poniedziałek, 10 grudnia 2012

Podsumowanie akcji "Jesienne umilacze"

Wczoraj minął czas, w którym mogłyśmy zamieszczać recenzje kosmetyków umilających zimną jesień. Przyszła więc chwila na zaprezentowanie swoich ulubieńców kąpielowo - pielęgnacyjnych i zamierzam to uczynić w dzisiejszym poście. Wprawdzie nie udało mi się użyć lub wypróbować wszystkich produktów przeznaczonych na akcję, ale uważam, iż dobrze się stało, że wzięłam udział w "Jesiennych umilaczach".


Początkowo moja grupka prezentowała się dokładnie tak, jak na powyższym zdjęciu. Niestety nie zdążyłam przetestować wielu z nich, m.in.: żelu Original Source, mandarynkowej kąpieli BingoSpa oraz pudrowej kuli Body Club. Ponadto nie używałam w tym czasie peelingów ani balsamów o interesujących zapachach, toteż moja lista będzie mocno uszczuplona.

Podczas akcji mogłyście przeczytać o kosmetykach takich jak:

Przed rozpoczęciem tagu również zamieściłam recenzje wielu pachnideł, które znajdziecie w linkach poniżej:

Wprawdzie nie udało mi się wyłonić top czwórki z obecnie stosowanych produktów, ale z tych używanych w przeszłości i teraz - owszem, mimo że jest to top siódemka!


Bardzo cieszę się z faktu, że wzięłam udział w akcji i dziękuję za jej zorganizowanie wspaniałomyślnej Malinie!

czwartek, 6 grudnia 2012

O tym, jak wzięłam deodorant zamiast antyperspirantu. Nivea Deodorant Pure & Natural Action Jasmine Deo Spray

Jakiś czas temu postanowiłam zakupić antyperspirant bez aluminium w składzie. Traf chciał, że stawiając na Niveę wzięłam dezodorant zamiast antyperspirantu i jestem zmuszona go używać. Długo zwlekałam z jego recenzją, aby przetestować, nabrać pozytywnych uczuć co do niego, ale nie udało mi się. Pełna żalu zapraszam Was na notatkę o produkcie zwanym Nivea Deodorant Pure & Natural Action Jasmine Deo Spray.


Dezodorant zapakowany jest w tradycyjne, metalowe opakowanie, przez które rzecz jasna nie widać poziom zużycia. Wykonane jest porządnie, nie straszne mu upadki na podłogę, w skutek których nie doznaje żadnych uszczerbków. Ma bardzo wygodny kształt, dzięki któremu nie wypada z dłoni. Posiada plastikowy, ale wytrzymały "przycisk", który powoduje wydobycie się z opakowania sprayu. Cały czas działa bez zarzutu.

Na opakowaniu nie ma żadnych naklejek, co bardzo mnie cieszy. Jedynie przezroczysta nasadka u szczytu butli ma niewielką, niezadzierającą się nalepkę. Wszelkie potrzebne informacje zostały nadrukowane i nie ścierają się nieestetycznie. szata graficzna jest całkiem miła dla oka, z naturalnym motywem. Całość prezentuje się bardzo dobrze, nie krzyczy z półki, ale nie jest też brzydka.


Produkt ma konsystencję wody jak wszystkie dezodoranty tego typu. Po przetworzeniu przed atomizer tworzy spray. Na pewno nie można nazwać go mgiełką, gdyż ciśnienie jest spore. Promień jego zasięgu nie jets zbyt duży, toteż z łatwością trafimy w wybrane miejsce. Schnie dość szybko, co bardzo mnie cieszy. Nie jest może to tryb natychmiastowy, ale nie więcej niż trzy minuty.

Dezodorant ma średnio przyjemny zapach kwiatów z mocno wyczuwalną chemią. Po aplikacji jest nieco duszący, ale po wchłonięciu zmienia się w całkiem niezłą woń. W niezmienionym stanie utrzymuje się do trzech, a później zaczynają się schody. Miesza się z nieładnym zapachem potu, tworząc wybuchową mieszankę. Pod koniec dnia czuć już głównie pot, więc nie ma mowy o 24- godzinnym zapachu.



Niestety nie mogę pochwalić działania tego produktu. Nie zapewnia najmniejszej ochrony przed poceniem i mokrymi plamami na bluzkach. Zamiast zapobiegania  nieprzyjemnym sytuacjom sprawia, że cały czas czuję dyskomfort. Wiem, że to tylko dezodorant, a nie antyperspirant, ale powienien przynajmniej niwelować nieprzyjemny zapach, a tego nie robi.

