środa, 11 kwietnia 2012

Projekt Rainbow: Malinowa czerwień, czyli Catrice Raspberry Fields Forever

Jak wiele blogerek urodowych biorę udział w Projekcie Rainbow. W związku z tym zamieszczam notatkę z pierwszym kolorem - czerwienią. Więcej informacji o projekcie - tutaj.

360 Raspberry Fields Forever na zdjęciach wydaje się być całkowitą czerwienią. W rzeczywistości bardzo intensywny, kryjący, malinowy róż,  wpadający w czerwień.. Jest to absolutnie czysty krem.

Kryje szybko i bezproblemowo - dwie cienkie warstwy spokojnie wystarczą do pełnego krycia. Nie robi smug, nie waży się - stempelki dobrze się na nim odbijają i nieźle przylegają. Schnie w normie, kilka minut, ale trzeba odczekać jeszcze z pół godziny, żeby się utwardził.


 Jako podkładu użyłam Verona Beauty Nail Club Odżywka wygładzająco-wybielająca , a bohater posta to Catrice 360 Raspberry Fields Forever.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Duet niedoskonały, czyli Verona Laboratories Natural Line SPA Goat`s Milk & Vanilla

Verona Laboratories Natural Line SPA Goat`s Milk & Vanilla to krem do ciała, który przekonał mnie niską ceną, bo niecałe pięć złotych i waniliowym zapachem. Jednak bardzo mnie zawiódł, a powody znajdziecie w notatce poniżej.


Krem zamknięty jest w czarne, miękkie, okrągłe opakowanie z dość lichego plastiku o pojemności 175ml. Dzięki niemu możemy wygrzebać wszystko do ostatniej kropli i nie zmarnować go. W środku mamy dodatkowo plastikowe kółeczko, które zabezpiecza przed wylaniem się kremu np. w podróży. Pudełko ugina się pod wpływem nacisku dłoni, m.in. przy otwieraniu. Całość wygląda na dość lichą, bo taka też jest.

Opakowanie jest obficie oklejone naklejkami z napisami i ładnym, zachęcającym obrazkiem wanilii i mleka. Zamieszczony jest też skład i chwała producentowi za to. Naklejki są papierowe, więc pod wpływem wilgoci pewnie zaczną się odklejać.W niektórych miejscach porobiły się już plamki.


Krem ma dość śliską konsystencję, jednak na skórze rozprowadza się bardzo dobrze. Nie jest twardy jak masła ani rzadki jak niektóre balsamy, ale nie spływa. Wchłania się w ciągu kilku minut, nie pozostawia nieprzyjemnego, tłustego czy lepkiego filmu.


Wiedziałam, że krem cudów robił nie będzie, ale i tak jestem zawiedziona. Miałam rację, bo nawilża bardzo lekko, a nawet zbyt lekko. Nie radzi sobie z suchym naskórkiem na kolanach i łydkach. Skóry nie wygładza nawet w najmniejszym stopniu, nie ujędrnia ani nie napina. Nie ma mowy o działaniu przeciwstarzeniowym czy niwelującym zmęczenie.

Bardzo spodobał mi się jego zapach - wanilia z mlekiem. Mocno czuć go w opakowaniu, na dłoni już słabiej, a na ciele tak delikatnie, że aż trzeba mocno przytykać nos. Utrzymuje się króciutko, a w tym czasie coraz bardziej słabnie.

Opakowanie 3/10, konsystencja 7/10, działanie 4/10, zapach 5/10, dostępność 1/10. Ocena ogólna - 4/10.

piątek, 6 kwietnia 2012

Marcowe zakupy

W marcu nie przybyło mi za wiele - głównie pielęgnacja. Mimo wszystko postanowiłam pokazać Wam moje comiesięczne łupy :-)


Poniżej pokażę wszystkie kosmetyki ze zdjęcia, a zacznę od ...

