ręką ogranicza puszenie i elektryzowanie. Ponadto ładnie nabłyszcza bez sztucznego czy tłustego efektu. Nie otłuszcza i nie obciąża kosmyków, jeśli nałożymy go w niewielkiej ilości tj. maksymalnie dwa naciśnięcia pompki na wszystkie końce. Może nie regeneruje, ale na pewno nie wysusza. Z pewnością po jakimś czasie da się odczuć lekkie odżywienie spowodowane olejkami. Po nałożeniu czuć wygładzenie bez przetłuszczenia.

Opakowanie - 10 - porządne, spore (100ml!), przezroczyste, dość ładne i ze świetną pompką. Konsystencja - 10 -lejąca, oleista, śliska, średnio rzadka. Świetnie się rozprowadza i nie spływa. Zapach - 9 - lekki, niechemiczny, migdałowy, utrzymuje się kilka godzin. Działanie - 10 - wspaniale chroni końcówki, ogranicza puszenie i elektryzowanie. Nie wysusza, nie obciąża. Skład - 9 - silikony i olejki, idealne do ochrony. Ocena ogólna - 9,5/10. Cudowny produkt, polecam wszystkim!

wtorek, 1 stycznia 2013

Postanowienia do spełnienia, czyli plan na rok 2013

Rok 2012 na całe szczęście odchodzi już w niepamięć. Pragnienie zmian i zaczęcia nowego rozdziału w życiu i na blogu zaczyna się spełniać. Wprawdzie nie podejrzewam wielkiej rewolucji w mojej egzystencji, bo co za dużo to niezdrowo. Postanowiłam jednak wprowadzić zmiany, które już zapewne zauważyłyście i takie, które dopiero Wam zaprezentuję w przyszłości. Dzisiaj jednak mamy pierwszy dzień roku 2013 i czas na ukazanie następującego planu.



1. Wracam do intensywnej, acz bardzo przyjemnej diety, która we wrześniu i październiku ubiegłego roku przyniosła świetne efekty, czyli zrzucone 4.5kg. Niestety zapuściłam się i z powrotem przytyłam 1.5kg, co skutecznie dało mi do myślenia. Niniejszym zapowiadam, że zaczynam ćwiczyć, kontrolować zawartość i ilość spożywanych posiłków, aby czuć się lepiej i piękniej! 

2. Kontynuuję przynoszącą dobre efekty pielęgnację włosów, wkładając w nią nie tylko kosmetyki, ale i serce. Postaram się wypróbować różne oleje oraz specyfiki polecane przez włosomaniaczki. Oprę się lenistwu i zacznę stosować kozieradkę oraz siemię lniane. Nie będę ich niszczyć stylizatorami, urządzeniami typu prostownica oraz będę chronić przed uszkodzeniami mechanicznymi.

3. Przyłożę się do prowadzenia bloga, mojej prywatnej oazy. Poświęcę więcej czasu pisaniu notatek, aby pojawiały się codziennie, ewentualnie co drugi dzień. Postaram się także o lepszą jakość zdjęć, mniej więcej na miarę pierwszego ujęcia ze zużyciowego posta, aby całość wyglądała bardziej profesjonalnie i mówiąc prościej: lepiej. Zacznę zamieszczać także posty o tematyce niekosmetycznej przynajmniej raz w miesiącu.

4. Zrealizuję co najmniej kilka kosmetycznych marzeń zawartych w blogowej wishliście. Postaram się spełnić choćby te, których ceny są niewielkie lub są łatwo dostępne w drogeriach czy niewielkich sklepach.Wiele z nich przydałoby mi się już dość dawno temu, ale z różnych powodów omijałam je mimo chęci zakupu. 

5. Przyłożę się do pielęgnacji twarzy m.in.: zacznę regularnie używać maseczek oraz peelingów do twarzy. Do tej pory uważałam je za niepotrzebne, jednak moja wymęczona wysuszającymi kremami cera z ochotą przyjmie dodatkową porcję nawilżenia oraz odżywienia. Ponadto postaram się znaleźć naturalne kosmetyki bez parabenów, parafiny, gliceryny i innych komedogennych składników. 

6. Zadbam o paznokcie. Zacznę regularnie używać bezpiecznych odżywek, baz pod lakiery i odżywczych kremów. Będę codziennie wcierać olejek rycynowy, aby zapobiec rozdwajaniu i łamaniu. Postaram się też przyjmować więcej witamin, aby usunąć białe plamki z płytki, a także używać polerki co jakiś czas. 

7. Zadbam o kulturę. Przeczytam więcej książek - minimum 45 (w 2012 roku 'pożarłam' 44) o tematyce nie tylko fantastycznej, ale także bez tych elementów. Ponadto przyłożę się do oglądania filmów, bo ostatnio z tym u mnie cienko. Moją motywacją będzie fakt, że spoglądacie na moje poczynania.

Nie chcę składać przysiąg, bo nigdy nie wiadomo, co się w życiu przydarzy. Źle bym się czuła panikując z powodu niewypełniania do końca któregoś z postanowień. Mają być dla mnie tylko wskaźnikiem w dążeniu do piękna i dobrego samopoczucia. Blogowe przyrzeczenia z ubiegłego roku w większości spełniłam, jednak uważam je za mało ambitne. Mam nadzieję, że opublikowanie dzisiaj będą mi towarzyszyć przez cały rok!

Jeżeli któraś z Was mocno chce, może potraktować noworoczne postanowienia jako tag :-)