Opakowanie - 9 - tradycyjne, wygodne, nieprzezroczyste, z dość ładną szatą graficzną. Konsystencja - 10 - woda, którą atomizer przekształca w spray, szybko się wchłaniający. Zapach - 4 - niezbyt przyjemny, krótkotrwały. Działanie - 1 - chroni przed brzydkim zapachem maksymalnie dwie godziny, nie ogranicza pocenia. Ocena ogólna - 3/10. Niedziałający produkt bez aluminium.

środa, 5 grudnia 2012

Chmurne niebo, czyli Colour Alike Denim 202 Niebieski Ptak

Kocham niebieskie lakiery do paznokci, a zwłaszcza te ciemniejsze. Przedwczoraj pokazałam Wam jeden z nich w roli bazy pod wzorki i obiecałam pełną recenzję Niebieskiego Ptaka Colour Alike z kolekcji Denim o numerku 202. Nie lubię rzucać słów na wiatr, więc dzisiaj uraczę Was notatką na jego temat.

202 to bardzo ładny, przykurzony odcień niebieskiego, odpowiedniego na każdą porę roku. Przypomina mi zarówno jesienne niebo, jak i wakacyjne klimaty. Dzięki brakowi jakichkolwiek dodatków w postaci shimmera czy brokatu jest idealny na wszelkie okazje nie tylko dla bardzo młodych, ale też dla dojrzałych kobiet, gdyż nie jest ekstrawagancki i nie przykuwa zbytnio uwagi.

Lakier rozprowadza się dość dobrze, ale trzeba to robić bardzo uważnie. Jedno nieuważne pociągnięcie pędzelka powoduje zacieki lub nałożenie zbyt dużej ilości na płytkę. Nie zalewa skórek. Do pełnego krycia potrzebne są dwie średniej grubości warstwy. Pierwsza z nich schnie około dziesięciu minut, a druga o wiele dłużej. Bardzo łatwo wtedy o odciski i inne niespodzianki, które są przykre, bo trzeba zmywać lakier i nakładać od początku.


Niestety mimo szczerych chęci nie jestem w  stanie polecić Wam tego lakieru ze względu na czas wysychania.

wtorek, 4 grudnia 2012

Jesienne umilacze: Wiórki się sypią tfu! leją. Ziaja Kokosowa terapia skóry i zmysłów Mleczko pod prysznic

Uwielbiam pachnące żele pod prysznic, które umilają czynność konieczną jaką jest mycie. Szczególnym uczuciem darzę produkty Original Source, ale o jednym z nich będzie innym razem. Dzisiaj natomiast przybywam do Was z recenzją produktu Ziai - Kokosowa terapia skóry i zmysłów Mleczko pod prysznic, który działa z lekka relaksująco, a ponadto zalicza się do akcji Jesienne umilacze.


Mleczko zamknięto w wielkiej, mieszczącej aż pół litra produktu butelce. Wykonana z dość miękkiego, niezłej jakości plastiku o białej, nieprzezroczystej barwie sprawuje się dobrze, mimo braku widoczności poziomu zużycia. Dzięki nakrętce na "klik" z ukrytym pod nią wypustem bardzo dobrze radzi sobie z dozowaniem odpowiedniej ilości produktu. Nie wylewa się ani zbyt dużo, ani zbyt mało, gdyż otwór wylotowy jest niewielki, ale wystarczający.

Produkt posiada jedną, dopasowaną do swoich gabarytów naklejkę, zajmującą ok. 3/4 powierzchni butli. Jest na tyle wytrzymała i dobrze przyklejona, że nie pęcherzykuje i nie zadziera się. Niestety przy jej brzegach zbiera się brud i kurz, co wygląda dość nieestetycznie. Szata graficzna bardzo w porządku, delikatna, bez zbędnych informacji. Bardzo podoba mi się styl, w jakim jest wykonana.


Myjadło ma konsystencję bardzo podobną do mleczka do demakijażu, ale dużo bardziej żelową. Świetnie i bezproblemowo rozprowadza się na skórze, a dzięki gąbce operacja ta przebiega wyjątkowo sprawnie. Świetnie się pieni i to w sporej ilości, ale nie jest to bardzo zwarta piana. Ponadto szybko się zmywa, nie oklejając ciała tłustym filmem, którego szczerze nienawidzę zarówno  w żelach, jak i smarowidłach.

Zapach jest jak najbardziej przyjemny, jednak nie przypomina świeżego kokosa. Pachnie raczej wiórkami uzyskiwanymi z tego owocu. Woń ta jest niezbyt mocna, ale świetnie wyczuwalna podczas mycia. Po spłukaniu utrzymuje się na skórze bardzo krótko, co dla mnie jest wielkim plusem. Wprawdzie nie jest to zapach w pełni naturalny, ale przyjemny dla nosa i niedrażniący.