China Glaze Life Preserver
China Glaze Trendsetter
China Glaze Outta Bounds

Lakiery firmy China Glaze zamówiłam dość dawno u pewnej blogerki, kiedy robiła zamówienie na transdesign.
Wszystkie trzy zostały już pokazane na blogu - tu, tu i tutaj.
Najbardziej przypadł mi do gustu Trendsetter, a najmniej - Outta Bounds.







                   
Golden Rose Graffiti 02
Miss Sporty Clubbing 303
Catrice Ultimate 360 Raspberry Fields Forever 
My Secret Nail Polish 144
Butterfly Maxima 314

Pękacz dostałam od Malwiny w ramach wymianki, pokazałam go tutaj. Dwa kolejne oddała mi Krzykla, wielkie dzięki :-) Wszystkie przypadły mi do gustu, a najbardziej pękacz.
Z kolei róż od My Secret jest dość nieciekawy, pewnie powędruje do zakładki "wymianka". Motylka już pokazywałam, średniak.





Isana Body Butter Walnushmilch
Verona Laboratories, Natural Line SPA, Goat`s Milk & Vanilla

Masełko z Isany polubiłam, zrecenzowałam i zużyłam. Dobrze nawilżało i wygładzało skórę. Zostawiało jednak nieprzyjemny film, który długo się utrzymywał.

Krem do ciała z Verony kupiłam przypadkiem. Bardzo spodobał mi się jego waniliowo-mleczny zapach. Zaczęłam go używać kilka dni temu, nawilża średnio, a zapach nie utrzymuje się na skórze.





 The House of Pets, Dogs, Shower Gel


Czekałam na promocję tych piesków bardzo długo, a gdy ich cena wynosiła niecałe pięć złotych natychmiast kupiłam opakowanie z czterema Jackami.

Żele myją średnio, nie pienią się prawie w ogóle. Dość trudno wydobyć je z pieska. Zapachy mają całkiem ładne, zwłaszcza zielone jabłuszko.

Od lewej - Jack Green Apple, Jack Grape, Jack Blueberry.






A teraz trochę zdjęć z innej perspektywy :

Verona Beauty Nail Club, Odżywka do paznokci wybielająco - wygładzająca

Bardzo polubiłam te odżywkę. Świetnie nadaje się jako baza pod kolorowe lakiery, wygładza płytkę, łatwiej się po niej maluje.
Zauważyłam też jakby rozjaśnienie paznokci i mniej białych plamek.






Ziaja, Energia Pomarańczy, Balsam do ust


Miałam ten balsamik już kilka razy, ale nie kocham go tak, jak przedtem. Nie nawilża ust dostatecznie, tylko lekko natłuszcza. Wydaje mi się nawet, że wyskakują mi po nim krostki na ustach!









Johnson's Baby, Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 50ml
Johnson's Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom 15ml

Płyn przetestowałam i pokochałam, ma cudowną, tłustawą konsystencję, nie wysusza. Pachnie typowo dzidziusiem :)
Krem poczeka na wszelki wypadek.





Sensique, Zmywacz do paznokci naturalnych o zapachu winogrona

Polubiłam ten kosmetyk, mimo że zawierał aceton. Dobrze zmywał wszelkie lakiery, również brokaty - metodą z użyciem folii aluminiowej.

Pachniał winogronem, lecz przebijał się przez niego smród zmywacza, ale nie był tak nachalny jak inne :)  




Tołpa, Dermo Face, Physio - żel do mycia twarzy i oczu
Tołpa, Dermo Face, Physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu  

Oba produkty wygrałam w rozdaniu. Żelu jeszcze nie używałam, czeka na swoją kolej w szafce z zapasami.