Mleczko spełnia swoją rolę znakomicie - myje i oczyszcza, a to w tego typu produktach jest najważniejsze. Bardzo cieszy mnie również fakt, że w żadnym stopniu nie wysusza skóry. Oczywiście nie nawilża, więc po umyciu konieczne jest zastosowanie balsamu czy masła. Ponadto nie podrażnia i nie wywołuje ataku czerwonych krostek, dzięki czemu stwierdzam - nie zapycha!

Opakowanie - 9 - bardzo duże, porządnie wykonane, nieprzezroczyste, z ładną szatą graficzną i tylko jedną naklejką. Konsystencja - 9 - gęsta, żelowo - mleczkowa, przyjemna, łatwo się rozprowadza i nieźle pieni. Zapach - 8 - wyczuwalna jest woń wiórek kokosowych, lekka i dość delikatna. Działanie - 10 - świetnie myje i oczyszcza, nie wysusza, nie nawilża, nie podrażnia i nie zapycha. Ocena ogólna - 9/10. Bardzo dobry żel pod prysznic o niezłym zapachu i pozytywnym działaniu :-)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Listopadowe zakupy

Zużycia i włosowa aktualizacja już były, czas więc na zakupowe podsumowanie. Jestem z siebie bardzo zadowolona, ponieważ wydałam naprawdę niewiele, korzystając z wymiany i promocji, a zyskałam wiele ciekawych smaczków. Szczególnie cieszę się z produktów zagranicznych oraz umilających kąpiel, o czym przekonacie się w dalszej części notatki.


  • Ziaja, Kokosowa terapia skóry i zmysłów, Mleczko pod prysznic - 6,99
  • Joanna, Naturia, Olejek do kąpieli i pod prysznic, Kawa i śmietanka - 5,6
  • Original Source, Seasonal Edition, Plum & Maple Syrup, Shower Gel - 5,99
Jak widać na załączonym poniżej zdjęciu zaopatrzyłam się w niewielką armię kąpielowych umilaczy o naprawdę pięknych zapachach. Ziajowe mleczko rzeczywiście pachnie wiórkami kokosowymi, a olejek Joanny słodką kawą. Upragniony żel OS nie został jeszcze przetestowany, ale zapach ma obłędny. Nie mogę się już odczekać prysznica z nim w roli głównej!


  • BabyDream, Szampon dla dzieci - 3,87
  • Farmona, Herbal Care, Lniana odżywka do włosów - 6,75
Szampon z Rossmanna jest moim niekwestionowanym, uniwersalnym ulubieńcem. Nie podrażnia i nie wysusza, nadaje objętości i miękkości. Odżywkę Farmony wzięłam na spróbowanie po tym, jak Anwen wspomniała o niej na blogu. Póki co sprawdza się naprawdę bardzo dobrze, a użyłam jej dopiero pięć razy, więc jakby nie było, wszystko przede mną :)


  • Essence, Snow White, Special Effect Topper, 01 Evil Queen
  • p2, What's Up? Beach Babe, Sassy Attitude Blush Stick, 010 Berry Glam
  • Alverde, Alm Beauty, Lipgloss, Stadl Funkeln  
Wszystkie trzy produkty dostałam w ramach wymiany z zachodnią sąsiadką, piękną Luną. Nie wyłoniłam jeszcze swojego ulubieńca, gdyż póki co wszystkie wydają mi się świetne! Mają bardzo łądne kolory, szczególnie lakier, który będziecie mogły zobaczyć za kilka dni. Pozostałe również doczekają się recenzji, ale już po Świętach :-)


  • Cztery Pory Roku, Zimowy krem do rąk - regenerujący - prezent
  • Cetaphil MD, Dermoprotektor do twarzy i ciała - próbka od dermatologa
  • Tisane, Balsam do ust - 8,3 + 9,49 =   17,79
Kilka miesięcy temu testowałam rozgrzewającą wersję tego kremu do rąk, więc i ta musiała u mnie zagościć. jest bardzo porządny, ale minimalnie gorszy do poprzedniego. Na produkty Cetaphil czatowałam dość długo, ale wreszcie upolowałam jedną. Póki co jeszcze go nie testowałam, bo kończę zapasy. Balsam Tisane bardzo lubię i często kupuję i dziwi mnie rozbieżność cen w różnych aptekach.


Za wszystko zapłaciłam tylko 46,99! Jestem z siebie bardzo zadowolona, gdyż udało mi się nieco zaoszczędzić na pewne smakowite zakupy, o których niebawem napiszę.