Micela używałam kilka razy, dobrze zmywa makijaż oczu :)  



Avon, Naturals, Arbuzowa mgiełka do ciała

Mgiełka mnie urzekła swoim zapachem świeżego arbuza! Utrzymuje się na skórze raczej krótko.
Wspaniale odświeża po dużym wysiłku :-)  









Intimea, Łagodzący żel do mycia okolic intymnych

Całkiem niezły żel, myje bardzo delikatnie i nie podrażnia. Spodobał mi się jego zapach, przestał być "męski".

czwartek, 5 kwietnia 2012

Zieleń bez granic, czyli China Glaze Outta Bounds

Outta Bounds to już ostatni z trzech zamówionych przeze mnie lakierów firmy China Glaze. Specjalnie zwlekałam z pokazaniem go na blogu, ponieważ jest to kolor, który nie podoba mi się zbytnio i myślę, że spróbuję używać go do robienia wzorków.

Outta to lekko metaliczna zieleń, bardzo delikatnie frostowa z shimmerem, bardzo fotogeniczna :) Rozprowadza się bardzo dobrze, zresztą jak wszystkie lakiery China Glaze. Do pełnego krycia potrzeba dwóch warstw, niespecjalnie grubych. Schnie długo - przez dwadzieścia minut czekałam aż dwie warstwy wyschną, a pięć minut później na kilku paznokciach pojawiły się odgniecenia. Nie wiem, jak jest z trwałością, ponieważ zmyłam go po upływie około trzydziestu minut.


Wytrwale używam wybielającej odżywki Verony z serii Beauty Nail Club i również tym razem użyłam jej jako podkładu. Kolorowy lakier to China Glaze Outta Bounds.

Baranki moje, Hikki życzy Wesołych Świąt!

Obserwatorki i obserwatorzy, w związku z nadchodzącymi Świętami Wielkanocnymi życzę Wam wszystkiego co najlepsze, domowej atmosfery nie tylko na te szczególne dni oraz tego, co my, urodowe blogerki kochamy - dużej ilości kosmetyków, żadnych bubli, wielkich zużyć i wydawania małej ilości pieniędzy :-) Niech Wam służą i pomagają w codziennym dążeniu do piękna!





Dziękuję Wam również za to, że mnie wspieracie i obserwujecie mojego bloga, który w urodowym światku jest niezbyt popularny i całkiem nowy, a już dwadzieścia dwie osoby podglądają moje nieudolne posty :-)

W związku ze Świętami wyjeżdżam na kilka dni do rodziny i wracam dopiero we wtorek. Przez ten czas nie będzie nowych postów, ale postaram się śledzić niektóre blogi, nie pozostawiając komentarzy. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.


                                                                                                     Pozdrawiam, kochająca Was Hikki.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Intymny produkt z Biedornki, czyli łagodzący żel Intimea.

Nie lubię myć okolic intymnych mydłem lub żelem pod prysznic, ponieważ podrażniają i naruszają naturalną ochronę wrażliwych miejsc. W związku z tym postanowiłam zapoznać się z łagodzącym żelem biedronkowej firmy Intimea. Dzisiaj jestem już po kilku użyciach i mogę napisać dla Was recenzję.


Kosmetyk zapakowany jest dużą, owalną butelkę z cienkiego, kiepskiego plastiku o pojemności 300ml. Zwieńczeniem opakowania jest przezroczysta zakrętka na zatrzask z dużym otworem, przez który wypływa zbyt dużo płynu. Zdecydowanie bardziej wolałabym pompkę, bo otwieranie miękkiej butelki i łapanie płynu mokrymi rękami do najprzyjemniejszych czynności nie należy.

Szata graficzna jest estetyczna, schludna, delikatna, o lekkich barwach. Naklejka wydaje mi się być dość nędzna i mam wrażenie, że lada chwila odpadnie, a napisy zostaną mi na ręce. Póki co zauważyłam pęcherzyki przy brzegach stosunkowo małych kawałków papieru.


Produkt ma żelową, rzadką konsystencję, która w żadnym wypadku nie przypomina galaretki. Bardzo szybko spływa i ucieka z ręki, przez co się marnuje. Dobrze się rozprowadza i tworzy małą ilość gęstej piany.


Nie oczekiwałam specyfiku, który będzie cudem, jednak mimo to zawiodłam się. Myje zbyt delikatnie, mam wręcz wrażenie, że słabo oczyszcza. Zdecydowanie potrzebuję czegoś, co da mi uczucie świeżości na minimum dwanaście godzin, ale w tym przypadku to najwyżej siedem! Nie podrażnia, nie szczypie, nie wywołuje zaczerwienień, więc mogę uznać, że łagodzi.

Zapach jest mocno przeciętny, lekko męski, ale nie drażniący. Mogę nawet przyznać, że jest kojący i łatwo się do niego przyzwyczaić. 

Skład : Aqua, Sodium Laureth Sulfatem Cocamidopropyl Betaine, Oleamide DEA, Parfum, Propylene Glycol, Camellia Sinensis Leaf Extract, Lactic Acid, Disodium EDTA, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, CI 42090

Opakowanie - 3/10, zapach - 2/10, działanie - 6/10, dostępność - 9/10. Ocena ogólna - 5/10.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Wanilia i migdały w roli myjącej kłaki, czyli szampon Timotei do włosów cienkich

Staram się dbać o włosy, a pierwszym krokiem do ich piękna jest mycie odpowiednim specyfikiem. Czy szampon Timotei do włosów cienkich i normalnych z serii "Delikatność" zasłużył sobie na miano szamponu idealnego? Jeśli tylko chcecie się tego dowiedzieć, zapraszam do lektury :)


Szampon zapakowany jest dużą, białą, nieprzezroczystą, dość miękką butelkę rozszerzaną w połowie. U szczytu znajduje się nakrętka na zatrzask, którą łatwo otworzyć bez obaw o paznokcie. Ma ona też swoje minusy - z niewiadomych przyczyn osadza się na niej zgęstniały, glutowaty płyn. W dodatku wylewa się przez nią zbyt dużo.

Bardzo podoba mi się szata graficzna produktu - jest niezwykle zachęcająca. Przedstawiona wanilia i migdały prezentują się niemal tak, jakby były żywe! Oczywiście są one naklejone, jak na większości produktów, ale nie odklejają się i nie tworzą pęcherzyków pod wpływem pary i wody.


Szampon ma bardzo przyjemną konsystencję - mam nawet wrażenie, że jest zbyt rzadka, bo wylewa się z butelki w trybie natychmiastowym i w dużej ilości. Tworzy dużo gęstej piany, która szybko i bezproblemowo się spłukuje.


Podeszłam do tego szamponu bardzo sceptycznie, ponieważ to kosmetyk dwa w jednym, a ja nie lubię takich produktów, gdyż często są bardzo kiepskie. Jednak ten produkt nieco zmienił moją opinię na ich temat! Jest to bardzo dobry oczyszczacz - świetnie myje włosy i lekko odżywia, ułatwia rozczesywanie. Kłaki są bardzo miękkie i przyjemne  w dotyku. Szampon nie spowodował też łupieżu, nie przyspieszył przetłuszczania, dzięki czemu włosy nie są posklejane w nieestetyczne strąki już po kilku godzinach!

Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć, jaką wspaniałą pianę tworzy przy wlaniu naprawdę dużej ilości. Używałam go również jak płynu do kąpieli i jest naprawdę niezły, bo w ogóle nie podrażnia, a do tego wspaniale pachnie! Wyraźnie czuć wanilię, która nie jest ani trochę chemiczna.

Opakowanie - 7/10, działanie - 8,5/10, cena - 8/10, dostępność 9/10, zapach 10/10. Ocena ogólna - 8,5/10.

Naprawdę polecam zarówno jako szampon, jak również płyn do kąpieli. Myślę, że jeszcze do niego wrócę :)