Changes of Weather: Rainy! Colour Alike Denim Niebieski Ptak + Black & White 02 White Hype + Miyo Mini Drops Provoctation

Mimo iż mamy dzisiaj dzień iście zimowy, dodaję notkę o bardzo deszczowym charakterze. Powodem tego jest rozpoczęcie akcji paznokciowej Changes of Weather, która zobowiązuje do wykonania manicure'ów w pogodowej tematyce. Akurat na obecną dobę trzeba było wymalować krople deszczu, tak więc zapraszam Was na obejrzenie kilku zdjęć i przeczytanie notatki :-)

Jako bazy użyłam przykurzonego Niebieskiego Ptaka Colour Alike z serii Denim nakładając tylko jedną warstwę. Kropelki oraz chmury wykonałam przy pomocy bardzo intensywnego kobaltu Miyo Mini Drops Provocation oraz Essence Black & White w odcieniu 02 White Hype. Połączeni tych barw dość dobrze oddało klimat pochmurnego, jesiennego dnia.

Lakier CA rozprowadzał się dość dobrze, jednak pozostawiał prześwity przy jednej warstwie, ale do mani tego typu wyglądał całkiem nieźle. Po kilku minutach nałożyłam gąbką delikatne obłoki, a wykałaczką - podłużne kropki, mające stworzyć krople. Całość wyschła po upływie kilkunastu minut i myślę, że nie jest to zły wynik.


Bardzo dobrze widzę, że manicure nie wyszedł idealnie, ale też nie najgorzej. Mam zamiar bardziej się postarać przy następnych notkach po szyldem Changes Of Weather.

niedziela, 2 grudnia 2012

Włosowe aktualizacje - po 1. miesiącu

Jutro minie miesiąc od mojej pierwszej włosowej aktualizacji, więc myślę, że czas na podsumowanie miesiąca. Muszę przyznać, że rozpoczęcie  cyklu tych postów oraz dziennika pielęgnacyjnego niesamowicie mobilizuje do dalszego działania, dzięki czemu włosy na mej głowie wyglądają coraz lepiej. Zapraszam więc do dalszej części posta z głębszą analizą.

 03.11.12                               02.12.12


 Długość z tyłu - 40cm - 3cm = 37cm

Włosy wydają się dłuższe, ale w rzeczywistości zostały podcięte o 3cm, co sprawiło, że ich końce wyglądają dużo lepiej. Przede wszystkim powoli dochodzę do wyrównania kłaków na całej długości, aby w spokoju kontrolować ich pomiary. 

Moja listopadowa pielęgnacja opierała się głównie na oleju, szamponie i odżywkach, głównie ze względu na chęć wykończenia zapasów. Dążyłam do zminimalizowania ilości produktów nakładanych na włosy, aby stwierdzić, co im służy, a co nie. Obecnie amia pielęgnacyjna przedstawia się tak:


Przed każdym myciem staram się nakładać olej na co najmniej dwie godziny, czasem na trzy i pół. Obecnie stosuję kokosowy Dabur Vatika Enriched Hair Oil, który naprawdę dobrze mi służy. Zmywam go delikatnym, ale bardzo dobrze działającym szamponem BabyDream, który nie dość, że zmywa i to porządnie, to jeszcze nie wysusza. Ostatnią czynnością jest nałożenie lnianej odżywki Farmona Herbal Care, całkowitego novum w mojej pielęgnacji. Póki co służy mi bardzo dobrze. Dzień po umyciu spryskuję kłaki sprayem Oriflame Volume Boost Leave - In Conditioner z lekkimi silikonami, które świetnie chronią przed uszkodzeniami. 

Kilka razy w miesiącu użyłam także silikonowej odżywki, aby sprawdzić jej działanie. Przyznaję, że o wiele lepiej służą mi naturalne produkty, więc ostatnią próbkę zużyję na końcówki. Ponadto kilka dni temu zalaminowałam włosy żelatyną i cieszę się z efektów. Wprawdzie nie wyszło z tego nic spektakularnego, ale widać wygładzenie i bardzo dużą miękkość oraz ograniczenie przetłuszczania. 


Moje poczynania możecie śledzić we włosowym dzienniku, w którym zapisuję wszystko, co czynię z kłakami. Daje mi on motywację i mogę przeglądać go do woli, aby zorientować się w tym, co mi służy, a co nie.

A jak Wasza pielęgnacja? Co sądzicie o mojej? Co polecacie dla włosów zniszczonych? Jakie znacie porządne kosmetyki bez SLS/SLeS i silikonów?